Ileż to dowcipów przedstawia kobiety jako osoby, którym usta się nie zamykają, a z oczu płyną łzy. Co innego mężczyźni – z tych nawet torturami nie wyciągniesz, co czują.
Uważa się, że kobiety o emocjach mówią częściej i bardziej złożonych uczuć doświadczają. Zabawnie oddaje to Joanne Rowling w książce “Harry Potter i Zakon Feniksa”:
“Hermiona spojrzała na nich z politowaniem.
- Czy wy nie rozumiecie, jak Cho się teraz czuje?
– Nie – odpowiedzieli jednocześnie Harry i Ron.
Hermiona westchnęła i odłożyła pióro.
– No więc, oczywiście, czuje się bardzo przygnębiona z powodu śmierci Cedrika. Po drugie, czuje się zakłopotana, bo lubiła Cedrika, a teraz lubi Harry’ego, i nie potrafi odpowiedzieć sobie na pytanie, kogo bardziej. Po trzecie, czuje się winna, bo uważa, że całowanie się z Harrym jest obrazą pamięci Cedrika, a poza tym martwi ją, co powiedzą inni, jak zobaczą, że zaczyna chodzić z Harrym. No i prawdopodobnie jeszcze nie potrafi ocenić, co właściwie czuje do Harry’ego, bo Harry był z Cedrikiem, kiedy Cedrik zginął, więc to wszystko jest splątane i bolesne. Och… I jeszcze się boi, że ją wyrzucą z drużyny Krukonów, bo ostatnio fatalnie lata na miotle.
Po tym przemówieniu zapadło głuche milczenie, po czym Ron zauważył:
– Jedna osoba nie może czuć tego wszystkiego naraz, boby eksplodowała.
– To, że twoja wrażliwość uczuciowa mieści się w łyżeczce od herbaty, nie świadczy o tym, że wszyscy są tak upośledzeni – powiedziała złośliwie Hermiona i znowu chwyciła za pióro.”
Czy rzeczywiście kobiety więcej mówią o emocjach? Louann Brizen Dine w przetłumaczonym na 21 języków bestsellerze pt. “Mózg kobiety” przekonuje, że kobieta wypowiada przeciętnie dwadzieścia tysięcy słów w ciągu dnia, podczas gdy mężczyzna zadowala się tylko siedmioma tysiącami. Nie wiemy, skąd autorka czerpie swoją wiedzę, nie odwołuje się bowiem do żadnych badań. Przeciwnie, badania świadczą o braku różnic między płciami w liczbie wypowiadanych słów. Matthias Mehl z Uniwersytetu Arizona w Tucson w 2007 roku przedstawił wyniki badań, w których wykorzystał elektroniczne urządzenie umożliwiające zapis liczby wypowiadanych słów w różnych codziennych sytuacjach (electronically activated recorder, EAR). Okazało się, że średnie liczby słów wypowiedzianych przez kobiety i mężczyzn w ciągu dnia wyniosły odpowiednio 16.215 i 15.669. Nie ma zatem mowy o gadatliwych kobietach i małomównych mężczyznach…
Kiedy jednak zapytamy, o czym mówią kobiety i mężczyźni, pojawiają się różnice. Matthew Newman przeanalizował 14.000 ustnych i pisemnych wypowiedzi kobiet i mężczyzn. I wykazał, że w wypowiedziach kobiet pojawiło się więcej słów dotyczących emocji i bliskich relacji społecznych (z rodziną i przyjaciółmi), natomiast u mężczyzn więcej słów dotyczyło wydarzeń bieżących (sportu, pieniędzy i pracy zawodowej).
A zwycięzcą jest… przyjaciel
Kobiety nie tylko częściej mówią o emocjach, ale też używają bardziej zróżnicowanych i złożonych określeń. Richard Lane z Uniwersytetu Arizona w Tucson stworzył metodę pozwalającą na jakościową ocenę słów używanych do opisu emocji. Osobom badanym czyta się opisy sytuacji, np.: Ty i Twój przyjaciel przygotowujecie to samo zadanie. Każdego roku przyznawana jest nagroda za najlepsze wykonanie. Oboje ciężko pracowaliście, aby tę nagrodę zdobyć. Nadchodzi dzień ogłoszenia zwycięzcy: jest nim Twój przyjaciel. Badani mają opisać swoje uczucia. Ich odpowiedzi zostają przypisane odpowiednim poziomom. Poziom pierwszy to opisy dotyczące fizjologicznych oznak emocji (”Czułbym suchość w ustach”), poziom drugi – gdy słowa opisują zachowania wskazujące na przeżywanie emocji (”Czułbym, że chcę go zmielić na kleik dla dzieci”), poziom 3 – gdy odpowiedzi zawierają jedno słowo informujące o przeżywaniu jednej emocji (”Szczęśliwy”), poziom 4 – gdy wypowiedź zawiera dwa lub więcej słów opisujących emocje, co świadczyłoby o większym zróżnicowaniu opisu (”Czułbym smutek, że przegrałem i radość, że wygrał mój przyjaciel”).
Wyniki licznych badań – prowadzonych w USA, Australii i Europie (również w Polsce) – konsekwentnie wskazują, że opisy emocji dokonywane przez mężczyzn odpowiadają poziomowi 2 i 3 (opisy zachowań lub pojedynczych emocji). Natomiast wypowiedzi kobiet odpowiadają poziomowi 4, czyli zawierają opisy kilku różnych emocji (”Czułabym smutek, że tyle pracy poszło na marne i złość, że nie zostałam doceniona. Odczuwałabym też zazdrość, że to nie ja dostałam nagrodę. Z drugiej jednak strony cieszyłabym się, że przyjacielowi udało się wygrać i odczuwałabym dumę, że to właśnie mój przyjaciel okazał się najlepszy”).
Mówiąc o emocjach, kobiety używają bardziej zróżnicowanego języka. Dla kobiet emocje są światem stale obecnym, w którym czują się jak ryby w wodzie. Co sprawia, że dysponują większą niż mężczyźni wiedzą o emocjach, ich przyczynach i konsekwencjach?
Czy różnice między płciami w zróżnicowaniu i złożoności języka emocji można przypisać większym zdolnościom językowym kobiet? Raczej nie. Wyniki badań przeczą stereotypowemu poglądowi o większych zdolnościach werbalnych kobiet.
Janet Hyde z Uniwersytetu Wisconsin i Marcia Linn z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley dokonały analizy wyników 165 badań dotyczących różnic między płciami w zakresie zdolności werbalnych, uwzględniając czas publikacji danych (przed i po 1973 roku), wiek osób badanych oraz rodzaj zastosowanych metod pomiaru. Wyniki ich benedyktyńskiej pracy prowadzą do dwóch konkluzji: przewaga językowa kobiet maleje jako funkcja daty badania – od początku lat 70. przewaga kobiet jest minimalna, a w niektórych aspektach zdolności językowych wręcz zanika. Podsumowując swoje wyniki, autorki stwierdzają, że różnica między płciami w zdolnościach werbalnych jest obecnie tak niewielka, że może być traktowana jako równa zeru.
Kobiety czują mocniej?
Może kobiety po prostu odczuwają więcej emocji? Może odczuwają je intensywniej? Wyniki badań nie wspierają tego tropu myślenia.
W badaniu przeprowadzonym przez Keitha Oatleya z Uniwersytetu Toronto i Elaine Duncan z Uniwersytetu w Glasgow uczestnicy wypełniali dziennik dotyczący swoich stanów emocjonalnych. Poproszono ich, aby robili zapiski tylko wówczas, gdy zaobserwują u siebie silne komponenty fizjologiczne emocji (np. przyspieszone bicie serca) lub zachowania wskazujące na przeżywanie emocji. Analiza wyników wykazała brak istotnych różnic między kobietami i mężczyznami w ocenie intensywności zauważanych epizodów emocjonalnych.
W badaniach prowadzonych przez Giselę Labouvie-Vief z Uniwersytetu Genewskiego mierzono aktywność serca osób, które przypominały sobie epizody emocjonalne związane z silnym gniewem, strachem, smutkiem i radością. W analizach uwzględniono wiek badanych i stwierdzono, że różnice między płciami wystąpiły tylko w grupie osób młodszych (około 30 roku życia) i tylko podczas przywoływania wspomnień dotyczących gniewu i strachu: częstość uderzeń serca była większa u kobiet. Efekt ten nie ujawnił się w grupie osób starszych (około 70 roku życia), a także w przypadku smutku i radości. Co więcej, nie stwierdzono różnic między płciami w subiektywnej ocenie intensywności emocji, podobnie jak w cytowanych wyżej badaniach Keitha Oatleya i Elaine Duncan.
Zatem trudno uznać, że różnice między płciami w bogactwie i zróżnicowaniu języka emocji odzwierciedlają różnice w ilości i intensywności doświadczeń emocjonalnych. Jakie są więc źródła większej dostępności wiedzy o emocjach kobiet? Obiecujący wydaje się trzeci trop, odwołujący się do teorii socjalizacyjnych. Upatruje on źródła różnic między płciami w oddziaływaniach społecznych i kulturowych, innych w stosunku do chłopców i dziewczynek.
Co powinny dziewczynki
Carolyn Saarni z Uniwersytetu Sonoma w Kalifornii twierdzi, że rodzice, wychowawcy i nauczyciele wpływają na rozwój emocjonalny dzieci, dostarczając im informacji o tym, jak powstają emocje i jakie są ich konsekwencje. Rodzice rozmawiają z dziećmi o sytuacjach z codziennego życia, wyjaśniają przyczyny i konsekwencje zachowań rówieśników i rodzeństwa, nazywają emocje przeżywane przez bohaterów bajek. Czy edukacja emocjonalna synów i córek przebiega podobnie?
Katherine Nelson wyróżniła dwa style narracyjne używane przez rodziców podczas rozmów z dziećmi: opracowujący oraz pragmatyczny. Różnie mogą one kształtować wiedzę dzieci o emocjach. Rodzice posługujący się stylem opracowującym używają wskazówek i podpowiedzi w formie pytań (co się zdarzyło, kiedy, gdzie i z kim), dzięki czemu dziecko ma możliwość zrozumienia całego kontekstu sytuacyjnego. Z kolei styl pragmatyczny jest bardziej instrumentalny. Rozmowy o aktualnych i minionych wydarzeniach lub doświadczeniach są rzadsze i krótsze, zawierają mniej detali, nie szuka się tu wzajemnych powiązań między doświadczeniami lub sytuacjami. Elaine Reese i Robyn Fivush wykazały, że chociaż rodzice używają obu stylów narracji w czasie rozmów z dziećmi, to styl opracowujący częściej pojawia się w rozmowach z córkami, a pragmatyczny podczas rozmów z synami. Zdaniem Robyn Fivush prowadzi to do tego, że mężczyźni używają języka bardziej instrumentalnie, w celu przekazania informacji, a kobiety poprzez język realizują cele społeczne – rozmowa jest dla nich celem samym w sobie.
Dzieci podlegają również wpływowi kultury, w jakiej wzrastają. Mężczyźni przygotowywani są do pełnienia ról instrumentalnych, związanych z realizacją zadań i osiąganiem celów, a kultura wzmacnia u nich przydatne w tych rolach cechy, jak na przykład niezależność i asertywność. Z kolei kobiety są przygotowywane i zachęcane do pełnienia ról opiekuńczych, wzmacnia się więc u nich wrażliwość na innych ludzi i umiejętność okazywania ciepła. Od początku dziewczynki są “przyuczane” do zwracania uwagi na uczucia. Wydaje się zatem, że ten ostatni trop – wskazujący na socjalizację i kulturę jako przyczynę większej emocjonalności kobiet – jest najbliższy prawdy.
Tylko w Ameryce i Europie panuje powszechne przekonanie o większej emocjonalności kobiet, zgodnie z którym przeżywają one więcej emocji, intensywniej ich doświadczają i wyraźniej je okazują. Mężczyźni, jeżeli już wyrażają jakieś emocje, to głównie złość. Takie są stereotypy, a wyniki zdają się je potwierdzać.
Należy jednak pamiętać, że przywołane tu badania zostały przeprowadzone w kulturze Zachodu – w Ameryce Północnej i Europie. Czy obraz emocjonalnej kobiety jest charakterystyczny dla każdej kultury? Niektóre badania międzykulturowe wskazują, że różnice między płciami są wyraźniejsze w kręgu kultur Zachodu (szczególnie w Ameryce Północnej) niż w kulturach azjatyckich. Na przykład David Matsumoto wykazał w badaniach, że o ile Amerykanki spostrzegane są jako wyrażające więcej radości niż Amerykanie, to już w populacji japońskiej różnice między płciami nie ujawniły się. Amerykanki deklarują większą intensywność i ekspresję emocji niż Amerykanie, ale w deklaracjach Japonek i Japończyków nie ma różnicy. Podobnie jest ze skłonnością do płaczu. Jak wykazano w innych badaniach, różnice między płciami pod tym względem zaznaczają się wyraźniej w krajach zachodnich, w porównaniu z afrykańskimi i azjatyckimi.
Gdzie płaczą mężczyźni
Agneta Fischer z Uniwersytetu Amsterdamskiego oraz Anthony Manstead z Uniwersytetu w Cardiff w zakrojonych na szeroką skalę badaniach (37 krajów, 5 kontynentów) sprawdzali związek między kulturą a deklarowaną przez badanych intensywnością i otwartością wyrażania emocji. Uwzględnili dwa wymiary kulturowe: indywidualizm – kolektywizm oraz sposób podziału pracy (tj. udział obu płci w życiu politycznym i ekonomicznym). Okazało się, że kobiety ze wszystkich krajów deklarowały większą niż mężczyźni intensywność, długość trwania oraz otwartość w ekspresji emocji. Jednak, ku zaskoczeniu badaczy, różnice między płciami w wyrażaniu emocji były większe w krajach, gdzie istnieje mniej tradycyjny podział pracy – to znaczy tam, gdzie kobiety mają większy wpływ na kwestie polityczne i ekonomiczne, a zarazem są to kraje o kulturze indywidualistycznej (kraje Europy Zachodniej, USA i Australia), a nie kolektywistycznej (Afryka i Azja).
Paula Niedenthal uważa, że to właśnie mniej tradycyjny podział pracy w kulturach indywidualistycznych tworzy potrzebę płciowego zróżnicowania emocji. Dla krajów o kulturze indywidualistycznej charakterystyczne jest poszukiwanie niezależności i autonomii, a to może zagrażać podstawowej ludzkiej potrzebie bliskich relacji z innymi. Stąd, aby utrzymać równowagę między tymi dwiema odmiennymi potrzebami, wychowuje się mężczyzn jako specjalistów w dziedzinie niezależności i kobiety jako specjalistki od relacji społecznych. Mężczyźni uczeni są kontrolowania emocji, szczególnie tych, których okazywanie mogłoby zagrozić ich niezależności i statusowi. Nie płaczą więc i nie okazują lęku ani bezradności. Kobiety zaś zachęca się, by do woli wyrażały emocje, które ułatwiają utrzymanie bliskich relacji z ludźmi, takie jak współczucie, wsparcie, ale też bezradność, która skłania innych do pomocy. Według Pauli Niedenthal, emocjonalne kobiety i nieemocjonalni mężczyźni są domeną Zachodu. Natomiast w kulturach kolektywistycznych nacisk położony jest na współzależność, integralność rodziny i uspołecznienie. Tam więc w mniejszym stopniu potrzebne jest płciowe zróżnicowanie emocji. Tam mężczyźni mogą płakać i okazywać lęk, a kobiety zachować rezerwę w wyrażaniu uczuć.
DOROTA SZCZYGIEŁ
Dr DOROTA SZCZYGIEŁ jest psychologiem, pracuje w Zakładzie Psychologii Emocji i Motywacji sopockiego Wydziału Zamiejscowego Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Zajmuje się funkcjami emocji w relacjach interpersonalnych oraz socjalizacyjnymi uwarunkowaniami różnic między płciami w emocjonalności.
Nazwać, by zrozumieć
Zdolność nazywania emocji uznawana jest za jeden z głównych wymiarów inteligencji emocjonalnej.
Wyrażając emocje, dostarczamy innym informacji o tym, co czujemy i jak oceniamy sytuację oraz jakie są nasze intencje i zamiary. Dzięki wiedzy czerpanej z ekspresji emocjonalnej partnerów interakcji możemy interpretować i przewidywać ich zachowania. Wyrażając specyficzne emocje, możemy wywoływać określone zachowania innych ludzi: nasza złość może prowadzić innych do uległości, smutek może wywoływać współczucie, wdzięczność nagradzać za okazaną pomoc, poczucie winy prowadzić do poprawy nadwątlonych relacji społecznych, a pogarda sygnalizować innym ich niższy status. Ważną rolę w komunikowaniu emocji odgrywają zachowania niewerbalne. Jednak sama ekspresja mimiczna, gestykulacja, postawa ciała i ton głosu nie są w stanie dostarczyć precyzyjnych informacji o naszych uczuciach i okolicznościach je wywołujących. To staje się możliwe dopiero wówczas, gdy emocje zostaną oznaczone słowami.
Nazywając swoje stany emocjonalne, stajemy się również zdolni do zrozumienia tego, co czujemy i zwiększamy swoje szanse na zyskanie kontroli emocjonalnej. O tym, jak ważny jest wgląd we własne stany emocjonalne przekonują wyniki badań przeprowadzonych przez twórców pojęcia inteligencji emocjonalnej – Petera Saloveya z Uniwersytetu Yale i Johna D. Mayera z Uniwersytetu w New Hampshire. Badacze ci skonstruowali skalę mierzącą skłonność ludzi do zajmowania się własnymi nastrojami (Trait Meta-Mood Scale). Mierzy ona między innymi uwagę poświęcaną emocjom (”Często myślę o swoich uczuciach”) oraz rozumienie swoich stanów emocjonalnych i adekwatne ich nazywanie (”Zawsze umiem powiedzieć, co czuję”). Analiza wyników badań pokazała, że właśnie nazywanie emocji i ich rozumienie chroni nas przed doświadczaniem emocji negatywnych i stresu. Im większy mamy dostęp do swoich emocji i lepiej radzimy sobie z ich nazywaniem, tym efektywniejsze są nasze wysiłki zmierzające do podtrzymania pozytywnego nastroju. Do podobnych wniosków prowadzą wyniki badań Alana Swinkelsa i Traci Giuliano. Wykazali oni, że to zdolność do identyfikowania i kategoryzowania stanów emocjonalnych – a nie samo ich analizowanie – wiąże się z doświadczaniem emocji pozytywnych oraz większą satysfakcją z kontaktów społecznych. Można zatem przyjąć, że im większa swoboda, z jaką nazywamy swoje emocje, tym większe są nasze możliwości przystosowania i skuteczniejsza regulacja zachowania.