Tag Archive | "Grecja"

Tylko jelenia brakuje

Tags: , ,

Tylko jelenia brakuje


Na greckiej Santorini słońce zachodzi tak pięknie, jak nigdzie indziej.

Na Santorini przyjeżdżają chętnie malarze i fotograficy. Jedni i drudzy z jednakową pasją uwieczniają zachód santorini_landsatsłońca, którego nie zobaczy się podobno nigdzie indziej.
Zachodzące słońce maluje na niebie całą gamę barw w tonacji żółci i czerwieni. Już nie świeci jasnym blaskiem, a żarzy się ognista kula zawieszona nad nieboskłonem. To wszystko odbija się w wodach morza Egejskiego, co powoduje, ze widzi się jakby dwa obrazy – ten rzeczywisty i odbity. A jeśli jeszcze na pierwszym planie majaczą zarysy palm, bajecznie kolorowy obrazek graniczy z kiczem.
Ale turyści lubią taki kicz. Wybierają też chętnie pocztówki, na których zachodzące słońce jest tłem do oryginalnych, białych budowli.
Miasteczka na klifie
Pobielane ściany domów, nierzadko z błękitnymi okiennicami, otoczone ogródkami glinianych donic z kaktusami, małe kościółki sąsiadujące z ruinami tajemniczych, minojskich świątyń – to obrazki, jakie ogląda santorini-miastosię na Santorini. Większość wiosek położona jest na wysokim klifie. Można do nich wjechać na grzbiecie osiołka wąskimi ścieżkami snującymi się między tarasami winnic i cytrusów. A dokoła jest błękit morza i błękitne niebo.
Krajobraz, jaki roztacza się przed oczami przybywających turystów jest dziełem katastrofy sprzed wieków. Wybuch wulkanu w połowie drugiego tysiąclecia przed naszą erą spowodował całkowite zniszczenie kultury i cywilizacji minojskiej, że tylko odkrycia archeologiczne zaświadczają o wspaniałej przeszłości. Np. fragmenty mozaik, ułamane kolumny, zarysy świątyń, malowniczo położony teatr – oto, co można zobaczyć w okolicach wiosek Kamaris i Perrisa.
Wysokie, skaliste brzegi otaczają na wyspie zatoczki, wdzierające się głęboko w ląd. Ściany klifu pokrywa warstwa szarego, przechodzącego w czerń pumeksu. Gdzieniegdzie skała staje się brązowa, czasem aż czerwona w promieniach ostrego słońca. Czasami ulega się złudzeniu, że surowa, niedostępna skała musi być zamieszkana przez nieziemskie istoty. A tak santorini-panorama-smallprzecież nie jest. W zawieszonych na skałach domach mieszkają zwykli ludzie.
Sławna Atlantyda?
Platon sądził, że wyspa była niegdyś sławną Atlantydą, doskonałym państwem, oazą szczęśliwości. Tubylcy santorini-wbluenatomiast przysięgają, ze sto lat temu zlatywały się na wyspę wampiry.
Apokaliptyczne wydarzenia niewiele obchodzą współczesnych turystów. Brzmią jak echo legendy. Dzisiaj wyspa jest doskonałym miejscem, by połączyć leniwy wypoczynek nad morzem, pływanie między ławicami pumeksu i olbrzymich ryb z wycieczkami po okolicy. Plaże w niczym nie przypominają naszych nadbałtyckich, bo są ciemne, pokryte takiej barwy piaskiem powulkanicznym i pełne drobnych kamyczków, które rozgrzane letnim upałem parzą stopy niczym rozżarzone węgielki, wyrzucone prosto z piekła.
Wprawdzie ciemna plaża wydaje się mało elegancka, jakby brudna, ale przecież podobne spotyka się na Wyspach Kanaryjskich i Cyprze. Natomiast wulkaniczna gleba jest bardzo żyzna, więc każdy dostępny centymetr, po odpowiednim przygotowaniu, jest wykorzystywany pod uprawy. Przeważają plantacje pszenicy, pomidorów (większość przerabiana na przecier), pistacji i winogron. Wytwarzane na wyspie wina visando i nichteri są dla wielu zbyt słodkie, lecz należą do najlepszych na Cykladach.
Z północy na południe
Wysunięte na północ miasteczko Ia było niegdyś głównym portem rybackim Morza Egejskiego. Upadło, w wyniku recesji gospodarczej, wojen, trzęsień ziemi i zmniejszenia populacji ryb. Ucierpiało chyba najbardziej podczas trzęsienia ziemi w 1956 roku. Ale zrekonstruowano większość domów, przylegających do klifu.
To właśnie tutaj, do tej mieściny, zjeżdżają autobusami ludzie z całej wyspy, żeby obserwować bajeczne zachody słońca. A potem, po zapadnięciu zmroku, udają się do baru z muzyką rockową. Niedaleko stąd położone są wioski – Ammoudi i Armeni. W pierwszej mieszkają rybacy, w drugiej cumują promy. Jedyna znajdująca się w Armeni tawerna specjalizuje się w przyrządzaniu ośmiornicy z rusztu.
Miejscowość wysunięta najdalej na południe nazywa się Akrotiri. Jest to miejsce o tyle ważne, ze dostarcza dowodów na istnienie minojskiej kolonii. Prowadzone tu prace wykopaliskowe odsłoniły dwie lub trzypiętrowe budowle zniszczone najpierw przez trzęsienie ziemi, a następnie zalane lawą wulkaniczną. Odkrywca wyspy, profesor Marinatos, zginął pod gruzami rozpadającej się ściany i tu został pochowany. Dotychczas odkopano zaledwie niewielką część największego (poza Kretą) miasta minojskiego.
Malowniczością swoich uliczek, domków, cerkiewek przewyższa inne osiedla na wyspie Fira, wisząca desperacko na krawędzi klifu. To niezwykle atrakcyjne położenie jest często pokazywane na pocztówkach i turystycznych folderach.
W małej cerkiewce Evangelismos, którą wybudowano na ruinach rozpustnego Heraionu, odbywały się gimnapedia, czyli tańce nagich młodzieńców ku czci Apollina Karnijskiego. Niegdyś wyspę Santorini nazywano Kalliste – najpiękniejszą. Feniccy zdobywcy nazwali ją Thera na cześć jednego ze swoich królów. Natomiast Santorini czyli święta Irena, przypadło Thirze za czasów bizantyjskich.
Daleko do szkoły
Źródła podają, że na Santorini nie mieszka więcej jak pół miliona ludzi. Latem ta liczba jest zwielokrotniona, dzięki turystom, którzy wybierają Santorini jako miejsce letniego wypoczynku.
Niezbyt wygodnie mieszkać na tej wyspie, jeśli ktoś ma aspiracje na dalsze kształcenie po maturze. Nie ma tu żadnej uczelni. Do najbliższej szkoły wyższej trzeba udać się na Kretę, dokąd podróż statkiem trwa ok. 3 godzin.
Niby ludzie na Santorini jest mało, ale i tu można spotkać rodaków. Np. p. Ania przyjechała na wyspę nakłoniona przez narzeczonego. Na Santorini oznacza to jakby się było pełnoprawnym członkiem rodziny. Zerwać narzeczeństwo to niczym w naszych warunkach wziąć rozwód. Pani Ania nie zdecydowała się jeszcze na ślub, zastanawia się, czy osiedlić się w tym miejscu na stałe. Latem, jak twierdzi, jest całkiem znośnie, przyjeżdżają wycieczki, zaglądają Polacy, z którymi można pogawędzić. Zwłaszcza, że pani Ania pracuje w sklepie jubilerskim, a więc i możliwości kontaktów z ludźmi są większe.
Zimą, ruch turystyczny zamiera. Notuje się spadki temperatur, jak ostatnio, kiedy słupek rtęci w termometrze zbliżył się do zera. Nie przywykli do takich temperatur mieszkańcy Santorini mniemali, że nawiedziły ich arktyczne mrozy. Domy budują bez ogrzewania, licząc na dobrotliwość niebios, na słońce i ciepło. Tak więc, kiedy obniża się zimą temperatura powietrza, niepokoją się o zbiory i plony winnej latorośli. Oznacza to bowiem spadek produkcji wina.

JANUSZ ŚWIĄDER

Posted in PodróżeComments (1)

Wśród ludzi i bogów

Tags: , ,

Wśród ludzi i bogów


Grecy zawsze mieli świadomość wschodniego rodowodu swej cywilizacji, ale wiele jej darów mapa-de-cretaprzyjęli również z południa, z Krety. Bo i cóż – kultura egejska wyprzedziła znacznie kulturę helleńską. Achajowie byli zarówno zdobywcami, jak i dłużnikami Krety.

W maleńkiej wiosce Ammoudara

Wymarzone wakacje na Krecie to w moim przypadku był dwutygodniowy pobyt w niedużej wiosce Ammoudara, położonej niespełna 5 km od Heraklionu. A właściwie nie kretaasposób znaleźć granicę oddzielającą obydwie miejscowości, bowiem Ammoudara jest jakby strefą turystyczną stolicy wyspy – z hotelami, restauracjami, tawernami, sklepami.
Hotele, na ogół, są podobne – z surowym wnętrzem pomalowanym na biało, o niedużych, przytulnych pokojach z łazienkami. Przeważnie usytuowane zostały nad morzem, choć niekiedy zdarza się, że trzeba pokonać około pół kilometra drogi, żeby znaleźć się na plaży. Ale to raczej przyjemność taki spacer, zwłaszcza gdy się wie, że plaża jest piaszczysta, wyposażona w parasole i leżaki. Przyjemnie bowiem skryć się w cieniu przed natarczywymi promieniami słońca. Słońce grzeje na Krecie niemiłosiernie, nie skąpi swych promieni przez okrągły rok. To zresztą zaleta tej wyspy – stuprocentowa gwarancja słonecznej pogody i chłodzący rozpalone ciała powiew rześkiej bryzy.
Turyści zażywają morskich i słonecznych kąpieli od rana do wieczora. A później, u schyłku dnia, wypełniają miejsca w tawernach, w których rozbrzmiewa grecka muzyka w rytmie zorby czy sirtaki. Najważniejsze, oczywiście, są potrawy greckiej kuchni: tzatziki (rodzaj sałatki z surowego ogórka, przyprawionej gęstym jogurtem i czosnkiem), musaka (rodzaj zapiekanki z bakłażanami), suwlaki (szaszłyk), piperis gemistes (papryka faszerowana siekanym mięsem). Z lampką wina lub zimnym piwem potrawy smakują wybornie.

Wieki historii patrzą w Knossos

kretaaaaTo było niegdyś duże miasto – liczyło z przyległościami 100 tys. mieszkańców. Szczyt swojego rozwoju osiągnęło ok. 3 tys. lat temu.
W 1900 r. odkryty został przez sir Artura Evansa i częściowo zrekonstruowany najwspanialszy z pałaców minojskich w Knossos, pałac króla Minosa, którego żona urodziła Minotaura, półbyka – półczłowieka. Specjalnie, by uchronić poddanych, król rozkazał Dedalowi zbudować dla potwora labirynt. Jednak dopiero Tezeusz, dzielny Ateńczyk, zabił bestię i uwolnił wszystkich zależnych od woli władcy.
Przeplatanie się legend z faktami historycznymi podkreśla tajemniczość tego miejsca i stanowi o jego niepowtarzalności. A warto wszakże wiedzieć, że początki kultury minojskiej sięgają 27 wieku przed n.e. I co ciekawe, że do 16 wieku przed n.e. kultura ta przodowała naszemu światu. Z całą wschodnią częścią śródziemnomorza Kreteńczycy prowadzili wówczas ożywiony handel. Natomiast sąsiedzi zza różnych mórz nauczyli się od nich tajników żeglarstwa i organizacji handlu, literatury i sztuki. Do Grecji przyszło z Krety pismo sylabiczne i kolumna jako główny element w architekturze pałacowej. Również sporo innych odkryć, które Grecy rozwinęli i udoskonalili. Pewnie dlatego Knossos jest miejscem tak ważnym, że Kreteńczycy żartują, iż nie pozwolą nikomu opuścić wyspy, jeśli się dowiedzą, że przebywając na Krecie, nie odwiedził pałacu w Knossos.

Magiczna wyspa Santorini

santoriniNie ulec urokowi legendy, żeby nie zobaczyć na własne oczy pozostałości po słynnej Atlantydzie, to czysty absurd. A właśnie magiczna wyspa Santorini była ponoć świadkiem burzliwej i dramatycznej historii. Ok. 1500 r. p. n.e. wybuchł na niej wulkan, niszcząc jeden z głównych ośrodków kultury minojskiej.
Według Jana Alfreda Szczepańskiego wyspa Santorini czyli Thira, nazywana popularnie „Wyspą Diabelską” to był olbrzymi wulkan z kraterem monstrualnie wielkim, otoczonym potężnymi skałami. Potworny wybuch w czasach minojskich rozerwał kolistą obręcz, zaś do krateru wdarło się morze. W wyrwie po zachodniej stronie powstała wyspa Aspronisi. W czasach hellenistycznych w 236 r. p.n.e. łuk krawędziowy został ponownie rozdarty i od właściwej Thiry oddzieliła się część, nazwana Thirazją. Nie koniec na tym. W czasach renesansu (1573) z morza, które zalało krater Thiry, wyłoniła się wysepka nazwana Kajmeni, zaś w czasach baroku (1711) wynurzyły się z morza dalsze wysepki i to większe – Wielka i Nowa Kajmeni. Aktywność wulkanu trwała nadal: w latach 1866-67 wybuchy podwodne wyrzuciły na powierzchnię wysepki: Afrozję i św. Jerzego. Wulkan dawał znać o sobie jeszcze w 1925 i 1928 r., a w r. 1956 miało miejsce trzęsienie ziemi. Zagrożona była nawet główna wyspa, choć to zwarty blok dwóch gór, wyniesiony paręset metrów nad powierzchnię wody.
Wulkan nie odstraszał ludzi. Wprawdzie osadnictwo na Santorini datuje się od XX wieku, jednak miasto doryckie powstało już w IX w. p.n.e. Choć starożytna Thira legła w gruzach, to współczesna Fira (nazwa powstała z przekręcenia dawnej), osadzone na skałach miasteczko, lśni swoją bielą, opromienione słońcem. Lawy dostarczają pumeksu, gleba – winorośli, zaś morze – ryb.
Na Santorini dostać się można z Krety statkiem rejsowym. Jednak morze, w przypadku mojej wyprawy, nie okazało się zbyt łaskawe. Pogoda była iście sztormowa, wiatr osiągnął siłę 8 w skali Beauforta. Statkiem  kołysało jak pudełkiem od zapałek, że większość spośród 400 pasażerów oddawała Neptunowi spożyte przed chwilą śniadanie. Ale warto było się przemóc, żeby zobaczyć jak na pionowych ścianach (które pokazują różnokolorowe warstwy lawy) zbudowano kapliczki, hotele, tawerny. Budynki pomalowane na biało, oddzielają błękit nieba od błękitu morza. Jedynie kopuły świątyń i okna mają niekiedy kolor niebieski. Wszystko razem tworzy bajkowy obraz, który utrwalony na zdjęciach, zdobi turystyczne foldery. Chcąc ujrzeć wspaniały labirynt śnieżnobiałych budynków, najlepiej wspiąć się na szczyt stromego zbocza. Ale potem trzeba zejść do zatoczki – na własnych nogach albo zjechać na grzbiecie osiołka lub skorzystać z kolejki linowej.

Grek Zorba i El Greco

Doprawdy, trzeba mieć taki dar przekonywania, a jeszcze lepiej wsparty gruntowną wiedzą, jaką imponował Adam Kiciak, orbisowski guide, żeby wycieczki po Krecie dostarczały maksimum zadowolenia. Zachęcił mnie np. do wybrania się szlakiem wiodącym na zachód od Heraklionu, gdzie z jednej strony piętrzyły się wspaniałe, strome góry, a po przeciwnej oglądałem małe rybackie wioski albo złociste plaże, jakich jest wiele w pobliżu miasteczka Rethymnon. Samo miasteczko za weneckich i tureckich czasów było jednym z najważniejszych na Krecie. Obecnie urzeka swoim malowniczym położeniem, zaś spacer wąskimi uliczkami pozwala rozkoszować się cudami architektury w weneckim stylu. Nadmorskie restauracje serwują duży wybór potraw z ryb i z dodatkiem owoców morza. Usytuowane są wprost na nadbrzeżu. W porcie stoją statki odbywające regularne rejsy do Włoch.
chania_old_townRethymnon, obok funkcji turystycznej, pełni ważną rolę ośrodka uniwersyteckiego, w którym kierunkiem wiodącym jest filozofia. Natomiast nauki filologiczne studiuje się w niedalekiej Chanii, jeszcze w latach 70. stolicy Krety. W okolonej z trzech stron zatoce Sauda powstawały zdjęcia do filmu „Grek Zorba”. Stamtąd zresztą pochodzi twórca słynnego kinowego dzieła Nikos Kazantzakis.

Najciekawszą częścią Chanii jest Stare Miasto, rozrastające się począwszy od ślicznej, weneckiej przystani, pilnowanej przez wenecką latarnię morską. Malowniczy Stary Port tętni życiem niezliczonej ilości tawern, restauracji, kawiarni, barów.

chania_panorama_2

Ulegam pokusie i daję się namówić na lekki posiłek w jednej z restauracji. Zamawiam tradycyjną sałatkę grecką, natomiast mój cicerone – smażone kalmary. W nagrodę, że skorzystaliśmy z usług tego lokalu, zostajemy poczęstowani kieliszkiem zimnej anyżówki, doprawionej sokiem.
W drodze powrotnej odwiedzamy jeszcze wioskę Fodele, w której przyszedł na świat znany malarz grecki Domenico Theotocopoulos, fodeleznany bardziej jako El Greco. Nieopodal starego kościółka stoi domek – muzeum, przed którym ustawione jest popiersie artysty. Niestety, muzeum jest zamknięte, a okna szczelnie przesłonięte, że nie sposób zajrzeć do środka. Rozglądam się po malowniczej okolicy. Wioska leży  w kotlinie otoczonej pasmem wzniesień i gór. Senne popołudnie sprawia, że życie w niej jakby zamarło. Leniwie przeciąga się kot, ktoś oferuje haftowane serwety, na straganie piętrzą się stosy pomarańcz. Czas wracać…
W uzupełnieniu wiadomości o El Greco dowiaduję się, że dziwnym zbiegiem okoliczności odkryty został obraz malarza pt. „Ekstaza św. Franciszka” na Podlasiu, w plebanii w Kosowie Lackim. Wywołało to podobno sporo zamieszania. Jednak nawet autorytety o międzynarodowej sławie stwierdziły, że to żaden falsyfikat, a autentyczne dzieło wielkiego mistrza. No i proszę, jak to się historia plecie…
Cała zresztą Kreta jest miejscem, gdzie przebywa się zarówno wśród ludzi, jak i … bogów, gdzie legendy mieszają się z prawdą historyczną, a zabytki dają świadectwo kilku tysiącom lat cywilizacji.

JANUSZ ŚWIĄDER

Posted in PodróżeComments (0)

Korfu

Tags: , ,

Korfu


Królestwo Odyseuszagr_corfu
Nazywa się Korfu. Jest  jedną z najbardziej zielonych wysp greckich. I nie ma w tym cienia przesady. Bogactwo zieleni zawdzięcza wyspa klimatowi i urodzajnym glebom, dobrze użyźnionym i nawodnionym, dzięki ulewnym deszczom, które nieprzerwanie padają od października do marca. Myśląc o wypoczynku, lepiej omijać ten okres.
Morze jak turkus, niebo jak szafir
d-korfu-pobrezi1Kiedy przybyłem na Korfu w pierwszej dekadzie czerwca, do hotelu usytuowanego w Ipsos, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że … otworzyły się przede mną bramy raju. Widok, jaki roztaczał się z balkonu mojego pokoju, zapierał dech w piersiach. Łagodnie opadające zbocze, pokryte intensywną zielenią drzew i krzewów (wśród których ukryły się domki i pensjonaty pokryte czerwoną dachówką), łączyło się z taflą turkusowego morza. Niebo zaś miało odcień szafiru, na którym z rzadka pojawiały się lekkie jak puch chmurki.
Gaje oliwne i cytrusowe
Wyspa Korfu, dzięki lasom i gajom oliwnym uważana jest za „zielone serce” Grecji. Przemierzając Korfu wzdłuż i wszerz wszędzie się widzi ciągnące się kilometrami plantacje oliwne, a sama tradycja uprawy oliwek sięga jeszcze korfu1czasów najazdów tureckich i późniejszego panowania Wenecji. Mieszkańcy Korfu do tej pory korzystają ze starych przepisów na „domowe kosmetyki” wytwarzane z oliwy – na niektórych bazarach można kupić specjalne szampony i olejki z oliwy. A w ogrodach i wzdłuż ulic rośnie mnóstwo drzew cytrusowych, że jadąc samochodem, po wąskich, wyspiarskich ulicach, aż ręce wyciągają się, żeby zerwać dorodne pomarańcze czy mandarynki. Na Korfu rosną też małe chińskie pomarańcze koum-kouat, z których wyrabia się likier, będący specjalnością tej wyspy. Albo można kupić pyszny dżem pomarańczowy z owocami „zatopionymi” w gęstym syropie.
Na skrzyżowaniu antycznych i handlowych szlaków
korfu_turkiszobol1Korfu należy do archipelagu Wysp Jońskich, które – według Homera – były królestwem Odyseusza. Ze względu na swe  położenie, na skrzyżowaniu antycznych i średniowiecznych szlaków handlowych, Korfu nękane było często przez najeźdźców (m.in. Rzymian, Gotów, Normanów, Wenecjan, Francuzów, a nawet Rosjan, Turków i Anglików). Przez długi czas okupacji nigdy jednak nie zatraciło swej tożsamości i greckiego dziedzictwa. Na Korfu, z czego są dumni mieszkańcy tej wyspy, przyszedł na świat Dionisios Solomos, autor słów hymnu narodowego  i pierwszy prezydent kraju – Ioannis Kapodistrias. Wyspę od niedawna upodobali sobie Niemcy i Brytyjczycy, stąd mowa niemiecka i angielska rozbrzmiewa tu na każdym kroku. Turyści czują się na Korfu znakomicie, wszak wiedzą, że jest to wyspa ludzi gościnnych, szczerych i chętnych do pomocy.
Forty górujące nad miastem
d-korfu-nova-pevnostNad stolicą Korfu, z grecka zwaną Kerkyra, górują dwa forty – Nowy i Stary. Widoczne są z daleka, również z morza, gdy wpływa się statkiem do portu, wracając z każdej morskiej wyprawy.
Stary Fort czy inaczej Stara Twierdza (Paleo Frourio) to zamczysko wzniesione na szczycie skalistego półwyspu, z którego roztaczają się wspaniałe widoki na stolicę wyspy i ciągnące się po obu jej stronach wybrzeże. Pierwsza warownia stanęła w VI w., gdy po zniszczeniu przez Gotów starożytnego Palaiopolis garstka ocalałych mieszkańców schroniła się na trudno dostępnym cyplu. Od dwóch wzgórz – po grecku koryfes – pośrodku półwyspu, pochodzi być może średniowieczna nazwa miasta Koryfo (po łacinie „Corfu”). W ciągu wieków bizantyjscy władcy znacznie rozbudowali fortyfikacje od strony morza, skąd zwykli przybywać najeźdźcy, a w X w. całe ówczesne miasto znalazło się w obrębie murów obronnych.
Do Starej Twierdzy wchodzi się  obecnie od strony Esplanady. Do środka prowadzi stały most nad Contrafossą, przekształconą w malowniczy kanał pełen jachtów.
Z Nowej Twierdzy roztacza się widok na dachy starego miasta. Warto zagłębić się w staromiejskie, wąskie uliczki, by poczuć atmosferę dawnego Korfu. A na pewno trzeba dotrzeć do kościoła św. Spirydona, w którym znajduje się grób patrona wyspy. Wnętrze tej świątyni jest zawsze pełne turystów i miejscowych wiernych. Wśród bogatego wystroju – ikon, fresków, srebrnych i złotych dekoracji – poczesne miejsce zajmuje kunsztowna trumna świętego.
Ponad połowa mężczyzn na wyspie nosi imię Spirydon (zdrobniale Spiros). Cztery razy w roku ulicami miasta przechodzi procesja z relikwiami świętego, której towarzyszy radość i ukontentowanie. Mieszkańcy Korfu wierzą, że święty Spirydon ocalił ich czterokrotnie: dwa razy przed zarazą (w XVII w.), raz przed głodem (w XVI w.) i raz przed Turkami (w XIII w.).
Spirydon jest też patronem żeglarzy, więc to jemu składa się dary za szczęśliwy powrót z morskich podróży i uniknięcie katastrof.
Arkadowa galeria kawiarni
Serce Korfu bije na Esplanadzie, biegnącej poniżej Starej Twierdzy. Po jej zachodniej stronie znajduje się Liston – arkadowa galeria kawiarni, restauracji i sklepów z pamiątkami, zbudowana  w 1807 roku przez Francuzów wg projektu tego samego architekta, który był pomysłodawcą  Rue de Rivoli w Paryżu. Liston, podobnie jak jego pierwowzór, przez cały dzień tętni życiem.  Gwarno jest tu także nocą. Miejscowi przychodzą, aby spotkać się ze znajomymi, przeczytać gazety czy po prostu wypić kawę lub lampkę wybornego wina. Po przeciwnej  stronie arkad usytuowane jest pole do gry w krokieta, na którym  młodzi chłopcy grają często w piłkę.
pontikonisiMysia Wyspa
Najbardziej charakterystycznym zdjęciem z Korfu jest fotografia przedstawiająca dwie maleńkie wysepki: Vlachernę i Pontikonissi (na zdjęciu obok). Vlacherna połączona jest z lądem krótką groblą, na której już z daleka dostrzec można śnieżnobiałe zabudowania klasztoru. Kontrapunktem dla niego jest zielona plama samotnego cyprysa wznoszącego się ponad wenecką dzwonnicą. Przy grobli cumują skromne łodzie rybaków.
Po zejściu krętymi schodkami na groblę, można udać się do klasztoru. W malutkim kościółku NMP znajduje się ikona Matki Boskiej z Dzieciątkiem, przed którą wierni składają dary dziękczynne oraz modlą się o zdrowie.
Natomiast Pontikonissi zwana inaczej Mysią Wyspą, w gąszczu drzew skrywa małą kaplicę bizantyjską z XI lub XII wieku. Zgodnie z jedną z interpretacji mitologii Pontikonissi jest okrętem Feaków, którym Odyseusz dotarł do Itaki, a Posejdon zamienił go w skałę, mszcząc się za oślepienie swojego syna (cyklopa Polifema).
Niegdyś wyspa nazywana „królową wysp jońskich” była ulubionym celem podróży europejskich królów. Wypoczywali tu Napoleon, cesarzowa Sisi i cesarz Wilhelm II. Bo i cóż, Korfu mieni się feerią barw: głęboka zieleń cyprysów występuje na zmianę ze złotymi zbożami i jaskrawymi plantacjami pomarańczy i cytryn. Nie wolno, oczywiście, zapominać o krystalicznie czystym Morzu Jońskim, o wszystkich odcieniach zieleni i błękitu. A mało uczęszczane szlaki biegnące wśród gajów oliwnych doskonale nadają się na piesze wędrówki.
Statkiem na Paxos i do Pargi
Około dwie godziny trwa rejs na oddaloną o 14 kilometrów na południe od Korfu małą wyspę Paxos, najmniejszą z siedmiu  Wysp Jońskich.  Zgodnie z greckim mitem Paxos stworzył bóg morza Posejdon, odłupując trójzębem południowy kraniec Korfu, by móc na osobności cieszyć się ukochaną Amfitrytą. Trójząb wypadł mu zresztą z ręki, a mieszkańcy Paxos znaleźli go później i obrali za godło.
Przy wybrzeżu na wyspie oczekują na turystów liczne tawerny i kawiarnie. Wstępuję do jednej z nich na lunch, gdzie zamawiam półmisek sardynek z grilla, sałatkę grecką i karafkę wybornego, białego wina. Po krótkim spacerze, podczas którego uwieczniam na kliszy swojego aparatu urokliwe zakątki miasteczka, płynę stateczkiem do Pargi, popularnego ośrodka północno-zachodniego wybrzeża Grecji. Białe, ukwiecone domy wspaniale prezentują się tam w oprawie zielonych wzgórz i lazurowych zatoczek, upstrzonych skalistymi wysepkami. Na tłocznej plaży miejskiej możliwa jest kąpiel morska. Z głębi morza wyrastają liczne skały, podobne do tych, które widywałem w wietnamskiej zatoce Ha Long.

Janusz Świąder

Posted in PodróżeComments (0)

Dar bogów - feta i pita

Tags: , , ,

Dar bogów - feta i pita


Feta to najbardziej znany grecki ser. Plaster białego kruchego sera, posypany oregano i polany zielono złocistą oliwą to najprostsza przekąska (mezze), którą można dostać w każdej greckiej ouzerii i tawernie.

pita-feta

Najlepsza feta pochodzi z północy kraju. Według mitologii greckiej sztukę robienia tego sera podarowali Grekom bogowie z Olimpu. Nic więc dziwnego, że współcześni mieszkańcy Hellady twierdzą że, serów jest tysiące, ale grecka feta jest tylko jedna na świecie.

Inna z legend głosi, iż pierwszym producentem fety był jeden z cyklopów, który hodował dorodne owce, a ich mleko wykorzystywał do robienia sera. Wyborny smak odkrył Ulisses podczas swojej niekończącej się podróży i podstępem wszedł w posiadanie receptury produkcji tego sera. W czasach starożytnych do zakwaszenia mleka, z którego powstawała feta, używano kwiatów ostu lub soku z ugniecionych konarów drzewa figowego. Masę serową z ukiszonego mleka, trzymano w zeszytych skórach zwierzęcych, aby ser dojrzał. Obecnie używa się do tego celu beczek lub kwadratowych pojemników. Właśnie od ich nazwy pochodzi wyraz „feta” czyli plaster - uformowane w pojemnikach bryły aksamitnie gładkiego sera łatwo kroi się właśnie w plastry. Wcześniej nazywano ją telemes - od słowa „tulumi” czyli skóra owcy. W różnych rejonach Grecji, ma nieco odmienny smak – może być bardziej lub mniej słona. A np. na Krecie – szczególnie wiosną – wyrabia się odmianę fety, która prawie nie dojrzewa. Ma ona bardziej neutralny smak i przypomina nasz twaróg.

Współcześnie fetę produkuje się z mieszanki pasteryzowanego mleka owczego i koziego — to drugie stanowi tylko 5-10% mieszanki lub tylko z mleka owczego, dodając enzymów pochodzących z owczego żołądka. Gotowy ser „dojrzewa” ok. 2 miesiące w solance w miejscu o temp. 1-2° C. Dzięki temu staje się odpowiednio wilgotny i smaczny. Należy do grupy serów miękkich o zawartości tłuszczu ok. 40%. Jest kruchy i łatwo topi się w wysokiej temperaturze. Dobra feta po przekrojeniu musi mieć niewielkie otworki. W kuchni greckiej bardzo często wykorzystuje się ją do zapiekania potraw oraz do różnego rodzaju farszów, np. warzywnych czy mięsnych oraz do sałatek. Latem często jada się ją z arbuzem lub winogronami albo z … miodem - prawdziwi smakosze bardzo sobie cenią ten słodko-słony smak.

Ten typowo grecki przysmak stał się przyczyną „wojny serowej”. Grecy chcieli, aby boski podarunek był produkowany tylko u nich (rocznie wytwarzają ok. 120 tys. ton). Na “hellenizację” fety nie chcieli zgodzić się przede wszystkim Duńczycy, którzy rocznie produkują 30 tys. ton fety, z czego większość eksportują. Sprawa trafiła do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Przepychanki trwały prawie osiem lat. W końcu Komisja Europejska uznała, że jedyna prawdziwa feta to grecka feta. Producenci spoza Grecji mają już niespełna 5 lat na zmianę nazwy swojego produktu lub wycofanie go z rynku.

Szkoda wielka, że poza Grecją znana jest jedynie feta. Grecy produkują bowiem wiele innych – niezwykłych w smaku serów, które śmiało mogą konkurować ze słynnymi włoskimi i francuskimi. Niestety są to produkty lokalne, dostępne jedynie w Grecji, często nawet tylko w tych miejscowościach, w których się je wyrabia. Takim właśnie serem jest formaela, która od wieków powstaje w niewielkiej górskiej wiosce Arahova a tajemnica jego produkcji przechodzi wśród mieszkańców z ojca na syna. Jest to twardy żółty ser owczy, niezwykle tłusty i o charakterystycznym, lekko wędzonym smaku (chociaż nie wędzi się go). Smakosze przyjeżdżają specjalnie do tej miejscowości, aby go spróbować. Najlepiej smakuje usmażony na grillu lub patelni. Innym serem, produkowanym tylko w górskiej wiosce Metzo w górach Epiru, jest metzowone. To twardy, żółty ser, który je się bez żadnego przygotowania.

Bardzo znanym serem jest graviera z wyspy Naxos. To twardy żółty ser, przypominający w smaku parmezan. Usmażony lub upieczony w piecu nazywa się saganaki. Pokrojony jest doskonałą przystawką do wina. Utarty w cieniutkie płatki, dodaje się do sałatek. Białym serem, słodkim i niezwykle delikatnym w smaku, jest anthotiri. Jego nazwa pochodzi od słowa „antho” czyli pączek. Powstaje z gotowanego, owczego mleka (również mieszanego z krowim) – podczas gotowania powstaje na wierzchu kożuch z tłuszczu i z niego właśnie robi się ten ser o konsystencji twarożku. Używa się go najczęściej do farszu, np. z miodem i rodzynkami, którym wypełnia się słodkie ciastka. Znany jest w całej Grecji, ale najbardziej popularny na Krecie. Kolejnym, niezwykle ciekawym w smaku serem, jest ladothiri, produkowany na wyspie Lesbos. Powstaje on z mleka owczego, do którego dodaje się dużą ilość oliwy. Razem z nią dojrzewa przez pewien czas. Ma kształt walca a po przekrojeniu – niewielkie dziurki. Jest jeszcze jeden niezwykle charakterystyczny dla greckiej kuchni ser – mizithra – miękki, przypominający nasz wiejski ser biały. Je się go albo taki, jaki jest, albo dodany do farszu, np.razem ze szpinakiem. Powstaje zarówno z mleka owczego jak i koziego.

W kuchni greckiej używa się również często pochodzącego z Cypru sera halumi – nic dziwnego, bo współcześni Grecy i Cypryjczycy czy chcą się do tego przyznać czy nie, mają wspólne korzenie. Powstaje on z mieszanki mleka owczego i krowiego. To biały ser, niezwykle twardy i elastyczny, który nie kruszy się jak feta. Jest od niej bardziej słony. Jada się go najczęściej usmażony lub upieczony na grillu. Małe kawałki sera o wadze ok. 250 gram dojrzewają złożone pod dwa i przełożone listkami świeżej mięty a następnie szczelnie owinięte papierem. Dzięki temu ma on oryginalny aromat i smak.

Kolejnym kamieniem milowym w kuchni greckiej jest pita czyli okrągłe placki, formowane ręcznie, pieczone z mieszanki mąki pszennej i razowej, drożdży, soli i wody (w odróżnieniu od arabskiej, grecka pita jest dłużej miękka a z kolei turecka - o wiele grubsza). Jada się ją najczęściej z souvlakami. Innym sposób to popularne w Grecji tzw. ”szybkie jedzenie” - zwiniętą w rożek pitę gyros wypełnia się tzatzikami, cebulą, kawałkami pomidora i pieczonego mięsa i.. szybko zjada idąc np. ulicą.

Pitą nazywa się również wszelkiego rodzaju placki – między dwie warstwy ciasta wkłada się nadzienie – z mięsa, sera, szpinaku, ryżu a na greckich wyspach z ryb i owoców morza i zapieka. Jada się – na ciepło i zimno – odkrojone kawałki. Tradycja jedzenia tego rodzaju pity wyrosła z greckiej biedy – do placków można było użyć wszelkiego rodzaju resztek pozostałych z posiłków.

W Grecji panuje wielki kult i poszanowanie chleba – na wsiach jeszcze do dziś nowonarodzonemu dziecku wkłada się do rączki kawałek chleba. Aby nigdy mu nie brakowało go w życiu i aby Chrystus był zawsze z nim – chleb nazywa się bowiem często imieniem Chrystusa.

Podstawowe greckie pieczywo jest białe i lekkie jak puch. I takie spożywa się w Grecji od czasów starożytnych aż do dziś. Koszyczek wypełniony grubymi kawałkami chleba zawsze stoi na stole, zarówno w restauracji jak i w każdym greckim domu. Jada się go, odłamując niewielkie kawałki. Grecy jadają chleb w ogromnych ilościach i dosłownie ze wszystkim – mięsem, makaronem, ryżem i ziemniakami. Na zakończenie posiłku, wycierają dokładnie talerz kawałkami chleb. Chętnie jadają go polany oliwą, albo zanurzany w niej – nie wyobrażają sobie bowiem sałatki horiatiki (wiejskiej) bez ogromnej ilości oliwy (tylko turyści jadają ją w wersji oszczędnej, jako tzw. grecką sałatkę). Inną wersją chleba są wszelkiego rodzaju sucharki – kawałki upieczonego chleba suszy się w lekko ciepłym piecu (ten sposób konserwowania pochodzi z czasów starożytnych). Aby nie złamać sobie „jedynki”, sucharki skrapia się oliwą i posypuje oregano. Na Krecie robi się je z ogromnej buły dakos (pokrojonymi małymi kawałkami posypuje się tam sałatkę z warzyw). Z kolei wszelkiego rodzaju niewielkie sucharki ze słodkiego ciasta z dodatkiem cynamonu, anyżu, sezamu, których w każdej greckiej piekarni jest bardzo wiele rodzajów, jada się na śniadanie (mocząc je – podobnie jak Francuzi – w kawie lub w mleku).

Posted in KulinariaComments (0)

Opustoszały Peloponez i Cyklady

Tags: , ,

Opustoszały Peloponez i Cyklady


Wszystko wskazuje na to, że z powodu niedawnych zamieszek w Atenach i utrudnień związanych z pyłem wulkanicznym w Grecji będzie tego lata dużo mniej turystów niż zwykle

argostoliBędzie to znakomita okazja, by zobaczyć ten kraj takim, jaki był dawniej, kiedy pierwsi podróżnicy z zachwytem odkrywali opuszczone zatoczki i tradycyjne wioski.
Niewielki port rybacki Fiskardo na północy wyspy Kefalinia często opisywany jest w przewodnikach jako najpiękniejsza wioska w Grecji. Kolorowe, weneckie domy ciągnące się wzdłuż nabrzeża tworzą urzekającą, choć może nieco przesłodzoną scenerię, w której wczasowicze przechadzają się od jednej tawerny do drugiej w poszukiwaniu najświeższej dorady, czy najbardziej tradycyjnie przyrządzonego stifado z królika. 30 minut jazdy na południe, za równie urokliwą miejscowością Assos, rozciąga się niezwykły łuk idealnie białego piasku, wpadającego do turkusowej wody. To Myrtos, jedna z najczęściej fotografowanych greckich plaż.
Te skarby, jak również bogate dziedzictwo należącej do archipelagu Wysp Jońskich Kefalinii, sprawiły, że stała się ona jednym z najczęściej odwiedzanych zakątków Grecji. A mimo to, kiedy dwa tygodnie temu dotarłam na wyspę, sprawiała wrażenie opustoszałej.
Ostatni miesiąc był dla branży turystycznej w Grecji tragiczny: zamieszki w Atenach na początku maja, strajk, który zakłócił kursowanie promów i samolotów, kryzys finansowy, a do tego jeszcze chmura pyłu wulkanicznego, blokująca przestrzeń powietrzną. Do tego, by zrujnować wizerunek kraju jako bezpiecznego i miłego miejsca wypoczynku, brakowało jeszcze tylko ptasiej grypy.
– Tego lata nie będzie wakacji – podsumował pewien barman z Fiskardo, serwując nam mojito w pustym lokalu. Pył wulkaniczny sprawił, że na wyspę nie dotarła grupa turystów z Manchesteru.
Gospodarze willi na Kefalinii niepokoją się, że w nadchodzącym sezonie nie uda im się znaleźć chętnych na wypoczynek w ich okolicy. Ich obawy podzielają właściciele biur podróży, którzy zanotowali znaczny spadek rezerwacji. – Bez wątpienia obserwujemy słabszy ruch w interesie – stwierdza Chris Lorenzo, dyrektor greckiej firmy Seafarer, organizującej rejsy morskie. – Jednak media w znacznym stopniu wyolbrzymiły sprawę zamieszek i inne problemy, które odstraszyły turystów – dodaje Lorenzo.
skiathosSophia Panagiotaki, szefowa Greckiej Organizacji Turystycznej uważa, że wczasowicze mogą w tym roku równie miło spędzić urlop w jej kraju, co w latach poprzednich. – Ceny są konkurencyjne, obsługa lepsza niż kiedykolwiek, a gościom nic nie zagraża – przekonuje Panagiotaki.
Mnie nawet nie przyszło do głowy, żeby rezygnować z wyjazdu, o którym marzyłam od wielu tygodni. Strajk generalny w środku tygodnia w żaden sposób nas nie dotknął, chociaż wyspa wydawała się zdumiewająco spokojna, a samolot w drodze powrotnej był w połowie pusty. Mój narzeczony i ja często z zachwytem spostrzegaliśmy, że jesteśmy jedynymi ludźmi na plaży.
“Daf Noudi to jedna z najpiękniejszych plaż na wyspie – twierdzą autorzy przewodnika po Kefalinii – chociaż latem bywa bardzo zatłoczona”. Cóż, w trakcie naszego pobytu była całkowicie opuszczona. Nurkowaliśmy w krystalicznie czystej wodzie, zwiedziliśmy jaskinie, urządziliśmy sobie piknik, poleżeliśmy. Doskonałe, proste, typowo greckie popołudnie, tym przyjemniejsze, że nikogo wokół nas nie było.
Na Myrtos, najsłynniejszej plaży na wyspie, towarzyszyły nam jedynie dwie pary w przyczepach kempingowych oraz samotny pływak. Wszyscy odjechali przed nami.
edipsos2Brak tłumów w szczycie sezonu w tak popularnych miejscach jak Kefalinia jest czymś niespotykanym. Dlatego jeśli tego lata wyspa będzie mniej zatłoczona niż zwykle, to jest to znakomita okazja, by zobaczyć Grecję taką, jaka była dawniej, kiedy pierwsi turyści z zachwytem odkrywali opuszczone zatoczki i tradycyjne wioski.
Jednego dnia wynajęliśmy motorówkę i popłynęliśmy na najbliższą, bardziej znaną wyspę Itaka. Po marszu stromym zboczem dotarliśmy do wioski Stavros. Trafiliśmy do restauracji Polyphemus, ulubionego lokalu ekipy, która kręciła film “Kapitan Corelli”. Właściciel, komunista Lazarus, pokrył ściany portretami Che Guevary. Na jednej ze ścian jaskółki zbudowały gniazdo. Ptaki wlatywały i wylatywały przez drzwi prowadzące do ogródka, a my w tym czasie zjedliśmy przepyszny obiad złożony z ośmiornic suszonych na słońcu, dorady z ziołami i porzeczkami oraz lekkiej, serowej pitty.
Potem Lazarus i jego szwajcarska partnerka namówili nas wspólne wypicie kilku kieliszków brandy (na koszt firmy), dali nam kwiaty cytryny i gardenii ze swego ogródka i odwieźli nas z powrotem na przystań.
Tawerny na Kefalinii nie oferują wprawdzie takich doznań, jednak w wiosce Anti Pata udało nam się odkryć skromną, przydrożną kafejkę To Pethko. Tutaj podano nam wspaniałe smażone cukinie, souvlaki z wieprzowiny i miejscowe białe wino Robola (zapomnijcie o retsinie – Kefalinia ma najlepsze wino w całej Grecji, pamiątkę po czasach weneckich).
souvlaki2Droga z naszej willi prowadziła do innej wyśmienitej tawerny przy plaży Alaties. Tu dostaliśmy wyborny dip z bakłażana, taramasalatę, kulki z solonego dorsza, sardynki i doskonałą grecką sałatkę. Posiłek ten, choć bardzo dobry, nie był tani: 45 euro za prosty lunch dla dwóch osób (podzieliliśmy się daniami i wypiliśmy po piwie). Tu dotykamy kolejnego problemu, z którym będzie musiała się zmierzyć grecka branża turystyczna. Dołączając do strefy euro, Grecja straciła swój główny atut jako słonecznego i niedrogiego miejsca wypoczynku. Aby móc konkurować z tańszymi alternatywami, takimi jak Egipt czy Turcja, musi być porównywalna z nimi cenowo.
Biura podróży twierdzą, że tego lata hotelarze i restauratorzy obniżą stawki, aby zachęcić turystów do powrotu. – Obecna sytuacja bardzo ich niepokoi – mówi Photis Lambrianides z Olympic Holidays, największego w Wielkiej Brytanii biura oferującego wypoczynek w Grecji. – Będą chcieli przyciągnąć wczasowiczów, więc z pewnością zwrócą się do nas z korzystnymi ofertami.
I chyba nie mają innego wyjścia. Sezon letni w Grecji skurczył się w ciągu ostatniej dekady z pięciu i pół miesiąca do zaledwie trzech. Obecny kryzys może tylko dodatkowo pogorszyć sytuację.

Gemma Bowes

Posted in PodróżeComments (0)

Casus Grecji

Tags: , , , ,

Casus Grecji


W Unii Europejskiej nie ustają dyskusje - co zrobić z Grecją? Pomóc jej, a jeżeli tak, to na jakich warunkach, czy też pozostawić samej sobie - ze wszystkimi dla integracji europejskiej konsekwencjami? Te pytania stają się tym bardziej aktualne, gdyż kraj ten usiłuje znaleźć finansowanie za pomocą wielomiliardowych obligacji. “Financial Times” zwraca uwagę, że stworzenie funduszy pomocowych dla Grecji jest testem wiarygodności tego kraju na rynkach finansowych - w walce z kryzysem spirali długu. W tym miejscu nie wolno zapominać, że wiarygodność na rynkach finansowych ma zasadnicze znaczenie dla kraju, który scedował swoją zdolność do kreacji pieniądza. Co więcej - pozostaje zależny od wielu finansowych instytucji, które na razie kreują przede wszystkim zamieszanie.

greckie_przeslanie

Pomóc - nie pomóc?

Wyniki badania opinii publicznej w najbogatszym państwie UE - Niemczech - pokazują, że obywatele tego kraju - pomni “fiskalnych ekscesów” Aten i późniejszej postawy “udawania Greka” - są stanowczo przeciwni pomocy nie tylko Grecji, ale wszystkim krajom, które znacznie przekroczyły wydatki. W tym kontekście pokazywany jest przykład Irlandii, która - acz także w potrzebie - postanowiła poradzić sobie sama i przedsięwzięła (za milczącą zgodą świadomych takiej konieczności obywateli) twarde środki oszczędności. Nic zatem dziwnego, że Dublin realizujący politykę zaciskania pasa jest niechętny propozycjom pomocy dla “utracjuszy”.
A wracając do Grecji, to otrzymanie pomocy z MFW jest wysoce problematyczne, gdyż Ateny obecnie nie spełniają “kwalifikacyjnych standardów” pożyczki. Nie można również nie zauważyć, że wiele krajów strefy euro patrzyłoby krzywo na takie rozwiązanie, które de facto oznaczałoby scedowanie kontroli polityki makro z UE na MFW - zewnętrzną międzynarodową instytucję, będącą w dodatku pod silnym wpływem USA. Mało tego, każda pomoc od tej organizacji związana byłaby z twardymi ograniczeniami - w istocie byłaby to pętla wokół greckiej szyi. Niemcy i Francja byłyby natomiast szalone, gdyby zobowiązały się pomóc Grecji ze swoich ograniczonych zasobów euro, ponieważ one też stoją wobec zagrożeń. Wewnętrznych - ze strony swoich podatników zorganizowanych w prężnie działających związkach zawodowych. I zewnętrznych - ze strony “finansowych wampirów”, które tylko czekają na podjęcie kolejnego ataku.

Piąta kolumna z Wall Street

Administracja prezydenta Obamy nie ruszy do walki z gangsterskimi bankierami (bangsters), którzy wywołali globalną katastrofę. Oni lub ich koledzy już wcześniej - jak “piąta kolumna” z Wall Street - opanowali znaczącą część ważnych stanowisk w administracji rządowej. Sami siebie zwalczać nie będą. Niektórzy mogą twierdzić, że termin “bangsters” jest za ostry.
Bo przecież Wall Street wykonuje tylko swoją robotę i oferuje usługi finansowe. I nikt nie mógł przewidzieć, że tak dużo finansowych innowacji obróci się w “czarne łabędzie” (black swans). Od biedy można byłoby się z tym zgodzić, gdyby fachmani z Wall Street - wcześniej błądząc - wyciągnęli wnioski z tej gorzkiej lekcji i zmienili swoje praktyki. Tak jednak nie było. Późniejsze śledztwo wykazało, że niemal każdy na Wall Street widział nadciągającą burzę, co bynajmniej nie wyhamowało sprzedaży wadliwych aktywów i aktywności w zawieraniu więcej niż wątpliwych transakcji.

Kryzys nie był błędem - to był wynik

goldman-sachsFBI już w roku 2004 ostrzegało o epidemii nadużyć, przy czym 80 proc. owych patologii miało miejsce ze strony udzielających pożyczek, de facto kierownictwa instytucji finansowych. Szefostwo Wall Street było i jest winne prowadzenia kontrolowanych oszustw. To oni byli zajęci nie tylko oszukiwaniem pożyczających, ale co więcej - równocześnie defraudowali środki firm, którymi zarządzali. Żeby obraz był pełny, do listy ofiar wymienionych praktyk dołączyć trzeba podatników, którzy poprzez decyzje rządowe sfinansowali pomoc dla finansowych instytucji.
Jeśli ktokolwiek sądzi, że szefostwo Goldman Sachs Bank było nieświadome złych transakcji robionych przez łotrowskich traderów, to grzeszy naiwnością. Czołowi menedżerowie Goldmana (a także niektóre ważne osoby spoza banku) pozbyli się posiadanych akcji swojego banku w marcu 2008 r., kiedy upadł Bear Stearn. Podobną operację wykonali we wrześniu 2008 r., kiedy upadł Lehman Brothers. Dlaczego? Odpowiedź jest całkiem prosta: oni wiedzieli, że firma była pełna toksycznych aktywów i nie byłaby zdolna ich sprzedać. Przykłady? - proszę bardzo. 19 marca 2008 r. Jac Levy (jeden ze współprowadzących M&As) sprzedał ponad 5 mln akcji Goldman Sachs i przyjął zakład przeciw 60 tys. więcej udziałów. E.G. Corrigan (prezes Banku Rezerwy Federalnej w latach 1985-93, potem managing director w Goldmanie) sprzedał - również w marcu 2008 r. - 15 tys. udziałów. J. Winkielried (wiceprezydent Goldmana) sprzedał 20 tys. udziałów. Listę można ciągnąć…
Wyprzedaż akcji Goldmana przez top management zastopowano dopiero wtedy, gdy Goldman umieścił C. Leithnera na stanowisku w Fed. Nastąpiły kolejne kroki bailout dla AIG, odwrócenie pomocy i skierowanie pieniędzy do Goldmana. I tak kontrolujący proces oszustw, gdy zdecydowali, że jest już bezpiecznie - odwrócili kierunek gry.

Nade wszystko - gra

Od 2001 aż do listopada 2009 r. - cały rok po upadku Lehmana - Goldman wykreował finansowy instrument, pozwalający ukryć europejski dług rządowy. Handlując walutą lub transferując dług w przyszłość. Ale Goldman i inne finansowe firmy nie tylko zachęcały Grecję, żeby zaciągała coraz więcej długów. Oni także handlowali CDS-ami na grecki dług - robiąc równocześnie zakłady, że Grecja okaże się niewypłacalna.
Taka gra “na odwrotny sztos” kosztowała Grecję utratę finansowej wiarygodności, powodując wzrost spreadów na greckich CDS-ach.
A mogło być nawet gorzej. AIG, faworyt finansowych dewiacji, mógł być - co wprost sugeruje “Handelsblatt” z 20 lutego 2010 - stroną, która sprzedała swapy na CDS-y Grecji. Krótko mówiąc: CDS-y powodowały obniżenie wiarygodności Grecji przez agencje ratingowe, co z kolei zwiększyło spread na obligacje greckie.
Z tego wynika już prosty wniosek: Wall Street, dowodzone przez Goldmana i AIG, pomogło wykreować dług, co spowodowało histerię o możliwej niewypłacalności. Bo kiedy cena CDS-ów rosła, a rating Grecji spadał, oprocentowanie, które zobowiązana była płacić Grecja, wzrastało błyskawicznie.
A działo się tak dlatego, że w krótkim czasie Grecja nie mogła wykazać się szybką poprawą finansów. Proste…
Niemcy uskarżają się na subsydiowanie, co prowadziło do nadmiernych socjalnych wydatków w Grecji.
Oczywiście dopóki Grecja zwiększa wydatki, skargi tego typu powodują, że mają miejsce transakcje pozabilansowe, w które angażują się Goldman i inni. I chociaż jak na razie transakcje tego typu nie są - w stosunku do prawa w UE - nielegalne, to jest to rodzaj “shadow banking transactions”, które 18 miesięcy temu niemal doprowadziły do upadku globalnego systemu finansowego.
Ale nie był to tylko problem złego funkcjonowania lub “nadużycia traderów”, które były przeprowadzane w imieniu Goldmana. Gary Cohn z Lloyda (numer 2 po Blankfeinie), powiedział: “robimy bożą pracę”.
Zatem trudno uwierzyć, że Lloyd nie sankcjonował jego aktywności, wręcz przeciwnie - gratyfikował go “umiarkowanym” bonusem 9 mln dolarów za pracę w ostatnim roku.
W Stanach Zjednoczonych mieliśmy “wojnę z terrorem” i “wojnę z narkotykami”. Jednak na wojnę z “finansową bronią masowego rażenia” jakoś nikt się nie wybiera. A jest to zagrożenie, które dla świata i Europy może w swoich dalekosiężnych skutkach być dużo bardziej dolegliwe niż terroryzm i narkotyki. Nośnikami tego zagrożenia są “banksters” z Wall Street. To oni wykreowali cały ten bałagan i nie tylko czerpią z tego zyski, ale także aktywnie przeciwdziałają ozdrowieniu. Powodują bezrobocie, głód, pogorszenie życia i nawet przemoc i terroryzm w świecie.

Co robić?

Grecja, euroland, cały świat - wszyscy potrzebują odpoczynku od manipulacji i destrukcji gospodarek przez firmy z Wall Street. To one ciągną zyski ze spekulacyjnych baniek, z grzebania pod górą długów - rządów, firm i gospodarstw domowych. To one są kreatorami i w niemałym stopniu demiurgami obecnych problemów. Czas wreszcie z tym skończyć. Jest to zadanie dla rządów, które dysponują wystarczającymi środkami, by rozpoznać, a następnie ujawniać prowadzone w złej wierze operacje finansowe.

L. Randal Wray, profesor ekonomii w University of Missouri
Marshal Auerback, analityk w Roosevelt Institute

Posted in W numerzeComments (0)

Witamy w Ontario - przewodnik dla nowoprzybyłych Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Zbliżają się Walentynki, jak będziesz spędzał/a ten dzień?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Luty 2012
P W Ś C P S N
« sty    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  
 Strona 1 z 1  1