W ścisłej współpracy ze stroną polską odbywa się odczytywanie danych z rejestratorów lotu samolotu Tu-154, który rozbił się podczas zbliżania się do lotniska w pobliżu Smoleńska - oświadczył wicepremier Siergiej Iwanow. Podkreślił, że ich stan techniczny jest zadowalający i pozwala na przeprowadzenie szczegółowego odczytu i analizy całej informacji o locie i pracy urządzeń samolotu aż do chwili zderzenia z ziemią.
Obie skrzynki w niedzielę zostały otwarte w obecności przedstawicieli polskiej prokuratury i Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz przedstawicieli Międzyregionalnej Komisji Lotniczej (IAC).
Iwanow podkreślił, że stan zapisu pozwala na szczegółową analizę zapisu rozmów pilotów z wieżą, a także dokładnych parametrów lotu oraz wydajności sprzętu.
Iwanow dodał, że do poniedziałku udało się wysnuć dwa wnioski. Po pierwsze rejestratory danych lotu były całkowicie sprawne. Po drugie wiarygodnie potwierdzono, iż ostrzeżenie o niesprzyjających warunkach meteorologicznych na lotnisku Siewiernyj i rekomendacje, by wybrać zapasowe lotnisko, zostały nie tylko przekazane, lecz i odebrane przez załogę samolotu.
W poniedziałek Prokurator Generalny Andrzej Seremet poinformował, że na miejscu katastrofy znaleziono trzecią czarną skrzynkę, która miała rejestrować parametry lotu.
Rzecznik Martyniuk podał, że udało się już odczytać głos z nagrania. - Obecnie śledczy starają się zsynchronizować, zgrać w czasie zapis głosu z zapisem parametrów lotu - poinformował.
Trzy do pięciu sekund - tak długo mogła trwać chwila, przez którą załoga prezydenckiego samolotu wiedziała już, że dojdzie do katastrofy - powiedział Naczelny Prokurator Wojskowy płk Krzysztof Parulski, który jest w Smoleńsku.
Jak powiedział płk Zbigniew Rzepa, prokurator wojskowy, który bierze udział w badaniu przyczyn katastrofy, z zapisów czarnych skrzynek wynika, że piloci przed samą katastrofą rozumieli, że się rozbiją. Przyznał, że końcówka zapisu na taśmie “była dramatyczna”, ale nie chciał powiedzieć, czy pasażerowie wiedzieli, że maszyna uderzy o ziemię.
Rzepa pytany, czy fragmenty rozmów z kabiny to rozmowy między pilotami, czy też między nimi a którymś z pasażerów, odparł, że są to “na pewno rozmowy samych pilotów”. Zaś to, czy oni rozmawiali jeszcze z osobą trzecią, będzie jasne “na 100 proc.”, kiedy uda się zsynchronizować zapisy rozmów z czasem lotu. Rzepa wykluczył wersję, by prezydencki samolot podchodził do lądowania w Smoleńsku kilka razy. - Podejście było tylko jedno i od razu złe - podkreślił. Anonimowy ekspert, zapewnił, że zapisy czarnych skrzynek zawierają informację pozwalającą wyjaśnić przyczynę katastrofy. Nie ujawnił, jaka to informacja.

Płk Parulski poinformował, że odnaleziono szczątki prawie wszystkich osób z prezydenckiej delegacji, które zginęły. W Moskwie zidentyfikowano ciała 61 osób - identyfikacje potwierdza się jeszcze testami DNA. Z miejsca katastrofy usunięto już około 50 procent dużych części samolotu i teren jest wciąż skrupulatnie przeszukiwany. - To nieprawdopodobny nakład pracy, wykonywanej z poszanowaniem majestatu śmierci - ocenił Naczelny Prokurator Wojskowy.
Jeszcze w środę lub w czwartek do Polski ma trafić trzecia czarna skrzynka samolotu Tu-154M - podał rzecznik Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk. Poinformował, że wstępnie planuje się badania tego rejestratora w Instytucie Technicznym Wojsk Lotniczych.
Dyrektor departamentu prasowo-informacyjnego MON płk Wiesław Grzegorzewski powiedział o trzeciej skrzynce, że jest ona polskiej produkcji. - To rejestrator szybkiego dostępu, który rejestruje dla celów szkoleniowych, jak również technicznych i bieżących, parametry techniczne samolotu - dodał. Podkreślił, że “niestety, ona nie rejestruje rozmów - te są tylko w rekorderach katastroficznych”.
- W Tupolewie jest standardowo pięć skrzynek rekordowych. Część są to skrzynki tzw. eksploatacyjne, robocze, które nie mają przetrwać, natomiast dwie są tak zbudowane, by przetrwać najtrudniejsze chwile w momencie katastrofy - powiedział Grzegorzewski. - Ten trzeci - który się zachował, służy technikom do tego, by jak przygotowuje się samolot do lotu, czy zaraz po locie, wrzucić dane na twardy dysk komputera - wtedy wyświetlają się natychmiast informacje czy samolot jest sprawny, czy nie. Albo świeci na zielono, albo pali się lampka na czerwono i trzeba wyjaśniać co jest nie tak, jakie jest odchylenie od normy, jaki parametr jest przekroczony i co trzeba zrobić, żeby to naprawić - dodał.
Kilkanaście stref poszukiwań śladów katastrofy
Obszar katastrofy został podzielony na kilkanaście stref, które są sukcesywnie przeczesywane w poszukiwaniu wszelkich śladów. Przez wiele godzin przygotowywano betonowe podjazdy dla ciężkiego sprzętu, by móc z jego pomocą unieść i przetransportować w inne miejsce część kadłuba rozbitego samolotu, a spod niego wydobyć pozostałe ciała.
Rosyjski wicepremier Siergiej Iwanow poinformował dziś, że przenoszenie szczątków samolotu na specjalnie strzeżone miejsce rozpoczęło się we wtorek wieczorem. Przekazał, że wykonano bardzo dokładne szkice miejsca katastrofy. Wyjaśnił, że wykonano z powietrza zdjęcia lotniska i okolic. Zapewnił, że wszystkie czynności prowadzone są w ścisłej współpracy z Polską. Z ustaleń komisji rządowej wynika, że na pokładzie prezydenckiego samolotu nie doszło ani do wybuchu, ani do pożaru, a silniki pracowały do końca.
Rosyjska minister zdrowia Tatiana Golikowa poinformowała,, że obecnie trwa wydawanie aktów zgonów i w środę rozpocznie się transport trumien z ciałami do Polski. Dodała, że czynności identyfikacyjne mogą przeciągnąć się do połowy przyszłego tygodnia.
Rosjanie poinformowali, że zakończono oględziny wraku samolotu i przystąpiono do sprawdzania terenu. Według nich będzie na to potrzeba 3-4 dni.
Na posiedzeniu prezydium rządu rosyjskiego jego szef Władimir Putin powiedział, że w Rosji zostanie zrobione wszystko, by zbadanie sprawy katastrofy samolotu pod Smoleńskiem było pełne i obiektywne.
Kpt. Protasiuk “doskonale znał jęz. rosyjski i lotnisko w Smoleńsku”
Pilot rządowego Tu-154M, który rozbił się pod Smoleńskiem, doskonale znał język rosyjski. Znał też samo lotnisko - tak o kapitanie Arkadiuszu Protasiuku mówią jego przełożeni i koledzy z 36. specpułku.
To odpowiedź na sugestie kontrolera lotów ze Smoleńska, jakie pojawiły się w rosyjskich mediach. Powiedział on, że kapitan Protasiuk nie radził sobie z językiem rosyjskim. Sam kontroler miał też radzić pilotowi, by z powodu złej pogody wylądował na innym lotnisku.
Jeden z pilotów Tu 154, pułkownik Bartosz Stroiński, zaprzecza informacjom o niedostatecznej znajomości języków kapitana Protasiuka. On sam razem ze zmarłym pilotem leciał do Smoleńska trzy dni przed katastrofą, z premierem Donaldem Tuskiem.
- Arek doskonale mówił po rosyjsku. Doskonale prowadził korespondencję zarówno po polsku, rosyjsku jak i angielsku. 7 kwietnia, gdy tam polecieliśmy, nikt nie zgłaszał żadnych uwag - dodał płk Stroiński.
Również zastępca dowódcy 36. specpułku podpułkownik Grzegorz Kułakowski twierdzi, że kapitan Protasiuk miał wszelkie predyspozycje, żeby lecieć z prezydentem do Smoleńska 10 kwietnia. - Kapitan Protasiuk znał to lotnisko i był do tego lotu przygotowany.
Samolot prezydencki Tu-154M, który rozbił się w sobotę koło Smoleńska, miał wylatane 5004 godziny i wykonał 1823 lądowania - poinformował Aleksiej Gusiew, dyrektor zakładów lotniczych Awiakor w Samarze, gdzie w 2009 roku maszyna ta przeszła remont kapitalny.
- Dla samolotu tej klasy to niedużo - powiedział Gusiew. Akt odbioru po remoncie kapitalnym został podpisany przez zleceniodawcę 21 grudnia 2009 roku.
-Po remoncie okres eksploatacji samolotu przedłużono do 25 lat i 6 miesięcy. Żadnych uwag wynikających z eksploatacji po tym nie było. Według stanu sprzed miesiąca, po remoncie maszyna wylatała 124 godziny i wykonała około 50 lądowań. Samolot latał normalnie, żadnych pretensji nie zgłaszano - podał szef samarskich zakładów lotniczych. Gusiew poinformował również, że “piloci, którzy odbierali maszynę po remoncie kapitalnym, po wykonaniu lotów zapoznawczych, byli zadowoleni”.
••••
Według rosyjskich mediów nikt z pasażerów nie naciskał, by lądowano
Załoga prezydenckiego samolotu, który rozbił się pod Smoleńskiem, nie otrzymała polecenia od znajdujących się na pokładzie VIP-ów, by koniecznie lądować na lotnisku Siewiernyj - donosi “Komsomolska Prawda”. Gazeta powołuje się na źródło “zbliżone do komisji śledczej”. W sobotniej katastrofie zginęło 96 osób, w tym prezydent RP.
- Nie znaleziono dotychczas żadnych śladów, które wskazywałyby, że ktoś z ważnych osób znajdujących się na pokładzie Tu-154 zażądał od pilota lądowania na lotnisku w Smoleńsku. Wstępny odczyt pokładowego rejestratora został już zakończony. Nie zarejestrował on przy rozmowach pilotów nacisku na nich - twierdzi informator gazety. Tę samą informację przekazuje też agencja Interfax. Źródło to podkreśla, że szczegółowa analiza czarnych skrzynek jest w toku.
Wcześniej w mediach - szczególnie rosyjskich - kilkakrotnie pojawiała się informacja, że prezydent to Lech Kaczyński mógł kazać pilotom lądować na lotnisku w Smoleńsku, by nie spóźnić się na oficjalne uroczystości w Katyniu. Lotniska w białoruskim Mińsku oraz Moskwie odległe są o setki kilometrów, dojazd stamtąd musiałby zająć godziny.
“Warunki ekstremalne, mimo to ryzykowali”
Tymczasem portal newsru.com donosi, że do katastrofy doszło z winy pilotów, ponieważ załoga nie wzięła pod uwagę właściwości Tu-154. - Załoga najwyraźniej nie uwzględniła specyfiki rosyjskiego samolotu - tę wersję eksperci mieli sporządzić po wstępnej analizie zapisów z czarnej skrzynki.
- Załoga liniowca po wybraniu wariantu wyrównywania płaszczyzny, po nieudanej próbie podejścia w złych warunkach pogodowych, nie wzięła pod uwagę pewnych cech pilotowania Tu-154. Według eksperta powiązanego z komisją śledczą badającą przyczyny katastrofy, cechą tego typu samolotów jest to, że jeśli prędkość zniżania się jest większa niż 6 m/s, a samolot przy wyrównywaniu i przejściu w horyzontalną pozycję nadal opada. Według biura konstrukcyjnego “Tupolew” samolot Tu-154 traci wysokość szybciej niż inne samoloty.
Tragiczna sobota
Obecna w Smoleńsku komisja techniczna z biura “Tupolewa”, która bierze udział w badaniu wypadku lotniczego, stwierdziła, że warunki do lądowania Tu-154 były ekstremalne. Według ekspertów pilot był tego świadomy, ale z jakiegoś powodu postanowił zaryzykować i wylądować.











W pierwszej chwili po takiej tragedii nikt by nie pomyślał , że mógłby to być zamach lub też latająca bomba .
Po miesiącu czasu 80 % ludzi zaczyna mieć pytania bez odpowiedzi .
Za dużo wątpliwości i żadnych logicznych wyjaśnień .
Z tajnych źródeł wiem , iż to nie był wypadek ani wina samolotu lub też pilota .
To był zamach z czystą premedytacją za którą stoi polski rząd w zmowie z głową państwa Rosji .
Telewizja nie może ujawnić prawdziwych faktów i nikt z polskiego rządu oficjalnie nie może podać kto za tym stoi , ponieważ grozi to wybuchem III wojny światowej … niestety !!!
Polska jest krajem uzależnionym od Rosji a Rosja od Polski i wszyscy wiemy , lecz nie dopuszczamy , lub nie chcemy mówić i myśleć o tym głośno , więc polski rząd nie myśli o polakach tylko o swoich kieszeniach i tyłkach .
Nie obchodzi ich życie i uczucia szarych , prostych ludzi .
Ta katastrofa jest dowodem na to jak bardzo Polska jest mało ważna i znacząca dla reszty krajów .
Dopóki nie będziemy mieli skorumpowanych i zakłamanych w rządzie głów , nigdy nie będzie dobrze , a prości ludzie nie są w stanie ani powstrzymać ani przezwyciężyć polityków .
Zostaje nam siedzieć cicho i czekać na prawdziwą wojnę , która wcześniej czy później nastąpi .
Słowa Małgorzaty Wasserman w TVP są jak najbardziej prawdziwe i mówią wszystko , filmik amatorski wykonany tuż po katastrofie jest jak najbardziej autentyczny i to prawda , że przynajmniej 3 osoby przeżyły .
To nasz wybór jak będziemy żyć , spać i funkcjonować w tak zakłamanym kraju jakim jest Polska .
Od katastrofy w Smoleńsku nie powinniśmy nazywać się patriotami !!!
* Dopóki będziemy mieli .
Fantastyczne artykuły, w gazetach w polsce są dużo gorsze. Nistety.
Jeśli chodzi o to co niedługo się dowiemy z gazet to jak 2+2=4 napiszą, że był to zamach ze strony Czeczeńców lub tp. III wojny by nie było bo Amerykanie i cała reszta ma nas w nosie a nasze wojsko to Kalingradu by nie zajeło bo tylu ich jest.
Po tym wypadku w Smolensku nie zabraklo fanatzji, legend i innych bzdur. Dziwie sie ze jeszcze ktos nie napisal ze wybuch islandzkiego wulkanu to tez spisek.
“Krzyze na niebie po wypadku”… “zimne wiatry ze wschodu”… “kawalek samolotu na Jasnej Gorze”… “bohaterska smierc”.
To wszystko paranoje gigantycznych proporcji!
Wstyd mi czasami za Polakow czytajac te brednie. Jedyne co pociesza to ze wiekszosc nich ma swoje zrodla u ludzi zwiazanych z Rydzykiem i jemu podobnych a to mowi samo za siebie.