Boniek w rozmowie z “Przeglądem Sportowym” wypiera się, iż miałby być tajnym kandydatem związkowej opozycji do fotela prezesa. - Nic o tym nie wiem - zapewnia. - Swoją drogą to dziwne, kiedy jedni zabijają, a inni mają robić porządki - dodaje.
Były selekcjoner polskiej kadry rozumie jednak, iż “przewrotowcy” chcieli znaleźć kogoś, kto mógłby zastąpić Latę poza swoim własnym gronem. - Na przykład bez Kazimierza Grenia w tej chwili jakikolwiek przewrót nie ma dużych szans powodzenia, bo to on potrafi zmobilizować delegatów do wspólnego frontu przeciwko piłkarskiej władzy. A przecież wszyscy się zgodzą, że akurat Greń delikatnie mówiąc nie jest idealnym kandydatem na prezesa i z pewnością on bardzo dobrze o tym wie - stwierdza.
Boniek zapewnia, iż z niedawnym zamachem na władze PZPN nie miał nic wspólnego. Dodaje jednak, że losy całej akcji go interesują. - Powiem więcej, jeżeli po obaleniu Laty rebelianci przyszliby do mnie, nie powiedziałbym od razu: “nie” - mówi. - Mogę być prezesem, lecz na twardych warunkach, łącznie z likwidacją wszelkich wynagrodzeń dla zarządu z szefem na czele - dodaje.









