Pamiętny rok 1920
Historia ma nas uczyć. I uczyć potrafi, jeśli tylko jej pozwolimy spełnić swą rolę. Współczesnym Polakom, zwłaszcza tym młodszym i najmłodszym, potrzebne są przykłady mądrych postaw patriotycznych, przykładów bohaterstwa w obliczu wroga, ale także politycznej determinacji i rozwagi, które legły u podstaw naszych politycznych i militarnych sukcesów. W ostateczności to nasze sukcesy w tworzeniu i obronie państwa, a nie choćby najszlachetniejsze klęski sprawiły, że nadal trwamy w sercu Europy jako suwerenny naród.
Tworzenie zrębów polskiej państwowości po Pierwszej Wojnie Światowej wiązało się z koniecznością prowadzenia aktywnej polityki międzynarodowej, a instrumentem tej polityki było wojsko. To, że tworzące się dopiero państwo, pozbawione jakiegokolwiek doświadczenia, z niesłychanie skromnymi kadrami, potrafiło wykreować znaczne siły zbrojne i stworzyć dla tego wojska jednolite kierownictwo, ponad i wówczas potężnymi różnicami ideologicznymi i polityczną wrogością, zakrawa na cud. I o tym naszym wielkim, niewiarygodnym wręcz, cywilizacyjnym, państwowym sukcesie powinno się uczyć kolejne pokolenia.
Mówi się wiele o promocji naszej kultury i historii poza granicami. Rok 1920, Bitwa Warszawska, to jeden z elementów naszego wkładu w europejską kulturę. Może to wreszcie zostanie zauważone. Znaczenie Bitwy Warszawskiej wykracza daleko poza kwestie odbudowy niepodległej Rzeczpospolitej. Polska naprawdę odegrała w roku 1920 rolę tarczy Europy. I Polacy byli tego świadomi tak samo, jak przywódcy sowieccy. Trocki i reszta bolszewickich przywódców dążyli do realizacji ideologicznego celu - wywołania ogólnoświatowej rewolucji. Zwycięstwo nad Polską otwierało bolszewikom drzwi do Niemiec, które stanowić miały rzeczywisty motor rewolucji i bazę, w oparciu o które miano realizowac plany budowy komunistycznego ładu. Pamiętajmy, iż przywódcy bolszewiccy, zatopieni w lekturze Marksa, uważali właśnie Niemcy, z ich wysoko zorganizowanymi i wykształconymi robotnikami za prawdziwe jądro rewolucyjnego przewrotu. Rosja była najsłabszym ogniwem światowego kapitalizmu, ale prawdziwie przełomowe dla sukcesu rewolucji miało być opanowanie Niemiec. A pokonane Niemcy trawiła także rewolucyjna gorączka. Wiedzieli to także komuniści na zachodzie Europy, stąd ich wysiłek sabotowania tej, skromnej w sumie, pomocy wojskowej, jaką państwa zwycięskiej koalicji skierowały do Polski. W roku 1920 obroniliśmy nie tylko siebie.
Jak słabo rozumiał Zachód prawdziwe cele Lenina, świadczy ówczesna “interwencja” mocarstw i ich ślepa akceptacja “warunków pokojowych” stawianych przez bolszewicką dyplomację. To, co zaproponowano Polakom w Spaa, kiedy los wojny zdawał się przechylać na stronę Sowietów, to taka sama kapitulacja wobec tradycyjnego rosyjskiego imperializmu, jaka w dwadzieścia kilka lat później zaowocuje ustaleniami w Teheranie i Jałcie. Historia lubi się powtarzać.
W tegoroczne obchody rocznicy zwycięstwa nad bolszewikami zrządzeniem losu wpisała się uroczystość przejęcia zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi przez nowego prezydenta RP, Bronisława Komorowskiego. Było więc dodatkowo uroczyście. Przed grobem Nieznanego Żołnierza szczególnie zabrzmiał “Apel Poległych”. Oby ta długa lista pokoleń, które żołnierską ofiarą zdrowia i życia służyli Rzeczpospolitej w dniach jej potęgi i chwały, i w obliczu jej klęsk, zapisała się w pamięci młodego pokolenia pozytywnym przykładem. Okolicznościowe uroczystości powinny też stać się okazją do zastanowienia i poważnej, publicznej debaty, na ile stan naszego wojska odpowiada współczesnym potrzebom Polski.
Obchodzimy 90-tą rocznicę Bitwy Warszawskiej i zwycięstwa w walce o Niepodległość jako państwo suwerenne, pełnoprawny członek zarówno politycznej jak i militarnej struktury Zachodu. Nie możemy jednak zapominać bolesnych lekcji historii. Sojusze sojuszami, a najlepiej jest móc liczyć na swoje własne siły. I choć dziś nasza polityczna sytuacja, jak i sytuacja globalna nie stwarzają poważnego zagrożenia polskiego bezpieczeństwa, to troska o zdolność obronną państwa jest pierwszym obowiązkiem władz politycznych. Niestety, nie brakuje opinii, iż właśnie obecnie mamy do czynienia z poważnym kryzysem w Wojsku Polskim. Eksperci i dziennikarze bardziej lub mniej zdecydowanie, ale zgadzają się, że z jednej strony rząd na wojsku oszczędza, a z drugiej strony nasze niewielkie zasoby zużywane są na zagranicznych misjach, pogarszając i tak słabą kondycję sprzętową jednostek krajowych. Nie mamy praktycznie obrony przeciwlotniczej. Ta konstatacja powinna budzić natychmiastową reakcję. Tragiczne straty wśród kadry dowódczej pogłębiają widoczne z zewnątrz konflikty personalne. Brak jest klarownej wizji reformy systemu zarządzania wojskiem. Uzawodowienie wojska wcale nie oznacza jego profesjonalizacji. I w sumie przyznawał to prezydent Komorowski, którego przemówienie wyraźnie kontrastowało z urzędowym optymizmem obecnego ministra ON, Klicha.
Niektórzy obserwatorzy mają nadzieję, że prezydent stanie się zdecydowanym i skutecznym adwokatem interesów naszej armii wobec rządu, mając dużo większe doświadczenie dotyczące problematyki obronności państwa, jako były minister obrony. Czy te nadzieje się spełnią, czas pokaże. Potrzebne jest jednak zdecydowane działanie, bo polityczna koniunktura ma to do siebie, że nie trwa wiecznie.
WMW









