Tag Archive | "otyłość"

Liczenie kalorii to za mało by się odchudzić

Tags: , , ,

Liczenie kalorii to za mało by się odchudzić


Nie wystarczy liczyć kalorie żeby się odchudzić i uniknąć nadwagi lub otyłości. Trzeba przede wszystkim wybierać takie potrawy, które są mniej tuczące – sugerują najnowsze badania na ten temat.
kalorieOd lat przeważa przekonanie, że należy jeść wszystko, byle tylko w umiarkowanych ilościach. Zaleca się też, by unikać tłustych potraw (zawierających tłuszcz zwierzęcy) i ściśle kontrolować spożywane kalorie.
„Ale to nie jest najlepsze rozwiązanie” – twierdzi główny autor badań dr Dariush Mozaffarian, kardiolog i epidemiolog z Harvard School of Public Health. Jego zdaniem, ważne jest to co jemy, a nie tylko to ile spożywamy kalorii.
Uczony powołuje się na trwające od 12 do 20 lat obserwacje ponad 120 tys. pracowników amerykańskiej służby zdrowia, uczestniczących w trzech badaniach: Nurses’ Health Study, Nurses’ Health Study II oraz Health Professionals Follow-up Study.
Potwierdziły one, że aktywność fizyczna odgrywa istotną rolę. O ile uczestnicy badań średnio przybierali na wadze prawie 0,5 kg każdego roku, czyli prawie 10 kg w ciągu 20 lat, to ci którzy często uprawiali sport – o ponad połowę mniej. Oczywiście, najbardziej tyły te osoby, które były najmniej aktywne fizycznie.
Aktywność fizyczna nie jest jednak wystarczająca, żeby uniknąć tycia. Najnowsze badania sugerują, że dieta jest ważniejsza niż wysiłek fizyczny. „Osoby, które są w miarę aktywne fizyczne, ale nie zwracają uwagi na to co jedzą, mogą nadal tyć” – ostrzega współautor badań dr Walter Wiolett z Harvard School of Public Health.
Z badań wynika, że najbardziej tuczące są frytki. Osoby, które często po nie sięgały, po czterech latach przytyły o ponad 1,5 kg. O połowę mniej tuczące okazały się chipsy – w tym samym okresie powodowały wzrost masy ciała o 0,7 kg.
Słodkie napoje oraz mięso i jego przetwory sprawiały, że po czterech latach uczestniczące w badaniach osoby przytyły średnio o około 0,5 kg. O połowę mniej tuczące okazały się ziemniaki gotowane, słodycze i desery. Mrożone produkty żywnościowe, soki ze świeżych owoców oraz masło powodowały natomiast przytycie po czterech latach jedynie o 150 gramów.
Tycia nie powodują warzywa. Są one też najbardziej pomocne w odchudzaniu. Z badań Nurses’ Health Study wynika, że osoby, które skutecznie odchudziły się, spożywały trzykrotnie więcej warzyw.
Największy ubytek masy ciała uzyskiwały osoby, które jadły więcej jogurtów i orzechów, a nawet masła orzechowego. Orzechy zawierają dużo korzystnych dla zdrowia tłuszczów roślinnych, natomiast masło orzechowe pomaga w odchudzaniu prawdopodobnie dlatego, że daje uczucie sytości.
Zaskoczeniem jest to, że na tycie (i odchudzanie) nie ma większego wpływu spożywanie mleka (zarówno tłustego, jak i odtłuszczonego), ani serów. Jedynie jogurt w większych ilościach pozwala w ciągu 4 lat schudnąć średnio o 0,4 kg – sugerują badania.
Dr Frank B. Hu z Harvard School of Public Health, również współautor opublikowanego na łamach „JAMA” raportu, tłumaczy, że jogurt zawiera wiele cennych bakterii. Pobudzają one w jelitach wytwarzanie hormonów, które zwiększają uczucie sytości i przyspieszają przemianę materii.
Na metabolizm najbardziej niekorzystny wpływ mają tzw. węglowodany oczyszczone, pozbawione głównie błonnika, znajdujące się w białym pieczywie, ciastach, białym ryżu, płatkach kukurydzianych i popcornie. Powodują one spowolnienie przemiany materii, a to sprzyja tyciu.
Na tycie wpływa też tryb życia. Osoby, które śpią za mało (mniej niż 6 godzin na dobę) i za dużo (ponad 8 godzin), częściej mają kłopoty z utrzymaniem prawidłowej masy ciała. Tyciu sprzyja też częste oglądanie telewizji, prawdopodobnie dlatego, że w tym czasie wiele osób więcej je.

Posted in Czy wiesz?, Kulinaria, ZdrowieComments (0)

Duży jest lepszy

Tags: , ,

Duży jest lepszy


Większość kobiet szukając idealnego mężczyzny ma o nim jakieś wyobrażenie. Dla Ruth Vickers jej przystojniak koniecznie musiał być… duży. Ale ta 32-letnia recepcjonistka bynajmniej nie oglądała się za napakowaną klatą i bicepsami. Jej uwagę przyciągały potężne brzuchy: im większe, tym lepiej.
fatgroomKiedy trzy lata temu poznała ważącego 170 kilo Andy’ego Ruth nie była jeszcze usatysfakcjonowana. Dlatego postanowiła sobie, że zostanie jego „karmicielką”, osobą, która czerpie satysfakcję ze zwiększania gabarytów innych ludzi. Jednak marzenia naszej bohaterki boleśnie zderzyły się z rzeczywistością, gdy jej coraz tłustszy partner, w wadze 228 kilo, z powodu swej tuszy omal nie zmarł na astmę.
Dziś Ruth stara się, by jej 31-letni ukochany prowadził zdrowy styl życia i planuje wziąć z nim ślub. – Dla mnie wciąż duże znaczy piękne – usprawiedliwia się. – Po prostu lubię, gdy mężczyzna opływa w tłuszcz.
Para poznała się w barze w 2008 roku. Ruth od razu pomyślała, że Andy, programista komputerowy, jest jej księciem z bajki. – Podobała mi się jego osobowość, poczucie humoru, tak wielkie jak jego waga – wspomina. – Ale największe wrażenie zrobił na mnie jego rozmiar, a konkretnie obwód jego brzucha. Andy stawał się jeszcze bardziej pociągający, kiedy brał się za jedzenie. W moich oczach każdy kolejny posiłek zbliżał go do ideału. Dlatego postanowiłam sama zająć się jego dietą. Serwowałam mu kebaby, frytki, pizzę, burgery – wszystko to, co uchodzi za tuczące.
W miarę jak rosła waga Andy’ego Ruth pałała do niego coraz większą namiętnością. – Mijały kolejne miesiące naszego życia w związku, a ja nadal chciałam go tuczyć – opowiada. – Uwielbiałam przyglądać się, jak przełyka, bo dla mnie każdy kęs przekładał się na kolejne kilogramy jego cudownego ciała. Gdy po sześciu miesiącach razem kupiliśmy wspólny dom, miałam jeszcze więcej okazji, by tuczyć narzeczonego.
Na pierwszą Gwiazdkę we dwoje Ruth przygotowała kulinarną orgię. – Upiekłam dużego indyka i domagałam się, by zjadł go niemal w całości. Po posiłku prawie nie mógł się ruszać. Nie mogę o sobie powiedzieć, że dręczyło mnie poczucie winy, gdyż byłam przekonana, że tucząc go robię dobrze. Dla mnie nigdy nie był „grubasem”, a o ryzyku zdrowotnym nawet nie pomyślałam. Byłam kompletnie zaślepiona. Andy z radością połykał przygotowane przeze mnie posiłki, bo wiedział, że robi mi tym przyjemność. Cieszyło go, że tak mi się podoba. Chyba przez myśl mu nie przeszło, że celowo go tuczę. Sądził, że po prostu o niego dbam.
Gdy waga Andy’ego skoczyła do zatrważających 228 kilo, Ruth nie posiadała się ze szczęścia, ale wciąż było jej mało. – Po dwóch latach razem popsuła nam się waga. Poszliśmy więc na siłownię, żebym mogła sprawdzić rozmiar swego zwycięstwa. Gdy wskazówka pokazała 228 kilo wpadłam w euforię, ale chciałam, by ukochany był jeszcze cięższy. Zawładnęła mną obsesja. Strasznie się obawiałam, że Andy kiedyś zacznie się odchudzać. „Tylko proszę, nie stosuj diety, nie będziesz mi się podobał, jeśli schudniesz”, powtarzałam.
Zdarzało się, że ogarniały mnie wyrzuty sumienia. Jednak byłam tak zaślepiona, że nie dostrzegałam niebezpieczeństwa, bądź celowo lekceważyłam znaki ostrzegawcze. Andy nie uprawiał żadnego sportu, a zwykłe chodzenie po schodach przyprawiało go o zadyszkę. Coraz większa waga kładła się cieniem na naszym życiu intymnym. Andy bywał tak słaby, że przed 21 kładł się spać.
Aż wreszcie w grudniu 2010 roku zdarzyło się najgorsze. Andy, od lat zmagający się z astmą, dostał potężnego ataku, gdy próbował pokonać schody prowadzące na piętro. Całe szczęście, że była nim Ruth. Gdy mężczyzna walczył o oddech, zdołała wepchnąć go do samochodu i zawieźć do szpitala. Była przerażona. Sądziła, że ukochany za chwilę umrze. – W szpitalu przez dwa dni leżał podłączony do nebulizatora. Lekarze nieustannie monitorowali jego stan – opowiada Ruth. – Powiedziano nam, że z powodu otyłości Andy musi liczyć się z ryzykiem zawału albo udaru. Gdy wrócił do domu, spojrzał na mnie z lękiem, po czym wyznał, że musi zacząć się odchudzać. Popadłam w apatię. Wiem, że to egoistycznie zabrzmi, ale nie byłam pewna, czy pokocham szczupłego Andy’ego.
Odtąd z naszego stołu zniknęły fast foody, zastąpione pięcioma porcjami warzyw i owoców dziennie. Andy szybko zaczął tracić na wadze. Od razu poczuł się lepiej, lecz chodził przygnębiony, gdyż widział, że jego odchudzanie jest mi nie na rękę. Czuł, że coś jest nie tak, bo nagle zaczęłam traktować go z rezerwą. Gdy któregoś dnia zebrał się na odwagę, by zapytać mnie o to wprost, zalałam się łzami. „Kochałam cię, kiedy ważyłeś 170 kilo, ale kochałam jeszcze bardziej, gdy przybrałeś na wadze – wyznałam. – Jeśli się odchudzisz, nie wiem, czy dalej będę cię kochać”.
To było okropne wyznanie – zdaję sobie z tego sprawę. Andy niemal skamieniał. „A więc dawałaś mi jedzenie, żeby mnie utuczyć?”, nie dowierzał. Nie mógł pogodzić się z tym, co usłyszał. Doszedł do wniosku, że mam jakiś problem natury psychologicznej i wysłał mnie do specjalisty. Nie miałam zamiaru iść za tą radą. W głębi serca czułam, że wszystko między nami skończone. Chociaż zdawałam sobie sprawę, że zachowuję się jak niewdzięcznica, byłam w rozsypce. Postanowiłam wyprowadzić się na jakiś czas i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, jak bardzo brak mi Andy’ego – jego cudownego uśmiechu i poczucia humoru. Po trzech tygodniach rozłąki zadzwonił. „To jakieś bzdury. Wracaj do domu – powiedział. – Postarajmy się to wszystko naprawić”. Byłam tak stęskniona, że pobiegłam do niego jak na skrzydłach.
Uszczęśliwiona zakończeniem rozłąki Ruth zgodziła się wreszcie, by opowiedzieć o swojej obsesji wagą specjaliście. – Zapisałam się na wizytę do psychologa i trenera. Przeszłam sześć seansów psychoterapii, które pomogły mi stawić czoła moim uczuciom i pokonać je. Wreszcie mogłam spojrzeć na Andy’ego i zobaczyć znacznie więcej niż jego ciało: dostrzegłam osobę. Z tej perspektywy fakt, że zaczął się odchudzać, nie miał już takiego znaczenia. Nawet jeśli zmieniał się fizycznie, wciąż był tą samą osobą, nie tylko nie tracił, lecz nawet zyskiwał, bo stawał się zdrowszy i szczęśliwszy.
Szybko dostrzegłam plusy nowej sytuacji. Ukochany był radośniejszy, miał więcej energii. Nie mogłam uwierzyć, że mogłam być taką egoistką i krótkowzroczną osobą. (…) Teraz zdrowo się odżywamy, śmieciowe jedzenie ma zakaz wstępu do naszej lodówki. Aktywnie spędzamy wolny czas, chodzimy na basen, a Andy codziennie chodzi do pracy na piechotę – pokonuje tak cztery mile. Sama udzielam dziś lekcji tańca brzucha, więc oboje jesteśmy w najwyższej formie.
Waga przestała mieć wpływ na nasz związek. W zeszłym roku Andy zabrał mnie na romantyczną wycieczkę do Paryża i znienacka wyciągnął pierścionek. Po tym wszystkim, co przeszliśmy razem, powiedziałam „tak” bez najmniejszych wątpliwości.
Andy ogromnie cieszy się, że wspólne życie z Ruth zmieniło swój charakter, lecz wciąż nie może pogodzić się z myślą, że ukochana była kiedyś jego „karmicielką”. – Gdy usłyszałem, że Ruth tuczyła mnie specjalne, przeżyłem wstrząs – przyznaje. – Nie mogłem w to uwierzyć, bo dla mnie otyłość zawsze była wadą. Zjadałem ze smakiem wszystko, co kładła mi na talerzu, bo widziałem, że sprawiam jej tym przyjemność.
Gdy Ruth na jakiś czas się wyprowadziła, poczułem się jak głupiec. Sprawa tak błaha jak waga nie mogła zadecydować o naszym związku. Było dla mnie jasne, że ukochana ma jakiś problem. Cieszę się, że wszystko się ułożyło. Dziś zwracam dużą uwagę na to, co jem. Zależy mi, żeby schudnąć jeszcze bardziej. To byłoby doprawdy przykre, gdybym po cudownym ślubie i obietnicy całego życia we dwoje padł nagle z powodu ataku serca wywołanego nadwagą.

Nikki Watkins

Posted in Różne, ZdrowieComments (0)

Zmagania z nadwagą

Tags: ,

Zmagania z nadwagą


 

Dla wielu grubasów jedynym ratunkiem przez otyłością i związanymi z nią chorobami jest operacja zmniejszenia pojemności żołądka. Jednak nie wystarczy raz wygrać bitwę z niechcianymi kilogramami. Wojna z nadwagą będzie trwać przez całe życie.

Coraz więcej ludzi ma poważne kłopoty z utrzymaniem prawidłowej wagi. Według Niemieckiego Towarzystwa Badań nad Otyłością prawie jedna piąta społeczeństwa cierpi z powodu otyłości. Naukowcy ostrzegają, że Niemcy staną się społeczeństwem grubasów, jeżeli gruntownie nie zmienią dotychczasowych nawyków żywieniowych. Na spotkania grupy wsparcia we Frankfurcie nad Menem przychodzą osoby, które postanowiły wypowiedzieć walkę zbędnym kilogramom.

Członkowie grupy twierdzą, że szpital jest miejscem spotkań dla beznadziejnych grubasów, pokolenia XXL. Jego członkami są ludzie nie tylko otyli, lecz zwyczajnie chorzy. Duża nadwaga prowadzi bowiem do zmian zwyrodnieniowych stawów, chorób serca i cukrzycy. Dlatego wielu uczestników tych spotkań widzi ostatnią deskę ratunku w radykalnej operacji typu gastric bypass, czyli zespolenia omijającego fragment przewodu pokarmowego.

Ten poważny zabieg polega na wydzieleniu w górnej części żołądka niewielkiego zbiornika, do którego chirurg doszywa pętlę jelitową. Oznacza to wyłączenie z procesu trawienia większości układu pokarmowego. Aktywna część żołądka kurczy się do wielkości nienadmuchanego balonika i może pomieścić zaledwie dwa kawałeczki czekolady. Zmniejszony przewód pokarmowy nie jest w stanie porządnie strawić jedzenia. Dlatego też gastric bypass daje pacjentowi mniejsze pole do oszustwa niż opaska zakładana na żołądek. Przy tym zabiegu pacjenci często nie chudną, ponieważ mimo konieczności jedzenia małych porcji dalej podjadają słodycze. Natomiast osoby po bypassie gastrycznym  nie są w stanie w ogóle wchłaniać słodkiego i tłustego pokarmu. W zamian za podjęte wyrzeczenie czeka ich kusząca perspektywa: po operacji osiągają normalną wagę, stan zupełnie im nieznany.

W USA pacjentowi proponuje się bypass gastryczny w przypadkach otyłości zagrażającej życiu. Tego rodzaju operacje stały się powszechne w Szwajcarii i Austrii. Tymczasem w Niemczech przeprowadza się ich wciąż niewiele w stosunku do liczby osób cierpiących na otyłość patologiczną. Dzieje się tak dlatego, gdyż tego rodzaju zabieg chirurgiczny nie znajduje się na liście podstawowych świadczeń zdrowotnych kas chorych, a firmy ubezpieczeniowe rozpatrują każdy przypadek indywidualnie.

Sądzi się, że ludzie nie „chorują” na otyłość, bo gdyby tak było, zrobiliby wszystko, by zrzucić zbędne kilogramy. Wiele badań pokazuje jednak, że osoby z dużą nadwagą nie potrafią sterować własnymi nawykami żywieniowymi. Prawdopodobnie odpowiadają za to problemy genetyczne przejawiające się w funkcjonowaniu mózgu. Niektórzy pacjenci reagują nadmiernymi bodźcami na słodkie i tłuste potrawy. Bypass gastryczny prowadzi do zmian w gospodarce hormonalnej, a więc modyfikuje pracę mózgu i tym samym umożliwia porzucenie złych nawyków żywieniowych.

Niestety operacja nie pomaga wszystkim pacjentom. Niektórzy nie chudną nawet po zabiegu chirurgicznym. I tak pacjenci odczuwający słabość do wysokosłodzonych napojów nie schudną nawet po operacji bypassu gastrycznego, ponieważ nadal mogą przyjmować w nieograniczonej ilości pokarm w stanie płynnym.  j wybierać kandydatów do tego rodzaju zabiegu.

Wszystkiemu winne bakterie?

 Drobnoustroje, których miliardy żyją w przewodzie pokarmowym, mogą być odpowiedzialne za to, że tyjemy. Zdradliwe mikroby albo ułatwiają zamianę pokarmu na tłuszcz, albo wytwarzają zbyt wiele kalorii

Tylko w jelicie grubym mieszka aż 100 bilionów drobnoustrojów. Ich liczba jest dziesięć razy większa od liczby naszych własnych komórek. Mimo że bez większości z nich nie dalibyśmy sobie rady z trawieniem pokarmów, to niektóre sprawiają, że tyjemy. 

Flora bakteryjna osób szczupłych i otyłych różni się znacząco. Uwagę zwraca duża liczba bakterii z rodzaju Prevotella (należą do grupy Bacteroidetes) obecnych w jelitach ludzi z nadmiarem tłuszczu. Cechą szczególną tych drobnoustrojów jest to, że w procesie przemiany materii wytwarzają wodór i ściśle współpracują z mikroorganizmami, które tenże wodór pochłaniają – beztlenowymi bakteriami metanogennymi. U osób szczupłych w ogóle nie znaleziono tych ostatnich drobnoustrojów.

Dalsze badania pokazały, że usunięcie wodoru przez mikroby umożliwia układowi pokarmowemu sprzyjającą tyciu woltę. Staje się wówczas możliwe rozłożenie tych polisacharydów i węglowodanów, które w innym przypadku byłyby niestrawialne. W efekcie zwiększa się produkcja niechcianego tłuszczu i rośnie waga ciała.

Bakterie jelitowe o nazwie Firmicutes. To one wraz z grupą Bacteroidetes stanowią ponad 90 proc. mikroorganizmów bytujących w ludzkich jelitach.

Nieustannie trwa rywalizacja pomiędzy dwiema dominującymi grupami bakterii. U osób otyłych szala przechyla się na korzyść grupy Firmicutes. Być może to one właśnie są odpowiedzialne za to, że część ludzi ma większe predyspozycje do tycia.

Nieszczęście polega na tym, że im bardziej przybieramy na wadze, tym bardziej rośnie liczba bakterii sprzyjających tyciu, a ubywa drobnoustrojów pomagających utrzymać szczupłą sylwetkę. 

Jak z tym walczyć? Przestrzegać niskokalorycznej diety i ani na chwilę nie dopuścić do wymknięcia się bakterii jelitowych spod kontroli – radzą badacze. Dobra wiadomość jest taka, że manipulowanie składem flory bakteryjnej w jelitach to jeszcze jeden sposób walki z otyłością. 

Rudolf Weiner, ordynator frankfurckiego szpitala z dużą ostrożnością ocenia chirurgiczne leczenie otyłości. – Niektórzy pacjenci sądzą, że posiadamy jakiś cudowny środek pomocny w  rozwiązaniu ich kłopotów – mówi. – Tymczasem interwencja chirurga to poważny zabieg, spełniający cel tylko w przypadku osób zdolnych do samodyscypliny. Wprawdzie operacja zmniejsza żołądek, ale nie apetyt.

Okazuje się, że nie tak łatwo rozwiązać problemy społeczne związane z nadwagą. Od 50 lat ludzie poruszają się coraz mniej, a jednocześnie żyją w czasach obfitości pokarmu. Podobnie jak podleczeni alkoholicy muszą unikać alkoholu, tak osoby z dużą nadwagą są skazane na kontrolowanie, przez całe życie, ilości przyjmowanego pokarmu, nawet jeżeli dzięki operacji zredukowali nadwagę. Właściciel zmniejszonego żołądka musi zażywać witaminy, suplementy odżywcze i bardzo dokładnie gryźć pokarm, aby go nie zwracać. Pewien pacjent wpadł w zapaść po zjedzeniu kawałka mięsa. Wprawdzie dzięki operacji pozbył się nadwagi, ale nie depresji.  

 Może trudno w to uwierzyć, ale nadwaga staje się problemem społecznym w Europie Północnej ok. 1940 r., kiedy ludzie zaczęli zajadać wojenne stresy. Wtedy powoli pojawiają się konserwanty, żywność przetworzona. Umacnia się wzorzec człowieka żyjącego coraz szybciej, w coraz większym stresie, jedzącego byle co i byle jak. Oczywiście nadal są kraje, gdzie nadwaga i otyłość nie będzie nigdy problemem społecznym, po prostu z biedy czy z kultury, ale nawet Japonia, która kojarzy nam się ze zdrową żywnością, ma podobne problemy jak Europa.  

Brytyjscy naukowcy przeanalizowali wyniki 57 rozmaitych badań przeprowadzonych głównie w Europie i Ameryce Północnej. Stan zdrowia ich uczestników był monitorowany średnio przez dziesięć – 15 lat. W tym czasie zmarło 100 tys. badanych.

Uczeni skupili się na tzw. wskaźniku masy ciała (BMI). Oblicza się go, dzieląc wagę ciała w kilogramach przez kwadrat wzrostu wyrażonego w metrach.

Kiedy wynosi on od 25 do 29 BMI, mamy do czynienia z nadwagą. Wartości BMI powyżej 29 oznaczają otyłość. Dla przykładu – osoba o wzroście 170 cm powinna ważyć ok. 70 kg. 20 kilogramów więcej klasyfikowałoby ją jako umiarkowanie otyłą.

Jak wynikło z wyliczeń uczonych, najniższy wskaźnik śmiertelności dotyczył osób o indeksie masy ciała między 23 a 24. Przekroczenie tego pułapu było równoznaczne ze zwiększeniem ryzyka przedwczesnego zgonu.

W przypadku osób umiarkowanie otyłych, które osiągają wynik BMI w granicach 30 – 39 (co dotyczy jednego na czterech Brytyjczyków), nadmiar kilogramów skraca życie średnio o trzy lata. 

Otyłość brzuszna jest bardzo groźna. W tym miejscu odkłada się tkanka brzuszna, tzw. trzewna, która wydziela różne hormony, im jest jej więcej, tym większe ryzyko tzw. zespołu metabolicznego. A zespół metaboliczny oznacza ryzyko nowotworów piersi, jelita grubego, prostaty. Otyłość brzuszna to ryzyko cukrzycy, zaburzeń endokrynologicznych, zapaleń trzustki, kamicy dróg moczowych, zapalenia stawów, nawet niepłodności. Wielu pacjentów z nadwagą czy otyłością ma problemy skórne: grzybice, drożdżyce. U człowieka szczupłego ryzyko zachorowania na te schorzenia jest znacznie mniejsze. O walorach zewnętrznych, szczególnie dla kobiet, nawet nie mówię, to oczywiste, że najlepiej czujemy się bez zbędnych kilogramów.

Jeszcze gorzej sytuacja wygląda u chorobliwie otyłych, których wskaźnik masy ciała przekracza 40 BMI (to ok. 2 proc. dorosłych mieszkańców Wielkiej Brytanii). Mają oni nie lada powód do obaw. Z tak dużą nadwagą będą prawdopodobnie żyć aż o dziesięć lat krócej, niż gdyby zachowali właściwy ciężar ciała. Uczeni tłumaczą, że podobny efekt może wywołać wieloletnie palenie papierosów.

 

Innymi słowy, ludzie otyli są o połowę bardziej zagrożeni ryzykiem przedwczesnej śmierci niż ci o normalnej wadze. Wynika to ze zwiększonej wśród nich zachorowalności na choroby serca, cukrzycę czy nowotwory.

– To najświeższy i najbardziej przekonujący dowód świadczący o związku między nadwagą i złym stanem zdrowia – komentuje biorący udział w projekcie prof. Peter Weissberg z British Heart Foundation.

– To doprawdy wiarygodne dane. Podkreślają, jak ważnym czynnikiem jest zachowanie właściwej wagi – mówi dr Arne Astrup z Uniwersytetu Kopenhaskiego zajmujący się problemami żywienia, niebiorący udziału w prowadzeniu badań.

W jaki sposób najlepiej radzić sobie z otyłością? Specjaliści twierdzą, że łatwiej unikać wzrostu wagi, niż potem ją zrzucić. Ale są też tacy eksperci, którzy podważają wiarygodność badań. Tłumaczą, że wnioski z nich niekoniecznie muszą być wiążące, skoro powstały na podstawie danych, których gromadzenie rozpoczęło się głównie w latach 1975 – 1985.

 

Pierwszy dostępny bez recepty lek wspomagający odchudzanie dopuściła do sprzedaży Komisja Europejska. Preparat o nazwie alli (znany jako orlistat) działa w obrębie przewodu pokarmowego, zapobiegając wchłanianiu części tłuszczów, które zjadamy. Musi być stosowany w połączeniu z niskotłuszczową dietą, w przeciwnym razie może wywołać wzdęcia lub biegunki. Producent twierdzi, że lek w połączeniu z odpowiednią dietą może o 50 proc. zwiększyć utratę wagi w zestawieniu z tym, ile zrzucimy, stosując tylko dietę. W USA preparat ten jest dostępny bez recepty od 2007 roku, UE zezwoliła na to 21 stycznia 2009 roku.

 

W Wielkiej Brytanii od pół roku trwa kampania społeczna przeciwko otyłości, której koszt przewiduje się na 275 milionów funtów. Mogące szokować reklamy mają ukazać niebezpieczeństwo płynące z odkładania się tłuszczu wokół organów wewnętrznych.

Badanie opinii publicznej przeprowadzone jakiś czas temu na zlecenie ministerstwa zdrowia wykazało, że ludzie postrzegają otyłość jako kwestię próżności i urody, a ciast, ciasteczek, hamburgerów, frytek i chipsów nie uważają za niezdrowe. Okazało się jednocześnie, że fakt zbierania się tkanki tłuszczowej wokół organów wewnętrznych uznany został za obrzydliwy.

Kampania Change4Life (Zmiana na całe życie) ma poparcie producentów fast foodów i słodyczy. W jej trakcie zostaną pokazane reklamy uświadamiające, że otyłość niesie ze sobą ryzyko poważnych schorzeń, w tym chorób układu krążenia i cukrzycy.

Cadbury, Kraft, Nestlé, Mars i Coca Cola znajdują się wśród 34 firm, które przeznaczyły w sumie 200 milionów funtów na kampanię określaną przez ministerstwo zdrowia mianem “rewolucji stylu życia”. Jako część tej strategii jedna z sieci supermarketów obniży ceny owoców i warzyw. Inna firma będzie sponsorować kluby śniadaniowe w biedniejszych dzielnicach, aby zapewnić wszystkim dzieciom śniadanie, a więc posiłek, który dietetycy uważają za najważniejszy w ciągu dnia.

opracowanie J.S.

Posted in Artykuł numeru, W numerzeComments (2)

Witamy w Ontario - przewodnik dla nowoprzybyłych Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Zbliżają się Walentynki, jak będziesz spędzał/a ten dzień?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Luty 2012
P W Ś C P S N
« sty    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  
 Strona 1 z 1  1