Jeszcze nigdy studia fitnessu nie cieszyły się tak wielką popularnością, jak obecnie.
Kolejne samochody zatrzymują się na parkingu położonym na tyłach marketu budowlanego i sklepu meblowego, niedaleko zjazdu z autostrady. Kierowcy wyjmują z bagażników torby sportowe. W środku znajdują się adidasy, spodenki kapielowe, ręcznik, butelka z wodą, strój sportowy i - co najważniejsze - transponder. Plastikowy identyfikator wielkości zapalniczki pełni rolę elektronicznego klucza do wielkiego świata klubów fitnessu i siłowni.
Moda na aktywny styl życia i trening w klubach fitnessu stały się potężną gałęzią rynkową. (…) Z ostatnich badań wynika, że w Niemczech istnieje około 6 tys. klubów fitnessu zrzeszających ponad siedem milionów członków. Nawet prężny sektor klubów piłkarskich nie może poszczycić się tak ogromną liczbą zrzeszonych sympatyków. Interes na modelowaniu ciała i ducha ma obiecujące perspektywy rozwoju: siłownie w Stanach Zjednoczonych i w niektórych krajach europejskich, jak choćby w Hiszpanii, czy w Holandii odnotowują dwucyfrowy odsetek stałych bywalców. (…)
Fitness znaczy dostosowanie
Początki fitnessu łączyć należy z wynalezieniem i rozpowszechnieniem podstawowej formy gimnastyki rekreacyjnej jaką był aerobik. Kolebką aerobiku są Stany Zjednoczone. Za wynalazcę tej formy ćwiczeń uznawany jest dr Kenneth Cooper, który w latach 70. był lekarzem w Narodowej Agencji Aeronautyki USA (NASA). Opracowywał on programy kondycyjne dla amerykańskich kosmonautów. Przeprowadził liczne badania na wielu tysiącach osób, które pozwoliły mu na stworzenie założeń aerobiku.
Cechą charakterystyczną ćwiczeń “aerobowych” (czyli tlenowych) było to, że układ krążenia i oddychania ćwiczącego pracował w ten sposób, aby organizm mógł w trakcie ćwiczeń pobierać dostatecznie dużo tlenu i unikać okresów niedotlenienia.
O ile autorem metody ćwiczeń noszących wspólną nazwę “aerobik” był wspomniany Cooper, o tyle symbolem ćwiczeń gimnastycznych, wykonywanych w rytm muzyki była jego rodaczka, popularna niegdyś aktorka Jane Fonda.
Zaczęło się w 1979 roku od nieszczęśliwego przypadku. W trakcie kręcenia filmu pt. “Chiński syndrom” aktorka złamała nogę. Tymczasem już za dwa miesiące rozpoczynała pracę przy następnym filmie. Czasu na rehabilitację pozostało więc niewiele. Wtedy właśnie po raz pierwszy znalazła się w klubie, gdzie prowadzono zajęcia gimnastyczne dla kobiet. O tyle była to niezwykła gimnastyka, że prowadzono ją w bardzo szybkim tempie w rytm muzyki dyskotekowej. Fonda wspomina, że po trzech pierwszych zajęciach miała kłopoty z chodzeniem po schodach. Po tygodniu była już zachwycona tą formą rekreacji i, co najważniejsze, w pełni sprawna stanęła przed kamerą filmową.
Oczarowana aerobikiem otworzyła swój fitness klub - FONDA’S STUDIO w Los Angeles. Występując w telewizji, wydając książki i kasety wideo spowodowała, że o ćwiczeniach aerobowych dowiedziały się miliony ludzi. Prekursorką aerobiku w Europie była Sydney Rome, była gwiazda hollywoodzka, modelka magazynu “Playboy”.
Wraz z upływem czasu ilość oraz oferta fitness klubów powiększała się. Równolegle z zajęciami przy muzyce oferowano siłownię jako alternatywę ćwiczeń dla mężczyzn, gabinety masażu, sauny suche i parowe oraz różnego rodzaju usługi dodatkowe, takie jak: zakłady fryzjerskie, kawiarnie itp.
Współczesny człowiek żyje w ciągłym napięciu i stresie. Większość życia spędza w źle wentylowanych biurach, siedząc zgarbiony przed ekranem komputera, zajęty wykonywaniem enigmatycznych poleceń przełożonych. Taka praca obciąża kręgosłup, serce i duszę, ponieważ człowiek dobrze zdaje sobie sprawę, że jest nic nie znaczącym trybikiem w wielkiej machinie korporacyjnej. Dlatego pilnie potrzebuje wiernego przyjaciela, który podpowie mu, jak przywrócić formę pulchnemu osobnikowi, którego odbicie widzi rano w lustrze po wstaniu z łóżka. Takim oddanym druhem jest właśnie transponder.
- Dla naszych klientów transponder jest kartą wstępu, środkiem płatniczym i planem treningowym w jednym - wyjaśnia Michael Pribil, 38-letni właściciel sieci klubów fitnessu Body + Soul liczącej 30 tys. członków. Pan Pribil biegał w młodości do siłowni Stefan Sport Center i tam odkrył zamiłowanie do sztangi i ekspandera. Teraz sam został właścicielem niezliczonej liczby transponderów, atlasów treningowych, szerokiej oferty zajęć, kabin prysznicowych i pracodawcą 630 pracowników. - Przychodzę tu w każdą niedzielę - przyznaje 25-letni Achim, konsultant do spraw organizacji i zarządzania. - Fitness jest dobrą odskocznią od pracy, bo całe dnie spędzam w salach konferencyjnych albo w samolotach. Poza tym nie lubię trenować w samotności - dodaje. (…)
Dążenie człowieka do ćwiczenia mięśni na specjalistycznym sprzęcie w zamkniętych pomieszczeniach nie jest bynajmniej wymysłem współczesności. Przed 140 laty szwedzki lekarz Gustav Zander zaprezentował pierwsze aparaty i urządzenia medyczno-mechaniczne do przyrządowej gimnastyki leczniczej, tzw. mechanoterapii. Nawet dzisiaj duże wrażenie robi aparat Zandera F2 symulujący jazdę konną. Sto osiemdziesiąt wstrząsów na minutę skutecznie wzmacnia napięcie mięśni szkieletowych tułowia i poprawia pracę układu pokarmowego. Przed wybuchem I wojny światowej w Niemczech działało 79 Instytutów Zandera odwiedzanych przez 100 tys. pacjentów rocznie. Obok urządzeń Zandera dużą popularnością cieszył się duński atleta Jens P. Müller, autor rozchwytywanych zeszytów z ćwiczeniami (”Wystarczy tylko kwadrans”). To dzięki zawartym w nich wskazówkom Franz Kafka skutecznie wzmocnił wątłe mięśnie łydek i ud.
Za prekursora nowoczesnej kulturystyki uważa się Friedricha Wilhelma Müllera z Królewca znanego lepiej pod pseudonimem Eugen Sandow. Syn handlarza warzyw zaczął karierę od występów w zapasach cyrkowych i eksponowaniu imponującej muskulatury na deskach wodewilu. W wydanej w 1905 roku książce “Bodybuilding or Man in the Making” propagował trening siłowy i piękną sylwetkę jako główny cel życia. Dwadzieścia lat później zmarł w wyniku wylewu krwii do mózgu podczas próby pchania samochodu, choć bardziej prawdopodobne wydaje się, że pierwszego współczesnego siłacza pokonał syfilis. Sandow otworzył w Londynie pierwsze “Studio kultury fizycznej”, które w szybkim czasie rozrosło się do wielu oddziałów. Sandow był osobistym trenerem króla Jerzego V i opracował wiele stacjonanrnych urządzeń do ćwiczeń siłowych. Statuetka z jego sylwetką jest wręczana zwycięzcy najbardziej prestiżowych zawodów kulturystycznych na świecie Mr. Olympia organizowanych przez Międzynarodową Federację Kulturystyki.
Branża fitnessu unika jak ognia określenia “kulturystyka”. Zupełnie niesłusznie, uważa 68-letni Erich Janner weteran niemieckiej kulturystyki. - Przecież termin “rzeźbienie sylwetki” zarówno dawniej, jaki i obecnie oznacza system ćwiczeń służących wykształceniu masy mięśniowej - przekonuje. Janner wspólnie z Arnoldem Schwarzeneggerem i innymi fanami sportów siłowych założyli w 1966 roku Niemiecki Związek Kulturystyki zafascynowani amerykańskim filmem “Herkules” z legendarnym kulturystą Steve Reevesem. W połowie lat pięćdziesiątych Harry Gelbfarb, Amerykanin z niemieckimi korzeniami otworzył w Niemczech pierwsze studio fitnessu. Początkowo Niemcy nie chcieli mieć nic wspólnego z “kultem zdrowego ciała” gloryfikowanym przez nazistów. W faszystowskich Niemczech dbałość o sylwetkę rozpropagował nauczyciel gimnastyki i nudysta Hans Surén w książce “Człowiek i słońce”. Ostatecznie NSDAP wykluczyła kulturystę ze swoich szeregów z powodu onanizowania się w miejscach publicznych. Do 1945 roku Hans Surén mógł biegać wyłącznie na dziedzińcu więziennym.
Przy Isabellastraße w Monachium wyblakła tabliczka “Fitness-Center Smolana” opowiada o czasach powojennych, gdy w Niemczech rzeźbienie sylwetki odbywało się w ciemnych, przesiąkniętych stęchlizną podwórkach-studniach. Wtedy na przyrządach ćwiczyli głównie mężczyźni i nikt nie myślał o tym, że kiedyś siłownie będą otwarte od szóstej rano do dwudziestej trzeciej wieczorem. Lakiernik samochodowy Klaus Beer dobrze pamięta charakterystyczne skrzypienie dochodzące z siłowni Smolany, w której w latach sześćdziesiątych regularnie trenował Arnold Schwarzenegger zanim nie przeszedł do studia w pobliżu dworca głównego w Monachium. Wkrótce skromna siłownia przy Schillerstraße nie wytrzymała konkurencji, przyciągającej klientów nowoczesnymi ergometrami i trenażerami eliptycznymi. Obecnie w tym miejscu znajduje się hotel “Brunnenhof”. Właściciel Florian Voigt opowiada, że niektórzy amerykańscy turyści specjalnie zatrzymują się w hotelu podążając śladami Terminatora. Hotelarz stwierdza z uśmiechem, że w dowód wdzięczności powinien ufundować tablicę pamiątkową byłemu gubernatorowi stanu Kalifornia.
Od kiedy Schwarzenegger spopularyzował kulturystykę branżę fitnessu ogarnął szczególnego rodzaju wyścig. Już nie wystarczy wyposażyć studio w ciężary i nowoczesne urządzenia treningowe. Współczesne studia oferują wygodne kanapy, gabinety odnowy biologicznej, kursy jogi, indywidualny podkład muzyczny oraz opiekę nad dziećmi. Sprzęt siłowy jest coraz większy i bardziej wyrafinowany. Kto odwiedzi największy klub fitnessu w monachijskiej dzielnicy Brunnthal i podłaczy transponder do bieżni treningowej, ergometru lub steppera na ekranie wyświetli się jego nazwisko, a urządzenie automatycznie dostosuje się do indywidualnych potrzeb klienta: może na przykład pragnie położyć nacisk na rozbudowę masy mięśniowej ud? A może zależy mu na zmniejszeniu objętość pośladków? Nie ma najmniejszego problemu.
Po uruchomieniu bieżni treningowej na ekranie pojawia się krótki film instruktażowy, aby początkujący adept fitnessu uniknął kardynalnych błędów. (…) Później może ćwiczyć metodą body art, zwiększyć elastyczność mięśni techniką stretch pur bodystyling, pójść na kurs hatha jogi, jogi kundalini albo capoeiry. Czy rzeczywiście studia fitnessu muszą oferować tak szeroką i wyrafinowaną gamę ćwiczeń? - Cóż, w życiu także mamy wybór między zwykłą kiełbaską z grilla, a drogą restuaracją - stwierdza Michael Pribl, właściciel sieci klubów fitnessu Body + Soul. Jego salony oferują sześć rodzajów sauny, indywidualny program mulitimedialny, 125 różnych zajęć tygodniowo i z całą pewnością plasują się w sektorze z najwyższej półki. Michael Pribl jest najlepszą reklamą własnego biznesu: pod czarną koszulką wyraźnie zarysowują się imponujące mięśnie klatki piersiowej.
Kiedy w latach osiemdziesiątych Jane Fonda skakała na ekranie telewizora w różowym kostiumie prezentując ćwiczenia z aerobiku nikomu nie przyszło do głowy, że fitness może stać się lukratywnym modelem kariery zawodowej. - W Anzing, gdzie spędziłem dzieciństwo największym poważaniem cieszył się zawód piekarza, rzeźnika albo mechanika samochodowego - wspomina 41-letni Martin Seiz, szef studio Leo`s istniejącego w Monachium od 24 lat. - Decyzja o zostaniu trenerem fitnessu nie spotkała się z uznaniem ze strony otoczenia i potraktowano ją raczej jako wyjście awaryjne niż świadomy wybór - dodaje. Dzisiaj Seiz zatrudnia stu pracowników, a w jego klubach trenuje 3 tysiące posiadaczy rocznych karnetów. Sieć cieszy się ogromnym powodzeniem, choć nie ma ani basenu ani ściany wspinaczkowej. W segmencie ekskluzywnych klubów fitnessu tak skromna oferta zakrawa niemalże na obrazę.
Obecnie klienci oczekują od klubów fitnessu przede wszystkim przystępnych cen. Nie przeszkadzają im ciemne pomieszczenia, czy ciasno rozstawione przyrządy. Widać to po popularności, jaką cieszy się tania sieć McFit. Liczy 975 tys. członków, a motto firmy brzmi “Po prostu dobry wygląd”. Ponadto zajęcia muszą być skuteczne i produktywne, bo współczesny człowiek jest zapracowany, a czas stał się towarem deficytowym. Na ten aspekt treningu kładzie nacisk sieć Body Street promując “wyjątkową efektywność oferowanych ćwiczeń”. (…)
32-letnia Sophia preferuje tradycyjne kluby fitnessu w celu podwyższenia poziomu endorfin. Blondynka z branży turystycznej ćwiczy trzy razy w tygodniu, ponieważ dobrze zdaje sobie sprawę, jak ogromne znaczenie w jej zawodzie ma atrakcyjny wygląd. Niedawno w zakładzie fotograficznym zrobiła sobie zdjęcia do CV z retuszem cyfrowym. Być może to nowy pomysł dla potencjalnych konkurentów w branży fitnessu.
- Dzięki danym zapisanym w transponderze dysponujemy bardzo dokładnymi informacjami, z jakich urządzeń i kiedy korzystają poszczególne grupy klientów - wyjaśnia Michael Pribl z monachijskiej dzielnicy Brunnthal. - Wiemy na przykład, że panie preferują zaciszne kąciki, natomiast panowie częściej ćwiczą na urządzeniach ustawionych w centralnych miejscach klubu - opowiada. A co z klientami, którzy uciszają wyrzuty sumienia wykupując roczny abonament, ale nigdy nie robią z niego użytku? - Jeżeli z informacji zapisanych na transponderze wynika, że jeden z naszych gości ma dłuższą przerwę w ćwiczeniach po prostu do niego dzwonimy - stwierdza Michael Pribl. - Nie jesteśmy jakąś sektą, lecz społecznością ludzi, dla której fitness to nie tylko ruch, ale filozofia życiowa – podkreśla na zakończenie przedstawiciel branży, która za wszelką cenę pragnie na nowo zdefiniować naturalną potrzebę wysiłku fizycznego.
Martin Zips













