Eksperci ostrzegają, że publikowanie zdjęć wyretuszowanych aerograficznie celebrytek kształtuje w dzieciach niewłaściwe wyobrażenie o perfekcyjnym ludzkim ciele.
Efekt? Wiecznie odchudzające się 14-latki, które przed wyjściem do szkoły muszą zrobić sobie profesjonalny makijaż.
Opublikowany na początku listopada raport grupy naukowców w ramach kampanii przeciwko agresywnemu retuszowaniu fotografii ostrzega, że nienaturalne fotografie wpędzają nastolatki w depresję. – To oczywiste, że w większości zdjęć mody wykorzystuje się aerografię, zmieniając wygląd i kształt ciała – nogi są szczuplejsze, talie węższe, a piersi powiększone – przyznaje jedna z autorek badania, doktor Helga Dittmar z uniwersytetu w Sussex. – Nasze analizy wskazują, że ideał ludzkiego ciała proponowany w mediach rodzi niezadowolenie z własnego, co z kolei stanowi jeden z najpoważniejszych czynników ryzyka w szeregu zaburzeń żywnościowych. Chcemy mieć pewność, że uświadomi się dziewczynom, jak bardzo te ideały są nierealistyczne. Zależy nam też na tym, by gazety przestały zamieszczać zdjęcia osób o niezdrowej budowie ciała, bądź po operacjach plastycznych.
Ankieta przeprowadzona na początku listopada przez organizację harcerską Girl Guiding UK wykazała, że odchudza się prawie połowa dziewcząt w wieku od 11 do 16 lat. Ujawniła także, że 12 proc. dziewczynek myśli o nałożeniu opaski na żołądek, a 24 proc. rozważyłoby operację chirurgiczną. Na naszą prośbę dwie 14-latki, Jordan Dudley i Zoe Cummings, opowiedziały nam, jak dziś wygląda życie nastolatki, zaś ich mamy – Kelly i Justine – zdradziły, co o tym myślą.
“Bez makijażu czuję się naga”
Jordan już używa podkładu, różu, tuszu i kredki do oczu – wykonuje makijaż zawsze przed wyjściem do szkoły. Poranne przygotowania zajmują jej ponad 90 minut. Zamyka się na ten czas w łazience i doskonali swój wygląd. Przyznaje, że stale myśli o swojej wadze i ma nadzieję, że po niedawnym zrzuceniu dzięki ćwiczeniom 12 kg uda jej się zejść do “idealnego” rozmiaru 10.
Jordan, mieszkanka Ashford w hrabstwie Kent, opowiada nam: – Od początku szkoły średniej mój plan poranka wygląda tak samo. Po śniadaniu przez około pół godziny układam włosy, by były idealnie proste, a potem siadam i przez kolejne pół godziny się maluję. Kiedyś spóźniałam się do szkoły, ale teraz dbam o to, żeby wstać odpowiednio wcześnie.
– Jeśli wyjdę z domu bez makijażu, czuję się naga i cały czas myślę o swoim wyglądzie – chyba uważam się za brzydką. Nie jestem za młoda na makijaż. Znam 10-letnie dziewczynki, które noszą tusz i podkład. To normalne. Rzeczywiście często patrzę w lustro, co irytuje moją mamę. Czasem włosy mi się potargają albo makijaż rozmaże, a tego naprawę nie lubię. Wpadam w panikę, jeśli przez jakiś czas nie widzę się w lustrze. To chyba nie tyle z powodu próżności, co świadomości własnego wyglądu.
Tematy rozmów Jordan i jej koleżanek krążą wokół chłopców, ubrań i idealnej wagi. Większość z nich próbowała się odchudzać i prawie wszystkie chcą być szczuplejsze. – Moja kumpela wciąż powtarza, że jest strasznie gruba, a nosi rozmiar 8. Ciągle próbuje spalić kalorie – mówi Jordan.
– Nie zdawałam sobie sprawy, że plakaty i reklamy w telewizji były korygowane aerograficznie. Zawsze myślałam, że modelki naprawdę tak wyglądają. Moim zdaniem to niepokojące, że zmienia się wygląd modelek, żeby wyglądały jeszcze szczuplej. Niektóre dziewczyny mogą sobie te zdjęcia wziąć do serca i pomyśleć, że taka chudość jest normalna.
Jordan zwraca baczną uwagę na wygląd celebrytek i ich sposób ubierania się. Najważniejszą ikoną stylu jest dla niej w tej chwili jurorka programu X Factor i gwiazda Girls Aloud Cheryl Cole. – Uważam, że Cheryl wygląda fajnie. Jest zawsze perfekcyjnie umalowana i ładnie się ubiera. Ale wydaje mi się, że prezentowałaby lepiej, gdyby była ciut grubsza. Mam wrażenie, że za każdym razem, gdy pojawia się w reklamie albo w telewizji, jest coraz szczuplejsza. Nie wiem dlaczego, ale kiedyś wyglądała lepiej.
– Nie staram się kopiować makijażu celebry tek – siostra mi tłumaczy, jak go kłaść. Ale uważam, że makijaż Cheryl jest ładny. Moim zdaniem Katie Price wygląda okropnie, a Victoria Beckham jest zdecydowanie za chuda – nie rozumiem, dlaczego najwyraźniej wszyscy uważają ją za piękność. Za to bardzo mi się podoba Beyonce. Jest śliczna, nosi fajne ubrania i zawsze dobrze wygląda.
31-letnia mama Jordan, Kelly, ma na ten temat swoje zdanie: – Szczerze mówiąc, nie martwię się makijażem – mówi. – Wszystkie dziewczyny w tym wieku są takie same, więc co mogę zrobić? Gdybym powiedziała córce: “Nie, nie możesz się malować”, zostałaby prawdopodobnie uznana za czarną owcę i byłaby szykanowana, bo nie jest taka jak wszyscy.
– Ucieszyłam się, że Jordan schudła w zdrowy sposób, ale w naszych czasach wywiera się za dużą presję na młode dziewczyny, żeby były szczupłe i miały “odpowiednią” wagę. Zaś stosowanie aerografii naprawdę mnie wkurza. Chociaż jestem mamą, też przeglądam pisma i myślę: “Chciałabym tak wyglądać”. Więc nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak musi czuć się Jordan, która łatwo ulega wpływom. Chciałabym, żeby zakazano aerografii. Przekazuje ona dzieciakom zły komunikat, bo mogą zapragnąć takiego ciała, jakie widać w piśmie, a ono jest nieosiągalne. To stawia dziewczyny pod zbyt wielką presją idealnego wyglądu.
“Chłopcy namawiają nas na operacje plastyczne”
14-letnia Zoe jest szczupła dzięki różnym zajęciom sportowym, ale to jej nie przeszkadza martwić się o swój rozmiar. Często myśli o tym, co je i unika lekcji pływania, bo uważa, że wygląda grubo w kostiumie kąpielowym. – Moje przyjaciółki i ja zawsze oglądamy reklamy mody i perfum na pierwszych stronach pism, bo modelki i celebrytki wyglądają tam niesamowicie. Bardzo byśmy chciały mieć takie włosy, makijaż albo figurę jak one, ale to jest przeważnie niemożliwe. Teraz zdaję sobie sprawę, że to z powodu aerografii.
– Jak oglądam pisma, czuję, że mam nadwagę. Wydaje mi się także, że część winy za to ponosi internet. Ciągle wyskakuje okienko z napisem “Schudnij 5,5 kilo w kilka tygodni”. Mam wtedy wrażenie, że też powinnam to zrobić.
Chociaż Zoe, mieszkanka Witney w hrabstwie Oxon, nie stosowała w praktyce żadnej diety, zwraca ogromną uwagę na to, co je. – Myślę o zawartości tłuszczu w pokarmie i staram się nie jeść za dużo – mówi. – Często biorę do ręki herbatnika, a potem się zastanawiam: “Czy na pewno powinnam go zjeść?”. Staram się liczyć kalorie, ale nie stosuję diety odchudzającej. Słyszałam natomiast o dziewczynach, które rezygnują z obiadów i nie jedzą w szkole.
Wpływ na to, jak Zoe wygląda i jak się ubiera, mają celebrytki. Dziewczyna uważa, że osobą wartą naśladowania jest superszczupła Paris Hilton. – Paris mi się podoba. Uważam, że ma bardzo dobre wyczucie stylu w ubiorze i zawsze wygląda dziewczęco i ładnie. Jest bardzo szczupła – czasem uważam, że nawet za bardzo – ale mam wrażenie, że to jej naturalna tusza. Za to moim zdaniem Victoria Beckham wygląda mizernie i jest za chuda. Naprawdę nie chciałabym wyglądać tak jak ona. Natomiast Cheryl Cole wygląda uroczo w X Factor. Widziałam skorygowane aerograficznie zdjęcie modelki Ralpha Laurena, Filippy Hamilton i to autentycznie mną wstrząsnęło: po retuszu wyglądała na chorą.
Zoe odczuwa także presję ze strony chłopców w swoim wieku. Oni również chcieliby, aby ich koleżanki wyglądały jak celebrytki. – Czepiają się mojego wyglądu i to jest jeden z powodów, dla których staram się malować i zachować figurę. Chłopcy mojej szkole pozwalają sobie na rozmaite uwagi. Mówią, że masz duży tyłek albo straszne ciuchy albo że powinnaś się zastanowić nad operacją, jak będziesz starsza. Wydaje mi się, że czasami oglądają modelki albo słynne dziewczyny, które im się podobają, a potem porównują je z nami. Ale nie zdają sobie sprawy, że zdjęcia, na które patrzą, są przeważnie nienaturalne.
Smutne jest także to, że już dzisiaj Zoe uważa dzieciństwo jak na miniony etap. – Rzeczywiście czuję presję, by wyglądać dojrzalej i zachowywać się jak osoba dorosła. Kiedy byłam mała, nikt mi nie mówił, że jestem za gruba czy za chuda albo że powinnam schudnąć. Nikt mi nie dokuczał. Czasem chciałabym móc cofnąć się w czasie do tamtych lat.
40-letnia mama Zoe, Justine komentuje to w ten sposób: – Próbuję wpajać córce, co jest dobre, a co złe, jeśli chodzi o wagę i rozmiar, ale ona czyta pisma o celebrytkach i tam tworzą się teraz standardy. Zoe wciąż chce być chudsza, chociaż już jest szczupła. To obrzydliwe, że celebrytki i modelki koryguje się aerografem, by wyglądały jeszcze szczuplej. Niektóre z tych zdjęć przedstawiają dziewczyny, wyglądające na poważnie chore, jako seksowne i atrakcyjne. To zły komunikat dla dzieci. Martwię się też, że Zoe dostanie zaburzeń odżywiania albo popadnie w depresję.
– Z powodu aerograficznie przetworzonych celebrytek moja córka chce schudnąć i czuje na sobie presję, by wyglądać idealnie. Pamiętam jak Zoe, oglądając kiedyś zdjęcie upiększonej w ten sposób skrajnie chudej modelki powiedziała, że chciałaby wyglądać tak jak ona. Wtedy pokazałam jej w internecie zdjęcia dziewczyn chorych na anoreksję. Miały takie same wymiary. Na ich ciele zarysowywały się sterczące kości i Zoe to zszokowało. Uważam, że to jedyna metoda, by uświadomić dziewczynkom, jak nieprawdziwe zdjęcia sprzedaje kolorowa prasa.
Charlotte Martin
Kryzys zapanował w modzie.
A może to tylko moda na kryzys?
Kryzysowe wieści płyną z rynku mody. Ma na nim teraz obowiązywać zasada tzw. slow fashion, czy też nawet slow wear, zamiast do tej pory panującej fast fashion.
Dla niewtajemniczonych – termin fast fashion oznacza ciągłą zmianę trendów oraz wypuszczanie częściej niż raz w miesiącu nowych kolekcji, podążających za niuansami światowego rynku mody. Wyrocznią fast fashion są także celebrytki, czyli znane aktorki i modelki, których styl momentalnie jest wyłapywany zarówno przez indywidualne kobiety, jak i kreatorów, i traktowany jako nowy trend w modzie.
Zasadzie fast fashion hołdują m.in. takie sklepy, jak Zara, H&M. Wiemy, że H&M proponuje znanym designerom współpracę, aby kolekcje z wyższych półek były osiągalne dla przeciętnego konsumenta. Niestety, kto choć raz był świadkiem, w jak zawrotnym tempie i w jakiej atmosferze rywalizacji rozchodzi się taka kolekcja (bywa, że w ciągu godziny), traci wiarę w możliwość nabycia czegoś markowego po przystępnej cenie.
Każda z nas wie także, że rezygnacja z upatrzonej bluzki w Zarze wiąże się z ryzykiem, iż po miesięcznym namyśle nasza zdobycz nie będzie dalej prezentować się na sklepowym wieszaku. Świadome tego „zagrożenia”, kupujemy pod wpływem impulsu. Tym bardziej, jeśli w sklepowej przymierzalni od razu widzimy, jak pięknie prezentujemy się w nowym nabytku.
Generalnie nie ma w tym nic złego. Nasza intuicja często pełni pozytywną funkcję. I gdy przy pierwszym spojrzeniu w lustro czujemy się w nowej rzeczy doskonale, wówczas uleganie zasadzie fast fashion ma swoje wytłumaczenie. Istnieje bowiem prawidłowość, że im dłużej zastanawiamy się nad zakupem, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że faktycznie wybrana rzecz okaże się w 100 proc. trafiona. Notabene, warto docenić te marki, które umożliwiają klientkom bezproblemowy zwrot towaru. Impulsywne zakupy są także rodzajem terapii: redukują stres i relaksują po ciężkim dniu pracy. Pułapką jest jednak kupowanie rzeczy, do której skomponowanie reszty stroju będzie wymagało kolejnych zakupów.
Aby nie zapełniać naszej szafy podobnymi ubraniami, wybieranymi pod wpływem impulsu i stresu, że za tydzień nastanie nowa kolekcja, a wraz z nią kolejne pokusy i co za tym idzie wydatki, zaczyna panować wspomniany wcześniej trend slow fashion. Co zatem będzie on oznaczał? Slow fashion, czyli moda na przemyślane, powolne zakupy wskazuje na fakt, że należy zwrócić uwagę na rzeczy ponadczasowe, klasyczne, doskonale komponujące się z posiadaną już garderobą. Natomiast określenie slow wear to już nawet nie moda, a ubranie. Ubranie, które wpisuje się w kanony klasyki i ponadczasowości. Tak jak obecna już od ponad 80 lat „mała czarna” zaprojektowana przez Coco Chanel, klasyczne kostiumy projektowane przez wielkiego następcę Coco - Karla Lagerfelda, czy też damskie garnitury, których ojcem jest nieżyjący już Yves Saint Laurent.
Co może pomóc przy wprowadzeniu zasady slow fashion w życie? Przede wszystkim remanent w naszych szafach. Jeśli pełne zaskoczenia wyjmujemy zakupioną w zeszłym sezonie bluzeczkę (czasem jeszcze z metkami), wówczas powinnyśmy się szczerze zastanowić, czy naszym wyborem w trakcie zakupów kieruje impuls czy też rozsądek.
Po drugie, może i mało romantyczna, lista zakupów. Jeśli wiemy, że nie oprzemy się nowym kolekcjom, zapiszmy, jakie rzeczy najbardziej by się nam przydały, aby odświeżyć szafę. Jedyne zadanie polega na wypatrzeniu, co jest najbardziej charakterystyczne dla tego sezonu, jak na przykład promowany obecnie kolor lub też designerskie dodatki. Czasami wystarczy nowy amarantowy top lub duża biżuteria, aby poczuć się bardziej trendy. Tak przygotowana lista powinna nam towarzyszyć w trakcie zakupów. Upolowanie wymarzonej rzeczy przynosi bowiem zdecydowanie więcej satysfakcji, dzięki pewności dopasowania do posiadanych już rzeczy i poczuciu jej pełnej przydatności.
Moda ma także to do siebie, że powraca falami. I tak niezwykle cenna staje się na przykład torebka naszej babci, która nabiera mocy vintage. Vintage to cudowne zjawisko, które pozwala łączyć starsze, stylowe rzeczy z obecnymi trendami, czyniąc nasz wizerunek jedynym w swoim rodzaju, nie do podrobienia. Chyba nic nie deprymuje kobiety bardziej, niż druga kobieta ubrana w tą samą kreację. W przypadku mody vintage takie prawdopodobieństwo będzie prawie zerowe.
Tak jak każde przykre doświadczenie pozwala na wyciągnięcie z niego wniosków, tak samo kryzys może przynieść nam więcej pożytku niż się spodziewamy. Ta głębsza analiza swoich potrzeb, swojej wizji na temat własnego wizerunku, w oparciu o to, co w swojej szafie posiadamy, a co za tym idzie idea przemyślanych zakupów pozwoli wypracować swój niepowtarzalny styl, który przecież każda z nas pragnie posiadać.
Iwona Ekkert-Kołodziej












