Brak zaangażowania w grze polskich piłkarzy musiał się zemścić. Słoweńcy od samego początku przejęli inicjatywę. Zdominowali środek pola, a przewagę podkreślili już w 13. minucie. Zlatko Dedić wpadł w pole karne, sprytnie uderzył piłkę po ziemi. Pozostało patrzeć na bezradnego Artura Boruca.
Jak nieporadnie grali polscy piłkarze niech świadczy fakt, że pierwszy strzał na bramkę rywali oddali w 30. minucie. W poczynaniach biało-czerwonych było za dużo przypadku, by myśleć o wywiezieniu choćby punktu ze Słowenii.
Potwierdziło się to tuż przed przerwą. Lewą stroną pobiegł z piłką dobrze znany polskim kibicom Andraż Kirm. Lewy pomocnik krakowskiej Wisły Kraków dośrodkował w pole karne. Tam bez żadnej opieki czyhał na piłkę Milovoje Novaković. Napastnik FC Koeln nie miał problemu z wpakowaniem piłki do siatki obok ponownie bezradnego Boruca. 2:0. Nokaut, a biało-czerwoni na kolanach już przed zejściem na przerwę.
Jeśli ktoś myślał, że w polskiej szatni przejdzie tornado, ten się mylił. Beenhakker nie zaryzykował, bo trudno uznać, że postawił wszystko na jedną kartę wprowadzając Wojciecha Łobodzińskiego za Ludovica Obraniaka.
Rywale oddali nam inicjatywę. Schowali się za podwójną gardą i czyhali na kontry, a więc to, co potrafią najlepiej – w taki sposób Dedić mógł podwyższyć rezultat już po dziesięciu minutach drugiej odsłony. Całe szczęście dla polskich piłkarzy, że trener gospodarzy Matjaz Kek zdecydował się oszczędzać swojego strzelca i po kwadransie zdjął go z boiska.
Ale na boisku miał jeszcze innych asów. Takim okazał się Valter Birsa. Piłkarz Auxerre zrobił to, czego nie potrafił jego kolega - nie miał problemów z podwyższeniem rezultatu.
Pierwsze tak naprawdę poważne zagrożenie pod bramką Słoweńców stworzył Ebi Smolarek. W 69. minucie uderzył na bramkę Handanovicia, ale ten udowodnił, że nie bez powodu uznawany jest za czołowego bramkarza Serie A. Na więcej Polaków nie było stać w tym spotkaniu. Trochę mało, jak na zespół, który aspirował do wyjazdu na mistrzostwa świata.
Teraz czas na wyciągnięcie wniosku. Dymisja Leo Beenhakkera jest nieunikniona. W Mariborze aż za dobrze było widać, że nastąpiło przysłowiowe zmęczenie materiału. Czas przewietrzyć kadrę i zbudować zespół na Euro 2012, by przed polską publicznością nie przynieść wstydu. Tuż po meczu dymisję trenera zapowiedział prezes PZPN. - To był ostatni mecz Beenhakkera - stwierdził Lato.
Słowenia - Polska 3:0 (2:0)
Bramki: 13′ Dedić, 43′ Novaković, 63′ Birsa
Słowenia: Samir Handanovic - Miso Brecko, Marko Suler, Matej Mavric, Bojan Jokic - Valter Birsa (Anrdej Komac 71′), Aleksander Radosavljevic (Nejc Pecnik 88′), Robert Koren, Andraż Kirm - Milivoje Novakovic, Zlatko Dedic (Zlatan Ljubijankic 59′)
Polska: Artur Boruc - Michał Żewłakow, Bartosz Bosacki, Dariusz Dudka, Seweryn Gancarczyk (Euzebiusz Smolarek 61′) - Jakub Błaszczykowski, Mariusz Lewandowski, Roger Guereiro, Ludovic Obraniak (Wojciech Łobodziński 46′), Jacek Krzynówek - Paweł Brożek (Robert Lewandowski 61′).
Wyniki meczów w grupie 3:
Czechy - San Marino 7:0 (3:0)
Irlandia Północna - Słowacja 0:2 (0:1)
Słowenia - Polska 3:0 (2:0)
Tabela grupy 3:
1. Słowacja 8 19
2. Słowenia 8 14
3. Irlandia Płn. 9 14
4. Czechy 8 12
5. Polska 8 11
6. San Marino 9 0
“To koniec Leo Beenhakkera”
Po meczu w Mariborze Grzegorz Lato zapowiedział, że to koniec Leo Beenhakkera w reprezentacji Polski. Dzisiaj nasza kadra przegrała ze Słowenią 0:3 w meczu eliminacyjnym do MŚ 2010.
Prezes PZPN Grzegorz Lato tuż po meczu poinformował, że był to ostatni mecz Holendra w roli trenera biało-czerwonych. Jak dodał, do końca kwalifikacji drużynę narodową poprowadzi nowy szkoleniowiec, być może tymczasowy, a następnym selekcjonerem na pewno będzie Polak.
- Z selekcjonerem nie rozmawiałem, ale decyzja zapadła - powiedział Grzegorz Lato w TVN 24. Prezes PZPN zapytany o to, kto będzie następcą Holendra odpowiedział.
- Wśród kandydatów jest Franciszek Smuda, Maciej Skorża, Henryk Kasperczak i Stefan Majewski. Nie wykluczamy opcji, w której przez ostatnie dwa mecze eliminacji naszą drużynę poprowadzi selekcjoner tymczasowy, myślę tutaj o Stefanie Majewskim - wyjawił mocno zmęczony całą sytuacją Grzegorz Lato.









