Kategoria | Artykuł numeru

Olimpijskie cienie i blaski

Po śmierci gruzińskiego saneczkarza była minuta ciszy, ale potem olimpijskie zawody ruszyły swoim rytmem
olimpictorchWayne Gretzky rozpalił płomień na stadionie BC Place i pobiegł do znicza przy nabrzeżu. Tam ogień będzie płonął do końca igrzysk.
Szef MKOl Jacques Rogge podczas ceremonii otwarcia z trudem powstrzymywał płacz, gdy KD Lang śpiewała cohenowskie „Hallelujah” dedykowane Nodarowi Kumaritaszwilemu. Pamięć 21-letniego saneczkarza, który zabił się podczas treningu, uczczono minutą ciszy, flagi olimpijskie zostały opuszczone do połowy masztu.
Igrzysk ten wypadek jednak nie zatrzymał, bo nie mógł. Nawet gruzińscy sportowcy, choć zapłakani i w szoku, nie zrezygnowali ze startu ani z udziału w ceremonii. Wyszli na stadion z czarnymi opaskami i szalikami.
Zawody saneczkarzy też ruszyły o czasie, choć po zmianach na torze.
Po pierwszym olimpijskim weekendzie wiadomo, że bardziej od nart czy łyżew przydają się w Vancouver parasol i płaszcz przeciwdeszczowy. Zjazd mężczyzn przeniesiono z soboty na poniedziałek, kombinację alpejską kobiet na razie odwołano, bo trasy w Whistler Creekside się topią i nie udało się przeprowadzić treningów.
Podczas ceremonii otwarcia igrzysk prezentowały się cztery kanadyjskie plemiona Indian, show podzielono na części według czterech pór roku. I tylko totemy, które na koniec utworzyły palenisko olimpijskiego ognia, były trzy, bo czwarty zaciął się i nie wysunął spod płyty. Wokół paleniska stanęły cztery legendy kanadyjskiego sportu.
Koszykarz Steve Nash, alpejka Nancy Greene, hokeista Wayne Gretzky i panczenistka Catriona LeMay-Doan i to właśnie ona nie doczekała się na swoje polano.
Zdezorientowani sportowcy zapalili ostatecznie tylko trzy totetmy, od których zapłonął główny znicz igrzysk. Bliźniaczy znicz, umieszczony przed halą, a składający się tak jak zakładał scenariusz z czterech totemów, zapalił po głównej ceremonii Wayne Gretzky.
- Po prostu nie zadziałało jedno z urządzeń mechanicznych wysuwających totem - krótko skomentował zdarzenie dyrektor artystyczny ceremonii otwarcia igrzysk Australijczyk David Atkins, twórca takiej samej uroczystości olimpijskiej w 2000 roku w Sydney.
Całą uroczystość otwarcia igrzysk obejrzało 13,3 mln Kanadyjczyków (z ok. 33 mln mieszkańców tego kraju), a w chwili gdy reprezentacja gospodarzy wkroczyła na arenę, przed telewizorami zasiadło 15,6 mln
Dotychczas największą oglądalność w Kanadzie miało zwycięstwo reprezentacji kraju nad USA podczas turnieju olimpijskiego w Salt Lake City (2002). Tamten mecz od początku do końca obejrzało 10,3 mln ludzi.
Podczas ceremonii i w sobotę w mieście protestowali przeciwnicy igrzysk, doszło do starć z policją, zatrzymano kilka osób. Anarchiści zapowiadają protesty do końca igrzysk.

Paweł Wilkowicz

Biadolenie na puszczy

medale_vancouver_3Za każdym razem, gdy nasz sportowiec odniesie jakiś sukces, jesteśmy przekonani, że podziwia to cały boży świat. Puszymy się, nadymamy, chodzimy w euforii, nie mając pojęcia, że nikt tej naszej radości nie podziela, bo każdy ma swoją własną.
Zgroza człowieka bierze, gdy się dowiaduje, że “Washington Post” nawet się nie zająknął na temat srebrnego medalu Adama Małysza. Dla Amerykanów bohaterem pierwszego weekendu w Vancouver był John Spillane, wicemistrz kombinacji norweskiej w wersji sprinterskiej. Z kolei “Guardian” nie zaśmieca swoich szacownych łamów ani Małyszem, ani Spillane’em. Anglicy rozważają, czy ich snowboardzistka Zoe Gillings ma szanse na złoty medal. Podobnie jest w “Dagens Nyheter”, gdzie Szwedzi na wszystkie strony analizują możliwości swojego Jespera Bjoerklunda w jeździe na muldach.
To jednak nic w porównaniu z “Fiji Timesem”. Całe szczęście, że w naszych salonikach prasowych nie da się kupić tej gazety, bo lektura grozi głęboką depresją oraz myślami samobójczymi. Nie ma tam bowiem ani słowa o igrzyskach w Vancouver, o przepięknym otwarciu i sztucznych wielorybach. Dla zaściankowych redaktorów z wysp na Pacyfiku najważniejszym wydarzeniem minionego weekendu była porażka rugbistów Fidżi z RPA.
Nie miejmy więc złudzeń. Jak świat długi i szeroki, nikt się razem z nami nie uśmiechnie z powodu Małysza. Co gorsza, nikt się nad nami nie użali z powodu Tomasza Sikory. Nasz biatlonista najpierw oddał mnóstwo krwi podczas kontroli antydopingowej, a później przyszło mu strzelać podczas śnieżycy. Świata to jednak w ogóle nie obchodzi. Trudno, pobiadolimy sobie we własnym gronie.
Andrzej Fąfara

Vancouver nie ma

W Rosji obecne igrzyska to pretekst, by przypomnieć, że za cztery lata będzie Soczi
Tuż przed rozpoczęciem igrzysk w Vancouver Władimir Putin łączył się przez wideomost z otwartym właśnie Rosyjskim Domem w kanadyjskiej olimpijskiej stolicy.
Premier, który – jak wszyscy dobrze pamiętają – jest tym, który „załatwił Rosji olimpiadę”, zapewniał, że przygotowania do igrzysk idą pełną parą, „zgodnie z grafikiem”. Z dumą pokazywał światu budowę olimpijskich obiektów. I w ogóle, jak entuzjastycznie zapewnił, nie bojąc się młodzieżowego języka, wszystko jest „kruto”, czyli super!
Olimpiada to temat numer jeden – główne rosyjskie kanały telewizyjne Pierwyj i Rossija zarezerwowały dla transmisji najlepszy czas antenowy, zapowiedziały 23 bezpośrednie przekazy z Vancouver, przy tym obecni na miejscu eksperci będą je dobierać na bieżąco, tak aby były najciekawsze dla rosyjskiego widza.
Śnieg prawdziwy
Do Vancouver pojechali specjaliści z komitetu Soczi 2014, którzy przyglądają się organizacji igrzysk. Media nie przepuszczają okazji, by pokazać, że chociaż w Kanadzie oczywiście nie jest najgorzej, to jednak Soczi jest bardziej odpowiednim miejscem na zimową imprezę sportową.
Śnieg jest prawdziwy, deszcz nie pada, a nawet, jak raportował premierowi przewodniczący komitetu Soczi 2014 Dmitrij Czernyszenko, czarnomorski kurort ma lepsze parametry, jeśli chodzi o bezpieczeństwo.
Gdzie jest Vancouver, tam musi być i Soczi. Komentator „Niezawisimej Gaziety” Stanisław Minin napisał nie bez ironii: „Kupiłem dodatek specjalny jednej z czołowych gazet i nie jest jasne, jaki mamy rok. 2010 czy 2014? Można nawet powiedzieć, że Vancouver nie ma. Od razu będzie Soczi. Co to za olimpiada, w którą nie można zainwestować 20 mld dolarów? Co to za olimpiada z gotową infrastrukturą?”.
Właśnie o to chodzi. Rosja zorganizuje igrzyska, a zrobi to praktycznie od zera, i to lepiej od innych, i tak jak jeszcze nikt nie zrobił. Co do tego, że władze zdążą, załatwią, wyciszą wszystkie ewentualne skandale związane z wykupem ziemi i przesiedlaniem mieszkańców, a ci nie będą narzekać na rosnące ceny i korki, lecz z dumą mówić o wielkim sukcesie, nikt nie ma wątpliwości.
Tylko przyszłość
medale_vancouverNatomiast medale, które Rosjanie przywiozą z Kanady – choć tradycyjnie wzbudzają sporo emocji i komentatorzy ścigają się w szacunkach – wydają się tym razem sprawą drugoplanową.
Jest przecież Soczi, a jego sukces nie zależy od tego, co pokażą sportowcy w Vancouver. Tygodnik „Russkij Reportior” cytuje w najnowszym numerze psychologa Wadima Guszczyna: „Jest taki znany psychologiczny chwyt – przeniesienie celu z przyszłości na teraźniejszość. To pomaga: nieważne, co się dzieje teraz. W przyszłości zwyciężymy”.
Justyna Prus

Pluszczenko podzielił sędziów

Zanim łyżwiarze figurowi rozpoczęli olimpijskie zmagania, pojawiły się kontrowersje dotyczące sędziowania. Wywołał je e-mail jednego z sędziów
Ocena zawodników jest odwiecznym problemem łyżwiarstwa figurowego, które balansuje na granicy sportu i sztuki.
Międzynarodowa Unia Łyżwiarska (International Skating Union - ISU) po igrzyskach w Salt Lake City wprowadziła nowy system sędziowania nazwany „Code of Points”, w którym każdemu elementowi przypisana jest określona wartość bazowa. Zawodnicy mają obowiązek wykonać w swoich programach określoną liczbę i rodzaj elementów, których jakość wykonania ocenia panel techniczny, poprzez odjęcie lub dodanie punktów od -3 do +3. Skrajne noty są odrzucane, natomiast z pozostałych wyliczana jest średnia arytmetyczna. Sędzina przyznała, że została nakłoniona do postawienia na pierwszym miejscu Rosjan, niezależnie od tego jak pojadą inne duety
Oprócz ocen za wartość techniczną ustalanych wedle powyższego wzorca, istnieją również oceny za komponenty, które miały zastąpić częściowo notę za wrażenie artystyczne programu. Należą do nich: choreografia, interpretacja, wykonanie, połączenia elementów, prezentacja programu. I tu w opinii wielu ekspertów znowu pojawia się swoista żonglerka. W światku łyżwiarskim panuje przekonanie, że zwłaszcza w ocenie za komponenty punkty zdobywa się nie tylko za to, co aktualnie widzi się na tafli, ale także za dotychczasowe osiągnięcia czy nazwisko.
Dziś w Vancouver zaprezentują się soliści, ale już kilka dni temu pojawiły się alarmujące sygnały o rzekomo wrogim nastawieniu sędziów północnoamerykańskich do łyżwiarzy europejskich, w szczególności Rosjanina Jewgenija Pluszczenki i Francuza Briana Jouberta.
Joe Inman, jeden z najbardziej znanych sędziów amerykańskich, przyznał, iż w ostatnich dniach wysłał kilkadziesiąt e-maili do sędziów oraz działaczy z prośbą, aby noty wystawiane zawodnikom w Vancouver były adekwatne do ich umiejętności.
Miał go do tego sprowokować sam Pluszczenko, który w jednym z wywiadów stwierdził, iż jeżeli sędziowie chcą umieścić danego łyżwiarza wysoko to i tak to zrobią. Jako przykład podał styczniowe Mistrzostwa Europy w Tallinie, na których jego zdaniem zbyt wysoko oceniono Jouberta za tzw. elementy łączące, które niczym się nie różniły od tych zaprezentowanych przez niego.
Rosyjski mistrz przyznał również, że w swoich programach praktycznie nie ma żadnych połączeń elementów, gdyż skupia się na skokach. Sędziowie zaś i tak nie zwracają na to uwagi.
Kontrowersje dotyczące ocen Pluszczenki, które nieprzypadkowo – jak się wydaje – pojawiły się na krótko przed rozpoczęciem rywalizacji na igrzyskach - są pierwszą tak głośną krytyką sędziowania w łyżwiarstwie figurowym od czasu wprowadzenia „Code of Points”. Systemu, który miał zatrzeć niechlubne wrażenie po aferze, która wybuchła na igrzyskach w Salt Lake City.
Przez lata łyżwiarstwo figurowe kojarzone było z tzw. systemem „szóstkowym”. Każdy miłośnik tej dyscypliny pamięta komplet ocen marzeń, jakim zostali nagrodzeni brytyjscy łyżwiarze Jane Torvill i Christopher Dean za wykonanie słynnego„ Bolera”:
System 6.0 był systemem przejrzystym dla przeciętnego kibica, który orientował się, że zawodnik otrzymujący noty zbliżone do ideału wystąpił bardzo dobrze. Natomiast im bardziej te oceny odbiegały od „szóstki” – wiedział, że łyżwiarz pojechał słabiej. Jednak wyniki wielu zawodów były przez ten system wypaczone. Pomimo istnienia dwóch ocen: za wartość techniczną programu oraz za wrażenie artystyczne promował on końcową klasyfikację ze względu na całokształt jazdy.
Wielkie kontrowersje wywołały rozstrzygnięcia z igrzysk olimpijskich w Lillehammer (1994). Wyniki konkurencji solistek oraz par sportowych do dziś są podważane. Zarówno Ukrainka Oksana Baiul wśród pań, jak i rosyjski duet Jekaterina Gordiejewa i Siergiej Grinkow, zdobyli złote medale pokonując konkurentów, którzy zaprezentowali trudniejsze elementy techniczne.
Przekupiona sędzina i dwa złote medale
Przełomowym momentem dla systemu 6.0 okazały się wspomniane zmagania w Salt Lake City. Afera wybuchła po ogłoszeniu wyników w konkurencji par sportowych. Przewagą jednego głosu sędziowskiego mistrzami olimpijskimi zostali Rosjanie Jelena Bereznaja i Anton Sikarulidze. Oburzeni Amerykanie podnieśli wrzawę uznając za bezdyskusyjnych zwycięzców Kanadyjczyków Jamie Sale i Davida Peletiera.
Lawina krytyki dotknęła sędziów, którym zarzucono udział w spisku przeciwko parze kanadyjskiej. Amerykańskie media pisały o „ czerwonej koalicji”, „aferze Watergate” oraz odgrzebywaniu zimnowojennego podziału świata.
Wtedy francuska sędzina Marie Reine Le Gougne przyznała, że została nakłoniona do postawienia na pierwszym miejscu Rosjan, niezależnie od tego jak pojadą inne duety. Miało to być swoistą wymianą przysług, ponieważ z kolei w tańcach na lodzie to sędzia rosyjski był zobowiązany przyznać zwycięstwo Francuzom Marinie Anissinie i Gwendalowi Peizerat.
Sytuacja ta wymusiła na Międzynarodowej Unii Łyżwiarskiej podjęcie precedensowej decyzji o przyznaniu złotych medali olimpijskich obu parom: rosyjskiej i kanadyjskiej.
“System szóstkowy” nie zdał egzaminu w Salt Lake City. Vancouver może przynieść kolejny przełom.

Paulina Nowicka

Zostaw komentarz

Szczepionki H1N1 Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Na kogo zagłosujesz?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Luty 2010
P W Ś C P S N
« sty   mar »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728