Francuski fotograf Yann Arthus-Bertrand z pomocą najnowocześniejszej techniki sfilmował Ziemię z lotu ptaka.
Gdy ktoś chce pokazać piękno naszego globu, na lotnisku w Resolute nie ma – wydawałoby się – czego szukać. Lądowisko w tej liczącej 300 mieszkańców osadzie na kanadyjskiej wyspie Resolute Bay to nic innego jak jeden wysypany żwirem pas. Otaczają go łyse pagórki, gdzie wraki starych samolotów powoli pokrywają się rdzą. W hali przylotów wypchany biały niedźwiedź obrasta warstwą kurzu.
Bawełniane chusty suszą się w słońcu - JAIPUR, Rajasthan, Indie
Yann Arthus-Bertrand nie przestraszył się jednak tego pustkowia. W owym wysuniętym daleko na północ miejscu kanadyjskiej Arktyki czuje się jak zelektryzowany. Właśnie zobaczył bowiem ten krajobraz z lotu ptaka.
– Majestatyczny! – woła, wyskakując z helikoptera. – Porywający, niesamowity, genialny! Nie wie, jakich jeszcze określeń mógłby użyć. Pochyla się pod wirującym wciąż śmigłem. Do śmigłowca przymocowana jest jego kamera, której obiektyw ma średnicę prawie 30 centymetrów i może poruszać się niemal we wszystkich kierunkach. – Mam nadzieję, że nic się jej nie stało – mówi Arthus-Bertrand. – W tym żwirze jakiś kamyk mógł uderzyć w soczewkę. Dla jego załogi byłby to kłopot – trzeba byłoby wymienić szkło. Lecz przede wszystkim byłby to spory wydatek: owa kamera to najnowocześniejsze osiągnięcie techniki cyfrowej.
Tu, w samym środku kanadyjskiej Arktyki, 63-letni Arthus-Bertrand, francuski fotograf, obrońca przyrody i prezenter programów telewizyjnych, rozpoczął w zeszłym roku zdjęcia do swojego nowego filmu. Nosi on tytuł “Home”, wersja kinowa ma 120 minut i ma to być hołd dla matki Ziemi. Jego autor zdobył popularność dzięki serii wielkoformatowych fotogramów “Ziemia z nieba – Portret planety u progu XXI wieku”, wystawianych w wielu światowych metropoliach. – To, co robimy teraz, jest kontynuacją tego samego pomysłu, tym razem w postaci ruchomych obrazów – wyjaśnia artysta.
Na pokładzie helikoptera on i jego załoga wystartowali z Resolute kierując się w stronę legendarnego Przejścia Północno-Zachodniego. Widziane z lotu ptaka kry topniejące w słońcu przybierały przedziwne, geometryczne lub całkiem bezładne kształty. – Jak obraz, namalowany przez przyrodę – zachwyca się fotograf. Biel lodu kontrastowała z turkusowobłękitnymi kałużami stopniałego lodu i ultramarynowym odcieniem wody. (…)
Arthus-Bertrand podążał za lodołamaczem “Louis S. St-Laurent”. Statek kanadyjskiej straży przybrzeżnej wyruszył z Resolute, by obrać kurs na topniejące lody Przejścia Północno-Zachodniego. Ślady, jakie zostawiał, były czymś w sam raz dla takiego estety jak francuski filmowiec. Lecz owe pozorne piękno to jednocześnie oznaka bardzo niebezpiecznych procesów. – Jesteśmy kronikarzami niewyobrażalnych przemian – mówi Arthus-Bertrand.
Arktyka się topi, a tym samym lodowa czapa znika pomału z powierzchni oceanów. To właśnie napełnia go niepokojem i troską: przeobrażenia, deformacje, zniszczenia spowodowane przez człowieka. – W ciągu niespełna 200 lat zaburzyliśmy równowagę, jaka powstawała przez ponad cztery miliardy lat dziejów naszej planety – tłumaczy autor zdjęć.
Stoi teraz – ubrany w szarą dżinsową koszulę, a jego białe włosy są w lekkim nieładzie – w kuchni miejscowego hoteliku “Qausuittuq Inn”, pudełka z falistej blachy, którego właścicielem jest wspólnota kanadyjskich autochtonów. Wygłasza swój monolog: oskarża ludzką chciwość, nienasycony głód energii i surowców, żądzę zdobywania coraz więcej mięsa, coraz więcej ropy i posiadania jeszcze bardziej błyszczących samochodów. Jednocześnie pokazuje kucharce, jak we Francji przyrządza się puszystą jajecznicę. Słuchają go z uwagą wszyscy – kucharka, poszukiwacze przygód oraz naukowcy, którzy znaleźli się w tym miejscu. Tylko ludzie z jego załogi patrzą przed siebie zmęczonym wzrokiem, czekając na posiłek. Zbyt wiele razy uczestniczyli już w wykładzie swego szefa na temat kondycji naszej planety.
Przemierzyli na pokładzie helikopterów wszystkie kontynenty, ich eskapada trwała 21 miesięcy. Filmowali hinduskie kobiety przy studni, Senegalczyków stojących na olbrzymiej hałdzie odpadów, brudne pola naftowa w Nigerii – sceny z lotu ptaka, irytujące swym niesamowitym pięknem. 5 czerwca, w Światowy Dzień Ochrony Środowiska Naturalnego, “Home” został zaprezentowany w wielu miejscach ziemskiego globu.
Wioska w sercu pól ryżowych niedaleko ANTANANARIVO, Madagaskar
Koszty filmu, wyprodukowanego przez francuskiego reżysera Luca Bensona, pochłonęły miliony euro. Można go obejrzeć za darmo na YouTube. Spora część potrzebnej sumy, 10 milionów euro, pochodziła od sponsora – francuskiego koncernu PPR wytwarzającego artykuły luksusowe, do którego należy między innymi włoski dom mody Gucci. Arthus-Bertrand otrzymał również wsparcie finansowe od koncernów, których model biznesowy nie służy ochronie środowiska: gigantów naftowych, jak Total czy Statoil.
Środki te były niezbędne, by zorganizować ogromny zespół współpracowników troszczących się o logistyczną stronę całego przedsięwzięcia, a także na uzyskanie trudnych do zdobycia pozwoleń od odpowiednich władz. Specjalna technika, Cineflex V14, jaką posłużył się Arthus-Bertrand, to produkt amerykańskiego koncernu Axsys, przeznaczony pierwotnie dla wojska, do celów zwiadowczych. To sprawiło, że filmowiec często spotykał się z podejrzeniem, że zdradza tajemnice wojskowe.
Również jego praca twórcza nie wszędzie była przyjmowana z zachwytem. Cenzura w Indiach skonfiskowała ponad połowę zdjęć wykonanych w tym kraju. Do USA z kolei Arthus-Bertrand nie miałby odwagi teraz pojechać: grozi mu tam proces za sfilmowanie bez zezwolenia przemysłowego tuczenia bydła.
Nieporuszony tymi przejawami wrogości, objaśnia nam w swoim pokoju hotelowym, na czym polega niezwykłość jego filmowej techniki. Tu mieści się niewielkie studio, wyposażone w przenośne monitory, a przede wszystkim w potężne twarde dyski. Francuz przerzuca sfilmowane właśnie sceny, kamera, stabilizowana przez żyroskopy, prześlizguje się przez lód, jakby unosiła się na sterowcu. – Spójrz tutaj – zachęca Arthus-Bertrand i przewija nieco do przodu. Kamera przybliża obraz rufy lodołamacza. – Żadnego drgania, nic! – woła. – Po prostu magia.
W surowym formacie ilość danych jest potężna, liczona w gigabajtach na minutę. – Z jednego jedynego kadru mogę wydrukować duży obraz – tłumaczy filmowiec.
Efekt, jaki dają te stabilizowane przez żyroskopy sekwencje zapiera dech w piersiach. Im bardziej Arthus-Bertrand przybliża obraz lodowej struktury, kiedy nikną wszystkie inne punkty odniesienia, jak statek czy horyzont, tym bardziej abstrakcyjny wyraz zyskuje ujęcie. Wydaje się, że powstało nie za sprawą chipów sensorycznych, lecz pędzla lub czarnego tuszu. (…)
Roztopione jeziora na lodzie zmieniają się w baśniowe stwory, w zwierzęta, w fantastyczne pałace. W “Qausuittuq Inn“ dane były jeszcze surowe, a barwy odpowiednio matowe. Krótko potem jednak filmowiec i jego współpracownicy dzięki najnowocześniejszej metodzie obróbki zdjęć stworzyli taką feerię kolorów i kształtów, jaką zachwycali się już widzowie “Ziemi z nieba”.
Rybacka wioska na MALAMOCCO, laguna Wenecka, Wenecja, Włochy
Najnowszy film ma poruszyć ludzi, uświadomić im podstawowe prawdy. Tak jak Al Gore, jeden z ludzi, których Arthus-Bertrand wziął sobie za wzór, zrobił to w swoim dokumentalnym filmie “Niewygodna prawda”. Twórca “Home” uważa, że właśnie film jest środkiem przekazu nadającym się doskonale do tej roli.
Już pół roku temu, podczas pobytu w Resolute, wybrał dla swego dzieła motto, które pojawiło się we wszystkich jego reklamach. Brzmi ono: “Na pesymizm jest już za późno”.
Gerald Traufetter
Pod tym adresem możesz zobaczyć film
http://www.youtube.com/watch?v=jqxENMKaeCU&feature=related









