Czy wobec tego należy opowiadać sny ludziom, którzy nie rozumieją w pełni zawiłości tej materii i nie szanują ich sacrum?
W pracowni artystki Joan Son w Houston niedawno odbyło się spotkanie w kobiecym gronie, które zaczęło się od luźnej rozmowy i żartów. Atmosfera zrobiła się jednak poważna, gdy panie wdały się w dyskusję na temat znaczenia czarnego kota leżącego na ciemnej podłodze, udekorowanej na złoto choinki oraz obłąkanej kobiety z rozwianymi włosami biegnącej po odludnej plaży.
Te właśnie obrazy pojawiały się w snach kobiet, które usiadły w kółku i mówiły ściszonym głosem, jak na obozie przy ognisku. Ich sny były sugestywne, ale tajemnicze, a po każdej opowieści grupa zadawała pytania, by pomóc w rozszyfrowaniu symboliki rozmaitych osób, miejsc i przedmiotów z sennego marzenia.
Czy ten kot był groźny? Dlaczego choinka była złota? Kogo przypominała ci obłąkana kobieta? Co przytrafiło ci się w dniu, kiedy miałaś ten sen? Gdy każdy ze snów został już zinterpretowany, zaniepokojone panie odetchnęły z ulgą i przyszedł czas na przysmaki – ryż z fasolą, arbuzy i ciasteczka z miętowym karmelem.
Grupy takie jak ta prowadzona przez Son przypominają kółka czytelnicze, z tym, że przedmiotem analizy nie są XIX-wieczne powieści czy najnowsze bestsellery, ale podświadomość samych uczestników. Degustując sery, wina i przyniesione przez siebie potrawy, goście angażują się w dyskusję, która nie ma nic wspólnego z błahymi pogaduchami. Opowiadając swoje sny, odkrywają przed innymi swe nagie i nieocenzurowane jaźnie, a tym samym ujawniają nieraz ukryte lęki i pragnienia. Dzielą się nimi w nadziei, że dzięki temu będzie im lżej, zarówno we śnie, jak i na jawie.
– Sny mają bardzo sprytnie zakamuflowane przesłanie i mnóstwo znaczeń na wielu poziomach – mówi 61-letnia Son, która tworzy misterne instalacje z setek motyli i żurawi z origami. – Dla mnie sny są jak ukryta studnia.
W ostatnich pięciu latach w niszowych tygodnikach i na stronach w rodzaju Craigslist i Meetup.com pojawiło się mnóstwo ogłoszeń z propozycjami stworzenia lub dołączenia do “grup snów”. Są to grona czysto towarzyskie, a uczestnictwo w nich nic nie kosztuje, chyba że prowadzą je psychoterapeuci lub – co zdarza się coraz częściej – samozwańczy szamani, interpretatorzy bądź “trenerzy snów”, którzy biorą od 15 do 45 dolarów za spotkanie.
Coraz więcej podobnych grup powstaje też pod egidą kościołów, co wcale nie dziwi, zważywszy, że sny od zawsze kojarzone są z przeżyciami religijnymi i objawieniami. Od 2002 roku utworzono w USA ponad 200 sponsorowanych przez kościoły kółek dyskusji o snach, jak podaje Haden Institute, chrześcijańska organizacja z Flat Rock w Karolinie Północnej, która poza kursami na temat duchowości prowadzi dla kleru i osób świeckich szkolenia na przewodników “grup snów”.
Choć niektórzy mogą się wzdrygać na myśl o dzieleniu się często delikatną i intymną treścią snów z obcymi ludźmi, inni traktują je jako szansę na stworzenie bliskich więzi w kulturze powierzchownych kontaktów spod znaku Facebooka czy Twittera.
32-letnia Lily Michaud, pielęgniarka i fotograf, która przez trzy lata uczestniczyła w grupie snów w Iowa City mówi, że dzięki grupie snów jeszcze bardziej zbliżyła się do swojego chłopaka, który dziś jest jej mężem. Członkowie kółka, które składało się w większości z par, spotykali się raz na miesiąc i dyskutowali o snach przy pizzy i chińszczyźnie. – Czasami czuliśmy się niezręcznie, kiedy sny dotyczyły czyjegoś związku, albo ktoś śnił o kimś innym z grupy – wspomina Michaud, która namawia obecnie swoich przyjaciół do stworzenia podobnego grona w Portland. – Czasem lepiej zachować się dyplomatycznie i nie mówić o wszystkim.
Podobnego zdania jest Mike Dworkin, 50-letni konstruktor domowych siłowni, który raz w tygodniu chodzi na spotkania grupy snów w Los Angeles. –Niektórych snów nie opowiadam, bo są zbyt osobiste – mówi. Według niego takie kółka służą bardziej rozrywce niż odkrywaniu samego siebie czy umacnianiu więzi.
Wiele grup wykorzystuje “projekcyjną pracę nad snami”, metodę interpretacji opracowaną przez Montague Ullmana, psychiatrę i psychoanalityka, który w 1962 roku założył Laboratorium Snu w Maimonides Medical Center na Brooklynie, i aż do swojej śmierci w 2008 roku był gorącym orędownikiem tworzenia grup snów.
Projekcyjna praca nad snami opiera się na założeniu, że tylko śniący zna rzeczywiste znaczenie snu. Interpretacje innych osób, choć mogą być pomocne, są tylko projekcjami, więc zdradzają więcej na temat ich własnej psychiki, niż cudzego marzenia. Członkowie grupy muszą mieć to na uwadze i używać sformułowań takich jak: “gdyby to był mój sen, pyton symbolizowałby związek, który mnie dusi…”, albo “W moim przypadku bieganie nago po ulicy oznaczałoby, że czuję się obnażony i wstydzę się czegoś w moim życiu”.
Jeremy Taylor, były pastor Kościoła Uniwersalistów Unitariańskich, który napisał kilka książek poświęconych tworzeniu oraz prowadzeniu grup snów i stał się swego rodzaju guru w tej dziedzinie, twierdzi, że “projekcyjna praca zmienia interpretację marzeń sennych z gry towarzyskiej w autentyczną duchową dyscyplinę”.
Ale Tess Castleman, psychoanalityczka z Dallas, która opiera się na teorii Junga i również opublikowała kilka poradników na temat kierowania grupami snów, ocenia: – Mówienie “gdyby to był mój sen” jest tylko zawoalowaną formą stwierdzenia “ten sen znaczy właśnie to”. Zamiast tego radzi ona, by grupa zadawała każdemu z członków dodatkowe pytania o szczegóły marzenia sennego, a potem pomogła mu odnaleźć znaczenie, analizując symbolikę pojawiających się obrazów.
Taylor i Castleman zgadzają się, że w przeciwieństwie do uczestników kółka czytelniczego lub klubu spotykającego się na kolacjach, członkowie grup snów muszą zachować absolutną dyskrecję. – Co mówimy w grupie, zostaje w grupie – podkreśla Taylor.
Jako że sny uznawane są za próbę poradzenia sobie przez mózg z trudnymi i często stresującymi emocjami, niektórzy psychologowie i psychiatrzy obawiają się szkodliwego wpływu grup snów, zwłaszcza jeżeli podczas sesji wychodzą na jaw traumatyczne przeżycia, a słuchacze nie wykazują się należytą delikatnością. – Sny mają potężną siłę, która potrafi być niszcząca – mówi Patrick McNamara, profesor neurologii i psychiatrii na Boston University oraz autor książki o koszmarach sennych. – Nie powinno się opowiadać snów ludziom, którzy nie rozumieją w pełni zawiłości tej materii i nie szanują ich sacrum.
Ale Robbin Schwartz, 47-letnia nauczycielka przedszkolna z Nowego Jorku, przyznaje, że zawsze chętnie dzieliła się z innymi swoimi snami i nie wahała się przed dołączeniem do grupy snów złożonej z samych nieznajomych. Od 14 lat co dwa tygodnie dyskutuje na temat marzeń sennych z trzema mężczyznami i dwiema kobietami należącymi do jej kółka. – Pomaga mi to zrozumieć, jak sama przetwarzam swoje doświadczenia – mówi. – No i bardzo interesuje mnie też, o czym śnią inni.
Któż z nas zresztą nie nachyla się bliżej, gdy słyszy szept: “Wiesz, miałem wczoraj przedziwny sen…”? Sny są zagadkowe i fascynujące nawet dla badaczy, którzy wykrywają je, mierząc elektryczne impulsy w mózgu śpiącej osoby. – Pradawne społeczności plemienne uważały, że sny niosą bardzo ważne przesłanie – dodaje McNamara. – I miały rację.
Kate Murphy









