Na Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 2010 Republika Południowej Afryki pokaże nową, daleką od stereotypowej twarz.
Widoczne z samolotu townships, peryferyjne dzielnice Johannesburga, sprawiają wrażenie malowniczych, choć mieszka tam biedota w zgrzebnych domach i chatach. Z lotu ptaka wygląda to barwnie i przywodzi na myśl kolorowy dywan.
Schodzimy nieco niżej: widać ciasną zabudowę i morze blaszanych dachów połyskujących w słońcu – takiego widoku nie da się odnaleźć w żadnym innym miejscu na świecie.
Bieda ma tu charakterystyczną twarz: prymitywne osiedla zamieszkują potomkowie tych, którzy zostali odrzuceni przez apartheid i żyli na marginesie społeczeństwa, w uwłaczających godności człowieka warunkach.
- W townships – zagaduje mnie dobrze poinformowany współpasażer, podczas gdy samolot South African Airways już jest nad płytą lotniska – wspólnie królują śmierć i przemoc.
Potem powtarza po raz kolejny swój wykład na temat południowoafrykańskiej przestępczości, którego musiałem wysłuchać już kilkakrotnie w czasie trwającego jedenaście godzin nocnego lotu.
Tonem eksperta przytacza tchnące dramatyzmem statystyki mordów, przestępstw na tle seksualnym, napadów rabunkowych czy też przestępczości narkotykowej – aż po kradzieże samochodów i porwania ludzi dla okupu. Nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że ta przerażająca wyliczanka sprawiła mu nieskrywaną przyjemność.
- Dobrze – powiedział – że jest już jasno.
- Jak to?
- Inaczej nie moglibyśmy opuścić pokładu samolotu. Nocą w Afryce grasują przestępcy.
- Na lotnisku?!
- Coś panu powiem: W Południowej Afryce nigdzie nie jest pan bezpieczny. Proszę na siebie uważać. Nie byłby Pan pierwszym turystą, któremu coś się przytrafi.
Mój towarzysz podróży spakował swoje rzeczy i pożegnał się ze mną z uśmiechem zadowolenia na twarzy.
Istnieje coś takiego jak anty-południowoafrykańska histeria: ktoś zawsze zna kogoś, kto z kolei zna kogoś, komu przystawiono pistolet do skroni, kiedy pobierał pieniądze z bankomatu.
Tego typu historie są podawane z ust do ust już od dawna, jednak w tym roku ich obieg zdaje się być nasilony. Być może ma to związek z Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej 2010, które zostaną uroczyście otwarte 11 czerwca.
Joburg – tak skrótowo nazywa się czasem to prężnie rozwijające się miasto z sześcioma milionami mieszkańców i astronomicznymi cenami działek.
W Johannesburgu, Durbanie, Pretorii, Nelspruit, Polokwane, Port Elizabeth, Bloemfontein, Rustenburgu i Kapsztadzie RPA chce pokazać zupełnie inną, odmienną od utartych schematów, twarz. I wiele wskazuje na to, że plan ten się powiedzie.
Maszyna ląduje w Johannesburgu z dokładnością co do minuty o godzinie 8:45. To już pierwszy pozytywny znak, który – zwłaszcza po długiej serii mrocznych przepowiedni – tym chętniej interpretuję pozytywnie.
Zmodernizowany, pełen stali i szkła port lotniczy w Johannesburgu nie przypomina scen z filmu krótkometrażowego “Alive in Joburg”, gdzie czarni walczyli przeciwko białym, a istoty pozaziemskie przeciw czarnym, w wyniku czego miasto było praktycznie sparaliżowane.
Oznak paraliżu nie widać. Wręcz przeciwnie: miasto zdaje się spieszyć z realizacją planów, a prace budowlane postępują w szybkim tempie. Kolej naziemna łącząca lotnisko z centrum miasta zostanie uruchomiona zgodnie z planem latem 2010.
Bez opóźnień ma zostać oddany także stadion nazwany Soccer City, o futurystycznej fasadzie, zaprojektowany przez biuro architektoniczne Boogertman Urban Edge and Partners. Hubert Nienhoff, niemiecki architekt, który razem z Volkwinem Margiem z biura gmp (Gerkan, Marg i Partnerzy) zaprojektował trzy stadiony na MŚ: w Kapsztadzie, Durbanie i Port Elizabeth, twierdzi, że prace przebiegały wzorowo: - Wszystko funkcjonowało naprawdę bardzo dobrze.
To pierwsze bezpośrednie zaprzeczenie powszechnej opinii, że w Południowej Afryce wszystko jest chaotyczne. Mało który projekt jest tak kompleksowy, jak budowa stadionu sportowego wraz z całą infrastrukturą.
Kto jednak odwiedzi stadiony w Afryce – wszystkie
zbudowane punktualnie i będące świadectwem rodzącej się wyjątkowej sztuki budowania w tym kraju – ten zrozumie, że istnieje także inny obraz RPA: daleki od obiegowych wyobrażeń biedy, nieporządku i bezprawia.
Nienhoff mówi: “Niemcy są przekonani, że poza ich krajem nie można produkować samochodów”. Podobnie jest
w dziedzinie architektury – szczególnie obiekty wznoszone na MŚ niejednokrotnie boleśnie obnażały ludzką niemoc organizacyjną.
Już widać, że RPA nie polegnie na tym polu. Co więcej, w 2010 roku zobaczymy, jak ten kraj sprawdza się w swojej roli
przodownika i orędownika nadziei na kontynencie afrykańskim – zarówno w dziedzinie politycznej, jak i ekonomicznej.
A co z bezpieczeństwem? Nawet na terenie budowy prawie ukończonego stadionu Soccer City widnieją ostrzeżenia przed kradzieżami.
Materiały budowlane są pożądanym dobrem w kraju, gdzie oprócz dużej dawki nadziei i skrupulatnych starań jest także wiele niedoborów. Na jednym z plakatów widnieje patetyczne wręcz hasło: “Złodzieje będą wykluczani ze społeczeństwa”.
Czarnoskórzy budowlańcy, którzy budują od podstaw lub modernizują aż 10 stadionów sportowych, uważają się za elitę i nie kryją dumy. Są dumni z tego, co tu niebawem powstanie. Co zostało wybudowane punktualnie oraz dobrze się prezentuje. I co daje nadzieję na przyszłość.
Tak jak stadion w Kapsztadzie – mieście nierzadko uznawanym za najpiękniejsze na świecie - Green Point Stadium pręży się dumnie na tle Góry Stołowej i w sąsiedztwie Oceanu Atlantyckiego. Swoim białym, jasnym kształtem przypomina nieco pochodnię, stając się symbolem powrotu czarnej mniejszości do miasta: ale nie do slumsu w township, tylko do centrum.
Tam, gdzie na stadionie będzie królowała piłka nożna – sport czarnych, a nie jak dotychczas głównie rugby i golf – sport białych. Bowiem lokalizacja stadionu właśnie tutaj, w ciasnej i wrażliwej strukturze metropolii, powinna być rozumiana również jako gest polityczny.
Bogaty w symbole jest także stadion w Durbanie. Oparty na wygiętej konstrukcji ze stali i żelbetonu, sięgającej na wysokość prawie stu metrów, Moses Mabhida Stadium nawiązuje swoją formą do flagi RPA.
Po jednej stronie stadionu łuk składa się z dwóch łączących
się segmentów w sposób przypominający ustawioną poziomo literę Y, będącą centralnym motywem flagi narodowej i sygnalizującą na nowo budowaną jedność kraju po zakończeniu polityki apartheidu.
Na najwyższym miejscu na łuku znajduje się punkt widokowy – widok na Ocean Indyjski zapiera dech w piersiach. Białe plaże, zaliczane do najbardziej nasłonecznionych na świecie, wyglądają zachęcająco mimo licznych koparek i samochodów ciężarowych: również tutaj ma powstać nowoczesna infrastruktura.
Stosunkowo mały obiekt Nelson Mandela Stadium w Port Elizabeth, gdzie pozostało niewiele śladów dawnego wiktoriańskiego stylu, leży nieco poza miastem nad sztucznym jeziorem, które ma zostać rozbudowane, tak by mogło też pełnić funkcję centrum sportów wodnych.
Tego, kto zbliża się do tego stadionu – mijając zepsute kładki uliczne i dziurawe drogi, żarzące się czy tlące materace na właściwie nieistniejącym chodniku – zafascynuje jego wyjątkowa fasada. Wygląda tak, jakby składała się z gigantycznych płatków kwiatów lub piór, które chylą się ku sobie, tworząc dach. To rzeczywiście może być miejsce nadziei, “pierzaste” dziecko architektury i polityki.
Gerhard Matzig