Tag Archive | "Jawa"

Dziury pełne ognia

Tags: , , ,

Dziury pełne ognia


Wędrówka szlakiem tych posępnych stożków jest okazją, by poznać wierzenia i obrzędy, jakie wykształciły się w tutejszych społecznościach, przechowujących pamięć o najgroźniejszych wybuchach.

java_locator_topographyScena jak z obrazów Hieronima Boscha: sznur robotników w czarnych gumiakach wspina się stromym szlakiem wynurzającym się z wulkanicznego krateru Ijen na indonezyjskiej wyspie Jawa. Każdy z maszerujących ma na ramionach drąg z dwoma wiadrami wypełnionymi jasnożółtymi kawałkami siarki wydobytymi ze skały w kraterze.
Niektórzy z robotników dźwigają na plecach nawet 90 kilogramów. Wnoszą minerał do miejsca położonego tuż pod szczytem sięgającej 2368 metrów góry. Stąd inni robotnicy zabierają ładunek i idą trzy kilometry w dół zbocza. Siarka zostanie sprzedana indonezyjskim firmom. Czterystu tragarzy otrzyma za ten wyczerpujący marsz po 14 centów za funt surowca.
semeru-1985– Zaczynają o świcie i kończą przed trzynastą. Wtedy opary siarki stają się nie do wytrzymania nawet dla nich – tłumaczy Alim, nasz przewodnik po tej księżycowej krainie. Ostrzega przy tym, że jeśli chcemy zejść w dół krateru, to mamy uważać na szkodliwe wyziewy i szybko wracać, bo w przeciwnym razie odczujemy gniew wulkanu.
Igraszki z wulkanami mogą się wydawać niezbyt dobrym pomysłem spędzenia urlopu. Mimo to w ostatnich latach olbrzymie, posępne stożki Jawy przyciągają coraz więcej turystów, uciekających od zatłoczonych kurortów pobliskiej wyspy Bali. W ubiegłym roku ponad 93 tysiące osób odwiedziło park narodowy Bromo-Tengger-Semeru, najsłynniejszy indonezyjski rezerwat wulkanów. To oznacza 78-procentowy wzrost w porównaniu z poprzednim rokiem. W ostatnich latach semeru-2004w okolicy powstało kilka luksusowych hoteli.
Zwiedzanie wulkanów tworzących kręgosłup Jawy pozwala zrozumieć, jak dalece geologia wpływa na życie i kulturę ludzi zamieszkujących tutejsze wyżyny. Przez wieki kolejne erupcje grzebały wioski, niszczyły pola i wypełniały powietrze czarnym pyłem, utwierdzając lokalną społeczność w przekonaniu, że wulkanicznych bogów należy szanować.
Aby dokładnie zbadać wulkaniczny krajobraz, postanowiliśmy przemierzyć wyspę, zaczynając od strony zachodniej i kierując się na wschód. Pierwszym punktem trasy była starożytna świątynia Borobudur, leżąca w cieniu dwóch wulkanów. Ten rozległy kamienny monument został wzniesiony przez buddystów w IX wieku. Otaczają go pola ryżowe, uprawiane przez lokalną ludność tak samo jak przed wiekami. Budowla, która powstała ponoć z dwóch mtsemerumilionów kamieni, jest mandalą odzwierciedlająca porządek kosmosu.
Pobliskie wulkany nie miały litości dla świątyni. Po wybuchu Merapi kilka wieków temu Borobudur zniknęła pod warstwą pyłu. Została odkopana dopiero w 1815 roku, kiedy władzę na Jawie sprawował w imieniu Imperium Brytyjskiego sir Thomas Stamford Raffles.
O świcie ruszamy z naszego skromnego pensjonatu, położonego na ryżowych polach, do podstawy świątyni. Budowla składa się z pięciu tarasów czworobocznych, na których stoją trzy koliste. Wszystkie ozdobione są płaskorzeźbami przedstawiającymi epizody religijne i sceny z życia Buddy. Jego posągi na szczycie konstrukcji patrzą pogodnie na idealne stożki dwóch pobliskich wulkanów Merapi i Merbabu.
Dym wydobywający się z tego pierwszego świadczy o tym, że jest on wciąż mtbromoaktywny. Wśród mieszkańców Jawy budzi ogromne obawy. W ostatnim stuleciu doszło bowiem do kilkudziesięciu erupcji. Przewodniki turystyczne radzą, aby przed wyprawą na szczyt wznoszącej się na blisko trzy tysiące metrów góry, skonsultować się z lokalnymi władzami. Wczesnym rankiem Golan, pracownik naszego pensjonatu, zabiera nas na jeden z okolicznych pagórków, skąd możemy obserwować wschód słońca nad Merapi. Przed nami rozciąga się dżungla, której centralnym punktem jest Borobudur. Ponad konarami drzew unosi się gęsta mgła. Rozważaliśmy nocną wspinaczkę na Merapi, ale ostrzeżono nas, że w porze deszczowej szlak może być niebezpieczny.
Jazda do Bromo, najczęściej odwiedzanego wulkanu na Jawie, zajęła nam cały dzień. Kierowca zabrał nas w podróż wzdłuż zachodniego zbocza nieczynnego wulkanu Lawu. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze w Candi Sukuh – świątyni, która sprawia wrażenie, jakby była głównym ośrodkiem kultu płodności: na ziemi stoją kamienne posągi z gigantycznymi genitaliami. Po południu rozpętała się burza. Kiedy dojeżdżaliśmy do wioski Cemoro Lawang, będącej bramą prowadzącą do Bromo, nadal padało.
Wioska leży na skraju rozległej kaldery, z której wyrastają dwa szczyty wulkanów. Wokół nich rozpościera się nieziemskie morze piasku. Mam wrażenie, jakbym oglądał powierzchnię Księżyca. Z krateru Bromo wydobywają się kłęby dymu. Mam okazję zobaczyć, w jaki sposób trudne warunki naturalne wpływają na praktyki religijne zamieszkującego tutejsze wyżyny ludu Tenggerese. Mieszkańcy Cemoro Lawang to hindusi, stanowiący mniejszość na zdominowanej przez muzułmanów wyspie. Na piaskowym morzu u stóp Bromo zbudowali hinduską świątynię.
– Mają mnóstwo rytuałów związanych z tym wulkanem – mówi Retno Suratri, absolwent antropologii na Uniwersytecie Indonezji, badający kulturę Tenggerese. – Wierzą, że z stamtąd pochodzą ich przodkowie. Są gotowi wydać dużo pieniędzy na swoje obrzędy – wyjaśnia Suratri.
Ludzie żyjący na co dzień ze świadomością, że w każdej chwili może nastąpić olbrzymi kataklizm, darzą wulkaniczne duchy należnym respektem. Każdego roku podczas święta Kasada próbują je przebłagać, wrzucając w paszczę krateru warzywa, kurczaki i pieniądze.
Szlak prowadzi piaszczystą drogą do hinduskiej świątyni. Potem wznosi się na krawędź Bromo. Na koniec godzinnego marszu stajemy twarzą w twarz z otchłanią, tuż nad białą, siarczystą mgłą.
Następnego dnia wyszliśmy z hotelu hotel o 3.30 nad ranem. Mieliśmy wędrować trzy godziny do najwyższego punktu na brzegu kaldery, by oglądać wschód słońca. Jednak jak tylko wyruszyliśmy w drogę, poczuliśmy pierwsze krople deszczu. Moja żona Tini stwierdziła, że wyprawa w takich warunkach nie jest najlepszym pomysłem. Nasz przewodnik Tris był tego samego zdania. Zdążyliśmy wrócić do łóżek, kiedy zaczęła się ulewa.
Nasze wyprawy nie były trudne, ale miały w sobie element ryzyka. W czasie, gdy byliśmy w Indonezji, pewien szwedzki turysta zginął po upadku z góry Batur, często odwiedzanego przez turystów wulkanu na Bali.
Mnie także przydarzył się wypadek podczas powrotnego zejścia znad turkusowego jeziora krateru Ijen. Był to nasz ostatni przystanek na Jawie. Siarkowe chmury zaczynały gęstnieć. Wewnątrz krateru spędziliśmy godzinę, obserwując jak robotnicy w goglach i maskach gazowych wyrywają kilofami minerał z ziejących oparami żółtych skał.
Nam do zakrycia twarzy musiały wystarczyć bandany. Kiedy wiatr przywiał siarkowy obłok w naszą stronę, niektórzy uczestnicy wyprawy zaczęli kasłać. Ruszyliśmy w drogę powrotną. Po kilku minutach stanąłem na obluzowanej skale i poleciałem w dół stromego krateru.
Wylądowałem na zboczu, waląc szczęką w podłoże. Z moich warg trysnęła krew. Miałem poranione ręce i nogi, a co gorsza mocno skręciłem sobie kostkę. Jeden z robotników pomógł mi wstać. Zdołałem dokuśtykać do krawędzi krateru i dalej trzy kilometry do początku szlaku.
Kiedy odjeżdżaliśmy, wciąż leciała mi krew, a kostka boleśnie pulsowała. Wyzwania rzucane wulkanom najlepiej podsumował Tris podczas naszej poprzedniej, nieudanej wyprawy: trzeba mieć respekt wobec przyrody i szeroko otwarte oczy.

Edward Wong

Posted in PodróżeComments (0)

Witamy w Ontario - przewodnik dla nowoprzybyłych Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Zbliżają się Walentynki, jak będziesz spędzał/a ten dzień?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Luty 2012
P W Ś C P S N
« sty    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  
 Strona 1 z 1  1