Tag Archive | "moda"

Italia, odwieczna królowa mody

Tags: , , ,

Italia, odwieczna królowa mody


Gdy mowa o modzie, to zwyczajowo myśli się o Włoszech. Mediolan, Rzym, Florencja, to prawdziwe stolice mody. Oczywiście jest Paryż, Londyn, Nowy Jork. Ale to Italia zwycięża we wszystkich rankingach. Uczonym udało się wyjaśnić, dlaczego tak sprawy się mają.
kroolowa-modyDlaczego włoskie luksusowe marki są najbardziej rozpoznawalne w świecie? Dlaczego odzież z metką Armani, Versace, Prada, Valentino, czy Cavalli stanowi obiekt pożądania w Tokio, Rio, czy Warszawie? Ten najwyższy status włoskich marek, to nie przypadek, bo stoi za nim tradycja liczona w tysiącleciach. Potwierdzają to wyniki badań ekspertów z Reiss-Engelhorn Museum w Mannheim.
Jak 19 sierpnia 2011 r. podała agencja DPA, niemieccy uczeni przebadali fragmenty starorzymskich tkanin odkrytych w ruinach starożytnego fortu Vindolanda w Anglii.
Strzępki materiałów sprzed 2 tys. lat zachowały się zakonserwowane w torfie. Wg uczonych z Mannheim, starorzymskie tkaniny miały zaskakująco wysoką jakość.
- Bardzo profesjonalna produkcja w starożytnym Rzymie pozwalała osiągać wysoką jakość tkanin - wyjaśnia niemiecka archeolog, dr Annette Schieck. - Jakość była tak dobra, że rzymska odzież sprzed 2 tysięcy lat odkrywana w grobowcach na pustyniach Egiptu i Syrii nadal zachowywała elastyczność. Dowodem tej jakości jest fakt, że jeszcze w XVIII w. biedni egipscy rolnicy plądrowali starorzymskie groby, by rabować z nich stroje, które potem nosili.
Porównując wyniki swych badań z analizami innych ośrodków, niemieccy eksperci stwierdzili, że w starożytnym Rzymie istniał przemysł tekstylny produkujący odzież dla wszystkich klas społecznych. Biedni tamtej epoki kupowali odpowiedniki dzisiejszych tanich produktów z supermarketów oraz podróbki. Bogacze, tak jak i dziś, wpływali na modę, nosząc luksusową odzież, głównie z wełny czesankowej i jedwabiu importowanego z Chin.
Uwagę z zwraca nie tylko ilość i jakość produkcji odzieży w starożytnym Rzymie. Okazuje się, że 2 tys. lat temu Italia też miała swych  Armanich i Versace. Badania dr Sylvii Mitschke z Museum Central w Mainz wykazały, że na luksusowych starorzymskich tunikach znajdowało się logo producenta. W Rzymie, Mediolanie, czy Florencji marka była ważna już 20 wieków temu!
Przy okazji ustalono, że stroje z epoki starożytnego Rzymu ukazywane w filmach to czysta fantazja. Rzymscy legioniści nie nosili czerwonych płaszczy, tylko praktyczną na polu walki odzież utrzymaną w tzw. barwach ziemi.
- Kolor czerwony był dla kobiet - wyjaśnia dr Schieck. - Zamożne panie nosiły niebotycznie drogie sukienki i płaszcze barwione w Libanie wydzieliną morskich ślimaków. Ten barwnik dawał intensywny kolor i był trwały. Kobiety z biednych rodzin też czasem fundowały sobie pozory luksusu, tyle że były to tanie podróbki, które puszczały kolor.
Rynek mody liczy więc w Italii nie mniej, niż 2 tysiąclecia. A najwyższa w świecie pozycja włoskich marek, to konsekwencja odzieżowej tradycji sięgającej korzeniami imperium rzymskiego.

Tadeusz Oszubski

Posted in CiekawostkiComments (0)

Do przedszkola na obcasach

Tags: , ,

Do przedszkola na obcasach


kindergardenTo, jak ubieramy dziecko, jest nie tylko kwestią smaku, lecz również wyrazem naszych przekonań o roli i znaczeniu dzieciństwa. Gdy wciskamy stopy dziewczynki w dorosłe buty, chcemy na siłę – dla żartu, dla szpanu albo ulegając dziecięcym namowom – zrobić z niej osobę dorosłą. Bez względu na motywację skutki tej nieodpowiedzialności mogą być groźne.
suri-cruise-high-heels-beac__opt
Przed kilkoma tygodniami nowe zdjęcia Suri Cruise, córki Toma Cruise’a i Katie Holmes, w bucikach na obcasach, wywołały falę komentarzy. Dziewczynka ma dopiero pięć lat, ale już dwa lata temu pojawiła się w obuwiu na podwyższonym obcasie. Dla jednych stała się ikoną mody, lecz prezentowany przez nią hollywoodzki styl zdawał się przynależeć do kultury za oceanem i mało kto sądził, że może przyjąć się w Europie.
A jednak dziś na półki sklepów obuwniczych w Hiszpanii trafiają całe serie butów dla dziewczynek z podwyższonymi obcasami. Już począwszy od numeru 26 – który zazwyczaj noszą czterolatki – buciki wzorowane są na modzie dla dorosłych, choć pięta nie uniesie się wysoko – obcas mierzy tylko parę centymetrów. Osoby z branży obuwniczej zapewniają, że nie mamy jeszcze do czynienia z boomem na takie produkty, lecz niewątpliwie modele z obcasikiem dobrze się sprzedają. Badania rynkowe wykazują, że rodzice nie zamierzają ubierać w nie dzieci na co dzień, lecz zarezerwują je na specjalne okazje – na przykład na przyjęcia.
Pięcioletnia dziewczynka ubrana jak 30-latka? Na słynnym obrazie Velazqueza „Panny dworskie” (Las Meninas na zdjęciu po prawej) infantkavelazquezmeninas Margarita nosi w zasadzie taki sam strój jak jej nianie. Ma na sobie suknię z gorsetem, bufiastymi rękawami i obszerną spódnicą z nadającej jej objętości stelażem, która w przypadku dorosłych kobiet często miała za zadanie skrywać niechcianą ciążę. (…) Aż do XIX wieku moda dla dzieci w zasadzie nie istniała, bo nawet samemu pojęciu „dzieciństwa” nie poświęcano zbyt wiele uwagi.
Dzieci uważano za obywateli drugiej kategorii, którym nie należą się specjalne względy. Dlatego stroje dla nich mogły być co najwyżej miniaturową kopią modeli dla dorosłych – mówi Dolors Giró, szefowa wydziału mody w Wyższej Szkole Wzornictwa (ESDI). W średniowieczu chłopi ubierali się, w co mogli, a ich potomkowie musieli zadowolić się zgrzebną koszulą sięgającą do kolan. Synowie i córki notabli ubierali się na wzór rodziców – strój podkreślał ich wysoki status społeczny. Patrząc z tego punktu widzenia pojawienie się obcasów w bucikach dla dziewczynek oznacza krok wstecz: tak jak przed wiekami dzieci znów muszą wkładać stroje stworzone z myślą o ich rodzicach, choć nie uwzględniają one potrzeb najmłodszych.
Dzisiejsza dyskusja na temat dziecięcej mody jest z pewnością czymś więcej niż sporem o obcasy. Valentin Martinez-Otero, doktor psychologii i pedagogiki oraz wykładowca z madryckiego Uniwersytetu Computense zaznacza, że imperatywem powinno być zapewnienie najmłodszym szkoły życia, „w której mogą rozwijać się i dojrzewać pod każdym względem”. Niestety „wymuszone i zbyt szybkie tempo dorastania pozbawia dzieci poczucia bezpieczeństwa i pcha je w kierunku fałszywej dojrzałości”. To, jaki użytek zrobi rodzic z oferty sklepów obuwniczych dla dzieci, zależy w zasadzie tylko od niego. Hiszpański badacz uważa, że szkodę wyrządza się dopiero wtedy, gdy narzucanie dorosłości jest nachalne, intensywne i długotrwałe. Innymi słowy nie ma problemu, jeśli wystroimy naszą córkę w obcasy z jakiejś specjalnej okazji.
kindergarden-fesrtMartinez-Otero ostrzega przed modelami narzucanymi przez telewizję, które umniejszają rangę tradycyjnej edukacji, za to przydają wagi kwestiom związanym z wyglądem, z ciałem. (…) Elena Simon, pisarka i specjalistka w zakresie studiów genderowych i koedukacji zwraca uwagę na niepokojące zjawiska prezentowane w niektórych serialach: zupełnie małe dziewczynki uczy się, że ich podstawowym dążeniem powinno być dbanie o swój zewnętrzny wizerunek. I tak oglądając telewizję dzieci dowiadują się, że sukces związany jest z podobaniem się płci przeciwnej, a stąd już tylko krok do modelu społeczeństwa patriarchalnego. Tendencja seksualizacji dzieci, z którą już od paru lat zmagają się Brytyjczycy, przenosi się do Europy kontynentalnej.
Hiszpański psycholog apeluje do rodziców, by działali z poczuciem odpowiedzialności. (…) I zwraca uwagę na seksizm, jaki nadal panuje w wychowaniu. A Elena Simón podkreśla wartość koedukacji – idea ta jej zdaniem została zepchnięta do defensywy – gdyż tylko dzięki niej można będzie zaprowadzić prawdziwą równość między płciami. Koedukacji, która rozprawi się z modelem „niebieskie ubranka dla niego, różowe dla niej”. W przygotowanym niedawno w Hiszpanii raporcie eksperci przestrzegają przed „ryzykiem erotyzacji” dzieciństwa, poświęcaniu nadmiernej uwagi wyglądowi zewnętrznemu najmłodszych, choć dbałość o wizerunek była dotąd cechą nastolatków.
A co o obcasach na dziecięcych nóżkach sądzą ortopedzi? Stopy dzieci są w fazie rozwijania się, dlatego są bardzo wrażliwe, więc jeśli przez dłuższy czas będą narażone na niewłaściwe obuwie, z pewnością się zdeformują. Tak twierdzi Elena de Planell, podolog (specjalista od chorób stóp) i wykładowca na uniwersytecie w Barcelonie. Z powodu uniesionej pięty w butach na wysokim obcasie dochodzi do skrócenia stopy, która następnie, przy próbie rozprostowania, może dziecko boleć. Z czasem, przy częstym noszeniu obcasów, u dziewczynek mogą pojawić halluksy i uszkodzenia torebki stawowej, czy wiązadeł. Najważniejsze jest to, by obuwie z obcasem nie stało się elementem mody codziennej. Nic się nie stanie, jeżeli dziecko wystroi się w nie na specjalną okazję.

Cristina Sen, Maite Gutiérrez

Posted in Różne, W numerzeComments (0)

Magia wysokich obcasów

Tags: , , ,

Magia wysokich obcasów


Sprawiają, że wyglądamy inaczej. Co to znaczy? Ano to, że nie możemy przejść ulicą, niezauważone. Nawet, jeśli nie możemy się zaliczać do grona szczupłych czy urodziwych kobiet, założone pantofelki na wysokim obcasie, dosłownie czynią cuda. Tylko, że taki efekt sporo kosztuje. A najwięcej płacimy za niego tracąc zdrowie.

Od kiedy obcasy urzekają?

bardzo-wygodne-obcasyJuż w XVI wieku kobiety poznały magiczną moc butów na wysokim obcasie. Magiczną w dosłownym tego słowa znaczeniu. Wierzono, że rzemieślnicy, którzy je wytwarzali to osoby posiadające wielkie moce. W tamtych czasach trudno się było dziwić takiemu wierzeniu, skoro kobiety paradujące w pantofelkach na wysokim obcasie stąpały po ziemi jak w czasie jakichś czarodziejskich pląsów. Skąd pojawił się pomysł na buty dla kobiet z wysokim obcasem? Jak zwykle matką wynalazku okazała się potrzeba. W tym wypadku pierwszym krokiem do zawojowania nie tylko męskich serc, ale i warsztatów rzemieślniczych. Prowoderką była niska i nie grzesząca urodą Katarzyna Medycejska, która za wszelką cenę próbowała usidlić króla Francji, Henryka II. I tak na jej prośbę rzemieślnicy z Florencji sprawili dla niej pierwsze w historii pantofelki na wysokim obcasie. Jak donoszą źródła historyczne, gdy na balu we wrześniu 1533 roku, który odbywał się w posiadłości króla Henryka II, pojawiła się Katarzyna Medycejska wszyscy wiedzieli, że do tej pory nikt nie znał kobiety poruszającej się tak uwodzicielsko. Dopięła swego, bo w niedługim czasie została żoną francuskiego króla. Co dalej się działo z tymi magicznymi obcasami? Stały się krzykiem mody, niestety tylko dla najbogatszych, bo ich cena nie była do przebicia dla zwykłych ludzi. Co ciekawe w tym czasie w butach na wysokim obcasie nie chodziły tylko same kobiety, a także mężczyźni. Teraz pewnie woleliby nie wspominać tamtego okresu, kiedy to ich samczy przodkowie paradowali w pantoflach na wysokim obcasie. Ale jak to z modą bywa lubi się często i gęsto zmieniać. Tak samo wtedy, takie obuwie, zwyczajnie przestało być modne.  Za jakiś czas zapomniane obcasy powróciły w szalonym zawrocie głowy. A było to w latach dwudziestych XX wieku. Dlaczego szaleńczym zawrocie głowy? Bo po raz pierwszy obcasy udało się zwęzić do grubości takich, jakie spotykamy w dzisiejszych szpilkach. I cud ten stał się znowu za sprawą włoskich szewców. Po tym przełomowym momencie szpilki nie były już tylko butami dla zamożnych, stały się dostępne dla wszystkich, bez względu na status społeczny.

Dlaczego zakładamy buty na wysokim obcasie?

Powodów, dla których zakładamy buty na wysokim obcasie jest kilka. Gdybyśmy zapytali przypadkowe kobiety o częstotliwość chodzenia w szpilkach, pewnie najczęściej usłyszelibyśmy z ust ankietowanych, że takie buty zakłada się tylko na wielkie wyjścia. Czemu? Bo nie należą do tych najwygodniejszych. Wszystkie pozostałe powody zakładania butów z wysokim obcasem skupiają się wokół jednej kwestii – dodania sobie atrakcyjności.
• Wysmuklają sylwetkę i dodają pewności siebie
Chyba żadna z nas nie zaprzeczy, że w butach na wysokim obcasie czuje się o wiele bardziej pewnie. Oczywiście o ile posiadłyśmy już umiejętność poruszania się na nich. Ale, aby w pełni poczuć się dobrze i pewnie w takim obuwiu, trzeba trochę poćwiczyć. Niestety nie każda z nas ma wrodzoną łatwość paradowania w pantofelkach na wysokim obcasie. A ciągle dla dużej części kobiet jest to spory problem. Bo jeśli zdajemy sobie sprawę z tego, że nasz chód jest raczej pokraczny niż interesujący, to buty nie pomogą nam w nabraniu większej pewności siebie. Wręcz przeciwnie. Ale jeśli już posiądziemy umiejętność swobodnego, wręcz naturalnego poruszania się w butach na wysokim obcasie to nie inaczej, jak sprawimy, że nasze ciało stanie się bardziej smuklejsze, a przy tym bardziej napięte i zgrabne. Nogi wydłużą się i będą czarować otoczenie, wyraźnie zaznaczonymi mięśniami łydek.
• Dodają centymetrów
Najczęściej to niskie panie zakładają buty na wysokim obcasie. Od kiedy pamiętają, wydaje im się ,że natura poskąpiła im wzrostu typowego dla modelek paradujących na światowych wybiegach i szukają jakiejś alternatywy. A wysoki obcas, jest w stanie nadrobić nawet duże różnice. Niskie kobiety w takich butach czują znacznie lepiej. Zwłaszcza, jeśli mają partnera, który dosłownie patrzy na nie z góry …
• Przyciągają męskie spojrzenia
Przechodząca obok mężczyzny kobieta, lekko chwiejąca biodrami, - jak w tańcu, stąpając niczym po wodzie, swoimi długimi nogami odzianymi w niesamowite szpilki, nie może być niezauważona przez żadnego faceta. Wysoki obcas sprawia, że jesteśmy piękniejsze. A faceci to wzrokowcy, którzy ciągle błądzą swoimi oczami w poszukiwaniu pięknych kibici kołyszących się w rytm delikatnego chodu, pełnego seksapilu.
• Dla orgazmu wszystko?
Tym razem to nie żadna bajka. Po przeprowadzeniu badań naukowych udowodniono, że chodzenie w butach na wysokim obcasie poprawia, jakość naszego życia seksualnego. A konkretnie nam kobietom, pomaga w osiąganiu orgazmu. I wcale nie za sprawą większego poczucia pewności, jaki dodaje nam zakładanie szpilek. Dzieje się tak, gdyż częste, systematyczne chodzenie w butach na wysokim obcasie wpływa pozytywnie na mięśnie znajdujące się w miednicy. W ten sposób są one lepiej ukształtowane, a odpowiadając za osiąganie przez nas szczytowania, będąc w lepszej formie, pozwalają na szybsze i intensywniejsze odczuwanie rozkoszy.
• Obuwniczy fetyszyzm
Niektórych facetów nic tak nie kręci jak, kobiece szpilki. Czarne lub czerwone z długim szpiczastym obcasem rozpalają do czerwoności wszystkie męskie zmysły. Ale bez szpilek fetyszyści obuwia raczej nie mają możliwości osiągnięcia satysfakcji z seksu. Niestety jak każda inna forma fetyszyzmu, nie pozwala ona osiągnąć zadowolenia w łóżku bez obecności konkretnego dla wybranego przypadku elementu zwanego fetyszem. A w tym wypadku bez damskich pantofelków z baaardzo długim obcasem.  Jeśli partnerka nie ma na sobie kuszących szpilek, które świadczą o jej dominacji nad partnerem, on sam nie ma gwarancji na satysfakcję ze zbliżenia.

Co na to nasze zdrowie?

No właśnie, przyjemność, przyjemnością, tylko, co na to specjaliści od naszego zdrowia? Lekarze zdecydowanie odradzają chodzenie w butach na wysokim obcasie, zwłaszcza, jeśli są to szpilki. Czy chodzenie w szpilkach sprawia nam pewne, powiedzmy sobie szczerze trudności, czy też czujemy się w nich, jak przysłowiowa ryba w wodzie, zawsze zbyt wysokie obcasy, czyli te wyższe od 4 - 5 cm niekorzystnie wpływają na nasze zdrowie. Czemu? Dlatego, że chodząc w szpilkach nasze ciało układa się w nienaturalnej pozycji, która powoduje, że ciężar ciała rozkłada się nieprawidłowo. Negatywne skutki dotykają różnych partii naszego ciała.
• Szyja i kręgosłup
Lędźwiowa część kręgosłupa za bardzo wygina się do przodu, jest zbyt obciążona, przez co z czasem mogą pojawiać się jego schorzenia. Natomiast mięśnie szyi są zbyt mocno napięte, co powoduje bolesność.
• Śródstopie
Ta część ciała cierpi najbardziej. To na niej właśnie opiera się największy ciężar w czasie chodzenia w szpilkach. Chyba nie trzeba tego specjalnie tłumaczyć żadnej kobiecie, która po całym dniu spędzonym w butach na wysokich obcasach wieczorem po ich zdjęciu odczuwa potworny ból środkowej części stopy. Gdy często zakładamy buty na wysokim obcasie i wieczorami borykamy się z bolesnością w śródstopiu, nie bądźmy wielce zdziwione, gdy wraz z mijającym czasem kości naszego śródstopia ulegną drobnych deformacjom. Nierzadko bardzo bolesnym.
• Palce i pięty
Zbyt mocno ściśnięte i obciążone palce, zwłaszcza duże palce u stóp tym samym narażone są na zniekształcenia, które noszą nieprzyjemną nazwę haluksów. Do tego krążenie krwi w palcach jest znacznie utrudnione. Pięty mogą nas po zdjęciu butów z wysokim obcasem uraczyć silnym skurczem, spowodowanym przez zbyt silne napięcie ścięgna Achillesa.
• Łydki
Ich bolesność także wywołana jest długim i stałym napięciem mięśni podczas chodzenia w szpilkach.

Chodzić czy nie chodzić?

Ile kobiet, tyle opinii. Jedne bez wysokich obcasów żyć nie mogą. Chadzają w nich do pracy dzień w dzień. Inne zakładając je tylko od święta przechodzą wtedy straszne katusze, ale cieszą się swoimi wielkimi wejściami. Jeszcze inne biegają w szpilkach biorąc udział w organizowanych okazyjnie zawodach. A znajdą się i takie, które w ogóle nie zakładają butów z wysokim obcasem, bo ważniejsze jest dla nich zdrowie. Jednak zanim ktoś popadnie w przesadę, warto się zastanowić na ile nasz codzienny tryb życia pozwala nam na chadzanie w takich butach. Jakie zwyczajnie mamy możliwości. Bo oprócz paradowania przed swoim partnerem w czasie łóżkowych igraszek, w szpilkach raczej trudno jest pchać wózek z dzieckiem lub co gorsza, biec za nim, gdy próbuje uciekać. Inaczej, gdy jesteśmy wolni i jedyną opiekę, jaką sprawujemy to, ta nad nami samymi. To jak często zakładamy takie buty, zależne jest od tego czy głównie stawiamy na wygodę, na dobre wrażenie czy na zdrowie. Ale nie zapominajmy, że wysokie obcasy to jedna z naszych kobiecych broni, która dodając nam kociego wdzięku potrafi zdziałać cuda. Nie warto z niej całkowicie rezygnować.

Posted in Porady, Zdrowie, Świat kobietComments (0)

Naśladownictwo niewskazane

Tags: , ,

Naśladownictwo niewskazane


brooke_shields

Eksperci ostrzegają, że publikowanie zdjęć wyretuszowanych aerograficznie celebrytek kształtuje w dzieciach niewłaściwe wyobrażenie o perfekcyjnym ludzkim ciele.

Efekt? Wiecznie odchudzające się 14-latki, które przed wyjściem do szkoły muszą zrobić sobie profesjonalny makijaż.

Opublikowany na początku listopada raport grupy naukowców w ramach kampanii przeciwko agresywnemu retuszowaniu fotografii ostrzega, że nienaturalne fotografie wpędzają nastolatki w depresję. – To oczywiste, że w większości zdjęć mody wykorzystuje się aerografię, zmieniając wygląd i kształt ciała – nogi są szczuplejsze, talie węższe, a piersi powiększone – przyznaje jedna z autorek badania, doktor Helga Dittmar z uniwersytetu w Sussex. – Nasze analizy wskazują, że ideał ludzkiego ciała proponowany w mediach rodzi niezadowolenie z własnego, co z kolei stanowi jeden z najpoważniejszych czynników ryzyka w szeregu zaburzeń żywnościowych. Chcemy mieć pewność, że uświadomi się dziewczynom, jak bardzo te ideały są nierealistyczne. Zależy nam też na tym, by gazety przestały zamieszczać zdjęcia osób o niezdrowej budowie ciała, bądź po operacjach plastycznych.

celebrities_without_makeup

Ankieta przeprowadzona na początku listopada przez organizację harcerską Girl Guiding UK wykazała, że odchudza się prawie połowa dziewcząt w wieku od 11 do 16 lat. Ujawniła także, że 12 proc. dziewczynek myśli o nałożeniu opaski na żołądek, a 24 proc. rozważyłoby operację chirurgiczną. Na naszą prośbę dwie 14-latki, Jordan Dudley i Zoe Cummings, opowiedziały nam, jak dziś wygląda życie nastolatki, zaś ich mamy – Kelly i Justine – zdradziły, co o tym myślą.

“Bez makijażu czuję się naga”

Jordan już używa podkładu, różu, tuszu i kredki do oczu – wykonuje makijaż zawsze przed wyjściem do szkoły. Poranne przygotowania zajmują jej ponad 90 minut. Zamyka się na ten czas w łazience i doskonali swój wygląd. Przyznaje, że stale myśli o swojej wadze i ma nadzieję, że po niedawnym zrzuceniu dzięki ćwiczeniom 12 kg uda jej się zejść do “idealnego” rozmiaru 10.

Jordan, mieszkanka Ashford w hrabstwie Kent, opowiada nam: – Od początku szkoły średniej mój plan poranka wygląda tak samo. Po śniadaniu przez około pół godziny układam włosy, by były idealnie proste, a potem siadam i przez kolejne pół godziny się maluję. Kiedyś spóźniałam się do szkoły, ale teraz dbam o to, żeby wstać odpowiednio wcześnie.

– Jeśli wyjdę z domu bez makijażu, czuję się naga i cały czas myślę o swoim wyglądzie – chyba uważam się za brzydką. Nie jestem za młoda na makijaż. Znam 10-letnie dziewczynki, które noszą tusz i podkład. To normalne. Rzeczywiście często patrzę w lustro, co irytuje moją mamę. Czasem włosy mi się potargają albo makijaż rozmaże, a tego naprawę nie lubię. Wpadam w panikę, jeśli przez jakiś czas nie widzę się w lustrze. To chyba nie tyle z powodu próżności, co świadomości własnego wyglądu.

Tematy rozmów Jordan i jej koleżanek krążą wokół chłopców, ubrań i idealnej wagi. Większość z nich próbowała się odchudzać i prawie wszystkie chcą być szczuplejsze. – Moja kumpela wciąż powtarza, że jest strasznie gruba, a nosi rozmiar 8. Ciągle próbuje spalić kalorie – mówi Jordan.

– Nie zdawałam sobie sprawy, że plakaty i reklamy w telewizji były korygowane aerograficznie. Zawsze myślałam, że modelki naprawdę tak wyglądają. Moim zdaniem to niepokojące, że zmienia się wygląd modelek, żeby wyglądały jeszcze szczuplej. Niektóre dziewczyny mogą sobie te zdjęcia wziąć do serca i pomyśleć, że taka chudość jest normalna.

Jordan zwraca baczną uwagę na wygląd celebrytek i ich sposób ubierania się. Najważniejszą ikoną stylu jest dla niej w tej chwili jurorka programu X Factor i gwiazda Girls Aloud Cheryl Cole. – Uważam, że Cheryl wygląda fajnie. Jest zawsze perfekcyjnie umalowana i ładnie się ubiera. Ale wydaje mi się, że prezentowałaby lepiej, gdyby była ciut grubsza. Mam wrażenie, że za każdym razem, gdy pojawia się w reklamie albo w telewizji, jest coraz szczuplejsza. Nie wiem dlaczego, ale kiedyś wyglądała lepiej.

– Nie staram się kopiować makijażu celebry tek – siostra mi tłumaczy, jak go kłaść. Ale uważam, że makijaż Cheryl jest ładny. Moim zdaniem Katie Price wygląda okropnie, a Victoria Beckham jest zdecydowanie za chuda – nie rozumiem, dlaczego najwyraźniej wszyscy uważają ją za piękność. Za to bardzo mi się podoba Beyonce. Jest śliczna, nosi fajne ubrania i zawsze dobrze wygląda.

31-letnia mama Jordan, Kelly, ma na ten temat swoje zdanie: – Szczerze mówiąc, nie martwię się makijażem – mówi. – Wszystkie dziewczyny w tym wieku są takie same, więc co mogę zrobić? Gdybym powiedziała córce: “Nie, nie możesz się malować”, zostałaby prawdopodobnie uznana za czarną owcę i byłaby szykanowana, bo nie jest taka jak wszyscy.

– Ucieszyłam się, że Jordan schudła w zdrowy sposób, ale w naszych czasach wywiera się za dużą presję na młode dziewczyny, żeby były szczupłe i miały “odpowiednią” wagę. Zaś stosowanie aerografii naprawdę mnie wkurza. Chociaż jestem mamą, też przeglądam pisma i myślę: “Chciałabym tak wyglądać”. Więc nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak musi czuć się Jordan, która łatwo ulega wpływom. Chciałabym, żeby zakazano aerografii. Przekazuje ona dzieciakom zły komunikat, bo mogą zapragnąć takiego ciała, jakie widać w piśmie, a ono jest nieosiągalne. To stawia dziewczyny pod zbyt wielką presją idealnego wyglądu.

“Chłopcy namawiają nas na operacje plastyczne”

14-letnia Zoe jest szczupła dzięki różnym zajęciom sportowym, ale to jej nie przeszkadza martwić się o swój rozmiar. Często myśli o tym, co je i unika lekcji pływania, bo uważa, że wygląda grubo w kostiumie kąpielowym. – Moje przyjaciółki i ja zawsze oglądamy reklamy mody i perfum na pierwszych stronach pism, bo modelki i celebrytki wyglądają tam niesamowicie. Bardzo byśmy chciały mieć takie włosy, makijaż albo figurę jak one, ale to jest przeważnie niemożliwe. Teraz zdaję sobie sprawę, że to z powodu aerografii.

– Jak oglądam pisma, czuję, że mam nadwagę. Wydaje mi się także, że część winy za to ponosi internet. Ciągle wyskakuje okienko z napisem “Schudnij 5,5 kilo w kilka tygodni”. Mam wtedy wrażenie, że też powinnam to zrobić.

Chociaż Zoe, mieszkanka Witney w hrabstwie Oxon, nie stosowała w praktyce żadnej diety, zwraca ogromną uwagę na to, co je. – Myślę o zawartości tłuszczu w pokarmie i staram się nie jeść za dużo – mówi. – Często biorę do ręki herbatnika, a potem się zastanawiam: “Czy na pewno powinnam go zjeść?”. Staram się liczyć kalorie, ale nie stosuję diety odchudzającej. Słyszałam natomiast o dziewczynach, które rezygnują z obiadów i nie jedzą w szkole.

Wpływ na to, jak Zoe wygląda i jak się ubiera, mają celebrytki. Dziewczyna uważa, że osobą wartą naśladowania jest superszczupła Paris Hilton. – Paris mi się podoba. Uważam, że ma bardzo dobre wyczucie stylu w ubiorze i zawsze wygląda dziewczęco i ładnie. Jest bardzo szczupła – czasem uważam, że nawet za bardzo – ale mam wrażenie, że to jej naturalna tusza. Za to moim zdaniem Victoria Beckham wygląda mizernie i jest za chuda. Naprawdę nie chciałabym wyglądać tak jak ona. Natomiast Cheryl Cole wygląda uroczo w X Factor. Widziałam skorygowane aerograficznie zdjęcie modelki Ralpha Laurena, Filippy Hamilton i to autentycznie mną wstrząsnęło: po retuszu wyglądała na chorą.

Zoe odczuwa także presję ze strony chłopców w swoim wieku. Oni również chcieliby, aby ich koleżanki wyglądały jak celebrytki. – Czepiają się mojego wyglądu i to jest jeden z powodów, dla których staram się malować i zachować figurę. Chłopcy mojej szkole pozwalają sobie na rozmaite uwagi. Mówią, że masz duży tyłek albo straszne ciuchy albo że powinnaś się zastanowić nad operacją, jak będziesz starsza. Wydaje mi się, że czasami oglądają modelki albo słynne dziewczyny, które im się podobają, a potem porównują je z nami. Ale nie zdają sobie sprawy, że zdjęcia, na które patrzą, są przeważnie nienaturalne.

Smutne jest także to, że już dzisiaj Zoe uważa dzieciństwo jak na miniony etap. – Rzeczywiście czuję presję, by wyglądać dojrzalej i zachowywać się jak osoba dorosła. Kiedy byłam mała, nikt mi nie mówił, że jestem za gruba czy za chuda albo że powinnam schudnąć. Nikt mi nie dokuczał. Czasem chciałabym móc cofnąć się w czasie do tamtych lat.

40-letnia mama Zoe, Justine komentuje to w ten sposób: – Próbuję wpajać córce, co jest dobre, a co złe, jeśli chodzi o wagę i rozmiar, ale ona czyta pisma o celebrytkach i tam tworzą się teraz standardy. Zoe wciąż chce być chudsza, chociaż już jest szczupła. To obrzydliwe, że celebrytki i modelki koryguje się aerografem, by wyglądały jeszcze szczuplej. Niektóre z tych zdjęć przedstawiają dziewczyny, wyglądające na poważnie chore, jako seksowne i atrakcyjne. To zły komunikat dla dzieci. Martwię się też, że Zoe dostanie zaburzeń odżywiania albo popadnie w depresję.

– Z powodu aerograficznie przetworzonych celebrytek moja córka chce schudnąć i czuje na sobie presję, by wyglądać idealnie. Pamiętam jak Zoe, oglądając kiedyś zdjęcie upiększonej w ten sposób skrajnie chudej modelki powiedziała, że chciałaby wyglądać tak jak ona. Wtedy pokazałam jej w internecie zdjęcia dziewczyn chorych na anoreksję. Miały takie same wymiary. Na ich ciele zarysowywały się sterczące kości i Zoe to zszokowało. Uważam, że to jedyna metoda, by uświadomić dziewczynkom, jak nieprawdziwe zdjęcia sprzedaje kolorowa prasa.

Charlotte Martin

Kryzys zapanował w modzie.

A może to tylko moda na kryzys?

Kryzysowe wieści płyną z rynku mody. Ma na nim teraz obowiązywać zasada tzw. slow fashion, czy też nawet slow wear, zamiast do tej pory panującej fast fashion.

Dla niewtajemniczonych – termin fast fashion oznacza ciągłą zmianę trendów oraz wypuszczanie częściej niż raz w miesiącu nowych kolekcji, podążających za niuansami światowego rynku mody. Wyrocznią fast fashion są także celebrytki, czyli znane aktorki i modelki, których styl momentalnie jest wyłapywany zarówno przez indywidualne kobiety, jak i kreatorów, i traktowany jako nowy trend w modzie.

victoriabeckhamherveleger

Zasadzie fast fashion hołdują m.in. takie sklepy, jak Zara, H&M. Wiemy, że H&M proponuje znanym designerom współpracę, aby kolekcje z wyższych półek były osiągalne dla przeciętnego konsumenta. Niestety, kto choć raz był świadkiem, w jak zawrotnym tempie i w jakiej atmosferze rywalizacji rozchodzi się taka kolekcja (bywa, że w ciągu godziny), traci wiarę w możliwość nabycia czegoś markowego po przystępnej cenie.

Każda z nas wie także, że rezygnacja z upatrzonej bluzki w Zarze wiąże się z ryzykiem, iż po miesięcznym namyśle nasza zdobycz nie będzie dalej prezentować się na sklepowym wieszaku. Świadome tego „zagrożenia”, kupujemy pod wpływem impulsu. Tym bardziej, jeśli w sklepowej przymierzalni od razu widzimy, jak pięknie prezentujemy się w nowym nabytku.

Generalnie nie ma w tym nic złego. Nasza intuicja często pełni pozytywną funkcję. I gdy przy pierwszym spojrzeniu w lustro czujemy się w nowej rzeczy doskonale, wówczas uleganie zasadzie fast fashion ma swoje wytłumaczenie. Istnieje bowiem prawidłowość, że im dłużej zastanawiamy się nad zakupem, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że faktycznie wybrana rzecz okaże się w 100 proc. trafiona. Notabene, warto docenić te marki, które umożliwiają klientkom bezproblemowy zwrot towaru. Impulsywne zakupy są także rodzajem terapii: redukują stres i relaksują po ciężkim dniu pracy. Pułapką jest jednak kupowanie rzeczy, do której skomponowanie reszty stroju będzie wymagało kolejnych zakupów.

Aby nie zapełniać naszej szafy podobnymi ubraniami, wybieranymi pod wpływem impulsu i stresu, że za tydzień nastanie nowa kolekcja, a wraz z nią kolejne pokusy i co za tym idzie wydatki, zaczyna panować wspomniany wcześniej trend slow fashion. Co zatem będzie on oznaczał? Slow fashion, czyli moda na przemyślane, powolne zakupy wskazuje na fakt, że należy zwrócić uwagę na rzeczy ponadczasowe, klasyczne, doskonale komponujące się z posiadaną już garderobą. Natomiast określenie slow wear to już nawet nie moda, a ubranie. Ubranie, które wpisuje się w kanony klasyki i ponadczasowości. Tak jak obecna już od ponad 80 lat „mała czarna” zaprojektowana przez Coco Chanel, klasyczne kostiumy projektowane przez wielkiego następcę Coco - Karla Lagerfelda, czy też damskie garnitury, których ojcem jest nieżyjący już Yves Saint Laurent.

Co może pomóc przy wprowadzeniu zasady slow fashion w życie? Przede wszystkim remanent w naszych szafach. Jeśli pełne zaskoczenia wyjmujemy zakupioną w zeszłym sezonie bluzeczkę (czasem jeszcze z metkami), wówczas powinnyśmy się szczerze zastanowić, czy naszym wyborem w trakcie zakupów kieruje impuls czy też rozsądek.

Po drugie, może i mało romantyczna, lista zakupów. Jeśli wiemy, że nie oprzemy się nowym kolekcjom, zapiszmy, jakie rzeczy najbardziej by się nam przydały, aby odświeżyć szafę. Jedyne zadanie polega na wypatrzeniu, co jest najbardziej charakterystyczne dla tego sezonu, jak na przykład promowany obecnie kolor lub też designerskie dodatki. Czasami wystarczy nowy amarantowy top lub duża biżuteria, aby poczuć się bardziej trendy. Tak przygotowana lista powinna nam towarzyszyć w trakcie zakupów. Upolowanie wymarzonej rzeczy przynosi bowiem zdecydowanie więcej satysfakcji, dzięki pewności dopasowania do posiadanych już rzeczy i poczuciu jej pełnej przydatności.

Moda ma także to do siebie, że powraca falami. I tak niezwykle cenna staje się na przykład torebka naszej babci, która nabiera mocy vintage. Vintage to cudowne zjawisko, które pozwala łączyć starsze, stylowe rzeczy z obecnymi trendami, czyniąc nasz wizerunek jedynym w swoim rodzaju, nie do podrobienia. Chyba nic nie deprymuje kobiety bardziej, niż druga kobieta ubrana w tą samą kreację. W przypadku mody vintage takie prawdopodobieństwo będzie prawie zerowe.

Tak jak każde przykre doświadczenie pozwala na wyciągnięcie z niego wniosków, tak samo kryzys może przynieść nam więcej pożytku niż się spodziewamy. Ta głębsza analiza swoich potrzeb, swojej wizji na temat własnego wizerunku, w oparciu o to, co w swojej szafie posiadamy, a co za tym idzie idea przemyślanych zakupów pozwoli wypracować swój niepowtarzalny styl, który przecież każda z nas pragnie posiadać.

Iwona Ekkert-Kołodziej

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Tryumfalny marsz cekinów

Tags: ,

Tryumfalny marsz cekinów


Zwykle do ozdoby kreacji wykorzystuje się biżuterię bądź inne dodatki. W tym przypadku wszelkie akcesoria są zbędne, gdyż głównym elementem dekoracyjnym jest sam strój. Bogate zdobienia w zupełności wystarczą i z powodzeniem uzupełnią całą kreację.

mendezAktorka Eva Mendes pojawiła się na Festiwalu AFI w sukni wykonanej z dużych, wielokolorowych cekinów.

Kreacja, mimo że tak ozdobna, nie była prowokująca. Długi rękaw oraz długość za kolano sprawiły, że całość prezentowała się bardzo elegancko. Przyczyniły się do tego również delikatne dodatki - czarne, lakierowane szpilki na koturnie oraz mała kopertowa torebka, tego samego koloru.

Mendes, znana z kobiecych stylizacji, i tym razem nie zawiodła. Jej subtelny makijaż i elegancko upięte włosy dopełniły całości, sprawiając, że na plan główny wysunęła się odważna kreacja aktorki.

longoriaEva Longoria Parker przybyła do Mandalay Bay Events Center z okazji 10., corocznej imprezy Latin Grammy Awards.

Na tę okazję ubrała bardzo oryginalną, odsłaniającą ramiona, krótką sukienkę, ze srebrno-złotych, drobnych cekinów.

Do tak bogato zdobionej kreacji aktorka dobrała cekinowe szpilki w kolorze starego złota. Poza tym, jej jedyną biżuterią były delikatne kolczyki w kształcie trapezów.

Longoria wyglądała bardzo zmysłowo, a błyszczące elementy podkreśliły elegancki charakter stylizacji. Zdecydowany, wieczorowy makijaż znakomicie współgrał ze złocistą opalenizną i szykowną fryzurą gwiazdy.

nikki_reedAktorka Nikki Reed, która pojawiła się na rozdaniu nagród Hamilton Behind the Camera Awards, również podąża za najnowszymi trendami.

Jej precyzyjnie skomponowany strój składał się ze złotej, cekinowej sukienki oraz bardzo modnej, zbyt obszernej, czarnej marynarki. Zawinięte mankiety odsłaniały cienkie bransolety z cyrkonii. To była, obok malutkich kolczyków, jedyna biżuteria, jaką włożyła gwiazda.

Mocnym elementem stała się zdobiona złotymi ćwiekami kopertówka oraz buty. Czarne sandałki na wysokim obcasie, ze złocistym suwaczkiem z przodu, nadały glam rockowego charakteru stylizacji aktorki.

Połączenie kilku stylów dało ciekawy efekt, czym Reed udowodniła, że nie brak jej odwagi w eksperymentowaniu z modą.

Cekiny są zawsze w modzie - przekonuje projektantka Gosia Baczyńska

Posted in W numerze, Świat kobietComments (0)

Czy warto być katolikiem?

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Czy warto być katolikiem?


katolikBlogerzy zastanawiają się, czy przyznawanie się do katolicyzmu to dziś powód do wstydu?

W kraju, gdzie 98 proc. osób to ludzie ochrzczeni w wierze katolickiej, afiszowanie swojej religijności i przestrzeganie kościelnego prawa zaczyna budzić niechęć. Dlaczego katolicy są dziś często wyśmiewani przez niewierzących lub “wierzących niepraktykujących”?

Ponad 90 proc. Polaków przyznaje się do wiary w Boga. Tylko 6 proc. badanych uważa się za ateistów - wynika z sondażu przeprowadzonego przed miesiącem przez Centrum Badania Opinii Społecznej. Z grupy deklarującej się jako wierzący nieco ponad połowa chodzi regularnie na msze święte.

Z drugiej strony - według innego sondażu - przeprowadzonego przez Instytut Gallupa pod koniec listopada ubiegłego roku - duchownym w kraju ufa zaledwie 9 proc. Polaków. Im młodsze pokolenie, tym zaufanie do instytucji Kościoła i księży spada. Młodzież, nie chcąc być nazywana “moherami”, “dewotami” bądź “katolami”, woli się do swojej wiary (o ile ją ma) nie przyznawać. Za to otwarcie krytykuje sposób, w jaki wiara jest w naszym kraju traktowana. Swoje opinie na ten temat wyrazili uczestnicy debaty blogerów w serwisie blog.pl, o dość prowokacyjnym tytule Czy bycie katolikiem to obciach?

Przerażający Kościół

“Przyznaję, że katolicyzm w Polsce oraz kościół jako instytucja coraz bardziej mnie przeraża. Dochodzę do wniosku, że środowisko hierarchów kościelnych oraz pseudokatoliccy politycy próbują wszystkim ludziom wepchnąć na siłę Chrystusa do życia - od przedszkola, przez szkołę, zakłady pracy, na domach skończywszy. To taka forma ‘łagodnych wypraw krzyżowych’, bez mordobicia i rozlewu krwi” - pisze Korina7

Jestem osobą wierzącą, może nawet praktykującą, ale ostatnio zrobiłem się strasznie antyklerykalny- przyznaje się Adagio. “Drażnią mnie księża, którzy zamiast nauczać ludzi, rozpowszechniać wiarę, pomagać ludziom, bardziej skupiają się na zdobywaniu pieniędzy. Ściągają niebagatelne pieniądze od wiernych za śluby, pogrzeby, chrzciny i żyją sobie w przepychu, jeżdżą niezłymi samochodami. Niegdyś to ksiądz był dla parafian, teraz sytuacja się odwróciła - parafianie są dla księdza. Tak by najmniej wydaje się tym panom w czarnych sutannach. Kościół katolicki schodzi na psy, to jeden wielki biznes, gdzie wiara to tylko przykrywka dla dobrze rozwijającego się interesu - irytuje się.

“W obecnych czasach, gdy agresja, wyuzdanie, lenistwo, apatia są tak wielkie jak chyba nigdy wcześniej, bycie katolikiem rzeczywiście może być przez niektórych ludzi postrzegane jako obciach. Jednak wydaje mi się, że niechęć związana z religią chrześcijańską nie jest głównie skierowana w stronę ‘zwyczajnych’ wyznawców, lecz na tak zwane osoby duchowne, księży itp. - to z kolei opinia Sarathaia. Według niego ludzie często mylą prawdziwą wiarę z otoczką, która jej towarzyszy.

Z księżmi ma problem również Elvgreen, który przyznaje się do odchodzenia z Kościoła: “Czy wszystko ma być tak, jak obmyślili to ludzie niemający najczęściej zielonego pojęcia o życiu, małżeństwie, rodzicielstwie, normalnej pracy, problemach dnia codziennego, odizolowani od codziennych problemów, a świat znający z konfesjonału - czyli swoisty Big Brother - sami źli ludzie, których należy pouczyć. Dość długo byłem orędownikiem tezy: ‘Jak się nie podoba, to zmień kościół, księdza’. Dziś nie jestem przekonany czy to dobra strategia. KK nie ma monopolu na Boga i zbawienie (…) Rolą KK jest przebaczać. To ideologia miłości i przebaczanie a ja mam dziwne wrażenie, że owo przebaczenie i zrozumienie w nieproporcjonalnie większym stopniu dotyczy ‘kościelnych’ niż ‘czarnego ludu’“.

W dzisiejszych czasach Kościół nie potrafi przyciągnąć młodych ludzi do Kościoła. Wystarczy przypatrzeć się, jacy ludzie uczestniczą na mszach, które są transmitowane przez TV Trwam. Nie dostrzeżemy tam młodych ludzi, może gdzieś tam pojedyncze osoby. Ale zdecydowanie przeważają osoby starsze, tzw. mohery. Młodzi ludzie nie chcą takiej religii. Dla nas naprawdę bycie Katolikiem to niekiedy wstyd - pisze Adagio.

Szczepionka przeciwko Bogu

Chrystus nikogo nie zmuszał, by w Niego wierzył, a ludzie to robią. DLACZEGO? - zadała w swoim blogu takie pytanie cytowana już Korina (która zapoczątkowała debatę) i do tego wątku odnosiło się później wielu dyskutantów.

 Clandestino dopowiada m.in.: “[Jezus] chodził tylko i powtarzał słowa ‘Pójdźcie za Mną’ i ludzie poszli i słuchali jego nauk, sami, bez proszenia, a dziś ta idea wygasła, bo każdy każdego chce zmusić, lansuje się wręcz swoją wiarę i nakłania innych - nie zdziwię się, jeśli na końcu świata, dojdzie do wojny o wiarę, właśnie przez te maniakalne objawy typu ‘Ja wierzę! Ty nie wierzysz, więc zgiń!’, przecież to jest paranoja!

Uważam, że religia katolicka jest niestety bardzo skuteczną ’szczepionką’ przeciwko poznaniu Boga. Byłem katolikiem, więc sam poznałem mechanizm ‘uodpornienia’ na Boga. Na mszy miałem podawany komplet twierdzeń niezgodnych z Biblią. Nie znałem Biblii, więc łykałem to, czym mnie karmiono - pisze bloger o nicku Mobilizanci. Wiara, jeśli narzucona, jest sztuczna, pusta i nie wnosi niczego do naszego życia. Państwowe wspieranie jakiegokolwiek systemu wierzeń, innych od uniwersalnie laickich, siłą rzeczy wiarę narzuca - i to od najmłodszych lat. Pojawia się bowiem presja społeczna - zalegitymizowana przez państwo - do posyłania dziecka na lekcje religii. W wielu małych miejscowościach mały człowiek, który w tych zajęciach nie uczestniczy, traktowany jest jak dziwoląg. Z tego też biorą swe źródła kolejne presje - na rujnującą domowe budżety pierwszą komunię, istną orgię konsumpcjonizmu, a następnie - na bierzmowanie. Bo - jak wiadomo - bez tegoż sakramentu o ślubie kościelnym można zapomnieć” - argumentuje Bartłomiej Kozek.

Wspomniany Clandestino został wychowany w wierze katolickiej, ale przestał chodzić do kościoła. “Zdałem sobie sprawę, że Ci ludzie odczuwają jakiś przymus chodzenia do Kościoła, siedzą i słuchają kazania księdza, zaś chyba mało z tego rozumieją - miałem wrażenie, że chodzą na pokaz bo „Tak trzeba”, niestety zraziło mnie to okrutnie. Lub też przysłowiowe ‘Moherowe Babcie’ potępiające wszystko i wszystkich co nie jest zgodne z ich wyobrażeniem wiary… Tak, wyobrażeniem, bo skoro Bóg kazał miłować ludzi, to dlaczego ich potępiają, skoro ów ludzie nic złego nie robią?” Wiele razy poruszano na blogach problem nacisku rodziny bądź środowiska na to, by afiszować swoją religijność.

Może katolicyzm spotyka się z niechęcią, ponieważ ludzie nie wybierają go świadomie. Praktykują, bo tak karzą rodzice i co dziadkowie pomyślą, jeśli nie zobaczą wnuka w niedzielę w kościele. Narzucenie religijności zaczyna człowieka przerastać i zaczyna nie lubić/nienawidzić tego, w czym się wychował- zastanawia się Mycjusz.
Wszystkie te rytuały jak chrzest, komunia, bierzmowanie, mają za zadanie wcielić i utrzymać w kościele biedne i nieświadome niczego dzieci. Rodzice wychowują, tak jak ich wychowali, w wierze lub po prostu przed strachem odrzucenia, postępują krokami, którymi podąża większość społeczeństwa, nie zastanawiając się zbyt głęboko nad tym wszystkim, nie protestując, nawet jeśli w ich głowach pojawiają się pytania. Wiadomo, jak to jest być odludkiem, dziwakiem itp, do tego dochodzi presja dziadków, których relacje z wiarą sa dużo silniejsze, ze względu na stan, w jakim znajdowała się w ostatnim stuleciu Polska- pisze Tomasz Jakubiszyn, deklarując, że on swoim dzieciom zamierza dać “wolność i wybór!”.

Dla mnie katolicyzm to juz jest ‘moda’, - chodzę, bo muszę, ładnie się wystroję i pokażę ludziom i sąsiadom, co mam nowego w szafie, żonę wezmę pod rękę, pośpiewam, wezmę komunię, żeby nie było i pokaże jakie to z nas przykładne małżeństwo - ironizuje Tagmen.

Bo czymże jest wiara ‘bo tak trzeba’, ‘bo rodzina wymaga’, ‘bo wszyscy wokół deklarują’ itp? Czym jest wiara na siłę, nie poparta racjonalnym myśleniem czy własnymi doświadczeniami? Wiara na siłę, wiara ‘bo wypada’, wiara ślepa - to jest przejaw głupoty, ograniczeń własnego umysłu, słabego charakteru i to jest właśnie obciach. Bycie świadomym wyznawcą religii (dowolnej) jest oznaką siły i potęgi charakteru - osobę wierzącą ‘od siebie’, która jest świadoma swojej wiary i motywacji stojących za tą wiarą, zatrudnił bym bez problemu. Zaś osoba, która wierzy ślepo we wszystko co mówi ksiądz z ambony, jest w moich oczach słaba i nie warta wysiłków- podsumowuje takich ludzi bloger Bez Pardonu.

Czy się wstydzić i za co?

Czy zatem w obecnych czasach młody człowiek nie powinien się przyznawać do Kościoła? Kiedy bycie katolikiem jest “obciachowe”?

” Nie jest wstydem manifestowanie swojej wiary i religijności. Wstydem jest robienie tego bezwiednie. A niestety większość ‘katolików’ tak działa. Nie czytają Pisma Świętego, nie zagłębiają się w nauki, a kiedy już są w kościele i słuchają kazania to tylko po to, by uspokoić swoje sumienie. Potem obnoszą się z tym, że w piątek nie jedzą mięsa, że mają miesiąc bez alkoholu, że w adwencie wyrzekają się przyjemności… Ale nie robią tego, bo chcą, ale dlatego, że tak nakazuje nauka kościoła. Nauka, której nie rozumieją, ale przyjmują. Jaki jest wtedy sens takiego pokazywania swojej religijności?

Wstyd jest być zacofanym katolikiem wyśmiewającym Świadków Jehowy, którzy ze słowem Boga chodzą po ludziach i pytają: “Czy pani/pan na prawdę wierzy w Boga, który nas zbawił?” I co odpowiada manifestujący swoją religijność katolik? “Tak wierzę, ale tylko w niedzielę przed obiadem, a poza tym, to ja już mam swojego Boga- pisze Redus.

Cytowany już Tomasz Jakubiszyn podaje trzy rodzaje katolickiej polskiej obciachowości:

 “Po pierwsze, grupy tzw. moherowych beretów, ludzi starszych, wrzuconych wprost z komunizmu w sidła demokracji, wychodzą na ulice i manifestują swoją głupotę. Wyzywają, biją parasolkami, nie prowadzą dyskusji, a jedynie starają się narzucić swoje lub usłyszane w kościele racje w sposób wręcz obleśny. Po drugie totalny brak tolerancji dla innych wiar, dla niewierzących oraz wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób nie mieszczą się w granicach ich wiary. Po trzecie to ogromna manifestacja swojej wiary na każdym zakręcie. Zaczynając od olbrzymich kościołów w centrach miast, poprzez procesje ulicami miast do medialnej nagonki“.

Bycie katolikiem nie jest wstydem, ale uważanie, że wszyscy katolicy są w porządku (bądź ja sam), jest haniebne i to jest dopiero wstyd” - uważa blogerka Novar.

“Wstydem jest nie bycie katolikiem, a raczej uważanie się za katolika, pomimo żadnych wspólnych zależności. No bo jak nazwać kogoś katolikiem, kto chodzi co tydzień do kościoła, bo tak mamusia kazała, a dekalogiem w ogóle się nie przejmować. Hipokryzja?” - wtóruje jej Marcin Bratek.

Katolik - to brzmi dumnie

Mimo że wśród debatujących przeważały wypowiedzi krytykujące Kościół, nie brakło też i zadeklarowanych chrześcijan. To ich głosy przeważyły szalę blogometru, który ostatecznie pokazał remis między dumą a wstydem z bycia katolikiem.

Jestem katoliczką. Wierzącą. Jestem bardzo dumna z tego, kim jestem i dlaczego (chociaż ‘duma’ jest najgorszym z możliwych słów). To nie tylko kwestia tego, jak zostałam wychowana, to nie tylko kwestia potrzeby wiary. To kwestia mojego wyboru” - pisze Ikona.
Dla mnie bycie katoliczką to nie jest obciach, ale bycie chrześcijanką to prawdziwy powód do dumy. To, czego uczy mnie Chrystus jest tak cudowne, ze żadna inna religia mi tego nie zapewni. Gdy ktoś mnie pyta jaką wiarę wyznaję, zawsze odpowiadam: “Jestem chrześcijanką!” - deklaruje Korina7

Chłopak o nicku Grabula martwi się, że “większość ludzi upraszcza sobie życie wrzucając wszystkich katolików do jednego worka i obraża jednocześnie każdego z osobna“: Obecność Pana Boga, a jednocześnie Kościoła w moim młodym, jakby na to nie patrzeć, życiu jest dla mnie czymś pięknym i radosnym. I mam świadomość tego, że wiele (co znaczy nie wszyscy!) osób duchownych i świeckich niszczy Kościół wewnątrz, jak i burzy jego opinię na zewnątrz. Jest mi bardzo przykro z tego powodu“.

Żadnych wyrzutów sumienia jako katoliczka nie ma Mycjusz: “Cieszę się, że mam zasady, które są dla mnie ważne i że nie jestem w tym odosobniona. Czy mam się wstydzić czegoś co sama wybrałam? Na pewno nie!”



Sarathai, który jest ateistą uważa, że wierzącym jest w życiu łatwiej, ponieważ mogą one zawsze znaleźć wsparcie w swojej wierze, w postaci Boga. Wiara ich mobilizuje, pomaga sprostać trudom codziennego życia, to musi być miłe doznanie. Jednocześnie osoby te polegają na ’sile wyższej’, szukają ‘metafizycznej pomocy’ zamiast wziąć sprawy w swojej ręce i stawić czoła przeciwnościom losu, co nie jest zawsze mile przyjmowane“.



Kościół jest święty

Kościół nie poradził sobie z ze zmianami po 1989 roku - rozpoczyna swoje wywody Marzatela. I to w tym upatruje przyczyn dzisiejszego wizerunku Polaka-katolika.
W powszechnym odczuciu katolik polski to wizerunek “moherowego beretu”, Ojca Dyrektora czy buczącego na uroczystościach sierpniowych tłumu politykierów, przystrojony dodatkowo butą i nieliczeniem się z głosem wiernych niektórych hierarchów. Jest to obraz bardzo medialny, ale czy na pewno stanowi o większości? - pyta blogerka.

Dla wszystkich - i hierarchów, i wierzących, i krytykujących Polaków, ma radę blogerka Cesia: więcej miłości! “Drodzy Księża, kochani Polacy, żeby nam się lepiej żyło, zamiast potępiać - pomagajmy. Na niektóre rzeczy można przymknąć oko, z innymi można sobie łatwo poradzić. Drodzy Księża, kochani Polacy - szukajmy ludzi w ludziach“.

Czy Polacy odnajdą ludzi w swoich kapłanach, czy księża znajdą rzesze wiernych w Kościele? Czas pokaże. Niestety, w polskim Kościele dominuje pogląd wyrażony przez pewnego biskupa: “W Kościele nie ma nic do zmian, bo Kościół jest święty”.

Monika Fiołek

Czy być katolikiem to obciach ?

Pytanie jest sformułowane jakby była to jakaś subkultura. Ja sam od jakiegoś czasu przestałem chodzić do kościoła na msze św., wcześniej robilem to co niedziela (jednak głownie aby spotkać sie z ludzmi, ktorych dawno nie widzialem - niewazne bylem tam). Natomiast raz na jakiś czas najdzie mnie wewnętrzna potrzeba iść usiąść w tym budynku, poczuć te specyficzne zapachy, popatrzeć sie na obrazy, posluchac dobrego kazania i… być dumnym, ze sie w coś wierzy.

Odkrylem, ze sklaniam sie ku deizmowi. Uważam, że coś było i coś stworzyło. Dlaczego?  Bo teraz nie jesteśmy w stanie (my normalni ludzie) odkryć jak sie wszsytko zaczęło. Mówie oczywiście o całym wszechświecie, nie o pochodzeniu człowieka, spokojnie. Gdy w wakacje miałem okazje spotkać się z tureckimi i kurdyjskimi muzułmanami, dokladnie kobietami. Spodobała mi sie ich zaciętość, oddanie swojej wierze. Gdy z innym polakiem staralismy jej przedstawić, że chrystus jak i mahomet stoją na równi. To nie mogło im przejść przez gardło. Później oczywiście z dnia na dzien, gdy pokazywali mi różne islamskie broszury zacząłem zauważać wiele podobieństw. Do głowy by mi nie przyszło aby ich nawracać na chrześcijańśtwo, nie daj Bóg na katolicyzm. Poprostu szperając w różnych religiach u podstaw widzimy wiele zbieżności. Czyli nie tak jak nowy testament ktoś nam wymyślił, napisal a my teraz budujemy sobie na nim wiare. Tylko słowa, które sa u wielu podobne jak nie takie same.

Dostosowanie wiary do odpowiedniego środowiska pewnie spowodowało rozłamy, a kłotnie na tle religijnym jakich teraz doświadczamy to tylko i wyłącznie zła interpretacja tych doskonale napisanych bogatych w głębokie sentencje ksiąg głęboko zakorzenionych w historii ludzkości. Jak chce ktoś wierzyć to wierzy, jak nie to nikt go nie zmusza. Troche irytują mnie filmy pokazujące Chrześcijan, katolikow i inne odlamy jako zwykłe kalki wierzeń starożytnych i innych wiar. Czy naprawde ktoś myślał kiedyś, że całą naszą religie stworzono tylko i wyłącznie dla nas (?) to osobiście współczuje jeżeli sie ktoś zawiódł. Nie sens tkwi w tym żeby komuś udowodnić czy Bóg jest czy nie i pokazać skopiowane rzeczy w naszej religi, a w tym jak każdy z nas to zinterpretuje i gdzie odnajdzie coś dla siebie.

Moge wam polecić doskonały, napewno nietuzinkowy film The Man On The Earth, który w miły i delikatny sposób pokazuje mutacje naszych wierzeń przez lata i nietylko. Jest to fikcja a może nie, napewno nie mniej interesująca niż sama religia. Miłego oglądania, bo naprawde warto.

Więcej głosów w tej dyskusji znajdziecie Państwo pod tym adresem.

Zapraszam także do komentowania tego materiału i wypowiedzi na temat w komentarzach poniżej.

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Witamy w Ontario - przewodnik dla nowoprzybyłych Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Zbliżają się Walentynki, jak będziesz spędzał/a ten dzień?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Luty 2012
P W Ś C P S N
« sty    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  
 Strona 1 z 1  1