Pisane z pamięci

Prezydent Komorowski.

“Jak wam się podobam?”

Jeżeli chodzi o tak zwane ‘wsparcie medialne’, kandydat na kandydata na prezydenta, marszałek Komorowski uzyskał kilka punktów w prawyborczej rywalizacji z ministrem Sikorskim. Pozostając w świecie bieżących sportowych analogii, można by mówić o punktach za “wrażenie artystyczne”. Na noty techniczne za długość lotu jeszcze za wcześnie.
Wiadomo, że PO to partia kierująca się w swoich wyborach i posunięciach sondażami nastrojów opinii publicznej.  Może nie wyłącznie, ale w znaczącym stopniu. Powiedzmy sobie, że to te zwłaszcza młodsze roczniki Platformersów są na tak zwany PR i wizerunek medialny bardzo wrażliwe. Dlatego też wspaniały montaż na okładce jednego z popularnych tygodników, przedstawiający Komorowskiego w prezydenckim splendorze, we fraku i “przy orderach” może dać kandydatowi spory zysk. Faktycznie, Komorowski wygląda godnie, wręcz imponująco. Wygląda jak prezydent. Jeżeli kiedyś zasiądzie w dawnym Pałacu Radziwiłłów przy Krakowskim Przedmieściu, powinien sobie ten portret powiesić w gabinecie, jako dobry omen. Platforma powinna jednakże z tym wizualizowaniem przyszłych pozycji w państwie uważać. Były już nie tak dawno plakaty “Prezydent z Gdańska”, a jak się skończyło, wszyscy wiedzą. Był też zresztą “premier z Krakowa” w eleganckim płaszczu i kapeluszu, którego zaraz potem PO się pozbyła, a potem jeszcze, żeby było śmieszniej, za ten kapelusz pobili go Niemcy!
Ale do rzeczy, czyli do wyborczej walki na wizerunki. Wizerunek ministra Sikorskiego ostatnio cierpi nieco, podobno z uwagi na pewne insynuacje i sugestie wysuwane ze strony PiS. Konkretniej, obu braci Kaczyńskich, z którymi i dla których wszak Sikorski pracował przez pewien czas jako minister obrony. Jak wszyscy wiedzą, Sikorski od tamtych lat pupilkiem Kaczyńskich nie jest. Kiedy zostawał szefem dyplomacji rządu Tuska w 2007, poszły ploty, że jako minister obrony w poprzednim rządzie PiS coś tam zawalił. Generalnie, miał się zachować co najmniej niegodnie urzędu. Miał - bo co i jak miało miejsce - to słodka tajemnica braci Kaczyńskich. Teraz, przed prawyborami, owe pogłoski powróciły. Wyszły te paskudne unsynuacje z kręgów PiSu (podobno, bo prezes Kaczyński się od takowych sugestii odżegnywał). Być może dlatego, że zdaniem speców od sondaży, z Komorowskim walka o reelekcję byłaby dla Lecha Kaczyńskiego łatwiejsza? Przynajmiej w pierwszej rundzie. Nasz Premier postanowił tym razem zareagować ostro, żądając publicznie z Pałacu albo konkretnych faktów dotyczących zarzutów wobec Sikorskiego albo - ciszy.
Ba! Premier Tusk poprosił Pałac o info! Santa Petronella! Relacje między Pałacem Prezydenckim a Kancelarią Premiera przypominają nieco sytuację w Kaszmirze. Ogólnie panuje spokój, gdzieniegdzie tylko słychać salwy z dział i moździerzy! Trudno było przypuszczać, aby taka okazja do uderzenia w rząd Tuska przeszła bez echa. Pałac z wyraźną wręcz satysfakcją oddał więc kolejną salwę w regularnej wymianie ognia.
Pan Prezydent w eleganckim liście zaprasza Premiera na spotkanie, gdzie miałby powtórzyć swe zastrzeżenia, jednocześnie, akapit po akapicie, wystawiając mało pochlebną cenzurkę dotychczasowej pracy rządu. Bo, jak pisze Pan Prezydent, rolnictwo, emerytury, ochrona zdrowia i jeszcze kilka rzeczy “leży”. I konieczna byłaby ogólnonarodowa debata nad stanem Rzplitej. Zwłaszcza w kontekście afery hazardowej, która wyraźnie podrywa zaufanie społeczeństwa do rządzących!
Posunięcie Pałacu należy ocenić jako zgrabne. Udało się uderzyć w kilka celów za jednym zamachem. Przypomniano: i usilnie zamiataną pod dywan aferę dotyczącą brudnych interesów szemranych przedsiębiorców z ministrami sządu PO, i brak odczuwalnych reform w ochronie zdrowia, i plany Platformy dotyczące prywatyzacji szpitali. Premier, po swoim publicznym a surowym żądaniu - chciał-nie chciał - musiał list opublikować, bo wszak o taką publiczną reakcję Głowy Państwa prosił. Tylko nie o takie akurat informacje! Media mają  jednak teraz zapowiadaną kość do obgryzania, a prezydenccy ministrowie z uśmiechem zapewniają, że Pan Prezydent nie chce dać się wciągnąć w wewnętrzne wybory Platformy.
Premier jest wyraźnie zły, bo żadnych faktów o ewentualnych brakach Sikorskiego - wedle siebie - nigdy od Lecha Kaczyńskiego nie otrzymał i nadal nie ma. I zarzuca Panu Prezydentowi grę na “haki”. A gra to w Polsce bardzo popularna, i gdyby były w niej jakieś igrzyska, to pewnie byłaby szansa nadal lepsza niż naszych skoczków (wszystkich)!
Tymczasem w aferze hazardowej cały czas coś się “wysypuje”. W sumie dzieje się to samoczynnie. Posłowie z Komsji tak naprawdę nie wiedzą często, o co pytać, póki się świadkowie nie zagalopują w swych zeznaniach. A sprzeczności prowadzą do rozmaitych ciekawostek, odsłaniających mechanizmy symbiozy naszej obecnej władzy i szemranego biznesu. Na przykład, kto, kiedy, i na jakich warunkach może sobie wyciąć kawałek państwowego lasu, w strefie krajobrazowo chronionej, aby sobie tam postawić wyciąg?
Kończąc olimpijskim akcentem, w sprawie hazardowej Platforma zapewne wolałaby w komisji sejmowej uprawiać… curling. Bo jak się dobrze zamiata, to i kamienie można na (kruchym) lodzie dowolnie ustawiać!

WMWojnarowicz

Zostaw komentarz

Witamy w Ontario - przewodnik dla nowoprzybyłych Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Zbliżają się Walentynki, jak będziesz spędzał/a ten dzień?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Luty 2010
P W Ś C P S N
« sty   mar »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728