Niezadowoleni z rządów amerykańskiego prezydenta mają stację, która ich niechęć skutecznie zamienia w nienawiść, a obawy w panikę: telewizja Fox News prowadzi z Obamą otwartą wojnę. I wyznaje zasadę “wszystkie chwyty dozwolone”.
Opublikowany 3 lutego rysunek popularnego amerykańskiego karykaturzysty Danzingera dobrze ukazuje stosunek skrajnie konserwatywnych mediów do Baracka Obamy. Widzimy na nim Osamę bin Ladena mówiącego: “Trzeba rozprawić się z tym Obamą. Nie ma nic gorszego na świecie. Kłamie, kradnie nasze pieniądze; otaczają go złodzieje z Wall Street. Wiedzie świat ku zagładzie. Jeśli go nie powstrzymamy, miliony Amerykanów popadną w długi, niewolnictwo i destrukcję. To wszystko prawda. Widziałem w amerykańskiej telewizji”. Przywódca Al-Kaidy patrzy przy tym na ekran z wielkim napisem FOX i hasłem: “Precz z Obamą!”.
Stacja Fox News, perła w koronie koncernu magnata medialnego Ruperta Murdocha, przez lata działalności wypracowała sobie specyficzny styl. Ten polityczny kanał sytuujący się po prawej stronie szachownicy (i to na jej skraju), widzi wokół wielu wrogów. Ale od czasu, gdy do władzy doszedł Obama, na pierwszych miejscach listy wrogów mamy: “państwo federalne”, “wydatki publiczne” i “podatki”. Na ekranie pokazują się wciąż nowi propagandziści-agitatorzy, wszyscy z jednej strony sceny politycznej. Mieszają selektywnie dobrane informacje z subiektywnymi komentarzami, prywatnymi animozjami i absurdalnymi niekiedy “faktami” – wszystko przeciw Barackowi Obamie, jego ekipie oraz lewicy (liberals) w ogóle. Nie wszyscy walczący konserwatyści są w Foxie, ale Fox chętnie udzieli im wszystkim gościny.
Od dawna pozycją najjaśniejszej gwiazdy tego kanału cieszył się Bill O’Reilly. Jeśli zaproszony do jego codziennego show gość nie jest z jego formacji (to się zdarza), zasługuje na specjalne traktowanie: Bill O’Reilly wciąż mu przerywa, a głos oddaje samemu sobie.
Osoby odmawiające udziału w tej grze nazywa “tchórzami”. Od trzynastu lat – mówi – Fox News “złości lewicową Amerykę, bo jest najważniejszą stacją informacyjną dająca głos konserwatywnym i przywiązanym do tradycji Amerykanom”. Powtarza przy tym starą śpiewkę konserwatywnych mediów: tylko telewizja Fox odsłania prawdę, którą usiłują ukryć media służące wpływowym osobistościom i lewicowym intelektualistom.
W ślady Billa O’Reilly’ego poszło całe pokolenie dziennikarzy Fox News. Kolejna gwiazda, Sean Hannity, opublikował dwa bestsellery: “Let Freedom Ring: Winning the War of Liberty Against Liberalism” oraz “Deliver Us From Evil”. W pokazywanym w Fox Business programie Dave’a Ramseya przez półtorej godziny widzimy na ekranie tylko jego twarz – słuchacze dzwonią, a on odpowiada, zawsze podlizując się przeciętnemu Amerykaninowi, “Johnowi Smithowi”.
Poza tym Murdoch zatrudnia dawnych, zasłużonych polityków. Jego ostatni nabytek nazywa się Sarah Palin. W sobotę 6 lutego na konwencie populistycznej “Tea Party” Palin, w prawyborach republikańska kandydatka do Białego Domu, oskarżyła Obamę o “niemoralność”. Powód? Duże wydatki publiczne. Ekspertem politycznym Foxa jest sam Karl Rove – dawniej “mózg George’a Busha”, zaś specjalistą stacji od spraw obrony został pułkownik Oliver North wmieszany w aferę Iran-Contras.
Jak się zdaje gwiazda Billa O’Reilly’ego blaknie. Bowiem wszystkich przebija nowy ulubieniec telewidzów: Glenn Beck. Fox płaci za jego usługi bajońskie sumy. Nikt tak jak on nie podsyca chorobliwych lęków, które ogarnęły część Ameryki po objawieniu się Baracka Obamy.
Beck wyraża, często płaczliwym tonem, lament białego człowieka, który czuje się zagubiony w czasach zbyt szybkich i zbyt głębokich zmian. On też czuje, że ziemia usuwa mu się spod stóp, chce powrotu do “wartości”: pracy (każdy na swój rachunek), rodziny (”nie” rozwodom, homoseksualistom, aborcji…) i ojczyzny, w której biali nie będą wkrótce mniejszością. Glenn Beck, lat 45, szybko uznał, że Obama jest wrogiem. – Ten człowiek budzi mój lęk, wy też powinniście się bać – powtarza prawie co dzień. Bywa, że mówiąc to naprawdę ma w oczach łzy.
28 września 2009 roku magazyn “Time” poświęcił mu artykuł na pierwszej stronie. Tytuł brzmiał: “Mad Man” (szaleniec). Beck – pisał David von Drehle – jest “wirtuozem” wykorzystywania lęków, frustracji i wściekłości przeciętnych Amerykanów, które narosły w czas kryzysu.
Glenn Beck, były katolik, dziś mormon, nie jest ściśle rzecz biorąc republikaninem – sam nazywa siebie “konserwatywnym libertarianinem”. Reprezentuje tych obywateli Ameryki, którzy nienawidzą inteligenckiego Nowego Jorku, zdeprawowanego Los Angeles i skorumpowanego Waszyngtonu. Miał nosa łącząc swoje programy telewizyjne z ruchem “Tea Parties” – jego widzowie i członkowie partii to te same osoby. Podobnie jak on uważają, że “Obama nienawidzi białych”.
Anti-Defamation League (Liga przeciw Zniesławieniu, organizacja pozarządowa) oskarżyła go o “demonizowanie Obamy i rozpowszechnianie spiskowych teorii na temat jego administracji”. Jego ostatnia książka, “Common sens” sprzedała się w milionie egzemplarzy. Pisarz Stephen King nazwał go “młodszym, trochę skretyniałym bratem Szatana”. Jon Steward, lewicowy komik ze stacji Comedy Central, powiedział o nim: – To facet, który głośno mówi to, co myślą ludzie, którzy nigdy nie myślą… W 2009 roku Beck zarobił 23 milionów dolarów, a jego audycje nadawało 400 stacji radiowych.
Jednak on także ma w radio poważnego konkurenta – talk show Rusha Limbaughta usłyszeć można w aż 650 stacjach. Dla tego weterana dziennikarskich bojów – w latach 90. walczył z Billem i Hilary Clintonami – Nelson Mandela pozostaje „komunistą”, a Obama jest “Halfrican American” – tylko w połowie amerykańskim Afrykańczykiem… Ostatnio, 15 stycznia ogłosił: – Daliśmy już pieniądze dla Haiti. To się nazywa podatek dochodowy.
Zaś o obecnym prezydencie, “biednym Obamie” mówił tak: – Pierwszy raz w życiu nie ma nauczyciela, który poprawi mu trójkę na piątkę. Co oznacza: gdyby nie specjalne względy dla czarnych, nikt nie usłyszałby o tym Murzynie. Kiedy prezydent zaczynał swe urzędowanie w Białym Domu Rush Limbaugh publicznie oświadczył, że liczy na jego porażkę. Szef partii Republikanów Michael Steele udzielił mu po tym reprymendy. Zgadnijcie kto musiał przeprosić? Michael Steele…
Sylvain Cypel









