Strategiczny błąd Tuska?
Gdyby politycy byli zdolni przewidywać skutki swych posunięć, polityka byłaby bardzo nudna. Oczywiście, liderzy są zawsze przekonani, iż taką umiejętność posiadają i kontrolują przebieg sytuacji. Do czasu…
Decyzja Donalda Tuska o prawyborach we własnej partii oparta była na scenariuszu gładkiej operacji PR. Demokratyczny proces, rywalizacja “z klasą”, bez waśni i ostrej krytyki. Taka partia golfa “among friends”. Tyle tylko, że polityka to przede wszystkim wielkie emocje i jeszcze większe ambicje. Bez nich nie ma polityki.
O tym, że Radosław Sikorski ma wielkie ambicje, wie chyba każde dziecko w przedszkolu. Do tej pory jednak Sikorski był rodzajem sezonowej gwiazdy, politycznego najemnika, który wdrapał był się na szczyty polskiej polityki umiejętnymi ‘zmianami kursu’. Był ważnym ministrem z PiSem i był jeszcze ważniejszym w rządzie PO. W polskich mediach brylował zachodnim obyciem i kontaktami. Ma to, czego naszym elitom brakuje - prezencję, otacza go aura bywalca salonów Waszyngtonu. Idealny polski polityk dla czytelników “Stylu”.
Poza medialną popularnością jednakże, w polityce Sikorski zdany był na decyzje innych, gdyż nie miał naprawdę tego, co do kariery, samodzielnej kariery jest niezbędne - zaplecza. I oto nadarzyła mu się okazja, o której śnić nie mógł. Donald Tusk, człowiek pilnujący, aby żaden z jego ludzi nie stał się zbyt niezależny, sam z siebie dał Sikorskiemu szansę na zbudowanie owego zaplecza. I to zaplecza, które nie musi być ograniczone do dworaków z PO. Z dnia na dzień Sikorski stał się samodzielnym graczem Platformy, graczem cieszącym się popularnością, ustępującą jedynie samemu Tuskowi.
Największym sukcesem Sikorskiego jest uzyskanie zgody szefa na bezpośredni kontakt z rzeszami członkowskimi PO. Toż to klucze do sejfu i czek in blanco! Dostępu do szeregowych członków strzeże się jak oka w głowie. To klucz do potęgi w partii. Tak, z grubsza wiadomo, że tradycyjny aparat PO pójdzie w prawyborach za Komorowskim. Ale co zrobią ci młodsi, ci “sondażowi” i “PRowi” członkowie, o krótszym stażu partyjnym i co za tym idzie, mniejszych wpływach i szansach na szybki awans? Otóż ci młodsi, jak już oznajmił europoseł Nitras, bez wątpienia znajdują w Sikorskim spełnienie swych marzeń (i lek na swoje kompleksy). Podział Polaków na “starych” i “młodych”, tak lansowany w kampanii wyborczej Platformy roku 2007, może się teraz niektórym odbić czkawką!
Po pierwsze, wewnętrzna kampania - taka jak Sikorskiego - może wytworzyć nowe grono organizatorów, którzy będą mieli okazję zbudować nowe siatki połączeń w ramach samej partii, czego do tej pory nie było. Praca w sztabach wyborczych cementuje ludzi, tworzy nieformalne grupy wzajemnych interesów i nadziei. To wszystko opiera się o bardzo realną perspektywę zdobycia już pod koniec tego roku najwyższego urzędu w państwie, daje nadzieję na przedarcie się ponad skostniałymi strukturami partyjnymi do Pałacu.
Dla Donalda Tuska prezydentura to może być “żyrandol” i nudne rauty z ambasadorami, ale dla młodych i ambitnych działaczy PO to szansa kariery przy polityku, który na polskiej scenie politycznej ma szansę być przez następne 15-20 lat! Nawet jeżeli na dziś Sikorski z Komorowskim przegra, to już osiągnął on sukces niebywały. Z ministra będącego poza układem najbliższych ludzi premiera, staje się jednym z liderów samej PO, człowiekiem, który zaczyna nadawać ton Platformie. Od chwili bowiem stania się oficjalnie usankcjonowanym kandydatem na kandydata, wszystko co mówi i robi Sikorski ma partyjną etykietę PO. Więcej, staje się on rzecznikiem postaw i poglądów części PO. Ironią losu politycznego pajaca, jakim dla dobra PO został Palikot, jest to, iż ma on absolutną rację ostrzegając Tuska przed gwałtownym uniezależnieniem się Sikorskiego w oparciu o elektorat POPiS-u. Jeśli teraz Palikot poniesie za swą krytykę surową karę, to zgrzyt w partii będzie duży, bo mimo wszystko jest on lojalny wobec PO jak pies. A jeśli nie poniesie, to ma już w Sikorskim i jego obozie wroga! Popatrzmy. Jeszcze Sikorski nie zdobył partyjnej nominacji, a już zapowiada, iż jako prezydent stworzy z premierem Tuskiem “tandem”! Tusk w tandemie? Od kiedy to? Przykład Schetyny, by za daleko nie sięgać, pokazuje jak skłonny do politycznych tandemów jest szef PO. Nie po to Tusk do Pałacu posyła “swoich” ludzi, by się z nimi dzielić władzą. Ale o ile Komorowski jako prezydent będzie wygodny, lojalny i spolegliwy, a do tego przewidywalny, to z Sikorskim może być różnie. Na przykład ma on możliwość zagospodarowania przy sobie całej plejady polityków, dziś “byłych”, których ambicje wcale nie uleciały. A kto zaręczy, że taki Kazio Marcinkiewicz, Dorn czy Rokita nie zdecydują się na pracę dla Sikorskiego. To jest właśnie to zaplecze, którego do tej pory Sikorski nie miał, bo tak naprawdę był nikim. Można go było w jeden dzień zdymisjonować bez specjalnych perturbacji. Tak zrobił Kaczyński i tak do wczoraj mógł w każdej chwili zrobić Tusk. Mógł. Cóż, kto jak kto, ale Tusk pamiętać powinien, że czasami podanie do własnego bramkarza źle się kończy!
WMWojnarowicz









