Pisane z pamięci

Błękitny Kijów

Przebieg i ostateczny wynik wyborów prezydenckich na Ukrainie wywołał zrozumiałe zainteresowanie polskiej opinii publicznej. Komentatorzy próbują odnaleźć się obecnie w sytuacji, w której polska polityka zagraniczna poniosła totalną klęskę.
Z tonu komentarzy wynika niezbicie, iż Polskie elity polityczne nie mają pomysłu, co zrobić ze zwycięstwem Janukowycza. Fakt, iż na Ukrainie dochodzi do poważnej reorientacji i siły uważane za bardziej pro-rosyjskie niż pro-zachodnie obejmują władzę w Kijowie, zastaje Polskę kompletnie nieprzygotowaną. Od czasów pamiętnej “pomarańczowej rewolucji”, kiedy to we wspomaganie Juszczenki na Majdanie zaangażowali się zgodnie Kwaśniewski z Wałęsą, polskim dogmatem stało się wspomaganie “zachodniej opcji” na Ukrainie. W zapale “wciągania” Ukrainy do Europy, a nawet NATO, nikt nie zwracał specjalnie uwagi na drobny fakt, iż z upływem lat prezydentury Juszczenki polityka Ukrainy skupiała się na walce prezydenta z Julią Tymoszenko, a cały “pomarańczowy” blok nie był w stanie ruszyć kraju do przodu. Ukraińcy zaś tę “pomarańczową” awanturę właśnie ocenili przy urnach.
Dogmat o “wyrywaniu” Ukrainy Rosji kazał naszym elitom zamykać oczy na groźny fakt, iż sympatie polityczne Juszczenko zwracały się do tych sektorów ukraińskiego elektoratu, z którym na dobrą sprawę Polacy rozmawiać nie powinni. Dopiero w ostatnich chwilach rządów Juszczenko, kiedy uhoronowanie Bandery uczyniło milczenie niemożliwym, podniosły się głosy krytyczne wobec sposobu realizowania polskich interesów na kierunku ukraińskim.
To wręcz zadziwiające, że ci sami politycy, którzy w stosunku do Niemiec i Rosji mówią bez ogródek o potrzebie podnoszenia historycznych rozliczeń, którzy z takim uporem żądają wyraźnych gestów i rozliczeń od Berlina i Moskwy - nabierają wody w usta, kiedy mowa o zbrodniach dokonanych na ludności polskiej (a także ukraińskiej i żydowskiej) Wołynia. Pan prezydent Kaczyński nawet w dzisiejszym liście do organizatorów wrocławskich obchodów rocznicy wywózek, mówi o “Golgocie Wschodu”, ale z tekstu wynika, że interesuje go jedynie cierpienie z rąk stalinowskich oprawców, i jedynie ten kontekst jest wart jego uwagi, choć poświęca też akapit historycznemu tłu deportacji w postaci układu Ribbentrop-Mołotow.
Można odnieść wrażenie, że polskie ofiary Drugiej Wojny dzielą się na dwie kategorie - takich, o których należy pamiętać, i takich, których potworne, nieludzkie cierpienie wyraźnie naszym elitom nie pasuje. Rzeź Wołynia przykrywano tak długo politycznie poprawnymi eufeminizmami, a środowiska kresowe tak długo określano jako politycznie nieodpowiedzialnych oszołomów, że trudno się teraz czepiać Juszczenko. W końcu, jeśli Warszawa głosem rządu i swych elity tematu nie podnosiła, to znaczy, iż można uczynić z Bandery bohatera Ukrainy.
Na nasze szczęście, Ukraina to nie piewcy tradycji OUN. Nacjonalistyczne gesty Juszczenko nie przyniosły mu zwycięstwa, okazały się grą na polityczny margines Ukrainy - margines głośny, widoczny często na tym kontynencie, ale margines. Ukraina to kilkadziesiąt milionów ludzi, dla których faszyzm w każdej postaci był i jest wrogiem. Wschodnie połacie Ukrainy cierpiały i od sowietów i od hitlerowców, i na tych tradycjach wspólnego, historycznego cierpienia można i trzeba budować pojednanie naszych narodów. Nie na koniunkturalnej anty-rosyjskości, bo tego rodzaju koślawe kalkulacje mają krótki żywot, ale na rzeczywistej zbieżności interesów. Silna Ukraina, samodzielna gospodarczo i politycznie, ale także oparta na tradycji poszanowania podstawowych norm cywilizacyjnych jest potrzebna i nam, i Europie i nawet samej Rosji.
Ironią losu może okazać się fakt, iż ekipa Janukowycza, przy wszystkich zastrzeżeniach co do dojrzałości ukraińskiego życia politycznego, może okazać się dla Warszawy lepszym czy też wygodniejszym partnerem. Lepszym, bo nie obciążonym żadną utopijną mitologią pojednania za cenę zapomnienia o krwawej historii eksterminacji.
Pojednanie żąda dojrzałej pamięci - nie amnezji. Dlatego od Rosjan nadal oczekujemy dojrzałego rozliczenia zbrodni stalinizmu. Że to dla Rosjan trudne, a dla części - niestety - niemożliwe, wiemy zbyt dobrze. Sami Polacy wciąż spotykają się z żądaniem rozliczenia się z przykładami antysemityzmu. Nie są to dla nas łatwe żądania, budzą czasem lęk i opór. Nikt więc nie oczekiwał i nie oczekuje, że Ukraińcom będzie łatwo skonfrontować legendę o bohaterskiej UPA, z ponurą rzeczywistością etnicznych rzezi. Ale temat musi być obecny, jeżeli nawet na początku tylko na poziomie elit - politycznych i umysłowych. Bo tylko wtedy można mówić o budowaniu wiarygodności.
Można założyć, iż nowe pokolenia Polaków i Ukraińców odsuną bolesną historię w przestrzeń muzeów i historycznej pamięci. Polska i ukraińska pamięć o Chmielnickim będzie zawsze rozbieżna. I to nie jest problem. Ale kwestia UPA jest inna. Tu konieczna jest konfrontacja ze złem ideologii, nawet jeśli to zło ktoś chce uzasadniać historycznymi krzywdami. I dlatego klęska Juszczenko jest dla nas powodem do optymizmu. Bo oznacza to, że ogromna większość Ukraińców odrzuciła cyniczną grę na nacjonalizmie. Teraz zaś Warszawa musi zacząć rozmawiać z Kijowem nie z pozycji anty-Kremlowskiego adwokata, ale partnera. Oby i Kijów, kontrolowany teraz ze wschodu Ukrainy był do tego nowego rozdania gotowy.
WojciechMichałWojnarowicz

Zostaw komentarz

Szczepionki H1N1 Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Na kogo zagłosujesz?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Luty 2010
P W Ś C P S N
« sty   mar »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728