Tag Archive | "olimpiada"

Jak odnieść sukces?

Tags: , , ,

Jak odnieść sukces?


Te igrzyska pokazały, że w dzisiejszym sporcie potrzebne jest coś więcej niż tylko odpowiednia dawka talentu i odporności psychicznej. Na naszych oczach rodzi się nowy typ zawodnika: charyzmatycznego, konsekwentnego, niekiedy ogarniętego manią wielkości. Właśnie tacy zdominowali zimową olimpiadę.

curling1920x1200_12d-kq
Sekundy, jakie następują zaraz potem, mogą przynieść euforię lub wewnętrzną pustkę. Tu, w tej hali, wie o tym każdy i kiedy napięcie ustępuje, wszystkie kamery pokazują twarz Evana Lysacka. Widzimy jedynie zniekształcone rysy – może to uśmieszek lub ekstaza. Nikt tutaj nie słyszy krzyku, jaki wydaje z siebie ów łyżwiarz figurowy z Chicago, ten krzyk jedynie widać, w hali jest bowiem za głośno. Krzyczą wszyscy, niektórzy wstają ze swoich miejsc, wielu płacze. Lysacek wjeżdża na środek lodowiska, zamyka oczy, jego ciałem wstrząsa przez chwilę dreszcz, tak jakby dopiero teraz napięcie opuściło jego mięśnie.
lysacekI na tym koniec. Cztery lata treningu, cztery lata zwątpień i pewności, postępów i kroków w tył, poszukiwań najlepszej metody treningu, a wszystko dla tych czterech i pół minuty perfekcji. A potem jeszcze ta chwila, gdy zawodnik wychodzi na lód – olimpijski finał, który jest kwintesencją wszystkiego.
Gdy coś pójdzie nie tak, a tak było w przypadku pary faworytów Robin Szolkowy i Aliona Sawczenko, nerwy odmawiają posłuszeństwa i upadek podczas najłatwiejszego skoku rujnuje cztery lata wysiłku. Kiedy zaś wszystko jest dobrze, jak na występie reprezentantki Korei Południowej Kim Yu-na, każdy ruch, skręt, skok i pozycja idzie jak po maśle i mimo ogromnej presji zdobywa się rekordową liczbę 150 punktów, co nikomu wcześniej się jeszcze nie udało. Gdy wszystko przebiega dobrze, w finale nie zdarzają się błędy, bo i na treningach już dawno ich nie było.
I wtedy jest złoto i owacje. Co pan czuł, panie Lysacek? – pytają sprawozdawcy sportowi. “Przez cały czas myślałem: to będzie zwycięski występ, złoty medal. Byłem tego pewny”. Ale dlaczego? Co sprawiło, że właśnie ci zawodnicy odnieśli zwycięstwo? Dlaczego oni, a nie ktoś inny? (…)
Evan Lysacek, syn przedsiębiorcy budowlanego, uczeń szkoły aktorskiej, został w Vancouver mistrzem olimpijskim w łyżwiarstwie figurowym. Nie należał do faworytów – w przeciwieństwie do Rosjanina Jewgienija Pluszczenki, przedstawiciela gatunku “wielcy mistrzowie”. Pluszczenko jest niczym operowa diva i cierpi na manię wielkości. Ma tak wiele talentu, że wystarczyłoby go dla trzech, ale gdy trenerzy mówią, żeby nie był taki pewny swego, bo same skoki nie wystarczą, odpowiada: “Jestem łyżwiarzem, a nie tancerzem”. Występy swoich rywali uważał za zbyt miękkie i zniewieściałe. Zajął drugie miejsce, dla niego to klęska.
A trener Lysacka, Frank Carroll przyznaje, że jego podopieczny nie jest oczywiście najbardziej utalentowany ze wszystkich zawodników, ale należy do tych, którzy potrafią “w decydującym momencie dać z siebie wszystko”.
Czy wynika to ze specjalnych zdolności? Jest kwestią dobrego treningu, a także szczęścia, korzystnego przypadku? Czy też mistrza olimpijskiego można po prostu wykreować?
Niemiecki trener Ingo Steuer powiedział: “Tego w żadnym wypadku nie da się zaplanować, igrzyska olimpijskie rządzą się własnymi prawami”.
Ale z drugiej strony: “Mistrzów wychowuje się od wczesnej młodości, co oznacza wejście na bardzo trudną drogę, o której nie wie się, do czego ona doprowadzi. (…) Na końcu wygrywa ten, kto ma doświadczenie i wie, co musi zrobić, żeby zwyciężyć”.
Amerykanin Lysacek trzymał się dokładnego planu. Jego trener zaplanował szczegółowo nie tylko sam występ, ale również cały dzień, w którym miał się on odbyć. Gdy zawodnik obudził się rano, był zdenerwowany i zdezorientowany. Wiedział jednak, że tak właśnie będzie i trzymał się ściśle ułożonego planu – od śniadania po pozdrawianie kibiców po zakończonym występie. (…)
Zaprogramowane zwycięstwo. Zwycięstwo dyscypliny i pokory zawodnika. Do takiego podporządkowania się i zaufania trzeba się pewnie urodzić. Na lodowisku ze swoją ułożoną na żel fryzurą wyglądał jak dandys, ale teraz, z prostą grzywką jest tym, kim jest naprawdę: miłym, pilnym, podatnym na formowanie chłopakiem, który został mistrzem.
Było w Vancouver kilku takich, co równie wytrwale dążyli do celu. Aksel Lund Svindal, zdobywca złotego medalu w supergigancie, mężczyzna wyglądający jak model, który przed laty pogruchotał się mocno podczas upadku w Beaver Creek, w tej chwili zaś jest trzykrotnym złotym medalistą. Albo saneczkarz Felix Loch, w dzieciństwie i do dziś trenowany przez ojca.
W kawiarni w Vancouver siedzi trener Thomas Niendorf. (…) Mieszka w Kanadzie już od 20 lat. Był kiedyś trenerem BFC Dynamo w Berlinie, tutaj szkoli drużynę młodzieżową. Naturalnie, że można stworzyć mistrza olimpijskiego i każdego innego zwycięzcę – uważa Niendorf. Na początku potrzebne są zdolności, potem zaczyna się ciężka praca. Większość sportowców żyje pod stałą presją, odczuwają stres, dlatego ich działania są zawsze spóźnione – twierdzi trener łyżwiarzy figurowych Frank Carroll. Zwycięzcy są pewni siebie – mówi Niendorf. Wiedzą, że doskonale opanowali każdy potrzebny krok, mają przewagę czasową dzięki temu, że wiele rzeczy robią automatycznie, i spokój wypływający z przekonania, że podjęli słuszną decyzję. Chodzi o te 10 tysięcy godzin treningu z najlepszymi nauczycielami, o ciągle wyzwania i wciąż nowe zadania, jakie trzeba wykonać. O 10 tysiącach godzin ćwiczeń mówią specjaliści, którzy prowadzili badania nad ludźmi sukcesu, takimi jak Bill Gates.
Do tego trzeba jeszcze dodać rolę szczęśliwego przypadku. Przyszły mistrz olimpijski musi przede wszystkim przyjść na świat w odpowiednim miejscu. Narciarka alpejska Maria Riesch, zdobywczyni złotych medali w slalomie i superkombinacji, pochodzi z Garmisch-Partenkirchen. Magdalena Neuner z Wallgau obserwowała jako dziecko zawody biatlonowe i chciała być taka, jak jej bohaterowie. Viktoria Regensburg, urodzona w  Kreutz, zdobywczyni złotego medalu w gigancie, jako czternastolatka była w kadrze młodzieżowej. Zwycięzcy muszą żyć w czasach, które docenią ich talent, muszą dostać szansę pięcia się w górę.
Nie jest zbiegiem okoliczności fakt, że Shaun White wychował się w krainie snowboardu, skateboardu  i surfingu – w Kalifornii lat dziewięćdziesiątych, a dzisiaj jest podwójnym mistrzem olimpijskim. Daje do myślenia również  to, że Steve Jobs z Apple’a, Eric Schmidt z Google i Bill Gates z Microsoftu urodzili się w tym samym 1955 roku. Jako piętnastolatkowie pisali już programy w komputerowych laboratoriach, a gdy mieli po szesnaście lat, stworzono pierwszy komputer osobisty. I nie bez znaczenia jest fakt, że spośród 75 najbogatszych ludzi w historii czternastu to Amerykanie urodzeni między 1831 a 1840 rokiem. Nie byli ani za młodzi, ani zbyt starzy na to, by wykorzystać nowe możliwości, jakie stworzyły kolej żelazna oraz Wall Street.
W sporcie liczy się nawet dzień narodzin: kanadyjscy chłopcy, którzy przyszli na świat w styczniu, grają w hokeja na lodzie z kolegami młodszymi od nich często o 11 miesięcy. U ośmiolatków stanowi to sporą różnicę fizyczną. W tym wieku rozpoczyna się też selekcja – część dzieci dostaje dodatkową godzinę specjalnego treningu, pozostali zaś nie. Socjolog Robert Merton nazywa to “efektem Mateusza”, od słów Ewangelii, głoszących: temu, kto ma, będzie jeszcze dodane.
I potrzebna jest ponadto pasja, czyli coś więcej niż tylko dobre chęci i znajdowanie przyjemności w tym, co się robi. Trzeba owej nienasyconej woli, która każe trenować o 15 procent intensywniej niż słabsi koledzy. – Mistrza olimpijskiego nie trzeba motywować do pracy – stwierdza Thomas Niendorf. – Motywację on już ma, musi nauczyć się jedynie dobrej koncentracji. (…)
Niemcy mieli w Vancouver wielu zwycięzców. Złoto zdobyli Tatjana Hüfner w saneczkarstwie i André Lange w bobsleju. Lata pasji pozwoliły w decydującym momencie maksymalnie się skoncentrować i podjąć właściwe decyzje. Nic nie ujmuje owym osiągnięciom fakt, że takie zwycięstwa niemiecki sport przeżywa od lat, są one produktem technologii, przewagi miejsca zamieszkania, pracy zespołowej i indywidualnego napędu.
W innych zespołach pojawiły się całkiem nowe zjawiska. Byli w nich zawodnicy, którzy wykazywali całkiem obcą dotychczas zimowym sportom konsekwencję, charyzmę i manię wielkości. Interesowali się jedynie sobą, co czyni  z nich zapewne trudnych w pożyciu małżonków i kiepskich przyjaciół, ale sprawia jednocześnie, że są niemal nie do pokonania. Ci ludzie za nic mieli solidarność zespołową czy MKOl – słuchali jedynie własnego organizmu.
– Zejście nieco z normalnej drogi i przygotowywanie się we własny sposób sprawia, że zawodnikowi zaczyna zależeć bardziej niż wtedy, gdy wszystko biegnie utartym trybem – mówi Ingo Steuer. Taki styl życia obowiązuje już w młodych zimowych dyscyplinach, jak snowboard czy narciarstwo dowolne. W starych zaś zaczyna być pomału modny. (…)
Taka postawę prezentują głównie Amerykanie, którzy tworzą własne małe imperia i nie pozwalają, by przeszkadzała im cała ta sportowa biurokracja, bo po prostu nie przyjmują jej do wiadomości. Czy to oni będą zwycięzcami przyszłości? Zakończone właśnie igrzyska rzucają nieco światła na czekającą nas perspektywę.
Przyszli mistrzowie nie powtórzą z pewnością błędów przegranych z Vancouver. Holender Sven Kramer zdobył złoty medal w biegu łyżwiarskim na 10 tysięcy metrów i stracił go, ponieważ został zdyskwalifikowany za niedozwoloną zmianę toru. Francuzka Marion Rolland przewróciła się zaledwie pięć metrów po starcie. Włoszka Daniela Merighetti startowała w trzech zjazdach i w każdym zaliczyła upadek. Japończykowi Nobunariemu Oda podczas występu urwało się sznurowadło. (…)
Mistrz przyszłości będzie miał najprawdopodobniej wokół siebie ogromny zespół menedżerów, taktyków, psychologów. Będzie zawierał kontrakty ze stacjami telewizyjnymi, którzy specjalnie dla niego stworzą cały program.  Zawodniczka przyszłości mogłaby być taka jak Lindsey Vonn – silna, piękna i ambitna. Vonn na konferencji prasowej opowiadała coś o stłuczonej kości piszczeli, co z początku pozbawiło ją presji, a na końcu  wzmocniło jej triumf – what a drama! NBC osiągnęła rekordową oglądalność transmitując jej bieg zjazdowy, Vonn pokonała nawet amerykańskiego “Idola”.
W sporcie chodzi przecież o wymyślanie wciąż nowych strategii i o zyskiwanie przewagi nad innymi, którzy też w końcu wiedzą, jak należy trenować. Doping rownież może pomoc, niestety. Poddanie się bezwzględnemu systemowi było sposobem osiągania sukcesów w latach siedemdziesiątych, w Chinach jest nim do dzisiaj.
bode-miller-gpldZdaje się, że mamy do czynienia z początkiem epoki indywidualistów. Bode Miller jest facetem, który w sezonie Pucharu Świata podróżuje swoim kamperem z zawodów na zawody, posiłki przygotowuje mu kolega. Na szczyt wjeżdża niekiedy razem z trenerami amerykańskiego zespołu narciarskiego, zwykle jednak jest sam. – Potrzebuję wolności podejmowania samodzielnych decyzji – mówi. Ma własny styl jazdy, jest maksymalnie odchylony do tyłu, wygląda to, jakby miał zaraz wlecieć do sieci. Gdyby jeździł tak jakiś Austriak, wyrzucono by go z drużyny. Miller jednak wywalczył w Vancouver złoto, srebro i brąz, zaś austriaccy narciarze alpejscy nie zdobyli na żadnego medalu.
Indywidualistą jest także amerykański zawodnik łyżwiarstwa szybkiego Apolo Anton Ohno, urodzony w Seattle mistrz olimpijski z Salt Lake City i Turynu, zdobywca srebra i brązu w Vancouver. Wygrywa już od dwunastu lat, zrobił światową karierę, jest produktem rodzinnego biznesu. Ojciec woził go na treningi i zawody, spali w samochodzie, bo brakowało pieniędzy. Pewien trener zabronił młodemu Ohno noszenia opaski na czole, ten trenował więc dalej sam, oczywiście w opasce. Wybił się w swojej dyscyplinie, nie potrzebował już mentora, zachęcającego do dalszych wysiłków. On potrzebuje raczej kogoś, kto go przyhamuje – twierdzi ojciec.
Jego syn “kradnie” regularnie medale zawodnikom z Korei Południowej, chociaż Seul wciąż jeszcze stanowi kuźnię talentów. Koreańczycy go nienawidzą, bo jest tak inny od nich, tak bardzo niezależny. Tę nienawiść widać podczas każdego biegu, gdy próbują odepchnąć go łokciami.  – Oni chodzą do pracy, mnie sprawia to przyjemność – śmieje się Amerykanin.
A potem na podium w centrum prasowym w Whistler wchodzi ogarnięty największą pasją sportowiec tej olimpiady. Ma okulary w metalowych oprawkach, w ręku trzyma papierowy kubek z kawą, na jego szyi wiszą dwa złote medale. Młody człowiek o spokojnym głosie jest synem szwajcarskiego górnika i nie ma w nim żadnego sztucznego blasku. Żadnych inscenizacji, tylko po prostu złoto.  Simon Ammann to chyba największy skoczek narciarski wszech czasów. Jest podwójnym złotym medalistą z Salt Lake City przed ośmiu laty, a teraz powtórzył ów wyczyn. W Szwajcarii porównuje się go z Rogerem Federerem. Nie lubi tych porównań. – Dla mnie jest on zbyt wielki – mówi.
Wszyscy zgromadzeni tu dziennikarze chcą wiedzieć, jak to się robi, żeby wygrywać. Ammann odpowiada: – Nigdy nie przestałem badać tego sportu.
Poprawia okulary i ciągnie dalej, jak wykład: – Znalazłem sposób na to, by poprawić siłę nośną podczas skoku. Gdy udało mi się w dodatku rozwiązać problemy balistyczne, wiedziałem: to jest droga do medalu.
simon-ammannKim jest ten facet – sportowcem czy fizykiem? Ammann rozprawia o przenoszeniu środka ciężkości, o siłach dźwigni i aerodynamice. O swojej dyscyplinie wie prawdopodobnie więcej niż jego trener. – Zbadałem granice techniczne i dopasowałem do tych wymagań swoje ciało – twierdzi zawodnik, niczym ktoś, kto przyjechał tu prosto ze Szwajcarskiego Uniwersytetu Technicznego w Zurychu.
Tam właśnie pracują naukowcy Gerhard Tröster i Hanspeter Gubelmann, którzy od jakiegoś czasu towarzyszą Simonowi Ammanowi, czuwają nad nim i udzielają mu rad. Podczas treningu i skoków przyczepiają do jego ciała czujniki, by stale mierzyć krążenie, pracę serca i mięśni. Chodzi o zdobycie wiedzy o tym, jak wielkie są obciążenia psychosomatyczne w dniu zawodów – opowiada Gubelmann. Muszą jeszcze przeanalizować szczegóły, ale już teraz wiadomo, że owe obciążenia są zaskakująco olbrzymie. – Simon mówi tylko, że w rozstrzygającym momencie umie porządnie dodać gazu – wyjaśnia psycholog. Tętno Ammanna w powietrzu wynosi 180.
W ostatecznym rozrachunku chodzi więc o umiejętność zachowania spokoju w stresowej sytuacji. Oto, by pomimo ogromnej presji wypaść najlepiej ze wszystkich, bo dopiero wówczas zwycięzca osiąga prawdziwy spokój. Wie bowiem, że potrafi zrobić to, czego się od niego wymaga. – Patrząc z punktu widzenia psychologii, można wysnuć wniosek, że Simon dysponuje wysoką umiejętnością samoregulacji. Ma więc środki i możliwości, by w ogromnie stresującej chwili przed startem ustawić odpowiednio swój poziom aktywacji – stwierdza naukowiec.
Zwycięzcą w owej dyscyplinie będzie bowiem ten, kto potrafi uczynić z siebie maszynę do latania i usunąć z drogi wszystko, co może zakłócić jego lot.

Klaus Brinkbäumer, Gerhard Pfeil

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Olimpijskie cienie i blaski

Tags: ,

Olimpijskie cienie i blaski


Po śmierci gruzińskiego saneczkarza była minuta ciszy, ale potem olimpijskie zawody ruszyły swoim rytmem
olimpictorchWayne Gretzky rozpalił płomień na stadionie BC Place i pobiegł do znicza przy nabrzeżu. Tam ogień będzie płonął do końca igrzysk.
Szef MKOl Jacques Rogge podczas ceremonii otwarcia z trudem powstrzymywał płacz, gdy KD Lang śpiewała cohenowskie „Hallelujah” dedykowane Nodarowi Kumaritaszwilemu. Pamięć 21-letniego saneczkarza, który zabił się podczas treningu, uczczono minutą ciszy, flagi olimpijskie zostały opuszczone do połowy masztu.
Igrzysk ten wypadek jednak nie zatrzymał, bo nie mógł. Nawet gruzińscy sportowcy, choć zapłakani i w szoku, nie zrezygnowali ze startu ani z udziału w ceremonii. Wyszli na stadion z czarnymi opaskami i szalikami.
Zawody saneczkarzy też ruszyły o czasie, choć po zmianach na torze.
Po pierwszym olimpijskim weekendzie wiadomo, że bardziej od nart czy łyżew przydają się w Vancouver parasol i płaszcz przeciwdeszczowy. Zjazd mężczyzn przeniesiono z soboty na poniedziałek, kombinację alpejską kobiet na razie odwołano, bo trasy w Whistler Creekside się topią i nie udało się przeprowadzić treningów.
Podczas ceremonii otwarcia igrzysk prezentowały się cztery kanadyjskie plemiona Indian, show podzielono na części według czterech pór roku. I tylko totemy, które na koniec utworzyły palenisko olimpijskiego ognia, były trzy, bo czwarty zaciął się i nie wysunął spod płyty. Wokół paleniska stanęły cztery legendy kanadyjskiego sportu.
Koszykarz Steve Nash, alpejka Nancy Greene, hokeista Wayne Gretzky i panczenistka Catriona LeMay-Doan i to właśnie ona nie doczekała się na swoje polano.
Zdezorientowani sportowcy zapalili ostatecznie tylko trzy totetmy, od których zapłonął główny znicz igrzysk. Bliźniaczy znicz, umieszczony przed halą, a składający się tak jak zakładał scenariusz z czterech totemów, zapalił po głównej ceremonii Wayne Gretzky.
- Po prostu nie zadziałało jedno z urządzeń mechanicznych wysuwających totem - krótko skomentował zdarzenie dyrektor artystyczny ceremonii otwarcia igrzysk Australijczyk David Atkins, twórca takiej samej uroczystości olimpijskiej w 2000 roku w Sydney.
Całą uroczystość otwarcia igrzysk obejrzało 13,3 mln Kanadyjczyków (z ok. 33 mln mieszkańców tego kraju), a w chwili gdy reprezentacja gospodarzy wkroczyła na arenę, przed telewizorami zasiadło 15,6 mln
Dotychczas największą oglądalność w Kanadzie miało zwycięstwo reprezentacji kraju nad USA podczas turnieju olimpijskiego w Salt Lake City (2002). Tamten mecz od początku do końca obejrzało 10,3 mln ludzi.
Podczas ceremonii i w sobotę w mieście protestowali przeciwnicy igrzysk, doszło do starć z policją, zatrzymano kilka osób. Anarchiści zapowiadają protesty do końca igrzysk.

Paweł Wilkowicz

Biadolenie na puszczy

medale_vancouver_3Za każdym razem, gdy nasz sportowiec odniesie jakiś sukces, jesteśmy przekonani, że podziwia to cały boży świat. Puszymy się, nadymamy, chodzimy w euforii, nie mając pojęcia, że nikt tej naszej radości nie podziela, bo każdy ma swoją własną.
Zgroza człowieka bierze, gdy się dowiaduje, że “Washington Post” nawet się nie zająknął na temat srebrnego medalu Adama Małysza. Dla Amerykanów bohaterem pierwszego weekendu w Vancouver był John Spillane, wicemistrz kombinacji norweskiej w wersji sprinterskiej. Z kolei “Guardian” nie zaśmieca swoich szacownych łamów ani Małyszem, ani Spillane’em. Anglicy rozważają, czy ich snowboardzistka Zoe Gillings ma szanse na złoty medal. Podobnie jest w “Dagens Nyheter”, gdzie Szwedzi na wszystkie strony analizują możliwości swojego Jespera Bjoerklunda w jeździe na muldach.
To jednak nic w porównaniu z “Fiji Timesem”. Całe szczęście, że w naszych salonikach prasowych nie da się kupić tej gazety, bo lektura grozi głęboką depresją oraz myślami samobójczymi. Nie ma tam bowiem ani słowa o igrzyskach w Vancouver, o przepięknym otwarciu i sztucznych wielorybach. Dla zaściankowych redaktorów z wysp na Pacyfiku najważniejszym wydarzeniem minionego weekendu była porażka rugbistów Fidżi z RPA.
Nie miejmy więc złudzeń. Jak świat długi i szeroki, nikt się razem z nami nie uśmiechnie z powodu Małysza. Co gorsza, nikt się nad nami nie użali z powodu Tomasza Sikory. Nasz biatlonista najpierw oddał mnóstwo krwi podczas kontroli antydopingowej, a później przyszło mu strzelać podczas śnieżycy. Świata to jednak w ogóle nie obchodzi. Trudno, pobiadolimy sobie we własnym gronie.
Andrzej Fąfara

Vancouver nie ma

W Rosji obecne igrzyska to pretekst, by przypomnieć, że za cztery lata będzie Soczi
Tuż przed rozpoczęciem igrzysk w Vancouver Władimir Putin łączył się przez wideomost z otwartym właśnie Rosyjskim Domem w kanadyjskiej olimpijskiej stolicy.
Premier, który – jak wszyscy dobrze pamiętają – jest tym, który „załatwił Rosji olimpiadę”, zapewniał, że przygotowania do igrzysk idą pełną parą, „zgodnie z grafikiem”. Z dumą pokazywał światu budowę olimpijskich obiektów. I w ogóle, jak entuzjastycznie zapewnił, nie bojąc się młodzieżowego języka, wszystko jest „kruto”, czyli super!
Olimpiada to temat numer jeden – główne rosyjskie kanały telewizyjne Pierwyj i Rossija zarezerwowały dla transmisji najlepszy czas antenowy, zapowiedziały 23 bezpośrednie przekazy z Vancouver, przy tym obecni na miejscu eksperci będą je dobierać na bieżąco, tak aby były najciekawsze dla rosyjskiego widza.
Śnieg prawdziwy
Do Vancouver pojechali specjaliści z komitetu Soczi 2014, którzy przyglądają się organizacji igrzysk. Media nie przepuszczają okazji, by pokazać, że chociaż w Kanadzie oczywiście nie jest najgorzej, to jednak Soczi jest bardziej odpowiednim miejscem na zimową imprezę sportową.
Śnieg jest prawdziwy, deszcz nie pada, a nawet, jak raportował premierowi przewodniczący komitetu Soczi 2014 Dmitrij Czernyszenko, czarnomorski kurort ma lepsze parametry, jeśli chodzi o bezpieczeństwo.
Gdzie jest Vancouver, tam musi być i Soczi. Komentator „Niezawisimej Gaziety” Stanisław Minin napisał nie bez ironii: „Kupiłem dodatek specjalny jednej z czołowych gazet i nie jest jasne, jaki mamy rok. 2010 czy 2014? Można nawet powiedzieć, że Vancouver nie ma. Od razu będzie Soczi. Co to za olimpiada, w którą nie można zainwestować 20 mld dolarów? Co to za olimpiada z gotową infrastrukturą?”.
Właśnie o to chodzi. Rosja zorganizuje igrzyska, a zrobi to praktycznie od zera, i to lepiej od innych, i tak jak jeszcze nikt nie zrobił. Co do tego, że władze zdążą, załatwią, wyciszą wszystkie ewentualne skandale związane z wykupem ziemi i przesiedlaniem mieszkańców, a ci nie będą narzekać na rosnące ceny i korki, lecz z dumą mówić o wielkim sukcesie, nikt nie ma wątpliwości.
Tylko przyszłość
medale_vancouverNatomiast medale, które Rosjanie przywiozą z Kanady – choć tradycyjnie wzbudzają sporo emocji i komentatorzy ścigają się w szacunkach – wydają się tym razem sprawą drugoplanową.
Jest przecież Soczi, a jego sukces nie zależy od tego, co pokażą sportowcy w Vancouver. Tygodnik „Russkij Reportior” cytuje w najnowszym numerze psychologa Wadima Guszczyna: „Jest taki znany psychologiczny chwyt – przeniesienie celu z przyszłości na teraźniejszość. To pomaga: nieważne, co się dzieje teraz. W przyszłości zwyciężymy”.
Justyna Prus

Pluszczenko podzielił sędziów

Zanim łyżwiarze figurowi rozpoczęli olimpijskie zmagania, pojawiły się kontrowersje dotyczące sędziowania. Wywołał je e-mail jednego z sędziów
Ocena zawodników jest odwiecznym problemem łyżwiarstwa figurowego, które balansuje na granicy sportu i sztuki.
Międzynarodowa Unia Łyżwiarska (International Skating Union - ISU) po igrzyskach w Salt Lake City wprowadziła nowy system sędziowania nazwany „Code of Points”, w którym każdemu elementowi przypisana jest określona wartość bazowa. Zawodnicy mają obowiązek wykonać w swoich programach określoną liczbę i rodzaj elementów, których jakość wykonania ocenia panel techniczny, poprzez odjęcie lub dodanie punktów od -3 do +3. Skrajne noty są odrzucane, natomiast z pozostałych wyliczana jest średnia arytmetyczna. Sędzina przyznała, że została nakłoniona do postawienia na pierwszym miejscu Rosjan, niezależnie od tego jak pojadą inne duety
Oprócz ocen za wartość techniczną ustalanych wedle powyższego wzorca, istnieją również oceny za komponenty, które miały zastąpić częściowo notę za wrażenie artystyczne programu. Należą do nich: choreografia, interpretacja, wykonanie, połączenia elementów, prezentacja programu. I tu w opinii wielu ekspertów znowu pojawia się swoista żonglerka. W światku łyżwiarskim panuje przekonanie, że zwłaszcza w ocenie za komponenty punkty zdobywa się nie tylko za to, co aktualnie widzi się na tafli, ale także za dotychczasowe osiągnięcia czy nazwisko.
Dziś w Vancouver zaprezentują się soliści, ale już kilka dni temu pojawiły się alarmujące sygnały o rzekomo wrogim nastawieniu sędziów północnoamerykańskich do łyżwiarzy europejskich, w szczególności Rosjanina Jewgenija Pluszczenki i Francuza Briana Jouberta.
Joe Inman, jeden z najbardziej znanych sędziów amerykańskich, przyznał, iż w ostatnich dniach wysłał kilkadziesiąt e-maili do sędziów oraz działaczy z prośbą, aby noty wystawiane zawodnikom w Vancouver były adekwatne do ich umiejętności.
Miał go do tego sprowokować sam Pluszczenko, który w jednym z wywiadów stwierdził, iż jeżeli sędziowie chcą umieścić danego łyżwiarza wysoko to i tak to zrobią. Jako przykład podał styczniowe Mistrzostwa Europy w Tallinie, na których jego zdaniem zbyt wysoko oceniono Jouberta za tzw. elementy łączące, które niczym się nie różniły od tych zaprezentowanych przez niego.
Rosyjski mistrz przyznał również, że w swoich programach praktycznie nie ma żadnych połączeń elementów, gdyż skupia się na skokach. Sędziowie zaś i tak nie zwracają na to uwagi.
Kontrowersje dotyczące ocen Pluszczenki, które nieprzypadkowo – jak się wydaje – pojawiły się na krótko przed rozpoczęciem rywalizacji na igrzyskach - są pierwszą tak głośną krytyką sędziowania w łyżwiarstwie figurowym od czasu wprowadzenia „Code of Points”. Systemu, który miał zatrzeć niechlubne wrażenie po aferze, która wybuchła na igrzyskach w Salt Lake City.
Przez lata łyżwiarstwo figurowe kojarzone było z tzw. systemem „szóstkowym”. Każdy miłośnik tej dyscypliny pamięta komplet ocen marzeń, jakim zostali nagrodzeni brytyjscy łyżwiarze Jane Torvill i Christopher Dean za wykonanie słynnego„ Bolera”:
System 6.0 był systemem przejrzystym dla przeciętnego kibica, który orientował się, że zawodnik otrzymujący noty zbliżone do ideału wystąpił bardzo dobrze. Natomiast im bardziej te oceny odbiegały od „szóstki” – wiedział, że łyżwiarz pojechał słabiej. Jednak wyniki wielu zawodów były przez ten system wypaczone. Pomimo istnienia dwóch ocen: za wartość techniczną programu oraz za wrażenie artystyczne promował on końcową klasyfikację ze względu na całokształt jazdy.
Wielkie kontrowersje wywołały rozstrzygnięcia z igrzysk olimpijskich w Lillehammer (1994). Wyniki konkurencji solistek oraz par sportowych do dziś są podważane. Zarówno Ukrainka Oksana Baiul wśród pań, jak i rosyjski duet Jekaterina Gordiejewa i Siergiej Grinkow, zdobyli złote medale pokonując konkurentów, którzy zaprezentowali trudniejsze elementy techniczne.
Przekupiona sędzina i dwa złote medale
Przełomowym momentem dla systemu 6.0 okazały się wspomniane zmagania w Salt Lake City. Afera wybuchła po ogłoszeniu wyników w konkurencji par sportowych. Przewagą jednego głosu sędziowskiego mistrzami olimpijskimi zostali Rosjanie Jelena Bereznaja i Anton Sikarulidze. Oburzeni Amerykanie podnieśli wrzawę uznając za bezdyskusyjnych zwycięzców Kanadyjczyków Jamie Sale i Davida Peletiera.
Lawina krytyki dotknęła sędziów, którym zarzucono udział w spisku przeciwko parze kanadyjskiej. Amerykańskie media pisały o „ czerwonej koalicji”, „aferze Watergate” oraz odgrzebywaniu zimnowojennego podziału świata.
Wtedy francuska sędzina Marie Reine Le Gougne przyznała, że została nakłoniona do postawienia na pierwszym miejscu Rosjan, niezależnie od tego jak pojadą inne duety. Miało to być swoistą wymianą przysług, ponieważ z kolei w tańcach na lodzie to sędzia rosyjski był zobowiązany przyznać zwycięstwo Francuzom Marinie Anissinie i Gwendalowi Peizerat.
Sytuacja ta wymusiła na Międzynarodowej Unii Łyżwiarskiej podjęcie precedensowej decyzji o przyznaniu złotych medali olimpijskich obu parom: rosyjskiej i kanadyjskiej.
“System szóstkowy” nie zdał egzaminu w Salt Lake City. Vancouver może przynieść kolejny przełom.

Paulina Nowicka

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Go, Canada, go!

Tags: ,

Go, Canada, go!


“Go, Canada go!” - to nie jest wprawdzie oficjalne hasło rozpoczynających się w Vancouver 12 lutego igrzysk olimpijskich, ale w mieście panuje bardziej atmosfera patriotycznego dopingu, aniżeli zbliżającego się świa- towego święta sportu.
Ulice wprawdzie są już obwieszone flagami, a wiele z nich jest zamkniętych dla normalnego ruchu, ale kibiców jest jak na lekarstwo.
W sklepach najlepiej sprzedawanym towarem są bluzy, koszulki, szaliki, czapki, flagi i inne akcesoria z napisem “Canada”, a na drogach rzadko można spotkać osobę, która choćby w najmniejszy sposób nie zaakcentowałaby swojego pochodzenia.
Zimowe igrzyska to nie tylko czas wzmożonej pracy dziennikarzy, służb bezpieczeństwa, sportowców, ale także prostytutek. “Panie lekkich obyczajów z Vancouver boją się, że nie sprostają zadaniu” - donosi gazeta “Vancouver Sun”.
vancouver_brakuje_snieguBrandy Sarionder, właścicielka jednego z klubów ze striptizem i salonu masażu na czas igrzysk wydłuży godziny otwarcia i zatrudni dodatkowy personel. Jak zaznaczyła, ogłoszenie dała już znacznie wcześniej, a tygodniowo zgłasza się do niej około stu dziewczyn, które chętnie podejmą pracę “od zaraz”.
Na każdym rogu, na rowerach i pieszo, z psami, pistoletami i pałkami, w czapkach i bez, oznakowani i tajni - prawie 16 tys. funkcjonariuszy i żołnierzy ma dbać o bezpieczeństwo na igrzyskach olimpijskich w Vancouver.
“Stopień zagrożenia jest niewielki, ale mamy przygotowany plan B. Jesteśmy w każdej chwili gotowi na interwencję” - zapewnił na łamach “Vancouver Sun” szef olimpijskiej służby bezpieczeństwa Bud Mercer.
Dodał, że bardziej prawdopodobne jest włamanie do samochodu jakiegoś narkomana niż wybuch bomby, ale “lepiej dmuchać na zimne”.
vancouver_brakuje_sniegu_3908873Rząd na ochronę sportowców, kibiców, dziennikarzy oraz organizatorów wydał 900 milionów kanadyjskich dolarów. Mimo że ma się wrażenie, iż policjantów i ochroniarzy jest więcej niż samych przyjezdnych, kontroli zbyt dużo nie ma. Akredytowane osoby, dzięki specjalnemu kodowi kreskowemu, przechodzą przez wszystkie dostępne dla nich strefy bez dodatkowych prześwietleń.
“To największa operacja bezpieczeństwa w historii naszego kraju - ocenił szef policji w Vancouver Steve Sweeney. - Najważniejsze, by zapobiegać, a nie martwić się, gdy coś się już stanie”.

Policji pomagać ma 900 dodatkowych kamer zainstalowanych w okolicach aren olimpijskich oraz sto wokół stref kibiców. Najważniejsze obiekty zostały jeszcze dodatkowo odgrodzone barierkami.
Legalne protesty i manifestacje mają prawo się odbyć, ale tylko w ściśle do tego wyznaczonych miejscach. W mieście zorganizowano nawet strefy “Free-Speech”, gdzie każdy będzie mógł otwarcie wyrazić aprobatę lub sprzeciw w stosunku do igrzysk.

OLYMPICS-VANCOUVER/
Olimpiada rozpocznie się 12 lutego. Jeszcze przed zapaleniem znicza odbędą się kwalifikacje w skokach narciarskich do konkursu na normalnym obiekcie.Nie na piątkowe otwarcie igrzysk czekają Kanadyjczycy, a na olimpijski turniej hokejowy, który rozpocznie się cztery dni później. To właśnie o “lodowych gigantach”, jak określa hokeistów miejscowa prasa, jest w Vancouver najgłośniej.
O tym, że hokej jest w państwie klonowego liścia sportem numer jeden, wiedzą wszyscy. Nie powinno zatem dziwić, że gospodarze nie biorą innego niż “złoty” scenariusza pod uwagę. O samej rywalizacji, jeszcze przed jej rozpoczęciem, mówi i pisze się w samych superlatywach, a o biletach można jedynie pomarzyć.
Najtańsza wejściówka na spotkanie finałowe kosztowała 1590 amerykańskich dolarów, ale to właśnie one rozeszły się najszybciej. Organizatorzy uważają, że na nich będą chciały zarobić osoby sprzedające je na czarnym rynku.

Posted in Kanada, Sport, WiadomościComments (0)

Ani śniegu, ani pieniędzy

Tags: ,

Ani śniegu, ani pieniędzy


Pogoda nie dopisuje, a dodatkowo nad jednym z obiektów sportowych zawisła groźba bankructwa.

vancouver_logoNiektórzy dopatrują się jakiegoś złowróżbnego związku między globalnym ociepleniem i ogólnoświatowym kryzysem finansowym, dwiema największymi plagami naszych czasów. Być może jest to zbyt daleko idąca teza. Prawdą jest jednak, że Vancouver, miasto będące gospodarzem zimowych igrzysk olimpijskich w 2010 roku, ma poważne obawy związane z brakiem śniegu, a jedna ze stacji narciarskich, gdzie mają się odbywać zawody, tonie w długach i może zostać zlicytowana jeszcze przed końcem olimpiady.

Problemy Vancouver to przykład typowych komplikacji, z jakimi wiąże się organizacja zimowych igrzysk olimpijskich; ich powodzenie zależy bowiem od wielu czynników niepodlegających kontroli, takich jak pogoda. Barcelona, podobnie jak Vancouver położona na wybrzeżu, zgłosiła już chęć organizowania zimowych igrzysk w 2022 roku.

W Vancouver, na kilkanaście dni przed inauguracją igrzysk, wszystko zdaje się dopięte na ostatni guzik. Z wyjątkiem tego, co najważniejsze: nie ma śniegu. Organizatorzy są przygotowani nawet na to, że będzie trzeba dowozić śnieg – buldożerami, ciężarówkami i helikopterami – na trasy Cypress Mountain, jednej ze stacji narciarskich, na których będą się rozgrywać zawody,  położonej w odległości 30 kilometrów od Vancouver.

W tej chwili, po wielu dniach intensywnych opadów deszczu, nic nie wskazuje na to, by w tym górskim regionie wkrótce miał spaść śnieg. Biorąc pod uwagę ciepłą i suchą pogodę prognozowaną na najbliższe dni, mało prawdopodobne jest, by inauguracja igrzysk odbyła się w śnieżnej szacie.

whistlerolyvillage

Do tego problemu, stosunkowo łatwego do rozwiązania i niebędącego niczym nowym przy organizowaniu podobnych zawodów, dochodzą kłopoty natury ekonomicznej. Oddalona o około 120 kilometrów od Vancouver stacja narciarska Whistler, gdzie odbędą się zawody w narciarstwie alpejskim, nie przejmuje się brakiem śniegu – musi się zmierzyć ze znacznie poważniejszymi problemami natury finansowej.

Wierzyciele firmy Intrawest S. L., będącej właścicielem stacji oraz toru, na którym odbędą się wyścigi bobslejów, w ubiegłym tygodniu zapowiedzieli licytację aktywów firmy na 19 lutego, czyli jeszcze w trakcie igrzysk. Jak podaje agencja Associated Press, Intrawest S. L. spóźnia się ze spłatą pożyczki w wysokości 990 milionów euro.

– Dotychczas jeszcze żadne elementy majątku nie zostały zajęte. Wszystkim nam zależy na tym, by igrzyska się udały – powiedział przedstawicielom Associated Press rzecznik firmy, Ian Galbraith. W wypowiedziach dla tej samej agencji Dan Doyle, jeden z wiceprzewodniczących Komitetu Organizacyjnego Igrzysk Olimpijskich Vancouver 2010, bagatelizował ryzyko, jakie ta sytuacja stwarza dla powodzenia zawodów i podkreślał, że procedury związane z upadłością firmy zwykle zajmują dużo czasu. – Mamy nadzieję – stwierdził – że zawody w dwóch bazach stacji Whistler będą przebiegały bez zakłóceń, przy współpracy ludzi, którzy do tej pory zarządzali tą stacją.

Organizatorzy ze spokojem podchodzą również do perspektywy braku śniegu na Cypress Mountain, gdzie mają się odbyć zawody w snowboardzie i w narciarstwie dowolnym. Wygląda na to, że różne komplikacje występujące w ostatniej chwili to nieodłączna część wszystkich tego rodzaju imprez sportowych; nerwy za kulisami to część olimpijskiego rytuału.

– Prognozy pogody są rzeczywiście niekorzystne. Toteż jesteśmy przygotowani na to, że śniegu może nie być, a temperatury nie pozwolą na to, by wytarzać go sztucznie – powiedziała w rozmowie z reporterami dziennika “The Globe and Mail” z Toronto Cathy Priestner-Allinger, wiceprzewodnicząca Komitetu Organizacyjnego.

W tej chwili, jak mówi pani Priestner-Allinger, robotnicy układają deski i słomę na trasie zjazdowej, aby potem przewieźć tu śnieg z wyżej położonych zboczy Cypress Mountain. W efekcie, jak pisze “The Globe and Mail”, zawody odbędą się na śniegu, ale widzowie będą je śledzić stojąc w błocie. Całe szczęście, że stacje telewizyjne będą filmować tylko zmagania sportowców…

Posted in Ciekawostki, Czy wiesz?, SportComments (0)

Szczepionki H1N1 Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Jak spędzasz czas w wakacje?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Lipiec 2010
P W Ś C P S N
« cze    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031