Uciekające podatki

Umożliwiają opodatkowanie zysków tam, gdzie będzie to kosztowało przedsiębiorcę najmniej. Państwa tracą na tym miliardy dolarów.
849315167 stycznia Francuzi, którzy usłyszeli o “aferze Google” ze zdumieniem pojęli, że najbogatsi mogą – najzupełniej legalnie – zmniejszyć swoje obciążenia podatkowe przenosząc się do kraju, gdzie fiskus jest łagodny lub wręcz wcale go nie ma – czyli do podatkowego raju. Że da się prowadzić poważną działalność handlową we Francji, ciągnąć z niej wielkie korzyści, a podatki płacić gdzie indziej – w tym wypadku w Irlandii, gdzie mieści się centrala Google.
Kryzys finansowy z lat 2008-2009 zmusił do zastanowienia się nad poziomem opodatkowania wielkich światowych firm, powszechnie stosujących tzw. optymalizację obciążeń (”międzynarodowe planowanie podatkowe”). Bulwersuje to opinię publiczną i mobilizuje do działania kraje, które próbują zmniejszyć deficyt publiczny odzyskując należne im podatki. Państwa, które od połowy 2009 roku walczą pod egidą G20 przeciw podatkowym rajom, zainteresowały się dobrze znaną firmom techniką “cen transferowych”.
Ceny transferowe to ceny stosowane przy wymianie dóbr (towarów, receptur itd.) czy usług (m.in. usługi informatyczne) między firmą matką a jej zagranicznymi filiami. Jeśli stanowią one odpowiednik cen rynkowych – takich, jakie ma konkurencja – firmy międzynarodowe działają legalnie; jeśli są fałszywe, prawo zostało naruszone. Międzynarodowe firmy, których siedziby znajdują się w wielu krajach, mogą używać cen transferowych, by umieścić swoje zyski w krajach o bardzo niskich podatkach. Zaś w tych krajach, w gdzie podatki dla firm są wysokie, ogłaszają straty.
W ten sposób ceny transferowe stają się subtelnym sposobem oszukiwania fiskusa. Bardziej przebiegłym niż ukrywanie pieniędzy w fałszywych spółkach tworzonych poza granicami kraju. Oszustwa stają się prostsze w przypadku firm wymieniających dobra niematerialne, niemające ceny rynkowej (receptury medyczne, oprogramowania, know-how, itp).
Przykłady takich praktyk można mnożyć. Firma-matka pewnej francuskiej spółki działającej w branży alkoholowej wysyła do swojej filii na wyspach Bahama butelki alkoholu w cenie bardzo niskiej w stosunku do kosztów produkcji – 3 euro za sztukę. Jej zysk jest więc bardzo mały. Zaś bahamska filia robi znakomity interes odsprzedając w Stanach Zjednoczonych ten sam alkohol po 18 euro, czyli sześć razy drożej, zyskując w ten sposób wielkie korzyści.
Firma-matka pomniejsza swoje zyski tam, gdzie mogłyby być wysoko opodatkowane. Filia nie płaci prawie nic w podatkowym raju, gdzie się ulokowała. Pieniądze, jakie francuska firma alkoholowa zyskuje wykorzystując różnice w podatkach są kolosalne. Przy okazji Francja traci należny jej podatek.
Czy wiadomo, jak wielkie są rozmiary oszustw związanych z ceną transferową? Zdaniem Pascala Saint-Amansa, eksperta od spraw podatkowych z Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), a od niedawna szefa sekretariatu Światowego Forum Wymiany Informacji Podatkowych, podanie konkretnych liczb jest niemożliwe, bo firmy ukrywają ceny. Przypomina jednak, że 60 procent światowego handlu tworzy “podgrupy”. A to “potencjalnie” zwiększa ryzyko uciekania z podatkami lub wręcz oszustw.
– Nadużywanie cen transferowych to niebezpieczny temat. Mogą stanowić sposób na alokację dochodu w kraju o niskim obciążeniu podatkowym – podkreśla Saint-Amans. Przestrzega jednak przed wiarą w rozpowszechnione przekonanie, że fiskus patrzy na to przez palce. – Urzędnicy podatkowi są niezwykle wyczuleni na ten problem i ostro reagują na tego typu wykroczenia – zapewnia.
Faktycznie, rządy usztywniają swoje stanowisko wobec dokonywanych przez międzynarodowe firmy przekrętów podatkowych. Kongres Stanów Zjednoczonych oszacował roczne straty wynikające z ucieczki z podatkami do centrów offshoringowych na 100 miliardów dolarów (71 miliardów euro). Istotna część tych poczynań związana jest z cenami transferowymi.
Oczywiście władze państw podchodzą do tych spraw bardzo ostrożnie, bo przecież kwestia podatków krzyżuje się z kwestią konkurencyjności firm. Jeśli prawo podatkowe jakiegoś kraju okazuje się surowsze od tego panującego w sąsiednim, firmy natychmiast zaczynają bić na alarm. Niemniej jednak prawo staje się coraz twardsze, zwłaszcza we Francji, gdzie od 1 stycznia 2010 roku firmy muszą uzasadnić przed urzędem podatkowym swoje sposoby obliczania cen transferowych w chwili, gdy zostają one ustalane. Wcześniej tłumaczyły się tylko w przypadku kontroli podatkowej. (…)
Zdaniem eurodeputowanej ekolożki Evy Joly stawka w oszustwach, bazujących na cenach transferowych jest ogromna. – Następne dziesięciolecie upłynie pod znakiem tego przestępstwa – przepowiada. – Przestępstwa, które niezwykle trudno wykryć i ścigać.
Zgadza się z tym Daniel Lebegue, prezes francuskiej sekcji organizacji pozarządowej Transparency International: – Trzeba przygotować się na poważną walkę z fałszywymi cenami transferowymi – twierdzi. (…)
Zdaniem specjalistów niezbędne będą zmiany w prawie. Francuski fiskus jak dotąd przeprowadza za mało kontroli i sprostowań – na dodatek zawsze są one tajne. Tymczasem w opinii Christiana Chavagneux, współautora książki “Les paradis fiscaux” (Podatkowe raje, 2007), naprawdę skutecznym krokiem byłoby “zmuszenie wielkich międzynarodowych firm do upubliczniania, w każdym kolejnym kraju, wysokości swojego obrotu, swoich zysków i wysokości płaconych podatków”. W ten sposób można by stwierdzić, czy odpowiada to ekonomicznej rzeczywistości. Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju rozważa tę propozycję.

Anna Michel

Zostaw komentarz

Witamy w Ontario - przewodnik dla nowoprzybyłych Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Zbliżają się Walentynki, jak będziesz spędzał/a ten dzień?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Luty 2010
P W Ś C P S N
« sty   mar »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728