Rozmowy w Kopenhadze zakończyły się skromnym porozumieniem, które dalekie było od celów wyznaczonych jeszcze przed konferencją. Największe trudności sprawiały różnice zdań między krajami rozwiniętymi, a rozwijającymi się. Tymczasem w sobotę rząd federalny nie tracił czasu i próbował załagodzić słowa krytyki płynące w stronę porozumień kopenhaskich.
Kilka godzin po powrocie z Danii, minister środowiska Jim Prent rozpoczął przedstwianie umowy Kanadyjczykom, nazywając zawarte porozumienia znaczącym krokiem w kierunku redukowania globalnych emisji gazów cieplarnianych.
“Umowa z Kopenhagi jest doskonałym porozumieniem i bardzo, bardzo dobra dla Kanady” - powiedział minister środowiska na konferencji prasowej. patrz str. 9
W Kopenhadze wizytowała m.in. delegacja miasta Toronto z burmistrzem na czele. Toronto w odróżnieniu od Kanady ocenione zostało wysoko w swoich staraniach o ograniczenie emisji gazów cieplarnianych i przyjaznej postawy wobec ruchu ekologicznego.
Jakby na potwierdzenie tej tezy burmistrz David Miller, tuż po powrocie z Kopenhagi stwierdził, że taka pochwała zobowiązuje i wciągnął miasto na listę 13 największych miast na Ziemi, które prowadzą politykę sprzyjania rozwoju napędu elektrycznego w ruchu miejskim.
Burmistrz stwierdził, że jest rzeczą karygodną, że w Toronto znajduje się tak dużo stacji benzynowych, a nawet pompujących gaz, a nie ma ani jednej stacji ładującej akumulatory do napędzanych elektrycznie samochodów. Burmistrz stwierdził, że miasto będzie w tej sprawie ściśle współpracowało z Toronto Hydro.
Miller jest pewien, że zapewnienie dostaw energii dla samochodów spowoduje boom na zakup takich pojazdów przez mieszkańców miasta, a co za tym idzie ograniczenie emisji spalin. Punkty ładowania akumulatorów miałyby się znajdować na parkingach publicznych, należących do miasta i na parkingach w dzielnicach rezydencyjnych.
Trudno będzie dogonić przodujący w tej dziedzinie Londyn, który dysponuje flotą ponad 1000 miejskich pojazdów elektrycznych i zobowiązał się do otwarcia 25 000 punktów ładowania do 2015 roku. Uważa się, że do tego czasu będzie po Londynie jeżdzić 100 000 elektrycznych pojazdów.
•••
Na szczycie klimatycznym - zakończonym w sobotę w Kopenhadze - nie udało się przyjąć formalnego porozumienia w sprawie globalnego ocieplenia. Szczyt “odnotował” jedynie - jak to ujęto - dokument przyjęty przez grupę najbardziej rozwiniętych krajów. Świat nie ukrywa rozczarowania brakiem bardziej konkretnych rezultatów.

- Być może to nie jest to, czego byśmy oczekiwali, lecz ta decyzja konferencji stron (konwencji klimatycznej ONZ) jest kluczowym etapem - powiedział sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun.
- Wszyscy, którzy mówią, że jest porozumienie, sami siebie oszukują - powiedział szef polskiej delegacji na konferencję, dyrektor departamentu zmian klimatu i ochrony atmosfery w Ministerstwie Środowiska Tomasz Chruszczow. Ocenił, że “piątek był klęską dwu lat pracy nad dokumentami konwencji - od spotkania na Bali - i dowodem, że nie wszyscy zrozumieli, co się stało na świecie”.
Dobrze, że podczas szczytu w Kopenhadze udało się porozumieć w niektórych kwestiach, jednak do globalnego porozumienia w sprawie redukcji CO2 jest daleka droga - powiedział w sobotę szef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej Mikołaj Dowgielewicz. Jego zdaniem, główną porażką tego szczytu z punktu widzenia UE jest to, że nie określono żadnych konkretnych celów redukcji CO2. W opinii Dowgielewicza wyniki szczytu zabezpieczają “podstawowy interes polskiej gospodarki”, ponieważ nie ma mowy o zwiększeniu redukcji emisji gazów cieplarnianych w UE o 30 proc. zamiast o 20 proc.
W Kopenhadze nie doszło do ustalenia wiążących redukcji CO2 po roku 2012. W trzystronicowym dokumencie porozumienia zrezygnowano z liczbowych celów redukcji emisji gazów cieplarnianych w skali całego świata. Ograniczono się jedynie do zapisu, że działania na rzecz ich zmniejszenia powinny być wystarczające, aby wzrost temperatury na świecie do 2050 r. nie przekroczył 2 st. C w porównaniu z epoką przedindustrialną.
Uzgodniono również, że państwa uprzemysłowione w latach 2010-2012 przekażą krajom rozwijającym się 30 mld dolarów na walkę ze zmianami klimatu. W kolejnych latach, do 2020 r., mają na ten cel przeznaczać po 100 mld rocznie.
Premier przewodniczącej UE Szwecji Fredrik Reinfeldt wyraził opinię, że w Kopenhadze uczyniono ostrożny krok naprzód w walce z globalnym ociepleniem klimatu, ale rezultaty szczytu są poniżej oczekiwań Unii. Szef Komisji Europejskiej Jose Barroso zgodził się z nim, przekonując, że lepsze takie porozumienie, jakie zawarto, niż żadne.
Rozczarowanie wynikiem konferencji w Kopenhadze wyraziła delegacja Parlamentu Europejskiego. Przewodniczący PE Jerzy Buzek zaapelował, by z braku konkretnego, ambitnego porozumienia, wyciągnąć wnioski, jak usprawnić proces oenzetowskich negocjacji klimatycznych.
Porozumienie, wypracowane dzięki bilateralnym spotkaniom liderów największych państw, zwłaszcza prezydenta USA Baracka Obamy i premiera Chin Wena Jiabao, ostro skrytykował Lumumba Stanislas Di-Aping, szef delegacji Sudanu i przewodniczący grupy G77. - Popełniono dziś poważne wykroczenie przeciwko ubogim - powiedział. Suchej nitki na ugodzie nie pozostawiły również organizacje pozarządowe. Lider Greenpeace International Kumi Naidoo określił Kopenhagę jako “miejsce zbrodni na klimacie”. Z kolei szef organizacji Friends of the Earth International Nnimmo Bassey uznał wynik konferencji w Kopenhadze za “katastrofę dla biednych”.
I tylko prezydent USA Barack Obama uznał w sobotę porozumienie ze szczytu klimatycznego ONZ w Kopenhadze za “ważny przełom”.