W spotkaniu, które miało być świętem piłki, królowały faule, symulacje, kartki i nieskuteczność. Swoje dodali też sędziowie. To, że Inter nastawił się na obronę wyniku z pierwszego meczu, nie dziwiło. To, że Barcelona próbowała wszelkich sposobów, by przebić się przez włoski mur, też nie. Dziwi jednak poziom agresji i nieczystej walki, nawet ze strony… genialnego Messiego.
Piłkarze Barcelony wyszli na murawę osłabieni brakiem Andresa Iniesty. Mieli za to za sobą 96 tys. kibiców. Przed pierwszym gwizdkiem sędziego fani zaprezentowali imponująca kartoniadę - stadion wypełnił się po brzegi. Wśród Katalończyków znalazło się też miejsce dla 5 tys. fanów Interu. W składzie Interu Mediolan pojawił się z kolei Wesley Sneijder. Kibice włoskiej drużyny obawiali się, że kontuzja Holendra, której doznał podczas ostatniego ligowego meczu, nie pozwoli mu w ogóle na grę. A nawet jeśli - to nie od pierwszej minuty. Jose Mourinho stwierdził jednak, że Sneijder jest zdrowy i wypuścił jednego z najlepszych ze swoich piłkarzy już w pierwszym składzie.
Pierwsze minuty meczu były dość spokojne. Piłkarze obu zespołów jakby sprawdzali się nawzajem. Z każdą minutą rozpędu nabierała jednak Barcelona. Co chwilę wchodziła w pole karne rywali z Mediolanu, jednak Inter rewelacyjnie spisywał się w obronie. Włosi wręcz zamurowali bram- kę, a Barca była tak zdeterminowana, że nawet niewielki Leo Messi zdołał z rozpędu przewrócić większego od siebie o głowę Maicona. Chwilę wcześniej za faul żółtą kartkę otrzymał Thaigo Motta. Jak się okazało, to był jednak tylko początek pracy arbitra.
W 28. minucie przewrócony został piłkarz Barcelony - Busquets. Thiago Motta w ferworze walki uderzył go w twarz, a Busquets - wykorzystał sytuację i bardzo efektownie, zwijając się z bólu, upadł. Meczowe powtórki pokazały, że Motta ledwo Busquetsa musnął. Symulacja i efektowny upadek Sergio zrobiły jednak swoje. A Motta? Arbiter Frank de Bleeckere postanowił pokazać piłkarzowi Interu czerwoną kartkę. Czy sędzia postąpił słusznie, wyrzucając Mottę z boiska? Zdania są podzielone, bo decyzja jest bardzo kontrowersyjna. Motta miał już jedną żółtą kartkę. I mógł ręce trzymać przy sobie. Ale już po decyzji sędziego, Motta mocno zdenerwował się na rywala z Barcelony i rzucił się na niego, łapiąc go za szyję.
Inter od 28. minuty grał więc w dziesiątkę, ale trzeba przyznać, że radził sobie bardzo dobrze. Barcelona była nieskuteczna w atakach, a piłkarze Jose Mournho robili wszystko, by nie pozwolić Interowi na sytuacje strzeleckie. Zgarniali przy tym żółte kartki, ale - do końca pierwszej połowy bezbramkowy wynik utrzymali. Jeszcze w 44 minucie przed szansą stanął faulowany przed polem karnym Zlatan Ibrahimović. “Ibra” nie wykorzystał jednak rzutu wolnego i kopnął piłkę nieco za mocno.
Piłkarzom Josepa Guardioli zostało zaledwie 45 minut, by odrobić straty z pierwszego spotkania, w którym przegrali 1:3. Próbowali wszelkich sposobów, ale Inter znalazł na Barcę lepszy sposób. W dziesięć osób stanęli w obronie i stworzyli mur nie do przejścia. Napór Katalończyków jednak rósł, a arbiter coraz bardziej chciał po-móc Barcelonie. Pomógł jej w 84. minucie. Piquet uzyskał piłkę, zakręcił obrońcami i pokonał Julio Cesara. Arbiter nie odgwizdał jednak ewidentnego spalonego. Barca prowadziła 1:0.
W 90. minucie fani na Camp Nou ryknęli ze szczęścia - gola strzelił Bojan Krkić, ale bramka nie została jednak uznana. Tym razem sędzia poprawnie dostrzegł zagranie ręką. Ostatecznie to Inter awansował do finału Ligi Mistrzów. Po drugim półfinale pozostaje jednak niesmak.
FC Barcelona - Inter Mediolan 1:0 (0:0)
Bramka - Gerard Pique (84). Żółte kartki: Pedro - Thiago Motta, Julio Cesar, Cristian Chivu, Sulley Ali Muntari, Lucio. Czerwona kartka - Thiago Motta (28, Inter). Sędziował: Frank De Bleeckere (Belgia).
FC Barcelona: Valdés, Alves, Piqué, Touré, Milito, Xavi, Busquets, Keita, Messi, Pedro i Ibrahimović.
Inter: Cesar, Zanetti, Samuel, Lucio, Maicon, Motta, Cambiasso, Eto’o, Sneijder, Pandev i Milito.
Wielki Bayern w finale
Piłkarze Bayernu Monachium zostali pierwszymi finalistami Ligi Mistrzów. We wtorek Bawarczycy po raz drugi ograli w półfinale Olym- pique Lyon. Przed tygodniem podopieczni Louisa van Gaala pokonali rywali 1:0, by w rewanżu na Stade de Gerland triumfować 3:0. Wszystkie bramki w tym drugim meczu padły po strzałach Chorwata Ivicy Olica. Tym samym Bayern po dziewięciu latach przerwy, znów zagra w finale LM.
W porównaniu do pierwszego meczu, wygranego przez Bayern Monachium 1:0, w składzie Olympique Lyon zaszło wiele zmian. Najważniejszą rzeczą było to, że drużyna gospodarzy wyszła w bardzo ofensywnym ustawieniu z mocnymi skrzydłowymi Michelem Bastosem i Sidneyem Govou.
Spotkanie mogło się rozpocząć niczym sen dla Bayernu. Już w 2. minucie Ivica Olic doskonale wyłożył piłkę na 7. metr Thomasowi Muellerowi, ale ten fatalnie spudłował. Po chwili znów niebezpiecznie było pod bramka Hugo Llorisa, kiedy z ostrego kąta strzelał znowu Mueller.
Pierwszy kwadrans wyraźnie należał do Bayernu. To Bawarczycy kreowali grę i to podopieczni Louisa van Gaala stworzyli większe niebezpieczeństwo pod bramką rywala.
Wysiłki Bayernu nie poszły na marne. W 26. minucie składna akcja w trójkącie Mueller, Arjen Robben i Ivica Olic zakończyła się bramką strzeloną przez tego ostatniego. Chorwat ładnie wziął na plecy Aly’ego Cissokho i nie dał żadnych szans Llorisowi. Aż trudno uwierzyć, ale to był pierwszy strzał w światło bramki tego dnia którejś z drużyn.
W 31. minucie przed szansą wyrównania stanęli gospodarze, ale Bastos zmarnował sytuację.
Po zmianie stron Bayern nadal rozgrywał piłkę długo i dokładnie. W 50. minucie to jednak gospodarze stworzyli pierwsi zagrożenie pod bramką Hansa-Joerga Butta. Wprowadzony po przerwie Bafetimi Gomis huknął potężnie z narożnika pola karnego z woleja, ale piłka poszybowała na wysokości chyba szóstego piętra.
Goście odpowiedzieli piękną akcją Robbena na prawej stronie pola karnego. Holender po wymanewrowaniu dwóch obrońców Olympique zagrał na 25. metr do Bastiana Schweinsteigera. Ten wypalił potężnie, a piłka poszybowała tuż nad poprzeczką. Za moment końcówkami palców kąśliwy strzał Robbena na rzut rożny wybił Lloris.
W 60. minucie dość niespodziewanie czerwoną kartkę zobaczył filar obrony Olympique, Brazylijczyk Cris. Najpierw szwajcarski arbiter Massimo Busacca ukarał go żółtą kartką za faul, a następnie - po kilku sekundach - wyrzucił z boiska, za to, że Cris bił brawo arbitrowi.
To jednak nie zraziło gospodarzy. Już po chwili czujność Butta strzałem z ponad 20 metrów sprawdził Govou. Niemiec sparował jednak tę bombę.
W 67. minucie było jednak po meczu. Hamit Altintop idealnie wypuścił w bój Olica, który nie zwykł marnować sytuacji sam na sam z bramkarzem. Dla Chorwata było to już szóste trafienie w tej edycji LM.
Po chwili szczęścia próbował Robben, ale strzał Holendra sparował Lloris. Ofensywa Bayernu trwała w najlepsze. Za moment w ostatniej chwili Olica uprzedził Jrean Makoun. Ale stare porzekadło mówi… co się odwlecze to nie uciecze. W 78. minucie prawą stroną boiska szarżował Philipp Lahm. Zagrał piłkę w pole karne, gdzie głową na 6. metrze uderzył ją Olic, pokonując po raz trzeci w tym dniu Llorisa. Niesamowity dzień tego zawodnika.
Dla Bawarczyków będzie to ósmy występ w historii, która jest spadkobiercą Pucharu Europy Mistrzów Krajowych. Bawarczycy triumfowali w tych rozgrywkach w latach 1974-1976 i 2001.
Olympique Lyon - Bayern Monachium 0:3 (0:1)
Bramki: Ivica Olic (26, 67, 78). Żółte kartki: Maxime Gonalons, Cris - Hamit Altintop. Czerwona kartka - Cris (60, Olympique).Sędzia: Massimo Busacca (Szwajcaria).
Olympique Lyon: Hugo Lloris - Anthony Reveillere, Cris, Jean-Alain Boumsong, Aly Cissokho (46-Bafetimbi Gomis) - Maxime Gonalons, Jean Makoun - Sidney Govou, Cesar Delgado (67-Miralem Pjanic), Michel Bastos - Lisandro Lopez (79-Ederson).
Bayern Monachium: Hans-Joerg Butt - Philipp Lahm, Daniel Van Buyten (46-Martin Demichelis), Holger Badstuber, Diego Contento - Arjen Robben (76-Miroslav Klose), Bastian Schweinsteiger (78-David Alaba), Mark van Bommel, Hamit Altintop - Thomas Mueller, Ivica Olic.









