Niesamowitego trenerskiego nosa miał Alex Ferguson desygnując do gry od pierwszej minuty Darrona Gibsona i Rafaela Da Silvę. W 3. minucie piłkę na własnej połowie wywalczył Rafael, zagrał ją do Wayne’a Rooneya, który natychmiast odegrał do wychodzącego na pozycję Gibsona. Pomocnik MU nic sobie nie robiąc z asysty obrońców huknął spoza pola karnego pokonując Hansa Joerga Butta. Wydaje się, że bramkarz Bayernu mógł i powinien zachować się lepiej w tej sytuacji.
Chwilę później było już 2:0. Antonio Valencia ośmieszył obrońców Bayernu na prawym skrzydle i odegrał piłkę w pole bramkowe, a gola, popisując się fantastyczną techniką, strzelił Nani… piętą. To był prawdziwy nokaut.
W 17. minucie, po dośrodkowaniu Gibsona z rzutu rożnego groźny strzał głową oddał Rooney, ale piłka poszybowała ponad poprzeczką bramki bawarczyków.
Kilka minut później zamarły serca kibiców na Old Trafford, bowiem realizator wychwycił utykającego Rooneya. Być może Anglik nie wrócił jeszcze do pełni zdrowia po kontuzji sprzed tygodnia. A jak ważna jest jego obecność na boisku chyba nikomu nie trzeba przypominać.
Bayern od czasu do czasu zapuszczał się na połowę MU, ale były to sporadyczne przypadki - na boisku panowały niepodzielnie Czerwone Diabły.
W 35. minucie po błędzie obrońców znakomitą okazję miał Rafael. Młody obrońca MU popędził na bramkę Butta, ale w decydującym momencie poniosła go fantazja i zamiast odgrywać do niepilnowanego Rooneya, czekającego na 10. metrze, strzelił tuż obok lewego słupka.
Znakomitą okazję zmarnował w 39. Ivica Olic. Po świetnym zagraniu Thomasa Muellera Olic znalazł się polu karnym sam na sam z Edwinem van der Sarem, ale w tym starciu lepszy okazał się Holender.
Dwie minuty później można było sobie zadać pytanie, jak tu nie wierzyć w “stare piłkarskie” porzekadła? Po kolejnym świetnym zagraniu Valencii z prawego skrzydła piłkę w polu karnym przepuścił Rooney, dopadł do niej Nani i nie dał szans Buttowi mocnym strzałem zdobywając swojego drugiego gola w tym meczu.
Jednak Bayern chwilę później pokazał, że nie zamierza się poddawać. Olic dostał podanie od Muellera, przepchnął w polu karnym Michaela Carricka i mimo bardzo ostrego kąta pokonał Van der Sara.
Jeszcze przed przerwą bardzo groźny strzał z dystansu oddał Arjen Robben - holenderski golkiper MU obronił z najwyższym trudem.
Początek drugiej połowy należał do Bayernu. Na dodatek drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę dostał Rafael, osłabiając swój zespół w tak ważnym momencie. Ferguson zmuszony do przeprowadzenia zmiany w swoim zespole zdjął z boiska Rooneya wprowadzając Johna O’Shea.
W 59. minucie Franck Ribery oddał potężny strzał na bramkę MU, ale na posterunku był Van der Sar, choć interweniował z ogromnym trudem. Ciężkie chwile przeżywały Czerwone Diabły w pierwszej części drugiej połowy.
W 63. minucie po szybkiej kontrze okazję miał Nani, ale nie zdołał pokonać Butta z kilku metrów. Inna sprawa, że głeboko cofnięty Manchester nie kwapił się do ataku i Nani musiał sobie radzić sam w polu karnym Bayernu.
Kilka minut później bardzo niewiele pomylił się Mario Gomez, uderzając głową po dośrodkowaniu Philippa Lahma - piłka przeszła minimalnie ponad poprzeczką United.
W 74. minucie zemściła się defensywna taktyka MU w drugiej połowie. Bayern cisnął, cisnął i… wcisnął. Z rzutu rożnego dośrodkował Ribery, a Robben uderzył przepięknie z pierwszej piłki, z woleja, spoza pola karnego i pokonał Van der Sara. W tym momencie w półfinale byli bawarczycy.
Wprawdzie Ferguson w końcówce spotkania wprowadził na boisko dwóch ofensywnych zawodników - Dymitara Berbatowa i Ryana Giggsa, ale Czerwone Diabły grając w “10″ nie dały rady strzelić gola na wagę awansu do półfinału.
Manchester United - Bayern Monachium 3:2 (3:1)
Bramki: Darron Gibson (3), Nani - dwie (7, 41) - Ivica Olic (43), Arjen Robben (74). Pierwszy mecz - 1:2; awans - Bayern Monachium.
Girondins Bordeaux wygrała w wewnętrzym pojedynku francuskich ekip z Olympique Lyon 1:0 (1:0) w rewanżowym meczu ćwierćfinałowym piłkarskiej Ligi Mistrzów. Porażka gości była jednak dla nich zwycięska, bowiem w pierwszym spotkaniu to oni wygrali 3:1 i zagrają o finał najbardziej prestiżowych klubowych rozgrywek w Europie. Rywalem wielokrotnych mistrzów Francji, którzy pierwszy raz w historii klubu znaleźli się w najlepszej czwórce Champions League, będą piłkarze Bayernu Monachium.
W pierwszym spotkaniu Bordeaux przegrało wyraźnie, ale bramka zdobyta na wyjeździe przez Marouane Chamakha pozwalała gospodarzom zachować nadzieję na awans do półfinału. Nic więc dziwnego, że od początku rewanżowego meczu to Żyrondyści narzucili przyjezdnym swój styl gry.
Długimi minutami niewiele wynikało z przewagi mistrzów Francji. Kiedy goście myślami byli już w szatni, Bordeaux wyraźnie “przycisnęło”. Sygnałem ostrzegawczym była “bomba” Alou Diarry w poprzeczkę. Chwilę później piłka wpadła wreszcie do siatki. Z lewej strony dośrodkował Benoit Tremoulinas, futbolówkę strącił Jaroslav Plasil, a ta dość szczęśliwie znalazła się pod nogami Marouane Chamakha. Marokańczyk nie mógł spudłować z 3 m.
Olympique w pierwszej połowie nie oddał ani jednego celnego strzału. Sztuki tej goście dokonali już kilkadziesiąt sekund po wznowieniu gry. Michel Bastos urwał się obrońcom i posłał piłkę obok bezradnego w tej sytuacji Cedrica Carrasso. Na szczęście dla golkipera Bordeaux, na linii bramkowej ustawiło się także kilku obrońców, którzy w porę zażegnali niebezpieczeństwo.
Sytuacja ta nie była jednak zapowiedzią frontalnych ataków gości. Skupili się oni raczej na utrzymaniu porażki, nota bene, korzystnej. Akcje gospodarzy rozbijane były najczęściej w środku pola. Nieliczne sytuacje Bordeaux mogły jednak przesądzić o awansie tej drużyny do półfinału Ligi Mistrzów. Najlepszą z nich zmarnował w 80. minucie Ludovic Sane, który spudłował głową z kilku metrów. Kapitalnie głową uderzył natomiast chwilę później Wendel. Piłka zmierzała pod poprzeczkę bramki Llorisa, ale reprezentant Francji jakimś cudem zdołał wybić futbolówkę na rzut rożny.
Zdecydowanie ataki mistrzów Francji w końcówce spotkania nie przyniosły już zmiany rezultatu. Do półfinału awansowali więc piłkarze Olympique Lyon.
Girondins Bordeaux - Olympique Lyon 1:0 (1:0)
Bramki: Marouane Chamakh (45). Żółte kartki: Aly Cissokho, Maxime Gonalons, Jeremy Toulalan, Kim Kaellstroem, Cesar Delgado (wszyscy Lyon). Sędziował: Alberto Undiano Mallenco (Hiszpania); pierwszy mecz - 1:3; awans - Olympique Lyon.
W rewanżowym spotkaniu ćwierćfinału Ligi Mistrzów CSKA Moskwa przegrał przed własną publicznością 0:1 (0:1) z Interem Mediolan. Pierwszy mecz zakończył się zwycięstwem mistrzów Włoch 1:0 i to on awansował do półfinału, w którym zmierzy się ze zwycięzcą pojedynku Bracelona - Arsenal.
Gospodarze zaczęli spotkanie bez kompleksów. Już w 2. minucie groźny płaski strzał na bramkę Julio Cesara oddał Keisuke Honda - piłka w niewielkiej odległości minęła prawy słupek włoskiej bramki. Kilka minut później przed polem karnym Siergiej Ignaszewicz faulował przed polem karnym Diego Milito. Sprytnym płaskim strzałem z rzutu wolnego popisał się Wesley Sneijder i kompletnie zaskoczył Igora Akinfiejewa, który nie zdołał zatrzymac piłki i Inter prowadził 1:0.
Przez następne kilkanaście minut atakowała rosyjska ekipa, jednak nie robiło to większego wrażenia na ekipie Jose Mourinho.
Świetną okazję w 35. minucie zmarnował Alan Dżagojew, który po znakomitej zespołowej akcji wpadł w pole karne Interu, ale zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i został zablokowany. W odpowiedzi mistrzowie Włoch przeprowadzili kontrę, po której znakomitej okazji nie wykorzystał Milito trafiając w nogi Akinfiejewa.
Na początku drugiej połowy na zespół gospodarzy spadł kolejny cios. Chidi Odiah, który miał już na swoim koncie żółtą kartkę, bardzo niebezpiecznie sfaulował Samuela Eto’o. Sędzia nie miał żadnych wątpliwości i pokazał Nigeryjczykowi drugą żółtą i w konsekwencji czerwona kartkę.
Pomimo osłabienia rosyjski zespół nadal miał inicjatywę. W 56. minucie groźny strzał z ok 20 metrów na bramkę Julio Cesara oddał Mark Gonzalez, jednak bramkarz Interu, choć nie bez problemów, obronił.
W dalszej części spotkania scenariusz nie uległ zmianie. Drużyna CSKA dostawała się na 20-25 metrów przed bramką Interu, ale brakowało precyzji w decydującym momencie.
Po okresie przewagi CSKA do głosu doszedł Inter. Zawodnicy mistrza Włoch kilka razy strzałami z dystansu zmuszali Akinfiejewa do dużego wysiłku. W 73. minucie rosyjski bramkarz CSKA wygrał pojedynek sam na sam z Milito.
W końcówce spotkania wielkich emocji już nie było. Ambitnie walczący zespół CSKA nie był w stanie zagrozić drużynie Interu, która jako pierwsza świętowała awans do 1/2 finału LM.
CSKA Moskwa - Inter Mediolan 0:1 (0:1)
Bramka - Wesley Sneijder (7); pierwszy mecz 1:0 - awans Inter.
Zaczął Arsenal, ale potem bramki zdobywała już tylko Barcelona, a w zasadzie Leo Messi. Po zwycięstwie 4:1 obrońcy tytułu sprzed roku awansowali do półfinału, gdzie już czeka Jose Mourinho i jego Inter Mediolan.
Barcelona przystąpiła do rewanżowego ćwierćfinału (na Emirates Stadium padł remis 2:2) bez kontuzjowanego Zlatana Ibrahimovicia – „Kanonierzy” bez bohatera pierwszego spotkania – Hiszpana Cesca Fabregasa.
Pierwszy sygnał do ataku dał w 3. minucie Xavi. Skrzydłem pomknął Francuz Eric Abidal i mocno dośrodkował. Najlepszy piłkarz Euro 2008 próbował ekwilibrystycznie przyjąć piłkę, ale popełnił błąd i ta po chwili znalazła się w rękach Almunii (Łukasz Fabiański na ławce przesiedział całe spotkanie). Minutę później z narożnika pola karnego „huknął” Messi, ale Hiszpan czubkami palców sparował piłkę na rzut rożny.
Argentyńczyk po raz drugi błysnął w 12. minucie. Jakby od niechcenia ruszył w stronę bramki Arsenalu i zdecydował się na niesygnalizowany strzał. Piłka o milimetry minęła spojenie słupka z poprzeczką.
Gdy wydawało się, że bramka dla gospodarzy jest tylko kwestią czasu, to Arsenal wyprowadził zabójczą kontrę. Diaby zagrał prostopadle do Walcotta, a reprezentant Anglii wyszedł na „sam na sam”z Valdesem. Nie strzelał, ale podał do Duńczyka Bendtnera. Ten trochę się pogubił i Valdes odbił piłkę. Pechowo, bo pod nogi duńskiego snajpera, który nie zmarnował okazji.
Odpowiedź Barcy była błyskawiczna. Trzy minuty później na przebój poszedł Messi. Obrońcy wybili mu piłkę, ale ta ponownie trafiła pod nogi filigranowego Argentyńczyka. Messi huknął bez zastanowienia, a piłka zatrzepotała w okienku bramki hiszpańskiego golkipera Arsenalu.
W 36. minucie Barcelona objęła prowadzenie. Abidal ostro zacentrował , obrońca Arsenalu zdołał wybić piłkę, ale nieszczęśliwie, bo pod nogi Pedro. Hiszpan od razu odegrał do wbiegającego Messiego, który z zimną krwią przelobował Almunię.
W 42. minucie Messi dopełnił hat tricka. Główką (!) z własnej połowy zagrał Abidal, Messi przed sobą miał tylko Almunię i z dziecinną łatwością podwyższył na 3:1.
Pierwsze minuty 2. połowy zawiodły – tempo spadło, a Barca zaczęła koncentrować się na tym, co robi najlepiej, czyli na powolnym rozgrywaniu piłki. Taka taktyka mogła się zemścić w 58. minucie, ale Milito w ostatniej chwili zablokował strzał Bendtnera.
Barca odpowiedziała dopiero w 71. minucie. Messi podał w uliczkę do Pedro, ale jego techniczny strzał minął bramkę strzeżoną przez Almunię.
Riposta była błyskawiczna – Bendtner główką trafił w słupek. Na 4. minuty przed końcem w polu karnym urwał się Maxwell, ale strzelił prosto w rękawice Almunii.
Gdy wydawało się, że na tym emocje się skończą, znowu pokazał się Messi. Wpadł w pole karne, przepchnął obrońców i strzelił. Almunia obronił nogami, ale przy dobitce… rozłożył je za szeroko i tylko patrzył jak Messi cieszy się ze swojego czwartego trafienia po “założeniu siatki”.
Więcej na Camp Nou się nic nie wydarzyło - Barca wymieniała podania, co komplet widzów kwitował gromkim “Ole”. Czy będzie miał powody do radości po półfinale? Barca wpada na pragmatyczny do bólu Inter Mediolan i Jose Mourinho, który po 7 latach wrócił do najlepszej “czwórki” Europy.
FC Barcelona - Arsenal Londyn 4:1
Messi 21′, 36′, 41′, 87′ - Bendtner 18′. 1. mecz - 2:2, awans Barcelona.









