W minionych latach typowy wizerunek bankowca obdarowanego sowitą premią przedstawiał go wchodzącego do salonu Maserati i wyjeżdżającego swoją nową zabawką.
Ponieważ wszystkie oczy zwrócone są na banki i premie, które znów zaczęto przyznawać tam pracownikom, pojawia się pytanie, co stanie się z pieniędzmi, które bankowcy otrzymają dodatkowo w tym roku? Czy będą to znów ekstrawaganckie wydatki, czy może jakieś ostrożne i bezpieczne inwestycje?
A pule przeznaczane na premie znów rosną. Goldman Sachs, sztandarowy przykład takiego wynagradzania i obiekt publicznego gniewu, ujawnił właśnie, że jego pracownik otrzyma przeciętnie blisko 500 tysięcy dolarów w postaci premii i wyrównań, podczas gdy w zeszłym roku kwota ta wynosiła 340 600 dolarów. Tegoroczna wielkość jest jednak dość myląca, bowiem pracownicy niższych szczebli dostaną dużo mniej, a najlepsi maklerzy banku dużo więcej.
W minionych latach typowy wizerunek bankowca obdarowanego sowitą premią przedstawiał go wchodzącego do salonu Maserati i wyjeżdżającego swoją nową zabawką. Ten rodzaj wydatków będzie w tym roku raczej wyjątkiem niż regułą, twierdzą doradcy, z dwóch powodów, które nie mają jednak nic wspólnego z publicznym odbiorem takich poczynań. Pierwszym z nich jest konieczność posiadania gotówki na pokrycie bieżących potrzeb, o czym dobitnie przekonał ubiegłoroczny kryzys finansowy.
Druga przyczyna to niepewność bankowców co do tego, ile pieniędzy dostaną w postaci premii, i kiedy je dostaną. Ponieważ większość banków stara się unikać krytyki wielkości wypłacanych pracownikom sum, w tym roku postanowiły one podzielić premie na gotówkę i warunkowo przyznawane akcje. W niektórych przypadkach takie akcje mogłyby być odebrane, gdyby dany dyrektor i jego dział mieli złe wyniki finansowe. Takie nagrody “z zastrzeżeniem” nakazują ich beneficjentom większą ostrożność i utrudniają planowanie finansowe.
Shawn A. Rubin, dyrektor działu zarządzania majątkiem osobistym w Morgan Stanley Smith Barney powiedział, że ta niepewność każe jego klientom dobrze zastanawiać się nad tym, co mają zrobić ze swymi premiami. – Jeszcze więcej pytań pojawia się, gdy w grę wchodzi premia warunkowa – dodaje. – Jak układać plany wobec czegoś, czego można nie dostać?
To jest centralne pytanie rozmów, jakie doradcy prowadzą ze swymi klientami. Klienci ci są skoncentrowani na trzech sferach: potrzebach bieżących, bezpiecznych inwestycjach i zarządzaniu ryzykiem. Chodzi tu o sumy znacznie większe niż w przypadku przeciętnego inwestora, ale nasuwające się wnioski można stosować na obu krańcach skali zarobków.
Potrzeby
Jeśli gospodarka nauczyła w zeszłym roku czegoś na pozór przezornych finansistów, to znaczenia posiadania pieniędzy pod ręką, by móc zapłacić nimi rachunki. Wspomnienia o sprzedawaniu papierów wartościowych dla pokrycia wydatków – rat hipotecznych, opłat za szkołę dzieci, bieżących kosztów życia – są u wielu bankowców świeże i wpływają na ilość pieniędzy, które lokują oni w niskodochodowych, ale bezpiecznych inwestycjach.
– Klienci są nieco ostrożniejsi z wydatkami – mówi Christopher Zander z Evercore Wealth Management. – Z gotówkowej części swych premii muszą odłożyć określoną część na wydatki domowe.
Może to wydawać się oczywiste, ale w latach boomu wielu bankowców inwestowało wszystko, a następnie zaciągało pożyczki pod te inwestycje, by móc opłacić wydatki bieżące. W ten sposób, taka była logika owego myślenia, ich inwestycje będą rosły w tempie szybszym niż odsetki od pożyczek, które wzięli. Ale wtedy upadł Lehman Brothers i wydawało się, że jego los mogą podzielić kolejne banki. Wezwania do spłaty tych kredytów pojawiły się niespodziewanie i były nieprzyjemne.
– Teraz dominuje nastawienie “Bardziej interesuje mnie zwrot moich pieniędzy niż zwrot z moich pieniędzy” – mówi Joseph W. Spada, dyrektor Summit Financial Resources w Parsippany w stanie New Jersey.
Dlatego bankowcy wkładają obecnie więcej swoich pieniędzy w niskodochodowe aktywa, a mniej w firmy inwestycyjne i fundusze hedgingowe, które mogą ograniczać wycofywanie pieniędzy. Wypłacanie części premii warunkowo w akcjach ma taki sam skutek, jak zamknięcie pieniędzy w funduszu hedgingowym: te pieniądze bankowcy mogą kiedyś dostać, ale nie mogą z nich skorzystać teraz. Oznacza to też, że pożyczanie pod ich zastaw dla sfinansowania swojego standardu życia nie jest już rozwiązaniem.
Bezpieczeństwo
Jakich zatem inwestycji dokonują bankowcy? Jak na byłych panów świata, niektóre z ich wyborów są bardzo przeciętne.
Spada powiedział, że ma kilku klientów, którzy spłacają z góry kredyt hipoteczny. W ten sposób gwarantują sobie zwrot lepszy niż daje większość portfeli obligacji. Wskazał on przykład pewnego dyrektora finansowego, który wykorzystał swą premię na spłacenie dwóch milionów dolarów kredytu hipotecznego wziętego na dom. Dzięki temu obniżył swoje miesięczne zarobki i znalazł się bliżej progu miliona dolarów, pozwalającego odliczyć odsetki hipoteczne od jego podatku. Co więcej, spłacając pożyczkę uzyskał wolny od podatku ekwiwalent wobec 5,5 procent oprocentowania jego kredytu. Aby uzyskać taki zwrot z podlegającej opodatkowaniu inwestycji w obligacje, klient ten musiałby zyskać 8,46 procent.
Ci, którzy są otwarci na nieco większe ryzyko, zwracają się do takich funduszy hedgingowych, które mają strukturę podobną do funduszy powierniczych, mówi Zander. Fundusze te pozwalają inwestorom wycofywać pieniądze w dowolnym momencie. Potrzeba takiej bardziej płynnej struktury jest produktem ubocznym kryzysu kredytowego. Kiedy fundusze hedgingowe uruchomiły klauzule zawarte w umowach inwestycyjnych, które nie pozwalały inwestorom na wycofywanie środków, ci zaczęli zbierać pieniądze z innych aktywów. – Po takich przejściach w 2008 roku ludzie zwracają większą uwagę na płynność – dodaje Zander.
Ryzyko
Wszystkie takie decyzje znajdują się w cieniu obaw przed inflacją. Kreatorzy polityki gospodarczej twierdzą, że przez jakiś czas ryzyko inflacji nam nie grozi, ale ludzie z sektora usług finansowych już się tym martwią.
William Tedford, wiceprezes Stephens Inc., banku inwestycyjnego w Little Rock w stanie Arkansas, przewiduje, że ceny domów mogą sięgnąć minimum w pierwszej połowie roku i zapotrzebowanie na kredyt wzrośnie. Obawia się on, że Rezerwa Federalna spóźni się z podniesieniem stóp procentowych, dopuszczając do inflacji.
Aby się przed tym zabezpieczyć, Tedford zachęca klientów do umieszczania 10 do 15 procent ich aktywów na rynkach surowcowych. – Być może martwię się o kilka lat na zapas, ale ryzyko jest duże – mówi. – Trochę zaczyna mi to spędzać sen z oczu.
Inflacja jest czymś, co bankowcy już uwzględniają w sposobach inwestowania swych premii. „Denerwują się tak dużą ilością pieniądza w obiegu”, powiedział Spada. Antidotum polega na kupnie złota i surowców za pośrednictwem odpowiednich funduszy.
Mamy tu paradoks. U szczytu kryzysu finansowego złoto było bezpieczną przystanią dla ludzi obawiających się końca świata. Teraz może stać się lokatą dla tych, którzy boją się, że pieniądze publiczne wydane na ratowanie tego świata zaszkodzą mu.
Paul Sullivan NYT











Jeden komentarz to “Jak inwestują doradcy?”