Jak poinformował rzecznik szpitala dla dzieci w Halifaxie siedmioletni, autystyczny chłopiec, który zaginął w okolicy swojego domu na Cape Breton, zmarł wczoraj w szpitalu.
James Delorey został przewieziony niezwłocznie do szpitala po tym jak został odnaleziony, po dwóch nocach poszukiwań w lesie. Chłopiec miał bardzo wyziębiony organizm, do szpitala trafił nieprzytomny. James nie miał na sobie zimowej kurtki, szalika czy rekawiczek, a temperatura powietrza spadła poniżej zera i zaczął padać śnieg, którego nawiało miejscami do 15 centymetrów. Poszukiwania były utrudnione zarówno zadymką śnieżną, podczas której nie można było użyć helikoptera i ograniczona była widoczność, jak i tym, że poszukiwany chłopiec był dzieckiem autystycznym i nie mówił. Ratownicy zostali poinstruowani, by nawoływać go nie jego imieniem lecz imieniem psa lub słowami kluczami takimi jak np. “pizza”. W efekcie znaleziono go w gęstym lesie prawie 1.5 kilometra od domu. Był żywy, ale w bardzo ciężkim stanie, wyziębiony do granic, pomoc nadeszła literalnie w ostatniej chwili. Mimo przeransportowania chłopca do specjalistycznego szpitala w Halifksie, życia Jamesa nie udało się uratować.









