Tag Archive | "Lewant"

Jak na imprezę to do Libanu…

Tags: , , ,

Jak na imprezę to do Libanu…


Jeśli Bejrut jest Paryżem Bliskiego Wchodu, nadmorskie Byblos można porównać tylko do Cannes.

lebanon_byblos_2Po latach konfliktów i politycznych wstrząsów Liban wraca na turystyczną mapę świata, a wraz z nim słynne miasto, gdzie przed wojną bawili się Frank Sinatra i Marlon Brando.

Wrześniowy wieczór jest ciepły i spokojny. Słońce rzuca czerwonawe promienie na ruiny wznoszące się nad brzegiem Morza Śródziemnego. Do portu w Byblos zmierza jacht z kobietami w bikini na pokładzie. Nie wiedzieć czemu, kapitan w złotych okularach lotniczych włączył syrenę. - Każdy chce się pochwalić swoją łodzią za kilka milionów - tłumaczy Ziad Baz, właściciel położonej w porcie restauracji rybnej Bab El Mina, zaciągając się kubańskim cygarem.

Para przy sąsiednim stoliku, delektując się kolacją złożoną z kalmarów i humusu, nie zwróciła nawet na łódź uwagi. Pojawienie się w porcie nowego, ekskluzywnego jachtu nie wzbudza już dziś zainteresowania.

To spowszednienie bogactwa może być oznaką, że Byblos, przedwojenna perła Morza Śródziemnego, znowu odzyskało swoje miejsce na mapie. Miasto straciło swój blask w latach 80. i 90. ubiegłego wieku, kiedy wojna domowa wypłoszyła z  Libanu sławnych i bogatych. Teraz przeżywa coś w rodzaju odrodzenia. W ciągu pierwszych 10 miesięcy 2009 roku dochody z turystyki wzrosły prawie o połowę w stosunku do tego samego okresu w 2008 roku, a sami  Libańczycy uciekają do tego nadmorskiego miasta przed szalonym tempem życia i gwałtownie rosnącymi cenami w Bejrucie.

Na skalistym wybrzeżu na południe od miasta jak grzyby po deszczu wyrastają nowe luksusowe ośrodki wypoczynkowe i apartamenty. - Nasze pokolenie wyjeżdżało z Byblos, żeby się rozerwać. Teraz można bawić się tutaj. W przyszłym roku będzie jeszcze lepiej - mówi 28-letni Shadi Kaddoum, właściciel działającego od roku bistra we francuskim stylu.

Jeśli Bejrut jest Paryżem Bliskiego Wschodu, jak zwykło się mawiać w tym regionie, to oddalone o 35 kilometrów Byblos można porównać tylko do Cannes. Starożytny port otaczają ruiny jeszcze sprzed czasów imperium rzymskiego. U podnóży porośniętych cedrami wzgórz rozciągają się białe, piaszczyste plaże. Miasto słynie z restauracji rybnych, w których międzynarodowa klientela delektuje się smakiem świeżych lucjanów i okoni morskich. O zachodzie słońca do portu zawijają jachty z imprezami na pokładzie (tak bawili się w Byblos przed wojną Sinatra i Brando) i cumują obok starych żaglówek i drewnianych łodzi rybackich. W nadmorskich ośrodkach z basenami przez całą dobę bawi się libańska śmietanka towarzyska.

byblos_historic_quarterBogate życie nocne to tylko jedna z atrakcji miasta, liczącego ponad siedem tysięcy lat. Przez lata turystów przyciągał zamek krzyżowców, umocnienia z czasów Fenicjan i ruiny świątyni z epoki brązu, rozrzucone wzdłuż wybrzeża niczym ogromne klocki lego. Byblos rości sobie pretensje do tytułu najstarszego na świecie miasta zamieszkałego nieprzerwanie od chwili założenia. Jego początki datują się na rok 5000 p.n.e. Tutaj narodził się alfabet fenicki (”byblos” w języku greckim oznacza papirus).

Miasto było ważnym portem handlowym dla starożytnych egipskich żeglarzy, którzy przypływali tu po drewno cedrowe. Chociaż większość znalezionych w Byblos sarkofagów i waz zdobionych hieroglifami trafiło do Muzeum Narodowego w Bejrucie, turyści mogą spacerować po niekończących się labiryntach ruin i podziwiać jedne z najwcześniejszych w dziejach ludzkości rozwiązania urbanistyczne.              

- Przychodzę tu, aby chłonąć atmosferę tego miejsca. Te kamienie zdają się opowiadać historie sprzed wielu tysięcy lat - mówi Mouna Bassili Sehnaoui, malarz z Bejrutu z gęstą czupryną siwych włosów.

Twierdzę krzyżowców otacza labirynt brukowanych uliczek. Wokół willi z pomarańczowymi dachami rozciągają się ogrody pełne kwitnących oleandrów, przy których pary nowożeńców pozują do zdjęć. Za kamiennym kościołem można dostrzec niebieską kopuła meczetu. Na pięknie odrestaurowanym targowisku tłumy kłębią się pomiędzy butikami i straganami z pamiątkami. Turyści kupują ceramiczne wazy i pamiątkowe bibeloty z fenicką ornamentyką, a język francuski miesza się z perskim.

- Handluję tymi rzeczami już od 10 lat, ale jeszcze nigdy nie szło mi tak dobrze. Kiedyś ludzie przyjeżdżali do Byblos, żeby odpocząć. Teraz to się zmieniło - mówi Reynaldo Sayegh, miejscowy artysta, który sprzedaje pamiątkowe figurki.

byblossouk

Byblos stał się modnym miejscem na wakacje nie tylko wśród bogatych Libańczyków żyjących na obczyźnie. Miejsce spodobało się również wielbicielom nocnego życia, którzy szukali alternatywy dla zatłoczonych klubów w Bejrucie. Na stromej skarpie niedaleko portu przycupnął bar Pierre & Friends. Goście popijają libańskie piwo Almaza i robią sobie zdjęcia na tle morskich fal, rozbijających się o skalisty fragment wybrzeża. Kilku surferów odważnie stawia czoła wzburzonej wodzie.

- Chcieliśmy, żeby to było miejsce bez zadęcia - mówi Pierre Tannous, właściciel baru, który wygląda jak hipis z naszyjnikiem z muszelek na opalonej szyi. - Żadnych garniturów, żadnego zawyżania cen.

Ta wyluzowana atmosfera nie podoba się deweloperom, którzy przekształcają odcinek wybrzeża na południe od Byblos w zamkniętą strefę rozrywki dla libańskich nowobogackich. Rozrastający się kompleks luksusowych willi, apartamentów i centrów odnowy biologicznej o nazwie Byblos Sud Village ma zostać otwarty już wiosną. W okolicy powstaje kilka innych superluksusowych hoteli.

Zawrotna szybkość, z jaką rozbudowuje się Byblos, to zdaniem mieszkańców zasługa samego prezydenta Libanu, Michela Sulejmana, który pochodzi z sąsiedniego miasta Amchit. Można było się o tym przekonać na własne oczy, kiedy w pewien piątkowy wieczór kawalkada luksusowych czarnych samochodów próbowała przedrzeć się przez ulice miasta, pełne imprezowiczów i spacerujących par.

- Nie znajdziecie tego w Bejrucie - mówi Michael Diaz, 22-letni Hiszpan ubrany w spodnie jak od piżamy. Razem z przyjaciółmi z Chile tańczy w wąskiej uliczce, wypełnionej tłumem wibrujących ciał. - Tutaj wszystko dzieje się na wolnym powietrzu, dlatego jest dużo większa wolność i swoboda.

Kiedy taneczna impreza zaczęła nabierać rozpędu, w całej dzielnicy zgasło światło. Po chwili przerwy muzyka i światło pojawiło się z powrotem. Nikt z tańczących nie zdążył nawet stracić rytmu. Wyłączenia prądu zdarzają się w Libanie dość często.

Sporadyczne braki w dostawie energii elektrycznej nie są w stanie spowolnić procesu odradzania się tego starożytnego miasta po latach konfliktów i politycznych wstrząsów. - Mamy trzy razy wyższe dochody niż w zeszłym roku. Miasto cały czas się zmienia, i coraz bardziej przypomina Liban z lat 70., sprzed wojny - mówi Baz, właściciel restauracji rybnej w porcie.

Posted in Podróże, W numerzeComments (0)

Witamy w Ontario - przewodnik dla nowoprzybyłych Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Zbliżają się Walentynki, jak będziesz spędzał/a ten dzień?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Luty 2012
P W Ś C P S N
« sty    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  
 Strona 1 z 1  1