Gloria victis
Tylko w Polsce inwersja złowrogiej rzymskiej maksymy ”Biada zwyciężonym” mogła stać się symbolem zwycięstwa mimo klęski. Tylko w Polsce komediopisarz mógł ukuć maksymę, która stała się prawdziwie aktualna sto lat po jego śmierci: „Biada narodom które pokładają swoją nadzieję w sumieniu innych narodów, narody sumień nie mają!”
Pierwszego sierpnia minie kolejna, 65-ta już rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego, jednego z najbardziej dramatycznych wydarzeń w całej historii Polski. Mimo upływu lat Powstanie Warszawskie jest stale przedmiotem sporu zarówno historyków jak i szerokich kręgów społeczeństwa. Ciągle bowiem żywe są i ważne dla naszej tożsamości dramatyczne, by nie powiedzieć – brutalne – pytania: czy było ono potrzebne, czy miało szanse powodzenia i jakie przyniosło skutki dla dalszych losów Polski i Polaków?
Powstanie Warszawskie jest tematem do nauczania trudnym. Dla zrozumienia tego czym było, konieczna jest bowiem wiedza nie tylko o tym, co działo się z Polską i w Polsce w latach drugiej wojny, ale także znajomość dramatycznych losów Polaków na przestrzeni minionych dwustu lat. Do tego zaś konieczna jest znajomość natury obu totalitaryzmów, hitlerowskiego i sowieckiego. Bez tej w sumie ogromnej wiedzy zrozumienie Powstania jest bardzo trudne. Pozostaje jednak inny poziom rozumienia, poziom intuicyjno-emocjonalny. Większość ludzi nie ma zbyt rozległej wiedzy naukowej o przeszłości. Ale większość ludzi wyczuwa doskonale dramatyczne, przełomowe momenty dziejów. I znaczenie pewnych symboli jest w powszechnym odczuciu niezależne od konkretnej wiedzy. Zwykli ludzie, zajęci trudami codziennej egzystencji, w sposób naturalny wyczuwają fałsz i widzą zdradę, bez względu, jak uczenie są one przedstawiane. To na tym poziomie wysiłek komunistów, by pamięć o Powstaniu zamazać poniósł klęskę.
Stosunek do rocznicy Powstania Warszawskiego, sposób jego przedstawiania w mediach i podręcznikach stał się przez wiele lat papierkiem lakmusowym stosunku władz PRL do całej historii Polski oraz do kwestii suwerenności państwa polskiego. Nic bardziej nie obnażało prawdziwego charakteru władz PRL niż ich stosunek do tradycji Powstania. Im większy był stopień sowieckiej kontroli, im bardziej poddani sowieckiej doktrynie byli komuniści, tym bardziej starano się zmarginalizować samo Powstanie, zakłamać jego historyczne konteksty i w ogóle usunąć je z powszechnej pamięci zwłaszcza młodego pokolenia. Im bardziej zaś władza czuła się osłabiona, im bardziej obawiała się społecznego wybuchu, tym łatwiej było środowiskom patriotycznym organizować rocznicowe obchody. Cmentarze i kościoły były jedynymi miejscami w PRL, gdzie tolerowano pamięć o Powstaniu Warszawskim. Być może liczono, że kolejne młode pokolenia ani na cmentarze ani do kościołów zaglądać nie będą.
Wydawać by się mogło, że upadek komuny w roku 1989 pozwoli przywrócić Powstaniu Warszawskiemu należne miejsce w oficjalnej pamięci narodowej. Ale okazało się, nie wiadomo dlaczego, że dla części „nowych” elit RP pamięć o walczącej Warszawie, o AK i o Państwie Podziemnym była jakaś taka niewygodna, za mało „europejska” może, za bardzo parafialna? Diabli wiedzą, co w tych głowach siedziało, fakt pozostał faktem, że na otwarcie w Warszawie Muzeum Powstania Warszawskiego, mimo zapowiedzi i obietnic, czekać przyszło kilkanaście lat!!! Mówimy tu oczywiście o „oficjalnej” pamięci państwa określającego się jako III Rzeczpospolita. Bo w tej niezależnej od kaprysów rządów i partii, pamięci Polaków Powstanie zawsze było symbolem polskiego umiłowania wolności i niepodległości, dowodem zdolności Polaków do poświęcenia wszystkiego dla dobra Ojczyzny.
Pamięć o bohaterach Powstania Warszawskiego powinna być święta dla kolejnych pokoleń Polaków. Tu nie może być żadnych ”ale” czy idiotycznego relatywizmu. I nie może tu być miejsca na żadne polityczne odcienie. Odrzucenie zaś tej pamięci, kwestionowanie czy pomniejszanie bohaterstwa powstańców powinno skazywać w Polsce na polityczny niebyt, kompletne „damnatio memoriae”.
Osobną kwestią pozostaną polityczne oraz historyczne oceny decyzji prowadzących do wybuchu powstania. Tu zapewne nie doczekamy się jednoznacznej oceny i taka sytuacja nie musi być nienormalna. Historia dzieli ludzi, oceny przeszłości dzielą tym bardziej, im bardziej dramatyczne były przeszłe wydarzenia. Dystans czasowy wyostrza czasem nasze widzenie. Kwestia, czy i jak walczyć o przetrwanie, indywidualne czy grupowe dzieli i będzie dzielić ludzi. Historycznych argumentów za i przeciw powstaniom zbrojnym i poświęcaniu ludzkiego życia dla wielkich idei, takich jak wolność czy suwerenność, nie zabraknie nigdy.
Polska historia różni się od historii wielu innych państw i narodów dramatyzmem wyborów. Klęski wojenne innych krajów nie zagrażały podstawom ich samego istnienia. Francja, Niemcy, Hiszpania czy Ameryka nie stanęły nigdy w obliczu anihilacji. Rozbiory Polski, i te XVIII-to wieczne i te XX-wieczne są ewenementem światowej historii. Wymazywanie nas z mapy Europy łączyło się z planami wymazania nas jako odrębnego bytu etnicznego. Żydzi słusznie pamiętają o Holokauście. My zaś stanęliśmy przed zagładą kulturową i etniczną kilkakrotnie. Zmieniały się rządy i systemy, ale cel naszych sąsiadów przez wieki pozostawał ten sam. I to jest ten historyczny kontekst tragedii Powstania. Biada nam, jako narodowi, jeżeli zatracimy rozumienie tego kontekstu.
Wojciech Michał Wojnarowicz









