Zawsze służyła nam jako środek do zaspokojenia pragnienia i podtrzymywania funkcji życiowych, Z biegiem czasu jej zastosowanie przybierało coraz to nowe formy, co łączyło się z szerszym wykorzystaniem zasobów wody.
Osiedla i miasta człowiek najchętniej zakładał nad rzekami, które stanowiły naturalne źródło zaopatrzenia w wodę i służyły jako szlaki komunikacyjne. Zarówno w przeszłości jak i dziś drogi wodne mają olbrzymie znaczenie, gdyż żegluga nadal pozostaje najtańszym środkiem transportu. Woda to jednocześnie energia wód płynących i źródeł geotermalnych. Jej zastosowanie w procesach produkcji przemysłowej jest tak szerokie, ze trudno sobie wyobrazić jakąkolwiek dziedzinę bez udziału wody. Nie wyobrażamy sobie życia bez wody i codziennie używamy jej znacznie więcej niż nasi przodkowie. Średnie zużycie wody w europejskim domu można przedstawić w sposób następujący:
do picia i gotowania 3-6 litrów
pielęgnacja ciała 10-20 litrów
kąpiele i natryski 20-40 litrów
mycie naczyń 4-6 litrów
pranie bielizny 20-40 litrów
spłukiwanie toalety 20-40 litrów
Zużycie wody jest oczywiście zależne od wielu czynników. Obecnie z niewielkiej ilości wody słodkiej występującej jako zasoby odnawialne - 0,1 % zasobów wodnych świata - wykorzystujemy połowę. Biorąc jednak pod uwagę jej nierównomierne rozmieszczenie, które nie zawsze pokrywa się z zapotrzebowaniem, już dziś problem braku wody nie jest obcy co szóstemu mieszkańcowi Ziemi. Niemal co trzeci człowiek nie ma możliwości korzystania z odpowiednich urządzeń sanitarnych. Problem braku wody dotyka najczęściej najbiedniejsze państwa świata, których nie stać na pozyskiwanie wody z trudno dostępnych źródeł lub z procesu wtórnego odzyskiwania.
Bezbarwna ciecz (w grubych warstwach zielono-niebieska), bez smaku i zapachu, jako jedyny związek na Ziemi zwiększa swoją objętość w trakcie zamarzania. Ta właściwość spowodowała, że w wodzie rozwinęło się i przetrwało życie. Jej zbiorniki nigdy nie zamarzają do dna, ponieważ największą gęstość osiąga w temperaturze 4°C, a zamarza przy 0°C. To właśnie woda posłużyła Celsjuszowi znaczenia skali temperatury w oparciu o jej momenty zmiany stanu skupienia. Woda jest doskonałym rozpuszczalnikiem wielu substancji, stanowi jeden z podstawowych składników wszystkich żywych organizmów (50-99% ich masy)- spełniając wiele funkcji:
• reguluje temperaturę ciała
• przenosi substancje odżywcze
• nawilża wdychane powietrze
• chroni i amortyzuje ważne dla życia narządy
• umożliwia przemianę pożywienia w energię
• umożliwia przyswajanie substancji odżywczych
• usuwa zbędne produkty przemiany materii
• amortyzuje stawy
Utrata kilku procent wody powoduje uczucie zmęczenia, ból i zawroty głowy, i osiągnie poziom 20-25% oznacza śmierć dla organizmu. W przypadku człowieka to nastąpić po kilku lub kilkunastu dniach braku dostępu do wody. Bez jedzenia jesteśmy w stanie się obyć przez dwa do trzech tygodni.Nasza planeta widziana z kosmosu nie bez przyczyny zwana jest błękitną - woda zajmuje bowiem 71 % jej powierzchni, co w połączeniu ze zjawiskami atmosferycznymi daje przewagę koloru niebieskiego. Tak wielka masa oraz cały szereg zjawisk zachodzących w oceanie światowym, duża wartość ciepła właściwego i znaczne ciepło parowania oraz specyficzna zależność gęstości od temperatury, sprawiają, że amplitudy temperatur w środowisku wodnym są mniejsze niż na lądzie, łagodząc klimat przyległych kontynentów. Również rozkład prądów morskich i ich cyrkulacja regulują pogodę całej naszej planety.
Najgorzej zaopatrzona w wodę jest Afryka, gdzie ponad jedna trzecia ludności nie ma dostępu do wody pitnej, zważywszy, że jest to kontynent o największym przyroście naturalnym, problem ten będzie narastał i poniekąd staje się kwestią kluczową dla Czarnego Lądu. Wykorzystywanie zasobów wód podziemnych nie może rozwiązać tego problemu na długo, ponieważ już dziś pozyskiwane są tam wody z deszczu, który spadł w epoce lodowcowej.
Najgorsze warunki sanitarne występują w Azji, którą zamieszkuje połowa ludności Ziemi. Co piąty mieszkaniec tego kontynentu nie ma dostępu do wody pitnej, a ponad połowa do urządzeń sanitarnych i kanalizacji. Mimo znacznych zasobów i podejmowanych prób budowy wielkich zbiorników na rzekach, nie udaje się rozwiązać kwestii dostatecznej ilości tego bezcennego związku tlenu i wodoru. Nadmierna eksploatacja wód powierzchniowych ogranicza jej ilość w ujściach rzek, a ingerencja człowieka w środowisko naturalne, próby jego ujarzmienia przynoszą często niespodziewane i niepożądane efekty.
Kto pije dużo wody?
Największym odbiorcą wody na świecie jest rolnictwo, które zużywa 67 % wody wykorzystywanej przez człowieka. Ponad połowa tej wody jest utracona w wyniku parowania oraz niepożądanego odpływu do wód powierzchniowych i gruntowych, co nie stanowiłoby problemu, gdyby nie używanie nawozów i środków do ochrony roślin, które powodują zanieczyszczenie. Poprawa wydajności procesów agrotechnicznych to jedno z podstawowych wyzwań stojących przed rolnictwem światowym. Zmiana sposobu nawadniania może dać oszczędność rzędu od 30% do 70%.
Fakty są zatrważające
Zarówno jakość wody, jak i jej ilość i dostępność staje się niezwykle istotna. ONZ przewiduje, że do 2050 roku około 25% ludności świata może doświadczyć permanentnego lub okresowego braku świeżej wody, zdatnej do picia. Każdy powinien mieć dostęp do 20-50 l czystej wody dziennie. Ludzie z krajów rozwiniętych zużywają średnio 10 razy więcej wody niż ludność krajów rozwijających się.
POLSKA należy do najuboższych w Europie w zasoby wody, jednak Polska nie jest jeszcze zagrożona brakiem wody, należy jednak podejmować intensywne działania na rzecz poprawy bilansu wodnego i jego struktury, głównie na obszarach rolniczych. Problem tkwi w tym, że parametry jakościowe wody pozostawiają wiele do życzenia. W ponad 2/3 kontrolowanych miast jakość wody wodociągowej oraz wody z ogólnodostępnych zaworów studni publicznych nie odpowiadała kryteriom wody do picia określonych w obowiązującym rozporządzeniu. Tylko 28% kontrolowanych ujęć wód podziemnych wykazała I klasę czystości, a 65% skontrolowanych ujęć miało wodę klasy III lub pozaklasową.
Słodka woda staje się coraz bardziej pożądanym towarem. Jej masowym eksportem zajęli się już Norwegowie i Kanadyjczycy. Gdy nadejdzie kryzys to oni zaczną zarabiać „hydrodolary.”
Według danych serwisu Waterbank z 2001 r. aż 20 procent wszystkich zasobów wody pitnej ulokowanych jest w Kanadzie. Za to w przeliczeniu na jednego mieszkańca najwięcej tej przezroczystej cieczy występuje w Gujanie Francuskiej (w tys. 812,121 m³), na Islandii (609,319 m³), Gujanie (316,698 m³), Surinamie (292,566 m³) – donosi ONZ-owski Raport o Gospodarce Wodnej na Świecie z 2003 r.
Obecnie 1/6 ludności świata (1.1 mld) nie ma dostępu do czystej wody, 2/5 (2.4 mld) nie ma dostępu do odpowiedniego systemu kanalizacji.
Pomimo, że znaczna część populacji uzyskała dostęp do wody, postępujący proces urbanizacji oraz tempo przyrostu naturalnego przyczyniły się do zwiększenia skali problemu. Liczba mieszkańców miast pozbawionych dostępu do czystej wody zwiększyła się o ponad 60 milionów.
Wraz z wzrostem populacji w miastach głównie w Afryce, Azji, Ameryce Łacińskiej i Karaibach dramatycznie wzrasta zapotrzebowanie na usługi komunalne. Usługi dostępne w obszarach wiejskich pozostają daleko w tyle za usługami miejskimi pod względem jakości. W skali światowej, dostęp do kanalizacji w obszarach wiejskich jest o połowę mniejszy niż w miastach. ONZ postawiła sobie za cel zmniejszenie o 50% do roku 2015 liczby ludności pozbawionej dostępu do kanalizacji. Aby osiągnąć ten cel w ciągu najbliższej dekady, 1.5 mld ludzi będzie musiało uzyskać dostęp do czystej wody, a 2.2 mld dostęp do kanalizacji. ONZ szacuje, że koszt zapewnienia dostępu do wody i kanalizacji waha się pomiędzy 20-55 mld dolarów rocznie. Nawet jeżeli uda się to osiągnąć nadal 500 mln ludzi na świecie nie będzie miało dostępu do wody. Aby dostęp stał się powszechny do roku 2025, 3 mld osób będą musiały uzyskać dostęp do wody, a 4 mld do kanalizacji. Koszt dostępu do wody to kolejna przeszkoda, zwłaszcza gdy woda jest kupowana na litry od sprzedawców. Z kolei, gospodarstwa domowe podłączone do wodociągów mają problemy z zapłaceniem rosnących rachunków za wodę
Brak kanalizacji może doprowadzić do zanieczyszczenia wody pitnej. Dostęp do kanalizacji jest często uważany za mniej pilny problem. Kanalizacja jest równie ważna, zwłaszcza w rejonach wiejskich.
Europa nie doświadcza permanentnego braku wody. Podejmowane działania zmierzają do ochrony różnego rodzaju źródeł wody, zapobiegania pogarszaniu się ekosystemów wodnych, propagowaniu zrównoważonego korzystania z wody opartego na długoterminowej ochronie dostępnych zasobów wodnych, ochrony i poprawy środowiska naturalnego poprzez ograniczanie zrzutów, i emisji substancji niebezpiecznych, w tym trwałych zanieczyszczeń organicznych, ograniczania zanieczyszczenia wód podziemnych, dążenie do zmniejszaniu skutków powodzi i suszy.
Europejczyk zużywa dziennie 150 litrów wody. Somalijczykowi musi wystarczyć 10 litrów. To będzie powód nowej wędrówki ludów, która ruszy w XXI w. z Afryki na północ.
Wysychające pola uprawne, plaga szarańczy, pożary wypalające cale połacie lasów, kolejki do cystern z wodą i wszędobylski kurz. To nie opis klęski żywiołowej w Afryce, lecz nasza, europejska rzeczywistość. Sahara już przekroczyła Gibraltar. W ciągu najbliższych 50 lat jedna trzecia Hiszpanii może się zamienić w pustynie - alarmuje Europejska Agencja Środowiska.
- W ciągu najbliższych 30 lat musimy być przygotowani na pojawienie się konfliktów, których zarzewiem będzie brak wody - ostrzegał dwa tygodnie temu w Londynie John Reid, brytyjski minister obrony. Właśnie niedostatek wody, obok terroryzmu, wymienił jako największe zagrożenia dla bezpieczeństwa.
Słodkiej wody na kuli ziemskiej nie przybywa, aż roku n a rok zwiększa się liczba spragnionych i zgłodniałych, szczególnie w biednych krajach Afryki czy Azji. Według danych Organizacji Narodów Zjednoczonych, w ciągu kolejnych dwóch dekad zasoby słodkiej wody zdatnej do picia przypadające na jednego mieszkańca Ziemi skurczą się o jedną trzecią. To pociągnie za sobą wzrost cen żywności (rolnictwo pochłania 75 proc. zużywanej na świecie słodkiej wody) i zaostrzenie konkurencji o dostęp do życiodajnego płynu. Dlatego coraz więcej ekspertów uważa, że tak jak XX w. był stuleciem rywalizacji o ropę, tak w najbliższych dziesięcioleciach świat pogrąży się w konfliktach o wodę.
Takie swary nie są czymś niezwykłym w dziejach ludzkości - pojawiły się, gdy tylko ludzie osiedlili się i zaczęli uprawiać ziemię. Przypomina o tym nawet etymologia. Słowo „rywal” pochodzi od łacińskiego „rivalis”, które oznacza kogoś, kto korzysta z tego samego źródła wody. Ale w czasach rzymskich o wodę konkurowało ok. 150 mln ludzi. Dziś jest nas 6,5 mld, a za 15 lat będzie już 8 mld. W dodatku zwiększa się nie tylko liczba ludności, ale też liczba państw (np. poprzez rozpad ZSRR czy Jugosławii), które muszą zapewniać sobie na własną rękę dostęp do wody. Dziś na świecie są 263 systemy rzeczne, położone w co najmniej dwóch państwach (w 1978 r. było ich tylko 214). W dorzeczu Dunaju jest aż 17 państw, a w dorzeczu najdłuższej rzeki świata, Nilu, dziesięć. - Konflikty stają się więc coraz bardziej prawdopodobne i musimy czym prędzej nauczyć sieje dyplomatycznie rozwiązywać - mówi Peter Gleick z Instytutu Pacyfiku w Oakland w Kalifornii. W 2004 r. na granicy między Etiopią a Somalią w walkach o dostęp do ujęć wody zginęło 50 osób. Rząd Egiptu już na początku lat 90. zapowiedział, że swoich interesów nad Nilem „będzie bronił zbrojnie, jeśli zajdzie taka potrzeba”. - W Afryce brak wody oznacza głód, bo inaczej niż w Europie, gdzie polegamy głównie na deszczach, wszelkie uprawy trzeba tam sztucznie nawadniać - mówi profesor Jan Lundqvist, znany szwedzki ekspert w kwestiach zarządzania zasobami wody.
O tym, że hydrologiczne spory trzeba traktować poważnie, najdobitniej świadczy przykład Bliskiego Wschodu, gdzie z zasobów rzeki Jordan chce korzystać zarówno Izrael, Jordania, jak i Palestyńczycy. Naukowcy z Oregon State University wyliczyli, że wciągu ostatnich 50 lat w tym regionie spór o wodę wywołał co najmniej 30 konfliktów.
Nabijanie ludzi w butelkę
W drogim Londynie, płacąc jedynie 1,88 funta rocznie, możesz zapewnić sobie dziennie osiem szklanek wody pitnej z kranu - tyle, ile potrzebuje twój organizm.
Władze Londynu bowiem co roku wydają 70 mln dol. na modernizację miejskiego systemu wodociągowego. Ale większość londyńczyków, tak jak warszawiaków, wciąż woli kupować wodę w plastikowych butelkach. Na ten cel wydają co roku nawet ponad dwa tysiące funtów.
Wielcy wytwórcy napojów chłodzących przez lata nauczyli nas reklamami, że woda z butelki jest czystsza, zdrowsza i skuteczniej gasi pragnienie od zwykłej kranówki. Jednak w czasach gospodarczej recesji oraz walki z globalnym ociepleniem wytwarzanie miliardów opakowań na pitne H2O, butelkowanie wody i przewożenie jej z jednej części świata do drugiej wydaje się totalnym marnotrawstwem energii, zatruwaniem środowiska i bezczelnym wyciąganiem pieniędzy z naszych kieszeni.
“Konsumenci na świecie mogliby co roku zaoszczędzić nawet około 100 mld dol., gdyby ktoś ich wreszcie przekonał, że butelkowana woda sprzedawana w sklepach wcale nie różni się wielce od tej, która płynie z kranów w ich mieszkaniach”- twierdzi w swym raporcie Earth Policy Institute (EPI), amerykańska instytucja zajmująca się problemami środowiska naturalnego. Tylko za część tej sumy każdy mieszkaniec ziemi miałby nieskrępowany dostęp do wody z kranu.
- Butelkowana woda nie jest żadną odpowiedzią dla krajów rozwijających się. Nie rozwiąże problemów 1,1 mld ludzi, którzy nie mają dostępu do bezpiecznych źródeł wody - mówi Emily Arnold, jedna z badaczek z EPI. Butelkowanie wody jeszcze dwa lata temu było jednym z lepiej rozwijających się branż biznesowych na świecie. Z raportu EPI wynika, że w 2004 r. konsumpcja wody w butelkach wyniosła 154 mld l. O 57 proc. więcej niż pięć lat wcześniej. Można założyć, że do 2010 r. ilość wypijanej przez ludność świata wody konfekcjonowanej jeszcze wzrośnie.
Arnold twierdzi, że w wielu rejonach świata, gdzie z kranów płynie zupełnie dobra woda, wzrost produkcji tej butelkowanej to zwykłe marnotrawstwo. Bo wydatkuje się energię na opakowania i miliony dolarów na pozbywanie się potem śmieci. Na transport wody butelkowej zużywane są dodatkowe hektolitry paliw płynnych. Arnold podaje przykłady eksportu fińskiej wody w butelkach z Helsinek do Arabii Saudyjskiej. I sprowadzania na rynek USA zwykłej wody pitnej w butelkach aż z Fidżi.
Tylko produkcja plastikowych polietylenowych butelek na wodę dla Amerykanów zużywa ponad 1,7 mln baryłek ropy naftowej, co wystarczyłoby na zasilenie ponad 100 tys. aut przez rok.
- A koszt miejskiej wody pitnej to jedna dwusetna ceny wody butelkowanej - dodaje Neva Goodvin, dyrektor Global Development and Enviromental Institute w Medford. Od niedawna wodociągi w USA zaczęły kampanie społeczne przekonujące o wysokiej jakości wody z kranu. W instytucjach publicznych w USA i Kanadzie coraz częściej zabrania się sprzedaży wody w butelkach.
Kanadyjskie miasta (z Ottawą i Vancouver na czele) uchwałą swoich rad miejskich, jedne po drugich zakazują na swoim terenie sprzedaży wody butelkowanej.
Woda jest powszechnie dostępna w kranach dla każdego obywatela i sprzedawanie jej średnio za 1.75 dolara za litr uznano nie tylko za ekstrawagancję, ale także za działanie szkodliwe dla środowiska naturalnego. Butelki po takiej wodzie nie tylko zaśmiecają ulice ale także przy ich produkcji powstaje olbrzymia ilosć gazów cieplarnianych.
Firmy sprzedające wodę w butelkach z Coca-Colą na czele (brand Dasani) – oczywiście protestują. Roczna sprzedaż takiej wody w Kanadzie osiągnęła w zeszłym roku 650 mln. dolarów.
Mineralna” urosła do rangi mitycznej wody źródlanej, która gasi pragnienie, dodaje zdrowia, przedłuża życie. Tak przynajmniej twierdzą jej producenci. Jeszcze jednak nikomu nie udało się tego udowodnić.
W ciągu doby wydalamy 2,6 l wody, ale 250 ml wody jest wytwarzanych w organizmie w czasie procesów metabolicznych. Co najmniej 750 ml wchłaniamy z pokarmami. Bilans jest taki, że do zaspokojenia potrzeb organizmu wystarczy jeden, najwyżej półtora litra wody dziennie. Więcej płynów, zwłaszcza w czasie upałów powinni wypijać jedynie sportowcy i osoby cierpiące na niektóre schorzenia, na przykład na kamicę nerkową. Z piciem wody nie powinni przesadzać zwolennicy joggingu. Bardziej szkodliwe jest wypijanie zbyt dużej niż zbyt małej ilości wody. Po wypiciu znacznej ilości wody w krótkim czasie może dojść do obrzęku mózgu. Aby nie doszło do odwodnienia, wystarczy gasić pragnienie, nie pić “na zapas”. Jednak warto dopilnować dzieci, gdyż nie mają one dostatecznie wykształconego poczucia pragnienia.
Jedna z ulotek reklamowych stwierdza, że odwodnienie sięgające 20 procent powoduje obrzęk języka, niezdolność połykania śliny i zaburzenia świadomości. Owszem, może się to zdarzyć, ale na pustyni. W umiarkowanym klimacie nic nam nie grozi.
Prawda o wodach mineralnych i innych wodach butelkowanych
W ostatnich kilkunastu latach tyle razy zmieniały się przepisy o wodach mineralnych, że dzisiaj już niewiele osób wie, czym naprawdę one są. W ukazujących się, zwłaszcza latem, publikacjach mnożą się opinie i oceny, które w wielu przypadkach nie mają nic wspólnego z prawdziwą wartością tych wód.
Pojęcie wody mineralnej po raz pierwszy zdefiniowano na Międzynarodowym Kongresie Balneologicznym w Nauheim w 1911 roku. Uznano, że za takie wody można uznać te, które mają w jednym litrze co najmniej 1000 mg składników mineralnych. W takich wodach zawsze znajdzie się chociaż jeden składnik mineralny w takiej ilości, że może oddziaływać fizjologicznie lub odżywczo na organizm człowieka.
Również w hydrogeologii uznaje się za wody mineralne tylko te, których ogólna mineralizacja wynosi ponad 1000 mg/l, natomiast te, których ogólna mineralizacja jest mniejsza niż 500 mg/l - zwane są wodami zwykłymi lub słodkimi, pozostałe, w granicach mineralizacji od 500-1000 mg/l - akratopegami.
W 1990 roku nierozsądnie wprowadzono w Polsce przepis mówiący, że wystarczy, by woda miała tylko 2(X) mg składników mineralnych, by nazwać ją wodą mineralną. Było to oczywiście bez sensu, ale skwapliwie wykorzystali to producenci i rynek został dosłownie zalany zwykłą wodą, jako rzekomą wodą mineralny. Pojawiło się blisko 600 wód niby mineralnych. Konsumenci pili zwykłą wodę, ciesząc się, że piją wartościowe wody mineralne.
Ten fatalny przepis zmieniono dopiero w 1997 roku, ale przez wiele lat producenci opierali się w reklamie swoich produktów na ukształtowanej już świadomości konsumentów, że każda woda w butelce jest wodą mineralną. Funkcjonuje to w dalszym ciągu, chociaż już coraz więcej osób rozumie te różnice.
Generalnie wody butelkowane dzielą się na trzy rodzaje: naturalne wody mineralne, naturalne wody źródlane i wody mineralizowane, zwane stołowymi. Poza tą klasyfikacją są jeszcze lecznicze wody mineralne, ale te nie nadają się do powszechnego użycia i traktowane powinny być jako środki farmakologiczne, stosowane według wskazań lekarskich.
Zmieniające się przepisy coraz to inaczej opisują różne rodzaje wód, często wprowadzając kolejne zamieszanie. Jaka jest zatem prawda?
Za wodę mineralną można uznać taką wodę. która ma co najmniej jeden składnik mineralny, działający fizjologicznie lub odżywczo na organizm człowieka; jest to woda profilaktyczno-zdrowotna. Zawartość tych składników jest ściśle określona i ma zasadnicze znaczenie przy uznaniu wody za wodę mineralną.
Wody mineralne mogą zawierać nawet do 70 różnego rodzaju składników, jednak praktyczne znaczenie ma właściwie tylko dziesięć, które należy uwzględnić przy doborze wody dla potrzeb własnego organizmu. Są to: magnez, wapń, wodorowęglany, chlorki, sód, siarczany, fluorki, jodki, żelazo i dwutlenek węgla. Inne, takie jak potas, lit, bar, stront, mangan, brom, cynk, miedź itp. występują w tego typu wodach w tak małych ilościach, że nie mają praktycznie większego znaczenia.
Najważniejsze z nich to magnez i wapń, bo ich znaczne niedobory w diecie można znacznie zniwelować, pijąc wodę zawierającą te minerały. Szacuje się, że w typowej dziennej diecie przeciętnego Polaka brakuje 1/3 tych bardzo potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu bioopierwiastków. Magnez bierze udział w ponad 300 procesach biochemicznych i dlatego decyduje o prawidłowej czynności układu immunologicznego i nerwowo-mięśniowego. Zapobiega chorobom nowotworowym, miażdżycy naczyń krwionośnych, zawałom i kamicy nerkowej. Zapobiega zaburzeniom ciąży i opóźnieniom rozwoju płodu. Przeciwdziała stresom, zmniejsza napięcie nerwowe, likwiduje zaburzenia pracy serca i szkodliwe skutki działania alkoholu. Chroni przed zatruciami związkami fluoru, rtęci, ołowiu i innych metali ciężkich oraz zmniejsza skutki wpływu zanieczyszczeń przemysłowych na organizm. Wapń jest podstawowym składnikiem kości i zębów. Wpływa korzystnie na przemianę materii i jest niezbędny do utrzymywania normalnej czynności serca i prawidłowej aktywności układu mięśniowo-nerwowego. Ułatwia leczenie niektórych procesów zapalnych, zapobiega chorobom nowotworowym i osteoporozie. Szczególnie dużo wapnia potrzebują dziewczęta w okresie dojrzewania i kobiety w okresie menopauzy. Codziennie brakuje nam około 100 mg magnezu i co najmniej 200 mg wapnia. Te ilości można łatwo uzupełnić pijąc wody mineralne, zawiera
Nie wszystkie wody mineralne zawierają w takiej ilości te składniki, ale wystarczy spojrzeć na etykietę na butelce i już wiadomo, która woda może dostarczyć naszemu organizmowi łych niezbędnych do jego prawidłowego funkcjonowania składników mineralnych, które ponadto, występując w wodzie w formie z jonizowanej, są łatwiej przyswajalne niż w innych preparatach. Korzystna jest proporcja tych składników 1:2.
Błędne jest przekonanie, że woda jest niedobra, bo odkłada się przy gotowaniu kamień w czajniku. Miękka woda, pozbawiona wapnia i magnezu, jest dobra do pralek, a nie dla organizmu człowieka. Ludzie pijący twarda wodę, np. Gruzini, mają zdrowsze serca i żyją dłużej, a Finowie, którzy pili miękka wodę polodowcową, najczęściej umierali nawet w młodym wieku na zawał serca. Według ostatnich statystyk również w Polsce obserwuje się, że mieszkańcy Polski południ owo-w schód ni ej, gdzie występuje twarda, woda o podwyższonej zawartości magnezu i wapnia, przeciętnie żyją dłużej. Pierwiastki te regulują również pracę nerek i. co może nawet wyglądać paradoksalnie, zapobiegają tworzeniu się kamieni i złogów.
Niestety niewiele uwagi zwraca się w wodzie mineralnej na wodorowęglany. Mają one duże znaczenie dla organizmu człowieka i dają najbardziej odczuwalne, prawie bezpośrednio po wypiciu, efekty. Wodorowęglany alkalizują kwasy żołądkowe i są korzystne dla osób cierpiących na nadkwasotę. Wody o wysokim poziomie wodorowęglanów wpływają korzystnie na ustrój w początkowych stadiach cukrzycy, obniżają zawartość cukru we krwi i moczu, obniżają wydzielanie acetonu i korzystnie wpływają na działanie insuliny oraz regulują pH krwi. Natomiast wód zawierających duże ilości wodorowęglanów, powyżej 600 mg w litrze nie powinni pić w dużych ilościach ludzie mający niedokwasotę, a ponad 1000 mg/l - ludzie zdrowi, bo to może zaburzyć ich procesy trawienne.
Nieporozumieniem, co gorsza, usankcjonowanym przepisami, jest klasyfikacja według ogólnej mineralizacji wody. Według tych przepisów wodę klasyfikuje się jako: nisko zmineralizowaną, średnio zmineralizowaną i wysoko zmineralizowaną), a ostatnio nawet wprowadzono wodę mineralna bardzo nisko zmineralizowaną, o zawartości poniżej 50 mg składników mineralnych w jednym litrze wody; czyli jest to woda mineralna bez minerałów.
Taka klasyfikacja wód mineralnych nie charakteryzuje oddziaływania określonej wody na organizm człowieka, bo inne ma znaczenie w I litrze 50 mg magnezu, a inne 1000 mg wodorowęglanów, chociaż wielkości te mogą zaważyć o zakwalifikowaniu pierwszej wody jako nisko zmineralizowanej, a w drugim przypadku - wysoko zmineralizowanej. Jeszcze bardziej mylące może być zsumowanie ilości w wodzie takich składników, jak np. jodu, który występuje w litrze wody przeważnie w dziesiętnych częściach miligrama, i chlorków, występujących w wodach mineralnych w setkach miligramów. Przecież nie sumuje się wartości nie przystających do siebie. Taka kwalifikacja jest dla konsumenta podstawą do błędnej oceny charakteru danej wody, bo jedynym słusznym kryterium klasyfikacji wody mineralnej powinno być uwzględnianie jednego lub więcej składników mineralnych o właściwościach odżywczych lub dietetycznych.
Kompletnym nieporozumieniem jest kwalifikacja według sumy składników mineralnych w stosunku do naturalnych wód źródlanych. Wody źródlane nie zawierające w dostatecznej ilości składników, nie powinny być kwalifikowane w ten sposób, bo one nie liczą się dla organizmu. Nic spełniają żadnej roli odżywczej lub fizjologicznej
Kryteria te i ich zapisy na etykietach wód się bardzo mylące dla konsumenta, bo wprowadzają zupełnie inne motywy doboru wody, aniżeli wynikać powinny z zawartości poszczególnych składników mineralnych.
Bardzo eksploatowane przez producentów jest znaczenie sodu w wodach mineralnych. Sód ma duże znaczenie w prawidłowym funkcjonowaniu organizmu człowieka i jego niedobór, jak i nadmiar może być szkodliwy. Przy przeciętnym spożyciu dziennym około 12 g soli (NaCl), dostarczamy organizmowi około 5000 mg sodu, a więc picie wody o zawartości nawet do 250 mg sodu niewiele wpływa na nasz bilans sodowy, bo stanowi to zaledwie 5% dziennego spożycia.
Mało zwraca się uwagi na zawarte w wodach mineralnych chlorki; ich ilość jest znacznie zróżnicowana, od kilku do ponad półtora tysiąca miligramów w jednym litrze. Zazwyczaj w większych ilościach występują w wodach wespół ze zwiększoną ilością sodu. Anion chlorkowy występuje w soku żołądkowym w postaci kwasu solnego, a jako chlorek sodu utrzymuje właściwe ciśnienie osmotyczne krwi i płynów ustrojowych. Sód występujący w cieczach ustroju jest podstawowym czynnikiem, wpływającym na jego gospodarkę wodną. Zapobiega odwodnieniu organizmu i utrzymuje równowagę kwasowo-zasadową. Sód jest także moderatorem krwi. Podczas ciężkiej pracy fizycznej, w czasie uprawiania sportu i w dni upalne następuje intensywne wydzielanie z organizmu soli z potem, co może spowodować jej niedobór, objawiający się osłabieniem, szybkim zmęczeniem, a nawet mdłościami.
Picie wód chlorkowo-sodowych w takich sytuacjach pozwala na uzupełnienie ubytków soli i wpływa wybitnie dodatnio na samopoczucie i wydolność organizmu. Pizy dużym ubytku soli z organizmu, spowodowanym bardzo intensywnym wysiłkiem, zalecane jest picie wody zawierającej w jednym litrze nawet do 1000 mg sodu i 1500 mg chlorku. W czasie upałów i przy dużym wysiłku nie powinno się pić zwykłej wody bez soli mineralnych. Zwykła woda rozcieńcza w organizmie elektrolity, które stymulują pracę serca i w skrajnych przypadkach może ono odmówić posłuszeństwa. Przykładem tego mogą być nagłe zgony piłkarzy i biegaczy, których serce przestało pracować.
Można jeszcze doszukiwać się w wodach takich mikroskładników jak jod fluor i żelazo. Ale praktycznie nie ma już wody o znaczącej ilości fluoru (1,5-5,0 mg/l), a znaczącą granicę określając;! początek oddziaływania fizjologicznego jodu, wynoszącą 0,5 mg/litr, przekracza w nieznacznym stopniu tylko kilka wód mineralnych. Ale szukać ich warto, bo brak jodu doprowadza do niedoczynności tarczycy i jest przyczyna wola. Niedobór jodu wpływa niekorzystnie na przebieg ciąży, jest przyczyną zaburzeń rozwoju płodu, ma ujemny wpływ na rozwój psychiczny dzieci i młodzieży. Powoduje też ociężałość umysłową i mniejszą wydajność w pracy. Na obszarach, gdzie poziom jodu w wodzie pitnej jest bliski zera, notuje się najwięcej schorzeń tarczycy. Cennym źródłem jodu mogłyby być wody mineralne, w których jego zawartość wynosiłaby od 0,5 do 10.0 mg/1. Duże znaczenie dla organizmu może mieć zawarły w wodzie mineralnej dwuwartościowy jon żelaza, jest on najbardziej przyswajalną postacią żelaza do ustroju. Wody takie oddziaływają dodatnio przy niedokrwistości i wzmagają przemianę materii. Kiedyś podawano, że wody zawierające sole żelaza wykazują działanie fizjologiczne przy stężeniu co najmniej 5 mg żelaza na litr wody; teraz ten próg obniżono do 1 mg/litr, ale i tak wód, spełniających te kryteria, jest tylko kilka.
Nie ma natomiast w wodach potasu, który istotnie jest bardzo potrzebny organizmowi, zwłaszcza do prawidłowego funkcjonowania serca.
Nie odpowiada też prawdzie twierdzenie, że należy pić przede wszystkim wodę niegazowaną.
Po pierwsze, woda gazowana nie szkodzi zdrowemu człowiekowi; w niektórych tylko przypadkach należy jej unikać z określonych powodów zdrowotnych. Przede wszystkim przy nadkwasocie, zaburzeniach trawienia, przy chorobie gardła i strun głosowych. Natomiast woda gazowana, drażniąc kubki smakowe w jamie ustnej, powoduje uczucie orzeźwienia i to wpływa na lepsze samopoczucie i gasi pragnienie, w przeciwieństwie do wody niegazowanej, która jest mdlą. Ale to jest kwestia gustu, nad którym nie powinno się ponoć dyskutować. Nie należy jednak z tego powodu tworzyć jakiś pseudonaukowych zaleceń dietetycznych. W tej kwestii, z punktu widzenia zdrowotnego, często pomijane i niedoceniane jest najważniejsze, że woda gazowana jest bardziej pewna pod względem bakteriologicznym, aniżeli niegazowaną. W niegazowanej - łatwiej rozwija się flora bakteryjna, aniżeli w wodzie z dwutlenkiem węgla, który ma działanie bakteriostatyczne i nie dopuszcza do mnożenia się bakterii. i takie też pozytywne działanie dla zdrowia maja wzgardzone przez niektórych bąbelki w wodzie. Ale też bez przesady, wystarczy, by było ich w litrze około 1000 mg, a spełnią swoją pozytywną rolę. Czasem jest ich rzeczywiście za dużo, ale zawsze można prostym sposobem ich się pozbyć.
W ostatnich kilku latach bardzo popularne stały się butelkowane naturalne wody źródlane. I bardzo dobrze, bo są one alternatywą dla często nie najlepszej jakości wody wodociągowej, zwłaszcza w dużych miastach, gdzie czerpie się ją z ujęć powierzchniowych i jest do tego chlorowana. Mają one swoją cenną wartość, bo pochodząc ze złóż podziemnych izolowanych od czynników zewnętrznych, są bakteriologicznie czyste, bez szkodliwych składników, ale leż prawdą jest. że nie zawierają takiej ilości składników mineralnych, które miałyby znaczenie dla organizmu człowieka. Wymagania chemiczne butelkowanych wód źródlanych, o czym się powszechnie nie wie, są obecnie takie same, jak dla innej wody do spożycia, a więc i dla wody z kranu. Czasem bywa też tak, że ta woda z kranu jest lepsza, aniżeli butelkowana, a nawet czasem smaczniejsza.
Woda źródlana, nie mając odpowiedniej ilości składników mineralnych, nie powinna udawać wody mineralnej. I dlatego bardzo szkodliwą, utrwaloną już niestety, praktyką jest podawanie na etykietach wód źródlanych wykazu składników mineralnych. Nie pisze się oczywiście, jak kiedyś, że jest to woda mineralna, ale przez sugestie wciska się konsumentowi w podświadomość, że laka ta woda jest, bo przecież minerały ma. Że jest ich za mało, to już inna sprawa… Majstersztykiem była kampania reklamowa napojów i. mikroelementami. Na etykietach wymieniono kilka składników mineralnych, które znajdowały się w zwykłej wodzie używanej do produkcji. A że były to maleńkie, nic nie znaczące ilości, na to nikt przez kilka lat nie zwrócił uwagi. Napoje te, jako rewelacyjne, polecali nawet żywieniowcy.
Wody źródlane nadają się doskonale do przyrządzania napojów i gotowania potraw, ale do bezpośredniego picia lepsze dla zdrowia są wody mineralne i mineralizowane.
Wody mineralizowane, wzbogacone w najpotrzebniejsze organizmowi składniki mineralne, przede wszystkim magnez i wapń, są bardzo cennym elementem profilaktyki zdrowotnej. Wody te mogą być bardzo ważnym uzupełnieniem diety, zwłaszcza w rejonach, gdzie nie występują naturalne wody mineralne. Ponadto mają one z reguły tak dobrane ilości poszczególnych składników mineralnych, że nie ma, poza tymi najważniejszymi, innych składników, które mogłyby powodować zaburzenia w funkcjonowaniu organizmu, np. wodorowęglanów. Takie wody są twarde, bardzo korzystne dla serca. Osoby, które piją na co dzień twardą wodę, czyli zawierającą dużo magnezu i wapnia, chronią swoje serce przed zawałem. A przeprowadzone niedawno w Finlandii badania wykazały, że u osób po zawałach serca pijących twardą wodę rzadziej występowały ponowne ataki serca.
Wody mineralizowane, czyli wzbogacone w składniki mineralne, produkowane są z wód głębinowych i nie mają nic wspólnego z kranówką, jak niektórzy sądzą. A jest to bardzo szkodliwy pogląd, bo wody te służą zdrowiu. Może wynikło to z niefortunnej nazwy, jaką im przypisano. Oficjalnie nazywa się je wodami stołowymi. Nazwa jest nieco dziwaczna, bo kiedyś wody mineralne dzielono na lecznicze i stołowe. Hen podział był jasny i zrozumiały, ponieważ określał funkcje wody. Skoro teraz zrezygnowano z takiego podziału, to nazwa ta jest pozbawiona sensu. Sensowniej byłoby chyba nazwać laki produkt wprosi: woda mineralizowana albo woda wzbogacona w składniki mineralne i wtedy wszystko byłoby jasne.
Mitem na skale światową jest fama o doskonałych mineralnych wodach francuskich. Wody francuskie, które można kupić w polskich sklepach, mają bardzo mało składników mineralnych; od 110 do 200 mg w litrze, a więc są bliższe pod tym względem wodzie destylowanej albo deszczówce, która może mieć nawet do 60 mg składników stałych na 1 litr, aniżeli polskim wodom mineralnym. Jedna z tych renomowanych wód ma zaledwie w 1 litrze 6 (słownie sześć) mg magnezu i 10,5 mg wapnia!
We Francji jest bardzo mało źródeł prawdziwej wody mineralnej, dlatego przez reklamę wylansowano te zwykłe wody wmawiając konsumentom, że jest to woda mineralna, bo pochodzi z pod ziemi. Pierwszą kampanię reklamującą te wody rozpoczęło już w 1870 roku i do dzisiaj siła jej, a nie wartość wody, jest sukcesem producentów. W reklamie zwraca się uwagę, że wody te doskonale nadają się do przygotowywania posiłków dla niemowląt i sporządzania drinków z whisky, bo nie zakłócają równowagi mineralnej i nie zmieniają smaku. I to jest jedyna prawda, Natomiast pisanie, że taka woda zalecana jest dla sportowców przed, podczas i po wysiłku fizycznym, jest karygodne, bo to może jedynie zaszkodzić, a nie pomóc.
Podobnie jest z wodami niemieckimi i włoskimi, które nazywają się wodami mineralnymi, lecz nie zawierają znaczącej dla organizmu człowieka ilości składników mineralnych. Z ich czystością bakteriologiczni! leż nie jest tak dobrze. Z przebadanych przez Zakład Higieny Komunalnej Państwowego Zakładu Higieny importowanych wód butelkowanych, pochodzących z 10 znanych firm zachodnich, na 50 próbek aż 40% miało przekroczoną liczbę 500 komórek bakterii w 1 ml w temperaturze 20° C.
W Polsce wytwarza się kilkaset wód butelkowanych, z tego tylko około 30 prawdziwych wód mineralnych oraz kilka wzbogaconych w składniki mineralne wód mineralizowanych, które przy systematycznym piciu mogą spełniać funkcje profilaktyczno- zdrowotne. Dla potrzeb własnego organizmu trzeba je dobierać według funkcji, jakie spełniają poszczególne składniki mineralne. Znając potrzeby własnego organizmu można dobrać sobie taką wodę, która pomoże uzupełnić braki tych składników mineralnych, których najbardziej potrzebuje nasz organizm lub które korzystnie wpływać będą na nasze zdrowie i samopoczucie. Jeżeli zaś nie jesteśmy od razu pewni, który rodzaj wody jest nam najbardziej sprzyjający, to najlepiej pić różnego rodzaju wody, obserwując ich działanie na organizm. Dlatego kupując wodę mineralną trzeba kierować się przede wszystkim ilością poszczególnych składników mineralnych zawartych w wodzie i dobierać ją do swoich indywidualnych potrzeb.
Kierując się tym, na pewno już po niedługim czasie zauważycie zmiany w swoim zdrowiu i samopoczuciu. Mniej podatni będziecie na stresy, pijąc wodę o dużej ilości magnezu i wapnia. Ustąpią dolegliwości żołądka, gdy będziecie pić wodę o właściwie dobranej ilości wodorowęglanów. Wykonując ciężką pracę i w dni upalne poczujecie się lepiej pijąc wodę a zwiększonej zawartości soli, natomiast cierpiący na nadciśnienie złagodzą swoje dolegliwości ograniczając picie wody zawierającej zbyt duże ilości sodu.
Źródło: Aura 9/2004
Tadeusz Wojtaszek