Powrót do normalności?
“Ukraina” w Moskwie i Moskwa na Krymie.
Po trzech latach remontu w Moskwie otworzył swe podwoje reprezentacyjny hotel “Ukraina”. A nie jest to byle jaki hotel, o nie! Jedna z siedmiu “stalinskich wysotok”, “Ukraina” do złudzenia przypomina swą bryłą tak ulubiony przez warszawiaków PKiN im. JS. Bo też i proweniencja warszawskiej siostry siedmiu moskiewskich wysokościowców podobna. W owym czasie rządziła gustami sowieckich architektów szkoła tak zwanego socrealizmu. Ogromne w swych założeniach wysokościowce miały zwiastować mieszkańcom stolicy “Ojczyzny proletariatu”, i reszcie świata, sukcesy radzieckich uczonych, architektów, robotników i kogo tam jeszcze.
Współczesną “Ukrainę” ze swą sowiecką porzedniczką w swerze oferowanych usług hotelowych oczywiście niewiele łączy. Powiększone pokoje i nowoczesne instalacje zapewniają gościom odpowiedni komfort. Ale nie zapomniano i o historii. W hallu hotelu zachowano nie tylko wielkie, obłożone marmurem kolumny, ale i makietę historycznego centrum Moskwy pod tytułem “Moskwa - stolica SSSR”. W hotelowych pokojach rozmieszczono też około 1200 specjalnie zebranych obrazów samych najznamienitszych malarzy SSSR. Ech, starszym gościom łza się może w oku zakręcić.
A dlaczego akurat o tym? Ot, tak się jakoś temat moskiewskiej “Ukrainy” piszącemu nasunął. W ramach oczekiwania na moskiewską paradę z okazji Dnia Pobiedy. Bo to będzie parada jakich mało. Telewizyjne zajawki już pokazują, ile będzie na tej paradzie “wojennej techniki” i to zarówno historycznej jak i najnowszej, plus zarubieżni goście w mundurach. Będą więc i osławione T-34 w historycznych barwach, i stylowe szynele, i nowoczesne “tigry” i inna inszość. A jakiekolwiek sugestie, bądź przypuszczenia, że z tym otwarciem “Ukrainy” to jest to jakaś aluzja do dopiero co podpisanej umowy w sprawie dzierżawy baz rosyjskiej Floty Czarnomorskiej na Krymie jest w najwyższym stopniu nie na miejscu.
Z tą umową, skoro się już zgadało, to jest niezła zadyma. Dosłownie - zadyma! W ukraińskim parlamencie doszło w związku ze “wzajemnie korzystną dla obu stron” umową do debaty na pięści i ogólnego mordobicia, w dymie granatów łzawiących i petard. Ech, to jest debata, a nie to co u nas, takie ugłaskane i kontrolowane - ledwo się jeden poseł na drugiego wyzwierzy, i słownie tylko, a już mu media uwagę zwracają, że powinien się uczyć kultury, i w ogóle zachowywać! Szkoda tylko, że parlamentarne sceny uwieczniły kamery, a brakło jakiegoś mistrza pędzla, w stylu Ilji Repina. Ach, jaki to byłby wspaniały obraz, w stylu sławnego płótna o Kozakach piszących list do władcy.
Pytanie, o co chodzi w umowie o przedłużenie żywota baz rosyjskich na Krymie jest pytaniem o pieniądze. Pytań o politykę redakcja nie przyjmuje i odpowiadać na nie nie będzie. Bo i jaka to może być polityka. Ukraiński prezydent, Janukowicz wytargował za przedłużenie dzierżawy bazy złomu około 40 miliardów dolarów w zniżkach na ceny gazu importowanego z Rosji. I to jest wymierny zysk Ukraińców, bo jest nadzieja, że w świetle nowych umów nie będzie tej zimy żadnych niespodziewanych awarii sieci przesyłowych, które to awarie w poprzednich latach dosyć regularnie się zdarzały.
A co z tego mają Rosjanie? Ba, tu już odpowiedzi się komplikują. Na pierwszy rzut oka Rosjanie też zrobili niezły interes, no bo mają teraz święty spokój przez jakieś trzydzieści lat. Niby poprzednio mieli się z Krymu wynieść około roku 2017, więc jeszcze trochę czasu im zostało. Ale lepiej te sprawy załatwić teraz, kiedy klimat przyjazny, Ameryka Obamy zajmuje się ”resetowaniem” relacji z Kremlem, a i w samym Kijowie po ostatnich wyborach gościu jakiś taki bardziej sensowny.
Są oczywiście złośliwcy, bo takich nigdy i nigdzie nie brakuje, którzy będą się “zapytowywać”, po co Rosji bazy wojenne na Krymie? Ba, dla mocarstwa planującego udział w globalnej polityce bazy są niezbędne. Jak zaś trzeba się z posiadanych wynosić, to rodzi się wiele pytań i problemów, i dlatego te posiadane trzeba trzymać. Nawet, jeżeli przychodzi pompować w nie ogromne pieniądze przy mizernych zyskach. A co na to NATO? Flota Czarnomorska ma wielki potencjał, tyle że poza Morze Czarne może sobie wychodzić tylko przy (politycznej) dobrej pogodzie, inaczej bowiem jest problem z cieśninami, które kontroluje… NATO.
Złośliwi (rosyjscy do tego) komentatorzy twierdzą, że Janukowycz ubił świetny interes, bo Ukraina na bazach zarobi. Inni twierdzą, że w ogóle posiadanie obcych baz na własnym terytorium w sumie się opłaca, bo przynosi to wymierne zyski finansowe i polityczne. Oczywiście dotyczy to baz zarzyjaźnionych mocarstw, ale akurat Rosja z Ukrainą są raczej w przyjaźni. I te bazy na Krymie - w razie czego - ową przyjaźń mogą tylko wzmocnić.
WMW
PS. To prawda, jest takie państwo w Europie, które o bazy zaprzyjaźnionego mocarstwa się doprasza, i chętnie by samo zapłaciło, choćby w zamian jedynie dostało okazję pojeździć sojuszniczym sprzętem, tyle że sojusznicy tych ofert poważnie nie biorą, a sprzęt wypożyczją jedynie do przejazdu dla celów dziennikarskich - żeby sobie ministrowie zdążyli zdjęcia porobić. No, ale co kraj to obyczaj.









