Tag Archive | "inwigilacja"

Dwie strony Czipa

Tags: , , ,

Dwie strony Czipa


Elektroniczny tatuaż ESZ jest jak druga skóra, jego grubość jest mniejsza niż średnica włosa. Nie wymaga kleju, bo do skóry przylega sam. To układy scalone, które mogą diagnozować choroby, a nawet sterować urządzeniami elektronicznymi. Ten nowatorski wynalazek jest dziełem naukowców z Uniwersytetu Illinois.
elektronituazz- Naszym celem było opracowanie elektroniki, którą będzie można zintegrować ze skórą w taki sposób, by była ona fizjologicznie i mechanicznie nieodczuwalna dla użytkownika. To technologia, która zaciera granice pomiędzy cyberświatem a biologią. Zrobiliśmy coś, co jest praktycznie niezauważalne dla noszącego - mówi magazynowi “Science” John Rogers, profesor z University of Illinois.
Tatuaż przyklejony do skóry ma służyć przede wszystkim do monitorowania funkcji organizmu
Tatuaż cieńszy od włosa
“Tatuaże” Rogersa są elastyczne, lekkie i miękkie w dotyku. Można je wyginać i rozciągać, a nawet zamoczyć. Ich grubość jest mniejsza niż średnica włosa. Do nałożenia plastrów nie trzeba kleju. Przylegają same, na podobnej zasadzie co sztuczne tatuaże dla dzieci. Pozostają na miejscu przez dobę. A cała elektronika jest zintegrowana na tworzywie sztucznym podobnym do tego, jakie jest używane w zmywalnych tatuażach.
Wynalazcy twierdzą, że ten mini komputer przyklejony do skóry ma służyć przede wszystkim do monitorowania funkcji organizmu – mózgu, serca i mięśni, może diagnozować choroby, a nawet sterować urządzeniami elektronicznymi, np. osoby sparaliżowane mogą sterować protezami.
ESZ to dużo wygodniejsza dla pacjenta alternatywa od standardowej aparatury do EKG czy EEG. - Poza tym te czujniki mogą zupełnie zmienić jakość opieki medycznej tam, gdzie rozmiar aparatury ma znaczenie. Można je przykleić noworodkom albo przypiąć do skóry osoby cierpiącej na bezdech senny - mówi Rogers.
Autorzy elektronicznego tatuażu podają też inny przykład: jeśli chcemy zrozumieć działanie mózgu w naturalnym środowisku, to tradycyjna aparatura się nie nadaje. Najlepiej byłoby rejestrować takie sygnały w sposób niewidoczny dla pacjenta.
Tatuaż zasilany przez słońce
Co jeszcze może nam dać taki plasterek? Dzięki niemu możliwe będzie monitorowanie tych obszarów ciała, które były dotychczas trudno dostępne, np. gardła. Pozwoli to np. na monitoring pracy mięśni podczas mówienia. Już teraz udało się z 90-proc. dokładnością odczytywać niewypowiedziane słowa i przesyłać je do syntezatora mowy.
Jak pisze “Science”, w prototypach w jednym tatuażu udało się umieścić miniaturowe czujniki, anteny radiowe i diody LED. Całość działa dzięki miniaturowemu panelowi słonecznemu, który również jest umieszczony w tatuażu.
Firma mc10 założona przez prof. Johna Rogersa przygotowuje pierwsze tego typu urządzenia do wprowadzenia na rynek. Ich kolejne wersje mają tworzyć bezprzewodowy system czujników, m.in. wykorzystujący sieć Wi-Fi.
- Te tatuaże będą ratować ludzkie życie - zapowiada wynalazca.
Zaobrączkowana ludzkość
Udało nam się stworzyć system globalnej komunikacji, a przy tym potężny system inwigilacji i kontroli.
Uśmiechnięci ludzie reprezentując rządy lub znaczące firmy przekonują, jakim dobrodziejstwem jest wszczepienie sobie pod skórę niewielkiego czipa, który sprawi, że zawsze będzie można odczytać grupę krwi, poziom cukru oraz wszystkie dane medyczne konkretnej osoby. Takie czipy mogą niesamowicie uprościć życie także w bardziej prozaicznych aspektach. Niepotrzebne staną się klucze do drzwi, karty kredytowe z kodem PIN, w końcu dowody osobiste. Wszystko to dzięki technologii RFID (Radio-frequency identification) - systemowi kontroli opierającemu się na wykorzystaniu fal radiowych, za pomocą których możliwy jest odczyt i zapis danych.
Dobrodziejstwo tego niewinnego z pozoru rozwiązania zakwitnie w pełni już za rok. Tak zapowiadają swój pomysł organizatorzy igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012, gdzie, dzięki zastosowaniu technologii RFID, wejście na imprezy będzie możliwe w niezwykle prosty sposób: za pośrednictwem potwierdzeń otrzymywanych bezpośrednio na telefony komórkowe. Dzięki nim możliwe będą również rozliczenia bezgotówkowe za świadczone usługi czy zakupione produkty.
Kolejny, już tylko mały krok, to masowe wprowadzenie czipów pod skórę. Nad takim rozwiązaniem trwają obecnie intensywne badania. Do tej pory o wiele prostsze w swojej budowie i zakresie możliwości czipy były od lat masowo wszczepiane zwierzętom. Oczywiście dla racjonalnej ochrony. Dzięki nim łatwo odnaleźć zagubionego pupila czy utrudnić jego kradzież. Prawda jest jednak taka, że zwierzęta służą jedynie dla przetestowania zastosowań czipów do kontroli ludzi i ich zachowań.
Rosnąca kontrola wszystkich możliwych sfer życia obywateli postępuje nie tylko w Europie czy Ameryce. Singapur od lat przedstawiany jest jako kraj, w którym w parze z imponującym wzrostem gospodarczym idzie również silny wpływ na społeczeństwo. To właśnie Singapur jest pierwszym państwem na świecie, w którym wprowadzono system monitorowania psów za pomocą czipów wszczepianych pod skórę zwierząt. Kilka lat temu przyjęto również prawo pozornie nie mające niczego wspólnego z kontrolowaniem obywateli.
Całkiem niedawno Rubikon został przekroczony. Czipy zastosowano wobec ludzi. Dwóm pracownikom firmy „Citywatchers” zostały wszczepione pierwsze prototypy oparte na technologii RFID. Jako powód podane zostały względy bezpieczeństwa. Dzięki czipom niepotrzebna stała się identyfikacja za pomocą hasła czy odcisków palców, wystarczy podejść do skanera.
czipowatoscFirma ta przez wiele lat zajmowała się realizowaniem kontraktów rządowych na monitorowanie ulic, a teraz jako pierwsza wprowadza podobne rozwiązania związane z czipami. Zdobyte doświadczenie z pewnością wcześniej czy później zaprocentuje, zwłaszcza, że istnieje wyraźny popyt ze strony instytucji publicznych. Czy monitorowanie ulic nie wiąże się z zakładaniem sieci przekaźników koniecznych do kontrolowania wszczepionych nadajników?
W chwili obecnej Stany Zjednoczone wymusiły na innych krajach zmianę paszportów na rzekomo bardziej bezpieczne - biometryczne. Czy od tego czasu społeczeństwa zaczęły czuć się bezpieczniej? Czy zagrożenie atakami terrorystycznymi zmalało? Wręcz przeciwnie, atmosfera strachu jeszcze się pogłębiła, a nakręcają ją obecnie zapowiadane akty zemsty po zabiciu Osamy bin Ladena. Stanowią one znakomity straszak, otwierający bramę do dawno zaprogramowanych działań. Paradoksalnie, zapowiadane lekarstwo to nic innego, jak faktyczne podłączenie do urządzeń monitorujących. (…)
Jakie są kolejne kroki? Władze niemieckie od 2010 roku wprowadziły dowody osobiste dla swoich obywateli zawierające czipy RFID, ponieważ zaś trendy z reguły wyznaczają najwięksi i najbogatsi, możemy się spodziewać, że już wkrótce podobne rozwiązania zostaną wprowadzone w kolejnych krajach.

Nie dziwią już czipy w banknotach. Dzięki nim nie tylko widać obrót gotówką, ale jakże łatwo bez wysiłku wetknąć obserwowanemu obiektowi malutkiego detektywa. Żeby było jeszcze mniej optymistycznie, scena, która została opisana na samym początku nie będzie możliwa z prostego względu. Czipy, które umieszczane są w ciałach ludzi są o wiele trudniejsze do usunięcia. Do tego operacja sprawia ogromny ból.
Inwigilowany obiekt będzie skazany na to, by pozostawić go w swoim ciele albo szukać metody zagłuszenia nadajnika, co również ma nie być takie proste. Jedyną nadzieją pozostaje fakt, że póki co, przynajmniej według oficjalnych oświadczeń, czipy RFID mają niewielki zasięg, a czas ich działania nie przekracza 10-15 lat. Nie emitują one wystarczająco silnych sygnałów, by sprawić, że daną osobę można by było śledzić bez przerwy, przez całą dobę. Jednak te oświadczenia przypominają opowieści dla naiwnych.

Jednak nawet jeśli technologia nie nadąża za aspiracjami polityków, zawsze będzie można połączyć ze sobą do tej pory odrębne technologie. Wspomniane niemieckie karty identyfikacyjne mają w przyszłości mieć możliwość łączenia się z telefonami komórkowymi wyposażonymi w podobną technologię. Dziwnym trafem podobne rozwiązania już ponad 4 lata temu zaproponował Samsung, wkrótce można więc liczyć na szybki postęp w rozwoju RFID.

Już za niedługo standardem będzie wszczepianie nadajnika GPS, który sprawi, że na pewno się nie zgubimy. Choćbyśmy nawet tego chcieli. Powoli i konsekwentnie rezygnować będziemy z kolejnych aspektów naszej swobody z obawy przed tym, by nie zrobić sobie krzywdy, by być bezpiecznymi.

Co nam pozostanie? Niewiele, ponieważ dzisiaj czipy są wciąż bardzo drogimi „zabawkami”, które, nie ukrywajmy tego, robią dużo dobrego. Podobnie jednak jak wiele innych wynalazków, gdy dostaną się w niepowołane ręce, mogą stać się zalążkiem wielkiej tragedii. W pewnym momencie może pojawić się stary dylemat: co ważniejsze - wolność czy bezpieczeństwo? Wówczas na myśl przychodzą słowa, które wypowiedział już ponad 200 lat temu Benjamin Franklin:

Ludzie, którzy dla tymczasowego bezpieczeństwa rezygnują z podstawowej wolności, nie zasługują ani na bezpieczeństwo, ani na wolność.

PAP/orwellsky.blogspot.com

Posted in Ciekawostki, RóżneComments (0)

Cenzura w sieci

Tags: , ,

Cenzura w sieci


“Obyś żył w ciekawych czasach” – brzmi stare chińskie przysłowie. Z całą pewnością czasy, w których żyjemy, są niezwykle ciekawe. Oto jesteśmy świadkami i uczestnikami ogromnej rewolucji zmieniającej to, w jaki sposób funkcjonuje cały współczesny świat, kultura, polityka i sfery społeczne.
internetRewolucja ta – przejście z industrialnego modelu gospodarczego do modelu gospodarki opartej na wiedzy i informacji, w której państwa lub grupy ludzi osiągają sukces nie wtedy, gdy dysponują ogromnymi zasobami naturalnymi, lecz gdy dysponują największym w danym momencie potencjałem kreatywności – wywiera przemożny wpływ na wszelkie możliwe sfery ludzkiej aktywności. Tempo przemian jest w skali kilkunastu lat niezwykłe i bezprecedensowe w historii naszej cywilizacji. Żyjemy w chwili ciągłego szoku przyszłości, który zmienia nasze postrzeganie o rzeczywistości niemal z dnia na dzień.
Następuje przejście od ery Gutenberga do ery cyfrowej. Od czasu wynalezienia prasy drukarskiej podstawową metodą rozpowszechniania się wiedzy był “obrót” pismem i jego fizycznymi reprezentacjami – książkami, prasą i tak dalej. Element informacyjny – czyli bity – był nieodwołalnie związany z elementem fizycznym. Stąd kopiowanie, mieszanie, rekonfiguracja informacji będących w obiegu wymagało sporych nakładów finansowych i było ograniczone dla stosunkowo wąskiej grupy ludzi. Era cyfrowa zniosła te ograniczenia. Teraz w zasadzie każdy może zmienić się w twórcę. Dzięki Internetowi wszyscy mogą na bieżąco tworzyć i kontrolować media. Aspekt kontroli dotyczy zarówno mediów tradycyjnych, jak i obywatelskich. Sieć umożliwiła także koordynację działalności – politycznej, charytatywnej, społecznej – na skalę globalną. Dzięki globalnej pajęczynie i proliferacji takich samych, głównie pochodzących z USA, gier wideo, filmów i seriali tworzą się także początki globalnej kultury. Dzięki serwisom takim jak Twitter, trendy i memy kulturowo-obyczajowe rozprzestrzeniają się niemal natychmiast w skali globalnej i ewoluują z minuty na minutę, wszędzie i przez 24 godziny na dobę.
Te wszystkie osiągnięcia niosą jednak ze sobą poważne zagrożenia. Pytanie, które jest być może najważniejsze w całej tej skomplikowanej materii, brzmi: czy transformacja w erę cyfrową stanowi zagrożenie dla wolności ludzi, którzy w nią wkraczają?
Nie możemy zapominać, że to właśnie jednostki są w centrum przemian, które wstrząsają dzisiejszym światem. Jednostki budują sieci, społeczności. To jednostki są w centrum – jako konsumenci i twórcy, odbiorcy i nadawcy, komentujący i komentowani.
Czym jest Matrix? Władzą
komputer-w-lancuchuTymczasem korporacje i rządy nie ustają w wysiłkach, by poprzez odpowiednie dla nich regulacje Internet nigdy nie stał się w pełni wolną przestrzenią kreacji i wypowiedzi. Transformacja mediów, kultury i sztuki w postać cyfrową niesie bowiem za sobą zagrożenie dla ich monopolu, z którego korzystali w czasach analogowych – monopolu na kreację i monopolu na kulturę. Samoorganizujący się obywatele, wyposażeni w najnowsze środki przechwytywania i rozpowszechniania treści, stali się zagrożeniem dla działających z właściwą sobie brutalnością rządów – tak jak to miało miejsce w Iranie.
Odpowiedzią na cyfrową rewolucję jest cyfrowa kontrola – blokowanie stron, infiltracja grup na Facebooku, filtracja treści wychodzących i wchodzących do danego kraju. Cenzura w sieci ma jednak utrudnione zadanie – błyskawiczna ewolucja narzędzi filtrujących spotyka się z równie szybką ewolucją narzędzi służących do ich omijania.
Ale próby ograniczenia wolności nie muszą być tak brutalne. Wręcz przeciwnie, w najbardziej rozwiniętych cyfrowo społeczeństwach kontrola przybiera najbardziej wyrafinowane formy. Korporacje za pomocą DRM (Digital Rights Managment) ograniczają w niemal dowolny sposób legalne metody korzystania z produkowanych przez nie przedmiotów kulturowych. To właśnie wolność mieszania, miksowania i transformowania treści, tak ułatwiona przez digitalizację kultury, jest najbardziej – w imię zysków – zagrożona. Kultura nie może się rozwijać bez kreacji nowych treści, a korporacje właśnie tej kreacji, ułatwionej przez cyfrowe narzędzia, najbardziej się obawiają. Stanowi ona zagrożenie dla ich monopolu i przez to musi być ograniczana do maksimum. Również okres ochronny w zakresie praw autorskich dla utworów istniejących w sferze kulturowej – początkowo ograniczony do kilkunastu lat, jest przez ciała ustawodawcze, m.in. Kongres USA, cały czas rozszerzany i w przyszłości sięgnie setek lat. Także samo prawo dotyczące własności intelektualnej jest – zwłaszcza w USA – konstruowane pod dyktando właścicieli treści i dużych firm medialnych, którzy starają się w drakoński sposób rozszerzać granice tego, co nielegalne jeśli chodzi o korzystanie z treści w Internecie i jej modyfikację. Równie drakońskie są prawa zarządzające patentami. Patenty dla wielu firm służą przede wszystkim blokowaniu innowacji u konkurencji, nie zaś niezbędnej ochronie własnej kreatywności. Gdy w grę wchodzą technologie związane z biologią i genetyką, przerażający scenariusz, w którym my sami możemy stać się obiektem prawnej akcji patentowej jest coraz bardziej realny.
Wolność jest podważana także na inne sposoby. Internet jest “dostarczany” przez firmy telekomunikacyjne, które mogą w ostateczny sposób regulować treść transportowaną za pomocą ich łącz. Prowadzi to do sytuacji, w której możliwe jest, że sama sieć zostanie podzielona na strefy – w zależności od dostawcy usług internetowych, niektórzy użytkownicy mogą zostać odcięci od treści w konkretnych serwisach. W ten sposób Microsoft lub Google mogą w przyszłości wykupywać sobie monopole w tychże strefach. Może to prowadzić do fragmentaryzacji Internetu na korporacyjno-telekomunikacyjne “przegrody”, których użytkownicy nie będą mogli komunikować się między sobą. Tzw. “neutralność sieciowa” (net neutrality) zakazująca firmom telekomunikacyjnym praktyk grodzenia Internetu na osobne strefy jest obecnie najważniejszą regulacją, która może ochronić pierwotną, pozbawioną murów i barier strukturę sieci.
Na styku państw i korporacji istnieje cyfrowe pole do popisu dla potrzebujących informacji służb specjalnych i porządkowych. Problem podsłuchu treści przesyłanych w Internecie jest tym większy, im więcej kluczowych dla jednostek informacji – bankowych, osobistych – znajduje się w rękach uzależnionych od rządowych regulacji firm. Google znajduje się już na celownikach antymonopolowych prawników z Departamentu Sprawiedliwości USA.
Na szczęście obywatele nie są bezbronni wobec działań, które opisywałem powyżej. Otwarta natura Internetu umożliwia – jak do tej pory – koordynacje działań mających na celu uwypuklenie problemu zagrożenia cyfrowej wolności. Problemy te będą tylko narastać – jak pokazuje historia rewolucje technologiczne są nie do zatrzymania. Być może na przestrzeni najbliższych kilkunastu lat uda się powstrzymać narastającą falę kontrolowania i ograniczania wolności cyfrowej. Jednak nie będzie to możliwe bez uświadomienia jednostkom skali problemów, zagrożeń, ale także skali możliwości, jakie daje sieć. W tym względzie media, nie tylko te tradycyjne, mają ogromne zadanie do spełnienia.
Bez cyfrowej świadomości nie może być mowy o cyfrowej wolności. Ten prosty fakt powinien zachęcić nas do myślenia i działania, tak by niezwykły potencjał, który daje nam Internet, nie został złożony w ofierze korporacyjnych zysków i rządowego poczucia kontroli.
Wszystko w naszych rękach.

Michał Kolanko
••••
desktop-virusDzięki dynamicznemu rozwojowi technologii informatycznych, które dały początek internetowi i World Wide Web, są częścią globalnej wioski, jak w 1962 r. nazwał trend komunikacji na masową skalę Marshall McLuhan. Z badań przeprowadzonych we wrześniu 2009 r. przez Ericsson Consumer Lab wynika, że z dobrodziejstw internetu w domu korzysta 56% Polaków, a zdecydowana większość pozostałych korzysta z niego u rodziny, w pracy, w kafejkach internetowych. 52% ma w domu łącze szerokopasmowe, 4% z internetem łączy się poprzez tzw. wdzwanianie (dial-up). Ale wraz z dostępem do internetu pojawiły się zupełnie nowe niebezpieczeństwa dla psychiki, zdrowia, a nawet życia, które wynikają z nieodpowiedzialnego lub nieostrożnego używania sieci.
– Wiele mówi się o bezprawnym rozpowszechnianiu utworów chronionych prawem autorskim, ale nie jest to najgroźniejszy z występków. Niebezpieczne w skutkach są różne przejawy cyberbullingu, czyli szykanowania, pomawiania i znęcania się psychicznego za pomocą sieci – tłumaczy Tomasz Klecor. Powszechne są obelgi kierowane zarówno wobec koleżanek i kolegów z klasy, jak i nauczycieli.
– Dorośli są odporniejsi na tego typu ataki, za to znane są niestety przypadki, kiedy dzieci będące ofiarami cyberbullingu usiłowały odebrać sobie życie. Dorośli, którzy zaniedbują dzieci, muszą mieć tego świadomość – kończy Klecor. Molestowanie psychiczne w sieci, cyberbulling zwany też cyberstalkingiem, objawia się nie tylko w postaci pomówień i obelg, ale również gróźb seksualnego napastowania czy przemocy fizycznej. Czasami znęcanie się psychiczne ma na celu wyłudzenie haraczu. W czasach Web 2.0., gdzie prawie każdy z nas ma w sieci swoje zdjęcia, filmy i różne prywatne dane, coraz łatwiej jest zebrać odpowiednią liczbę informacji o konkretnej osobie, by rozpuścić serię plotek, pomówień czy dokonać kompromitujących fotomontaży jej zdjęć. Znany jest przypadek młodego Amerykanina, który zdołał przejąć kontrolę nad kamerą internetową kobiety, którą wybrał na ofiarę. Za pomocą narzędzi LogMeln i Web Cam Spy Hacker uzyskał dostęp do notebooka ofiary, następnie za pomocą wbudowanej tam kamery wykonał 20 tys. zdjęć. Niektóre pokazywały kobietę chodzącą nago po mieszkaniu czy kochającą się ze swoim chłopakiem. Później przestępca udostępnił całe fotograficzne archiwum w sieci, doprowadzając ofiarę do załamania nerwowego. Przykład ten pokazuje, że używanie internetu z celowym zamiarem, by dokuczyć, poniżyć i sterroryzować wybraną osobę, przestaje być tylko futurystycznym zagrożeniem – jest jak najbardziej realne. Niestety większość polskich organów wymiaru sprawiedliwości nie dysponuje środkami ani ekspertami w walce z internetowymi prześladowcami, dlatego rośnie bezkarność przestępców. Często na szczęście do ostatecznej identyfikacji prześladowców z internetu policjanci dochodzą metodą tradycyjną, opartą na wywiadzie środowiskowym lub poprzez odczytanie adresu IP komputera prześladowcy.
Innym zagrożeniem jest perfidia niektórych hakerów. Nie możemy czuć się bezpieczni, wchodząc nawet na społecznościowe portale internetowe, takie jak Facebook czy MySpace. 27 listopada 2009 r. eksperci ds. bezpieczeństwa ostrzegali użytkowników Skype’a przed nowym rodzajem złośliwego oprogramowania TROJ_VILSEL.EA, który przechwytuje listę kontaktów Skype’a wraz z numerami telefonów, adresów itd. Zaledwie dzień wcześniej przez złośliwego robaka został zaatakowany Facebook. Zainfekowana tym robakiem strona internetowa zmusza inną, by ta robiła coś, do czego nie była stworzona. W tym przypadku było to tylko zdjęcie skąpo ubranej atrakcyjnej dziewczyny, które dodawane były do fotek użytkownika Facebooka. Równie dobrze jednak możliwości tego robaka mogłyby posłużyć do znacznie groźniejszych czynów. Szczytem bezczelności, ale i podstępu internetowych przestępców jest reklamowanie od początku listopada 2009 r. w sieci szczególnie groźnego tzw. programu antywirusowego Total Security 2009. Kosztuje on 79,95 euro, ale użytkownicy mogą wykupić dodatkową usługę wsparcia technicznego w cenie kolejnych 19,95 euro. Program ten po zakupie i zainstalowaniu przejmuje kontrolę nad komputerem użytkownika, który nie może nawet otwierać innych programów ani dokumentów. Pojawia się informacja o zawirusowaniu komputera, które niby zostało właśnie wykryte przez nowy program antywirusowy (tak naprawdę przez niego spowodowane), i należy dopłacić znaczną sumę do inwestycji.
Kolejnym niebezpieczeństwem w sieci są coraz dynamiczniej rozwijające się sekty religijne. Dokładna liczba sekt działających w Polsce nie jest znana, szacuje się ją na kilkaset organizacji. Niemal wszystkie starają się zaistnieć w internecie – jest to najskuteczniejszy i najtańszy sposób na promocję. Ich głównym celem jest młodzież i ludzie do 35. roku życia. Najaktywniejsze – także w sieci – sekty to: Sea-Org (Sea Organisation), czyli Kościół Scjentologiczny, Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny (ISKCON), tzw. Kościół Zjednoczenia, czyli ruch Moona wraz z przykrywkowymi organizacjami CAPR i CAUSA, Misja Boskiego Światła oraz Rodzina miłości, zwana też Dziećmi Boga albo Misjonarzami na cały świat. Sekty izolują jednostki od reszty społeczeństwa, uzależniają je od siebie psychicznie, często nakłaniają lub wręcz zmuszają do finansowego wspierania swojej działalności.
Spójrzmy prawdzie w oczy. Cenzura internetu, przynajmniej w pewnym, ograniczonym zakresie – już jest. W Polsce cenzurą objęte są np. antysemickie, faszystowskie, rasistowskie i pornograficzne filmy na YouTube. Wszystko to dla dobra obywateli i trudno się z tym nie zgodzić. Wraz z początkiem 2009 r. policja w Unii Europejskiej otrzymała jednak nowe uprawnienia, zgodnie z którymi może sprawdzić zawartość każdego komputera, i to bez nakazu. Na mocy tych nowych przepisów policja korzysta ze specjalistycznego oprogramowania, które przekazuje informacje na temat treści e-maili, jak i przeglądanych stron www, oraz monitoruje sieci bezprzewodowe. – Oczywiście taki użytkownik o niczym nie wie.

Dawid Włodkowski

Posted in Artykuł numeruComments (1)

Witamy w Ontario - przewodnik dla nowoprzybyłych Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Zbliżają się Walentynki, jak będziesz spędzał/a ten dzień?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Luty 2012
P W Ś C P S N
« sty    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  
 Strona 1 z 1  1