Piraci z konieczności

Okazuje się, że współcześni piraci somalijscy nie różnią się zbytnio od historycznych protoplastów rozbójnictwa morskiego.

pirates“Nie znam wspanialszego widoku niż Tamiza, kiedy statek po długiej podróży morskiej płynie w górę rzeki w kierunku London Bridge. Dopiero później odkrywamy, jakimi ofiarami zostały okupione te wspaniałości” - napisał młody kupiec Fryderyk Engels w 1845 roku. W poszukiwaniu nowych teorii socjologicznych syn fabrykanta z Wuppertalu przemierzył slumsy proletariatu, a to, co tam zobaczył głęboko ukształtowało jego poglądy na epokę wczesnego kapitalizmu.

Równie dobrze tematem rozpraw socjologicznych pióra Fryderyka Engelsa mógł się stać mikrokosmos malowniczych żaglowców, którymi udawał się w podróże naukowe. W tamtym czasie okręt był “miejscem, z którego nie było ucieczki, za wyjątkiem dezercji, inwalidztwa lub śmierci”. Słowa te napisali Peter Linebaugh i Markus Rediker  w książce “Wielogłowa hydra - nieznana historia rewolucji na Atlantyku”. Autorzy doszukują się w początkach rozwoju żeglugi morskiej i korsarstwa tego, co dziś nazywamy globalizacją.

Awans Royal Navy na największego pracodawcę w Wielkiej Brytanii zbiegł się z założeniem Banku Anglii i wielu towarzystw akcyjnych. Począwszy od 1670 roku w wyniku rewolucji burżuazyjnej Atlantyk przekształcił się w “strefę akumulacji kapitału i motor napędowy kapitalizmu”, ale także w “obszar wolności i oporu”. Okazuje się, że położenie piratów na statkach kaperskich było o niebo lepsze niż sytuacja zwykłych marynarzy, jeśli chodzi o żołd, wyżywienie i prawo głosu.

Według Peter Linebaugha i Markusa Redikera w historię globalizacji wpisują się bunty przeciwko przymusowym wywłaszczeniom, powstania niewolników i przejawy solidarności  ”pirackiej chałastry”, składającej się z brytyjskich marynarzy, irlandzkich obieżyświatów, kaznodziei podejrzanej proweniencji, radykalnych sekciarzy, murzynów porwanych z wybrzeży Afryki Zachodniej i latynosów z Karaibów. (…)

Historia piractwa zaczyna się od katastrofy w Trójkącie Bermudzkim: w 1609 roku żaglowiec “Sea Venture” płynął do Jamestown w stanie Wirginia, pierwszej kolonii brytyjskiej w Ameryce. Gwałtowny atlantycki sztorm zmusił statek do zboczenia z wyznaczonego kursu. W obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa załoga i pasażerowie dobrali się do zapasów brandy, chwilowo puszczając w niepamięć wszystkie różnice klasowe. Statek osiadł na mieliźnie w sąsiedztwie jednej z diabelskich wysp, które wcale nie okazały się wymysłem szatana, lecz prawdziwym rajem na ziemi. Rozbitkowie żywili się dzikimi świniami oraz rybami i uprawiali pozamałżeński seks. Jednym słowem wiedli błogi żywot, gdy w Wirginii czekały na nich jadowite węże, choroby i znój. Zatem nic dziwnego, że część załogi nie miała ochoty na kontynuowanie podróży i wybrała “życie dzikusów”.

Irlandzcy korsarze pozostawili za sobą spustoszoną ojczyznę. Przyczyną powstania rozległej diaspory irlandzkiej były bezprawne wywłaszczenia, rabunkowy karczunek lasów, okrutne prawo, kulturowy ucisk i nieustanne klęski głodu. Jej następstwem była masowa emigracja Irlandczyków do Anglii, a przede wszystkim do Ameryki. Pół miliona Irlandczyków zmarło w wyniku aktów przemocy, wygnania, zaraz i głodu w latach 1641-1652. Korona Brytyjska stworzyła okrutny system terroru wobec wyjętych spod prawa. Ci, którzy nie trafili do więzienia bądź na szubienicę, kończyli żywot na galerach. (…)

Siedemnastowieczną Anglią także wstrząsały liczne bunty i rewolty. Uchwalenie ustaw zakazujących żebractwa pozwoliło na wysyłanie niepokornych do kolonii, nazywanych “więzieniami bez krat”. W wyniku podboju Irlandii przez armię brytyjską pod dowództwem Cromwella  jedną szóstą męskiej populacji Irlandii odstawiono na statki i sprzedano za granicę. Masowa konfiskata irlandzkich majątków i gospodarstw, dokonywana przez angielskich najeźdźców zbiegła się z rozwojem globalnego handlu i rabunkową eksploatacją podbitych kolonii. Piraci zaczęli walczyć na pierwszej linii frontu i stawiać czynny opór bezprawiu, dokonywanemu w majestacie prawa. (…)

Biorąc pod uwagę sposób podziału łupów, alternatywne formy dyscypliny oraz porządek społeczny oparty na solidarności, który pozwalał na przyjmowanie do pirackich załóg korsarzy o korzeniach afrykańskich, historycy amerykańscy doszli do wniosku, że: “Statek piracki był oazą demokracji w tej niedemokratycznej epoce”.

Śledząc aktywność współczesnych piratów u wybrzeży Somalii i czytając ich wypowiedzi można odkryć zaskakujące podobieństwa z sytuacją historycznych korsarzy. (…) Nasilenie procederu rozbójniczego nastąpiło wraz z upadkiem państwowości somalijskiej i brakiem władzy wykonawczej, która potrafiła zadbać o prawa lokalnych rybaków. Anarchię somalijskiego państwa wykorzystały europejskie i azjatyckie firmy połowowe i wysłały na przybrzeżne łowiska nowoczesne trawlery. Łamiąc prawo przemysłowa flota rybacka dokonywała rabunkowych połowów tuńczyka, doszczętnie pustosząc bogate niegdyś łowiska.

W wywiadzie udzielonym dziennikowi brytyjskiemu “Guardian” pirat Asad Booyah Abdulahi opowiada o ówczesnej sytuacji panującej w porcie Eil, położonym w północnej Somalii. - Po wypłynięciu na pełne morze bardzo często atakowały nas obce łodzie i trawlery. Niektóre nie miały nawet licencji połowowej. Z kolei inne załogi posiadały zgodę wydaną przez urzędników Puntlandu (region autonomiczny w północno-wschodniej Somalii - przyp. Onet) i dlatego uważały, że mogą nas przegonić z łowisk. Nieraz marynarze grozili, że zniszczą nasze łodzie - relacjonuje rybak. I tak załoga Asada Booyaha Abdulahi zaczęła sama atakować statki kłusowników. Somalijscy rybacy szybko się przekonali, że więcej zarobią na braniu załóg do niewoli i żądaniu okupu. - Do tego rzemiosła nie potrzebowałem żadnego wykształcenia i nie byłem specjalnie strachliwy. Za pierwszy statek dostaliśmy 300 tys. dolarów okupu. Kupiliśmy karabiny AK47 i małe ślizgacze - opowiada pirat. Na zdjęciach lotniczych zrobionych przez wojsko widać często młodych i chudych jak szczapy mężczyzn w letnich ubraniach, uzbrojonych w lekką broń. - Bardzo często zaprzyjaźniamy się z załogami porwanych statków i tłumaczymy marynarzom, że zależy nam tylko na pieniądzach, a nie na ich życiu. Po otrzymaniu okupu, przeliczamy dolary i wypuszczamy zakładników - opowiada Somalijczyk. (…)  - Nie dbamy o to, co myślą o nas inni. Uważamy siebie za bohaterów walczących z ubóstwem - podsumowuje pirat Asad Booyah Abdulahi.

Jochen Becker

Zostaw komentarz

Witamy w Ontario - przewodnik dla nowoprzybyłych Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Jakie nadzieje wiążesz z nadchodzącą wiosną?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Luty 2010
P W Ś C P S N
« sty   mar »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728