Pogoda nie dopisuje, a dodatkowo nad jednym z obiektów sportowych zawisła groźba bankructwa.
Niektórzy dopatrują się jakiegoś złowróżbnego związku między globalnym ociepleniem i ogólnoświatowym kryzysem finansowym, dwiema największymi plagami naszych czasów. Być może jest to zbyt daleko idąca teza. Prawdą jest jednak, że Vancouver, miasto będące gospodarzem zimowych igrzysk olimpijskich w 2010 roku, ma poważne obawy związane z brakiem śniegu, a jedna ze stacji narciarskich, gdzie mają się odbywać zawody, tonie w długach i może zostać zlicytowana jeszcze przed końcem olimpiady.
Problemy Vancouver to przykład typowych komplikacji, z jakimi wiąże się organizacja zimowych igrzysk olimpijskich; ich powodzenie zależy bowiem od wielu czynników niepodlegających kontroli, takich jak pogoda. Barcelona, podobnie jak Vancouver położona na wybrzeżu, zgłosiła już chęć organizowania zimowych igrzysk w 2022 roku.
W Vancouver, na kilkanaście dni przed inauguracją igrzysk, wszystko zdaje się dopięte na ostatni guzik. Z wyjątkiem tego, co najważniejsze: nie ma śniegu. Organizatorzy są przygotowani nawet na to, że będzie trzeba dowozić śnieg – buldożerami, ciężarówkami i helikopterami – na trasy Cypress Mountain, jednej ze stacji narciarskich, na których będą się rozgrywać zawody, położonej w odległości 30 kilometrów od Vancouver.
W tej chwili, po wielu dniach intensywnych opadów deszczu, nic nie wskazuje na to, by w tym górskim regionie wkrótce miał spaść śnieg. Biorąc pod uwagę ciepłą i suchą pogodę prognozowaną na najbliższe dni, mało prawdopodobne jest, by inauguracja igrzysk odbyła się w śnieżnej szacie.
Do tego problemu, stosunkowo łatwego do rozwiązania i niebędącego niczym nowym przy organizowaniu podobnych zawodów, dochodzą kłopoty natury ekonomicznej. Oddalona o około 120 kilometrów od Vancouver stacja narciarska Whistler, gdzie odbędą się zawody w narciarstwie alpejskim, nie przejmuje się brakiem śniegu – musi się zmierzyć ze znacznie poważniejszymi problemami natury finansowej.
Wierzyciele firmy Intrawest S. L., będącej właścicielem stacji oraz toru, na którym odbędą się wyścigi bobslejów, w ubiegłym tygodniu zapowiedzieli licytację aktywów firmy na 19 lutego, czyli jeszcze w trakcie igrzysk. Jak podaje agencja Associated Press, Intrawest S. L. spóźnia się ze spłatą pożyczki w wysokości 990 milionów euro.
– Dotychczas jeszcze żadne elementy majątku nie zostały zajęte. Wszystkim nam zależy na tym, by igrzyska się udały – powiedział przedstawicielom Associated Press rzecznik firmy, Ian Galbraith. W wypowiedziach dla tej samej agencji Dan Doyle, jeden z wiceprzewodniczących Komitetu Organizacyjnego Igrzysk Olimpijskich Vancouver 2010, bagatelizował ryzyko, jakie ta sytuacja stwarza dla powodzenia zawodów i podkreślał, że procedury związane z upadłością firmy zwykle zajmują dużo czasu. – Mamy nadzieję – stwierdził – że zawody w dwóch bazach stacji Whistler będą przebiegały bez zakłóceń, przy współpracy ludzi, którzy do tej pory zarządzali tą stacją.
Organizatorzy ze spokojem podchodzą również do perspektywy braku śniegu na Cypress Mountain, gdzie mają się odbyć zawody w snowboardzie i w narciarstwie dowolnym. Wygląda na to, że różne komplikacje występujące w ostatniej chwili to nieodłączna część wszystkich tego rodzaju imprez sportowych; nerwy za kulisami to część olimpijskiego rytuału.
– Prognozy pogody są rzeczywiście niekorzystne. Toteż jesteśmy przygotowani na to, że śniegu może nie być, a temperatury nie pozwolą na to, by wytarzać go sztucznie – powiedziała w rozmowie z reporterami dziennika “The Globe and Mail” z Toronto Cathy Priestner-Allinger, wiceprzewodnicząca Komitetu Organizacyjnego.
W tej chwili, jak mówi pani Priestner-Allinger, robotnicy układają deski i słomę na trasie zjazdowej, aby potem przewieźć tu śnieg z wyżej położonych zboczy Cypress Mountain. W efekcie, jak pisze “The Globe and Mail”, zawody odbędą się na śniegu, ale widzowie będą je śledzić stojąc w błocie. Całe szczęście, że stacje telewizyjne będą filmować tylko zmagania sportowców…










