W 1954 roku, dziennikarz prowadzący rozmowę z Marylin Monroe zapytał ją w co ubrana jest w nocy. Ta swobodnie odparła: „Parę kropli Chanel No 5”. Była to chyba perfumiarska reklama wszechczasów…
Ponadczasowy symbol seksu i klasyczny zapach wykreowany przez jedną z najsłynniejszych projektantek mody – to połączenie nie mogło nie wypalić. Do dzisiaj Chanel No. 5 to archetyp perfum, pierwsza odpowiedź na pytanie o zapach, uniwersalny symbol. Proste litery, klasyczny flakon, a w środku mieszanka osiemdziesięciu składników, z których najważniejsze to jasmin de grasse (jaśmin z miejscowości słynącej z perfum), rose de mai (róża stulistna), irys, olejek sandałowy, ylang ylang i tzw. przedawkowana ilość aldehydu. To on, chemiczny składnik - użyty po raz pierwszy – sprawił, ze perfumy wyprzedzały swoją epokę.
Na temat ich nazwy i powstania krąży kilka legend. Na pewno stworzył je jednak – specjalnie dla Gabrielle „Coco” Chanel - Ernest Beaux, słynny „nos” tamtych czasów. Francuz, którego rodzina odpowiadała za perfumy na dworze carskim w Rosji, wyemigrował do Paryża w okresie rewolucji w 1917 roku. Już trzy lata później zaprezentował Chanel do wyboru parę zapachów. Jedyny wymóg Coco – mają nie przypominać niczego, co dotychczas wąchała.









