Czy piątek, 13 marca, przyniesie wszystkim pecha? Czy, zgodnie z tradycją, okaże się feralny? Zwolennicy pechowości trzynastki przytaczają wiele nieszczęsnych zajść, do których doszło takiego właśnie dnia.
Według tradycji, w pierwszy pechowy piątek, trzynastego, Ewa, do spółki z wężem, skusiła Adama, by skosztował zabronionego owocu. Potem historia miała dostarczyć wielu dowodów feralności tej daty. W XIX w. towarzystwo ubezpieczeniowe Lloyda nie chciało ubezpieczać statków, które wypływały w rejs w piątek, trzynastego dnia miesiąca.
W początkach ery komputeryzacji i niemowlęctwie internetu, twórcy wirusów komputerowych przejawiali wyjątkową słabość do „czarnej daty”. Z tego też powodu niektórzy użytkownicy komputerów woleli w piątki trzynastego nie uruchamiać komputerów.
Jednym z pierwszych wirusów aktywujących się w piątek, trzynastego był “Jerusalem”, znany również jako “Time”. W 1988 r., w piątek trzynastego, wirus ten zniszczył dane wielu przedsiębiorstw, zainfekował tysiące komputerów i szkodził przez dłuższy czas, bo w tamtym czasie programy antywirusowe nie były tak rozpowszechnione i skuteczne, jak dziś. W następnych latach, w piątki, trzynastego, dało o sobie znać jeszcze wiele innych wirusów.
W Polsce złą sławą cieszyła się sprawa otwarcia krypty Jagiellończyka. W 1973 r. zespół naukowców, za zgodą ówczesnego metropolity krakowskiego, Karola Wojtyły, otworzył na Wawelu grobowiec króla Kazimierza Jagiellończyka. Grobowiec otwarto w piątek, 13 kwietnia. Po roku zmarł pierwszy z naukowców, którzy otworzyli kryptę. W ciągu kolejnych 10 lat, spośród 32 osób, które badały szczątki Kazimierza Jagiellończyka, aż 16 zmarło nagłą śmiercią. Podobno jeden z ekspertów dostał zawału, gdy czyścił miecz wyjęty z królewskiego grobu.
Sprawą domniemanej klątwy Jagiellończyka zajęli się naukowcy, kryminolodzy i dziennikarze. Szeptano o klątwie królewskiej, takiej jak ta, która dotknęła brytyjskich archeologów - odkrywców grobowca faraona Tutenchamona. I oczywiście, wszystkiemu winna była beztroska polskich naukowców, którzy dobrali się do grobowca w feralny dzień: w piątek, trzynastego. W połowie lat 90. odkryto jednak, co mogło, racjonalnie rzecz biorąc, wywołać przedwczesną śmierć przynajmniej kilku z naukowców. Analizy próbek pobranych z kości i szat Kazimierza Jagiellończyka wykazały obecność grzyba kropidlaka złocistego. Jego mikroskopijne spory, wdychane wraz z powietrzem, mogą rozwijać się w ludzkim organizmie, a następnie wpłynąć na rozwój chorób skutkujących zawałem serca lub wylewem.
Czy więc to grzyb zabił naukowców, czy raczej pech, bo kryptę Jagiellończyka otwarto 13 w piątek?
- To nie przesąd - twierdzi David Warren, brytyjski biznesmen, który swego czasu ubezpieczył się na sumę 25 tys. funtów przeciw wypadkom, które mogłyby mu się przydarzyć w piątek, 13. - Jeśli ktoś dwukrotnie nieomal stracił życie w te feralne dni, a mówi się, że do trzech razy sztuka, dmucha na zimne. Nie uważam siebie za człowieka przesądnego, raczej za realistę.
Warren wie, co mówi. Najpierw, w piątek 13 października 1967 r., gdy leciał do Dublina, piorun trafił w samolot i unieruchomił jeden z silników. Niemal rok później, w piątek 13 września 1968 r., Warren znów wybrał się w podróż. Tym razem jechał samochodem i zapaliła się opona koła usytuowanego obok baku.
- Wyszedłem cało z tych opresji, ale wierzę, że do trzech razy sztuka – zapewniał Warren w wywiadach udzielanych prasie.
Piątek, 13 dzień miesiąca - bać się, czy śmiać z przesądu? A może robić swoje, ale na wszelki wypadek splunąć trzy razy przez lewe ramię, na szczęście? Otuchy dodać może fakt, że według ludzi wtajemniczonych, biegłych w sztukach ezoterycznych, to my sami nadajemy siłę sprawczą pechowi, który szczególnie objawia się w piątek, 13.
13-go w piątek - brzmi złowieszczo
Głęboko wierzymy, że 13-tka przynosi nieszczęście. Kultura zachodnia przypisuje jej śmierć, katastrofę, ruinę i zdradę. Co czwarty Polak wierzy w fatum numeru „13”. W hotelach europejskich nie znajdziemy pokoju o numerze „13”, podobnie w samolotach: nie ma foteli z takim numerem. Francuzi nie oznaczają domów tabliczkami z „13”, Włosi unikają jej w niektórych grach loteryjnych.
Czarne koty nagle pojawiają się w niewidzianych dotąd ilościach a wszechogarniający pech obchodzi swój wielki dzień. Nagle obroty na giełdach finansowych spadają, przyszłe matki nie chcą rodzić, by nie naznaczyć pechem dziecka, niektórzy przeczekują ten dzień w domu. Nie organizuje się również egzaminów 13-go w piątek z powodu tego utrwalonego zabobonu, uczniowie i studenci mogą liczyć na taryfę ulgową. Wiara w moc „13” łączy jak mało co, ponad podziałami. Boją się jej i politycy i apolityczni. Pogotowie i policja jednak nie potwierdzają nadprzyrodzonego wzrostu wypadków.
Teofil i Edward, którzy 13. października jak co roku obchodzą imieniny, też są niespokojni, w końcu nie co roku ich święto przypada na piątek. – Wystarczy, że to 13-go, wszystko może się zdarzyć! – wzdycha pan Edward z warsztatu samochodowego w Opolu. – Mój tata też miał na imię Edward, nie przeszkadzała mu data, imieniny zawsze były huczne i radosne! Pamiętam, że przy czarnych kotach raczej zawracał z drogi, ale najgorzej się zachowywał, kiedy drogę przecięła mu zakonnica, którą nazywał pingwinem. Klnąc pod nosem, zmieniał trasę, kiedyś jechaliśmy nad morze, to było w połowie drogi ze Śląska, cała grupa zakonnic wkroczyła na przejście. Z piskiem opon zawrócił, dołożył chyba ze 100 km dodatkowo! – wspomina pani Beata.
Co to takiego ten pech? Fatalny zbieg okoliczności, który potraktowalibyśmy inaczej, gdyby nas spotkał np. 21. dnia miesiąca. Zresztą, najczęściej, jak dowodzi wielu psychologów, sami ściągamy na siebie nieszczęścia; są tacy, którym tzw. pech po prostu towarzyszy. To pesymiści, którzy dbają o to, by pech ich nie opuszczał. Jak dowodzi autorka książki „W zgodzie z sobą, w zgodzie z innymi”, psycholog i socjolog dr Joanna Heidtman, wierzą, że i tak wysiłki do niczego nie doprowadzą, nie przykładają się do działań, no i faktycznie ponoszą porażkę. Potwierdzają tym samym „swojego pecha”, czyli samospełniająca się przepowiednia się wypełnia. I tak w kółko. Można wyróżnić cechy osobowości szczęściarzy i pechowców: ci pierwsi są przeważnie ekstrawertykami, otwartymi na innych ludzi, lubiącymi świat i towarzyskimi. Świadomie lub nieświadomie wpływają na zwiększenie szczęśliwych zbiegów okoliczności w swoim życiu: spotykają się z ludźmi, są atrakcyjni towarzysko, utrzymują wiele kontaktów. Pechowcy zaś, niepewni siebie, trudno nawiązują relacje z innymi, bywają nieufni i podejrzliwi. Nerwowi, schematyczni, rzadziej się uśmiechają. Szczęściarze to nie wybrańcy fortuny, oni się po prostu dwa razy częściej uśmiechają, nie unikając wzroku rozmówcy. Stąd więcej kontaktów, co za tym idzie – więcej korzystnych okazji. Wierzą, że mają wpływ na własne życie, są kreatywni, odważniejsi od leniwych czy niepewnych osób, które nie mają poczucia wpływu na własne życie, i zawsze mogą obciążyć odpowiedzialnością „swojego pecha”.
Urodzeni 13-go
To, którego dnia się urodzimy ma wg numerologów wpływ na los. 13-tka obciążona jest częstszym borykaniem się z problemami w życiu, ciężką pracą, ale nie ma wielkiego wpływu na osobowość. Tyle numerologia,. Stąd większy spokój na porodówkach tego dnia, która przyszła mama może, woli urodzić dziecko dzień wcześniej lub nieco po 13.dniu miesiąca, a nie daj Boże jeszcze w piątek. Z praktyki życiowej wynika, że nikt nie chce być blisko pechowca, niezadowolonego, który w dodatku nic nie próbuje zmienić. Wszak samo wyciągnięcie wniosków i nauki z tzw. pecha, pozwala, by nawet nieszczęście potraktować jako wspaniałe doświadczenie i dostrzec w nim jakiś pozytyw. Wg dr Heidtman, nie jest łatwe przełamanie stereotypu myślowego pechowców, odcięcie się od myślenia, że to świat się sprzysiągł przeciw . Jest to jednak możliwe, przy użyciu racjonalnego myślenia.
Opracowano w Wielkiej Brytanii na jednym z uniwersytetów mapę szczęściarzy i pechowców. Dania to miejsce na ziemi z największą liczbą szczęśliwców, ciekawe, czy Polacy, których liczba tam systematycznie rośnie mają jakiś wpływ na wyniki badań? Najwięcej pechowców zaś mieszka w Afryce: w Burundi, Kongo i Zimbabwe. Na 178 badanych krajów Polska zajęła miejsce 99, więcej pechowców mają też nasi bliscy sąsiedzi Słowacy, Rosjanie, Ukraińcy, Litwini i Białorusini. Im większe państwo, tym nieszczęśników więcej. Zatem, statystyki staystykami, ale to my mamy wpływ na los. Śmiejąc się z zabobonów róbmy interesy życia właśnie 13-go w piątek, tuż przed weekendem, podczas którego wyśmiejemy obawy, głaskając najpiękniejsze na świecie czarne koty, mruczące na naszych kolanach…
Pokój nr „13” w opolskich hotelach
Nie znaleźliśmy żadnego hotelu z pokojem o numerze 13!
W „Wenedzie” mamy pokoje o numerach 213, 313, podobnie w „Festivalu”. W Hotelu Mercure nie ma żadnego pokoju o numerze z liczbą „13”. Jak przystało na trwałą wiarę w moc „13-tki”, hotelarze pomijają trzynaste piętro i nie numerują tam pokoi. Klienci nie mają zniżek na pokoje z 13-tka w numerze, raczej nie bronią się przed pobytem w takim pokoju. No ale gdyby im zaoferowano „13” na 13-tym piętrze, to kto wie…
Przechytrzyć czarnego kota
Piątkowa trzynastka, przecinający nam drogę czarny kot, czy nieopatrzna przechadzka pod drabiną, to ogólnie znani, choć nie koniecznie skuteczni, pechodawcy. Również złowróżbną oznaką, obowiązkowo wpisaną do leksykonów przesądów, jest rozsypana sól, niechybny sygnał rodzinnej awantury. Długie są listy sygnalnych znaków, ostrzagających przed mającymi nadejść losowymi niespodziankami. Równie wiele jest domowych sposobów na przechytrzenie złego.
Ciężarna kobieta powinna zaniechać noszenia szalików czy apaszek, bowiem przyszły noworodek może zaplątać się w pępowinie - tak przynajmniej twierdzi Utimia Martini Calva, łódzka jasnowidząca. - Przyszła mama powinna bezwzględnie zrezygnować z podglądania przez dziurkę od klucza. Mający przyjść na świat noworodek może być przez to zezowaty. Nieodłącznym rekwizytem przytwierdzonym do rączki malucha lub jego wózka powinna być czerwona kokarda. Skutecznie uchroni przed tak złym okiem, a więc chorobami i słabym rozwojem niemowlaka. Ząbek czosnku, nosznony przy sobie lub przytwierdzany do drzwi wejściowych domu równie skutecznie obroni nas przed czającymi się demonami.
Bardziej przesądni w żadnym przypadku nie pozwolą na czyszczenie z włosów swoich ubrań. Wtedy najłatwiej zarazić się złymi myslami niezbyt przychylnego nam czyściciela. Troskliwe mamy, zanim przyszyją oderwany guzik czy nadszarpniętą kieszeń, powinny wcześniej zdjąć z dziecka uszkodzone ubranie. Jeśli tego nie zrobią, to mogą “zaszyć” nieopatrznie dziecku szansę na pomyślny rozwój umysłowy. By uchronic potomka od złodziejskich zamiarów, nie bijmy go po rękach. Wadą wymowy może zakończyć się pokazywanie maluchowi lustra.
Od dawien dawna pęknięte lustro było zwiastunem zbliżającej się serii nieszczęść. Skutecznie unieszkodliwimy czekające nas niefarty, zakopując rozbite szklane szczątki. Wcześniej jednak czeka nas maraton przez siedem podwórek i trzykrotne splunięcie bez odwracania się za siebie. Szybki i bujny porost włosów zapewnią nam postrzyżyny w czasie pełni księżyca. Nawet minimalnie podcięte przez osobę mającą manualne zdolności, już w czasie trzeciej pełni odrosną w tempie błyskawicznym. Obcięte włosny najlepiej spalić lub usunąć w osobnej torbie. Wrzucone do kosza ze śmieciami mogą stać się przyczyną naszego zagubienia i bałaganu myślowego.
Szczęście i pomyslność w placówkach handlowych i usługowych, z wróżbiarskimi włącznie, zapewni klient płci męskiej, który pojawi się jako pierwszy. Wizyta kobiety to niezawodny znak, że na wysokie obroty tego akurat dnia nie ma co liczyć. Porozrzucane byle jak obuwie grozi siedmiodniowym rozsypaniem się naszych planów. Lawine kłopotów przyciągnie na nas otwierana w domu parasolka. Zgubne w skutkach stanie sie dla nas także jej przypadkowe upuszczenie na podłogę. Również trzymana na podłodze torebka nie wróży nic dobrego. Brak szacunku dla przechowywanych tam dokumentów, osobistych drobiazgów, zaowocuje niechęcią do jakichkolwiek działań lub spowoduje ich nieefektywność. Błyskawicznie też roztrwonimy chowane tam zaskórniaki. Zarobione pieniądze będą się lepiej trzymały, jeśli przyjmiemy je po wczesniejszym położeniu na stole przez dającego. Podane z rąk do rąk niezbyt długo zabawią w naszych portfelach. Jest też antidotum na agresję szefa. W trakcie trudnej lub wręcz niemiłej dla nas rozmowy patrzmy mu w lewe oko. Z pewnością zmięknie.
Tadeusz Oszubski
Beata Dżon
Grażyna Woźniak
Magia szczęśliwej siódemki
Dlaczego siódemka uznawana jest za liczbę szczęśliwą, a np. trzynastka za pechową? Czy w cyfrze może tkwić magiczna siła, która może oddziaływać na nasze losy? Trudno stwierdzić na ile można wierzyć liczbom, ale o wiele łatwiej odszukać korzenie starodawnych przesądów i tradycji związanych z oddziaływaniem liczb.
Za szczególnie szczęśliwą, będącą symbolem doskonałości i zwycięstwa była od wieków uważana siódemka. Liczba niezwykła, magiczna liczba szczęścia, której tajemnica pozostała nieodgadniona. W Starym Testamencie siódemka pojawia się 77 razy. Bóg miał stworzyć świat w ciągu siedmiu dni. Istnieje siedem grzechów głównych.
W starożytnośći siódemka była uważana za liczbę od której wszystko wzięło swój początek. Miała być bowiem sumą dwóch liczb: trójki i czwórki, które symbolizowały niebo i ziemię. Słynnych cudów świata było także siedem. Miały to być wiszące ogrody Semiramidy, wieża u wejścia do portu w Aleksandrii, kolos rodyjski, egipskie piramidy, posąg Zeusa dłuta Fidiasza, mauzoleum w Helikarnasie i świątynia Artemidy w Efezie. Wielu greckich bogów posiadało jako swój atrybut siódemkę. Cyfra ta związana była z Apollem, Ateną i Heliosem. Bogowie i bohaterzy greccy często mieli siedmioro dzieci. Helios miał 7 synów, a nieszczęśliwa w macierzyństwie Niobe siedem córek i siedmiu synów, którzy potem zginęli dosięgnięci zemstą bogów.
Tradycja związana z siódemką przeniesiona została z Grecji do Rzymu. Wieczne Miasto zbudowano przecież na siedmiu wzgórzach. Magia siódemki była z czasem tak potężna, że zaczęto nosić specjalną biżuterię, na której liczba ta była wygrawerowana, gdyż miała zapewniać szczęście i miłość. Zdarzało się, że niektórzy wyjątkowo przezorni rozpoczynali podróż siódmego dnia danego miesiąca. Był to także najlepszy dzień na śluby, chrzciny, podpisywanie ważnych transakcji, zawieranie przymierzy i pokoju.
Być może ta ogromna siła oddziaływania siódemki ma swe korzenie w przyrodzie. Każda faza księżyca trwa przecież siedem dni. Tyle samo trwa tydzień, charakter człowieka zmienia się podobno co siedem lat, a jedem z najważniejszych symboli judaizmu - świecznik liturgiczny jest siedmioramienny. Powszechnie uważano także, że człowiek który ma w swej dacie urodzenia liczbę siedem będzie zawsze szczęśliwy.
Siódemka pojawiała się także często w baśniach, których pierwsze zdanie często zaczynało się od słów: “Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami i siedmioma lasami…” Znany bajkopisarz francuski Charles Perrault uwielbiał siódemkę. W jego bajkach było siedem dobrych wróżek, siedmiomilowe buty, a bohaterowie często mieli siedmioro dzieci.
Siódemka przez wieki miała wyrażać doskonałość, do której przecież wszyscy dążymy i stąd być może jej nieprzemijające powodzenie.
Magdalena Jastrzębska









