Tag Archive | "Europa"

Dlaczego Europa się sypie?

Tags:

Dlaczego Europa się sypie?


Ceną za sukces Angeli Merkel w Brukseli jest podział kontynentu. Kraje strefy euro będą się integrować, inne zaś pozostaną w tyle. Coraz większe stają się obawy przed dominacją Niemiec, kosztem Francji.
euro_kaputjpgOkoło godziny 19.45 Herman Van Rompuy nie mógł już dłużej odwlekać swego niemiłego obowiązku. Przewodniczący Rady Europejskiej miał przykre zadanie wyrzucenia dziesięciu ludzi, w uprzejmy oczywiście sposób, ale jednak. Ich dalsze pozostanie w tym gronie byłą rzeczą niepożądaną, musieli opuścić wielką salę posiedzeń w gmachu Justus Lipsius w Brukseli.
Byli to dumni ludzie, którzy zwykle wyrzucają innych, a nigdy odwrotnie. Szefowie rządów David Cameron z Wielkiej Brytanii, Donald Tusk z Polski, wszyscy z krajów należących do Unii Europejskich, ale nieposługujących się wspólną walutą.
(…) Pamiętne spotkanie zakończyło się wczesnym rankiem programem ratowania euro. Zarysowało kontury nowej Europy, a będzie to kontynent podzielony na dwie części. Nowa granica przebiega między krajami strefy euro oraz wszystkimi pozostałymi. W przyszłości wewnątrz UE będą istniały dwie różne Europy. Jedna z nich mogłaby się nazywać Europą Merkel. Jej kształt jest dziełem niemieckiej kanclerz, strefa euro to twór powstały według jej wyobrażeń.
Nowa Europa wygląda tak: ma niemal hegemonialne przywództwo, które sprawują Niemcy. Jej cel to utrzymanie stabilności euro. Jej główna zasada brzmi: ten, kto marnuje pieniądze, traci część swojej suwerenności. Jej władze centralne to European Finan- cial Stability Facility (EFSF), który zarządza parasolem ratunkowym.
Europa Angeli Merkel jest trzeźwa i racjonalna, w czym przypomina nieco swoją twórczynię. Żadnych wielkich wizji, żadnego patosu. Płacenie rachunków liczy się bardziej niż słowa. Europa w tej formie nie jest zrządzeniem losu ani wspólnotą służącą określonemu celowi. Lecz jeśli strefa euro odniesie sukces, może pomóc zbudować dobrą wspólną Europę.
Rynki finansowe zareagowały z początku pozytywnie, każdy jednak zdaje sobie sprawę, jak niepewna jest sytuacja. Dlatego też reakcje ze strony niemieckiego rządu na rezultat osiągnięty w Brukseli były dość sceptyczne. – W tym procesie nie będzie jednego rozwiązania – powiedział „Spieglowi” minister finansów Wolfgang Schäuble. – Czeka nas jeszcze długa droga, zanim uda się rozwikłać wszystkie problemy.
Ale jest również zadowolenie. W tej chwili wydaje się, że Angela Merkel zrobiła dobrze. Niemiecka kanclerz od samego początku stawiała na strategię narodową. Nie zamierzała zostać ratowniczką Europy, chciała chronić niemieckie pieniądze, utrzymać konkurencyjność kraju na rynkach światowych i przy okazji, ewentualnie, pomóc Europie. Gdyby powiedziała, że Niemcy ze swoimi możliwościami finansowymi bezwarunkowo poręczą za innych, na całym kontynencie wiwatowano by na jej cześć, a ostatnie miesiące przebiegłyby spokojniej. Ale ona już rok temu stwierdziła, że jeśli Niemcy okażą się hojni, pozostali partnerzy nie będą musieli się w ogóle starać.
Jej strategia była następująca: najpierw inni muszą dołożyć wysiłków, a Niemcy wesprą ich, gdyby nadal były problemy. W ten sposób udało jej się parę rzeczy osiągnąć – Hiszpanie, Grecy, Portugalczycy i Włosi wprowa- dzili po części surowe programy mające na celu uzdrowienie własnych finansów państwowych. Niemiecka kultura stabilności staje się pomału europejską ideą przewodnią.
W tym roku Merkel udowodniła przede wszystkim to, że potrafi działać twardo i uparcie. Jeśli jednak chodzi o głosy wyborców, pani kanclerz staje się miękka jak wosk. Od własnego narodu, czyli swojego suwerena, niechętnie czegoś wymaga, za to od innych jak najbardziej i tu umie być niewzruszona.
Musiała znieść krytykę płynącą z całego świata, z USA, Europy, ze strony opozycji, z mediów. Mówiono, że Niemcy powinny wreszcie wkroczyć, co często znaczyło: powinny więcej płacić. Ale Merkel pozostała głucha na te żądania. Mniej boi się Baracka Obamy niż własnych wyborców.
Ceną za sukces odniesiony w Brukseli jest podział Europy. Ten, kto nie należy do strefy euro, nie jest już członkiem głównego jądra kontynentu, musi opuścić salę, gdy dyskutuje się o sprawach naprawdę ważnych. Siedemnastka kroczy naprzód, pozostali drepczą w tyle, są maruderami, marginalnymi państwami. Teraz zostało to potwierdzone na piś mie.
W końcowym dokumencie spotkania kraje euro przyznają sobie prawo pogłębiania swojej współpracy, bez konieczności czekania na pozostałe. Również parasol ratunkowy EFSF zwiększa ów podział. Jest to instytucja 17 krajów wspólnej waluty, stworzona jedynie dla nich.
(…) Zgodnie z wolą szefów państw i rządów parasol ratunkowy i jego szef Klaus Regling będą jeszcze ważniejsi. Dostanie on jeszcze więcej władzy, wpływów, a także więcej pieniędzy. Stanie się jądrem nowej Europy, którą napędzać będzie polityka finansowa.
Do dyspozycji było w sumie 440 miliardów euro, po akcjach ratunkowych na rzecz Portugalii, Irlandii i Grecji zostało jeszcze 250 miliardów. Według ostatnich postanowień suma ta ma zostać zwiększona do około biliona euro, tak by krajom pogrążonym w kryzysie, jak Włochy i Hiszpania, można było pomóc w utrzymaniu płynności finansowej.
(…) Również w planowanym obcięciu długów Grecji widać nowy kształt Europy. Komisja Europejska gra w tej sprawie jedynie drugorzędną rolę, a kraje nienależące do strefy euro, jak Szwecja, Wielka Brytania i państwa wschodnioeuropejskie, stoją zupełnie z boku.
Ton nadają ci, którzy posługują się wspól-ną walutą, w pierwszym rzędzie Niemcy. Merkel i jej minister finansów Schäuble naciskali skutecznie na drastyczne cięcia długów. Prywatni wierzyciele Grecji, a więc przede wszystkim banki i towarzystwa ubezpieczeniowe, mają zrezygnować z połowy swoich finansowych żądań. Państwowi wierzyciele, czyli głównie Europejski Bank Centralny, zostali oszczędzeni. Na skutek tego greckie zadłużenie obniżyć się ma z obecnych 160 procent rocznego PKB do 120 procent.
Wciąż nie jest to jednak zdrowy wskaźnik. Włochy są zadłużone 120 procent i uważa się je za przypadek kryzysowy. Proponowane rozwiązanie ma jednak tę zaletę, że Włosi nie mogą, powołując się na Greków, żądać obcięcia ich długów, by móc w wygodny sposób pozbyć się ich części. 120 procent zostało zdefiniowane jako wartość poniekąd do przyjęcia.
W rzeczywistości jednak jest to za dużo, dlatego też nie ma żadnego powodu do świętowania. Z krajów ogarniętych kryzysem nadal będą płynąć złe wiadomości, organizować się będzie kolejne kryzysowe szczyty. Przyszłość euro jest na chwilę zapewniona, ale nie ustabilizowana na dłużej.
Do tego dochodzą jeszcze problemy dwóch Europ w UE. To, co uknuli między sobą szefowie rządów siedemnastki, czyni z Unii społeczność dwuklasową. Oprócz Rady Euro- pejskiej, w skład której wchodzi wszystkich 27 państw członkowskich, ma zostać utworzony „euroszczyt” , klub siedemnastu, spotykający się „regularnie, przynajmniej raz do roku”. Na „przewodniczącego euroszczytu” mianowano Hermana Van Rompuya, sprawującego jednocześnie funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej. Prócz tego grupa robocza euro będzie miała pełnoetatowego przewodniczącego wyłonionego spośród czołowych urzędników wszystkich należących do niej krajów. Wraz z EFSF i Europejskim Bankiem Centralnym daje to silną drugą strukturę obok Komisji Europejskiej.
Brytyjski premier David Cameron stwierdził podczas szczytu UE, że planowane decyzje euroszefów miałyby „poważne konse- kwencje“ dla innych krajów. „Kryzys strefy euro dotyczy wszystkich państw unijnych” – powiedział.
Cameron zażądał włączenia do postanowień końcowych paragrafu dającego 27 krajom UE prawo zablokowania decyzji euro- szczytu. Z początku inne kraje niebędące w strefie wspólnej waluty odniosły się z sympatią do tego pomysłu, ale prezydent Francji Nicolas Sarkozy zdołał odwieść je od owego planu. Jedynie Brytyjczycy i Duńczycy są zdecydowanie przeciwko euro – argumentował Sarkozy. Wszyscy inni zobowiązali się do przystąpienia wcześniej czy później do unii walutowej. Blokowanie decyzji „nie jest w waszym interesie” – powiedział francuski prezydent Polakom, Czechom i innym kandydatom do strefy euro. Również Van Rompuy zakwalifikował brytyjskie wystąpienie jako „wniosek o wotum nieufności“.
W międzyczasie Sarkozy’emu puściły nerwy i zaatakował wprost swego brytyjskiego kolegę: „Straciłeś dobrą okazję, by siedzieć cicho – wysyczał. – Mamy już dość tego, że stale nas krytykujecie i mówicie nam, co mamy robić. Sami stwierdziliście, że nienawidzicie euro, a teraz wtrącacie się do naszego spotkania”.
Merkel nie ma skłonności do podobnych wybuchów, ale pewne jest, że Cameron w ostatnich miesiącach tak samo działa jej na nerwy jak i francuskiemu prezydentowi.
440 miliardów euro funduszu pomocowego pochodzi wyłącznie z budżetów krajów strefy euro. Mimo to premier Wielkiej Brytanii zażądał podniesienia kwoty EFSF do dwóch bilionów. Z drugiej strony kraje unii walutowej są również zależne od przychylności innych członków Unii. Spotkanie UE-27 było potrzebne choćby po to, by uchwalić plan dekapitalizacji banków.
Aby uspokoić nastroje po obu stronach, do końcowych postanowień dodano sformułowanie, które zapobiec ma podziałowi wspólnoty. „Struktura sterowania w obszarze walu- towym euro zostanie wzmocniona z zachowaniem integralności Unii Europejskiej” – zapisano w paragrafie 30. Brzmi dobrze, powiedział polski premier Donald Tusk, „ale co to oznacza w praktyce?”. Nikt nie potrafił odpowiedzieć na jego pytanie.
Praktyka będzie zapewne wyglądała tak. Brytyjczycy będą musieli się zastanowić, czy chcą jeszcze w ogóle pozostać w Unii. Wśród tamtejszych konserwatystów istnieje silny ruch na rzecz wystąpienia ze wspólnoty. Większość pozostałych krajów będzie zaś dokładać wysiłku, aby niebawem wejść do strefy wspólnej waluty i mieć prawo współdecydowania. Jeśli natomiast chodzi o Niemcy – mają oni w tej chwili taką Europę, jakiej chcieli. Pytanie tylko, czy to ich rzeczywiście uszczęśliwi.
Niemiecka Europa wywołuje u sąsiadów nowe i stare resentymenty. Ten, kto w ostatnich miesiącach spędzał urlop w Grecji albo Portugalii, może coś na ten temat powiedzieć. Dotychczas ludzie, kiedy w ich krajach coś szło nie tak, pomstowali na Brukselę. Teraz będą obrzucać wyzwiskami Berlin.
Z tej przyczyny wszystkie dotychczasowe rządy Niemiec starały się przedstawiać własne interesy i ambicje jako europejskie czy transatlantyckie. Było to mądre postępowanie, ponieważ partnerzy nie chcą mieć do czynienia z wywyższającymi się Niemcami, których się obawiają. Merkel zwracała na tę kwestię niewiele uwagi, wolała oszczędzać niemieckie pieniądze, niż dbać o dobry nastrój innych.
Teraz za to musi żyć z Europą, która pod względem ekonomicznym zupełnie nie pasuje do jej ojczyzny. W strefie euro silną reprezentację mają kraje basenu Morza Śródziemnego, cechujące się, w przeciwieństwie do Niemiec, skłonnością do państwowej polityki przemysłowej i protekcjonizmu. Ważni sprzymierzeńcy Berlina w walce o wolny handel i jednolity rynek wewnętrzny, jak Brytyjczycy, znajdują się na peryferiach. Również Polacy, Duńczycy i Szwedzi są w wielu sprawach bliżsi Niemcom niż Grecy, Hiszpanie czy Francuzi. Ich głosy jednak wciąż mniej się liczą. Niemcy więc będą musiały integrować się głównie z tymi, których kultura ekonomiczna jest bardzo odległa od tutejszej.
– Potrzebujemy nowego spoiwa łączącego strefę euro i Europę 27 krajów – mówi Ulrike Guérot, niemiecka szefowa wpływowego think tanku European Council on Foreign Relations. – W przeciwnym wypadku przegramy Unię Europejską, ponieważ ratowaliśmy euro.
Innym problem jest to, że wiodąca potęga, Niemcy, nie jest stabilna politycznie. Koalicja nie potrafi porozumieć się nawet w kwestii niewielkiej reformy podatkowej. (…) A Federalny Trybunał Konstytucyjny znowu wyraża wątpliwości co do sposobu, w jaki parlament uczestniczy w polityce kryzysowej. Hegemon widziany od wewnątrz wygląda nieco blado.

Na płaszczyźnie europejskiej niemiecki rząd atakuje jednak dalej. Kolejnym celem jest zmiana Traktatu Lizbońskiego, który reguluje unijne struktury. Minister spraw zagranicznych Guido Westerwelle wymienił kilka propozycji reform. Są wśród nich automatyczne sankcje dla grzeszników deficytowych, jakie nakładać ma Komisja Europejska, bez prawa weta ze strony krajów członkowskich. Poza tym Komisja i poszczególne państwa euro mają mieć możliwość zaskarżenia budżetu danego kraju przed Trybunałem Europejskim. Komisarz do spraw stabilizacji ma otrzymać prawo wstrzymania środków z funduszu strukturalnego oraz funduszu spójności, jeśli kraj nie spełnia swoich zobowiązań.

(…) Europa Angeli Merkel zmierza do reguły: ten, kto jest nieposłuszny, zostanie ukarany. Właściwym przegranym okazuje się tu Francja. Prezydent Sarkozy uśmiechał się jeszcze drwiąco, kiedy na konferencji prasowej zapytano go, czy ma zaufanie do włoskiego premiera Silvio Berlusconiego. Był to uśmiech wyższości. Lecz Sarkozy dawno już zszedł z owych wyżyn. Miał całkiem inne plany dla strefy euro, nie chciał na przykład dopuścić do drastycznych cięć długów. Ale nie był w stanie tego przeforsować, ponieważ w Europie niemieckiej kanclerz obowiązuje również zasada: decyduje ten, kto płaci.

Wszystko to brzmi jak spóźniony żart historii. Francuzi chcieli euro, żeby poskromić Niemców. Teraz zaś wspólna waluta posłużyła Berlinowi do okiełznania Paryża.

Christoph Schult,
Dirk Kurbjuweit,
Christian Reiermann,
Ralf Neukirch

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Niekończący się kryzys

Tags: , ,

Niekończący się kryzys


Kraje strefy euro są w tej chwili beznadziejnie skłócone, wciąż spierają się, jakie działania należy podjąć w celu utrzymania wspólnej waluty. Wszystkie dotychczasowe wysiłki przynosiły jedynie połowiczne rezultaty. W Europie wzbiera ponadto gniew wywołany postawą niemieckiego rządu. Czy euro da się jeszcze  w ogóle uratować?
walutaChoć szefowie państw i rządów już rok temu powołali Belga Hermana Van Rompuya na przewodniczącego Rady Europejskiej, opinia publiczna niemal nie dostrzegała owego powściągliwego Flamanda. Aż do niedawna, gdy w całej Europie wywołał on poruszenie swoją krótką uwagą.
Chodzi o dalsze trwanie strefy euro i Unii Europejskiej – powiedział przewodniczący, wyrażając w ten sposób to, co w Brukseli myśli wielu ludzi, mało kto jednak ma odwagę wyrazić to otwarcie. Van Rompuy wolałby też wcale tego mówić. Został źle zrozumiany – oznajmił dwa dni później. Najwyraźniej posunął się za daleko, co nie zmienia w niczym faktu, że jego wypowiedź była prawdziwa.
Od miesięcy rządy krajów strefy euro usiłują zażegnać kryzys, jaki przeżywa ich wspólna waluta.
Czy nie próbowano już wszystkiego, żeby ratować euro? Uchwalono program pomocowy dla Grecji i parasol ochronny dla całej strefy wspólnej waluty, ustawy przeszły przez parlamenty poszczególnych państw, rozciągnięto do granic dopuszczalności paragrafy Traktatu Lizbońskiego – wielu uważa, że nawet je przekroczono. Europejski Bank Centralny złamał nawet swoje żelazne tabu, wykupując obligacje dotkniętych kryzysem państw, by umocnić ich kursy.
Przyniosło to jednak jedynie chwilowe uspokojenie sytuacji – do kolejnej hiobowej wieści. Wczoraj chodziło o Grecję, dziś już banki irlandzkie stały się zagrożeniem dla europejskiej waluty. Każda nowa wiadomość podsyca podejrzenie, że problemy sięgają być może na tyle głęboko, że nie da się ich rozwiązać za pomocą starych środków i coraz to nowych długów. I że na końcu stoi groźba bankructwa poszczególnych państw czy wręcz załamanie się całej strefy euro.
Europa jest dziś podzielona, naprzeciwko siebie stoją dwa zwaśnione obozy. Frakcji państw północnych przewodzi Angela Merkel. Niemiecka kanclerz widzi siebie w roli obrończyni stabilności, o jaką dbał jej kraj już w czasach marki niemieckiej. Chce zapobiec temu, by unia walutowa nie skończyła w roli unii transferów, z Niemcami jako głównym płatnikiem. Drugi obóz składa się z tak zwanych państw PIIGS – Portugalii, Włoch, Irlandii, Hiszpanii i Grecji – które w przeszłości nagromadziły zbyt wiele długów i teraz liczą na to, że otrzymają pomoc. Chcą tego, czemu Merkel zamierza właśnie przeszkodzić: unii, w której silni będą płacić za słabych. Europejskie instytucje lawirują dziś pomiędzy owymi dwoma obozami.
Pierwszy akt rozgrywającego się obecnie spektaklu rozpoczął się w połowie października we francuskiej miejscowości wypoczynkowej Deauville. Ku przerażeniu swoich sojuszników Angela Merkel wraz z Nicolasem Sarkozym ogłosiła swój ambitny cel, jakim jest przeforsowanie bardziej rygorystycznego paktu stabilizacyjnego przewidującego automatyczne sankcje dla zadłużonych państw. W zamian francuski prezydent poparł pomysł Berlina, by podczas przyszłych kryzysów finansowych prywatni wierzyciele, na przykład banki, sami ponosili odpowiedzialność, a także aby brać pod uwagę bankructwo tonącego w długach państwa. Podczas szczytu europejskiego pod koniec października 27 szefów państw i rządów pobłogosławiło ten deal.
Niemiecki rząd po raz kolejny przekonał się, że nie da się w kwestii kryzysu euro prowadzić żadnych działań bez uwzględnienia reakcji inwestorów. Już raz została ona przezeń źle oceniona: wiosną, gdy Niemcy długo broniły się przeciwko udzieleniu pomocy Grecji. (…) Państwa strefy euro uchwaliły w końcu obszerny pakiet ratunkowy, kanclerz Merkel przegrała i uznana została za winną. Swoim uporem doprowadziła bowiem do zaostrzenia kryzysu i wywindowała w górę koszty akcji ratunkowej – argumentowali liczni przeciwnicy w Europie. Gdyby nie jej twarda postawa, Grecy w ogóle nie zgodziliby się na surowy program sanacyjny i udział Międzynarodowego Funduszu Walutowego – usprawiedliwiała się niemiecka kanclerz.
(…) Parasol ratunkowy wprowadzono po to, by uspokoić rynki finansowe. Przez samo swoje istnienie ma doprowadzić do takiego stanu, by żaden kraj nie musiał w rzeczywistości z niego korzystać. Zamiast tego jednak sytuacja wielu krajów w międzyczasie jeszcze się zaostrzyła.
Państwa europejskie i Międzynarodowy Fundusz Walutowy przewidują wydanie 750 miliardów euro na ochronę swoich słabszych członków. Na Irlandię i Portugalię pieniędzy tych wystarczy, gdyby okazało się, że trzeba ratować także Hiszpanię, zrobiłoby się krucho. Takiego przypadku rządy europejskie nie biorą pod uwagę.
Najwyraźniej wychodzą z założenia, że problem w dużej mierze zostanie rozwiązany, gdy w 2013 roku parasol ochronny przestanie działać. Do tej pory kraje PIIGS muszą uzdrowić swoje finanse, tak by znowu miały pieniądze na płacenie sensownych odsetek. Trzeba jednak zmierzyć się z rzeczywistością, a tym samym z pytaniem, co stanie się po 2013 roku.
Kanclerz Merkel chce za wszelką cenę przeszkodzić temu, by parasol ratunkowy w jego obecnym kształcie stał się trwałym rozwiązaniem. Owa konstrukcja, której termin istnienia upływa w 2013 roku, powinna zostać zastąpiona przez “stały mechanizm przezwyciężania kryzysów”.
Mechanizm ten “powinien umożliwić uczciwą równowagę interesów między państwem będącym dłużnikiem a jego wierzycielami” – napisano w dokumencie non-paper. Ma się to odbyć w taki sposób, by dało się uniknąć “systemowych skutków” dla rynków finansowych i unii walutowej. Non-paper to dokument tak poufny, że właściwie w ogóle nie istnieje.
Według niemieckich planów od 2013 roku klauzule zadłużenia mają zostać włączone do warunków udzielania wszystkich nowych pożyczek w strefie euro. Mają “w sposób wiążący prawnie umożliwić w przypadku niewypłacalności dłużnika zmianę warunków płatności na mocy uchwały podjętej przez większość wierzycieli”. Wymienione w dokumencie środki to przesunięcie terminu płatności, obniżenie odsetek i rezygnacja z wierzytelności. Pośrednikiem w kontaktach między bankrutującym państwem a inwestorami ma być neutralny negocjator. “Zadanie to powinno zostać powierzone instytucji międzyrządowej, która może być jednocześnie finansodawcą”.
Nowy system miałby pomóc dotkniętym kryzysem krajom w osiągnięciu wypłacalności lub w uzyskaniu gwarancji. Pieniądze na ten cel pochodziłyby z dwóch źródeł. Po pierwsze wykorzystano by kwoty z kar płaconych przez kraje euro, gdy permanentnie przekraczają one górną granicę deficytu. Po drugie państwa te powinny wpłacać pieniądze, od których odsetki można by kierować proporcjonalnie do Europejskiego Banku Centralnego.
– W sytuacji, gdy wszyscy ponoszą odpowiedzialność za wszystkich, poszczególne państwa nie mają żadnego bodźca, by utrzymywać porządek we własnym domu –ostrzega Christoph Rieger, ekspert od kredytów w Commerzbank. Wówczas przyszłość wspólnej waluty staje się poważnie zagrożona.
Tak właśnie wygląda to ze wszystkimi pomysłami na rozwiązanie kryzysu euro: kryją w sobie niebezpieczeństwo, że po ich wprowadzeniu w życie sytuacja może się jeszcze pogorszyć.

Anne Seith, Armin Mahler, Peter Müller, Christoph Pauly, Christian Reiermann, Hans-Jürgen Schlamp, Christoph Schult
Der Spiegel

Posted in Ciekawostki, Finance, W numerzeComments (0)

Walentynki w Europie!

Tags: , ,

Walentynki w Europie!


W Europie są miasta, których mury skrywają tajemnice głośnych historii miłosnych.
Proponujemy wyjazdy do czterech miast, w których rozegrały się znane filmy z miłością w tle.
Rzym
ditreviBohaterowie filmu „Rzymskie wakacje” wiedzą, że jest to miejsce idealne na przeżycie wielkiej miłości. Urokliwe zakątki, małe skwery i przytulne restauracyjki są azylem dla par. Można wybrąc się w ślady Audrey Hepburn i Gregory’ego Pecka, którzy zwiedzali miasto na skuterze. Jeżeli nie jesteśmy pewni uczuć partnera, w Wiecznym Mieście można je sprawdzić. Usta Prawdy to medalion znajdujący się w rzymskim kościele Santa Maria in Cosmedin. Według legendy osoba, która włoży dłoń w Usta i złoży fałszywe świadectwo nie będzie mogła jej nigdy wysunąć.
Pary, które wierzą w siłę swoich uczuć idą na most Milvio – rzymski symbol miłości. Zakochani z całego świata zawieszają na nim kłódki i zamykają je na kluczyki, które następnie wrzucają w rwący nurt Tybru, co ma im zapewnić wieczne uczucie.
Londyn
Stolica Anglii niejednokrotnie była świadkiem dramatycznych historii miłosnych. Szczęśliwe zakończenie filmu „Notting Hill” przekonuje nas, że romans, który tam się rozpoczyna, ma szansę przerodzić się w wielkie uczucie. Hugh Grant i Julia Roberts lubili zakradać się nocami do prywatnych ogrodów, jednak dużo ciekawiej wybrać się na wieczorny spacer po Regent’s Park lub Hyde Park.
Nocleg koniecznie należy zarezerwować w okolicy Portabello Road, głównej ulicy dzielnicy Notting Hill. Tam można znaleźć nie tylko niezwykłą mieszankę kultur, ale także przytulne restauracje, antykwariaty i sklepiki z unikalnymi pamiątkami.
Barcelona
Miasto nacechowane romantyzmem, w którym obnażone zostały miłosne fascynacje Vicky i Cristiny. Dziewczyny ulegają urokowi nie tylko namiętnego hiszpańskiego artysty Juan Antonia, ale także Barcelony. W filmie „Vicky Cristina Barcelona” pokazane jest wszystko to, co w stolicy Katalonii najpiękniejsze – m.in. perełki architektury zaprojektowane przez Antonio Gaudiego. Wizyta w Sagrada Familia, Parc Güell czy La Pedrera jest w stanie poruszyć każde serce. W okolicy tych przepięknych budowli znajduje się ulica Rambla de les Flores; unosząca się nad nią odurzająca woń kwiatów, zachęca panów to zakupu bukietu dla swojej wybranki.
Berlin
Berlin jest ostatnią propozycją na spędzenie walentynkowego weekendu. Alex, bohater filmu „Good Bye Lenin”, z miłości do matki zataja przed nią upadek komunizmu i stara się odtworzyć nieistniejącą już rzeczywistość. Przy okazji zakochuje się pięknej, pochodzącej z Rosji pielęgniarce o imieniu Lara. W niemieckiej stolicy warto przejść się filmowymi ścieżkami, zaczynając od punktu kontrolnego Charlie, który znajduje się przy dawnym przejściu granicznym do amerykańskiego sektora. Stąd warto przespacerować się wzdłuż linii przypominającej o istnieniu muru berlińskiego.
Będąc w tym mieście trzeba koniecznie zobaczyć z bliska pięknie oświetloną Bramę Brandenburską. Wzdłuż ulicy wiodącej od Bramy do Alexanderplatz zlokalizowane są przytulne kawiarnie i restauracje, do których można wejść na przykład na walentynkową kolację.

Posted in Podróże, RóżneComments (0)

Bezsilna Europa

Tags: , ,

Bezsilna Europa


Europol ostrzega, że staje się to niebezpieczne. Jednocześnie w najbardziej dotkniętej tym Europie Południowej panują nastroje bezsilności, poczucie, że wydarzenia wymknęły się spod kontroli - i tak jest rzeczywiście.

GREECE-BOMB

W Europie Południowej anarchistyczna przemoc zaczyna kojarzyć się z władzą gospodarczą i ideologiczną. Według Europolu ten tzw. “śródziemnomorski trójkąt” staje się niebezpieczny.

We wrześniu w Grecji organizacja terrorystyczna Walka Rewolucyjna zdetonowała w samochodzie bombę przy gmachu ateńskiej giełdy. Filie CitGroup były w ciągu roku już dwa razy celem zamachów. W grudniu  zamaskowani ekstremiści zaatakowali rektora Uniwersytetu Ateńskiego w jego biurze, w rezultacie czego trafił on do szpitala z ranami głowy.

W Mediolanie Nieformalna Federacja Anarchistyczna (FAI) umieściła niedawno dwa kilo dynamitu na uniwersytecie Bocconi, który jest we Włoszech symbolem wolnego rynku. FAI pozostawiła list grożący kapitalistom “krwawą łaźnią”. Służby bezpieczeństwa ostrzegły przed możliwymi zamachami mediolańską giełdę oraz banki Unicredit i Barclays. Włosi zaczynają pytać, czy ich kraj wraca do lat siedemdziesiątych, “czasu ołowiu”, kiedy Czerwone Brygady zamordowały premiera Aldo Moro.

FAI nie lubi też zunifikowanej Europy. W tym dziesięcioleciu wysłała już bomby szefom Komisji Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego oraz do Parlamentu Europejskiego.

W Hiszpanii anarchiści z Barcelony prowadzą kampanię przeciw bankomatom, supermarketom i firmom takim jak Manpower. Fale ataków przeżyły także Walencja i Galicja.

“Aktywność lewicowych i anarchistycznych terrorystów i ekstremistów nasila się i rozszerza na coraz większe obszary Unii Europejskiej” – twierdzi Europol.

Także Portugalia ma kłopoty. Trockistowsko-maoistowskie ugrupowanie Bloco okazało się trzecią siłą, zdobywając w czerwcowych wyborach 11 procent głosów. Premier Jose Socrates usiłuje realizować politykę zaciskania pasa, kierując rządem mniejszościowym. Powodzenia.

Odrodzenia się skrajnej lewicy nie można przypisywać tylko unii monetarnej, ale istnieje tu związek. Europejska Unia Monetarna zawsze była w kręgach lewicowych uważana za kapitalistyczny spisek. Pogląd ten może wprawdzie wydawać nam się dziwny, ale ludzie ci mają absolutną rację uważając, że biedota w niektórych krajach to ofiary tego eksperymentu.

Według danych Eurostatu bezrobocie w Hiszpanii wynosi 19 procent (wśród ludzi młodych 43 procent). Grecja szybko dorównuje jej kroku. Minister pracy Andreas Loverdos powiedział, że bezrobocie w Grecji wzrosło w ostatnich dwóch miesiącach powyżej 18 procent, kiedy wyczerpały się unijne fundusze wspierające zatrudnienie.

Sytuacja jeszcze się pogorszy. Południowej Europie nakazano wprowadzić środki oszczędnościowe w stylu zaleceń Międzynarodowego Funduszu Walutowego, ale bez dewaluacji w stylu MFW niezbędnej do zmniejszenia ogromnej nierównowagi, jaka wytworzyła się między Północą a Południem w systemie wspólnej waluty. Ofiary są w potrzasku, jak Francja i Niemcy za czasów standardu złota na początku lat 30., kiedy społeczeństwa ciężko doświadczały deflacji.

Europejska Unia Monetarna skazała państwa śródziemnomorskie na strukturalną depresję, nie oferując żadnej drogi wyjścia z niej. Logiczna, choć politycznie absurdalna, jest reakcja kanclerz Niemiec Angeli Merkel, która mówi o podporządkowaniu poszczególnych demokracji w celu ratowania euro. “Powstaje pytanie, w imię jakiej władzy Europa ma powiedzieć narodowym parlamentom, co robić, by uniknąć szkód  dla całej Europy? Parlamenty narodowe nie lubią dyktatów w takich kwestiach, ale musimy postawić ten proble”, powiedziała.

Nie chcę tego przedstawiać jako niemieckiej arogancji, nie mówiąc o spisku Berlina. Niemcy zostały porwane przez bieg wydarzeń, podobnie jak inne kraje, które na ślepo weszły do Europejskiej Unii Monetarnej. Ale kanclerz Niemiec mówi o “dyktacie” wobec greckiego parlamentu, w czasach gdy wciąż żyje pamięć o okupacji, fladze ze swastyką na Akropolu i znienawidzonych Batalionach Bezpieczeństwa. Na takie coś nie zareagują dobrze ani greckie komunistyczne związki zawodowe, ani oficerowie armii greckiej. Tym bardziej jeśli chodzi o Epanastatikosa Agonasa i innych terrorystów. Te kwestie będą testowane przez najbliższe dwa, trzy lata. Według prognoz Standard & Poor’s grecki dług publiczny sięgnie w 2012 roku 138 procent PKB (W zeszłym roku wynosił 99 procent), w związku z czym agencja ta obniżyła wiarygodność obligacji greckich do BBB+.

MFW przewiduje, ze gospodarka Hiszpanii skurczy się w roku 2010 o 0,7 procent, pomimo ogólnego wychodzenia z recesji. Cios zadała także agencja Moody’s, obniżając wiarygodność jednej trzeciej wszystkich hiszpańskich obligacji zabezpieczonych hipoteką i niektórych regionów.

Włochy będą tak, jak przez ostatnie dziesięć lat popadać w kolejne kryzysy. Od końca lat 90. kraj ten utracił 30 procent konkurencyjności swej siły roboczej wobec Niemiec.

W całej Europie Południowej panują nastroje bezsilności, poczucie, że wydarzenia wymknęły się spod kontroli - i tak jest rzeczywiście.

Eurosceptycy twierdzili od samego początku, że Europejska Unia Monetarna okaże się z biegiem czasu niewydolna; że nieuchronny kryzys euro zostanie wykorzystany (świadomie lub nie) do stworzenia centralnego rządu Unii Europejskiej; że słabe państwa peryferyjne zostaną zredukowane do kolonii, i że Europejska Unia Monetarna wcale nie przyczyni się do spójności Europy, lecz zrodzi wewnętrzne spory i być może otworzy europejską puszkę Pandory. Czy ci krytycy się mylili?

Ambrose Evans-Pritchard

Posted in Czy wiesz?, W numerzeComments (0)

Parlament Europejski wybrany

Tags: , ,

Parlament Europejski wybrany


Państwowa Komisja Wyborcza podała wieczorem ostateczne wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego. Zwyciężyła w nich Platforma Obywatelska.

PO zdobyła 44,43 procent głosów, PiS 27,4 proc., SLD-UP 12,34 proc., PSL 7,01 proc. Frekwencja wyborcza wyniosła 24,53 proc.

Platforma zdobyła 25 mandatów w europarlamencie, PiS - 15, SLD-UP - 7, a PSL - 3. Pozostałe ugrupowania, jako że nie przekroczyły 5- procentowego progu, nie wyślą do Parlamentu Europejskiego swoich posłów.

Najwięcej głosów w skali kraju - ponad 393 tys. - dostał startujący z okręgu śląskiego Jerzy Buzek (PO), na drugim miejscu pod tym względem znalazł się Zbigniew Ziobro (PiS) z wynikiem ponad 335 tys. głosów (w okręgu małopolsko-świętokrzyskim). Jego konkurentka w okręgu małopolsko-świętokrzyskim Róża Thun (PO) uzyskała prawie 154 tys. głosów.

Bardzo dużym poparciem cieszyła się startująca z Warszawy Danuta Huebner (PO), na którą zagłosowało nieco ponad 311 tys. osób, natomiast jej konkurent z PiS Michał Kamiński zdobył prawie 89 tys. głosów, a Wojciech Olejniczak (SLD-UP) prawie 73 tys.

Jednak, by zostać europosłem nie trzeba było zdobywać aż tylu głosów, co dowodzi przykład startującego z okręgu małopolsko- świętokrzyskiego Jacka Włosowicza (PiS), któremu do zdobycia mandatu wystarczyło 5610 głosów z poparciem.

poslowie

Z list Platformy Obywatelskiej zostali wybrani:

Piotr Borys, Jerzy Buzek, Róża Thun, Małgorzata Handzlik, Jolanta Hibner, Danuta Huebner, Danuta Jazłowiecka, Sidonia Jędrzejewska, Filip Kaczmarek, Lena Kolarska-Bobińska, Janusz Lewandowski, Krzysztof Lisek, Elżbieta Łukacijewska, Bogdan Marcinkiewicz, Sławomir Nitras, Jan Olbrycht, Jacek Protasiewicz, Jacek Saryusz-Wolski, Joanna Skrzydlewska, Bogusław Sonik, Rafał Trzaskowski, Jarosław Wałęsa, Paweł Zalewski, Artur Zasada, Tadeusz Zwiefka.

Z list Prawa i Sprawiedliwości mandaty zdobyli:

Adam Bielan, Tadeusz Cymański, Ryszard Czarnecki, Marek Gróbarczyk, Michał Kamiński, Paweł Kowal, Jacek Kurski, Ryszard Legutko, Marek Migalski, Mirosław Piotrowski, Tomasz Poręba, Konrad Szymański, Jacek Włosowicz, Janusz Wojciechowski, Zbigniew Ziobro.

Z list koalicji SLD-UP zostali wybrani:

Lidia Geringer de Oedenberg, Adam Gierek, Bogusław Liberadzki, Wojciech Olejniczak, Marek Siwiec, Joanna Senyszyn, Janusz Zemke

Z list PSL do europarlamentu weszli:

Jarosław Kalinowski, Andrzej Grzyb, Czesław Siekierski.

Na PO zagłosowało 3,27 mln osób; na PiS 2,017 mln; na SLD-UP 908 tys., a na PSL 516 tys.

5-procentowego progu wyborczego nie przekroczyły następujące komitety wyborcze: Porozumienie dla Przyszłości Centrolewica (2,44 proc.), Samoobrona (1,46 proc.); Prawica Rzeczypospolitej (1,95 proc.), Libertas (1,14 proc.), UPR (1,10 proc.), PPP (0,7 proc.), a także Polska Partia Socjalistyczna (0,02 proc.) i Naprzód Polsko- Piast (0,02 proc.).

Z Sejmem na Wiejskiej pożegna się 17 posłów, w tym m.in. Jarosław Kalinowski (PSL), Paweł Zalewski (PO), Zbigniew Ziobro (PiS) i Wojciech Olejniczak (SLD).

Miejsce posłów, którzy zdobyli mandaty w PE, zajmą kandydaci z tej samej listy, którzy uzyskali następny w kolejności wynik w wyborach parlamentarnych w 2007 roku.

Następcą w ławie poselskiej Olejniczaka prawdopodobnie będzie łódzki samorządowiec Sylwester Pawłowski. Zmiany nastąpią także na stanowisku przewodniczącego klubu SLD, które do eurowyborów pełnił Olejniczak. Funkcję tę obejmie Grzegorz Napieralski.

Wicemarszałka Sejmu Jarosława Kalinowskiego (PSL) będzie mógł zastąpić Krzysztof Borkowski - absolwent Akademii Podlaskiej w Siedlcach, radny sejmiku województwa mazowieckiego. Decyzja o tym, kto z ludowców będzie nowym wicemarszałkiem zostanie podjęta na przyszłotygodniowym posiedzeniu klubu PSL.

Ale jeszcze w środę na ten temat z szefem PSL Waldemarem Pawlakiem będzie rozmawiał Kalinowski.

Miejsce po Ziobrze zajmie w Sejmie i klubie PiS Zbysław Owczarski, dotychczasowy radny PiS w sejmiku województwa małopolskiego - poinformował PAP wiceszef PiS w Małopolsce, poseł Andrzej Adamczyk.

Dzięki rozstrzygnięciom w wyborach do PE klub PiS powiększy się o jedną osobę. Stanie się tak, ponieważ w 2007 r. Paweł Zalewski zdobył poselski mandat z list PiS, później odszedł z tej partii i klubu, a niedawno związał się politycznie z PO.

Mandat poselski za Zalewskiego otrzyma więc następna osoba z najlepszym wynikiem z listy PiS w 2007 r. Może to być Wojciech Szczęsny Zarzycki - obecnie polityk Stronnictwa “Piast” i radny sejmiku województwa łódzkiego, który w przedterminowych wyborach parlamentarnych startował z listy PiS.

Nowym posłem na miejsce Joanny Senyszyn z SLD może zostać 65- letni Władysław Szkop ze Słupska, z wykształcenia lekarz. Był trzykrotnie posłem z listy SLD w 1993, 1997 i 2001 r. W kwietniu 2004 r. przeszedł do założonej przez Marka Borowskiego Socjaldemokracji Polskiej i jej klubu parlamentarnego.

Mandat poselski po Jacku Kurskim może objąć 61-letnia lekarz pediatra i anestezjolog Daniela Chrapkiewicz, pracująca obecnie w przychodni w Starogardzie Gd. Była już posłanką, zastępując w grudniu 2005 r. Hannę Foltyn-Kubicką, która wówczas objęła mandat do PE w miejsce Anny Fotygi.

Alina Kopiczyńska - obecna burmistrz Nowego Miasta Lubawskiego mogłaby zająć miejsce w ławie poselskiej po Krzysztofie Lisku (PO). W rozmowie z PAP powiedziała jednak, że nie przyjmie mandatu posła, bo chce do końca kadencji pracować w samorządzie.

Dlatego szansę na mandat - jako następny z największą liczbą głosów na liście - ma radny powiatu Lidzbarka Warmińskiego i członek zarządu powiatu lidzbarskiego Piotr Cieśliński. Zapytany, czy przyjmie mandat posła, odpowiedział, że startował w wyborach po to, by zostać posłem. Zastrzegł jednak, że chce poczekać na oficjalne wyniki.

Burmistrz Jordanowa Kazimierz Hajda to potencjalny następca posła PiS Pawła Kowala. W 2007 roku z listy PiS ubiegał się o mandat poselski, jednak do Sejmu nie wszedł.

Miejsce w Sejmie po Januszu Zemkem (SLD) mógłby objąć b. dziennikarz telewizyjny i poseł Sojuszu w V kadencji Sławomir Jeneralski, który w wyborach 2007 r. uzyskał trzeci wynik na liście LiD. Decyzję o objęciu mandatu poselskiego podejmie w środę.

Jolantę Hibner (PO) prawdopodobnie zastąpi Krzysztof Madej - absolwent Akademii Medycznej w Warszawie.

Na miejsce po Jarosławie Wałęsie (PO), który do PE startował z ostatniego miejsca na liście gdańskiej, może liczyć 29-letnia Agnieszka Pomaska - wiceprzewodnicząca Rady Miasta Gdańska i sekretarz Regionu Pomorskiego Platformy Obywatelskiej.

Radna ze Świnoujścia Irena Kurszewska prawdopodobnie zajmie w ławie poselskiej miejsce posła PO Sławomira Nitrasa. Wprawdzie kolejny na liście po Nitrasie jest Cezary Atamańczuk, jednak według jego wcześniejszych deklaracji nie rozważa on przyjęcia mandatu poselskiego.

Jak powiedział PAP szef zachodniopomorskiej PO Sebastian Karpiniuk, “Irena Kurszewska jest gotowa przyjąć mandat poselski”. Sama zainteresowana w rozmowie z PAP powtórzyła tę deklarację.

Na mandat poselski po Tadeuszu Cymańskim (PiS) może liczyć b. prezes Stoczni Gdańsk 39-letni Andrzej Jaworski; z wykształcenia etnolog i politolog. Obecnie jest radnym PiS w sejmiku pomorskim i pełni społecznie funkcję prezesa Fundacji Stoczni Gdańskiej, która pomaga obecnym i byłym pracownikom tego zakładu.

Radny miejski z Przemyśla Marek Rząsa to potencjalny następca Elżbiety Łukacijewskiej (PO). W ostatnich wyborach do Sejmu w 2007 r. w okręgu krośnieńsko-przemyskim, Rząsa uzyskał na liście PO czwarty wynik wyborczy.

Miejsce po Danucie Jazłowieckiej (PO) - jako kolejna z listy - mogłaby zająć Janina Okrągły - lekarz kardiolog z Prudnika, kierownik tamtejszej przychodni lekarskiej, b. radna powiatu prudnickiego.

Andrzeja Grzyba (PSL) prawdopodobnie zastąpi 45-letni Piotr Walkowski, prezes Wielkopolskiej Izby Rolniczej i przewodniczący Rady Powiatu w Ostrowie Wielkopolskim.

Łódzki przedsiębiorca działający w branży recyklingu, a także zajmujący się pozyskiwaniem środków z UE Jarosław Stolarczyk to potencjalny następca posłanki PO Joanny Skrzydlewskiej. Do PO wstąpił w 2006 r.

Prawica wygrywa w Europie

Europa postawiła na prawicę - niekwestionowanym zwycięzcą eurowyborów jest Europejska Partia Ludowa (265 mandatów). Socjaliści z PES wprowadzą tylko 162 posłów. Świętować mogą też partie skrajne, przede wszystkim prawicowe. A najbardziej zyskała frakcja… niezrzeszonych.

EPL utrzyma pozycję lidera w liczącym 736 deputowanych europarlamencie, choć wprowadzi mniej europosłów - 265 wobec 284 w poprzedniej kadencji. Frakcja Europejskich Socjalistów (PES) znów będzie musiała zadowolić się drugim miejscem, przy czym socjaliści też zostali osłabieni (162 europosłów w porównaniu z 215).

Zmniejszy się też liczba liberałów z ALDE - Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy (80 wobec 103). Konserwatywna frakcja UEN, w której zasiadali m.in. eurodeputowani PiS, może liczyć na 35 posłów. Zwiększy się liczba Zielonych: Greens/EFA będą mieli 51 mandatów (42 w poprzedniej kadencji), a GUE/NGL (Konfederacyjna Grupa Zjednoczonej Lewicy Europejskiej/Nordycka Zielona Lewica) 33. Niepodległość i Demokracja (IND/DEM) dostała 19 mandatów, inne - 91.

wybory-do-ue

W eurowyborach ujawniły się cztery tendencje wśród głosujących. W pierwszej grupie państw są te, w których rządząca lewica wyraźnie przegrała z opozycyjną prawicą. W drugiej - mniejszej - ta tendencja się odwróciła. Trzecia grupa to te państwa, w których rządzący z centroprawicy utrzymali zaufanie wyborców, a w czwartej ponownie wygrała lewica. Mimo kryzysu ekonomicznego socjaldemokracja wyraźnie przegrała - ani nie zdobyła zbyt wielu nowych przyczółków, ani nie udało jej się utrzymać stanu posiadania.

Najwyraźniej “nie” rządzącym socjaldemokratom powiedzieli Brytyjczycy. Partia Pracy wprowadzi do europarlamentu tylko 11 deputowanych. To porażka nie tylko z torysami (24 mandaty), ale i z eurosceptyczną Partią Niepodległościową (UKIP), która będzie miała 13 europosłów. 10 mandatów dostaną Liberalni Demokraci.

Spektakularną porażkę poniosła też rządząca Węgierska Partia Socjalistyczna (MSZP), która zdobyła zaledwie cztery mandaty. Opozycyjna centroprawicowa partia Fidesz dostanie 14 miejsc w PE, a skrajnie prawicowa Jobbik - trzy. Stosunkowo najłagodniej rządzącą lewicę potraktowali Hiszpanie. Socjaliści (PSOE) nieznacznie przegrali z ludowcami (PP) - 21 do 23 mandatów.

Rządząca prawica wypadła kiepsko w Grecji i Irlandii. Zwłaszcza w Irlandii to spora zmiana, bo konserwatywna Fianna Fail, która ostatecznie będzie miała 3 mandaty z frakcji ALDE, dominuje w tamtejszej polityce od ponad 70 lat. Mieszkańcy Zielonej Wyspy postawili jednak nie na lewicę, ale na chadecję (Fine Gael, 4 mandaty).

Partia Socjaldemokratyczna zwyciężyła natomiast w Danii, ale przewaga nad rządzącymi z Duńskiej Partii Liberalnej jest niewielka i obie biorą po trzy euromandaty. Wyraźniej socjaliści zwyciężyli w Grecji - opozycyjny PASOK weźmie 9 euromandatów, rządząca Nowa Demokracja - 7. Nadspodziewanie dobrze poszło też komunistom, którzy będą mieli 3 europosłów.

Z kolei w Niemczech, Włoszech i Francji rządzący trzymają się mocno. U naszego zachodniego sąsiada chadecja utrzymała prowadzenie, ale odnotowała sporą stratę (ostatecznie 42 mandaty). Na drugim miejscu są współrządzący socjaldemokraci (23 europosłów).

We Francji z kolei prawicowa Unia na Rzecz Ruchu Ludowego (UMP) Nicolasa Sarkozy’ego wygrała wybory i wzmocni EPP o 30 mandatów. Socjaliści mogą liczyć na 14 miejsc, tyle samo co Zieloni. Także we Włoszech rządząca partia Lud Wolności premiera Silvio Berlusconiego triumfuje. Według exit polls centroprawica otrzymała 39 procent głosów, a największa siła opozycji, Partia Demokratyczna - 27 proc. głosów.

Lewica wygrała z kolei w Portugali i na Słowacji. Najlepszy wynik w Portugalii uzyskała Partia Socjaldemokratyczna (7 mandatów), na drugim miejscu są rządzący socjaliści (5 mandatów). W sumie jednak najwięcej mandatów dostanie chadecka frakcja EPP (10 mandatów), na którą złoży się wynik trzech partii.

Natomiast na Słowacji rządzący socjaldemokraci zdobyli pięć mandatów, dwa otrzymała opozycyjna chadecja (KDH), a pozostałe sześć miejsc w PE podzieliły między sobą trzy mniejsze ugrupowania.

Wyraźnie zyskały też partie ultraprawicowe, nacjonalistyczne i antyemigranckie. Dobre wyniki uzyskały w Holandii, Austrii, Danii, Słowacji, na Węgrzech i w Wielkiej Brytanii.

Posted in Polska, W numerze, ŚwiatComments (0)

Witamy w Ontario - przewodnik dla nowoprzybyłych Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Zbliżają się Walentynki, jak będziesz spędzał/a ten dzień?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Luty 2012
P W Ś C P S N
« sty    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  
 Strona 1 z 1  1