Kategoria | Różne, W numerze

Czerwiec Solidarności

 

Stoczniowcy - których protest z 1980 r. zapoczątkował fenomen Solidarności, a ten z 1988 r. umożliwił związkowi powrót do legalnego działania i start w czerwcowych wyborach 1989 r. - znaleźli się wśród przegranych transformacji. Kolebka Solidarności, Stocznia Gdańska może w obecnej formie nie dotrwać do kolejnego 4 czerwca ani nawet do najbliższego 31 sierpnia, zaś majątek szczecińskiej - gdzie porozumienia z władzą podpisano w 1980 r. dzień wcześniej - właśnie się wyprzedaje. Zaniechania kolejnych ekip doprowadziły przemysł stoczniowy do obecnego dramatu, którego symbolika historyczna wydaje się oczywista.

Zwycięstwo obywatela nad aparatczykiem 

solidarnoscCzerwiec ‘89 nie stanowił próby geniuszu doradczych gremiów, lecz test poczucia obywatelskiego Polaków. Wynik okazał się jednoznaczny. Zaskoczył obie strony. Wcześniej sekretarz komitetu wojewódzkiego PZPR ze Słupska Zygmunt Czarzasty publicznie niepokoił się, że jeśli władza uzyska zbyt duże poparcie, Zachód nie uwierzy w demokratyczne głosowanie. Wykreślenia przez ponad połowę obywateli listy krajowej, skupiającej prominentów z PZPR i “stronnictw sojuszniczych” (mandaty z niej zdobyli tylko profesorowie Mikołaj Kozakiewicz i Adam Zieliński) liderzy opozycji nie wzięli pod uwagę.

Społeczeństwo zaskoczyło przywódców. Solidarność uzyskała wszystkie z wyjątkiem jednego możliwe do zdobycia mandaty (tylko miliarder Henryk Stokłosa w grze o miejsce w senacie z Pilskiego wygrał z Piotrem Baumgartem).

W walce o senackie miejsce z koszalińskiego emerytowana nauczycielka muzyki Gabriela Cwojdzińska, skazana w latach 80. za przewożenie związkowego sztandaru, pokonała Aleksandra Kwaśniewskiego.

Jerzy Urban wybrał sobie okręg Warszawa-Śródmieście, gdzie doliczano wyniki z placówek dyplomatycznych. Posłem nie został, bo więcej głosów od Andrzeja Łapickiego uzyskał tylko w Phenianie, Buenos Aires i gdzieś na Syberii.

Major Jan Płócienniczak, prowadzący w telewizji magazyn “997″ też mandatu nie zdobył, gdyż ekonomista Cezary Józefiak przebił go w Łodzi hasłem: “Profesor w senacie, milicjant w komisariacie”.

Choć ustalenia “okrągłego stołu” gwarantowały PZPR i sojusznikom bezpieczną większość (wolnej grze poddano 35 proc. mandatów do sejmu i wszystkie senackie), ciężki nokaut rządzących sprawił, że satelickie ZSL i SD wyłamały się z koalicji i przystały na utworzenie z “S” pierwszego niekomunistycznego rządu Tadeusza Mazowieckiego.

Przebudzenie i jednoznaczny werdykt

w-samo-poludnieWybory stały się symbolem przebudzenia obywatelskiego. Z warszawskiej komisji zapamiętano emerytkę, która płakała, bo zapomniała okularów i zamiast rektorowi politechniki Władysławowi Findeisenowi z “S” udzieliła poparcia Bogumiłowi Ferensztajnowi z PZPR. Do historii przeszedł plakat z kowbojem i hasłem “W samo południe”. W poparcie dla Solidarności zaangażowali się Yves Montand, Jane Fonda i Steve Wonder.

W całej Polsce na czterech głosujących, trzech wsparło kandydatów Solidarności. Zdumiało to zagranicznych obserwatorów, pamiętających, że przedtem Polacy w demokratycznym głosowaniu uczestniczyli przed ponad 70 laty, dalej, niż sięga pamięć pokolenia.

Robotnicy otworzyli pole negocjatorom

Polityczni negocjatorzy działali w trakcie rozmów Lecha Wałęsy z Czesławem Kiszczakiem, przygotowawczych pertraktacji w Magdalence, rozmów przed debatą telewizyjną Wałęsy z Alfredem Miodowiczem z OPZZ, przy okrągłym stole i podstolikach. Jednak pole działania zyskali dzięki strajkującym pracownikom, którzy w kwietniu i maju 1988 w Stalowej Woli i Nowej Hucie zaś w sierpniu 1988 r. w stoczniach i śląskich kopalniach pokazali władzy, że zapoczątkowana przez dziesięciomilionową Solidarność idea pluralizmu związkowego stała się bliska kolejnemu pokoleniu robotników. Jeszcze w lipcu 1988 r. Jerzy Urban publicznie obwieszczał, że ponowna legalizacja NSZZ Solidarność nie wchodzi w grę. Przykład radziecki (pierestrojka Michaiła Gorbaczowa oraz ogłoszone podczas wizyty w Polsce w 1988 r. odejście od doktryny Leonida Breżniewa o ograniczonej suwerenności państw socjalistycznych) miał istotne, ale nie rozstrzygające znaczenie. Jeszcze jesienią 1989 r. władze sąsiednich NRD i Czechosłowacji rozpraszały siłą manifestantów.

Święto zwykłych ludzi

Spis parlamentarzystów, którzy wtedy uzyskali mandaty pokrywa się z listą beneficjentów polityki w następnych 20 latach. Politycy, którzy Solidarności zawdzięczają możliwość legalnego, podobnego, jak w zachodnich demokracjach, działania, mają szansę spłacenia długu, zaciągniętego wobec związkowców. Dotyczy to nie tylko umiaru, niezbędnego wobec rocznicy 20-lecia zwycięstwa “S” i pozostawienia jej prawdziwym bohaterom, ale także przyszłości przemysłu stoczniowego i ciężarów kryzysu, ponoszonych przez społeczeństwo.

W 1989 r. kunktatorstwo polityków pozbawiło Polaków części radości ze zwycięstwa. Rozwodniono jego efekty. Dziś również politycy - zwłaszcza z partii rządzącej - pozbawiają obywateli satysfakcji, która mogłaby towarzyszyć jego dwudziestej rocznicy. 4 czerwca - jak tamten sprzed 20 lat - powinien być świętem nie polityków żadnej partii, ale zwykłych ludzi, którzy wtedy, w 1989 r. okazali się głównymi bohaterami wydarzeń i zmienili bieg europejskiej historii.

***

Dzień, w którym duch historii opuścił gabinety - odpowiada historyk Antoni Dudek

Skąd wzięło się przecenianie władzy, które zaowocowało oddaniem władzy mandatów z listy krajowej?

solidarnosc-1To efekt syndromu 13 grudnia. Całe ówczesne kierownictwo Solidarności było przekonane, że jeden nieostrożny ruch - i nastąpi powtórka ze stanu wojennego. Sprawa listy krajowej oznaczała niebywałą zmianę reguł gry w jej trakcie, kiedy między pierwszą a drugą turą zmienia się ordynację wyborczą. Efekt strachu zadziałał.

Władza armat już nie miała?

Wciąż miała armaty. Ale nie była w stanie ich użyć. Po wynikach wyborów z obwodów zamkniętych rządzący nie byli pewni, czy milicja i wojsko drugi raz, jak 13 grudnia 1981 r., pójdą tłumić protesty. Widać to w zachowaniu Czesława Kiszczaka z jesieni 1989 r. Parę miesięcy po wyborach minister spraw wewnętrznych tłumaczył podległym sobie służbom: nas PZPR nie obchodzi, będziemy teraz apolityczną policją, potrzebną w każdym systemie, bo łapiącą terrorystów i międzynarodowych handlarzy narkotyków. Wkrótce po wyborach minister finansów rządu Mieczysława Rakowskiego, Andrzej Wróblewski, wysłał pismo, że nie będzie więcej przekazywać pieniędzy dla PZPR. Skończył się czas przelewów na telefon. Nie wierzę, żeby oni chcieli już po 4 czerwca ryzykować.

Zostaw komentarz

Witamy w Ontario - przewodnik dla nowoprzybyłych Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Zbliżają się Walentynki, jak będziesz spędzał/a ten dzień?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Maj 2009
P W Ś C P S N
« kwi   cze »
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031