Dla wielu grubasów jedynym ratunkiem przez otyłością i związanymi z nią chorobami jest operacja zmniejszenia pojemności żołądka. Jednak nie wystarczy raz wygrać bitwę z niechcianymi kilogramami. Wojna z nadwagą będzie trwać przez całe życie.
Coraz więcej ludzi ma poważne kłopoty z utrzymaniem prawidłowej wagi. Według Niemieckiego Towarzystwa Badań nad Otyłością prawie jedna piąta społeczeństwa cierpi z powodu otyłości. Naukowcy ostrzegają, że Niemcy staną się społeczeństwem grubasów, jeżeli gruntownie nie zmienią dotychczasowych nawyków żywieniowych. Na spotkania grupy wsparcia we Frankfurcie nad Menem przychodzą osoby, które postanowiły wypowiedzieć walkę zbędnym kilogramom.
Członkowie grupy twierdzą, że szpital jest miejscem spotkań dla beznadziejnych grubasów, pokolenia XXL. Jego członkami są ludzie nie tylko otyli, lecz zwyczajnie chorzy. Duża nadwaga prowadzi bowiem do zmian zwyrodnieniowych stawów, chorób serca i cukrzycy. Dlatego wielu uczestników tych spotkań widzi ostatnią deskę ratunku w radykalnej operacji typu gastric bypass, czyli zespolenia omijającego fragment przewodu pokarmowego.
Ten poważny zabieg polega na wydzieleniu w górnej części żołądka niewielkiego zbiornika, do którego chirurg doszywa pętlę jelitową. Oznacza to wyłączenie z procesu trawienia większości układu pokarmowego. Aktywna część żołądka kurczy się do wielkości nienadmuchanego balonika i może pomieścić zaledwie dwa kawałeczki czekolady. Zmniejszony przewód pokarmowy nie jest w stanie porządnie strawić jedzenia. Dlatego też gastric bypass daje pacjentowi mniejsze pole do oszustwa niż opaska zakładana na żołądek. Przy tym zabiegu pacjenci często nie chudną, ponieważ mimo konieczności jedzenia małych porcji dalej podjadają słodycze. Natomiast osoby po bypassie gastrycznym nie są w stanie w ogóle wchłaniać słodkiego i tłustego pokarmu. W zamian za podjęte wyrzeczenie czeka ich kusząca perspektywa: po operacji osiągają normalną wagę, stan zupełnie im nieznany.
W USA pacjentowi proponuje się bypass gastryczny w przypadkach otyłości zagrażającej życiu. Tego rodzaju operacje stały się powszechne w Szwajcarii i Austrii. Tymczasem w Niemczech przeprowadza się ich wciąż niewiele w stosunku do liczby osób cierpiących na otyłość patologiczną. Dzieje się tak dlatego, gdyż tego rodzaju zabieg chirurgiczny nie znajduje się na liście podstawowych świadczeń zdrowotnych kas chorych, a firmy ubezpieczeniowe rozpatrują każdy przypadek indywidualnie.
Sądzi się, że ludzie nie „chorują” na otyłość, bo gdyby tak było, zrobiliby wszystko, by zrzucić zbędne kilogramy. Wiele badań pokazuje jednak, że osoby z dużą nadwagą nie potrafią sterować własnymi nawykami żywieniowymi. Prawdopodobnie odpowiadają za to problemy genetyczne przejawiające się w funkcjonowaniu mózgu. Niektórzy pacjenci reagują nadmiernymi bodźcami na słodkie i tłuste potrawy. Bypass gastryczny prowadzi do zmian w gospodarce hormonalnej, a więc modyfikuje pracę mózgu i tym samym umożliwia porzucenie złych nawyków żywieniowych.
Niestety operacja nie pomaga wszystkim pacjentom. Niektórzy nie chudną nawet po zabiegu chirurgicznym. I tak pacjenci odczuwający słabość do wysokosłodzonych napojów nie schudną nawet po operacji bypassu gastrycznego, ponieważ nadal mogą przyjmować w nieograniczonej ilości pokarm w stanie płynnym. j wybierać kandydatów do tego rodzaju zabiegu.
Wszystkiemu winne bakterie?
Drobnoustroje, których miliardy żyją w przewodzie pokarmowym, mogą być odpowiedzialne za to, że tyjemy. Zdradliwe mikroby albo ułatwiają zamianę pokarmu na tłuszcz, albo wytwarzają zbyt wiele kalorii
Tylko w jelicie grubym mieszka aż 100 bilionów drobnoustrojów. Ich liczba jest dziesięć razy większa od liczby naszych własnych komórek. Mimo że bez większości z nich nie dalibyśmy sobie rady z trawieniem pokarmów, to niektóre sprawiają, że tyjemy.
Flora bakteryjna osób szczupłych i otyłych różni się znacząco. Uwagę zwraca duża liczba bakterii z rodzaju Prevotella (należą do grupy Bacteroidetes) obecnych w jelitach ludzi z nadmiarem tłuszczu. Cechą szczególną tych drobnoustrojów jest to, że w procesie przemiany materii wytwarzają wodór i ściśle współpracują z mikroorganizmami, które tenże wodór pochłaniają – beztlenowymi bakteriami metanogennymi. U osób szczupłych w ogóle nie znaleziono tych ostatnich drobnoustrojów.
Dalsze badania pokazały, że usunięcie wodoru przez mikroby umożliwia układowi pokarmowemu sprzyjającą tyciu woltę. Staje się wówczas możliwe rozłożenie tych polisacharydów i węglowodanów, które w innym przypadku byłyby niestrawialne. W efekcie zwiększa się produkcja niechcianego tłuszczu i rośnie waga ciała.
Bakterie jelitowe o nazwie Firmicutes. To one wraz z grupą Bacteroidetes stanowią ponad 90 proc. mikroorganizmów bytujących w ludzkich jelitach.
Nieustannie trwa rywalizacja pomiędzy dwiema dominującymi grupami bakterii. U osób otyłych szala przechyla się na korzyść grupy Firmicutes. Być może to one właśnie są odpowiedzialne za to, że część ludzi ma większe predyspozycje do tycia.
Nieszczęście polega na tym, że im bardziej przybieramy na wadze, tym bardziej rośnie liczba bakterii sprzyjających tyciu, a ubywa drobnoustrojów pomagających utrzymać szczupłą sylwetkę.
Jak z tym walczyć? Przestrzegać niskokalorycznej diety i ani na chwilę nie dopuścić do wymknięcia się bakterii jelitowych spod kontroli – radzą badacze. Dobra wiadomość jest taka, że manipulowanie składem flory bakteryjnej w jelitach to jeszcze jeden sposób walki z otyłością.
Rudolf Weiner, ordynator frankfurckiego szpitala z dużą ostrożnością ocenia chirurgiczne leczenie otyłości. – Niektórzy pacjenci sądzą, że posiadamy jakiś cudowny środek pomocny w rozwiązaniu ich kłopotów – mówi. – Tymczasem interwencja chirurga to poważny zabieg, spełniający cel tylko w przypadku osób zdolnych do samodyscypliny. Wprawdzie operacja zmniejsza żołądek, ale nie apetyt.
Okazuje się, że nie tak łatwo rozwiązać problemy społeczne związane z nadwagą. Od 50 lat ludzie poruszają się coraz mniej, a jednocześnie żyją w czasach obfitości pokarmu. Podobnie jak podleczeni alkoholicy muszą unikać alkoholu, tak osoby z dużą nadwagą są skazane na kontrolowanie, przez całe życie, ilości przyjmowanego pokarmu, nawet jeżeli dzięki operacji zredukowali nadwagę. Właściciel zmniejszonego żołądka musi zażywać witaminy, suplementy odżywcze i bardzo dokładnie gryźć pokarm, aby go nie zwracać. Pewien pacjent wpadł w zapaść po zjedzeniu kawałka mięsa. Wprawdzie dzięki operacji pozbył się nadwagi, ale nie depresji.
Może trudno w to uwierzyć, ale nadwaga staje się problemem społecznym w Europie Północnej ok. 1940 r., kiedy ludzie zaczęli zajadać wojenne stresy. Wtedy powoli pojawiają się konserwanty, żywność przetworzona. Umacnia się wzorzec człowieka żyjącego coraz szybciej, w coraz większym stresie, jedzącego byle co i byle jak. Oczywiście nadal są kraje, gdzie nadwaga i otyłość nie będzie nigdy problemem społecznym, po prostu z biedy czy z kultury, ale nawet Japonia, która kojarzy nam się ze zdrową żywnością, ma podobne problemy jak Europa.
Brytyjscy naukowcy przeanalizowali wyniki 57 rozmaitych badań przeprowadzonych głównie w Europie i Ameryce Północnej. Stan zdrowia ich uczestników był monitorowany średnio przez dziesięć – 15 lat. W tym czasie zmarło 100 tys. badanych.
Uczeni skupili się na tzw. wskaźniku masy ciała (BMI). Oblicza się go, dzieląc wagę ciała w kilogramach przez kwadrat wzrostu wyrażonego w metrach.
Kiedy wynosi on od 25 do 29 BMI, mamy do czynienia z nadwagą. Wartości BMI powyżej 29 oznaczają otyłość. Dla przykładu – osoba o wzroście 170 cm powinna ważyć ok. 70 kg. 20 kilogramów więcej klasyfikowałoby ją jako umiarkowanie otyłą.
Jak wynikło z wyliczeń uczonych, najniższy wskaźnik śmiertelności dotyczył osób o indeksie masy ciała między 23 a 24. Przekroczenie tego pułapu było równoznaczne ze zwiększeniem ryzyka przedwczesnego zgonu.
W przypadku osób umiarkowanie otyłych, które osiągają wynik BMI w granicach 30 – 39 (co dotyczy jednego na czterech Brytyjczyków), nadmiar kilogramów skraca życie średnio o trzy lata.
Otyłość brzuszna jest bardzo groźna. W tym miejscu odkłada się tkanka brzuszna, tzw. trzewna, która wydziela różne hormony, im jest jej więcej, tym większe ryzyko tzw. zespołu metabolicznego. A zespół metaboliczny oznacza ryzyko nowotworów piersi, jelita grubego, prostaty. Otyłość brzuszna to ryzyko cukrzycy, zaburzeń endokrynologicznych, zapaleń trzustki, kamicy dróg moczowych, zapalenia stawów, nawet niepłodności. Wielu pacjentów z nadwagą czy otyłością ma problemy skórne: grzybice, drożdżyce. U człowieka szczupłego ryzyko zachorowania na te schorzenia jest znacznie mniejsze. O walorach zewnętrznych, szczególnie dla kobiet, nawet nie mówię, to oczywiste, że najlepiej czujemy się bez zbędnych kilogramów.
Jeszcze gorzej sytuacja wygląda u chorobliwie otyłych, których wskaźnik masy ciała przekracza 40 BMI (to ok. 2 proc. dorosłych mieszkańców Wielkiej Brytanii). Mają oni nie lada powód do obaw. Z tak dużą nadwagą będą prawdopodobnie żyć aż o dziesięć lat krócej, niż gdyby zachowali właściwy ciężar ciała. Uczeni tłumaczą, że podobny efekt może wywołać wieloletnie palenie papierosów.
Innymi słowy, ludzie otyli są o połowę bardziej zagrożeni ryzykiem przedwczesnej śmierci niż ci o normalnej wadze. Wynika to ze zwiększonej wśród nich zachorowalności na choroby serca, cukrzycę czy nowotwory.
– To najświeższy i najbardziej przekonujący dowód świadczący o związku między nadwagą i złym stanem zdrowia – komentuje biorący udział w projekcie prof. Peter Weissberg z British Heart Foundation.
– To doprawdy wiarygodne dane. Podkreślają, jak ważnym czynnikiem jest zachowanie właściwej wagi – mówi dr Arne Astrup z Uniwersytetu Kopenhaskiego zajmujący się problemami żywienia, niebiorący udziału w prowadzeniu badań.
W jaki sposób najlepiej radzić sobie z otyłością? Specjaliści twierdzą, że łatwiej unikać wzrostu wagi, niż potem ją zrzucić. Ale są też tacy eksperci, którzy podważają wiarygodność badań. Tłumaczą, że wnioski z nich niekoniecznie muszą być wiążące, skoro powstały na podstawie danych, których gromadzenie rozpoczęło się głównie w latach 1975 – 1985.
Pierwszy dostępny bez recepty lek wspomagający odchudzanie dopuściła do sprzedaży Komisja Europejska. Preparat o nazwie alli (znany jako orlistat) działa w obrębie przewodu pokarmowego, zapobiegając wchłanianiu części tłuszczów, które zjadamy. Musi być stosowany w połączeniu z niskotłuszczową dietą, w przeciwnym razie może wywołać wzdęcia lub biegunki. Producent twierdzi, że lek w połączeniu z odpowiednią dietą może o 50 proc. zwiększyć utratę wagi w zestawieniu z tym, ile zrzucimy, stosując tylko dietę. W USA preparat ten jest dostępny bez recepty od 2007 roku, UE zezwoliła na to 21 stycznia 2009 roku.
W Wielkiej Brytanii od pół roku trwa kampania społeczna przeciwko otyłości, której koszt przewiduje się na 275 milionów funtów. Mogące szokować reklamy mają ukazać niebezpieczeństwo płynące z odkładania się tłuszczu wokół organów wewnętrznych.
Badanie opinii publicznej przeprowadzone jakiś czas temu na zlecenie ministerstwa zdrowia wykazało, że ludzie postrzegają otyłość jako kwestię próżności i urody, a ciast, ciasteczek, hamburgerów, frytek i chipsów nie uważają za niezdrowe. Okazało się jednocześnie, że fakt zbierania się tkanki tłuszczowej wokół organów wewnętrznych uznany został za obrzydliwy.
Kampania Change4Life (Zmiana na całe życie) ma poparcie producentów fast foodów i słodyczy. W jej trakcie zostaną pokazane reklamy uświadamiające, że otyłość niesie ze sobą ryzyko poważnych schorzeń, w tym chorób układu krążenia i cukrzycy.
Cadbury, Kraft, Nestlé, Mars i Coca Cola znajdują się wśród 34 firm, które przeznaczyły w sumie 200 milionów funtów na kampanię określaną przez ministerstwo zdrowia mianem “rewolucji stylu życia”. Jako część tej strategii jedna z sieci supermarketów obniży ceny owoców i warzyw. Inna firma będzie sponsorować kluby śniadaniowe w biedniejszych dzielnicach, aby zapewnić wszystkim dzieciom śniadanie, a więc posiłek, który dietetycy uważają za najważniejszy w ciągu dnia.










TEMAT Nr 1: ENERGIA, jako warunek ŻYCIA !!
Zobacz jednak i odsłuchaj, najnowszy EKRANIK z nagraniem DŹWIĘKOWYM, ze strony;
__Skrót adresu strony w Internecie_______: MAGDALIRL
You Tube_______: INSTYTUTIRLKRAKOW
Walkę z nadwagą trzeba zacząć przede wszystkim od ćwiczeń. Żadna dieta-cud nam nie pomoże, jeśli będziemy całymi dniami siedzieć w fotelu, niestety. Dlatego ja nigdy o sporcie nie zapominam, a dodatkowo wspomagam się l-karnityną (konkretnie Direct), która przyśpiesza spalanie tłuszczu i wzmacnia mięśnie. Działa, polecam.