Czy Sikorski będzie szefem NATO? Jak stoją szanse Cimoszewicza? Gdzie się da upchnąć Kwaśniewskiego? Co powiedział Palikot? Co na to wszystko Wałęsa? Polskie media relacjonując politykę przedstawiają ją często wedle schematów kolorowych magazynów plotkarskich, zajmujących się życiem gwiazdek popkultury. Odbiorcy pozornego strumienia informacji rzucą się mniej lub bardziej sensacyjne tytuły, wytwarzając obraz świata oparty o ciąg mniej lub bardziej ze sobą związanych kolorowych, skandalizujących obrazków. Rzeczywiste problemy znikają w jazgocie forumowych ujadaczy. Taką tendencję opisu rzeczywistości znakomicie zresztą wykorzystują polityczne elity, zwłaszcza zaś Platforma Obywatelska, która bez względu na to, jak rzeczywiście radzi sobie z rządzeniem krajem, znakomicie kryje się za tarczą medialnego szumu.
Kandydatura Sikorskiego na szefa NATO oraz próba wysłania do Strasburga na europejską emeryturę Cimoszewicza tak zajmują nasze media, iż mniej jest czasu na prześledzenie kierunków i działań polskiego rządu na arenie międzynarodowej. Medialne “sukcesy” w rodzaju wspólnej eskapady prezydenta i premiera na unijny szczyt są sukcesami dlatego, że za takie zostały wszem i wobec ogłoszone, ale na czym konkretnie to niekończące się pasmo polskich sukcesów, od czasu słynnego “yes, yes, yes!” Marcinkiewicza polega, trudno byłoby zapewne powiedzieć.
Czy uzyskanie przez polskiego polityka znaczącego stanowiska w NATO lub instytucjach unijnych odzwierciedlałoby rosnącą pozycję międzynarodową Polski, możnaby ocenić jedynie wtedy, kiedy wiedzielibyśmy, na ile realizowane są interesy kraju. Co np. oznaczałoby sekretarzowanie NATO Sikorskiego? Czy Polska rzeczywiście stała się jednym z rozgrywających Sojuszu? Kiedy Sekretarzami byli Brytyjczyk lub Niemiec, było to czymś normalnym, biorąc pod uwagę międzynarodowe (i militarne) znaczenie obu krajów. Holenderska dyplomacja cieszy się szacunkiem i uznaniem swych atlantyckich partnerów, a Holandia jest krajem o ustalonej renomie. Podobną pozycję zajmuje Dania, choć np. dla Amerykanów akurat dziś “lepszy” byłby Kanadyjczyk. Kanada bowiem nie tylko posiada bardzo pozytywny “image” w społeczności międzynarodowej, ale jest silnie zaangażowana w Afganistanie i tego zaangażowania nie chcą stracić Amerykanie, niejako prestiżowo zobowiązując Ottawę do przedłużenia swej misji poza rok 2011. Jakie atuty w bieżącej rozgrywce ma Sikorski, poza osobistymi ambicjami?
W przekonaniu dużej części polskich mediów i chyba znacznej części społeczeństwa, jego atut to… bycie “Wschodnim Europejczykiem”, Polakiem, a więc w jakiś sposób naturalna znajomość i zrozumienie skomplikowanych problemów wschodniej Europy, a zwłaszcza już problematyki rosyjskiej. Tak niejako przedstawiał sam siebie min. Sikorski w Brukseli. Skoro NATO musi sobie jakoś ułożyć stosunki z Rosją, a ta Rosja przejawiać zaczyna tradycyjne, imperialne tendencje, to potrzebny będzie w Brukseli ktoś, kto zna sprawę na wylot, czyli - Radek! Ten mit specyficznie polskiego zrozumienia meandrów rosyjskiej duszy i polityki bierzemy na poważnie, kompletnie nie zdając sobie sprawy z tego, jak w kontekście stosunków europejsko-rosyjskich jesteśmy postrzegani - i to przez obie strony.
W swym niedawnym wywiadzie dla niemieckiej gazety rosyjski ambasador przy NATO, były szef nacjonalistycznej rosyjskiej prawicy, Dymitrij Rogozin wzywał Zachód, aby nie dał się pokłócić z Rosją “małym państwom”. Mówiąc o Zachodzie Rogozin miał oczywiście na myśli ten Zachód sprzed upadku berlińskiego muru. Owe zaś “małe państwa” stanowiące problem w obopólnych relacjach to oczywiście nowi członkowie Unii i Sojuszu, którzy mają czelność nie tylko mieć swoje zdanie, ale jeszcze rządać uznania swych interesów za równoważne interesom wielkich mocarstw.
Dla Rogozina, dla szefa rosyjskiej dyplomacji Iwanowa, o Putinie czy Miedwiediewie nie wspominając, Polacy są uciążliwymi petentami, czepiającymi się a to historycznych zaszłości, a to ekonomicznych interesów Rosji. Polacy, choć w NATO i UE, nie są w rosyjskim pojęciu partnerami ani też żadnymi pośrednikami w relacjach z prawdziwą Europą, z którą po pierwsze Rosjanie mogą rozmawiać sami. Po drugie zaś, Europa - ta prawdziwa Europa, Europa Sarkozy’ego, Merkel i Berlusconiego - na Rosję patrzy z zupełnie innej strony. Dla Niemiec, Italii czy Francji Rosja to tradycyjny, choć uciążliwy partner w rozwiązywaniu problemów międzynarodowych, ale też pożądany partner gospodarczy. Tu liczy się także - jeżeli nie zawsze - jedynie biznes. Liczenie na to, że nasze “doświadczenie” w relacjach z Rosjanami będzie atutem kandydatury Sikorskiego mogło urodzić się w głowach redaktorów naszych mediów. Jeżeli jednak brano to na poważnie w kręgach naszej dyplomacji, jeżeli na serio myślał tak sam Sikorski to mamy tu problem.
Posłużmy się pewnym świeżym przykładem. Kinowa klęska “Katynia” w Italii powinna dać nam trochę do myślenia. Historyczny i moralny mandat, wynikający z tragedii Drugiej Wojny udało się wykorzystać tylko jednej nacji. Sama wojna i jej pozostałe dramaty odeszły w zbiorowej pamięci Zachodu w niepamięć. Polacy potrafią rozsierdzić swą historyczną pamięcią swych dawnych prześladowców, ale międzynarodowo ich pretensje przechodzą bez echa, zbywane lekceważącym ruchem ramion. Podobnie chyba zbywane jest nadal lekceważeniem nasze dopominanie się, aby traktowano nas w strukturach Unii czy Sojuszu “na poważnie”. Musimy to zmienić, i to szybko. To byłby nasz rzeczywisty, a nie medialny jedynie sukces.
WMWojnarowicz
NB. Katyń należalo nakręcić natychmiast, jeszcze w roku 1989, kiedy walił się ZSSR, i temat był jeszcze interesujący, jako tło rozpadu bloku sowieckiego. Miałby wtedy rangę dokumentu. A teraz to już “po zawodach”.









