Tag Archive | "moda"

Niebezpieczni idole

Tags: , ,

Niebezpieczni idole


brooke_shieldsSocjologia zajmuje się celebrytami od stosunkowo niedługiego czasu, od około piętnastu do dwudziestu lat. Wcześniej to pole badawcze traktowane było po macoszemu. Naukowców zajmujących się celebrytami uważano za tych, którzy zajmują się trywialnymi oraz mało poważnymi zagadnieniami. Jest to dość dziwne, zważywszy na to, że socjologia to przecież nauka, której domeną jest zgłębianie nierówności społecznych. Istnienie celebrytów to nic innego jak przejaw różnego rodzaju hierarchicznych systemów statusowych. Z innymi systemami łączy system gwiazd utożsamianie się tych co „na dole”, z tymi co „na górze”, czyli w wypadku gwiazd utożsamianie się odbiorców popkultury z osobami przez nią gloryfikowanymi. System gwiazd podobnie jak inne systemy hierarchiczne daje tym „na górze” więcej zasobów, zarówno materialnych, ale także innych – na przykład związanych z prestiżem. To co różni ów specyficzny system nierówności od innych, to ogromna rola technologii audiowizualnych w jego wytwarzaniu oraz podtrzymywaniu, a także zwiększona, przebiegająca w ekspresowym tempie wymiana tych, którzy w danym momencie znajdują się „na górze”. W tym sensie hierarchiczny system gwiazd jest niezwykle niestabilny – jego „szczyty” zmieniają się błyskawicznie. Jak zatem widać założenie, że socjologiczne badania celebrytów są trywialne i mało istotne, nie zdaje egzaminu. Mogą one być bowiem częścią rozważań tradycyjnie uważanych za domenę socjologów.

Badania gwiazd uznać można za „poważne” wówczas, gdy zaczniemy szukać ich prekursorów czy może raczej praojców. Zapładniające intelektualnie okazać się mogą dla badaczy zajmujących się celebrytami rozważania takich klasyków jak M. Weber czy C. Wright-Mills. W wypadku pierwszego szczególnie istotne okazać się mogą rozważania na temat charyzmy jako czynnika władzy jednych nad drugimi. Celebrytów uznać można za osoby obdarzone charyzmą, która daje im „przewagę” nad innymi, która predysponuje ich do posiadania władzy. Weber pisał o tym, że jednostki posiadające charyzmę władają krótko oraz o tym, że ich wpływ nigdy nie jest bezpośredni, lecz zawsze subtelny, pośredni. Czyż rozważania klasyka socjologii idealnie nie pasują do rozważań na temat celebrities? Celebrities wywierających jak najbardziej pośredni i jak najbardziej krótkotrwały wpływ. Jeśli przyjrzeć się poglądom Webera bardziej ogólnie, widać, że twierdził on, że kapitalizm może generować nowe formy statusu (nieznane w jego epoce) – czyż nie świadczy to o tym, że przewidział zjawisko celebrities? Moim zdaniem jak najbardziej. C. Wright-Mills natomiast na długo przed innymi myślicielami zauważył, że istnieją w społeczeństwie osobniki, których sukces polega na tym, że są „widziani” – na długo przed innymi zauważył społeczną rolę „widzialności”.

Jeśli chcielibyśmy jakoś uporządkować to, co obecnie istnieje na polu badań gwiazd, wyróżnić moglibyśmy dwa podejścia badawcze. Nazwę je odpowiednio podejściem patologicznym oraz podejściem utowarowienia. Pierwsze ujmuje sławę oraz zjawisko gwiazd jako złe, godne potępienia, dewiacyjne. Formułowaniu sądów tego typu sprzyja z pewnością czysto teoretyczny charakter rozważań przedstawicieli tego podejścia. Być może pewną rolę odgrywa tutaj także selektywny charakter rozważań – pisze się na przykład tylko i wyłącznie o najbardziej zagorzałych fanach (np. o groupies), bądź o celebrytach najbardziej kontrowersyjnych czy jaśniejących na firmamencie gwiazd przez bardzo krótki okres czasu. W obrębie stanowiska patologicznego podejmuje się wiele zagadnień, mających wskazać na dewiacyjny charakter kultu gwiazd.

madonna

Stanowisko patologiczne przejawiać się może po pierwsze krytyką społecznych i kulturowych systemów, które powołują celebrytów do życia. Po drugie podważaniem relacji między faktycznymi osiągnięciami a sławą (ktoś jest sławny, bo został dobrze wypromowany, „narzucony” biernym, konsumującym bez zastanowienia masom) Po trzecie krytyką obsesji wobec celebrytów (obsesja ta prowadzi do nieporadności życiowej i zawodowej, zaburza relacje z innymi ludźmi, skutkuje nieporadnością w związkach, powoduje zaburzenia psychiczne, prowadzi do samookaleczeń, samobójstw [np. na wieść o śmierci celebryty] czy w skrajnych przypadkach do zabójstw celebrytów). Można powiedzieć, że podejście patologiczne patrzy na gwiazdy jako będące groźne dla fanów, sprowadzające ich na złą drogę. Po czwarte podejście to może przejawiać się podkreślaniem zubożenia kultury, braku jej autentyczności (celebryci narzucani). Po piąte podkreślaniem zagrożenia dla demokracji. Po szóste wreszcie podkreślaniem dewiacyjnych cech gwiazdy (w tym zakresie znane są będące rzadkością w wypadku podejścia patologicznego empiryczne badania) – wskazuje się na przykład na wysoki poziom narcyzmu, który utożsamiany jest z egoizmem, brakiem empatii, skoncentrowaniem na sobie, a nie z ekstrawertyzmem czy towarzyskością.

Drugie podejście do gwiazd jest mniej radykalne w podkreślaniu negatywnych aspektów zjawiska celebrytów. Stara się raczej wskazać, jakie funkcje kulturowe i społeczne oni spełniają. Wyróżnić można różne wymiary owego podejścia. Chociażby wymiar ideologiczny. Gwiazdy stają się ucieleśnieniem dominujących ideologii: indywidualizmu oraz kapitalizmu i konsumeryzmu. Są znakami, symbolami, za pomocą których różne idee są przekazywane populacji. W pewnym sensie czyni to z celebrytów osoby niezwykle potężne, posiadające swego rodzaju władzę nad ludźmi. Przedstawiciele podejścia utowarowienia bardzo często wskazują, że celebryci to niezwykle ważny filar konsumeryzmu. Zarówno sprzedają jak i są sprzedawani, są zarówno przedmiotami konsumpcji jak i jej mechanizmami napędowymi. Nakłaniają do kupna produktów, ale sami też są produktami.

Po drugie wyróżnić można wymiar religijny. Wskazuje się, że zjawisko gwiazd może być traktowane w kategoriach nowej religii. Fanatyczne oddanie celebrytom może zaspokajać potrzeby religijne. Wskazują na to chociażby fantazje fanów oparte na podobnych mechanizmach co wiara w cuda i objawienia. Rynek gadżetów związanych z daną gwiazdą traktowany może być jako rynek religijnych ikon i symboli. W patrzeniu na gwiazdy, jak na zwiastunów nowej formy religijności, sprzyjają następujące we współczesnych społeczeństwach i szeroko opisywane w literaturze socjologicznej procesy takie jak: upadek zinstytucjonalizowanej religii, prywatyzacja i utowarowienie religii czy zaistnienie zjawiska selektywności religijnej. Celebryci coraz częściej stają się dla badaczy doskonałą egzemplifikacją zmian, jakie zachodzą w sferze religii.

Po trzecie wskazać można wymiar konsumencki. Chodzi o przeciwstawienie się poglądowi „opium dla mas”, który charakteryzował podejście patologiczne. Chodzi o zwrócenie uwagi na konsumowanie bez zbytniego patologizowania. Robi się to przez wskazanie, że przemysł kulturowy nie do końca kontroluje proces tworzenia gwiazd. Podkreśla się aktywną rolę publiczności w tworzeniu i interpretowaniu zjawiska celebrytów. Publiczność nie posiada „fałszywej świadomości”, lecz dostrzega istniejące napięcie między celebrytą jako skomercjalizowanym towarem a prywatną, indywidualną stroną danego celebryty. Publiczność „szuka” tego, co jest autentyczne i z czym się może identyfikować. Co niezwykle istotne odbiorca rozumie, że celebryta to produkt – to rozumienie włączane jest w procesy tworzenia znaczeń, co staje się źródłem przyjemności w konsumowaniu celebrytów. Bardzo często wskazuje się na ewentualne korzyści, jakie płynąć mogą z utowarowienia gwiazd. Ekonomia napędzana sławą może zachęcać, stymulować kreatywność oraz nastawienie jednostek na osiągnięcia, może mobilizować jednostki. Coraz większa ilość badaczy coraz radykalniej wskazuje na aktywność publiczności konsumującej celebrytów. Mówi się nie tylko o produkowaniu znaczeń i własnym interpretowaniu, ale również o różnorakiej aktywności tekstualnej – produkowaniu nowych tekstów w oparciu o podziwiane gwiazdy.

Ostatni wymiar nazwać można wymiarem prawnym. Związany on jest z rozważaniami starającymi się odpowiedzieć na pytanie, kto jest „właścicielem” gwiazd? Kto może je „posiadać” i kontrolować? Ponieważ w tworzenie gwiazd zaangażowanych jest mnóstwo aktorów społecznych i ponieważ widzowie interpretują celebrytów, rodzi się pytanie, czy gwiazdom należy przyznać wyłączne prawo do dysponowania własnym wizerunkiem?

Jak widać z rozważań nad wymienionymi wymiarami, w zjawisku celebrities zawarta jest swoista dualność. Chodzi o to, że z jednej strony celebryci podtrzymują kapitalistyczny porządek (jako przekaźniki ideologii), są odbiciem kultury dominującej, z drugiej strony ludzie często przypisują im różne, często sprzeczne z ową dominującą kulturą znaczenia. Celebryci zatem legitymizują, ale zarazem podkopują istniejący porządek społeczny. Poza tym celebryci zmieniają społeczeństwa. Oczywiście nie wskutek tego co robią, ale wskutek tego, że są znani. Ponieważ są znani, oddziałują na ludzi – w ten właśnie sposób kształtują zmianę społeczną (na marginesie warto zauważyć, że świadczy to o ich ogromnej władzy i sile). Oddziaływanie na ludzi może być dwojakiego rodzaju, przejawiać się może w dwóch typach relacji celebrytów z odbiorcami. Poprzez owe dwa typy celebryci pełnią swoje kulturowe funkcje i powodują zmianę społeczną.

Po pierwsze mówić możemy o relacji para-społecznej. Odbiorca traktuje idola jako element swojej sieci społecznej, to znaczy jako osobę, która jest jak przyjaciel, znajomy, rodzina. Jest to oczywiście wyobrażony związek między publicznością a celebrytą, związek zapośredniczony przez media. Powstała więź wynika z oddziaływania mediów, niewątpliwie powoduje jednak ona podatność na wpływ celebryty, który w ten sposób jest czynnikiem zmiany społecznej. Dla przykładu – gdy gwiazda uczestniczy w kampanii antynikotynowej może przyczynić się do rzucenia palenia przez osoby, które weszły z nią w relację para-społeczną. Zaznaczyć należy, że relacji para-społecznej nie należy utożsamiać z obsesjami, o których mówią przedstawiciele podejścia patologicznego. Drugi typ relacji odbiorca-gwiazda nazwać można identyfikacją. Poprzez danego idola osoba kształtuje swoją tożsamość (różne jej wymiary). Jest ona budowana przez obraz celebryty, jaki kształtują media jak również przez znaczenia, jakie przypisuje mu odbiorca. Najbardziej wyraźnym przykładem owego budowania tożsamości może być sytuacja, w której fan zaczyna interesować się konkretnym typem muzyki, filmu, itd. Zaczyna sam śpiewać, grać albo interesować się jakimś zagadnieniem, którym interesuje się idol. Identyfikowanie się z celebrytą może przyjąć zatem formę chęci bycia jak dana gwiazda. Celebryta jednak to twór niezwykle mało stabilny i zmienny. Poza tym ludzie mają wolność utożsamiania się z celebrytą jakkolwiek chcą (własne interpretowanie, własne tworzenie znaczeń). W procesie budowania tożsamości gwiazda znaczy różne rzeczy dla różnych ludzi. Sposób, w jaki publiczność identyfikuje się i naśladuje celebrytów, jest przykładem procesu uczenia się powodującego zmianę społeczną (celebryci mają wpływ na relacje, doświadczenia i tożsamość publiczności). Można chociażby wykorzystywać idola do promowania swoich poglądów - na przykład Elton John stał się dla fanów homoseksualistów sposobem na podkreślanie konieczności równouprawnienia.

Celebryci spełniają zatem dla jednostek ludzkich wiele funkcji. Kształtują ich tożsamość w sposób wyżej opisany. Warto na marginesie dodać, że gwiazdy są również dostarczycielami wzorców negatywnych (czyli zachodzić może również identyfikacja negatywna – budująca tożsamość poprzez pokazywanie, jakim się nie chce być). Celebryci dają szansę na „przemyślenie” swojego życia oraz podejmowanie działań „naprawiania świata” (patrz wzór, jakim jest Diana), przemyślenie swoich zachowań, etyki, relacji międzyludzkich poprzez ciągłe zaangażowanie w narrację, jaką stanowi życie gwiazdy. Celebryci spełniają również funkcje terapeutyczne – pozwalają doznać poczucia uwolnienia się od szarej rzeczywistości oraz poczucia przynależności do świata innego. Gwiazdy, których losy śledzimy codziennie, stają się nam bliscy, są w naszym zasięgu, jak stwierdził Zygmunt Bauman, są „obcy wszak bardziej od najbliższych sąsiadów nam znani”. Warto wspomnieć również o fatycznych (prospołecznych) funkcjach celebrytów, którzy często stymulują ludzką towarzyskość. Są tematami rozmowy, polemik, dyskusji, wiedza na ich temat może być podstawą budowania prestiżu, budowania społecznego kapitału. Bardzo często spajają dane społeczności, które dzisiaj organizowane są w oparciu o zainteresowania, a nie terytorium. Jako takim często brak im spoistości - zainteresowanie gwiazdami pozwala zatem „podtrzymać” wiele społeczności. Celebryci mogą stać się specyficznym społecznym klejem, który pomaga budować więzi poprzez wspólne podziwianie lub potępianie. Spełniają oni również funkcje edukacyjne – zainteresowanie nimi może być postrzegane jako produkt uboczny powstałego w toku ewolucji mechanizmu zdobywania informacji potrzebnych do przetrwania.

Bardzo ciekawe są podejmowane przez niektórych badaczy próby wyróżnienia różnych typów celebrytów, różnych systemów celebrities. Wciąż jednak nie odpowiedziano na pytanie, jak powiązane są one ze sobą oraz jakie różnice i podobieństwa można zaobserwować między różnymi gwiazdami. Być może celebryci filmowi produkowani są w oparciu o dystans i kontrolowany przekaz popkulturowy. Celebryci telewizyjni konstruowani wokół koncepcji bliskości, przyjazności, poczucia silnej więzi z widzem. Celebryci muzyczni reprezentują wariacje na temat autentyczności i związku (komunii) z publicznością. Celebryci literatury zapewne konstruowani są w oparciu o dyskurs wiedzy, mądrości, oczytania. Z całą pewnością każda forma popkultury wyróżnia i promuje różne kategorie recepcji celebrytów, promuje różne znaczenia i różne interpretacje.

Jak zatem zobaczyliśmy, mimo że socjologia celebrytów to dziedzina młoda, na brak tematów, które rozwijać można w jej obrębie, narzekać nie można. Wydaje się, że aby dziedzina ta osiągnęła dojrzałość, badacze z jej sfery powinni skupić się na procesach tworzenia znaczeń związanych z celebrytami. Coraz bardziej liczyć się powinno nie to, co o celebrytach myślą naukowcy, ale jakie znaczenia przypisuje im publiczność. Uznanie mnogości owych znaczeń i ich skomplikowanej natury może przeciwdziałać patologizowaniu tego pola badawczego, podchodzenie do niego w sposób sentymentalny i uproszczony. Należy zrozumieć, że celebryta to produkt i takie jego pojmowanie włączane jest w procesy tworzenia znaczeń przez odbiorców, co staje się źródłem przyjemności w konsumowaniu gwiazd.

popblog

Naśladownictwo niewskazane

Eksperci ostrzegają, że publikowanie zdjęć wyretuszowanych aerograficznie celebrytek kształtuje w dzieciach niewłaściwe wyobrażenie o perfekcyjnym ludzkim ciele.

Efekt? Wiecznie odchudzające się 14-latki, które przed wyjściem do szkoły muszą zrobić sobie profesjonalny makijaż.

Opublikowany na początku listopada raport grupy naukowców w ramach kampanii przeciwko agresywnemu retuszowaniu fotografii ostrzega, że nienaturalne fotografie wpędzają nastolatki w depresję. – To oczywiste, że w większości zdjęć mody wykorzystuje się aerografię, zmieniając wygląd i kształt ciała – nogi są szczuplejsze, talie węższe, a piersi powiększone – przyznaje jedna z autorek badania, doktor Helga Dittmar z uniwersytetu w Sussex. – Nasze analizy wskazują, że ideał ludzkiego ciała proponowany w mediach rodzi niezadowolenie z własnego, co z kolei stanowi jeden z najpoważniejszych czynników ryzyka w szeregu zaburzeń żywnościowych. Chcemy mieć pewność, że uświadomi się dziewczynom, jak bardzo te ideały są nierealistyczne. Zależy nam też na tym, by gazety przestały zamieszczać zdjęcia osób o niezdrowej budowie ciała, bądź po operacjach plastycznych.

celebrities_without_makeup

Ankieta przeprowadzona na początku listopada przez organizację harcerską Girl Guiding UK wykazała, że odchudza się prawie połowa dziewcząt w wieku od 11 do 16 lat. Ujawniła także, że 12 proc. dziewczynek myśli o nałożeniu opaski na żołądek, a 24 proc. rozważyłoby operację chirurgiczną. Na naszą prośbę dwie 14-latki, Jordan Dudley i Zoe Cummings, opowiedziały nam, jak dziś wygląda życie nastolatki, zaś ich mamy – Kelly i Justine – zdradziły, co o tym myślą.

“Bez makijażu czuję się naga”

Jordan już używa podkładu, różu, tuszu i kredki do oczu – wykonuje makijaż zawsze przed wyjściem do szkoły. Poranne przygotowania zajmują jej ponad 90 minut. Zamyka się na ten czas w łazience i doskonali swój wygląd. Przyznaje, że stale myśli o swojej wadze i ma nadzieję, że po niedawnym zrzuceniu dzięki ćwiczeniom 12 kg uda jej się zejść do “idealnego” rozmiaru 10.

Jordan, mieszkanka Ashford w hrabstwie Kent, opowiada nam: – Od początku szkoły średniej mój plan poranka wygląda tak samo. Po śniadaniu przez około pół godziny układam włosy, by były idealnie proste, a potem siadam i przez kolejne pół godziny się maluję. Kiedyś spóźniałam się do szkoły, ale teraz dbam o to, żeby wstać odpowiednio wcześnie.

– Jeśli wyjdę z domu bez makijażu, czuję się naga i cały czas myślę o swoim wyglądzie – chyba uważam się za brzydką. Nie jestem za młoda na makijaż. Znam 10-letnie dziewczynki, które noszą tusz i podkład. To normalne. Rzeczywiście często patrzę w lustro, co irytuje moją mamę. Czasem włosy mi się potargają albo makijaż rozmaże, a tego naprawę nie lubię. Wpadam w panikę, jeśli przez jakiś czas nie widzę się w lustrze. To chyba nie tyle z powodu próżności, co świadomości własnego wyglądu.

Tematy rozmów Jordan i jej koleżanek krążą wokół chłopców, ubrań i idealnej wagi. Większość z nich próbowała się odchudzać i prawie wszystkie chcą być szczuplejsze. – Moja kumpela wciąż powtarza, że jest strasznie gruba, a nosi rozmiar 8. Ciągle próbuje spalić kalorie – mówi Jordan.

– Nie zdawałam sobie sprawy, że plakaty i reklamy w telewizji były korygowane aerograficznie. Zawsze myślałam, że modelki naprawdę tak wyglądają. Moim zdaniem to niepokojące, że zmienia się wygląd modelek, żeby wyglądały jeszcze szczuplej. Niektóre dziewczyny mogą sobie te zdjęcia wziąć do serca i pomyśleć, że taka chudość jest normalna.

Jordan zwraca baczną uwagę na wygląd celebrytek i ich sposób ubierania się. Najważniejszą ikoną stylu jest dla niej w tej chwili jurorka programu X Factor i gwiazda Girls Aloud Cheryl Cole. – Uważam, że Cheryl wygląda fajnie. Jest zawsze perfekcyjnie umalowana i ładnie się ubiera. Ale wydaje mi się, że prezentowałaby lepiej, gdyby była ciut grubsza. Mam wrażenie, że za każdym razem, gdy pojawia się w reklamie albo w telewizji, jest coraz szczuplejsza. Nie wiem dlaczego, ale kiedyś wyglądała lepiej.

– Nie staram się kopiować makijażu celebry tek – siostra mi tłumaczy, jak go kłaść. Ale uważam, że makijaż Cheryl jest ładny. Moim zdaniem Katie Price wygląda okropnie, a Victoria Beckham jest zdecydowanie za chuda – nie rozumiem, dlaczego najwyraźniej wszyscy uważają ją za piękność. Za to bardzo mi się podoba Beyonce. Jest śliczna, nosi fajne ubrania i zawsze dobrze wygląda.

31-letnia mama Jordan, Kelly, ma na ten temat swoje zdanie: – Szczerze mówiąc, nie martwię się makijażem – mówi. – Wszystkie dziewczyny w tym wieku są takie same, więc co mogę zrobić? Gdybym powiedziała córce: “Nie, nie możesz się malować”, zostałaby prawdopodobnie uznana za czarną owcę i byłaby szykanowana, bo nie jest taka jak wszyscy.

– Ucieszyłam się, że Jordan schudła w zdrowy sposób, ale w naszych czasach wywiera się za dużą presję na młode dziewczyny, żeby były szczupłe i miały “odpowiednią” wagę. Zaś stosowanie aerografii naprawdę mnie wkurza. Chociaż jestem mamą, też przeglądam pisma i myślę: “Chciałabym tak wyglądać”. Więc nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak musi czuć się Jordan, która łatwo ulega wpływom. Chciałabym, żeby zakazano aerografii. Przekazuje ona dzieciakom zły komunikat, bo mogą zapragnąć takiego ciała, jakie widać w piśmie, a ono jest nieosiągalne. To stawia dziewczyny pod zbyt wielką presją idealnego wyglądu.

“Chłopcy namawiają nas na operacje plastyczne”

14-letnia Zoe jest szczupła dzięki różnym zajęciom sportowym, ale to jej nie przeszkadza martwić się o swój rozmiar. Często myśli o tym, co je i unika lekcji pływania, bo uważa, że wygląda grubo w kostiumie kąpielowym. – Moje przyjaciółki i ja zawsze oglądamy reklamy mody i perfum na pierwszych stronach pism, bo modelki i celebrytki wyglądają tam niesamowicie. Bardzo byśmy chciały mieć takie włosy, makijaż albo figurę jak one, ale to jest przeważnie niemożliwe. Teraz zdaję sobie sprawę, że to z powodu aerografii.

– Jak oglądam pisma, czuję, że mam nadwagę. Wydaje mi się także, że część winy za to ponosi internet. Ciągle wyskakuje okienko z napisem “Schudnij 5,5 kilo w kilka tygodni”. Mam wtedy wrażenie, że też powinnam to zrobić.

Chociaż Zoe, mieszkanka Witney w hrabstwie Oxon, nie stosowała w praktyce żadnej diety, zwraca ogromną uwagę na to, co je. – Myślę o zawartości tłuszczu w pokarmie i staram się nie jeść za dużo – mówi. – Często biorę do ręki herbatnika, a potem się zastanawiam: “Czy na pewno powinnam go zjeść?”. Staram się liczyć kalorie, ale nie stosuję diety odchudzającej. Słyszałam natomiast o dziewczynach, które rezygnują z obiadów i nie jedzą w szkole.

Wpływ na to, jak Zoe wygląda i jak się ubiera, mają celebrytki. Dziewczyna uważa, że osobą wartą naśladowania jest superszczupła Paris Hilton. – Paris mi się podoba. Uważam, że ma bardzo dobre wyczucie stylu w ubiorze i zawsze wygląda dziewczęco i ładnie. Jest bardzo szczupła – czasem uważam, że nawet za bardzo – ale mam wrażenie, że to jej naturalna tusza. Za to moim zdaniem Victoria Beckham wygląda mizernie i jest za chuda. Naprawdę nie chciałabym wyglądać tak jak ona. Natomiast Cheryl Cole wygląda uroczo w X Factor. Widziałam skorygowane aerograficznie zdjęcie modelki Ralpha Laurena, Filippy Hamilton i to autentycznie mną wstrząsnęło: po retuszu wyglądała na chorą.

Zoe odczuwa także presję ze strony chłopców w swoim wieku. Oni również chcieliby, aby ich koleżanki wyglądały jak celebrytki. – Czepiają się mojego wyglądu i to jest jeden z powodów, dla których staram się malować i zachować figurę. Chłopcy mojej szkole pozwalają sobie na rozmaite uwagi. Mówią, że masz duży tyłek albo straszne ciuchy albo że powinnaś się zastanowić nad operacją, jak będziesz starsza. Wydaje mi się, że czasami oglądają modelki albo słynne dziewczyny, które im się podobają, a potem porównują je z nami. Ale nie zdają sobie sprawy, że zdjęcia, na które patrzą, są przeważnie nienaturalne.

Smutne jest także to, że już dzisiaj Zoe uważa dzieciństwo jak na miniony etap. – Rzeczywiście czuję presję, by wyglądać dojrzalej i zachowywać się jak osoba dorosła. Kiedy byłam mała, nikt mi nie mówił, że jestem za gruba czy za chuda albo że powinnam schudnąć. Nikt mi nie dokuczał. Czasem chciałabym móc cofnąć się w czasie do tamtych lat.

40-letnia mama Zoe, Justine komentuje to w ten sposób: – Próbuję wpajać córce, co jest dobre, a co złe, jeśli chodzi o wagę i rozmiar, ale ona czyta pisma o celebrytkach i tam tworzą się teraz standardy. Zoe wciąż chce być chudsza, chociaż już jest szczupła. To obrzydliwe, że celebrytki i modelki koryguje się aerografem, by wyglądały jeszcze szczuplej. Niektóre z tych zdjęć przedstawiają dziewczyny, wyglądające na poważnie chore, jako seksowne i atrakcyjne. To zły komunikat dla dzieci. Martwię się też, że Zoe dostanie zaburzeń odżywiania albo popadnie w depresję.

– Z powodu aerograficznie przetworzonych celebrytek moja córka chce schudnąć i czuje na sobie presję, by wyglądać idealnie. Pamiętam jak Zoe, oglądając kiedyś zdjęcie upiększonej w ten sposób skrajnie chudej modelki powiedziała, że chciałaby wyglądać tak jak ona. Wtedy pokazałam jej w internecie zdjęcia dziewczyn chorych na anoreksję. Miały takie same wymiary. Na ich ciele zarysowywały się sterczące kości i Zoe to zszokowało. Uważam, że to jedyna metoda, by uświadomić dziewczynkom, jak nieprawdziwe zdjęcia sprzedaje kolorowa prasa.

Charlotte Martin

Kryzys zapanował w modzie.

A może to tylko moda na kryzys?

Kryzysowe wieści płyną z rynku mody. Ma na nim teraz obowiązywać zasada tzw. slow fashion, czy też nawet slow wear, zamiast do tej pory panującej fast fashion.

Dla niewtajemniczonych – termin fast fashion oznacza ciągłą zmianę trendów oraz wypuszczanie częściej niż raz w miesiącu nowych kolekcji, podążających za niuansami światowego rynku mody. Wyrocznią fast fashion są także celebrytki, czyli znane aktorki i modelki, których styl momentalnie jest wyłapywany zarówno przez indywidualne kobiety, jak i kreatorów, i traktowany jako nowy trend w modzie.

victoriabeckhamherveleger

Zasadzie fast fashion hołdują m.in. takie sklepy, jak Zara, H&M. Wiemy, że H&M proponuje znanym designerom współpracę, aby kolekcje z wyższych półek były osiągalne dla przeciętnego konsumenta. Niestety, kto choć raz był świadkiem, w jak zawrotnym tempie i w jakiej atmosferze rywalizacji rozchodzi się taka kolekcja (bywa, że w ciągu godziny), traci wiarę w możliwość nabycia czegoś markowego po przystępnej cenie.

Każda z nas wie także, że rezygnacja z upatrzonej bluzki w Zarze wiąże się z ryzykiem, iż po miesięcznym namyśle nasza zdobycz nie będzie dalej prezentować się na sklepowym wieszaku. Świadome tego „zagrożenia”, kupujemy pod wpływem impulsu. Tym bardziej, jeśli w sklepowej przymierzalni od razu widzimy, jak pięknie prezentujemy się w nowym nabytku.

Generalnie nie ma w tym nic złego. Nasza intuicja często pełni pozytywną funkcję. I gdy przy pierwszym spojrzeniu w lustro czujemy się w nowej rzeczy doskonale, wówczas uleganie zasadzie fast fashion ma swoje wytłumaczenie. Istnieje bowiem prawidłowość, że im dłużej zastanawiamy się nad zakupem, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że faktycznie wybrana rzecz okaże się w 100 proc. trafiona. Notabene, warto docenić te marki, które umożliwiają klientkom bezproblemowy zwrot towaru. Impulsywne zakupy są także rodzajem terapii: redukują stres i relaksują po ciężkim dniu pracy. Pułapką jest jednak kupowanie rzeczy, do której skomponowanie reszty stroju będzie wymagało kolejnych zakupów.

Aby nie zapełniać naszej szafy podobnymi ubraniami, wybieranymi pod wpływem impulsu i stresu, że za tydzień nastanie nowa kolekcja, a wraz z nią kolejne pokusy i co za tym idzie wydatki, zaczyna panować wspomniany wcześniej trend slow fashion. Co zatem będzie on oznaczał? Slow fashion, czyli moda na przemyślane, powolne zakupy wskazuje na fakt, że należy zwrócić uwagę na rzeczy ponadczasowe, klasyczne, doskonale komponujące się z posiadaną już garderobą. Natomiast określenie slow wear to już nawet nie moda, a ubranie. Ubranie, które wpisuje się w kanony klasyki i ponadczasowości. Tak jak obecna już od ponad 80 lat „mała czarna” zaprojektowana przez Coco Chanel, klasyczne kostiumy projektowane przez wielkiego następcę Coco - Karla Lagerfelda, czy też damskie garnitury, których ojcem jest nieżyjący już Yves Saint Laurent.

Co może pomóc przy wprowadzeniu zasady slow fashion w życie? Przede wszystkim remanent w naszych szafach. Jeśli pełne zaskoczenia wyjmujemy zakupioną w zeszłym sezonie bluzeczkę (czasem jeszcze z metkami), wówczas powinnyśmy się szczerze zastanowić, czy naszym wyborem w trakcie zakupów kieruje impuls czy też rozsądek.

Po drugie, może i mało romantyczna, lista zakupów. Jeśli wiemy, że nie oprzemy się nowym kolekcjom, zapiszmy, jakie rzeczy najbardziej by się nam przydały, aby odświeżyć szafę. Jedyne zadanie polega na wypatrzeniu, co jest najbardziej charakterystyczne dla tego sezonu, jak na przykład promowany obecnie kolor lub też designerskie dodatki. Czasami wystarczy nowy amarantowy top lub duża biżuteria, aby poczuć się bardziej trendy. Tak przygotowana lista powinna nam towarzyszyć w trakcie zakupów. Upolowanie wymarzonej rzeczy przynosi bowiem zdecydowanie więcej satysfakcji, dzięki pewności dopasowania do posiadanych już rzeczy i poczuciu jej pełnej przydatności.

Moda ma także to do siebie, że powraca falami. I tak niezwykle cenna staje się na przykład torebka naszej babci, która nabiera mocy vintage. Vintage to cudowne zjawisko, które pozwala łączyć starsze, stylowe rzeczy z obecnymi trendami, czyniąc nasz wizerunek jedynym w swoim rodzaju, nie do podrobienia. Chyba nic nie deprymuje kobiety bardziej, niż druga kobieta ubrana w tą samą kreację. W przypadku mody vintage takie prawdopodobieństwo będzie prawie zerowe.

Tak jak każde przykre doświadczenie pozwala na wyciągnięcie z niego wniosków, tak samo kryzys może przynieść nam więcej pożytku niż się spodziewamy. Ta głębsza analiza swoich potrzeb, swojej wizji na temat własnego wizerunku, w oparciu o to, co w swojej szafie posiadamy, a co za tym idzie idea przemyślanych zakupów pozwoli wypracować swój niepowtarzalny styl, który przecież każda z nas pragnie posiadać.

Iwona Ekkert-Kołodziej

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Tryumfalny marsz cekinów

Tags: ,

Tryumfalny marsz cekinów


Zwykle do ozdoby kreacji wykorzystuje się biżuterię bądź inne dodatki. W tym przypadku wszelkie akcesoria są zbędne, gdyż głównym elementem dekoracyjnym jest sam strój. Bogate zdobienia w zupełności wystarczą i z powodzeniem uzupełnią całą kreację.

mendezAktorka Eva Mendes pojawiła się na Festiwalu AFI w sukni wykonanej z dużych, wielokolorowych cekinów.

Kreacja, mimo że tak ozdobna, nie była prowokująca. Długi rękaw oraz długość za kolano sprawiły, że całość prezentowała się bardzo elegancko. Przyczyniły się do tego również delikatne dodatki - czarne, lakierowane szpilki na koturnie oraz mała kopertowa torebka, tego samego koloru.

Mendes, znana z kobiecych stylizacji, i tym razem nie zawiodła. Jej subtelny makijaż i elegancko upięte włosy dopełniły całości, sprawiając, że na plan główny wysunęła się odważna kreacja aktorki.

longoriaEva Longoria Parker przybyła do Mandalay Bay Events Center z okazji 10., corocznej imprezy Latin Grammy Awards.

Na tę okazję ubrała bardzo oryginalną, odsłaniającą ramiona, krótką sukienkę, ze srebrno-złotych, drobnych cekinów.

Do tak bogato zdobionej kreacji aktorka dobrała cekinowe szpilki w kolorze starego złota. Poza tym, jej jedyną biżuterią były delikatne kolczyki w kształcie trapezów.

Longoria wyglądała bardzo zmysłowo, a błyszczące elementy podkreśliły elegancki charakter stylizacji. Zdecydowany, wieczorowy makijaż znakomicie współgrał ze złocistą opalenizną i szykowną fryzurą gwiazdy.

nikki_reedAktorka Nikki Reed, która pojawiła się na rozdaniu nagród Hamilton Behind the Camera Awards, również podąża za najnowszymi trendami.

Jej precyzyjnie skomponowany strój składał się ze złotej, cekinowej sukienki oraz bardzo modnej, zbyt obszernej, czarnej marynarki. Zawinięte mankiety odsłaniały cienkie bransolety z cyrkonii. To była, obok malutkich kolczyków, jedyna biżuteria, jaką włożyła gwiazda.

Mocnym elementem stała się zdobiona złotymi ćwiekami kopertówka oraz buty. Czarne sandałki na wysokim obcasie, ze złocistym suwaczkiem z przodu, nadały glam rockowego charakteru stylizacji aktorki.

Połączenie kilku stylów dało ciekawy efekt, czym Reed udowodniła, że nie brak jej odwagi w eksperymentowaniu z modą.

Cekiny są zawsze w modzie - przekonuje projektantka Gosia Baczyńska

Posted in W numerze, Świat kobietComments (0)

Czy warto być katolikiem?

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Czy warto być katolikiem?


katolikBlogerzy zastanawiają się, czy przyznawanie się do katolicyzmu to dziś powód do wstydu?

W kraju, gdzie 98 proc. osób to ludzie ochrzczeni w wierze katolickiej, afiszowanie swojej religijności i przestrzeganie kościelnego prawa zaczyna budzić niechęć. Dlaczego katolicy są dziś często wyśmiewani przez niewierzących lub “wierzących niepraktykujących”?

Ponad 90 proc. Polaków przyznaje się do wiary w Boga. Tylko 6 proc. badanych uważa się za ateistów - wynika z sondażu przeprowadzonego przed miesiącem przez Centrum Badania Opinii Społecznej. Z grupy deklarującej się jako wierzący nieco ponad połowa chodzi regularnie na msze święte.

Z drugiej strony - według innego sondażu - przeprowadzonego przez Instytut Gallupa pod koniec listopada ubiegłego roku - duchownym w kraju ufa zaledwie 9 proc. Polaków. Im młodsze pokolenie, tym zaufanie do instytucji Kościoła i księży spada. Młodzież, nie chcąc być nazywana “moherami”, “dewotami” bądź “katolami”, woli się do swojej wiary (o ile ją ma) nie przyznawać. Za to otwarcie krytykuje sposób, w jaki wiara jest w naszym kraju traktowana. Swoje opinie na ten temat wyrazili uczestnicy debaty blogerów w serwisie blog.pl, o dość prowokacyjnym tytule Czy bycie katolikiem to obciach?

Przerażający Kościół

“Przyznaję, że katolicyzm w Polsce oraz kościół jako instytucja coraz bardziej mnie przeraża. Dochodzę do wniosku, że środowisko hierarchów kościelnych oraz pseudokatoliccy politycy próbują wszystkim ludziom wepchnąć na siłę Chrystusa do życia - od przedszkola, przez szkołę, zakłady pracy, na domach skończywszy. To taka forma ‘łagodnych wypraw krzyżowych’, bez mordobicia i rozlewu krwi” - pisze Korina7

Jestem osobą wierzącą, może nawet praktykującą, ale ostatnio zrobiłem się strasznie antyklerykalny- przyznaje się Adagio. “Drażnią mnie księża, którzy zamiast nauczać ludzi, rozpowszechniać wiarę, pomagać ludziom, bardziej skupiają się na zdobywaniu pieniędzy. Ściągają niebagatelne pieniądze od wiernych za śluby, pogrzeby, chrzciny i żyją sobie w przepychu, jeżdżą niezłymi samochodami. Niegdyś to ksiądz był dla parafian, teraz sytuacja się odwróciła - parafianie są dla księdza. Tak by najmniej wydaje się tym panom w czarnych sutannach. Kościół katolicki schodzi na psy, to jeden wielki biznes, gdzie wiara to tylko przykrywka dla dobrze rozwijającego się interesu - irytuje się.

“W obecnych czasach, gdy agresja, wyuzdanie, lenistwo, apatia są tak wielkie jak chyba nigdy wcześniej, bycie katolikiem rzeczywiście może być przez niektórych ludzi postrzegane jako obciach. Jednak wydaje mi się, że niechęć związana z religią chrześcijańską nie jest głównie skierowana w stronę ‘zwyczajnych’ wyznawców, lecz na tak zwane osoby duchowne, księży itp. - to z kolei opinia Sarathaia. Według niego ludzie często mylą prawdziwą wiarę z otoczką, która jej towarzyszy.

Z księżmi ma problem również Elvgreen, który przyznaje się do odchodzenia z Kościoła: “Czy wszystko ma być tak, jak obmyślili to ludzie niemający najczęściej zielonego pojęcia o życiu, małżeństwie, rodzicielstwie, normalnej pracy, problemach dnia codziennego, odizolowani od codziennych problemów, a świat znający z konfesjonału - czyli swoisty Big Brother - sami źli ludzie, których należy pouczyć. Dość długo byłem orędownikiem tezy: ‘Jak się nie podoba, to zmień kościół, księdza’. Dziś nie jestem przekonany czy to dobra strategia. KK nie ma monopolu na Boga i zbawienie (…) Rolą KK jest przebaczać. To ideologia miłości i przebaczanie a ja mam dziwne wrażenie, że owo przebaczenie i zrozumienie w nieproporcjonalnie większym stopniu dotyczy ‘kościelnych’ niż ‘czarnego ludu’“.

W dzisiejszych czasach Kościół nie potrafi przyciągnąć młodych ludzi do Kościoła. Wystarczy przypatrzeć się, jacy ludzie uczestniczą na mszach, które są transmitowane przez TV Trwam. Nie dostrzeżemy tam młodych ludzi, może gdzieś tam pojedyncze osoby. Ale zdecydowanie przeważają osoby starsze, tzw. mohery. Młodzi ludzie nie chcą takiej religii. Dla nas naprawdę bycie Katolikiem to niekiedy wstyd - pisze Adagio.

Szczepionka przeciwko Bogu

Chrystus nikogo nie zmuszał, by w Niego wierzył, a ludzie to robią. DLACZEGO? - zadała w swoim blogu takie pytanie cytowana już Korina (która zapoczątkowała debatę) i do tego wątku odnosiło się później wielu dyskutantów.

 Clandestino dopowiada m.in.: “[Jezus] chodził tylko i powtarzał słowa ‘Pójdźcie za Mną’ i ludzie poszli i słuchali jego nauk, sami, bez proszenia, a dziś ta idea wygasła, bo każdy każdego chce zmusić, lansuje się wręcz swoją wiarę i nakłania innych - nie zdziwię się, jeśli na końcu świata, dojdzie do wojny o wiarę, właśnie przez te maniakalne objawy typu ‘Ja wierzę! Ty nie wierzysz, więc zgiń!’, przecież to jest paranoja!

Uważam, że religia katolicka jest niestety bardzo skuteczną ’szczepionką’ przeciwko poznaniu Boga. Byłem katolikiem, więc sam poznałem mechanizm ‘uodpornienia’ na Boga. Na mszy miałem podawany komplet twierdzeń niezgodnych z Biblią. Nie znałem Biblii, więc łykałem to, czym mnie karmiono - pisze bloger o nicku Mobilizanci. Wiara, jeśli narzucona, jest sztuczna, pusta i nie wnosi niczego do naszego życia. Państwowe wspieranie jakiegokolwiek systemu wierzeń, innych od uniwersalnie laickich, siłą rzeczy wiarę narzuca - i to od najmłodszych lat. Pojawia się bowiem presja społeczna - zalegitymizowana przez państwo - do posyłania dziecka na lekcje religii. W wielu małych miejscowościach mały człowiek, który w tych zajęciach nie uczestniczy, traktowany jest jak dziwoląg. Z tego też biorą swe źródła kolejne presje - na rujnującą domowe budżety pierwszą komunię, istną orgię konsumpcjonizmu, a następnie - na bierzmowanie. Bo - jak wiadomo - bez tegoż sakramentu o ślubie kościelnym można zapomnieć” - argumentuje Bartłomiej Kozek.

Wspomniany Clandestino został wychowany w wierze katolickiej, ale przestał chodzić do kościoła. “Zdałem sobie sprawę, że Ci ludzie odczuwają jakiś przymus chodzenia do Kościoła, siedzą i słuchają kazania księdza, zaś chyba mało z tego rozumieją - miałem wrażenie, że chodzą na pokaz bo „Tak trzeba”, niestety zraziło mnie to okrutnie. Lub też przysłowiowe ‘Moherowe Babcie’ potępiające wszystko i wszystkich co nie jest zgodne z ich wyobrażeniem wiary… Tak, wyobrażeniem, bo skoro Bóg kazał miłować ludzi, to dlaczego ich potępiają, skoro ów ludzie nic złego nie robią?” Wiele razy poruszano na blogach problem nacisku rodziny bądź środowiska na to, by afiszować swoją religijność.

Może katolicyzm spotyka się z niechęcią, ponieważ ludzie nie wybierają go świadomie. Praktykują, bo tak karzą rodzice i co dziadkowie pomyślą, jeśli nie zobaczą wnuka w niedzielę w kościele. Narzucenie religijności zaczyna człowieka przerastać i zaczyna nie lubić/nienawidzić tego, w czym się wychował- zastanawia się Mycjusz.
Wszystkie te rytuały jak chrzest, komunia, bierzmowanie, mają za zadanie wcielić i utrzymać w kościele biedne i nieświadome niczego dzieci. Rodzice wychowują, tak jak ich wychowali, w wierze lub po prostu przed strachem odrzucenia, postępują krokami, którymi podąża większość społeczeństwa, nie zastanawiając się zbyt głęboko nad tym wszystkim, nie protestując, nawet jeśli w ich głowach pojawiają się pytania. Wiadomo, jak to jest być odludkiem, dziwakiem itp, do tego dochodzi presja dziadków, których relacje z wiarą sa dużo silniejsze, ze względu na stan, w jakim znajdowała się w ostatnim stuleciu Polska- pisze Tomasz Jakubiszyn, deklarując, że on swoim dzieciom zamierza dać “wolność i wybór!”.

Dla mnie katolicyzm to juz jest ‘moda’, - chodzę, bo muszę, ładnie się wystroję i pokażę ludziom i sąsiadom, co mam nowego w szafie, żonę wezmę pod rękę, pośpiewam, wezmę komunię, żeby nie było i pokaże jakie to z nas przykładne małżeństwo - ironizuje Tagmen.

Bo czymże jest wiara ‘bo tak trzeba’, ‘bo rodzina wymaga’, ‘bo wszyscy wokół deklarują’ itp? Czym jest wiara na siłę, nie poparta racjonalnym myśleniem czy własnymi doświadczeniami? Wiara na siłę, wiara ‘bo wypada’, wiara ślepa - to jest przejaw głupoty, ograniczeń własnego umysłu, słabego charakteru i to jest właśnie obciach. Bycie świadomym wyznawcą religii (dowolnej) jest oznaką siły i potęgi charakteru - osobę wierzącą ‘od siebie’, która jest świadoma swojej wiary i motywacji stojących za tą wiarą, zatrudnił bym bez problemu. Zaś osoba, która wierzy ślepo we wszystko co mówi ksiądz z ambony, jest w moich oczach słaba i nie warta wysiłków- podsumowuje takich ludzi bloger Bez Pardonu.

Czy się wstydzić i za co?

Czy zatem w obecnych czasach młody człowiek nie powinien się przyznawać do Kościoła? Kiedy bycie katolikiem jest “obciachowe”?

” Nie jest wstydem manifestowanie swojej wiary i religijności. Wstydem jest robienie tego bezwiednie. A niestety większość ‘katolików’ tak działa. Nie czytają Pisma Świętego, nie zagłębiają się w nauki, a kiedy już są w kościele i słuchają kazania to tylko po to, by uspokoić swoje sumienie. Potem obnoszą się z tym, że w piątek nie jedzą mięsa, że mają miesiąc bez alkoholu, że w adwencie wyrzekają się przyjemności… Ale nie robią tego, bo chcą, ale dlatego, że tak nakazuje nauka kościoła. Nauka, której nie rozumieją, ale przyjmują. Jaki jest wtedy sens takiego pokazywania swojej religijności?

Wstyd jest być zacofanym katolikiem wyśmiewającym Świadków Jehowy, którzy ze słowem Boga chodzą po ludziach i pytają: “Czy pani/pan na prawdę wierzy w Boga, który nas zbawił?” I co odpowiada manifestujący swoją religijność katolik? “Tak wierzę, ale tylko w niedzielę przed obiadem, a poza tym, to ja już mam swojego Boga- pisze Redus.

Cytowany już Tomasz Jakubiszyn podaje trzy rodzaje katolickiej polskiej obciachowości:

 “Po pierwsze, grupy tzw. moherowych beretów, ludzi starszych, wrzuconych wprost z komunizmu w sidła demokracji, wychodzą na ulice i manifestują swoją głupotę. Wyzywają, biją parasolkami, nie prowadzą dyskusji, a jedynie starają się narzucić swoje lub usłyszane w kościele racje w sposób wręcz obleśny. Po drugie totalny brak tolerancji dla innych wiar, dla niewierzących oraz wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób nie mieszczą się w granicach ich wiary. Po trzecie to ogromna manifestacja swojej wiary na każdym zakręcie. Zaczynając od olbrzymich kościołów w centrach miast, poprzez procesje ulicami miast do medialnej nagonki“.

Bycie katolikiem nie jest wstydem, ale uważanie, że wszyscy katolicy są w porządku (bądź ja sam), jest haniebne i to jest dopiero wstyd” - uważa blogerka Novar.

“Wstydem jest nie bycie katolikiem, a raczej uważanie się za katolika, pomimo żadnych wspólnych zależności. No bo jak nazwać kogoś katolikiem, kto chodzi co tydzień do kościoła, bo tak mamusia kazała, a dekalogiem w ogóle się nie przejmować. Hipokryzja?” - wtóruje jej Marcin Bratek.

Katolik - to brzmi dumnie

Mimo że wśród debatujących przeważały wypowiedzi krytykujące Kościół, nie brakło też i zadeklarowanych chrześcijan. To ich głosy przeważyły szalę blogometru, który ostatecznie pokazał remis między dumą a wstydem z bycia katolikiem.

Jestem katoliczką. Wierzącą. Jestem bardzo dumna z tego, kim jestem i dlaczego (chociaż ‘duma’ jest najgorszym z możliwych słów). To nie tylko kwestia tego, jak zostałam wychowana, to nie tylko kwestia potrzeby wiary. To kwestia mojego wyboru” - pisze Ikona.
Dla mnie bycie katoliczką to nie jest obciach, ale bycie chrześcijanką to prawdziwy powód do dumy. To, czego uczy mnie Chrystus jest tak cudowne, ze żadna inna religia mi tego nie zapewni. Gdy ktoś mnie pyta jaką wiarę wyznaję, zawsze odpowiadam: “Jestem chrześcijanką!” - deklaruje Korina7

Chłopak o nicku Grabula martwi się, że “większość ludzi upraszcza sobie życie wrzucając wszystkich katolików do jednego worka i obraża jednocześnie każdego z osobna“: Obecność Pana Boga, a jednocześnie Kościoła w moim młodym, jakby na to nie patrzeć, życiu jest dla mnie czymś pięknym i radosnym. I mam świadomość tego, że wiele (co znaczy nie wszyscy!) osób duchownych i świeckich niszczy Kościół wewnątrz, jak i burzy jego opinię na zewnątrz. Jest mi bardzo przykro z tego powodu“.

Żadnych wyrzutów sumienia jako katoliczka nie ma Mycjusz: “Cieszę się, że mam zasady, które są dla mnie ważne i że nie jestem w tym odosobniona. Czy mam się wstydzić czegoś co sama wybrałam? Na pewno nie!”



Sarathai, który jest ateistą uważa, że wierzącym jest w życiu łatwiej, ponieważ mogą one zawsze znaleźć wsparcie w swojej wierze, w postaci Boga. Wiara ich mobilizuje, pomaga sprostać trudom codziennego życia, to musi być miłe doznanie. Jednocześnie osoby te polegają na ’sile wyższej’, szukają ‘metafizycznej pomocy’ zamiast wziąć sprawy w swojej ręce i stawić czoła przeciwnościom losu, co nie jest zawsze mile przyjmowane“.



Kościół jest święty

Kościół nie poradził sobie z ze zmianami po 1989 roku - rozpoczyna swoje wywody Marzatela. I to w tym upatruje przyczyn dzisiejszego wizerunku Polaka-katolika.
W powszechnym odczuciu katolik polski to wizerunek “moherowego beretu”, Ojca Dyrektora czy buczącego na uroczystościach sierpniowych tłumu politykierów, przystrojony dodatkowo butą i nieliczeniem się z głosem wiernych niektórych hierarchów. Jest to obraz bardzo medialny, ale czy na pewno stanowi o większości? - pyta blogerka.

Dla wszystkich - i hierarchów, i wierzących, i krytykujących Polaków, ma radę blogerka Cesia: więcej miłości! “Drodzy Księża, kochani Polacy, żeby nam się lepiej żyło, zamiast potępiać - pomagajmy. Na niektóre rzeczy można przymknąć oko, z innymi można sobie łatwo poradzić. Drodzy Księża, kochani Polacy - szukajmy ludzi w ludziach“.

Czy Polacy odnajdą ludzi w swoich kapłanach, czy księża znajdą rzesze wiernych w Kościele? Czas pokaże. Niestety, w polskim Kościele dominuje pogląd wyrażony przez pewnego biskupa: “W Kościele nie ma nic do zmian, bo Kościół jest święty”.

Monika Fiołek

Czy być katolikiem to obciach ?

Pytanie jest sformułowane jakby była to jakaś subkultura. Ja sam od jakiegoś czasu przestałem chodzić do kościoła na msze św., wcześniej robilem to co niedziela (jednak głownie aby spotkać sie z ludzmi, ktorych dawno nie widzialem - niewazne bylem tam). Natomiast raz na jakiś czas najdzie mnie wewnętrzna potrzeba iść usiąść w tym budynku, poczuć te specyficzne zapachy, popatrzeć sie na obrazy, posluchac dobrego kazania i… być dumnym, ze sie w coś wierzy.

Odkrylem, ze sklaniam sie ku deizmowi. Uważam, że coś było i coś stworzyło. Dlaczego?  Bo teraz nie jesteśmy w stanie (my normalni ludzie) odkryć jak sie wszsytko zaczęło. Mówie oczywiście o całym wszechświecie, nie o pochodzeniu człowieka, spokojnie. Gdy w wakacje miałem okazje spotkać się z tureckimi i kurdyjskimi muzułmanami, dokladnie kobietami. Spodobała mi sie ich zaciętość, oddanie swojej wierze. Gdy z innym polakiem staralismy jej przedstawić, że chrystus jak i mahomet stoją na równi. To nie mogło im przejść przez gardło. Później oczywiście z dnia na dzien, gdy pokazywali mi różne islamskie broszury zacząłem zauważać wiele podobieństw. Do głowy by mi nie przyszło aby ich nawracać na chrześcijańśtwo, nie daj Bóg na katolicyzm. Poprostu szperając w różnych religiach u podstaw widzimy wiele zbieżności. Czyli nie tak jak nowy testament ktoś nam wymyślił, napisal a my teraz budujemy sobie na nim wiare. Tylko słowa, które sa u wielu podobne jak nie takie same.

Dostosowanie wiary do odpowiedniego środowiska pewnie spowodowało rozłamy, a kłotnie na tle religijnym jakich teraz doświadczamy to tylko i wyłącznie zła interpretacja tych doskonale napisanych bogatych w głębokie sentencje ksiąg głęboko zakorzenionych w historii ludzkości. Jak chce ktoś wierzyć to wierzy, jak nie to nikt go nie zmusza. Troche irytują mnie filmy pokazujące Chrześcijan, katolikow i inne odlamy jako zwykłe kalki wierzeń starożytnych i innych wiar. Czy naprawde ktoś myślał kiedyś, że całą naszą religie stworzono tylko i wyłącznie dla nas (?) to osobiście współczuje jeżeli sie ktoś zawiódł. Nie sens tkwi w tym żeby komuś udowodnić czy Bóg jest czy nie i pokazać skopiowane rzeczy w naszej religi, a w tym jak każdy z nas to zinterpretuje i gdzie odnajdzie coś dla siebie.

Moge wam polecić doskonały, napewno nietuzinkowy film The Man On The Earth, który w miły i delikatny sposób pokazuje mutacje naszych wierzeń przez lata i nietylko. Jest to fikcja a może nie, napewno nie mniej interesująca niż sama religia. Miłego oglądania, bo naprawde warto.

Więcej głosów w tej dyskusji znajdziecie Państwo pod tym adresem.

Zapraszam także do komentowania tego materiału i wypowiedzi na temat w komentarzach poniżej.

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Życie uzależnia

Tags: , , , , , , , , , , , , ,

Życie uzależnia


uzalezcc87nieniaMyślisz, że jesteś wolny od nałogów. Nie stosujesz środków odurzających, nie upijasz się, co wieczór, nie palisz, to jesteś „czysty”? Pamiętaj zbytnia pewność siebie, to klęska.

Słowo nałóg najczęściej kojarzone jest ze skrajnym rodzajem uzależnienia, jak narkomania, alkoholizm, lekomania, palenie papierosów czy hazard. Nie brudząc rąk takimi uzależnieniami, ludzie myślą, a tak naprawdę wydaje im się, że prowadząc spokojny, grzeczny tryb życia mogą kontrolować siebie i to, jakich dokonują wyborów. Przeświadczenie samodzielnego panowania nad wszystkim, co ich dotyczy, jest jednak błędne. Bo okazuje się, że te największe uzależnienia, które rządzą nami samymi kryją się w zwykłej szarej codzienności.  Czasem trudno je nawet dostrzec. A żeby mieć jasność, o czym dokładnie mowa, przytaczamy definicję słowa uzależnienie, które mówi, że jest to nabyta, silna potrzeba wykonywania określonej czynności lub konsumowania danego środka. Chcesz w takim razie sprawdzić czy jesteś nałogowcem?

Kawa

Zaczynamy niewinnie. Poranna kawa wypijana do śniadania lub dosłownie w biegu podczas zbierania się do pracy, to stały element dnia. Bez niej wiele osób nie widzi zupełnie swojej normalnej egzystencji. Nie czuje się na siłach pokonywać codziennych trudów. To kawa stawia na nogi i dodaje energii. Doskonale sprawdza się w stanach otumanienia, osłabienia i braku werwy, jest wypijana kilka, kilkanaście razy dziennie. Wierząc opiniom, raz okazuje się być cichym zabójcą, który wyniszcza zdrowie, a raz panaceum młodości i witalności. Ale bez względu na to, czy szkodzi czy nie i tak nie znika z kuchennych szafek. Bez kawy dzień stracony, mawiają „kawosze”.

Uroda i moda

Trudno jest sobie wyobrazić dzisiejszą rzeczywistość, bez kosmetyków pielęgnacyjnych, kolorowych, bez zabiegów upiększających, modowych nowości i zmieniających się trendów odzieżowych. Znaczenie wyglądu zewnętrznego człowieka, grubo nabrało na sile i jest decydentem w wielu istotnych sprawach. Bez dobrego wyglądu, design’u, trudno o pracę i przychylność otoczenia. Bez kosmetyków upiększających trudno o dopasowanie się do obowiązujących ideałów urody. Wysoka dbałość o nią tak zdominowała życie współczesnych ludzi, że nie tylko jest domeną kobiet, ale i mężczyzn. Krem do twarzy czy balsam do ust to produkty uniwersalne, dla każdej z płci.

Słodycze

Już dzieci karmi się pustymi węglowodanami, które przyczyniają się do powstawania wielu chorób. Panuje nawet przeświadczenie, że darowana słodkość, czekolada, cukierki, to czysta delicja i panaceum na wszelkie złe nastroje. Stad sięganie po słodycze w stresogennych zawodach jest powszechne. Niby od jednego batonika nikt jeszcze nie umarł. To fakt, ale w ogólnym rozliczeniu, szkody dla zdrowia spowodowane zajadaniem się słodyczami są znaczne. Nie mowa tu tylko o próchnicy. To jak, coś słodkiego na poprawę humoru?

Zakupy

Okazja goni okazję, kampanie reklamowe biją rekordy swojej skuteczności, a ludzie przewyższają swoje dochody, wydając na zakupy więcej niż zarabiają. Nie za gotówkę, to na kredyt, dzięki debetowi czy pożyczce. Wybrana metoda jest bez znaczenia, kiedy najważniejszy jest cel zakupów. Dając się wciągać w pułapki promocyjne wydajemy więcej niż myślimy, ale nawet świadomość, tego stanu pewnie i tak by nic nie zmieniła, bo dla człowieka uzależnionego od robienia zakupów, satysfakcja z ich robienia jest najważniejsza.

Telefon

Jeszcze kilkanaście lat temu wyjście z domu bez telefonu było czymś zupełnie normalnym. Stacjonarne aparaty telefoniczne wystarczały. Dzisiaj posiadanie telefonu komórkowego jest przewartościowane. Komórka, łącznik ze światem lub swego rodzaju nadajnik lokalizacyjny, ułatwia załatwienie wielu spraw, jednak natarczywie wpływa na całe życie. To swoistego rodzaju kontroler. Noszenie przy sobie telefonu komórkowego, to jak chodzenie w butach. Telefony tak silnie uzależniły ludzi, że noszenie komórek stało się normalne nawet u kilkuletnich dzieci. Ciągle rosnącego zainteresowania tym sektorem usług nie obniżają, nawet niepokojące doniesienia naukowe o szkodliwym wpływie komórek na zdrowie i rozwój. Spróbuj wyłączyć telefon na parę godzin, przekonasz się, jak bardzo go potrzebujesz.

Ludzie

Mało jest takich osób, które potrafią lub chcą żyć samotnie. Wpisana w naturę ludzką potrzeba stadnego życia, jest czymś naturalnym, jednocześnie uzależniającym od drugiego człowieka. Możemy czasem mieć dosyć otoczenia, uciekać od niego i próbować złapać oddech. Ale nie zmienia to faktu, że zmiana jednego otoczenia na inne nie jest faktyczną rezygnacją z kontaktów z innymi ludźmi. To tylko zmiana jednych, na drugich. A jak bardzo jest potrzebny drugi człowiek, łatwo się przekonać podczas przechodzenia choroby, ograniczonych możliwości ruchowych, w potrzebie zwykłego wygadania się lub w czasie, długiej samotności. Człowiek do człowieka lgnie, - to samo życie.

Praca

To ona pośrednio pozwala na zaspokojenie podstawowych potrzeb fizjologicznych i środków koniecznych do normalnego funkcjonowania. Dając pieniądze. Dlatego wypracowując określone środki pieniężne, tym samym określamy komfort życia. Możemy zaspokajać inne potrzeby, mniej lub bardziej zbędne. To praca daje możliwość rozwoju zawodowego, tym samym pozwala kształcić zdobyte umiejętności i umacniać pozycję w „stadzie”, - budowanie pozycji zawodowej wymaga siły charakteru i wyrzeczeń. Praca kieruje całym życiem. Nadaje mu płynność. Ale jest też niebezpieczna, ponieważ płynące z niej korzyści i satysfakcja często wypierają wyższą pozycję sfery życia prywatnego. Rodziny, przyjaciół. Moja praca, mój dom, - to też Twoje powiedzenie?

Czułość

Potrzeba przebywania z drugim człowiekiem, budzi potrzebę dotyku, czułości. Tylko one dają poczucie bezpieczeństwa, jakiego szuka chyba każdy. Przytulamy, wtulamy się w bliskie nam osoby, bo potrzebujemy ich ciepła, ich czułego dotyku. Czułość tak silnie wpływa na postrzeganie rzeczywistości, że czasem aż radykalnie zmienia jej faktyczny odbiór. Jej brak wzbudza przygnębienie i sprawia, że ludzie nie są szczęśliwi. O tym, że dotyk jest jedyną rzeczą dającą równowagę i kojącą stany ludzkiego niepokoju, jest jego potrzeba w sytuacjach nie tylko błahych, ale tak zupełnie normalnych, a jednocześnie trudnych, jak umieranie. Gasnący człowiek, najbardziej potrzebuje dotyku, czułości innego człowieka. Wtedy odchodzi spokojnie.

Adrenalina

Poszukiwanie nowych źródeł fascynacji to cecha ostatnich pokoleń. Ciągle mało i mało. Zmysły otępione mnogością udogodnień, doznań, nie zadowalają się tylko tym, co powszechne, tradycyjne, zwykłe. Chęć wspięcia się ponad to, co przyziemne popycha do wielu niebezpiecznych trendów. Nie trudno o poszukiwaczy wrażeń eksperymentujących nowe „sporty”. Skoki na bungee, z samolotów, wspinaczka, narciarstwo wysokogórskie itp. to smak adrenaliny, bez którego trudno żyć. Niestety jej poszukiwanie ma też swoje ciemne strony, nie tylko z racji zagrożenia życia własnego, ale pod kątem wzrostu przemocy wobec innych, bo wiele osób adrenalinę odnajduje w sianiu krzywdy i w łamaniu prawa.

Rodzice i dzieci

Rodzice nie wyobrażają sobie życia bez swoich dzieci. W gorszym układzie, to dzieci nie wyobrażają sobie życia bez rodziców. Trzymając się dziecięcych przedziałów wiekowych nie ma w tym nic nietypowego. Jednak zależność dorosłych dzieci od ich rodziców, nieustanne szukanie ich aprobaty i kierowanie się wskazówkami, uzależnia, tak silnie, że z dorosłego dziecka może uczynić życiową „kalekę”. Pytać bardziej doświadczonych życiowo rodziców o zdanie, radę to nie grzech, ale układać dobrowolnie całe życie zgodnie z ich wytycznymi lub oczekiwaniami, z braku własnej inicjatywy, to klęska. A Ty często radzisz się rodziców w błahych sprawach?

Internet

Najbardziej władczy wynalazek minionego wieku. Umożliwia szybki, łatwy, prosty dostęp do wielu informacji z całego świata. Jest doskonałym narzędziem do rozrywki. Ułatwia nawiązywanie kontaktów międzyludzkich, a raczej międzysieciowych. Jest narzędziem pracy, ale też narzędziem zbrodni. Bawi i uczy. Daje poczucie nieograniczonej swobody. Ale niekontrolowany dostęp do niego powoli ogranicza właściwe postrzeganie rzeczywistości. Jak długo siedzisz przy komputerze? Potrafisz wytrzymać choćby jeden dzień bez sprawdzenia poczty elektronicznej lub najnowszych newsów?

Seks

Sam w sobie, jako proces przyjemny, nie zawsze łatwy, ale pobudzający wiele zmysłów, poprawiający kondycję organizmu, daje czystą rozkosz, - uzależnia. Raz zasmakowany owoc, nie pozwala już od siebie odpocząć. I choć częstotliwość uprawiania seksu jest bardzo zróżnicowana, to bez niego nie łatwo jest żyć. Ma on nie tylko pozytywny wpływ na fizyczność, ale doskonale wpływa na stan psychiczny. To olbrzymi ładunek optymizmu i skuteczny środek rozładowujący napięcie. I jak tu się nie kochać?

Cóż słowo się rzekło. Życie uzależnia nas od swoich jasnych i tych ciemniejszych stron. Czy to oznacza, że mimo tradycyjnych nałogów, nadajemy się na odwyk, bo uzależniło nas samo życie? Ten owszem czeka nas, ale dopiero po śmierci. Póki, co może, zatem cieszmy się tymi „niewinnymi” uzależnieniami, bo to dzięki nim, wiemy, jak smakuje prawdziwe życie.

Posted in PoradyComments (0)

Era markowych dzieci

Tags: , , , , , ,

Era markowych dzieci


era_marek

Markowe dzieci

Co to za siła, która decyduje o codziennych rodzicielskich wyborach od zakupu kaszki na mleku począwszy, a skończywszy na wyborze zasłon do pokoju dziecięcego? To Moda kochani Rodzice. MO - DA.

Gdy w rodzinie na świat przychodzi dziecko, panuje radosna, świąteczna wręcz atmosfera. Ale to nie wystarczy by maluchowi zapewnić wszystko to, czego potrzebuje. Wraz z jego narodzinami powstaje całe morze potrzeb dla tego małego człowieka. Sama miłość, czuła troska i dbałość o bezpieczeństwo malucha nie wystarczają, jeśli przy tym nie ma podstawowych środków do codziennego bytu. Mowa tu o butach, ubraniach i wszystkich niezbędnych akcesoriach dla malucha. I ten stan pozostaje już tak na długi czas. Tyle, że wraz ze wzrostem dziecka, niektóre z jego materialnych potrzeb zmieniają się, a inne zawsze pozostają te same. Nie zawsze jednak rodzice i dzieci tej powierzchownej materialności poświęcają tyle uwagi, na ile ona naprawdę zasługuje.

Spojrzenie wstecz

Przed laty, gdy rodziło się dziecko, zupełnie naturalną sprawą było przekazywanie używanych bucików, ubrań, wanienek, kocyków, wózków, łóżeczek i całej armii pozostałych akcesoriów dziecięcych świeżo upieczonym rodzicom. Takie wsparcie zawsze było dobrze odbierane i raczej nikt, nie rezygnował z tego rodzaju, jeśli nie nazwijmy to „pomocy”, to zwykłego ułatwienia startu, rozpoczynającego się nowego etapu w życiu rodziny. Etapu, w którym pierwsze skrzypce będzie przed rodzicami zawsze grało dziecko. Wręcz domagano się, pytano, czy używane rzeczy dla dziecka ktoś ma na przysłowiowym „zbyciu”. Ubieranie dziecka w ubrania, w których wcześniej chodziły jego dwie starsze kuzynki nie było powodem do odczuwania wstydu. I dla rodziców i dla samego dziecka. Dzieci w wieku kilku lat nie przywiązywały dużej wagi do wierzchniej odzieży. A starsze, chodzące do szkół, na co dzień zakładały szkolne mundurki, „szkolne chałaty”. Chałat szkolny, w ciemnym kolorze z białym lub ciemnym kołnierzykiem i najważniejszym elementem, czyli szkolną tarczą, był doskonałym uniformem. Zwykły kawałek materiału, a jednak spełniał swoją ważną funkcję, nikogo nie wyróżniał.

Jesteśmy dźwignią handlu

Jak jest teraz? Ktoś powie, czasy się zmieniły, jest inaczej, bo musi być inaczej. To prawda, że dzisiejsza polityczna rzeczywistość jest totalnie odmieniona, inne są tym samym realia codziennego życia. Ale czy to wystarczy, jako usprawiedliwienie, czemu od najmłodszych lat dzieci mają wpajaną „niedobrą” pewność siebie i zmysł segregowania ludzi pod kątem ich wyglądu czy stroju? A proces ten zaczyna się już od kołyski. Mało jest rodziców korzystających z używanych wyprawek, używanych rzeczy dla dzieci starszych. Maluch od pierwszych miesięcy życia musi mieć nowe, pachnące wyposażenie i nowe ubranka. Aby zapewnić dziecku najwyższy komfort nie tylko mowa o ciuszkach czy zabawkach, rodzice wydają krocie na projektowanie wyposażenia pokoi dziecięcych i tracą te same krocie w markowych butikach lub sklepach on line z odzieżą tylko dla „modnych” maluchów. Rosnące dziecko na każdym kroku ma wpajane, że tylko to, co n o w e, jest dobre. Jest ładne i w sam raz dla niego. A przecież ono chce być, ładne, tak, jak ładni chcą być jego rodzice i rówieśnicy. Ładni i modni. Im dzieci starsze tym więcej zaczynają rozumieć. Czy wiele trzeba, aby usłyszeć z ust choćby kilkulatka Mamo, nie będę się bawić z tamtą dziewczynką, bo ona nie ma „ładne” sukienki i mama ją „brzydko” ubiera. Ona jest głupia.

Tabu

Coraz mniej w przedszkolach i szkołach, na ulicach dzieci kolorowych, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Dzieci ubranych w żółto, zielono czerwono, fioletowe sweterki, jaskrawo zielone spodnie i czerwone buciki. Jeśli rodzice zapewniają dzieciom odzież używaną i nie mają środków na zakup nowych butów, źle jest to postrzegane nie tylko przez rówieśników tych dzieci, ale też przez ich rodziców. „Są gorsi”. A jeśli bieda nie zmusza do tego, aby korzystać z tego, co po prostu jest, co się dostanie lub kupi za parę groszy dla dzieci, to jak się okazuje rodzice w dobrych sytuacjach finansowych, nie rezygnują z zakupów używanych rzeczy dla dzieci czy też tych darowanych. Jednak w takich okolicznościach, raczej mało, kto się do tego przyznaje. Jeśli już, to tłumaczy się, że to okazyjna sprawa. Bo przecież trochę wstydliwe, jest mówienie, że własne dziecko ubiera się w używane rzeczy i nie kupuje mu samych „filmówek”? Niby, nikogo nie powinno to interesować, a jednak.

Mała stara

Patrząc na współczesne dzieci zauważa się dziwne zjawisko, one coraz mniej przypominają siebie, - dzieci. Bardziej przypominają chodzących dorosłych, takie „małe stare” dzieci. Markowo ubrane i eleganckie. Zawsze w modnych strojach, o gustownie dobranej kolorystyce. Nawet niemowlaki ubierane są albo w różowe, albo w niebieskie, ciemnozielone lub granatowe kreacje. Istotną rolę odgrywa czasem kolor skarpetek lub śliniaka. Zawsze musi być dopasowany do reszty. A rodzice opętani trendami i dbałością o wierzchnie potrzeby swoich pociech, są idealnymi klasycznymi klientami, którym nawet kota w worku, można sprzedać, byle był „rasowy”. Tylko kto na tym najbardziej traci?

Dzieci gorsze, bo gorzej ubrane

Dochody w polskich rodzinach są bardzo zróżnicowane, od skrajnej biedy począwszy do przesytu finansowego, który nie pozwala odczuwać dyskomfortu koniecznego dokonywania, codziennych trudnych wyborów. Bezpieczeństwo finansowe w prostej linii przekłada się na to, co można faktycznie zapewnić dziecku. A zapewnić chce się zawsze wiele. Bez względu na sytuację finansową. To normalna chęć każdego rodzica. Jednak niekiedy nie ma tak naprawdę tak szerokiej skali możliwości. Stąd dzieci „gorzej” ubrane są „powszednim zjawiskiem” w przedszkolach i w szkołach. Nawet, a realnie, rzecz ujmując, zwłaszcza w czasie wolnym spędzanym z rodzicami. Jak reagują na nie rówieśnicy? Czerpiąc z samego źródła, z codziennych obserwacji zachowań dorosłych – rodziców, modne dzieci wiedzą, że gorzej ubrany rówieśnik, nie jest dobrym kompanem do wspólnej zabawy. Taki kolega, koleżanka, która nie chodzi „ładnie” ubrana, nie ma markowej odzieży, butów, nie nosi markowego plecaka i nie ma zabawek z reklam, nie jest dobrze postrzegana. Albo głupia, albo z patologicznej rodziny. Co najwyżej dziecko takie zostać uczestnikiem zabawy z rówieśnikami wcielając się chcąc czy nie w postać ofiary losu, której można nawtykać, szykanować przy byle okazji i pośmiać się. Czy takie pojmowanie prawdziwej wartości człowieka może prowadzić daleko? Co najwyżej do przemocy, która makabrycznie sieje żniwo pośród dzieci. Coraz więcej w polskich rodzinach „dobrze” ubranych dzieci, - markowych potworów, przed którymi przyszłość stoi otworem. Jak te dzieci wypełnią swoje jeszcze puste, niezapisane karty?

Potrzeba świadomości rodziców

Uleganie panującym trendom odzieżowym czy obyczajowym nie jest złe samo w sobie, tylko wtedy, gdy nie zaburza podstawowych wartości rozumowania dobra i zła. Nie wpływa na poszanowanie godności drugiego człowieka. A dziecku nie odbiera prawdziwego dzieciństwa. Być może my dorośli o tym wiemy, choć pewnie często o tym, zapominamy. Ale nie możemy zapominać, - nie dla siebie, ale dla naszych dzieci. Nie przedszkole, nie szkoła, wpoi naszej pociesze, co dobre, a co złe. Co najwyżej wartości te, takie instytucje mogą tylko utrwalić. Dziecko musi wiedzieć, że nie wartość pieniądza i to, co za niego można kupić, decyduje o wartości drugiego człowieka, a o tym przesądza jego dobro.

Posted in RodzinaComments (0)

Szczepionki H1N1 Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Na kogo zagłosujesz?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Czerwiec 2010
P W Ś C P S N
« maj    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930