Dawniej tatuaże były zjawiskiem związanym z konkretnymi grupami społecznymi.
Nosili je żołnierze, marynarze, motocykliści i kryminaliści. Dziś nawet żona brytyjskiego premiera ma delfina wytatuowanego poniżej kostki.
Współczesną elektromagnetyczną maszynkę do tatuażu opatentował w 1891 roku Samuel O’Riley, irlandzko-amerykański tatuażysta, który miał studio przy zakładzie fryzjerskim na Chatham Square w Nowym Jorku.
Urządzenie składa się z dwóch zwojów drutu nawiniętych na żelazny rdzeń, dwóch styków i pręta u góry. Pręt opuszcza się w momencie, gdy do cewek dochodzi prąd, po czym przerywa obieg i po chwili wraca na sprężynie do punktu wyjścia, by rozpocząć nowy cykl. Aby zrozumieć mechanizm działania tego wynalazku, wyobraźmy sobie igłę w maszynie do szycia bez nici.
Moda na tatuaże już dawno panuje wśród hollywoodzkich gwiazdek. Popularnością przewyższa piercing, czyli kolczykowanie różnych miejsc ciała (choć wydawałoby się, że taka forma jest bezpieczniejsza i prostsza - wszak kolczyk zawsze można zdjąć). Najbardziej wytatuowaną pięknością jest zapewne Angelina Jolie. Grupy fanów śledzą każdą zmianę na odsłoniętych fragmentach jej skóry, gdzie jedne tatuaże często zastępowane są drugimi. Skandalistka Amy Winehouse, otrzymując nagrodę Grammy, musiała przykryć negliż damy, która widnieje na jej ramieniu. Artystka poradziła sobie w oryginalny sposób, domalowując tuszem biustonosz na nagich piersiach rysunkowej postaci.
Will Wright, 30-letni projektant zieleni, leżący na plecach w studiu tatuażu w angielskim High Wycombe, ma okazję poznać nieco bardziej zaawansowaną wersję maszynki O’Rileya. Trzy stalowe igły nakłuwają skórę mężczyzny około 150 tysięcy razy na sekundę, rysując wstępny zarys drapieżnego ptaka, który niedługo pojawi się na jago brzuchu. Potem linie zostaną pociemnione przy pomocy zestawu dziewięciu igieł. Następnie w ruch pójdzie aż 15 igieł, służących do cieniowania skrzydeł i podbrzusza ptaka.
Will nie ma teraz ochoty na pogawędki. – Boli – przyznaje. – Robię to, bo fajnie wygląda i koniec. Żadnych głębszych znaczeń. Czasem ból jest mniejszy, czasem większy. Najgorzej jest w miejscach, gdzie nie ma dużo ciała, blisko kości. Ale generalnie zawsze boli – mówi Will.
Chyba jednak da się wytrzymać. W przeciwnym razie Sean “Woody” Wood, Jammes i Jay – trzej z czterech tatuażystów w Woody’s Tattoo Studio – nie mieliby kalendarzy wypełnionych do końca dnia (Woody i Jammes mają rezerwacje do stycznia). Lee, czwarty pracownik studia, który zajmuje się klientami “z ulicy”, musiał już dziś odmówić dwóm osobom.
– A zatem, przyjacielu, będziesz cierpiał w imię mojej sztuki – zwraca się Woody do Willa, po czym zabiera się do pracy.
Tymczasem wesoła recepcjonistka Alison służy każdemu dobrą radą: “Ten wzorek na dłoni Cheryl Cole? Wierz mi, kochana, wszyscy taki mają. To samo z gwiazdkami Rihanny i kokardką Katie Price”. Bez wątpienia rosnący popyt na swoje usługi salony tatuażu w dużym stopniu zawdzięczają sławom show businessu.
Dziś tatuaż jest coraz popularniejszą ozdobą ciała. I coraz częściej klientami salonów są kobiety. Tatuują się studentki, zbuntowane licealistki, bizneswomen i dziewczyny z wieczorówek. Reguły nie ma.
Pewne tendencje można natomiast zauważyć w ulubionych wzorach i miejscach robienia rysunków. - Stopa, górna część pleców - tam panie tatuują się najchętniej - opowiada Artur Szolc, właściciel studia w Warszawie-Wesołej. - Zwykle wybierają drobne wzory i wtedy traktują tatuaż przede wszystkim jak ozdobę, trwałą biżuterię.
Mężczyźni częściej decydują się na większe i intensywne tatuaże. Wybierają też miejsca, które trudniej ukryć. U kobiet to wciąż rzadkość. Czasami jednak zdobienie ciała wciąga i wtedy przestaje się szukać miejsca, które łatwo ukryć. Tatuaż staje się prawdziwym obrazem malowanym na całej powierzchni ramienia czy pleców.
Tatuaże są dziś wszędzie. Według ankiety przeprowadzonej w tym miesiącu przez stronę internetową Ask Jeeves, co piąty dorosły Brytyjczyk jest wytatuowany. W grupie wiekowej od 16 do 44 lat odsetek ten – zarówno wśród mężczyzn jak i kobiet – wynosi 29 procent. 16 proc. badanych w wieku od 30 do 44 lat ma dwa tatuaże. Wprawdzie nie jest to naukowa analiza, jednak wyniki pokrywają się z amerykańskimi ustaleniami z 2008 roku. Wykazały one, że wśród Amerykanów posiadacze tatuaży stanowią odpowiednio: 36 proc. w grupie od 18 do 25 lat, 40 proc. w grupie 26-40 lat i 10 proc. w grupie 41-64 lata.
Dawniej tatuaże były zjawiskiem związanym z konkretnymi grupami społecznymi. Nosili je żołnierze, marynarze, motocykliści i kryminaliści. Dziś nawet żona brytyjskiego premiera ma na ciele obrazek (delfin tuż poniżej kostki). Arystokrata Clifton Wrottesley, szósty lord Wrottesley, nosi ponoć herb rodzinny na pośladku. W tym samym miejscu wyjątkowo dobrze urodzona Emma Parker Bowles ma kociaki. Artystka Rachel Feinstein wytatuowała sobie pod pachą waginę, z której wychodzą mrówki i zabijają ważkę na ramieniu. Feinstein przyznała jednak w rozmowie z magazynem “Vogue”, że żałuje tej decyzji.
Tatuaże zdobią ciała przedstawicieli najróżniejszych profesji. Nosi je około 14 proc. nauczycieli (więcej niż wojskowych – 9 proc.). Nie są rzadkością również wśród urzędników bankowych, wykładowców uniwersyteckich czy inżynierów jądrowych. Tatuowanie stało się szanowanym zajęciem. Jeszcze dziesięć lat temu w Wielkiej Brytanii było zaledwie 300 salonów tatuażu. Obecnie jest ich ponad 1,5 tysiąca.
– Kiedy rozpoczynałem profesjonalną działalność 17 czy 18 lat temu, banki nie chciały udzielić mi pożyczki. Ale kiedy urządzałem swoje ostatnie studio, kierownik z banku przyszedł do mnie, ujrzał klientów walących drzwiami i oknami, po czym spytał tylko, ile pieniędzy chcę i na kiedy – wspomina Woody.
Jego zdaniem rozkwit tej branży to znacznie więcej niż zwykła moda. – Tatuaże to popularna forma sztuki. Ludzie dopiero zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, co one mogą wnieść w ich życie. To coś osobistego, zabawnego i ekscytującego w świecie, który potrafi być szary i ponury – przekonuje Woody.
Według niego dziś, kiedy mówimy o tatuowaniu, nie mamy na myśli jednego przypadkowego obrazka, ale ukierunkowane, długoterminowe, spójne i przemyślane dzieło.
31-letni Stephen Burge zjawił się w salonie Woody’ego, by omówić kolejny etap pracy. Stephen ma już dwa imponujące tatuaże. Jeden z nich przedstawia paradę angielskich bohaterów. Jest wśród nich żołnierz armii Wellingtona pod Waterloo i as przestworzy z czasów II wojny światowej w goglach i z filiżanką herbaty. – Nie ma nic bardziej uzależniającego – mówi Stephen. – Kiedy ktoś mnie pyta, od czego zacząć, zawsze radzę: wytatuuj sobie coś, co można rozwijać – dodaje. Na swoje tatuaże przeznaczył w ciągu ostatnich kilku lat pięć tysięcy funtów. – Gdybym w tym czasie palił paczkę papierosów dziennie, wydałbym więcej – zauważa Stephen.
Historia tatuaży sięga zamierzchłych czasów. Ötzi – “człowiek lodu” znaleziony w dolinie Ötz w Tyrolu, który żył 5300 lat temu, miał 57 tatuaży z węgla (większość z nich to proste kropki i linie). Juliusz Cezar był pod ogromnym wrażeniem tatuaży Piktów. W kulturach polinezyjskich, do których docierali XVIII-wieczni odkrywcy tacy jak James Cook, imponujące malunki na ciele zwane “tatau” miały strzec przed złymi duchami.
Potem tatuaże były przez krótki czas popularne wśród europejskiej arystokracji. Król Jerzy V podczas pobytu w Japonii w 1882 roku kazał sobie wytatuować na ramieniu smoka. Matka Winstona Churchilla miała dyskretnego węża na nadgarstku.
Jednak najszybciej rosnącą klientelę tatuażystów stanowili przedstawiciele niższych segmentów rynku. Na początku XIX wieku 90 proc. żołnierzy brytyjskiej marynarki wojennej nosiło tatuaże. Rozwinęła się przy tym złożona ikonografia: żółw oznaczał przekroczenie równika, kotwica – pokonanie Atlantyku, a smok – służbę w chińskiej bazie. Podobną symbolikę zaczęli potem stosować motocykliści i członkowie gangów przestępczych.
Najtrudniej jest podjąć decyzję.
Kiedy już trafi się do studia, trzeba zdecydować, co i gdzie pozwolimy sobie narysować. Jeśli tatuaż ma być mały, najczęściej jest to gwiazdka, kwiat albo abstrakcyjny, zwykle jednobarwny wzór, tzw. tribal. Większość wzorów, które powstają współcześnie, to unikatowe projekty. Każdy tatuażysta chce, aby jego styl był niepowtarzalny; aby skóra klientów była żywą reklamą ich kunsztu.
Kiedy rysunek zostanie zaakceptowany przez klienta, trzeba na stałe zapisać go w skórze.
Akcesoria służące do tatuowania wyglądają jak małe narzędzia tortur. Igły i dzioby, czyli elementy bezpośrednio stykające się ze skórą, muszą być jednorazowe. Tatuażysta trzyma w ręku maszynkę w kształcie pistoletu, igła wbija się w ciało kilkadziesiąt razy na sekundę, wypuszczając równomiernie tusz. Wykonanie małego wzoru może trwać godzinę, przy dużym praca zazwyczaj jest rozdzielana na kilka części. Najpierw wykonuje się kontur, następnie stopniowo wypełniane jest wnętrze rysunku.
Cała procedura jest nieco bolesna, ale większość tatuatorów twierdzi, że panie wytrzymują zabieg nieco lepiej niż panowie.
Twarz 29-letniego Spike’a wykrzywia grymas bólu. Na jego plecach powstaje właśnie kolejny tatuaż. – Te obrazy to historia mojego życia. Na przykład feniks, którego znaczenia nie trzeba wyjaśniać, pochodzi z okresu, kiedy zacząłem dochodzić do siebie po rozwodzie – wyjaśnia Spike.
Podobną filozofię wyznaje 28-letnia kierowniczka restauracji Carina Mehns. Na jej plecach powstaje złożony motyw roślinny. Każdy z wytatuowanych kwiatów odpowiada jednemu z krajów, w których w przeszłości pracowała: protea symbolizuje RPA, chaber – rodzinne Niemcy, ćmówka – Indonezję, a paproć – Nową Zelandię.
Kanał Discovery przeprowadzał badania dotyczące wzorów na skórze - okazało się, że dla 18% mężczyzn i 9% kobiet najseksowniejszym miejscem na kobiecy tatuaż jest pupa, 16% panów jest pod wrażeniem wzoru na dolnej części pleców. Na trzecim miejscu plasują się piersi.
Profesjonalnie wykonany tatuaż na długo utrzyma piękno, kiedyś jednak może się nieco zmienić. - Żaden tatuażysta na świecie nie jest w stanie zagwarantować, że jego praca będzie wyglądać po 20 latach tak samo jak po zrobieniu.O rozwagę przy decydowaniu się na tatuaż apelują dermatolodzy. Każdy taki zabieg jest naruszeniem ciągłości tkanek. Nie trudno o infekcje bakteryjne i wirusowe. Czasami skóra ma skłonności do nadmiernego bliznowacenia, pojawiają się problemy z gojeniem rany. Zdarzają się także reakcje alergiczne - tusz jest ciałem obcym w skórze.
Pracownicy salonu Woody’ego nie odmawiają klientom, którzy chcą mieć gwiazdki Rihanny czy celtycki krzyż Wayne’a Rooneya. Wolą jednak tatuować osoby dojrzałe, które dokładnie rozważyły swoją decyzję. Taki czas na przemyślenie – nie tylko tego, jaki tatuaż chcemy, ale również czy na pewno go chcemy i dlaczego – z pewnością pozwoli nam uniknąć dodatkowego bólu, z jakim wiąże się laserowe usuwanie rysunku.
Choć to z pozoru oczywiste, wiele osób nie do końca jest świadomych, że wzór wyryty w skórze pozostanie w niej na zawsze. Ostatecznym wyjściem, gdy ktoś bardzo żałuje dawnej decyzji, jest usunięcie go przez lekarza. Do niedawna takie zabiegi wymagały wycięcia fragmentu skóry, później do działania przystąpiły lasery. Granatowe i czarne barwniki są stosunkowo łatwe do usunięcia (choć i po nich często pozostaje lekkie zasinienie), czerwone często w ogóle nie poddają się działaniu lasera. Lasera Q-swich, który emituje krótki impuls, stopniowo rozjaśnia rysunek. Nie można z góry przewidzieć, ile takich naświetlań będzie potrzebnych, z reguły od czterech do dziesięciu zabiegów.
A że naświetlania przeprowadza się raz na dwa miesiące, okazuje się, że usuwanie tatuażu jest dłuższe - a zwykle i droższe - od wykonania go.
Dziś usługa ta jest niemal równie popularna jak samo tatuowanie. Sharon, operatorka laserowej maszyny w studiu Woody’ego, ma pełne ręce roboty. Laser rozbija cząsteczki barwnika znajdujące się pod skórą. Taka kuracja jest długa (do 15 zabiegów po 10-30 minut w odstępie 8-10 tygodni), bolesna (uczucie przypominające nieustanne strzelanie grubą gumką w nagie ciało) i droga (od 30 funtów za zabieg). A najgorsze, że to długotrwałe cierpienie nie gwarantuje całkowitego wymazania tatuażu. W najlepszym razie da się go zredukować na tyle, by na jego miejscu powstał nowy obraz.
Mimo to coraz więcej osób decyduje się na ten zabieg. Około 23 proc. dorosłych Brytyjczyków żałuje zrobionych w przeszłości tatuaży. Jay jest jednym z nich: kiedyś wytatuował sobie imię swojej dziewczyny na bardzo intymnej części ciała, a po rozstaniu musiał je usunąć laserem.
Aby oszczędzić klientom niepotrzebnego bólu, Woody spędza z nimi wiele czasu, omawiając różne warianty. – To są delikatne negocjacje, bardzo psychologiczne zajęcie – zdradza Woody. – Trzeba chronić klienta przed nim samym, ale też siebie przed rozterkami. Klient musi czuć, że ma kontrolę, że to jego pomysł. Ale ja sam też muszę być przekonany, że to, co robię, ma sens – tłumaczy Woody. – Najgorsi tatuażyści to tacy, którzy bezmyślnie wykonują dokładnie to, co sobie zażyczy klient.
Jon Henley Agata Grabau










