Odpowiedzialność za takie publiczne kompromitacje, jak ta z Krakowskiego Przedmieścia spada na tych, którzy mając wszelkie instrumenty wygaszania konfliktów, nie robią nic lub robią rzeczy byle jak. Podziały polityczne są częścią życia publicznego. Czasem są one bardzo ostre i nie do zasypania. Wystarczy popatrzeć na relacje w Italii. I trzeba brać te realia pod uwagę, gdy się podejmuje polityczne dzialania!
W Polsce mamy stare i nowe konflikty i waśnie. Na stary podział rodem z PRL-u nałożyła się wojna PiS z PO. Osobowości liderów przeradzają ten konfikt w ideologiczną wojnę, w której nie bierze się jeńców. Nienawiść jednych jest odpowiedzią na nieskrywaną pogardę drugich. Od czasu katastrofy smoleńskiej mamy dodatkowo ostry spór o jej przyczyny. W tle jest personalna już nienawiść wielu aktorów naszej sceny politycznej. W tych warunkach każde słowo staje się orężem. Prowokacja zaś urasta do rangi działań politycznych. Nikt chyba nie sądzi, iż poseł Palikot to oszołom. To bezwzględny i skuteczny gracz. Szukanie dla niego gałęzi jest oczywiście wodą na jego młyn, ale oddaje też niebezpieczny nastrój chwili.
I dlatego obecna walka o krzyż stojący przez pałacem prezydenckim też ma polityczny kontekst. Prezydent-elekt nie musiał się w sprawie przenoszenia krzyża w ogóle wypowiadać. To nie jest żaden problem i nie ma co się martwić echami prasowymi - na Jamajce. Estetyka tego miejsca też aż tak bardzo nie cierpi, są ważniejsze problemy do załatwienia w Warszawie. Ale, jeżeli prezydent-elekt Komorowski już musiał odpowiedzieć na głupie pytanie dziennikarzy, to winien był wspomnieć jednocześnie o formie upamiętnienia tragedii smoleńśkiej. I to wszystko. Nie byłoby problemu, nie byloby wojny. Niestety, słowa rzucane bez zastanowienia kreują sytuacje kryzysowe. Zamiast stonować, zaostrzyły i tak napięte nastawienia, wzmocniły podejrzenia, iż chodzi o “zatarcie pamięci”!
Znając doskonale stopień emocji u tych, którzy w oficjalne doniesienia na temat śledztwa smoleńskiego nie wierzą, odegrano komedię z niby to umową Kancelarii z Bogu ducha winnymi harcerzami, i jednocześnie podrzucono problem Kościołowi. I wszyscy aktorzy tego smutnego widowiska wyszli ze sprawy poturbowani. Kościół warszawski powinien dokładnie przemyśleć w jakich warunkach może stawać jako strona w politycznych konfliktach, aby nie nadwyrężać swego autorytetu. Reakcja tłumu na obecność księży była, jak na polskie warunki, zaskakująca.
Kancelaria wykazała, niestety zaskakującą bezradność i nonszalancję, która przynosi ogromny uszczerbek prestiżowi państwa i jego oczekującej zaprzysiężenia głowy. Czy naprawdę nie można było stworzyć jakiejś tymczasowej tablicy, oddającej powszechnie przeżywany żal Polaków po stracie 10 kwietnia części elity RP? W końcu na Wawelu zdążono zbudować sarkofag i wyremontować kryptę w trzy dni. A tu w stolicy na choćby tymczasową tablicę się czeka ponad trzy miesiące! To nie można było w sztabie prezydenta o tym pomyśleć? Wykazać dobrą wolę, zwłaszcza iż wiadomo, jak druga strona działa i myśli. Zapowiedź zaś - w takiej formie - usunięcia krzyża musiała wywołać odruch obronny.
Komentatorzy mówią teraz o kompromitacji, o bezsile państwa. Tak, była to kompromitacja władzy, ale na własne życzenie. To nie jest tak, jak chciałaby lewica, która podnisła głowę i gra teraz cynicznie na melodię całkowitej laicyzacji państwa, że w demokratycznym państwie siłę stanowi zdecydowana na uliczne awantury policja. Miller i Wenderlich najwyraźniej zapomnieli, że choć PiS i PO dyszą do siebie niechęcią, to nawet ten kolosalny sukces Napieralskiego nadal lokują lewicę na marginesie polskiej polityki. Naśladowanie Zapatero SLD najlepiej nie posłuży. Protestujący przed pałacem zaś, bez względu, co o nich myślimy, chcą jasnej deklaracji. Nie domagają się też, o ile mi wiadomo, aby koniecznie znakiem pamięci był krzyż, wiec nie ma co demonizować tych rozemocjonowanych ludzi.
Ale, mamy zadymę, którą media wałkują, bo to dla nich gratka i która pokrywa tematy dla rządu trudne. W końcu pokazał swoje rogi finansowy kryzys finansów publicznych, który do tej pory rząd zręcznie zamiatał po dywan, choć ekonomiści trąbią o zagrożeniu od dawna. Podwyżka podatku VAT tak naprawdę niczego nie załatwia, bo to jakieś naprawdę w skali potrzeb marne 5 miliardów, a dziura budżetowa jest z dziesięć razy większa, i potrzebne są ostre reformy, jeśli coś ma w sprawie deficytu drgnąć. To już nie chodzi o ideologiczne wygibusy partii przedstawiającej się jako liberalnej, ale o bezpieczenstwo państwa. Owszem, nie jesteśmy w pozycji Grecji, ale możemy się w tarapatach znaleźć szybciej, niż myślimy.
Z tematów “lżejszych”, NATO dryfuje w Afganistanie, sygnał do rejterady dają Holendrzy. Francuzi podpisali z Rosjanami kontrakt na budowę i sprzedaż desantowych “Mistrali”. NATO w ramach resetowania relacji z Kremlem będzie teraz ten Kreml dozbrajać. Natomiast my mamy poważny kryzys w armii. Zamieszanie i publiczne debaty wokół dymisji dowódcy GROMu to tylko fragment większej całości, którą gen. Petelicki określił jako “umieranie” polskiej armii. Ale mamy ministra obrony, którego dobrego samopoczucia nic nie jest w stanie zachwiać.
Wojciech Michał Wojnarowicz










Chyba najtrafniej o “broniacych” krzyza wypowiedzial sie biskup Pieronek mowiac ze to “fanatyczna sekta”:
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Bp-Pieronek-ci-ktorzy-bronia-krzyza-to-fanatyczna-sekta,wid,12538531,wiadomosc_prasa.html
Nic dodac, nic ujac.
Dobry artykul. Skoro mowimy o Palikocie warto tez wspomniec o wypowiedziach PiS’owcow takich jak Brudzinski, Macierwicz czy nawet sam Kaczynski. Panowie ci eksponuja chyba najgorsze cechy polskiego narodu doskonale grajac na emocjach spoleczenstwa. O Rydzyku i jego poddanych juz nie wspominajac.
Pozdrawiam.
Komentarze zza wielkiej wody jakby trochę nie na temat, a na przyszłość proszę pamiętać że tu za Atlantykiem słowa Bóg, honor, ojczyzna, poczucie przyzwoitości i godność mają swoje tradycyjne znaczenie i ze względu na to wykrzykiwanie rewolucyjnych hasełek nie robina nas wrażenia.