Tag Archive | "katastrofa"

Ostatnie chwile

Tags: , , ,

Ostatnie chwile


Ujawniono stenogramy zapisów rejestratorów lotu Tu-154. Rozmowy załogi - jeśli są prawdziwe - nie wyjaśniają w żaden sposób przyczyn tragedii. Na 80 metrach drugi pilot powiedział: “Odchodzimy”, po czym maszyna - zamiast wznosić się - zaczęła z ogromną prędkością opadać.

czarna_skrzynka
Ostatnie 30 sekund lotu i milczenie dowódcy świadczy o tym, że załoga była w szoku, bo utraciła sterowność. Maszyna przestała reagować - uważa Janusz Więckowski, emerytowany pilot, który wylatał na Tupolewie 154 prawie 20 tysięcy godzin.
- Kiedy na wysokości 150 metrów maszyna nie reaguje, to wtedy się nie rozmawia z wieżą, tylko się myśli, dlaczego się tak dzieje. Dlaczego prędkośc schodzenia się nagle powiększa, z 4-5 m/s do 14 m/s. Przecież pilot to nie samobójca - tłumaczył Więckowski.
Jego zdaniem o tym, że samolot mógł utracić sterowność świadczy też fakt, że dysk turbiny drugiego silnika nie był uszkodzony, połamany. - Silnik musiał rozpaść się w powietrzu, a dysk siłą odśrodkową upaść łagodnie na ziemię - uważa emerytowany pilot LOT-u. - Chciałbym, żeby nasi prokuratorzy i nasza komisja sprawdziły, jak pracował drugi silnik - dodał.
Zastanawiał się także dlaczego nikt z członków załogi nie zareagował na komendę wypowiedzianą przez drugiego pilota - Jeżeli ktokolwiek z załogi rzuci komendę, to nikt nie pyta “dlaczego?” - po prostu trzeba to wykonać. Słowa są rzucane jakby na wiatr i nic się nie dzieje - dodał.

“Samolot zbliżał się do ziemi bardzo szybko”

- Zacząłem czytanie od ostatnich stron. Drugi pilot mówi “odchodzimy”, a nawigator dalej odlicza wysokość. Mogę wnioskować, że samolot ma prędkość opadania ok. 14 m/s. To jest prędkość niespotykana przy podejściu. Normalnie jest trzy razy mniejsza. Samolot zbliża się do ziemi bardzo szybko - komentował Krzysztof Krawcewicz z “Przeglądu Lotniczego”.
- Załoga była zaskoczona tym, co się stało. Nie mam co do tego wątpliwości. Byłbym ostrożny w ferowaniu dalekich wniosków - podkreślał Tomasz Tuchołka z firmy ATM, która produkuje czarne skrzynki.

schemat-zejscia
Krawcewicz zastanawiał się również, czy piloci operują tą samą wysokością, co kontroler - Jest fragment, w którym kontroler upewnia się, czy zajęli 500 metrów. Zastanawiam się, kto w tym momencie mówi 200 metrów. Nie jest także zaznaczone, która kwestia jest wypowiadana w jakim języku. Jeżeli pilot odzywa się po rosyjsku, to raczej do wieży. Gdy mówi po polsku, to zapewne do załogi - mówił Krawcewicz.
Pytany o pierwszą reakcję po przeczytaniu ujawnionych stenogramów, pilot samolotów pasażerskich Oskar Maliszewski powiedział, że jest poruszony tym, co zobaczył.
- Pogoda, która była tego dnia nie pozwalała lądować. Załoga była zdeterminowana z jakichś powodów, żeby to zrobić. Zawsze pilot ma możliwość spróbowania podejścia do minimów i sprawdzenia. Później jest stwierdzenie “Arek, widzimy 200 metrów” - pogoda się pogarszała, ona nie uprawnia nawet do lądowania na w pełni wyposażonym Okęciu. - mówił kpt. Maliszewski.

Dlaczego tak szybko?

Prezydencki Tu-154 M schodził zdecydowanie za szybko - uważa także redaktor naczelny “Skrzydlatej Polski” Grzegorz Sobczak. - Prędkość opadania na ścieżce schodzenia to 4-5 metrów na sekundę, a tutaj mamy tę prędkość dwukrotnie większą.
Czy wytłumaczeniem tej prędkości mogło być wybrzuszenie jaru? - Gdyby przyjąć, że załoga posługiwała się radiowysokościomierzem, czego nie powinna była robić, to rzeczywiście ten jar mógł ich zmylić.
Redaktor naczelny “Skrzydlatej Polski” zwraca też uwagę na zachowanie generała Andrzeja Błasika. Jego zdaniem, niezidentyfikowany głos mówiący na kilkadziesiąt sekund przed katastrofą “sto”, a zatem zwracający w ten sposób uwagę na przekroczenie wysokości decyzji, należy właśnie do generała. Jest to forma ostrzeżenia załogi, powiedzenia jej: Panowie, zastanówcie się, co dalej robić!.
Sobczak uważa natomiast, że największą wartością ujawnionych stenogramów jest oficjalne potwierdzenie tego, co mówił polski przedstawiciel w Moskwie. Edmund Klich informował, że załoga świadomie przekroczyła wysokość decyzji i odczytywała wysokość aż do 20 metrów nad poziomem ziemi.

Stenogramy to dopiero początek

Stenogramy bez nałożonych danych o parametrach lotu niewiele wyjaśniają - twierdzi dziennikarz RMF FM i specjalista ds. lotnictwa Marcin Friedrich. Jak zaznacza, wciąż nie wiemy nic o technicznym przebiegu ostatnich minut przed katastrofą.
Nie we wszystkich momentach wiemy bowiem na jakiej wysokości był samolot. Nie wiemy też z jaką prędkością schodził, chociaż to akurat można wydedukować po czasie, w którym rejestrowane są komunikaty z odczytu radiowysokościomierza.
Wydaje się, że Tu-154 M momentami schodził o wiele za szybko - nawet 15 metrów na sekundę, normalnie byłoby to około 5 metrów na sekundę.
Z drugiej jednak strony kontroler ze smoleńskiego lotniska podawał odległość samolotu od pasa i dodawał uspokajające słowa “na kursie i ścieżce”, czyli, że samolot jest w osi pasa i na odpowiedniej do tej odległości wysokości. Nie wiadomo jednak skąd miał odczyt wysokości, by móc stwierdzić, że maszyna była na prawidłowej ścieżce.
Warto zwrócić też uwagę na moment, w którym odezwał się system TAWS, tj. około 300 metrów nad ziemią. Kilka sekund później kontroler mówił: “4 - na kursie i ścieżce”, czyli, że odległość do pasa wynosi 4 kilometry, a samolot jest na kursie i ścieżce.
Czy załoga zareagowała na sygnały systemu TAWS i komendę “Odchodzimy”? Tego nie wiemy. Z zapisu to nie wynika. Może wyniknąć z danych o parametrach lotów, a tych jeszcze po prostu nie mamy.
Pilot Tu-154 M zareagował na komendę drugiego pilota o przerwaniu manewru lądowania i rozpoczął podrywanie maszyny, powiedział zastępca redaktora naczelnego “Przeglądu Lotniczego” Michał Setlak.
- Próba poderwania maszyny nastąpiła 6 sekund po słowach drugiego pilota “odchodzimy” - powiedział.
- Tam w transkrypcji mamy dźwięk autopilota, chwilę poźniej drugi sygnał dźwiękowy (w transkrypcji opisane jako ABSU, pierwszy o 10:40 i 56 sek., a drugi 6 setnych sekundy później). Pierwszy sygnał oznaczał rozłączenie kanału podłużnego autopilota, odpowiadającego za pochylenie bądź podniesienie dzioba maszyny, co może świadczyć o ruchu sterami, ściągnięciu wolantu na siebie Drugi sygnał, rozłącznie automatyki ciągu, w efekcie dodania ręcznie gazu - powiedział. Działo się to, gdy samolot - według komendy nawigatora - był około 20 metrów nad ziemią. Później rozlega się jednak trzeci (10:40 i 57 sek.) sygnał autopilota, tuż przed zderzeniem z drzewem. Zapytany o to Setlak odpowiada, że nie potrafi stwierdzić czym on jest.
Zapis rozmów z kabiny Tu-154 nie zaskakuje; wyjaśnić okoliczności katastrofy może komisja, która ma też inne dane - powiedział kapitan pasażerskich boeingów Dariusz Sobczyński.
- Zapis nie zawiera niczego zaskakującego. Piloci wykonywali prawidłowe podejście, załoga była spokojna - powiedział Sobczyński po opublikowaniu transkrypcji rozmów załogi z rejestratora dźwięku.
Po lekturze stenogramu Sobczyński powiedział, że choć nie było bezpośredniego polecenia ze strony dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzeja Błasika, to sama jego obecność w kokpicie zapewne miała wpływ na załogę.
- Powtórzę. Tego lądowania nie powinno było być. Podejście zawsze możemy wykonać, nie możemy tylko przekroczyć wysokości decyzji (100 m - przyp. red.). Nie wiem, dlaczego podejście do lądowania nie zostało przerwane i nie podjęto odejścia na drugi krąg, choć sugerował to drugi pilot - powiedział Sobczyński.
tawsWyraził zdziwienie, że załoga nie przerwała podejścia mimo dźwiękowych ostrzeżeń systemu TAWS. - Kiedy nie widać ziemi, a system ostrzega przed zderzeniem, należy odejść natychmiast, nie zastanawiając się - zaznaczył.
Zastrzegł, że “publikacja rozmów jest małą częścią, tylko na jej podstawie nie można odtworzyć przebiegu lotu”. - Powinniśmy poczekać na ustalenia komisji, w której pracują fachowcy, dysponujący zapisami danych technicznych, operacyjnych, informacjami o pogodzie - zaznaczył.
- Społeczna presja spowodowała ujawnienie zapisów, ale to nie przybliża nas do wyjaśnienia. Publikacja tylko zwiększy dowolne interpretacje, bo tekst można interpretować na wiele sposobów. Nie powinniśmy debatować, pozwólmy specjalistom wyjaśnić - zaapelował.
Opublikowany stenogram rozmów z kabiny pilotów Tu-154 nie wyjaśnia, dlaczego załoga zeszła poniżej wysokości decyzji, trzeba czekać na ustalenia komisji - powiedział z kolei doświadczony pilot komunikacyjny Tomasz Pietrzak.
- Zapis zawiera to, co już wiedzieliśmy. Nie ma niczego, co zmieniałoby dotychczasową wiedzę - powiedział Pietrzak, były dowódca 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego i instruktor na Tu-154, obecnie pilot cywilny.
- Widać, że założenie było prawidłowe - załoga miała się zniżać do 100 metrów, było alternatywne lotnisko. Nadal nie wiadomo, dlaczego zniżali się dalej - zaznaczył.

Nic o naciskach

Zgodnie z wcześniejszymi informacjami w zapisach nie ma żadnych słów, które mogłyby świadczyć o naciskach na pilotów.
O 8.26 pojawia się informacja, że do kokpitu wszedł Mariusz Kazana z MSZ. Protasiuk informuje go, że „wyszła mgła” i uprzedza: „w tej chwili, w tych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść. Spróbujemy podejść, zrobimy jedno zejście, ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie”.
Dowódca dopytuje, co dalej? Nie wiadomo, do kogo kieruje te słowa. „No, to mamy problem” – stwierdza Kazana.
Protasiuk sugeruje, że mogą pół godziny „powisieć” i odlecieć na lotniska zapasowe. Kazana prawdopodobnie nie wiedział, o jakie lotniska chodzi. „Jakie zapasowe?” – dopytywał.
„Na razie nie ma jeszcze decyzji prezydenta, co dalej robić” – stwierdza o 8.30 Kazana.
Dwie minuty później załoga tupolewa zeszła na wysokość tysiąca metrów. Mjr Protasiuk wypowiada komendę: „Podchodzimy do lądowania” i informuje, że w razie nieudanego podejścia odchodzą „w automacie”.
Kontroler z wieży pyta, czy lądowali już na wojskowym lotnisku. „Tak, oczywiście” – odpowiada dowódca Tu-154.
Samolot wypuszcza podwozie, o 8.35 z ust stewardesy padają słowa: „Dowódco, pokład gotowy do lądowania”.
Wiadomo też, że w kabinie w końcówce lotu był obecny gen. Andrzej Błasik, szef Sił Powietrznych, jego głos słychać w tle.
Czy mógł coś sugerować lub naciskać na pilotów – zapis z czarnych skrzynek na to nie odpowiada.
Na lotnisku nie było systemu naprowadzania samolotów ILS, piloci nie widzieli pasa startowego, ale obniżali lot. Z zapisu wynika, że – tak jak wcześniej ujawnił Edmund Klich, akredytowany przy rosyjskiej komisji badającej katastrofę – padały meldunki: 90 metrów, 80 metrów, 60.
Na wysokości 80 metrów nad ziemią, 15 sekund przed katastrofą drugi pilot Robert Grzywna, mówi: „odchodzimy”. Czy usiłował ratować sytuację? – To dowódca podejmuje decyzję i nie musi brać pod uwagę uwag drugiego pilota. Ten widocznie zdawał sobie sprawę, że są za nisko – uważa kpt. Robert Zawada, były pilot wojskowy i ekspert sejmowej komisji.
Gdy samolot osiągnął 50 m, kontroler z lotniska wydał komendę: „Horyzont”, wzywającą załogę do wyrównania lotu. Ta nie zareagowała.
Końcowe minuty lotu są dramatyczne. Systemy alarmowe wręcz bombardują załogę komunikatem, że samolot jest blisko ziemi. Piloci nie reagują. O 8.41 tupolew uderza w drzewo. Słychać dwukrotnie przekleństwa: „K… mać”. To koniec zapisu.
Piloci  – są zdziwieni, że tak dużo w stenogramach jest wypowiedzi, do których nie przyporządkowano konkretnej osoby.
Być może część nieczytelnych i niezidentyfikowanych zapisów uda się jeszcze rozszyfrować. Polska prokuratura wojskowa wystąpiła do rosyjskiej komisji o nagrania. Chce je przekazać do analizy fonoskopijnej.

Podpisywałem coś innego

stroinski- Podpisywałem dokument zawierający stenogram z rozmów. Nie wiem dlaczego opublikowany został inny - mówi ppłk Bartosz Stroiński. Pod ujawnionym zapisem rozmów z kabiny Tu-154 jest określony jako osoba, która rozpoznała głosy obecnych w kabinie. Mimo to, pod opublikowanym dokumentem, przy jego nazwisku nie ma podpisu.
Pod opublikowanym we wtorek stenogramem wymienionych jest sześć osób: Stroiński, eksperci - Sławomir Michalak i Waldemar Targalski oraz troje Rosjan. Znajduje się tam jednak tylko pięć odręcznych podpisów. Brak właśnie Bartosza Stroińskiego.
Stroiński zapewnia, że podczas pracy w Moskwie podpisał dokument zawierający stenogram rozmów w kabinie Tu-154 10 kwietnia. - Byłem poproszony do współpracy, jako osoba posiadająca doświadczenie z kokpitu tego typu samolotu - mówi tvn24.pl. Nie wie, dlaczego na opublikowanym dokumencie nie ma jego podpisu.
Sprawę tłumaczyć może fakt, że opublikowany tekst datowany jest na 2 maja, a ppłk Stroiński jest przekonany, że był w Moskwie wcześniej. - Na miejscu pozostali wymienieni eksperci - zdradza. Przyznaje, że ujawnionego dokumentu na razie nie czytał.
O samych pracach przy odsłuchiwaniu czarnych skrzynek Stroński mówi, że wraz z ekspertami starali się wyłuskać każde rozpoznawalne słowo z szumu w kabinie. - Jest tam wiele miejsc, kiedy niemożliwe jest zrozumienie czegokolwiek. Wszystko co udało się zidentyfikować, opisaliśmy - tłumaczy wojskowy. Zaznacza jednak, że nie jest uprawniony do opisywania szczegółów prac.
Ppłk Bartosz Stroiński jest żołnierzem 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. Był pilotem Tu-154, który 7. kwietnia poleciał do Katynia z Donaldem Tuskiem na pokładzie.
Rosyjska prasa zarzuciła Polsce, że nasz kraj złamał poczynione w Moskwie ustalenia dotyczące publikacji rozmów w kabinie Tu-154. Zdaniem rządowej “Rossijskiej Gaziety” Warszawa i Moskwa ustaliły, że nie będą rozgłaszać tych informacji do zakończenia oficjalnych badań.
W warunkach twardej przedwyborczej walki, która rozgorzała o najwyższy urząd w państwie, publikacja dokumentu (…) może zmienić polityczny układ sił w kraju i wpłynąć na preferencje wyborców” - konstatuje “Rossijskaja Gazieta”.
Stenogram zapisu “czarnych skrzynech można otworzyć pod tym linkiem:
transkrypcja_rozmow_zalogi_samolotu_tu-154_m-1

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Śledztwo przeniesie się do Polski?

Tags: , ,

Śledztwo przeniesie się do Polski?


Polska otrzymała stenogramy i kopie nagrań rozmów z Tu-154M

Minister Jerzy Miller i Tatiana Anodina,  przewodnicząca Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego– Te nagrania, w co nie wszyscy wierzyli, stały się polską własnością – powiedział wczoraj szef MSWiA Jerzy Miller. W Moskwie odebrał stenogramy i kopie nagrań rozmów z kabiny Tu-154M, który 10 kwietnia rozbił się pod Smoleńskiem.

Przed przekazaniem materiałów Miller podpisał ze stroną rosyjską memorandum będące podstawą ich wydania.

Minister Jerzy Miller i Tatiana Anodina, przewodnicząca Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego

– Memorandum zawiera wszystkie warunki przekazania tych materiałów zgodnie z założeniami konwencji chicagowskiej (regulującej zasady badania katastrof lotniczych) i załącznikiem 13., która m.in. zobowiązuje nas do nieujawniania całości rozmów w kabinie – i ze służbami naziemnymi, i z innymi osobami, tak jak mówią przepisy – oznajmił wicepremier Rosji Siergiej Iwanow.

Z konwencji chicagowskiej wynika, że bez zgody strony prowadzącej postępowanie, czyli Rosji, dane z rejestratorów nie mogą być podane do publicznej wiadomości.

Miller przekonywał wczoraj dziennikarzy, że chodzi o to, by nie ujawniać fragmentów rozmów, które mogą pokazywać uczestników rozmów w negatywnym świetle, jeśli nie wnosi to informacji niezbędnej do wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Dowodził też, że zgoda na upublicznienie dokumentów nie będzie potrzebna. – Strona rosyjska będzie uprzedzona, ale my nie musimy uzyskiwać zgody na ujawnienie – podkreślał szef MSWiA.

Z kolei rzecznik rządu Paweł Graś zapewniał: – Ustalenia między stronami dokonały się na szczeblu premierów: Tuska i Putina. I to w ich rękach jest polityczna decyzja dotycząca upublicznienia tych materiałów.

Donald Tusk zapowiedział w TVP 2, że zawartość czarnych skrzynek może być gotowa do upublicznienia w kilkadziesiąt godzin po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

W nocy ogłoszono, że RBN zbierze się już dziś w południe.

Na jakich zasadach strona polska będzie ujawniać zapisy? – Umowy między państwami są wiążące. Ale są też uzgodnienia na najwyższym szczeblu, które mogą pewne kwestie modyfikować. Jeśli prawdą jest, że premierzy się dogadali, możemy być spokojni – mówi doc. Jerzy Andrzej Wojciechowski, ekspert prawa międzynarodowego z Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Warszawie.

Pytania do Rosjan

Samolot jak, który lądował przed prezydenckim tupolewem pod Smoleńskiem, miał problemy z lotniskową radiolatarnią.

Wiele wskazuje na to, że w lotnictwie wojskowym szwankowało szkolenie, a załoga tupolewa popełniła błąd. Czy jednak była to jedyna przyczyna katastrofy prezydenckiej maszyny w Smoleńsku? Czy na dzisiejszym etapie śledztwa można całkowicie oczyścić z winy stronę rosyjską?

Pojawiają się kolejne wątpliwości i pytania. Załoga polskiego jaka-40, który podchodził do lądowania kilkadziesiąt minut przed tupolewem, miała problem z odbiorem sygnału z radiolatarni położonej kilometr od pasa. Radiolatarnia to kluczowe urządzenie, które pomaga lotnikom sprowadzić maszynę na ziemię. Informacje o kłopotach jaka potwierdziły nam dwa źródła: ekspert pracujący dla rządu oraz osoba w Dowództwie Sił Powietrznych.

Czy na podobne przeszkody mógł natrafić Tu-154? Rządowy ekspert: – Rejestratory samolotu potwierdzają, że urządzenia namierzyły radiolatarnie. Nie oznacza to jednak, iż sygnał działał potem prawidłowo. Po wypadku Rosjanie dokonali oblotu lotniska, lecz bez udziału polskich specjalistów. Twierdzą, że urządzenia były w porządku. Jednak dotąd nie dostaliśmy protokołu czynności.

O kłopotach z radiolatarnią może świadczyć coś jeszcze. Kwadrans po jaku na lotnisku próbował dwa razy lądować rosyjski ił-76. Nie trafiał w pas, zbaczał w lewo. A to właśnie radiolatarnie są odpowiedzialne za pomoc w wejściu na oś drogi startowej.

Kolejna zagadka: w raporcie Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) pojawia się informacja, że załoga tupolewa wyleciała z Warszawy bez danych nawigacyjnych lotniska w Smoleńsku. Kto zawinił? MAK milczy. My dotarliśmy do meldunku dowódcy 36. pułku. Płk Ryszard Raczyński informuje p.o. dowódcy Sił Powietrznych, że wojskowi 18 marca (za pośrednictwem polskiej ambasady) prosili Rosjan o dostarczenie planów i procedur lotniska. Te, którymi dysponowali, pochodziły sprzed roku. „Do dnia wylotu nie otrzymaliśmy informacji o jakichkolwiek zmianach dotyczących procedur na lotnisku Smoleńsk” – melduje płk Raczyński. Źródło w Siłach Powietrznych: – Nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi na prośbę wystosowaną 18 marca.

Kto zaniedbał sprawę? Rosjanie czy Polacy? Ten wątek jest istotny, gdyż polskie samoloty miały wcześniej problemy na tym lotnisku. 17 września 2007 r. Lech Kaczyński leciał tupolewem do Smoleńska. Były lotnik 36. pułku: – Wtedy też leciały dwa samoloty. Gdy pierwszy usiadł na pasie, okazało się, że informacje nawigacyjne podane przez Rosjan były nieprecyzyjne. Załoga ostrzegała o tym nadlatujących kolegów.

“Tupolew nie lądował, tylko podchodził do lądowania” - mówi dowódca rządowego samolotu Jak-40, który 10 kwietnia wylądował w Smoleńsku 79 minut przed prezydenckim Tu-154.

Jest to pierwsza publiczna wypowiedź osoby, która z pierwszej ręki zna ostatnie chwile lotu prezydenckiego samolotu. Porucznik Artur Wosztyl, po ponad miesiącu od tragicznego zdarzenia, zaczął mówić w mediach o feralnym poranku w Smoleńsku. Jednak niektóre szczegóły musiał przemilczeć, bo prokuratura wojskowa objęła je tajemnicą.

Pilot potwierdza m.in. panujące wówczas, bardzo złe warunki atmosferyczne i to, że trzykrotnie ostrzegał o tym załogę Tu-154. Zasłaniając się tajemnicą śledztwa, nie chce powiedzieć, czy odradzał kolegom lądowanie. Tak twierdzi rosyjska komisja badająca wypadek. “Informowałem o coraz gorszych warunkach - powtarza - a te były poniżej minimum bezpieczeństwa”.

Jego zdaniem przy tych warunkach wieża kontrolna powinna była odradzić tupolewowi lądowanie i zamknąć lotnisko. Co wieża mówiła załodze tupolewa? Tego por. Wosztyl nie chce powiedzieć, chociaż w kabinie jaka słuchał przez radio wszystkich rozmów wieży z tupolewem.

Wosztyl nie pamięta, jaką informację o ciśnieniu wieża podała pilotom Tu-154. A ta informacja jest bardzo ważna dla zrozumienia, dlaczego samolot zszedł tak nisko nad ziemię, że aż zahaczył o drzewa.

Pytany o to, jak dowiedział się, że Tu-154 nie wylądował, Wosztyl powiedział: To było słychać. Siedziałem w jaku jakieś 700-800 metrów od miejsca katastrofy. Samolot podchodził do lądowania na ustalonym zakresie pracy silnika. I nagle usłyszałem, że dodał obrotów, potem dźwięk jednego milknącego silnika, potem jakieś trzaski, huki. Pomyślałem: “no, chyba chłopaki się rozbili”.

Wieża przez chwilę była przekonana, że samolot nie uderzył w ziemię, lecz odleciał na zapasowe lotnisko. Może o tym świadczyć dezorientacja pracownika obsługi, który wyszedł z budynku lotniska tuż po zderzeniu samolotu z ziemią. “To był mężczyzna w mundurze. Zapytałem, gdzie jest nasz tupolew” - opowiada por. Wosztyl. “Odleciał” - usłyszałem.

•••

"Czarne skrzynki" z prezydenckiego samolotuZłamanie elementarnych zasad bezpieczeństwa lotów i popełnienie kardynalnych błędów zarzucił załodze prezydenckiego samolotu Edmund Klich, polski przedstawiciel przy rosyjskiej komisji badającej katastrofę pod Smoleńskiem. Tymczasem, kariera majora Arkadiusza Protasiuka, który 10 kwietnia prowadził Tu-154, jest wzorcowa.

Od czerwca 2008 r. Protasiuk był wyszkolonym pilotem klasy mistrzowskiej. W powietrzu spędził 3528 godzin (w tym na Tu-154M aż 2937 godzin).

W archiwach Zespołu Bezpieczeństwa Lotów Sił Powietrznych (są w nim informacje od 2000 r.) sprawdziliśmy przebieg ostatnich dziesięciu z 13 lat jego kariery. Ani razu nie miał postępowania przed komisją ds. bezpieczeństwa lotów – nie naruszył przepisów ani jako nawigator, ani jako pilot. Nie złamał też nigdy tzw. minimów pilota (pozwalają mu latać określonym typem samolotu i lądować w ściśle określonych warunkach atmosferycznych).

Te informacje potwierdza ppłk Robert Kupracz, rzecznik Sił Powietrznych.

– Przebieg każdego lotu rejestrują pokładowe rejestratory, popularnie zwane czarnymi skrzynkami. Parametry lotu po każdym locie, nie tylko po katastrofie, są szczegółowo analizowane pod kątem przestrzegania procedur, odpowiednich zachowań załogi. Mało co może umknąć – przyznaje major Michał Fiszer, były pilot wojskowy, ekspert lotniczy.

•••

Rzecznik Prokuratury Generalnej, prok. Mateusz Martyniuk powiedział w środę, iż polska prokuratura wojskowa czeka na zapisy z rejestratorów pokładowych w ramach wniosku o pomoc prawną, skierowanego do prokuratury rosyjskiej. Dodał, że jest to odrębna procedura i prokuratura nie bierze udziału w ustalaniu kwestii związanych z przekazaniem w poniedziałek stronie polskiej zapisów czarnych skrzynek, a kwestie te ustalane są przez komisje badające okoliczności katastrofy.

Wcześniej naczelny prokurator wojskowy płk Krzysztof Parulski informował, że prokuratorski wniosek o pomoc prawną polega na prośbie zgrania treści utrwalonych na czarnych skrzynkach i przekazaniu ich do Polski.

Zgodnie z chicagowską konwencją o międzynarodowym lotnictwie cywilnym i normami ICAO, dane z pokładowego rejestratora głosów w kabinie pilotów nie mogą być podawane do publicznej wiadomości bez zgody strony badającej okoliczności katastrofy. Przy czym publikowane mogą być tylko te zapisy, które mają wpływ na wyjaśnienie przyczyn i okoliczności wypadku.

Posted in W numerzeComments (0)

Znamy wstępny raport z katastrofy

Tags: , , , ,

Znamy wstępny raport z katastrofy


Czarne skrzynki prezydenckiego Tu-154 są już przebadane. W kabinie pilotów samolotu, który rozbił się pod Smoleńskiem, były osoby spoza załogi - ujawniła przewodnicząca międzypaństwowej komisji wyjaśniającej okoliczności tragedii Tatiana Anodina.

479856
Jak dodała, jeden z tych głosów został już zidentyfikowany. Ujawniła, że inny trzeba jeszcze rozpoznać. Nastąpi to wkrótce. Według komisji drzwi do kabiny pilotów prezydenckiego samolotu były otwarte w trakcie podejścia do lądowania. Wcześniej jeden ze świadków mówił o pięciu ciałach znalezionych w kokpicie.
Jedną z osób, których głos zarejestrowała czarna skrzynka w kabinie był generał broni Andrzej Błasik, dowódca sił powietrznych. Nie potwierdzono tej informacji na konferencji, ale pochodzi ona od źródła w Moskwie, znającego kulisy badania okoliczności katastrofy polskiego Tu-154 pod Smoleńskiem. Według informatora drugą z tych osób nie jest Mariusz Kazana, dyrektor protokołu dyplomatycznego MSZ. Początkowo sądzono, że to jego głos nagrał rejestrator w kabinie pilotów. Córka dyrektora Kazany, która przyleciała do Moskwy, jednak tego nie potwierdziła.
Głosy osób spoza załogi w kabinie Tu-154 czarne skrzynki zarejestrowały na 16-20 minut przed katastrofą. Jej dokładny czas ustalono na 10.41 czasu moskiewskiego (8.41 czasu polskiego). Przed lotniskiem Smoleńsk Siewiernyj jest parów i tam nastąpiło pierwsze zderzenie. Czas od pierwszego zderzenia do całkowitej katastrofy samolotu to 6 sekund - obliczyła MAK. Wszystkie systemy i silniki działały, samolot nie rozpadł się w powietrzu.
Edmund Klich, akredytowany przy rosyjskiej komisji powiedział, że po odsłuchaniu nagrań z kabiny pilotów nie odniósł wrażenia, by piloci działali pod wpływem presji. Nieco inny wydźwięk miała wypowiedź Anodiny. Podkreśliła, że kwestia ewentualnego wywierania wpływu na załogę musi być jeszcze zbadana. Dodała, że ma to duże znaczenie przy wyjaśnieniu okoliczności katastrofy.
Anodina nie chciała odpowiadać na wiele pytań dziennikarzy zasłaniając się tym, że postępowanie nie zostało jeszcze zakończone. Potwierdziła kilka wcześniej ujawnionych informacji.
Oryginały czarnych skrzynek znajdują się w Międzypaństwowym Komitecie Lotnictwa (MAK). Ze strony polskiej nagrania odsłuchali m. in. polscy ministrowie obrony i spraw wewnętrznych Bogdan Klich i Jerzy Miller.
Potwierdziły się informacje “Rz”. Ustalono m.in., że na 4 minuty przed katastrofą załoga samolotu JAK-40 poinformowała załogę samolotu prezydenckiego, że ocenia widoczność na lotnisku na 200 metrów.
Członek MAK Aleksy Morozow podał, że po nawiązaniu łączności z wieżą w Smoleńsku uprzedzono załogę Tu-154M o mgle i złej widoczności na lotnisku w Smoleńsku i że nie ma możliwości lądowania; widoczność wynosiła 400 m, widoczność pionowa rzędu 50 m. Stwierdził on, że lotnisko Siewiernyj było przygotowane do lądowania takiej maszyny. Ostatni raz sprawdzano je 5 kwietnia. Z kontroli wynikało, że lotnisko jest przygotowane do lądowania samolotu przy różnej pogodzie.
Klich zdementował doniesienia, że na przyjęcie samolotów premierów Polski i Rosji Donalda Tuska i Władimira Putina 7 kwietnia na lotnisku zamontowano dodatkowy sprzęt, który potem usunięto.
Poinformowano również, że z zebranych dotychczas informacji wynika, że samolot był sprawny, miał też 19 ton paliwa, co było wystarczające nie tylko na przelot na lotnisko w Smoleńsku, ale też na lotniska zapasowe. Także system wczesnego ostrzegania TAWS, w który był wyposażony - jak ocenili eksperci - był sprawny.
Anodina oświadczyła, że wykluczono zamach terrorystyczny, awarię techniczną, pożar czy wybuch na pokładzie. Podkreśliła też, że załoga Tu-154 na czas otrzymywała informacje meteorologiczne i o lotniskach zapasowych.
MAK uważa, że załoga Tu-154 nie przechodziła regularnych ćwiczeń i została skompletowana na kilka dni przed feralnym lotem.
Wstępny raport dotyczący katastrofy przedstawiono w Moskwie.

szczatki

Nowe informacje?

Minister obrony Narodowej Bogdan Klich uważa, że przedstawiony w Moskwie przez rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotnictwa (MAK) wstępny raport dotyczący katastrofy samolotu pod Smoleńskiem dostarczył dużo nowych informacji.

- Oglądałem całą konferencję szefowej MAK Tatiany Anodiny. Uważam, że dostaliśmy dużo nowych informacji. Muszą być one stopniowo uzupełniane, bo nie tworzą jeszcze pełnego obrazu, zarówno okoliczności, a tym bardziej przyczyn tragedii - powiedział Klich.

Minister nie chciał odnosić się do poszczególnych ustaleń, podkreślając, że “trudno komentować coś, w czym się nie uczestniczy”. Pytany o wypowiedź Anodiny, iż odsłuchał nagrań rozmów załogi, szef MON powiedział, że “słyszał jedną trzecią zarejestrowanego materiału, nagranie z jednego z trzech kanałów taśmy”.

- Słyszałem pojedyncze słowa. 99 proc. jest pokryte przez szum silników, w związku z tym nie jestem w stanie zrekonstruować niczego na podstawie tego surowego materiału, który został mi przedstawiony - dodał.

Pytany o opinię MAK, iż załoga Tu-154 nie przechodziła regularnych ćwiczeń i została skompletowana na kilka dni przed feralnym lotem minister ocenił, że lotnicy pilotujący samolot 10 kwietnia mieli doświadczenie w lotach międzynarodowych na Tupolewach. Minister zaznaczył, że dowódca załogi mjr Arkadiusz Protasiuk miał na samolocie Tu-154M ponad 2,9 tys. godzin nalotu. Jak dodał, piloci - pierwszy Protasiuk i drugi - Robert Grzywna, wykonali wspólnie w 2009 r. blisko 30 lotów, zaś w 2010 - 10.

Rodzą się nowe wątpliwości

Wstępny raport Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego ws. katastrofy prezydenckiego samolotu Tu-154 pod Smoleńskiem nie jest przełomowy i pozostawia jeszcze wiele pytań bez odpowiedzi - uważają polscy politycy.

Poseł PO, czynny pilot, Piotr Ołowski, powiedział dziennikarzom, że na razie minęło zbyt mało czasu od katastrofy, żeby można było jednoznacznie stwierdzić, co było przyczyną. - Uzyskaliśmy jednak odpowiedzi na kilka pytań, ale na pewno tych pytań jest jeszcze bardzo wiele. Musimy zbadać nie tylko to, co się działo na dwie minuty przed lądowaniem, ale także to, co działo się przed startem samolotu - zaznaczył.

- Cieszę się, że zostały wyjaśnione wątpliwości, (mówiące o tym) że załoga nie mogła się dogadać z kontrolerem lotu. Wiemy teraz, że kapitan prowadził korespondencję po rosyjsku i nie ma żadnych wątpliwości, że ta korespondencja była prowadzona prawidłowo, zostały też wyjaśnione okoliczności dotyczące wyposażenia lotniska w Smoleńsku - powiedział Ołowski.

Dodał też, że na konferencji nie pojawiły się żadne uwagi co do współpracy strony polskiej i rosyjskiej przy wyjaśnianiu przyczyn katastrofy. - Myślę, że ma to istotne znaczenie. Jestem przekonany, że otrzymamy obiektywny obraz tego, co się stało - podkreślił.

Jak dodał, jest spokojny o przebieg śledztwa. - Posunęło się do przodu, nie widzę tutaj zastrzeżeń, współpraca jest dobra. Myślę, że będzie prawdziwa odpowiedź, dlaczego doszło do katastrofy - ocenił Ołowski.

“Apel PiS był słuszny”

Z kolei według posła PiS Jarosława Zielińskiego, konferencja MAK potwierdza, że słuszny był apel jego partii o to, żeby to strona polska prowadziła postępowanie. - Przełomu nie ma. Pojawiają się za to wątpliwości. Konferencja pogłębiła nasze przekonanie, że powinno być inaczej od samego początku - powiedział Zieliński dziennikarzom w Sejmie.

- Mimo wielokrotnych zapewnień, podczas konferencji o obiektywizmie prowadzonego postępowania widać wyraźnie jego ukierunkowanie w stronę poszukiwania przyczyn katastrofy w załodze samolotu, a nie po stronie technicznej. Strona rosyjska może uciekać w jakiś sposób od skojarzeń związanych ze stroną techniczną, bo to jest jej odpowiedzialność - dodał.

Zdaniem Zielińskiego w trakcie konferencji nie padały odpowiedzi na wiele ważnych pytań, w tym dlaczego obsługa lotniska w Smoleńsku nie wydała zakazu lądowania załodze prezydenckiego samolotu mimo złych warunków pogodowych.

W opinii Zielińskiego po stwierdzeniu MAK, że rozszyfrowywanie zapisów czarnych skrzynek TU-154 jest zakończone powinny one jak najszybciej trafić do Polski.

Nic nowego

Natomiast zdaniem szefa sejmowej Komisji Obrony Narodowej Stanisława Wziątka (Lewica), konferencja MAK uporządkowała dotychczasowy stan wiedzy i podała wszelkie informacje, które mają już charakter oficjalny. - Nie rzuciła natomiast żadnego nowego światła na wyjaśnienie tego wypadku i nie podano tego, co jest dla nas bardzo istotne - a mianowicie kto znajdował się w kokpicie pilotów - zaznaczył Wziątek.

Zaznaczył jednak, że nie sądzi, by “piloci tak doświadczeni, robiący tyle podejść do lądowania mogli podejmować sami tak duże ryzyko, w tak trudnych warunkach”.

Wziątek powiedział również, że spodziewa się iż zdecydowanie więcej informacji w sprawie okoliczności smoleńskiej katastrofy pojawi się na czwartkowych posiedzeniach: Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Komisji Obrony Narodowej.

Potrzeba cierpliwości

Poseł PSL Stanisław Rakoczy podkreślił, że nie spodziewał się, iż na konferencji przedstawicieli MAK podane zostaną jakieś sensacyjne informacje dotyczące przyczyn katastrofy. Jego zdaniem, na tym etapie należy się wstrzymać przed wyciąganiem jakichś ostatecznych wniosków. Jak zaznaczył, dla niego kluczowe będzie ustalenie, czyje głosy słychać na nagraniach z kabiny pilotów.

Zwrócił uwagę, że na konferencji można było się dowiedzieć, które ewentualne przyczyny katastrofy zostały wykluczone. - Zostało to stwierdzone, na podstawie prac komisji i w tej chwili ma już wagę oficjalnego oświadczenia - powiedział poseł PSL.

Rakoczy uważa, że należy uzbroić się w cierpliwość i czekać na wyniki prowadzonych śledztw. Podkreślił, że obecne informacje nie są wystarczające, by definitywnie powiedzieć co dokładnie było przyczyną katastrofy TU-154. - Natomiast odrzucenie kilku hipotez zbliża nas do prawdy, bo coraz bardziej zawężamy pole dot. ewentualnej przyczyny katastrofy - dodał.

Wojskowych lotników nie satysfakcjonuje rosyjski raport

“Wynika z niego, jakbyśmy byli wariatami, którzy latają wbrew wszelkim regułom bezpieczeństwa” - mówią.

“Z raportu MAK wynika, że wojskowy pilot leciał na łeb na szyję, wbrew wszelkim zasadom bezpieczeństwa, narażając życie pasażerów i swoje” - podkreśla oburzony pilot z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. “A naszej jednostce przypnie się łatkę wariatów. Arek (kpt. Arkadiusz Protasiuk, dowódca załogi Tu-154) był najspokojniejszym człowiekiem na świecie, wyważonym. Nigdy nie zrobił niczego przeciwko procedurom”.

“Mieli prawo podjąć próbę podejścia do lądowania” - dodaje jeden z oficerów 36. Pułku. “Zejść na wysokość decyzyjną, a wtedy, kiedy pilot przekonuje się, że nie wyląduje, odchodzi znów do góry. Byli poniżej tej wysokości, ale rosyjski raport wciąż nie odpowiada na pytanie: dlaczego”.

MAK przyznał, że czarne skrzynki zarejestrowały w kokpicie głosy osób, które nie były członkami załogi tupolewa. Jedną z tych osób był gen. Błasik. “Łatwo sobie resztę dopowiedzieć: trzygwiazdkowy generał za plecami i każe lądować” - mówi jeden z wojskowych lotników. “Tyle że Błasik, którego znałem bardzo dobrze, to nie był facet, który jak coś powiedział, to nie było dyskusji. Jedyne, co niepokoi w tych informacjach, to fakt, że takie “wycieczki” do kabiny pilotów mogą dekoncentrować załogę”.

Koledzy generałowie zapewniają: “Błasik był gwarantem, że nikt nic nie nakaże pilotowi. Choć oczywiście obecność dowódcy może deprymować pilota”.

“Jeśli gen. Błasik coś by im kazał, to najwyżej, by absolutnie nie lądowali w Smoleńsku” - twierdzi rzeczony oficer. “Szkoda, że tego nie zrobił” - dodaje.

Rosjanie orzekają we własnej sprawie

Ignacy Goliński, pilot z 42-letnim doświadczeniem, były członek Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, nie kryje irytacji tezami ze wstępnego raportu MAK. - Weźmy chociażby przykład - właściwie pominięty w tym sprawozdaniu - informacji załogi na temat wysokości samolotu. Piloci mieli mnóstwo przyrządów pokładowych określających ten parametr, zaczynając od podstawowego: wysokościomierza barometrycznego. Być może załoga - jeśli ten przyrząd nie wskazywał poprawnie - sądziła, że jest na wysokości 70 m, a była na wysokości 2,5 metra. To znaczyłoby, że kontroler wieży podał załodze niewłaściwe ciśnienie lotniskowe lub były to nieaktualne dane, ponieważ w tym dniu pogoda szybko się zmieniała - zauważa. - Ponadto na pokładzie działało urządzenie ostrzegające przed zbliżeniem do ziemi. Nie wyobrażam sobie, by ono od określonej wysokości nie ostrzegało załogi - dodaje. Jak tłumaczy, samolot powinien mieć radiowysokościomierz, który włącza się od 1500 m i cały czas pokazuje wysokość. - Nie wiemy, czy piloci mieli ustawioną wysokość decyzji, poniżej której absolutnie nie wolno im zejść, jeżeli nie mają kontaktu wzrokowego z ziemią - podkreśla Goliński.
Tak jednoznaczne wykluczenie przez Międzypaństwowy Komitet Lotniczy awarii prezydenckiego samolotu niepokoi polskich pilotów, którzy latali na Tu-154M. Na podstawie zdjęć silników uznają za zasadne zbadanie tezy, czy awaria nie nastąpiła przed zetknięciem się z ziemią, na wysokości 400-500 metrów - w tym wypadku dyski turbiny silnika były oderwane, co wskazuje na awarię systemu hydraulicznego samolotu. - Usłyszeliśmy, że silniki były na mocy startowej. Pytanie tylko, na jakiej podstawie ta moc została zapisana - czy na podstawie położenia trzech dźwigni w kabinie? Jeżeli odczyt jest właśnie z tego, to trzeba podkreślić, że położenie tych dźwigni nie musi się pokrywać z tym, jak te silniki w danym momencie pracowały - wskazują piloci.
Zamach, pożar, wybuch i możliwość awarii na pokładzie samolotu zostały przez komisję wykluczone.
Komisja stwierdziła wczoraj, że pierwsze zderzenie samolotu nastąpiło w parowie, jaki znajdował się przed lotniskiem. - To niemożliwe, by piloci zeszli do ziemi na kilometr przed pasem na taką małą wysokość, jeżeli mieliby sprawną maszynę - zauważają piloci.
Z ustaleń MAK wynika też, że stan lotniska w Smoleńsku był przed feralnym dniem trzykrotnie sprawdzany, ostatni raz 5 kwietnia. Lotnisko było przygotowane do lądowania samolotu w trudnych warunkach pogodowych, zarówno przed lądowaniem delegacji Donalda Tuska i Władimira Putina, jak i Lecha Kaczyńskiego. Komisja nie odpowiedziała na pytanie jednego z dziennikarzy, czy lotnisko w Smoleńsku powinno zostać zamknięte 10 kwietnia z uwagi na trudne warunki atmosferyczne.

Tylko kopie czarnych skrzynek

Rosjanie deklarowali wczoraj, że lotnisko Siewiernyj nie było certyfikowane przez MAK, gdyż jest to lotnisko wojskowe. Polskie Dowództwo Sił Powietrznych potwierdziło natomias, że MAK certyfikuje Samarę - zakład, w którym remontowany był prezydencki Tu-154M.
Pytanie o to stawiali dziennikarze na wczorajszej konferencji prasowej - jeżeli MAK udzieliła takiego certyfikatu, to czy nie powstaje konflikt interesów, gdy orzeka o braku awarii samolotu tuż przed katastrofą?
Komisja potwierdziła też, że rozszyfrowywanie zapisów czarnych skrzynek Tu-154 zostało zakończone. Wiadomo już, że strona polska może się starać co najwyżej o kopie tych rejestratorów. Zdecyduje o tym osobiście premier Władimir Putin.

Do tej pory nic natomiast nie wiadomo na temat czarnych skrzynek Iła-76 podchodzącego do lądowania tuż przed Tu-154M. Zapisy z nich mogłyby potwierdzić bądź wykluczyć, czy obsługa lotniska czegoś nie pomyliła. - Nie rozumiem, jak można czekać miesiąc na zapisy z Iła-76, który przecież lata i dane z jego rejestratorów mogą ulec ponownemu zapisowi. Patrząc na te wszystkie działania, czuję duży niesmak. Efekt dotychczasowych prac jest taki, że ciągle nic nie wiemy - konkluduje Ignacy Goliński, były członek Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

Żeby wykluczać, trzeba mieć dowody

- Moim zdaniem, stwierdzenia rosyjskiej komisji należy ocenić jako przedwczesne, dopóki nie ma ustaleń w tej kwestii polskiej prokuratury. Przyjmuję tę informację jako niepewną - mówi Rafał Rogalski, jeden z pełnomocników rodzin ofiar. Według niego, zdecydowanie przedwczesne jest zapewnienie, iż lotnisko Siewiernyj było dobrze przygotowane. Jak podkreśla Rogalski, eksperci lotnictwa tłumaczą, że system TAWS powinien włączyć się znacznie wcześniej niż na 18 sekund przed uderzeniem o ziemię (jak podał MAK). - Ta okoliczność musi być przedmiotem stosownej ekspertyzy - mówi mecenas.
Pełnomocnik rodzin ofiar uważa, że ustalenia MAK wymagają potwierdzenia w śledztwie prowadzonym przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie. - Niepokoi mnie uznanie za prawidłowe zezwolenia na lądowanie w sytuacji, gdy kilka minut wcześniej nie udała się próba lądowania rosyjskiego Iła-76. Fakt ten powinien być decydujący dla wyraźnego zakazu lądowania dla polskiego samolotu - mówi Rogalski. Nie wykluczył, że stawiając powyższe tezy, Rosja być może próbuje przedwcześnie zrzucić z siebie odpowiedzialność za katastrofę, by uniknąć ewentualnych pozwów ze strony rodzin ofiar. - Polska prokuratura będzie musiała rzetelnie wyjaśnić ustalenia MAK, które osobiście traktuję jako hipotezy - dodaje.
- Wykluczyliśmy zamach przy użyciu broni konwencjonalnej, zostały przeprowadzone ekspertyzy pirotechniczne i balistyczne. Z dotychczasowych ustaleń śledztwa wynika, że urządzenia pokładowe były sprawne do momentu katastrofy - mówi Mateusz Martyniuk, rzecznik Prokuratury Generalnej.
- Co oni mogą wykluczyć? Przecież dotarła do nas tylko część materiałów ze śledztwa - ripostuje mecenas Rogalski.
Jak zaznacza Martyniuk, prokuratura wojskowa już dysponuje częścią materiałów. Niestety, nie udało nam się wczoraj skontaktować w tej sprawie z płk. Zbigniewem Rzepą, rzecznikiem prasowym Naczelnej Prokuratury Wojskowej.

Rosjanie mówią, jak szkolić

Podczas konferencji padały wyraźne sugestie ze strony rosyjskiej, że polska załoga nie była dobrze przygotowana do lotu. Przedstawiciele MAK zarzucali, że piloci Tu-154M nie odbyli szkoleń na tzw. symulatorze lotów awaryjnych. Tymczasem Ministerstwo Obrony Narodowej zapewnia, że załoga prezydenckiego tupolewa takie szkolenie przeszła. Ponadto, jak zaznacza resort, załoga odbyła w ubiegłym roku ćwiczenia na symulatorze lotów w Szwajcarii. MON zapewnia, iż mimo że był to typ symulatora nieprzeznaczony stricte dla tupolewów, to jednak nie wykluczało to możliwości różnych trudnych manewrów na Tu-154M.
Faktem jest, że polski specpułk takiego symulatora nie posiada. Jak wyjaśnia gen. Anatol Czaban, szef Szkolenia Sił Powietrznych, tego typu symulatorów nie ma nigdzie w Europie poza Rosją. Jego zamontowanie opłaca się bowiem tylko wtedy, jeżeli w kraju jest więcej niż sześć samolotów jednego typu.

Posted in W numerzeComments (0)

Co zabiło polską delegację?

Tags: , , ,

Co zabiło polską delegację?


Prezydencki Tu-154 nie mógł ulec tak poważnym zniszczeniom, jeśli jego ostatnie chwile wyglądały tak, jak to przedstawiają Rosjanie – mówi „Gazecie Polskiej” znawca dynamiki lotu i mechaniki płatowców. – Powinien, „ślizgając się” po zagajniku, uderzyć kadłubem o podłoże. Nie zdążyłby się przewrócić. Niemożliwe, by roztrzaskał się na drobne kawałki – dodaje. Jeśli to prawda, co spowodowało rozbicie Tu-154?

Poland Plane Crash

Niemal wszystko wokół tej katastrofy jest niejasne, a w całej sprawie więcej jest pytań niż odpowiedzi. Jednak z relacji świadków i informacji ze śledztwa, w tym dotyczących odczytu czarnych skrzynek oraz z opinii specjalistów, wyłaniają się najbardziej prawdopodobne hipotezy.

Śledczy badający przyczynę katastrofy samolotu prezydenckiego będą brali pod uwagę m.in. jako jedną z wersji ewentualny zamach – przyznał to w końcu na konferencji prasowej prokurator generalny Andrzej Seremet.

Niewytłumaczalna skala zniszczeń

Doświadczeni piloci nie kryją oburzenia: – Podchodzenie do lądowania nie w osi pasa, wysokość samolotu kilka metrów nad ziemią na kilometr przed pasem… Co tam się działo, na Boga? – dziwi się emerytowany pilot tupolewów i antonowów.

Naoczni świadkowie, pracownicy bazy i mieszkańcy potwierdzają, że samolot skręcał na bardzo niskiej wysokości, zahaczając niemalże o samochody jadące lokalną drogą. Kierowcy i przechodnie widzieli upadek oraz wybuch i pożar. Niektórzy, według doniesień, twierdzą, że wybuch nastąpił, zanim maszyna rozbiła się o ziemię.

Tupolew 154 jest masywnej konstrukcji. Znane są przypadki awaryjnych lądowań „tutka” na polach. Nie brak opinii, że miał wystarczające zabezpieczenia, aby wylądować awaryjnie nawet na małym lesie (bardzo mocna konstrukcja kadłubowa i wielokołowe podwozie). Skąd więc taka skala zniszczeń samolotu? W relacjach filmowych widać kilka poszczególnych części samolotu, 10–15 proc. kadłuba. Gdzie się podziała reszta szczątków tej potężnej maszyny? Jest to 80-tonowy samolot, zabierający ponad 100 pasażerów. Skoro maszyna rozbiła się na ziemi, dlaczego części zostały rozrzucone na obszarze 700–800 m? Niewykluczone, że Tu-154 rozleciał się już w powietrzu, a na ziemię spadały pojedyncze szczątki. Przypomnijmy, że prezydencki tupolew zahaczał o drzewa, po ścięciu gałęzi na wysokości najwyżej 5–6 m wzbił się na chwilę w górę, a pilot stracił kontrolę prawdopodobnie dopiero po zetknięciu z większym drzewem, najwyżej 6–8 m nad ziemią. Impet uderzenia pochodził więc głównie od ruchu w poziomie, przy minimalnej prędkości. Rzadki zagajnik – jak widać na zdjęciach, w którym leżą szczątki – nie powinien, według niektórych specjalistów, spowodować tak strasznych skutków przy lądowaniu.

Najbardziej zagadkową sprawą jest właśnie stan samolotu. Trudno wyobrazić sobie, by 80-tonowa maszyna lecąca z minimalną prędkością (ok. 280 km/h) na wysokości kilku metrów nad ziemią roztrzaskała się na drobne kawałki.

– Raczej powinien osiąść, ślizgając się po małym zagajniku, jaki tam rośnie. Samolot od razu przechodzi w takiej sytuacji, jak mówią piloci, na obniżanie – więc po prostu powinien uderzyć kadłubem o podłoże. Nawet nie zdążyłby się przewrócić. Naturalne wydaje się właśnie takie zachowanie masywnego tupolewa. Nie jest według mnie możliwe, żeby roztrzaskał się na drobne kawałki, które widać na zdjęciach. Rozmiar zniszczeń wydaje się nieproporcjonalny do sytuacji – mówi nam fachowiec od mechaniki i dynamiki lotu, zarazem zawodowy pilot, który wielokrotnie siedział za sterami Tu-154 (nazwisko i imię do wiadomości redakcji). – To oczywiście muszą potwierdzić badania aerodynamiczne. Nie są one skomplikowane. To, jak prezydencki Tu-154 powinien zachować się przed rozbiciem o ziemię, można obliczyć, wykorzystując odpowiednie wzory i zasady mechaniki i dynamiki lotów, tj. w jakim miejscu samolot o takiej masie i konkretnej w tamtej chwili prędkości, po ścięciu drzew o znanej średnicy, mógł uderzyć w ziemię i w jaki sposób (skrzydłem, podwoziem etc.), jakie było w chwili wypadku przeciążenie i jak powinien zachować się kadłub o konkretnej wytrzymałości po takim uderzeniu. To można obliczyć po uwzględnieniu wszystkich danych – dodaje.

Jak po upadku z kilkuset metrów

„Gazeta Polska” przeanalizowała zdjęcia i artykuły na temat innych, wcześniejszych katastrof z udziałem Tu-154. Wniosek jest jeden: wygląd wraku prezydenckiego samolotu przypomina szczątki tupolewów, które ulegały zniszczeniu, opadając z wysokości kilkuset metrów.

rosjaninnaukrainie15 grudnia 1997 r. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich – 13 km od lotniska – rozbił się Tu-154 należący do linii lotniczych z Tadżykistanu. Piloci tej maszyny, podobnie jak załoga polskiego samolotu, zbyt późno zorientowali się, że są za nisko, tyle że panowanie nad tupolewem stracili całkowicie w wyniku turbulencji, aż 210 m nad ziemią. Po uderzeniu w ziemię samolot rozpadł się – podobnie jak Tu-154 z Lechem Kaczyńskim – na kawałki, ale jedna z 87 osób znajdujących się na pokładzie przeżyła.

rosjanin-z-wladywostoku4 lipca 2001 r. pod Irkuckiem z wysokości 853 m w ciągu kilkunastu sekund runął Tu-154 będący własnością rosyjskiej Vladivostokavii (nikt nie przeżył). Maszyna spadała bezwładnie przez kilkanaście sekund, mimo to jej szczątki – rozrzucone na obszarze 100 na 60 m – były w niewiele gorszym stanie niż wrak polskiego samolotu. Pięć lat później – w sierpniu 2006 r. – na terenie wschodniej Ukrainy rozbił się inny rosyjski Tupolew 154. Choć spadał z bardzo dużej wysokości (bezradni piloci wysyłali SOS, gdy maszyna była na 1100 i 900 m), szczątki konstrukcji i ciał rozrzucone były na długości 400 m, a zniszczenia samolotu porównywalne ze skutkami katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. (zwłaszcza biorąc pod uwagę, że jeszcze w powietrzu w rosyjskiej maszynie wybuchł pożar, a po upadku nastąpiła olbrzymia eksplozja, utrwalona na filmie przez świadków).

SCHIPHOL-VLIEGRTUIG-CRASHW lutym 2009 r. trochę lżejszy i mniejszy od Tupolewa 154 boeing 737 tureckich linii lotniczych – w wyniku usterki wysokościomierza i błędu pilotów – uderzył o ziemię z prędkością 175 km/h paręset metrów od lotniska w Amsterdamie. Wcześniej, kilkadziesiąt metrów nad ziemią, w maszynie przestały pracować silniki (wyłączył je autopilot, wprowadzony w błąd działaniem wysokościomierza). Po upadku na błotniste pole samolot przełamał się na trzy części i stracił ogon, ale nie rozpadł się na kawałki; zginęło jedynie 9 ze 135 osób na pokładzie.

Tymczasem w podobnej – jeśli chodzi o tor lotu maszyny – katastrofie pod Smoleńskiem (jedyna zasadnicza różnica to obrót polskiego Tu-154 przed upadkiem o 180 stopni) zginęli wszyscy pasażerowie i cała załoga. Z samolotu zostało tylko kilka większych części, reszta konstrukcji została rozrzucona (jak już wspominaliśmy) na obszarze 700–800 m. Tylko 24 z 96 ciał udało się zidentyfikować bezpośrednio przez rodziny ofiar, jak powiedziała minister zdrowia Ewa Kopacz. W wypadku innych ciał najczęściej potrzebne były testy DNA. Dlaczego część osób znajdujących się w samolocie została – jak stwierdził Sergiej Szojgu, minister obrony cywilnej Rosji – spalona? Silniki Tu-154 są na ogonie i – według zdjęć – brak jest śladów wybuchu silników. Samolot przy lądowaniu ma mało paliwa. Zdjęcia tuż po tragedii pokazują, że nie było dużego pożaru, co potwierdził rosyjski wicepremier Siergiej Iwanow podczas spotkania polskich i rosyjskich przedstawicieli rządu („Nie było pożaru ani wybuchu”).

Nie wiedział, ile jest metrów nad ziemią

Przyczyną tragedii pod Smoleńskiem była zbyt mała wysokość lotu prezydenckiego samolotu Tu-154M w ostatniej fazie lotu – krótko przed posadzeniem maszyny na płycie lotniska. A więc kluczowym pytaniem jest, dlaczego 2 km od początku pasa lotniska samolot znajdował się na dramatycznie niskiej wysokości? Pilot obniżył pułap do 2,5 m nad ziemią, co przy jego doświadczeniu jest wręcz nieprawdopodobne.

Piloci nie rozpoczęliby podejścia do lądowania, gdyby wiedzieli, że znajdowali się na niebezpiecznej wysokości. Ślady katastrofy – szczątki samolotu wskazują, że samolot w ostatniej chwili zmienił prawidłowy kurs, a nie – jak sugerowano zaraz po wypadku – próbował trafić w pas startowy. Przy widoczności 500 m pilot musiał dostrzec zabudowania. Po co miałby więc skręcać w lewo?

Żeby odczytywać prawidłową wysokość lotu, piloci powinni ustawić na barometrze wielkość ciśnienia obowiązującą w tym czasie na ziemi podawaną załodze przez kontrolera z wieży. – Jeśli Rosjanie mówią: „dawlienije” (ciśnienie), to znaczy, że podają QFE (ciśnienie lotniska startu). Mogło nastąpić tragiczne nieporozumienie – kontroler podał wartości ciśnienia np. w jednostkach QFE, a piloci przyjęli je w jednostkach QNH, jak się przyjmuje w systemie zachodnim. Różnica między QNH i QFE w przeliczeniu na wysokość to 255 m. Bo to lotnisko jest 255 m nad poziomem morza. QNH daje po wylądowaniu wysokość elewacji (lotniska), czyli na wysokościomierzu będzie 255 m. Jeżeli będzie podane QFE, to po wylądowaniu na lotnisku będzie 0 m – tłumaczy doświadczony pilot samolotów pasażerskich.

Według jednej z opinii pilot prezydenckiego Tu-154 zbliżał się do lotniska w Smoleńsku w gęstej mgle, dlatego nie widział, że leci nad głębokim wąwozem. Czy myśląc, że znajduje się znacznie wyżej, niż był w rzeczywistości, zaczął zniżać kurs? Przy zbliżaniu się do pasa startowego od wschodu samoloty przelatują nad jarem o głębokości 60 m. Około 1700 m od skraju pasa prezydencki Tu-154, akurat nad najgłębszym miejscem wąwozu, zaczął skręcać w lewo, choć nalatywał dokładnie na pas startowy, gwałtownie zaczął też tracić wysokość, choć przedtem szedł kursem właściwym. Jeśli to wersja prawdziwa, dlaczego inne systemy, przede wszystkim amerykański TAWS (o którym szerzej piszemy w dalszej części artykułu), nie ostrzegły pilota przed bliskością ziemi?

Gen. dyw. pilot dr Antoni Czaban, szef Szkolenia Sił Powietrznych, powiedział w TVN24, że nie wie, dlaczego samolot schodził tak szybko do lądowania, ponad normę dla tego samolotu. Podkreślił, że w samolocie są trzy niezależne i na różnych zasadach działające wysokościomierze, które alarmują od 200 m nad ziemią niezależnie od mgły o zbliżaniu się do ziemi. Jego zdaniem pilot nie ma prawa zejść poniżej 200 m we mgle, bo działają alarmy i zabezpieczenia.

Tu-154M ma trzy niezwykle precyzyjne wysokościomierze ciśnieniowe i jeden radiowysokościomierz, działający dokładnie tak samo jak barometr. Takie wysokościomierze mają dokładność do 1 stopy (ok. 30 cm).

Bezpieczeństwo lądowania na lotniskach określa się w trzystopniowej skali: 1. Można lądować bezpiecznie; 2. Uważaj; 3. Nie wolno lądować. Jeżeli warunki stwarzają ryzyko bezpiecznego wylądowania, obsługa wieży powinna zamknąć lotnisko. Jeśli tego nie zrobi, oznacza to, że lądować można, ale z zachowaniem większej ostrożności.

– Obsługa wieży na lotnisku w Smoleńsku powinna przed lądowaniem prezydenckiego samolotu zamknąć lotnisko. Przed tragiczną próbą wylądowania polskiego Tu-154 próbował wylądować Ił-76. O mało się nie rozbił, w ostatniej chwili poderwał maszynę. To były wystarczające sygnały, by zamknąć ruch na lotnisku – mówi „GP” pilot samolotów pasażerskich. – Warunki do lądowania nie były jednak skrajnie złe. Minimalne warunki do lądowania w czasie mgły na tym lotnisku to 100-metrowa podstawa i kilometr widoczności. W Smoleńsku 10 kwietnia przed godz. 9 widoczność wynosiła 500 m. Na Okęciu dla tupolewów przyjmuje się minimum 550 m, przy systemie naprowadzania ILS. W Smoleńsku nie ma ILS, ale można było tak zgrać informacje z wieży i przyrządów pokładowych, by wylądować – dodaje.

Dlaczego więc doszło do katastrofy?

TVN w jednym z pierwszych wydań „Faktów” umieścił nagranie uwieczniające zatrzymanie rosyjskich kontrolerów lotu. Uciekali oni przed rosyjską milicją, a po zatrzymaniu się wyrywali. Jeden z nich zbiegł, ale go złapano. Czego się bali?

Wypowiedzi pracowników wieży wskazują, że należy przyjrzeć się temu, jak w ostatnich minutach wyglądała komunikacja między wieżą a samolotem. Kłamstwo dotyczące nieznajomości języka rosyjskiego przez kapitana polskiego statku samolotu nasuwa podejrzenie, że powodem katastrofy mogło być złe poinformowanie pilota o warunkach atmosferycznych. To mogło doprowadzić do złej kalibracji urządzeń pokładowych – napisał w internecie jeden ze specjalistów. Jeśli wieża podałaby nieprawdziwe ciśnienie na lotnisku, przełożyłoby się to na różnicę wskazań, mimo prawidłowego działania przyrządów. Żeby odczytywać prawidłową wysokość lotu, piloci powinni ustawić na barometrze wielkość ciśnienia obowiązującą w tym czasie na lotnisku, podawaną załodze z wieży. Wypowiedzi kontrolerów z wieży w Smoleńsku o problemie polskich pilotów ze zrozumieniem liczb zastanawiają, czy wieża nie podała błędnych danych i teraz winę stara się zrzucić na pilotów? Albo wskazania wieży były błędne, albo doszło do awarii urządzeń pokładowych.

Znana rosyjska komentatorka Julia Łatynina w rozmowie z korespondentem RMF FM powiedziała, że o ile wizyta premiera Tuska była przygotowana, o tyle wizytę prezydenta Kaczyńskiego rosyjskie władze traktowały jak zbędną. Na stronie „The Moscow Times” pojawiła się informacja o zainstalowanej na smoleńskim lotnisku dodatkowej aparaturze naprowadzającej samoloty. Taką samą informację podało niezależne radio Echa Moskwy. Tzw. MMLS – Mobile Microwave Landing System – miał pomóc wylądować maszynie, na której pokładzie znajdował się premier Władimir Putin. MMLS, który jest wersją mobilną ILS, umożliwia wylądowanie w najgorszych warunkach pogodowych, ponieważ automatycznie naprowadza samolot na pas. Sprzęt miał być wypożyczony przez smoleńskie lotnisko specjalnie na uroczystości w Katyniu. Po wylocie Tuska i Putina urządzenie zostało zdemontowane. Przed przylotem Putina i Tuska do Smoleńska po katastrofie aparaturę tę ponownie zainstalowano. To dowód, jak strona rosyjska potraktowała wizytę polskiego prezydenta.

Samolot, który nie mógł się rozbić

Na zagadkowość katastrofy pod Smoleńskiem zwrócił uwagę John Hamby, rzecznik producenta urządzenia, zwanego Terrain Awareness and Warning System (TAWS). TAWS zawiera skomputeryzowane mapy świata i ostrzega pilotów za każdym razem, gdy za bardzo zbliżą się do szczytu, wieży radiowej lub innej przeszkody – a także w przypadku zbyt małej odległości do ziemi. Zdaniem Marka Strassenburga Kleciaka – pracującego w Niemczech specjalisty od systemów trójwymiarowej nawigacji – TAWS podaje dane z dokładnością 1:1 m, samolot z tym systemem nie może się więc rozbić.

Od 2005 r. urządzenia TAWS są obowiązkowo montowane we wszystkich nowo wyprodukowanych samolotach linii komercyjnych. Jeśli samolot jest na zbyt małej wysokości, TAWS reaguje głośnym sygnałem dźwiękowym. Dzięki temu doprowadzono do całkowitego wyeliminowania katastrof lotniczych przy lądowaniu. Wystarczy powiedzieć, że od końca lat 90., gdy zaczęto montować ten system w starych i nowych maszynach, żaden wyposażony weń samolot nie uległ katastrofie. Żaden – do 10 kwietnia 2010 r., gdyż tupolew, którym leciał Lech Kaczyński, miał TAWS. Czy w związku z tym mógł się roztrzaskać w wyniku błędu pilota, mgły lub usterki wysokościomierza?

John Cox, znany amerykański konsultant ds. bezpieczeństwa i ekspert od wypadków, stwierdził wprost: „Naprawdę chciałbym wiedzieć, co działo się na pokładzie, ponieważ niezależnie od tego, pod jaką presją byli piloci i z jakimi warunkami pogodowymi mieli do czynienia, nigdy żaden pilot nie zignorował ostrzeżenia TAWS. Czym różnił się ten samolot, że stało się inaczej?”. Jeden z czytelników „GP” z USA potwierdził bezpośrednio w spółce Universal Avionics Systems of Tucson, że wszczęła ona własne wewnętrzne dochodzenie w sprawie tragedii pod Smoleńskiem. Ani Rosjanie, ani Polacy nie zaprosili jednak Amerykanów z Tucson do pomocy w śledztwie prowadzonym na terenie Rosji.

Co ciekawe – po ukazaniu się informacji o obecności TAWS w prezydenckim Tu-154 natychmiast pojawiły się opinie, że system ten mógł być wyłączony lub nie mieć dokładnych map lotniska w Smoleńsku. Pierwsza hipoteza upadła, gdy po odczycie czarnych skrzynek okazało się, że TAWS działał do samego końca; druga wydaje się całkowicie niewiarygodna. – To absurd. To są dokładne mapy robione na zamówienie klienta. W przypadku polskiej maszyny wojskowej byłoby dość dziwne, gdyby nie było na niej rosyjskich lotnisk wojskowych. Przeciwnie: nie trzeba być fachowcem, by domyślić się, że lotniska wojskowe sąsiadującego państwa, które na dodatek nie jest sojusznikiem, lecz potencjalnym zagrożeniem, są najdokładniej opracowywanymi mapami, jakie tylko można zrobić. Tłumaczenie, że mogło być inaczej, pachnie zdradą stanu – mówi nam inny ekspert od systemów nawigacji satelitarnej.

Jeśli zatem TAWS działał poprawnie, a tupolew nie miał żadnych usterek technicznych (np. wysokościomierza), co aż tak bardzo zmyliło doświadczonych pilotów prezydenckiego samolotu? Sposobów, by zakłócić działanie systemów nawigacyjnych i zabezpieczających, jest kilka – ale wszystkie one wymagają świadomej ingerencji osób trzecich. Jedną z nich jest „meaconing”. Polega on na ukradkowym nagraniu sygnału satelity i ponownym nadaniu go (z niewielkim przesunięciem w czasie i z większą mocą) na tej samej częstotliwości w celu zmylenia załogi samolotu. W przypadku Tu-154, podchodzącego właśnie do lądowania, wystarczyłoby niewielkie przekłamanie sygnału, by doprowadzić do tragedii. Dziwne zachowanie się pilotów i maszyny – a więc próba podejścia do lądowania 1,5 km (!) przed lotniskiem i ze sporym odchyleniem od właściwego kursu – wskazywałyby na taką właśnie możliwość. – Katastrofę można było spowodować także przez „spoofing”. Chodzi o wysłanie sfałszowanego sygnału satelitarnego o większej mocy niż prawdziwy i o identycznej strukturze. Takiego ataku można było dokonać zarówno z lasku, w którym rozbił się Tu-154, jak i oczywiście przy użyciu bardziej zaawansowanych metod, z dalszej odległości – twierdzi nasz rozmówca.

Na ślady tego rodzaju ingerencji można natrafić poprzez dokładną analizę zawartości czarnych skrzynek. Niestety – wkrótce po katastrofie trafiły one w ręce Rosjan, którzy mieli i czas, i możliwości, by w razie potrzeby sfałszować zapisy rejestratorów dotyczące działania urządzeń pokładowych.

Naraził się Putinowi

Jeśli katastrofa, w jakiej ginie prezydent państwa oraz szefowie wojsk i najważniejszych instytucji państwowych, zdarzyła się w kraju, który wciąż traktuje Polskę jako swoją strefę wpływów, a skład delegacji to w rozumieniu władz Rosji wrogowie prowadzonej przez nich geopolityki europejskiej, to pierwszą rozpatrywaną hipotezą powinno być umyślne spowodowanie upadku samolotu. Gdy w samochodzie żony Radosława Sikorskiego wybuchł gaz, od razu brano pod uwagę zamach. W przypadku katastrofy pod Smoleńskiem w ogóle nie rozpatrywano takiej możliwości. A w czasach terroryzmu powinna być jedną z podstawowych hipotez. Przyciśnięty do muru polski prokurator wobec piętrzących się niejasności przyznał dopiero kilka dni temu, że również hipoteza o umyślnym spowodowaniu wypadku jest brana pod uwagę.

Warto pamiętać, że w latach 90. w podmoskiewskiej miejscowości Bałaszycha były prowadzone kursy dla funkcjonariuszy KGB (od 1991 r. – FSB), którzy mieli likwidować głowy państw. Niedowiarkom trzeba przypomnieć udział KGB w zamachu na papieża, zatrucie dioksynami prozachodniego kandydata na urząd prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, śmiertelne napromieniowanie izotopem polonu Aleksandra Litwinienki, zastrzelenie opozycyjnej dziennikarki Anny Politkowskiej etc. To pokolenie KGB-istów Putina przeprowadziło atak na pałac Tadz-Bek i zlikwidowało Hafizullah Amina, stojącego na czele Afganistanu, a przed nim jego poprzednika Nur Mohammed Taraka. Oni zlikwidowali pierwszego prezydenta Czeczenii Dżochara Dudajewa i przeprowadzili kilka zamachów na prezydenta Gruzji Eduarda Szewardnadze. Wielu przeciwników KGB i FSB zginęło, wiec dlaczego nie brać pod uwagę hipotezy o zamachu?

Rosyjscy przywódcy mieli powody, by nie kochać Lecha Kaczyńskiego. 15 listopada 2006 r. prezydent Kaczyński zaproponował Unii Europejskiej, by wprowadziła sankcje przeciwko Rosji w odpowiedzi na zakaz importu polskich produktów do Rosji – Polska nałożyła weto na decyzje rozpoczęcia negocjacji miedzy UE i Rosją. Podczas rosyjsko-gruzińskiej wojny w 2008 r. prezydent Kaczyński poparł Gruzję i stał się orędownikiem sprawy gruzińskiej w świecie, wspierał przystąpienie Gruzji do NATO. To za prezydentury Lecha Kaczyńskiego zapadła decyzja o rozmieszczeniu amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej na terytorium RP. Polska proponowała też alternatywne drogi pozyskania zasobów energetycznych i uniezależnienie się europy od dostaw rosyjskiego gazu.

Tymczasem w Polsce niemal wszystkie media od razu wykluczyły hipotezę o celowym spowodowaniu katastrofy, zachwycając się zdjęciami premiera Tuska w objęciach Władimira Putina, emisją filmu „Katyń” w rosyjskiej telewizji oraz przyznaniem przez prezydenta Miedwiediewa, że w 1940 r. polskich oficerów wymordowano na rozkaz Stalina. Dopiero w ostatnich dniach rozważają przyczyny katastrofy niezależne od polskiego pilota.

Leszek Misiak, Grzegorz Wierzchołowski
(Gazeta Polska)

Nasz Dzienik napisal dziś:
Jedna z wersji rozważana przez śledczych zakłada, że do katastrofy z 10 kwietnia pod Katyniem doszło na skutek tego, że na kursie polskiego Tu-154M znalazł się rosyjski samolot wojskowy Ił-76. To tłumaczyłoby, dlaczego mjr Arkadiusz Protasiuk zdecydował się na gwałtowne obniżenia kursu samolotu: chciał w ten sposób uniknąć kolizji z potężnym transportowcem, który znalazł się tuż nad prezydenckim tupolewem. Kapitan zdołał wyprowadzić maszynę z turbulencji na prostą. Niesłychanie trudny manewr zapewne zakończyłby się powodzeniem. Gdyby nie drzewa.
Potwierdzenia takich przypuszczeń można szukać na zapisach czarnych skrzynek i zapisach rozmów rosyjskiego Iła-76 z wieżą kontrolną. Prokurator Rzepa, pytany, czy przesłuchano pilotów rosyjskiego transportowca w przedmiocie okoliczności ich lądowania na Siewiernym, odpowiedział, że nie wie, ale dodał, że “prawdopodobnie będą przesłuchani”.
Prokuratorzy przyznają ponadto, że “co do czasu katastrofy w chwili obecnej nie można jeszcze podać oficjalnie godziny, w której nastąpiło zderzenie samolotu z ziemią.

I zadaje też szereg pytań

1. Czy wojskowy Ił-76 próbował podchodzić do lądowania (drugi raz) niemal równocześnie z polskim Tu-154M?
2. Czy była to wojskowa wersja Ił-76 typu AWACS A-50, zwana latającym radarem, naszpikowana elektroniką zdolną zakłócać pracę urządzeń całego lotniska?
3. Czy normalną procedurą jest zezwolenie na rozpoczęcie podejścia do lądowania w bliskiej koincydencji czasowej, w trudnych warunkach pogodowych, dwóm dużym odrzutowcom?
4. Dlaczego Ił-76 wykonał manewr paralelny do tego, który zrobił Tu-154M? Świadkowie mówią o niskim locie z dużym przechyleniem na lewe skrzydło, bardzo blisko ziemi.
5. Czy to rutynowa procedura, że służby zabezpieczające są na miejscu dosłownie chwilę przed lądowaniem polskiej delegacji? Według oficjalnej wersji rosyjskiej, Iłem-76 lecieli funkcjonariusze FSB, którzy mieli zabezpieczać polską delegację. Zgodnie z planem Tu-154M miał lądować o godz. 8.30.
6. Czy rutynową procedurą w Rosji jest, że do zabezpieczenia wizyt międzypaństwowych funkcjonariusze służb używają potężnej maszyny transportowej wykorzystywanej np. w Afganistanie?
7. Czy takim iłem przyleciała do Smoleńska rosyjska ochrona w trakcie wizyty premiera Donalda Tuska?
8. Dlaczego kontrolerzy lotów w Smoleńsku, widząc że Tu-154M ma kłopoty z lądowaniem, nie ściągnęli wszystkich służb ratowniczych?
Akcję uruchomiono kilkanaście minut po katastrofie.

Posted in Artykuł numeruComments (1)

Nie poznamy dowodów bez zgody Rosjan

Tags: , , ,

Nie poznamy dowodów bez zgody Rosjan


katastrofa2 W najbliższym czasie nie ma szans na wyjaśnienie przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem - stwierdził na konferencji prasowej prokurator generalny Andrzej Seremet. Śledczy zaznaczają, że ewentualne upublicznienie dowodów zależy od zgody “gospodarza śledztwa”, czyli Rosji.  Na obecnym etapie brane są pod uwagę wszystkie założone wersje przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem: żadna z nich nie jest ani dominująca, ani też żadna nie jest odrzucana - podał płk Zbigniew Drozdowski z komisji badania wypadków lotniczych MON.  Na wtorkowej konferencji prasowej poinformowano też, że w ciągu kilku dni ma się skończyć trwająca w Polsce analiza polskiego rejestratora lotu Tu-154M, tzw. trzeciej czarnej skrzynki.  Prowadząca śledztwo Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie w ramach swego śledztwa przesłuchała już m.in. załogę samolotu Jak-40, który 10 kwietnia lądował w Smoleńsku krótko przed katastrofą prezydenckiego samolotu.  Mimo że braliśmy udział w czynnościach procesowych w Smoleńsku, to stanowią one dowody w postępowaniu karnym prowadzonym przez stronę rosyjską i bez jej zgody nie możemy upubliczniać treści dowodów - powiedział we wtorek szef WPO w Warszawie płk Ireneusz Szeląg.  Szeląg poinformował podczas konferencji prasowej w Warszawie, iż w toku prowadzonych czynności strona rosyjska udostępniła polskim prokuratorom materiały sprawy, umożliwiła udział w przesłuchaniu świadków - personelu odpowiedzialnego za kierowanie lotami oraz naocznego świadka katastrofy. “Co więcej umożliwiono nam zadawanie konkretnych pytań” - zaznaczył Szeląg.  Wojskowy prokurator okręgowy poinformował też, że ze strony polskiej w Smoleńsku pracowało łącznie czterech prokuratorów wojskowych, pięciu funkcjonariuszy Żandarmerii Wojskowej i trzech funkcjonariuszy ABW.  We wtorek na konferencji prasowej podano, że wyjaśnianie przyczyn tragedii przez komisję wypadków lotniczych MON może potrwać, a podawanie niesprawdzonych hipotez może naruszać cześć ofiar katastrofy. Zaapelowano do mediów o wstrzemięźliwość w ocenach.  Wiceszef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ryszard Filipowicz poinformował, że w ramach śledztwa w Polsce przesłuchano dotychczas blisko 50 osób, w tym lotników z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, członków załóg samolotów, które wcześniej lądowały w Smoleńsku, oraz oficerów BOR.  Wyjaśnienie przyczyn rządowego samolotu, który rozbił się pod Smoleńskiem, będzie wymagało żmudnej pracy i nie nastąpi w najbliższym czasie - podał prokurator generalny Andrzej Seremet.  Seremet przypomniał, że “gospodarzem” śledztwa jest rosyjska prokuratura i to w jej dyspozycji są wszelkie dowody rzeczowe. “Po stronie Rosji jest życzliwość i wola współpracy” - zapewnił Seremet.  Wyjaśnianiem tragedii zajmują się prokuratury obu państw. Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi własne śledztwo w sprawie katastrofy pod Smoleńskiem, w której 10 kwietnia zginęło 96 osób, w tym prezydent RP Lech Kaczyński z żoną. Prokuratura ta wystąpiła już do Rosji o “wszystkie istotne dowody” zabezpieczone przez stronę rosyjską - poinformował Seremet.

10 hipotez smoleńskiej katastrofy

Kto winien: rosyjscy kontrolerzy, polscy piloci, mgła czy maszyna? Mnożą się też teorie spiskowe

10 kwietnia o 8.56 w katastrofie prezydenckiego samolotu Tu -154M zginął prezydent Lech Kaczyński z małżonką i 94 inne osoby obecne na pokładzie. Do tragedii doszło podczas próby lądowania na lotnisku pod Smoleńskiem. Oto dziesięć teorii na temat przyczyn katastrofy.
1. Niedoświadczony pilot. 36-letni kapitan Arkadiusz Protasiuk miał według Rosjan przeszarżować: nie znał lotniska i maszyny, którą leciał. “Załoga najwyraźniej nie uwzględniła specyfiki rosyjskiego samolotu” – pisał portal Newsru.com, powołując się na rosyjskich ekspertów. Tu -154 traci wysokość szybciej niż inne samoloty. Protasiuk miał więc popełnić szkolny błąd i za nisko sprowadzić maszynę.
Ale polski pilot na tupolewie przelatał imponującą liczbę 2937 godzin. Maszynę znał doskonale. – Znał również lotnisko. Trzy dni wcześniej lądował na nim, jako drugi pilot samolotu premiera Donalda Tuska – powiedział pułkownik Grzegorz Kułakowski, kolega Protasiuka z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego.
2. Kłopoty z rosyjskim. Jak twierdzi rosyjski kontroler lotu ze Smoleńska Paweł Plusnin, polscy piloci nie informowali go o swojej wysokości, bo “słabo znali rosyjski”. Te słowa wzburzyły kolegów zabitych pilotów. – Protasiuk mówił po rosyjsku znakomicie – powiedział Kułakowski. Trzy dni wcześniej podczas lądowania w Smoleńsku Protasiuk nie miał najmniejszych problemów w komunikacji radiowej z rosyjskimi pracownikami lotniska.
3. Naciski na pilotów.Zwolennicy tej tezy przypominają, że w sierpniu 2008 r., podczas rosyjskiej inwazji na Gruzję, prezydent próbował nakłonić pilota do lądowania w Tbilisi. Ten jednak sprowadził maszynę na bezpieczniejsze lotnisko w Ganji w Azerbejdżanie. Czy tym razem pilot się ugiął, bo ktoś – prezydent lub dowódca Sił Powietrznych gen. Andrzej Błasik – kazał mu lądować w skrajnie trudnych warunkach?
Koledzy Protasiuka uważają, że to niemożliwe. – Załogi, które latają w pułku zapewniającym transport najważniejszym osobom w państwie, są tak wyszkolone, że nie ulegają presji – powiedział kapitan Grzegorz Pietruczuk, ten sam, który odmówił prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu lądowania w Tbilisi.
Wojskowi podkreślają, że żelazna zasada mówi, iż najważniejszą osobą na pokładzie jest pilot. Nikt, nawet prezydent, nie ma prawa narzucać mu swojej woli. Po incydencie na Kaukazie piloci mieli jeszcze umocnić się w tym postanowieniu.
Z przecieków po wstępnej analizie czarnej skrzynki wynika, że żaden z pasażerów nie ingerował w pracę pilotów.
4. Mgła. W chwili wypadku była bardzo gęsta i pilot mógł nie zauważyć drzew.
– Na nowoczesnych lotniskach mgła nie jest groźna, ale w Smoleńsku, gdzie jest lotnisko przestarzałe, mogła sprawić problemy – mówi ekspert Grzegorz Hołdanowicz. Według niego mgła jest niebezpieczna, bo jest nieprzewidywalna. W jednym miejscu mogą być prześwity, gdzie indziej niespodziewanie gęstnieje. – Piloci nie zdawali sobie sprawy, że lecą nad jarem głębokim na 60 metrów. Tyle im zabrakło do bezpiecznego lądowania. Gdyby nie jar, wylądowaliby bezpiecznie – podkreślił Hołdanowicz.
Do bezpiecznego lądowania potrzeba widoczności na 1 km. Tego dnia nad Smoleńskiem wynosiła chwilami zaledwie 100 metrów.
5. Awaria samolotu. Kolejna hipoteza sugeruje możliwość usterki lub poważniejszej awarii w prezydenckim tupolewie. Park maszynowy 36. Pułku jest mocno wysłużony. – Liczba usterek, jakie miały te samoloty, jest przerażająca – mówił po katastrofie były premier Józef Oleksy. – Sam byłem kiedyś poirytowany, iż z powodu awarii nie mogłem dolecieć na szczyt europejski – dodaje. Rosjanie zapewniają, że samolot był sprawny. Zimą przeszedł kompleksowy remont w rosyjskich zakładach lotniczych Awiakor w Samarze. Mógł po nim spędzić w powietrzu jeszcze 7,5 tys. godzin. Wylatał tylko 140. W sumie 20-letni samolot przeleciał 5000 godzin i lądował 1823 razy, co zdaniem dyrektora zakładów Awiakor Aleksieja Gusiewa jak na tę maszynę nie jest dużą liczbą. – Po remoncie samolot latał normalnie, żadnych pretensji nie zgłaszano – mówił Gusiew.
– Wstępne dane wskazują, że katastrofa nie była związana z problemami technicznymi na pokładzie samolotu – wtórował mu szef komisji śledczej Prokuratury Generalnej Rosji Aleksander Bastrykin. Wiadomo, że do momentu uderzenia w drzewa, tupolew był w pełni sterowny.
6. Bałagan na lotnisku. O potwornym bałaganie, który podobno jest normą na rosyjskich lotniskach, mówił rosyjski dysydent Władimir Bukowski.
– Chaos, niekompetencja, nieporządek, zły stan techniczny sprzętu – wyliczał. – Wieża mogła podać złe współrzędne, źle pokierować pilotów.
Białoruski dziennikarz, przebywający na smoleńskim lotnisku, krótko po katastrofie zrobił fotografię rosyjskich żołnierzy wkręcających żarówki w światłach naprowadzających. Czy w momencie, gdy samolot podchodził do lądowania, lampy nie działały? Polska prokuratura już oficjalnie zadała to pytanie stronie rosyjskiej.
Do dziś nie wiadomo też, co podczas feralnego lądowania robiła obsługa lotniska i kto wchodził w skład naziemnej grupy przyjmującej Tu -154. Czy byli to pracownicy ze Smoleńska, czy też może ludzie oddelegowani tam specjalnie na ten dzień z innego miejsca i kiepsko znający to lotnisko. Nie podano też, kto osobiście odpowiada za lądowanie samolotu.
7. Presja na obsługę lotniska. To nie polscy piloci, lecz rosyjscy kontrolerzy lotów mogli działać pod naciskiem. Rankiem 10 kwietnia odbyli kilka rozmów z przełożonymi w Moskwie.
– W jednej z rozmów ostrzegali, że warunki są fatalne i że zastanawiają się nad zamknięciem lotniska i wprowadzeniem zakazu lądowania. – Mieli jednak wątpliwość, czy ta decyzja nie zostanie przez polską stronę zinterpretowana jako celowa przeszkoda. Nasze źródła twierdzą, że wątpliwości dotyczące tego, czy zamknąć lotnisko, mieli też przełożeni kontrolerów – dodał.
Podobne wątpliwości miała Moskwa. Kazała nie zamykać lotniska, ale rekomendować Polakom, żeby lądowali gdzie indziej. Tak też według Rosjan miało się stać. Kontrolerzy zasugerowali pilotom, aby polecieli do Moskwy lub Mińska.
– Problem w tym, że nie ma czegoś takiego jak rekomendacja. Jest zezwolenie albo odmowa. Kontrolerzy na lotnisku mogli naruszyć procedury. Podobnego zdania są polscy eksperci. – Wieża może uznać, że warunki pogodowe są zbyt trudne i zamknąć lotnisko. Wtedy pilot musi lecieć gdzieś indziej. Jeżeli wieża tego nie robi, pilot uznaje, że nie jest tak źle i ma wszelkie prawo, by podjąć próbę lądowania. Jeżeli rzeczywiście wieża tego nie zabroniła, to oznacza, że Rosjanie popełnili fatalny błąd – powiedział chcący zachować anonimowość polski pilot.
8. Brak systemu naprowadzania. Według rosyjskich mediów 7 kwietnia, gdy pod Smoleńskiem lądowały samoloty z premierami Władimirem Putinem i Donaldem Tuskiem, na lotnisko sprowadzono nowocześniejszy system nawigacyjny.
System ten przed wizytą prezydenta Kaczyńskiego miał zostać usunięty. Informacja ta nie została potwierdzona. Pewne jest, że na lotnisku nie było systemu automatycznego naprowadzania lądujących samolotów ILS (Instrument Landing System). – Wszystkie urządzenia nawigacyjne na lotniskach muszą być regularnie sprawdzane i posiadać aktualne świadectwa. Sprawdza się je w czasie lotów laboratoryjnych, przy użyciu specjalnego samolotu. Jeżeli wszystko działa, to system nawigacyjny otrzymuje świadectwo – tłumaczy  jeden z ekspertów. Danych na temat lotniska pod Smoleńskiem brak.
9. Zamach terrorystyczny. Prokurator generalny Andrzej Seremet powiedział, że śledczy badają także hipotezę zamachu. Wstępne śledztwo wykazało, że na pokładzie nie doszło do eksplozji ładunku wybuchowego.
Mimo to pojawia się wiele teorii spiskowych. – Okoliczności wskazują na poważną awarię lub celowe zablokowanie układu sterowania. Taką blokadę można celowo zamontować tak, aby uruchomiła się przy wypuszczeniu podwozia lub klap bezpośrednio na prostej przed lądowaniem. Przy blokadzie klap lub lotek na prostej katastrofa była nieunikniona – powiedział Ryszard Drozdowicz z Laboratorium Aerodynamicznego Politechniki Szczecińskiej (ZUT).
Inni eksperci wykluczają jednak taką możliwość: samolot był dokładnie sprawdzony przez polskie służby.
10. Atak elektroniczny. Na pokładzie tupolewa znajdowało się supernowoczesne satelitarne urządzenie TAWS (Terrain Awareness and Warning System), które z dokładnością do jednego metra informuje pilotów o ukształtowaniu terenu w okolicach lotniska. Ukazuje im trójwymiarowy model terenu nawet w najtrudniejszych warunkach pogodowych. Ponieważ do tej pory nie zdarzyła się jeszcze katastrofa samolotu wyposażonego w ten system, pojawiły się spekulacje, czy przypadkiem rzekomi terroryści świadomie nie zakłócił pracy urządzeń pokładowych.
– System TAWS zawieść nie może. Chyba że ktoś zaatakuje go techniką o nazwie “meaconing”. Fałszywy sygnał jest nagrywany i kilka milisekund później i z większą mocą niż sygnał satelity puszczany w eter na tej samej częstotliwości, na której nadaje satelita – mówi współtwórca systemu trójwymiarowej nawigacji, wykładowca na Politechnice Hamburskiej Marek Strassenburg -Kleciak. Wiadomo, że wcześniej problemy z wylądowaniem w Smoleńsku miał rosyjski samolot Ił -76. Zwolennicy teorii o ataku elektronicznym wskazują, że już wtedy sabotażyści mogli uruchomić swoje urządzenie.
Eksperci lotnictwa przestrzegają jednak przed wyciąganiem takich wniosków. Według Tomasza Hypkiego, Smoleńska nie ma na liście 11 tys. lotnisk, których dane są opracowane przez twórców systemów takich jak TAWS.

Piotr Zychowicz

Posted in Polska, Różne, Wiadomości, ŚwiatComments (0)

Zagadka katastrofy

Tags: , , ,

Zagadka katastrofy


W ścisłej współpracy ze stroną polską odbywa się odczytywanie danych z rejestratorów lotu samolotu Tu-154, który rozbił się podczas zbliżania się do lotniska w pobliżu Smoleńska - oświadczył wicepremier Siergiej Iwanow. Podkreślił, że ich stan techniczny jest zadowalający i pozwala na przeprowadzenie szczegółowego odczytu i analizy całej informacji o locie i pracy urządzeń samolotu aż do chwili zderzenia z ziemią.

miejsce_katastrofy

Obie skrzynki w niedzielę zostały otwarte w obecności przedstawicieli polskiej prokuratury i Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz przedstawicieli Międzyregionalnej Komisji Lotniczej (IAC).
Iwanow podkreślił, że stan zapisu pozwala na szczegółową analizę zapisu rozmów pilotów z wieżą, a także dokładnych parametrów lotu oraz wydajności sprzętu.
Iwanow dodał, że do poniedziałku udało się wysnuć dwa wnioski. Po pierwsze rejestratory danych lotu były całkowicie sprawne. Po drugie wiarygodnie potwierdzono, iż ostrzeżenie o niesprzyjających warunkach meteorologicznych na lotnisku Siewiernyj i rekomendacje, by wybrać zapasowe lotnisko, zostały nie tylko przekazane, lecz i odebrane przez załogę samolotu.
W poniedziałek Prokurator Generalny Andrzej Seremet poinformował, że na miejscu katastrofy znaleziono trzecią czarną skrzynkę, która miała rejestrować parametry lotu.
Rzecznik Martyniuk podał, że udało się już odczytać głos z nagrania. - Obecnie śledczy starają się zsynchronizować, zgrać w czasie zapis głosu z zapisem parametrów lotu - poinformował.
Trzy do pięciu sekund - tak długo mogła trwać chwila, przez którą załoga prezydenckiego samolotu wiedziała już, że dojdzie do katastrofy - powiedział Naczelny Prokurator Wojskowy płk Krzysztof Parulski, który jest w Smoleńsku.
Jak powiedział płk Zbigniew Rzepa, prokurator wojskowy, który bierze udział w badaniu przyczyn katastrofy, z zapisów czarnych skrzynek wynika, że piloci przed samą katastrofą rozumieli, że się rozbiją. Przyznał, że końcówka zapisu na taśmie “była dramatyczna”, ale nie chciał powiedzieć, czy pasażerowie wiedzieli, że maszyna uderzy o ziemię.
Rzepa pytany, czy fragmenty rozmów z kabiny to rozmowy między pilotami, czy też między nimi a którymś z pasażerów, odparł, że są to “na pewno rozmowy samych pilotów”. Zaś to, czy oni rozmawiali jeszcze z osobą trzecią, będzie jasne “na 100 proc.”, kiedy uda się zsynchronizować zapisy rozmów z czasem lotu. Rzepa wykluczył wersję, by prezydencki samolot podchodził do lądowania w Smoleńsku kilka razy. - Podejście było tylko jedno i od razu złe - podkreślił. Anonimowy ekspert, zapewnił, że zapisy czarnych skrzynek zawierają informację pozwalającą wyjaśnić przyczynę katastrofy. Nie ujawnił, jaka to informacja.

podejscie
Płk Parulski poinformował, że odnaleziono szczątki prawie wszystkich osób z prezydenckiej delegacji, które zginęły. W Moskwie zidentyfikowano ciała 61 osób - identyfikacje potwierdza się jeszcze testami DNA. Z miejsca katastrofy usunięto już około 50 procent dużych części samolotu i teren jest wciąż skrupulatnie przeszukiwany. - To nieprawdopodobny nakład pracy, wykonywanej z poszanowaniem majestatu śmierci - ocenił Naczelny Prokurator Wojskowy.
Jeszcze w środę lub w czwartek do Polski ma trafić trzecia czarna skrzynka samolotu Tu-154M - podał rzecznik Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk. Poinformował, że wstępnie planuje się badania tego rejestratora w Instytucie Technicznym Wojsk Lotniczych.
Dyrektor departamentu prasowo-informacyjnego MON płk Wiesław Grzegorzewski powiedział o trzeciej skrzynce, że jest ona polskiej produkcji. - To rejestrator szybkiego dostępu, który rejestruje dla celów szkoleniowych, jak również technicznych i bieżących, parametry techniczne samolotu - dodał. Podkreślił, że “niestety, ona nie rejestruje rozmów - te są tylko w rekorderach katastroficznych”.
- W Tupolewie jest standardowo pięć skrzynek rekordowych. Część są to skrzynki tzw. eksploatacyjne, robocze, które nie mają przetrwać, natomiast dwie są tak zbudowane, by przetrwać najtrudniejsze chwile w momencie katastrofy - powiedział Grzegorzewski. - Ten trzeci - który się zachował, służy technikom do tego, by jak przygotowuje się samolot do lotu, czy zaraz po locie, wrzucić dane na twardy dysk komputera - wtedy wyświetlają się natychmiast informacje czy samolot jest sprawny, czy nie. Albo świeci na zielono, albo pali się lampka na czerwono i trzeba wyjaśniać co jest nie tak, jakie jest odchylenie od normy, jaki parametr jest przekroczony i co trzeba zrobić, żeby to naprawić - dodał.

Kilkanaście stref poszukiwań śladów katastrofy

Obszar katastrofy został podzielony na kilkanaście stref, które są sukcesywnie przeczesywane w poszukiwaniu wszelkich śladów. Przez wiele godzin przygotowywano betonowe podjazdy dla ciężkiego sprzętu, by móc z jego pomocą unieść i przetransportować w inne miejsce część kadłuba rozbitego samolotu, a spod niego wydobyć pozostałe ciała.
Rosyjski wicepremier Siergiej Iwanow poinformował dziś, że przenoszenie szczątków samolotu na specjalnie strzeżone miejsce rozpoczęło się we wtorek wieczorem. Przekazał, że wykonano bardzo dokładne szkice miejsca katastrofy. Wyjaśnił, że wykonano z powietrza zdjęcia lotniska i okolic. Zapewnił, że wszystkie czynności prowadzone są w ścisłej współpracy z Polską. Z ustaleń komisji rządowej wynika, że na pokładzie prezydenckiego samolotu nie doszło ani do wybuchu, ani do pożaru, a silniki pracowały do końca.
Rosyjska minister zdrowia Tatiana Golikowa poinformowała,, że obecnie trwa wydawanie aktów zgonów i w środę rozpocznie się transport trumien z ciałami do Polski. Dodała, że czynności identyfikacyjne mogą przeciągnąć się do połowy przyszłego tygodnia.
Rosjanie poinformowali, że zakończono oględziny wraku samolotu i przystąpiono do sprawdzania terenu. Według nich będzie na to potrzeba 3-4 dni.
Na posiedzeniu prezydium rządu rosyjskiego jego szef Władimir Putin powiedział, że w Rosji zostanie zrobione wszystko, by zbadanie sprawy katastrofy samolotu pod Smoleńskiem było pełne i obiektywne.

Kpt. Protasiuk “doskonale znał jęz. rosyjski i lotnisko w Smoleńsku”

Pilot rządowego Tu-154M, który rozbił się pod Smoleńskiem, doskonale znał język rosyjski. Znał też samo lotnisko - tak o kapitanie Arkadiuszu Protasiuku mówią jego przełożeni i koledzy z 36. specpułku.
To odpowiedź na sugestie kontrolera lotów ze Smoleńska, jakie pojawiły się w rosyjskich mediach. Powiedział on, że kapitan Protasiuk nie radził sobie z językiem rosyjskim. Sam kontroler miał też radzić pilotowi, by z powodu złej pogody wylądował na innym lotnisku.
Jeden z pilotów Tu 154, pułkownik Bartosz Stroiński, zaprzecza informacjom o niedostatecznej znajomości języków kapitana Protasiuka. On sam razem ze zmarłym pilotem leciał do Smoleńska trzy dni przed katastrofą, z premierem Donaldem Tuskiem.
- Arek doskonale mówił po rosyjsku. Doskonale prowadził korespondencję zarówno po polsku, rosyjsku jak i angielsku. 7 kwietnia, gdy tam polecieliśmy, nikt nie zgłaszał żadnych uwag - dodał płk Stroiński.
Również zastępca dowódcy 36. specpułku podpułkownik Grzegorz Kułakowski twierdzi, że kapitan Protasiuk miał wszelkie predyspozycje, żeby lecieć z prezydentem do Smoleńska 10 kwietnia. - Kapitan Protasiuk znał to lotnisko i był do tego lotu przygotowany.
Samolot prezydencki Tu-154M, który rozbił się w sobotę koło Smoleńska, miał wylatane 5004 godziny i wykonał 1823 lądowania - poinformował Aleksiej Gusiew, dyrektor zakładów lotniczych Awiakor w Samarze, gdzie w 2009 roku maszyna ta przeszła remont kapitalny.
- Dla samolotu tej klasy to niedużo - powiedział Gusiew. Akt odbioru po remoncie kapitalnym został podpisany przez zleceniodawcę 21 grudnia 2009 roku.
-Po remoncie okres eksploatacji samolotu przedłużono do 25 lat i 6 miesięcy. Żadnych uwag wynikających z eksploatacji po tym nie było. Według stanu sprzed miesiąca, po remoncie maszyna wylatała 124 godziny i wykonała około 50 lądowań. Samolot latał normalnie, żadnych pretensji nie zgłaszano - podał szef samarskich zakładów lotniczych. Gusiew poinformował również, że “piloci, którzy odbierali maszynę po remoncie kapitalnym, po wykonaniu lotów zapoznawczych, byli zadowoleni”.

••••

Według rosyjskich mediów nikt z pasażerów nie naciskał, by lądowano
Załoga prezydenckiego samolotu, który rozbił się pod Smoleńskiem, nie otrzymała polecenia od znajdujących się na pokładzie VIP-ów, by koniecznie lądować na lotnisku Siewiernyj - donosi “Komsomolska Prawda”. Gazeta powołuje się na źródło “zbliżone do komisji śledczej”. W sobotniej katastrofie zginęło 96 osób, w tym prezydent RP.
- Nie znaleziono dotychczas żadnych śladów, które wskazywałyby, że ktoś z ważnych osób znajdujących się na pokładzie Tu-154 zażądał od pilota lądowania na lotnisku w Smoleńsku. Wstępny odczyt pokładowego rejestratora został już zakończony. Nie zarejestrował on przy rozmowach pilotów nacisku na nich - twierdzi informator gazety. Tę samą informację przekazuje też agencja Interfax. Źródło to podkreśla, że szczegółowa analiza czarnych skrzynek jest w toku.
Wcześniej w mediach - szczególnie rosyjskich - kilkakrotnie pojawiała się informacja, że prezydent to Lech Kaczyński mógł kazać pilotom lądować na lotnisku w Smoleńsku, by nie spóźnić się na oficjalne uroczystości w Katyniu. Lotniska w białoruskim Mińsku oraz Moskwie odległe są o setki kilometrów, dojazd stamtąd musiałby zająć godziny.

“Warunki ekstremalne, mimo to ryzykowali”

Tymczasem portal newsru.com donosi, że do katastrofy doszło z winy pilotów, ponieważ załoga nie wzięła pod uwagę właściwości Tu-154. - Załoga najwyraźniej nie uwzględniła specyfiki rosyjskiego samolotu - tę wersję eksperci mieli sporządzić po wstępnej analizie zapisów z czarnej skrzynki.

- Załoga liniowca po wybraniu wariantu wyrównywania płaszczyzny, po nieudanej próbie podejścia w złych warunkach pogodowych, nie wzięła pod uwagę pewnych cech pilotowania Tu-154. Według eksperta powiązanego z komisją śledczą badającą przyczyny katastrofy, cechą tego typu samolotów jest to, że jeśli prędkość zniżania się jest większa niż 6 m/s, a samolot przy wyrównywaniu i przejściu w horyzontalną pozycję nadal opada. Według biura konstrukcyjnego “Tupolew” samolot Tu-154 traci wysokość szybciej niż inne samoloty.

Tragiczna sobota

Obecna w Smoleńsku komisja techniczna z biura “Tupolewa”, która bierze udział w badaniu wypadku lotniczego, stwierdziła, że warunki do lądowania Tu-154 były ekstremalne. Według ekspertów pilot był tego świadomy, ale z jakiegoś powodu postanowił zaryzykować i wylądować.

Posted in Różne, W numerzeComments (4)

Fatum Katynia

Tags: , ,

Fatum Katynia


Dziesiątki tysięcy warszawiaków wyległo na ulice, kiedy Lech Kaczyński powrócił na łono ojczyzny. Niektórzy ludzie stali otępiali, inni zalewali się łzami albo modlili się w milczeniu, obserwując ostatni przejazd polityka z lotniska na Krakowskie Przedmieście. Trumnę ze zwłokami prezydenta spowijała biało-czerwona flaga. Jeszcze nigdy polskie społeczeństwo nie okazało Lechowi Kaczyńskiemu tyle miłości, co tego dnia.

zgineli

Za życia prezydent Lech Kaczyński nie potrafił zmobilizować swych najgorętszych zwolenników, nie mówiąc o podbiciu serc reszty rodaków. Był człowiekiem niskiej postury, miał kłopoty z dykcją, ale jego polityka wyrażała nastroje większości Polaków. Lech Kaczyński walczył o prawo i porządek w kraju i co pewien czas przypominał zachodnim i wschodnim sąsiadom o cierpieniach Polaków w czasie drugiej wojny światowej i pod rządami komunistów. Mimo to prezydent nie cieszył się sympatią polskiego społeczeństwa. Większość rodaków uważała, że jego, często konfrontacyjna postawa, nie reprezentuje z wystarczającą godnością Polski na arenie międzynarodowej. Według najnowszych sondaży, przeprowadzonych na kilka dni przed śmiercią, Lech Kaczyński nie miał żadnych szans na zwycięstwo w nadchodzących wyborach prezydenckich.
Teraz ludzie nie wstydzą się publicznie opłakiwać śmierci polityka. Klękają przed morzem kwiatów i zniczy, które powstało w nocy przed Pałacem Prezydenckim. Polacy pogrążyli się w żałobie po śmierci prezydenta, jego małżonki Marii oraz 95 prominentnych pasażerów, pogrzebanych we wraku  samolotu rządowego. Wielu Polaków wywiesiło w oknach biało-czerwone flagi z kirem.

Jeden z polskich publicystów (Paweł Lisicki) pyta:
Skąd te tłumy? Skąd ten płacz powszechny? Skąd rozpacz na tylu twarzach? Jak to się stało, że śmierć tego polityka nagle spowodowała wybuch tak wielkiego narodowego współczucia? Te miliony płaczących, smucących się? Skąd tylu ludzi pogrążonych w modlitwie? Towarzyszących prezydentowi w ostatniej drodze z lotniska do Pałacu Prezydenckiego? Skąd się oni wzięli?
I odpowiada.
Na pewno poruszyła ich niewymowna tragedia samej śmierci. Jej całkowita nieprzewidywalność. Ta groza, którą wywołuje zawsze to, co nieoczekiwane. Nie mniej istotna jest chyba obecna w tym dramacie symbolika. Prezydent, jego żona, najbliżsi współpracownicy zginęli, chcąc oddać cześć poległym w Katyniu. Cóż, prawo bólu i rozpaczy. Być może innym powodem tego narodowego wzruszenia jest też poczucie osierocenia. Ludzie boją się, że państwo i naród zostały pozbawione swej głowy. Nic dziwnego, że w takiej chwili chcą być razem.
Ale jest chyba jeszcze jeden powód owego wybuchu żalu i smutku: nie do końca czyste sumienie. Czy to możliwe, by ten człowiek, którego śmierć wspomina się z takim oddaniem i bólem, był tym samym niemal groteskowym przywódcą? Jest jakaś gwałtowna dysproporcja między dzisiejszą dość powszechną zgodą (mimo pojawiających się protestów)na to, by Lech Kaczyński spoczął na Wawelu wśród najwybitniejszych Polaków a ową niedawną jeszcze pogardą i lekceważeniem jego osoby. Między zgodą na powszechne wyśmiewanie prezydenta i jego obecną apoteozą. Tak, myślę, że tym, co kieruje tylu ludzi na ulice, jest głębokie poczucie niesprawiedliwości wyrządzonej Kaczyńskiemu.

Dla Polaków słowo Katyń oznacza nie tylko miejsce przerażającej zbrodni wojennej. Ta nazwa symbolizuje knowania sąsiadów Polski, zmierzające do eksterminacji całego narodu polskiego. Większość ofiar katyńskich należała do elity przedwojennego państwa polskiego. Byli wśród nich profesorowie, prawnicy, bankierzy, lekarze, aptekarze, inżynierowie, przemysłowcy i duchowni katoliccy. W zbiorowej pamięci większości Polaków masakra katyńska jest najbardziej znaczącym wydarzeniem minionego stulecia - obok wyboru ich rodaka na papieża w 1978 roku.
Katyń ma tak wielki ładunek emocjonalny w świadomości narodowej Polaków, ponieważ symbolizuje kłamliwy mit założycielski, leżący u podstaw powstania Polski Ludowej. (…) Oficjalnie nie wolno było mówić o wydarzeniach katyńskich do czasu upadku rządów komunistycznych w Polsce w pamiętnym roku 1989, choć każdy Polak znał prawdę. Znał ją także od dziecka Lech Kaczyński i jego brat-bliźniak Jarosław. Obydwaj dorastali w domu o tradycjach patriotycznych, w czasie wojny ich rodzice walczyli przeciwko Niemcom w szeregach AK, a potem odrzucili rządy komunistyczne.
Przed ośmiu laty Lech Kaczyński odwołując się do haseł o porządku i sprawiedliwości uzyskał 70 procentowe poparcie w wyborach na prezydenta Warszawy. Jednym z jego najważniejszych projektów było stworzenie muzeum, poświęconego Powstaniu Warszawskiemu.
Międzynarodowe media często przedstawiały niesprawiedliwy i karykaturalnie przerysowany wizerunek Kaczyńskiego, jako polityka małostkowego, arcykonserwatywnego i pozbawionego poczucia humoru. W rzeczywistości Kaczyński nie był tępym nacjonalistą, lecz znakomicie wykształconym intelektualistą o głębokiej świadomości historycznej, który domagał się sprawiedliwej oceny w stosunku do ofiar poniesionych przez Polskę w trakcie najnowszej historii. Piastując stanowisko ministra sprawiedliwości zlecił dziesięć lat temu ponowne zbadanie pogromu w Jedwabne. Okazało się wówczas, że w polskim miasteczku grupa katolickich mieszkańców, podburzona przez oddział SS zamordowała w 1941 roku setki żydowskich sąsiadów. Natomiast w rocznicę progromu kieleckiego w 1946 roku, pełniąc godność prezydenta Kaczyński poprosił w imieniu Polaków  o przebaczenie za zbrodnie popełnione na Żydach.
Lech Kaczyński nie ustawał w wysiłkach, aby uświadomić rosyjskim sąsiadom cierpienia narodu polskiego. Jego oficjalna podróż do Rosji po wyborze na prezydenta przed pięciu laty wiodła najpierw do lasów katyńskich, nie zaś do Kremla, jak przewiduje praktyka dyplomatyczna. Władze rosyjskie pod kierownictwem Władimira Putina poczuły się urażone i zareagowały na swój sposób - wstrzymały dochodzenie w sprawie zbrodni katyńskiej, wszczęte przez Borysa Jelcyna, poprzednika Putina. Jelcyn podczas oficjalnej wizyty w Warszawie zwrócił się do Polaków w imieniu narodu rosyjskiego i poprosił o przebaczenie za zbrodnie Stalina. Jednak w okresie rządów Putina w Rosji przycichła debata o rządach stalinowskich i totalitarnym aparacie terroru.
Tym większe było zdziwienie, gdy kilka tygodni temu akurat Putin zapowiedział zorganizowanie obchodów rocznicowych, upamiętniających ofiary Katynia. Uroczystości odbyły się w minioną środę i były postrzegane na świecie jako kamień milowy na drodze do polsko-rosyjskiego pojednania. Jednak Putin zaprosił do Katynia tylko polskiego premiera Donalda Tuska, bez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wprawdzie taka decyzja była zgodna z formułą protokołu dyplomatycznego, który przewiduje, że premier zaprasza premiera innego kraju, ale nie głowę państwa. Jednak wielu Polaków przyjęło z oburzeniem i goryczą wykluczenie Kaczyńskiego z udziału w uroczystościach katyńskich. Obarczyli winą Donalda Tuska, że sprawy zaszły tak daleko.
Właśnie z tego powodu Lech Kaczyński poleciał minionej soboty do Katynia bez Donalda Tuska, za to z własną delegacją, złożoną z czołowych polityków, najwyższych rangą generałów, dostojników kościelnych i przedstawicieli Rodzin Katyńskich. Oficjalnie podróż miała charakter prywatny. Strona rosyjska wysłała na uroczystości trzeci garnitur polityków, co zostało odebrane w Polsce jako nowy wyraz rosyjskiej pogardy wobec Polski. Zdecydowana większość polskiej delegacji dzieliła poglądy polityczne z braćmi Kaczyńskimi.
W sobotę rano większość polskich polityków wchodziła na pokład prezydenckiej maszyny na warszawskim Okęciu z głębokim urazem w sercu. Zdaniem polskiej delegacji Putin podczas uroczystości w Katyniu dokonał poważnego zafałszowania historii. W swoim przemówieniu uhonorował ogólnikowo “ofiary terroru stalinowskiego“ i dodał, że w lasach katyńskich spoczywa więcej obywateli sowieckich niż Polaków, co oznacza, że także Rosjanie byli ofiarami represji Stalina. Ponadto Putin zdecydowanie odrzucił “odpowiedzialność narodu rosyjskiego” za zbrodnię katyńską. W trakcie transmisji telewizyjnej było widać, że Tusk jest zaskoczony słowami rosyjskiego premiera. W swoim przemówieniu Tusk unikał obarczania winą Moskwy, choć większość polskich komentatorów domagała się od premiera wypowiedzenia  takich słów. Po uroczystościach nastąpił szybki uścisk rąk, trwający zaledwie ułamek sekundy. Obydwaj politycy nawet nie spojrzeli na siebie.
Po powrocie do kraju Donald Tusk przeczytał w większości warszawskich gazet, że uczestniczył w wielkim show z Putinem w roli głównej, ale nic nie ugrał dla dobra Polski. Faktycznie, Putin nie zobowiązał się do wznowienia dochodzenia w sprawie mordu katyńskiego ani nie zaproponował prawnej rehabilitacji polskich ofiar. - Rosja nadal nie chce ujawnić zawartości swoich archiwów - krytykował Janusz Kurtyka, prezes Instytutu Pamięci Narodowej, odpowiedzialnego za wyjaśnienie zbrodni niemieckiego okupanta i reżimu komunistycznego. - Moskwa sabotuje zmierzenie się ze swą  totalitarną przeszłością - powiedział Andrzej Przewoźnik, sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.
Kurtyka, Przewoźnik i Szczygło uchodzili za ważnych, choć  kontrowersyjnych propagandystów polityki braci Kaczyńskich. Teraz wszyscy nie żyją, znajdowali się na pokładzie samolotu prezydenta, który w Katyniu miał wyrazić krytyczne słowa pod adresem Moskwy, jakich oczekiwała od Donalda Tuska większość Polaków.

ofiary

Premier ponownie spotkał się z Putinem na miejscu katastrofy pod Smoleńskiem. Obydwaj politycy objęli się. Podobnie  jak na twarzach milionów Polaków, w oczach Tuska, przeciwnika politycznego braci Kaczyńskich pojawiły się łzy. Również Putin wydawał się głęboko poruszony, choć podczas uroczystości rocznicowych w Lesie Katyńskim sprawiał wrażenie chłodnego, opanowanego i nieco obcesowego.
Być może Polaków i Rosjan zbliży do siebie gest obydwu polityków na tle tlących się szczątków feralnej maszyny.
Donald Tusk towarzyszył Jarosławowi Kaczyńskiemu, gdy ten dotarł na miejsce katastrofy pod Smoleńskiem. Przed trzema laty Tusk pokonał Jarosława i objął stanowisko premiera. Obydwaj politycy znają się jeszcze z czasów studenckich, są ze sobą na ty. Tusk był przy Jarosławie Kaczyńskim, gdy ten musiał zidentyfikować zwłoki brata. Cała Polska zamarła, kiedy spiker radiowy przeczytał lakoniczny komunikat. Jarosław powiedział kiedyś o bracie: “Lech jest częścią mnie.”
Wszyscy Polacy wiedzieli, że bracia byli nierozłączni. Jako dwunastoletni chłopcy zagrali w filmie dla dzieci “O dwóch takich, co ukradli księżyc”. Już w szkole średniej dostrzegli przyczynę kłopotów ekonomicznych Polski w wymuszonej przynależności do bloku wschodniego. Jako studenci, podobnie do Tuska, zaangażowali się w działalność podziemną w szeregach demokratycznej opozycji, z którego później narodziła się “Solidarność”. Będąc prawnikami stali się doradcami przywódcy robotniczego i późniejszego prezydenta, Lecha Wałęsy.
Jarosław, kawaler, był bardziej aktywny od brata, kochał konfrontację. Lech był raczej ugodowy, prawdopodobnie pod wpływem swojej żony, wyjątkowo lubianej przez Polaków.
Kiedy w niedzielę Jarosław Kaczyński przez wiele minut klęczał przed trumną brata, wielu ludzi zadawało sobie pytanie, jak zdoła przetrwać tak wielką tragedię osobistą? Jarosław mieszka z matką Jadwigą, która jeszcze nic nie wie o śmierci syna. Jest ciężko chora, lekarze odradzili poinformowanie jej o tragicznym wypadku. Jarosław żyje tylko dlatego, że z powodu choroby matki nie poleciał do Katynia.
Wielu Polaków odebrało jako symboliczny znak, że na pokładzie feralnej maszyny znajdował się ostatni prezydent RP na uchodźctwie, Ryszard Kaczorowski. Rząd emigracyjny istniał do czasu pierwszych, wolnych wyborów parlamentarnych w Polsce, zapomniany przez świat i nie uznawany przez żadne państwo. Jednak dla Polaków Kaczorowski symbolizował Polaka-patriotę. W 1990 roku został przyjęty z honorami przez nowego prezydenta Lecha Wałęsę i przekazał mu insygnia władzy przedwojennego rządu uratowane z wojennej pożogi i wywiezione z kraju. W ceremonii uczestniczył także Lech Kaczyński jako szef kancelarii Wałęsy.
Obydwaj mężowie stanu odeszli razem. 60-letni Lech Kaczyński i 90-letni Ryszard Kaczorowski ponieśli tragiczną śmierć w drodze do Katynia. Zginęło dwóch “bojowników walczących o prawdę historyczną”. Odeszło dwóch mężów stanu, którzy uosabiali wszystko to, co w Polsce i Polakach najlepsze.

Thomas Urban /SDZ

Tych, którzy odeszli, nie da się zastąpić, ale w najbliższych dniach będziemy oglądać złożony i zadziwiający swoją skutecznością proces odbudowy struktur państwa. Sposób, który współstworzyli również ci, którzy lecieli feralnym lotem do Katynia.
Konstytucja mówi o tym, że w przypadku śmierci urzędującego prezydenta jego obowiązki przejmuje Marszałek Sejmu. Stało się tak już w godzinę po katastrofie.
Jest to szczególnie ważne w tej dramatycznej sytuacji. Bez urzędującego prezydenta nie da się powołać następców tragicznie zmarłych ministrów - Władysława Stasiaka, Aleksandra Szczygły, Pawła Wypycha - w Kancelarii Prezydenta. Aleksander Szczygło był też szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Jego też powołuje prezydent.
Ale to nie wszystko, p.o. obowiązki prezydent Bronisław Komorowski, będzie też musiał powołać szefa sztabu generalnego oraz szefów wszystkich rodzajów sił zbrojnych.
Nie oznacza to oczywiście, że wojsko straciło zdolność działania. W tak hierarchicznej strukturze każdy z szefów rodzajów wojsk ma swojego zastępcę. A szef Sztabu Generalnego WP ma w armii aż dwóch zastępców. Wszyscy oni przejęli obowiązki byłych zwierzchników. Tymczasowy prezydent będzie ich musiał zaproponować Sejmowi nowego szefa NBP.
Sejm stracił 15 posłów, senat 3 senatorów. I tu już zaczynają działać procedury. Miejsce dzisiejszych ofiar w ławach poselskich zajmą ci politycy, którzy dostali najwięcej głosów spośród, ale nie zdołali się dostać do Sejmu. Nie wiadomo kto po Krzysztofie Putrze i Jerzy Szmajdzińskim miałby zostać wicemarszałkiem Sejmu.
O ile, w ramach upamiętnienia ofiar Sejm mógłby się ociągać i de facto zostawić na sali obrad nieobsadzone miejsca, tak konstytucja nie zostawia żadnego pola manewru.  Chcemy czy nie, wybory będą musiały się odbyć. W ciągu maksymalnie 75 dni od śmierci prezydenta.

RAFAŁ MADAJCZAK

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Pogrzeb na Wawelu

Tags: , , ,

Pogrzeb na Wawelu


Prezydent Lech Kaczyński i jego żona Maria zostaną pochowani w jednym sarkofagu, który stanie w krypcie pod Wieżą Srebrnych Dzwonów.

kryptasrebrnychdzwonowUroczystość pogrzebową zaplanowano na najbliższą niedzielę na godzinę 14. – To będzie dla Krakowa zaszczyt – mówił metropolita krakowski, kardynał Stanisław Dziwisz. W katedrze trwają już przygotowania do uroczystości.

“Krypta pod Wieżą Srebrnych Dzwonów, w tej części, która jest romańska, jest dużą kryptą. Nie ma potrzeby jakiegokolwiek naruszania trumny z ciałem marszałka Piłsudskiego, ani wystroju, który tam się znajduje” - powiedział proboszcz parafii archikatedralnej ks. prałat Zdzisław Sochacki.

Sarkofag z ciałami pary prezydenckiej stanie w pierwszym z dwóch pomieszczeń Krypty Piłsudskiego (obecnie pustym) po lewej stronie.

Sarkofag jest projektowany przez architekt Martę Witosławską. Na razie wiadomo jedynie, że będzie on miał prostą formę i zostanie wykonany z granitu. Ustalane są jego wymiary i wygląd.

“Mamy bardzo mało czasu, ale to mobilizuje wszystkich. Wszyscy mamy nadzieję, że będziemy mogli spełnić wymogi konieczne, by prezydent i jego żona zostali pochowani godnie” - mówił ks. Sochacki.

Proboszcz parafii archikatedralnej podkreślił, że umiejscowienie sarkofagu pary prezydenckiej w Krypcie Piłsudskiego, obok Naczelnego Wodza, “wielkiego patrioty troszczącego się o niepodległość i prawdę o Polsce jest dobrym rozwiązaniem”. Przypomniał, że w 1990 r., w 50. rocznicę zbrodni katyńskiej tuż obok Krypty Piłsudskiego we wnęce została umieszczona urna z ziemią z Katynia i pamiątkowa płyta.

Ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski zostanie pochowany w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie - powiedział o. Eustachy Rakoczy, jasnogórski kapelan Żołnierzy Niepodległości.

Poland President Plane CrashTrumny z ciałami pierwszej pary zostały wystawione w sali kolumnowej Pałacu Prezydenckiego. W kolejce do oddania hołdu pierwszej parze stały godzinami tysiące osób.

W sobotę na pl. Piłsudskiego w Warszawie odbędzie się ceremonia żałobna ku czci wszystkich ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem.

Nie wiadomo, czy do soboty przybędą do kraju ciała wszystkich 96 ofiar katastrofy. – Wiele wskazuje na to, że do uroczystości nie uda się zidentyfikować wszystkich ciał – mówi rzecznik rządu Paweł Graś. Do tej pory ustalono tożsamość dopiero 65 ofiar.

Wzruszający charakter miało też żałobne spotkanie posłów i senatorów, którzy przyjęli specjalną uchwałę. Jarosław Kaczyński siedział w pierwszym rzędzie. Obok niego cztery fotele pozostały puste. Przed katastrofą zajmowali je najbliżsi jego współpracownicy z Prawa i Sprawiedliwości: Grażyna Gęsicka, Krzysztof Putra, Przemysław Gosiewski i Aleksandra Natalli-Świat. Również na fotelu prezydenta położono kwiaty.

Parlamentarzyści i członkowie rządu uczestniczyli później w mszy w warszawskiej archikatedrze. Wielu z nich płakało.

Dopiero 21 kwietnia marszałek Sejmu Bronisław Komorowski (PO) ogłosi datę wyborów prezydenckich. Takie ustalenia zapadły podczas środowego spotkania marszałka Sejmu z przedstawicielami klubów i kół poselskich. W praktyce oznacza to, że jedyną możliwą datą przeprowadzenia pierwszej tury wyborów prezydenckich jest 20 czerwca.

Bronisław Komorowski poinformował również o odwołaniu zaplanowanego na przyszły tydzień posiedzenia Sejmu. Z takim wnioskiem wystąpili posłowie PiS. Jak argumentowali - potrzeba czasu na zorganizowanie pomocy dla ofiar katastrofy lotniczej w Smoleńsku oraz na rekonstrukcję Prezydium Sejmu.

Belgium Poland Plane CrashW Parlamencie Europejskim odbyły się uroczystości poświęcone ofiarom sobotniej katastrofy pod Smoleńskiem. - Wiem, że za Polską stoi cała Europa - mówił przewodniczący PE Jerzy Buzek, dziękując kolegom. W uroczystościach uczestniczyła delegacja polskiego parlamentu.
Uroczystości w sali plenarnej Parlamentu Europejskiego rozpoczęły się od odegrania hymnu Unii Europejskiej. Następnie rozbrzmiał hymn polski.
Przewodniczący Jerzy Buzek przypomniał o smutnym powodzie spotkania. - Spotykamy się dzisiaj, by oddać hołd 96 osobom poległym tragicznie w sobotę rano pod Smoleńskiem - mówił polityk.
- W pierwszej kolejności nasze myśli kierują się ku członkom rodzin, osobom bliskim ofiarom tego wypadku - podkreślił Jerzy Buzek. Jak mówił, otrzymał wiele słów wsparcia i współczucia od bardzo wielu osób - m.in. przedstawicieli instytucji europejskich i pozaeuropejskich.
- Była to katastrofa bez precedensu. Ofiary zginęły w służbie swojemu krajowi, w drodze na miejsce kaźni polskich oficerów (…). Historia w sposób dramatyczny zatoczyła koło - mówił przewodniczący PE.
Po czym zwrócił się z podziękowaniami dla Rosji. - Jesteśmy poruszeni reakcją Rosji i Rosjan, pełną godności i zrozumienia. Za to dziękujemy Federacji Rosyjskiej - powiedział Buzek. Jego zdaniem “to pomoże w pojednaniu (polsko-rosyjskim) w oparciu o prawdę historyczną i wzajemne poszanowanie”.
Jerzy Buzek podziękował za płynące zewsząd wyrazy współczucia i kondolencje. - Wiem, że za Polską stoi w tak trudnym okresie cała Europa - dodał Buzek.
Po krótkim przemówieniu Jerzego Buzka, rozpoczęło się odczytywanie nazwisk wszystkich 96 ofiar sobotniej katastrofy. Po każdym kolejnym nazwisku uczestniczący w uroczystości uczniowie złożyli biały kwiat.
Następnie wysłuchano Marsza Żałobnego Fryderyka Chopina. W końcowej części uroczystości eurodeputowani uczcili pamięć tragicznie zmarłych minutą ciszy.
Na uroczystości pogrzebowe do Polski przyjadą (podajemy wstępną listę, na dzień 14 kwietnia 2010):
Wielka Brytania - książę Karol,
Stany Zjednoczone - Barack Obama,
Rosja - Dmitrij Miedwiediew,
Ukraina - Wiktor Janukowycz, Mykoła Azarow,
Niemcy - kanclerz Angela Merkel i prezydent Horst Köhler,
Francja - prezydent Nicolas Sarkozy,
Hiszpania - premier Jose Luis Zapatero oraz para królewska - Juan Carlos z żoną Zofią,
Litwa - prezydent Dalia Grybauskaite, b. prezydent Valdas Adamkus,
Czechy - prezydent Vaclav Klaus,
Słowacja - prezydent Ivan Gaszparovicz,
Bułgaria - prezydent Georgi Pyrwanow,
Indie - minister spraw zagranicznych Somanahalli Mallaiah Krishna,
Izrael - prezydent Szymon Peres,
Kanada - premier Stephen Harper,
Węgry - prezydent Laszlo Solyom i premier Gordon Bajnai,
Gruzja - Micheil Saakaszwili,
Rumunia - prezydent Traian Basescu,
Albania - prezydent Bamir Topi,
Chorwacja - prezydent Ivo Josipović,
Macedonia - prezydent Gjorge Ivanov,
Mołdawia - p.o. prezydenta Mihai Ghimpu,
Australia - gubernator generalny Quentin Bryce,
Chiny - minister transportu LI Shenglin,
Iran - wiceminister spraw zagranicznych Ali Ahani,
Kosowo - prezydent Fatmir Sedjiu,
Nowa Zelandia - gubernator generalny Anand Satyand,
Palestyna - specjalny przedstawiciel prezydenta Mahmouda Abbasa Nabil Shaath,
Zakon Maltański - Wielki Kanclerz Zakonu Jean Pierre Mazery,
NATO - sekretarz generalny Anders Fogh Rasmussen,
Parlament Europejski - przewodniczący Jerzy Buzek,
Komisja Europejska - Jose Manuel Barroso,
Rada Europejska - Herman Van Rompuy,
Rada Europy - sekretarz generalny Thorbjoern Jagland.

Posted in W numerzeComments (0)

Ciała ofiar na Torwarze

Tags: , , ,

Ciała ofiar na Torwarze


Do Warszawy przyleciał samolot z trzydziestoma ciałami ofiar katastrofy pod Smoleńskiem. Ceremonia powitania miała charakter prywatny, ale odbyła się w uroczystej oprawie. Trwa czuwanie modlitewne na warszawskim Torwarze

trumny-z-cialami-ofiar-katastrofy-pod-smolenskiem

- Wróciliście do ojczyzny, wróciliście do swych bliskich. Dzisiaj wasi bliscy płaczą. Dzisiaj płacze cała ojczyzna - mówił na lotnisku premier Donald Tusk.

Na trasie przejazdu kolumny samochodów z trumnami (Al. Żwirki i Wigury, Trasą Łazienkowską, ul. Czerniakowską do ul. Łazienkowskiej) znów, tak jak w przepadku przejazdu pary prezydenckiej, gromadzili się mieszkańcy Warszawy oddający hołd zmarłym. Modlitwy podczas czuwania przy zmarłych na Torwarze prowadzą duchowni. Mają mieć charakter prywatny i są zamknięte dla mediów.

W wojskowym samolocie, który przyleciał z Moskwy, były ciała m.in. szefa NBP Sławomira Skrzypka, wicemarszałków Sejmu Krzysztofa Putry i Jerzego Szmajdzińskiego oraz szefa Kancelarii Prezydenta Władysław Stasiaka.

Ponadto przewieziono ciała m.in. prezydenckiego ministra Pawła Wypycha, szefa PKOl Piotra Nurowskiego, dyrektora protokołu dyplomatycznego MSZ Mariusza Kazany, wiceministra kultury Tomasza Merty.

Rodziny ofiar mogły odebrać ciała z lotniska lub zgodzić się na wystawienie ich na Torwarze, gdzie odbędzie się pożegnanie, po którym mogłoby się odbyć wyprowadzenie trumien do grobów rodzinnych.

- Oczywiście wszystkie uroczystości, wszystkie te zdarzenia odbywają się na koszt państwa i mogą mieć charakter państwowy, jeśli rodzina wybiera takie rozwiązanie - mówił członek Rady Ministrów Michał Boni w radiu TOK FM. - Ustalenia trwają, wiemy już mniej więcej, kto chciałby być pochowany u siebie lokalnie, kto w Warszawie na Powązkach w Alei Zasłużonych - dodał.

Jak mówił Boni, w poniedziałek ok. godz. 12-13 odbędzie się w Warszawie, w kościele Św. Krzyża uroczysta msza św. i ceremonia pogrzebowa oficerów i generałów, w tym ordynariusza polowego WP bp Tadeusza Płoskiego. Również na poniedziałek, ok. godz. 16-17, jest planowany pochówek prezydenta Kaczorowskiego. Jeszcze trwają ustalenia z rodziną - zaznaczył Boni.

Kolejny taki lot ma się odbyć jutro, przylot również jest planowany na godz. 16. Tego samego dnia ma się w Polsce znaleźć ciało ostatniego prezydenta RP na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego. Jego szczątki zostaną przewiezione w kondukcie do Belwederu, tam trumna będzie wystawiona.

W Moskwie zidentyfikowano ciała 64 ofiar sobotniej katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. Pierwsza grupa krewnych, 74 osoby, po zakończeniu procedury identyfikacji wróciła do Warszawy.

Posted in W numerzeComments (0)

Oddać ostatni hołd

Tags: , , , ,

Oddać ostatni hołd


c03cbbe28b0db7453cd76c0aa52561c251Samochód z ciałem Marii Kaczyńskiej dotarł do Pałacu Prezydenckiego zasypany kwiatami. Trumny Pary Prezydenckiej zostały wystawione na widok publiczny w Sali Kolumnowej Pałacu.

Pierwsi oczekujący weszli ok. godz. 14. Polacy, którzy chcą oddać hołd parze prezydenckiej przechodzą, po czerwonym chodniku, wzdłuż sali, odgrodzeni od katafalków palikami pomiędzy którymi rozpięty jest czerwony sznur.
Wcześniej w kaplicy została odprawiona msza święta, której przewodniczył abp Henryk Muszyński.
- Chcemy maksymalnej liczbie osób umożliwić wejście do Pałacu, jeśli będzie taka potrzeba, Pałac może być otwarty całą dobę - poinformował wiceszef Kancelarii Prezydenta Jacek Sasin.

Prezydentowa dołączyła do męża

475399Uroczystość na płycie lotniska Okęcie, na które z Moskwy przyleciał samolot z ciałem Marii Kaczyńskiej, miała podobny przebieg, jak w przypadku powitania trumny z ciałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Po wylądowaniu samolotu z Moskwy weszli do niego żołnierze, którzy wraz z posterunkiem honorowym wynieśli trumnę. W rytm marsza żałobnego przenieśli ją na katafalk.
Odegrano hymn państwowy; odprawiono krótkie nabożeństwo, potem najbliższa rodzina oddawała hołd zmarłej.
W drodze z lotniska prezydentowej towarzyszyła asysta policjantów na motocyklach. Prezydentowa była przewieziona z lotniska tą samą trasą, którą jechał kondukt z ciałem prezydenta. Na Krakowskim Przedmieściu gdzie znajduje się Pałac Prezydencki czekały tysiące ludzi. Podobnie było na całej długości trasy, podobnie jak w niedzielę, gdy jechał tamtędy kondukt z ciałem głowy państwa.

Różaniec od brata

W moskiewskim Biurze Ekspertyz Sądowych - jak relacjonowali świadkowie - z Marią Kaczyńską pożegnał się jej brat Konrad Mackiewicz. W dłonie siostry włożył perłowy różaniec. Następnie hołd zmarłej przy otwartej trumnie złożyła dwójka ministrów z Kancelarii Prezydenta Andrzej Duda i Bożena Borys-Szopa. Duda przykrył trumnę biało-czerwoną flagą, brat prezydentowej położył na niej kwiaty, a Borys-Szopa ustawiła zdjęcie uśmiechniętej prezydentowej. Wszystko odbywało się w asyście żołnierzy polskich i rosyjskich.

Pogrzeb Lecha i Marii Kaczyńskich odbędzie się w niedzielę o 14 na Wawelu - ujawnił wojewoda małopolski Stanisław Kracik.

Według nieoficjalnych informacji, które wyjawił rzecznik rządu Paweł Graś, to do metropolity krakowskiego ostateczna decyzja w tej sprawie. Spotkanie ma odbyć się jeszcze dziś, późnym popołudniem.
Wojewoda małopolski informując o terminie pogrzebu powołał się na informacje od komendanta wojewódzkiego policji. Wiadomość potwierdził także prezydent Krakowa Jacek Majchrowski.
Decyzję o miejscu pochówku podjęła rodzina zmarłych - co potwierdził kard. Dziwisz. Rząd pozostawił w tej kwestii bliskim wolną rękę i zapowiedział wszelką pomoc.
- Kraków jest otwarty, ja jako biskup i stróż Katedry jestem otwarty. Niewątpliwie pogrzeb pary prezydenckiej na Wawelu byłby zaszczytem dla Krakowa i Kraków tak przyjąłby decyzję rodziny - powiedział metropolita krakowski.
Kardynał Dziwisz dodał, że sprawa pochówku pary prezydenckiej na Wawelu nie jest ostatecznie przesądzona. Dodał, że rozmowy w tej sprawie były prowadzone z rodziną, m.in. z Jarosławem Kaczyńskim.
Z wcześniejszych, nieoficjalnych informacji wynikało, że prezydencka para spocznie w rodzinnym grobowcu na Powązkach.
Jako propozycje wymieniano też inne lokalizacje - warszawską archikatedrę św. Jana oraz Świątynie Opatrzności Bożej.
Na Wawelu pochowanych jest wielu wybitnych Polaków. Miejsce wiecznego spoczynku znaleźli tam m.in. królowie z dynastii Jagiellonów i Wazów, Tadeusz Kościuszko, Józef Piłsudski i gen. Władysław Sikorski.

W archikatedrze św. Jana na warszawskiej Starówce rozpoczęła się msza żałobna w intencji parlamentarzystów oraz innych ofiar tragedii samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem. We mszy bierze udział kilkaset osób, w tym rodziny ofiar katastrofy, a także najwyższe władze państwowe.

- Panie Boże, druga odsłona katyńskiego dramatu rozegrała się nie po naszej myśli, pozwól nam przez wiarę odczytać sens Twojej myśli - mówił kardynał Józef Glemp. Dodał, mówiąc o ofiarach katastrofy, iż będą one żyć nie tylko w pamięci narodowej i dokonanych dziełach. - Przede wszystkim będziecie żyć w życiu samego Pana Boga, to jest inne życie - powiedział, na zakończenie dodając: - Chryste, ześlij Swego Ducha na Polaków - zakończył homilię kardynał.

W nabożeństwie bierze udział kilkaset osób, w tym rodziny ofiar katastrofy. Obecni są też m.in. marszałek sejmu Bronisław Komorowski, marszałek senatu Bogdan Borusewicz, premier Donald Tusk, były prezydent Lech Wałęsa, były premier Tadeusz Mazowiecki, ministrowie, posłowie i senatorowie.

Msza transmitowana jest na telebimie wystawionym na Placu Zamkowym.
•••
Jutro do kraju wracają ciała kolejnych ofiar katastrofy pod Smoleńskiem. Trumny, które dotrą do Polski, zostaną wystawione na widok publiczny na warszawskim Torwarze. Tam o godzinie 14 rozpocznie się czuwanie modlitewne, zorganizowane przez ordynariat polowy Wojska Polskiego.

Trumny z ciałami ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem zostaną wystawione, począwszy od 14 kwietnia od godz. 14 do odwołania, w hali widowiskowej na Torwarze przy ul. Łazienkowskiej 6a w Warszawie.

Nie wiadomo jeszcze, ile trumien z ciałami zostanie w środę przewiezionych do Polski. We wtorek Prokuratura Generalna podała, że udało się zidentyfikować 55 z 96 ciał ofiar - co w niektórych wypadkach wymaga jeszcze potwierdzenia testami DNA.

Kuria Polowa Wojska Polskiego apeluje o czynne włączenie się w modlitewne czuwanie. Organizatorzy czuwania kierują swój apel do duchownych i świeckich, także do organistów, zespołów młodzieżowych i innych, którzy mogą pomóc w liturgii.

Duchowni proszeni są o prowadzenie modlitw, nabożeństw żałobnych, mszy świętych, różańca, o spowiadanie i duszpasterskie rozmowy z rodzinami ofiar katastrofy samolotu.

Rosyjska minister zdrowia Tatiana Golikowa poinformowała, że do tej pory zidentyfikowano 55 ciał ofiar katastrofy pod Smoleńskiem. Wyjaśniła, że obecnie trwa wydawanie aktów zgonów i w środę rozpocznie się transport trumien z ciałami do Polski.
Jak powiedziała na posiedzeniu komisji rządowej w Moskwie, czynności identyfikacyjne mogą przeciągnąć się do połowy przyszłego tygodnia.

Szef komisji śledczej przy prokuraturze generalnej Aleksandr Bastrykin poinformował, że dzisiaj na miejscu katastrofy znaleziono ponad 20 fragmentów ciał, a także 7 pistoletów - zapewne broń funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu.

Przekazał, że zakończono oględziny wraku samolotu i przystąpiono do sprawdzania terenu. Według niego będzie na to potrzeba 3-4 dni. Jak powiedział Bastrykin, szczątki ciał są wbite w ziemię.

Minister Kopacz bardzo serdecznie podziękowała za współpracę przy identyfikacji ciał. - Wiemy, jak wyglądają ofiary takich katastrof. Potwierdzenie ich tożsamości to wielka sztuka - powiedziała.

Agencja RIA Nowosti podała, że we wtorek wieczorem wystartuje z Briańska do Warszawy samolot Jak-42 z rzeczami osobistymi ofiar katastrofy.

Posted in W numerzeComments (0)

Szczepionki H1N1 Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Na kogo zagłosujesz?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Czerwiec 2010
P W Ś C P S N
« maj    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930  
 Strona 1 z 3  1  2  3 »