Nominowany do nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej w kategorii filmów nieangielskojęzycznych, obraz Agnieszki Holland “In Darkness” pokazywany będzie w Kanadzie od 17 lutego.
Jest to kanadyjsko-polsko-niemiecka koprodukcja, reżyserowana przez Agnieszkę Holland, produkowana przez Kanadyjczyków Erica Jordana i Paula Stephensa oraz napisana przez torontończyka Davida Shamoona. Dystrybucją filmu zajmuje się mająca siedzibę w Toronto firma Mongrel Media.
Film jest adaptacją powieści pt. In The Sewers of Lvov (W kanałach Lwowa) autorstwa Roberta Marshalla, oparto się również na wspomnieniach jednej z bohaterek filmu - Krystyny Chiger, opisanych w książce “Dziewczynka w zielonym sweterku”. Krystyna Chiger (Chyrowska) - urodziła się w 1935 r. we Lwowie, w spolszczonej, zamożnej rodzinie żydowskiej. Razem z rodzicami i bratem ukrywała się w lwowskich kanałach dzięki pomocy polskiego kanalarza Leopolda Sochy. Jej zielony sweterek jest eksponatem w waszyngtońskim Muzeum Holocaustu. Pani Chiger tak wspomina film Agnieszki Holland. - Widziałam go na festiwalu w Toronto. Patrzyłam i cała się trzęsłam. Agnieszka pokazała wszystko tak realistycznie, prawdziwie, czułam się, jakbym wróciła do kanałów. Naprawdę, trudno mi było wysiedzieć w fotelu.
Jest w nowym filmie Agnieszki Holland scena, która wiele zmienia. Rekompensuje nieco chaotyczną narrację i kontrapunktuje przesadną estetyzację okupacyjnego koszmaru. Oto cwany Leopold Socha (Robert Więckiewicz) prowadzi przez lwowskie kanały swojego kompana, inspektora policji z pasją wypełniającego nazistowskie dyrektywy. Policjant korzysta z pomocy pracującego pod ziemią Poldka, gdyż ma nadzieję znaleźć ukrywających się pod ziemią Żydów. Nie wie jednak, że to jego przyjaciel przewodzi korowodowi uchodźców z getta. Na bladej, spoconej twarzy Więckiewicza maluje się przedziwna mieszanina strachu, osłabienia, zwątpienia i goryczy. Każdy krok wydaje się wysiłkiem ponad ludzką miarę, a jednak zbliża go do decyzji, od której zależą losy bohaterów - Żydów niespecjalnie przez Sochę lubianych i – co najgorsze – niezbyt majętnych.
Podobnej ambiwalencji jest w filmie więcej, bo choć Holland prowadzi historię w zgodzie z wyznacznikami hollywoodzkiego kanonu, opiera się pokusie odlania Sochy w brązie. Jego przemiana z interesownego szabrownika, który za słoną zapłatę postanawia ukryć Żydów w swoim “królestwie”, w narażającego własne życie altruistę, odbywa się bez wielkich deklaracji i monumentalnych scen-symboli. Rozgrywa się gdzieś na marginesie, ukryta jest w łatwych do przeoczenia gestach, kilku niezdarnych ruchach i nieoczekiwanych uśmiechach Więckiewicza. W sytuacjach, które wymagają od Sochy podjęcia błyskawicznej decyzji. Nie ma tu wielkiej opowieści o tym, jak hartuje się stal, Poldek nie “dojrzewa” do bohaterstwa, lecz podąża za intuicją. Dokąd wiedzie ta ścieżka, wiemy już ze wspomnień Krystyny Chiger, “Dziewczynki w zielonym sweterku”, którą bohater wyprowadził z kanału. Napisał w swej recdenzji na stronie Filmweb krytyk Michał Walkiewicz.
Rozpowszechnianie filmu w Ameryce rozpoczyna się 17 lutego, ale film był już tu pokazywany na kilku prominentnych festiwalach. Swoją światową premierę miał
podczas Toronto International Film Festival. Dzięki temu w sieci można już natknąć się na szereg recenzji krytyków filmowych, a także na wypowiedzi widzów.
Niezależnie od tego jak emocjonalnie odbierają ten film, niemal wszyscy chwalą go za unikatowe wręcz zdjęcia, scenografię, odkrywcze oświetlenie, a przede wszystkim za kreacje stworzone przez aktorów. Bez wyjątku zauważają niezwykłą rolę Roberta Więckiewicza. To był bardzo trudny film do zrealizowania zarówno dla aktorów jak i dla ekipy filmowej. Kręcono w systemie kanałów w Łodzi, które są równie stare jak we Lwowie. Z tą różnicą, że w oryginale, to znaczy przez podziemny Lwów przepływała cała rzeka. Ukryta pod miastem Płetew. Było nieco łatwiej, bo była to bieżąca woda, brudna, cuchnąca, ale usuwająca pewne zagrożenia, z drugiej strony grożąca niemal potopem w chwilach gwałtownych opadów.
Czternaście miesięcy w kanałach to rzecz niewyobrażalna dla przypadkowego widza. Ekipa dotknęła tego osobiście i starała się oddać tę niewyobrażalną atmosferę. To kolejna zaleta filmu.
Obraz Holokaustu w kinie zarówno polskim, jak i światowym, obrósł w czarno-białe stereotypy, z których trudno się kolejnym twórcom mierzącym się z tym tematem wyzwolić. Zwłaszcza z portretowaniem Żydów jako jednoznacznie szlachetnych, budzących jedynie litość, ofiar bezwolnie poddających się przemocy.
Agnieszka Holland i scenarzysta David F. Shamoon zróżnicowali ukrywanych przez Sochę mieszkańców getta. Są wśród nich dobrzy i źli, pesymiści i optymiści, altruiści i ludzie podli. Nawet w koszmarnych warunkach potrafią zdradzać, ale i kochać, ulegać namiętnościom.
Panujące wokół nich ciemności przegrywają z jasnością i naturalną chęcią przeżycia. Polsko-niemiecka ekipa aktorska doskonale wywiązała się z postawionych przed nią zadań: są wiarygodni, a to znaczy bardzo wiele.
Największe wyzwanie postawiła reżyserka przed Robertem Więckiewiczem, a on sprawił się znakomicie. Począwszy od lwowskiego bałaku, który zdaje się jego językiem rodzimym, po powolną, pełną wewnętrznych zahamowań, trudną do zracjonalizowania, ale psychologicznie wiarygodną przemianę bohatera. Jego Socha „swoim” Żydom będzie pomagał także wtedy, kiedy nie będą mieli czym mu płacić. Nikt się o tym jednak nie może dowiedzieć, bo mógłby zostać uznany za frajera. A to dla lwowskiego batiara największy despekt.
„W ciemności” – film o cienkiej granicy między dobrem a złem – to dzieło klaustrofobiczne, silnie oddziałujące na emocje i wymagające od widza nadzwyczajnego wysiłku - napisał w Rzeczpospolitej Marek Sadowski.
Mamy do czynienia z kolejnym filmem o Holokauście, wydaje się, że jest to już osobny gatunek filmowy. Nie mniej jednak film Agnieszki Holland wyskakuje z kolein stereotypów, więcej w tym filmie jest o ludzkiej duszy i sumieniu, dyscyplinie wewnętrznej i słabościach niż o heroizmie i podłości. Warto się wybrać do kina by zobaczyć jednego z kandydatów do Oscara i by trzymać za niego zaciśnięte kciuki podczas gali Akademii
opr. Cek
Socha uczczony w muzeum Holokaustu
Przypadki rządzą światem, to przysłowie sprawdza się często. Tak też było w przypadku naszego redakcyjnego kolegi Roberta, podczas jego ostatniej wycieczki do Izraela.
Podczas zwiedzania muzeum Holokaustu - Yad Vashem, postanowił, mimo oficjalnego braku zgody, zrobić kilka pamiątkowych fotografii aparatem telefonicznym. Co sprawiło, że wybrał akurat ten fragment ekspozycji, nie wie do dziś. Faktem jest - że nic nie wiedząc o realizacji filmu Agnieszki Holland “In Darkness”, ani rzecz jasna o przyszłej nominacji do Oscara - zrobił zdjęcia planszom mówiącym o tym właśnie epizodzie. Plansze prezentują epopeję ukrywającej się w lwowskich kanałach rodziny Chigerów i ich towarzyszy. Po powrocie do Toronto przejrzeliśmy zdjęcia pod kątem ilustracji publikowanego właśnie cyklu “Wrażenia z Izraela” (str 18) i doznaliśmy olśnienia.















