Tag Archive | "paranoja"

Trafieni w głowę

Tags: , , ,

Trafieni w głowę


Przytrafiają się wielu z nas, choć często o tym nie wiemy. Są skrywane jako wstydliwe, chyba że sytuacja wymknie się spod kontroli. Choroby psychiczne, nerwice, psychozy – to niestety znak naszych czasów. Chorują gwiazdy i zwykli ludzie. Najważniejsze to w porę poprosić o pomoc – lekarzy i najbliższych.

lokator
22-letnia Carly Beales z Woodley w hrabstwie Berkshire, pracująca okazjonalnie jako modelka, przez cztery lata cierpiała na zespół zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych, zwanych również nerwicą natręctw. – Nerwica natręctw to poważna, bardzo uciążliwa choroba, z której trudno się wyleczyć – mówi. – Kiedy się nasila, przejmuje kontrolę nad całym naszym życiem. W 2006 roku byłam normalną 18-letnią dziewczyną. Prowadziłam dobrze prosperującą kwiaciarnię i miałam mnóstwo przyjaciół. A potem, w ciągu kilku miesięcy moje życie legło w gruzach.
Paranoja
Wszystko zaczęło się, kiedy moja tak zwana przyjaciółka powiedziała mi bez ogródek, że jestem za gruba. Przy wzroście 165 centymetrów ważyłam 57 kilogramów i nosiłam rozmiar 38. Zawsze byłam bardzo zadowolona ze swojej figury i nigdy nie stosowałam żadnej diety, ale uszczypliwa uwaga podkopała moją wiarę w siebie. Może przyjaciółka miała rację? Postanowiłam zacząć liczyć kalorie.
Waga spadała, a ja ograniczałam się coraz bardziej. Wkrótce pozwalałam sobie na spożycie zaledwie 400 kalorii dziennie. W miarę jak chudłam coraz bardziej, zauważałam, że zmienia się także moje zachowanie. Denerwowały mnie najdrobniejsze rzeczy. Dawniej, podobnie jak wiele innych kobiet, od czasu do czasu zastanawiałam się, czy przed wyjściem z domu wyłączyłam z kontaktu prostownicę do włosów. Teraz każdego ranka wpadałam w panikę i wracałam do domu, by to sprawdzić, a serce waliło mi ze strachu, że spowodowałam pożar.
Zamartwiałam się, że nie zamknęłam drzwi wejściowych na klucz. Wracałam do domu po trzy razy, żeby się upewnić, że nie zostawiłam odkręconego kranu, a potem zastanawiałam się, czy sprawdzając nie poodkręcałam wszystkiego na nowo. To było błędne koło. Przez cały czas byłam zdenerwowana i zagubiona.
Do grudnia 2006 roku nabawiłam się obsesji na punkcie higieny. Wpadałam w paranoję, gdy chodziło o ochronę przed zarazkami, spędzałam nawet siedem godzin dziennie w łazience. Jeszcze przed wyjściem z domu przez trzy godziny szorowałam palce pod paznokciami do krwi, po kilka razy myłam ręce i przedramiona, bo mogła na nie chlapnąć brudna woda. Jeśli się zagapiłam, zaczynałam wszystko od początku. Byłam przekonana, że jeśli nie wypełnię całej procedury, na pewno się rozchoruję.
Drażniło mnie zajmowanie się kwiatami w pracy, bałam się, że mogą na nich być zarazki. Traciłam przez to coraz więcej klientów i moja firma zaczęła podupadać. Myślałam, że popadam w obłęd i próbowałam ukrywać to przed rodziną i przyjaciółmi. Wymyślałam wymówki, żeby wrócić pędem do domu, mówiąc, na przykład, że zapomniałam portmonetki.
Kiedy moja mama zorientowała się, jak daleko zaszła moja obsesja, bardzo się zaniepokoiła i w lutym 2007 roku zaprowadziła mnie do lekarza pierwszego kontaktu. Dziwnie się czułam, kiedy mama opowiadała o moich problemach doktorowi. Nigdy wcześniej z nikim o tym nie rozmawiałam.
Stwierdzono u mnie zespół zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych, chorobę, która prowadzi do irracjonalnych zachowań i obsesyjnych rytuałów. Lekarz wyjaśnił mi, że utrata wagi spowodowała spadek poziomu serotoniny, związku chemicznego obecnego w mózgu i to właśnie było powodem moich problemów. Przepisał mi środki antydepresyjne i skierował mnie do psychologa.
Wstydziłam się tego, że jestem psychicznie chora, ale nadal się głodziłam i wykonywałam wszystkie rytualne czynności – po prostu nie byłam w stanie przerwać tego wyniszczającego cyklu, w którym byłam uwięziona. Schudłam do 35 kilogramów i wyglądałam jak szkielet.
Byłam w tak złej formie, że trafiłam do szpitala. Zdiagnozowano u mnie anoreksję i lekarze oznajmili mi, że zanim wezmą się za moją nerwicę, muszę trochę przybrać na wadze. Mój organizm był zbyt słaby, by lekarstwa mogły zadziałać.
Rozpaczliwie chciałam poczuć się znowu “normalnie”. W ciągu następnych kilku miesięcy stosując się do zaleceń żywieniowych lekarzy udało mi się przybrać na wadze 6 kilogramów. Dostałam skierowanie do kliniki psychiatrycznej, gdzie dowiedziałam się o różnych metodach walki z nerwicą natręctw. Jedną z nich było koncentrowanie umysłu na innych sprawach, takich jak praca czy spotkania ze znajomymi.
Moja rodzina przez cały czas okazywała mi ogromne wsparcie. W styczniu 2008 roku mój ojciec opłacił mi wizyty u hipnoterapeuty. Po czterech sesjach nie czułam już takiego zdenerwowania, a moje natręctwa zaczęły ustępować. Wyglądało na to, że mój umysł powoli dochodzi do siebie. Czułam się coraz lepiej. Prawdziwym przełomem była dla mnie chwila, kiedy zjadłam jabłko, trzymając je w ręku, a nie pokroiłam go wcześniej na kawałeczki, jak to robiłam dawniej.
Teraz, kiedy moja nerwica jest w dużej mierze pod kontrolą, każdego dnia rano spędzam w łazience zaledwie dziesięć minut. Zmniejszyłam też dawki środków antydepresyjnych. Ciągle jeszcze zdarza się, że kiedy jestem zestresowana, zapala mi się czerwona lampka i biegnę umyć ręce. Wiem, że nigdy się od tego całkowicie nie uwolnię, ale teraz potrafię już nad tym zapanować. To znaczy, że znowu zaczynam normalnie żyć.

Nigdy nie miałam chłopaka, bo nie chciałam obciążać kogoś innego moimi problemami, ale teraz czuję, że jestem gotowa na poważny związek. Wróciłam do zdrowej wagi 57 kilogramów. W ubiegłym roku zamknęłam kwiaciarnię, teraz pracuję jako kasjerka, a w wolnych chwilach jako modelka. To bardzo podniosło moją samoocenę. Jestem bardzo zadowolona, że udało mi się wyzwolić spod działania choroby i wrócić do normalności.

Paranoja

Zaburzenia urojeniowe (dawniej paranoja prawdziwa, obłęd, z greckiego - para - “obok, poza” i noia - “rozum, sens”)
- usystematyzowane urojenia, najczęściej prześladowcze i oddziaływania, rzadziej wielkościowe lub inne. Omamy występują sporadycznie, struktura osobowości jest zachowana.
Z psychopatologicznego punktu widzenia istotne jest, że urojenia paranoiczne są osądami, które są możliwe do zaistnienia, w przeciwieństwie do urojeń paranoidalnych. Urojenia paranoiczne są usystematyzowane, a w wyrażanych urojeniowo treściach występuje spójność.
Zespół paranoidalny - zespół w którym omamy nie tworzą spójnego systemu, często są to urojenia wpływu lub owładnięcia. Występują również halucynacje, zaburzenia jaźni i toku myślenia. Ponadto u pacjenta występują dodatkowo objawy negatywne takie jak deficyty myślenia, uczuć i motywacji, wahania nastroju i inne. Jego odmianą jest zespół automatyzmu psychicznego (Zespół Kandinskiego-Clérambaulta), który łączy cechy zespołu paranoidalnego, przede wszystkim urojenia kierowania i owładnięcia, z automatyzmami psychicznymi takimi jak:
• automatyzm asocjacyjny, dotyczący toku i treści myślenia
• automatyzm kinestetyczny, dotyczącej sfery ruchowej pacjenta
• automatyzm cenestopatyczny, dotyczący poczucia oddziaływania na narządy wewnętrzne pacjenta.

Schizofrenia
35-letnia Angela Bunting z Somerset pracuje z osobami niepełnosprawnymi. Kiedy miała 18 lat zdiagnozowano u niej ostrą schizofrenię. – Dobrze pamiętam, jak mój brat David zmarł na atak serca. Miał zaledwie 15 lat, ja – 9 – opowiada. – Nasi rodzice rozwiedli się cztery lata wcześniej. David, ja i nasza 8-letnia wówczas siostra Jenny mieszaliśmy z mamą, z tatą spotykaliśmy tylko w wolne dni i wakacje.
Mama zadziwiająco szybko doszła do siebie, ale śmierć Davida była dla nas wszystkich strasznym ciosem. Później dowiedziałam się, że trauma przeżyta w dzieciństwie może wywołać schizofrenię; w moim przypadku na pewno nie pomogło też palenie marihuany. Mając 15 lat zaczęłam chodzić na imprezy. Moi koledzy od czasu do czasu wypalali skręta dla zabawy, ja robiłam to, żeby zagłuszyć ból po śmierci Davida.
W 1992 roku, podczas egzaminów maturalnych, zaczęłam popadać w paranoję z powodu marihuany. Początkowo jedynie zamartwiałam się głupstwami, na przykład tym, co ludzie mówią na mój temat za moimi plecami, ale wkrótce to się nasiliło. Nabrałam przekonania, że osoby z mojego otoczenia organizują polowanie na czarownice i że chcą mnie spalić. Zanim skończyłam 18 lat, zaczęłam widzieć duchy, nawet wtedy, kiedy nie paliłam.
Byłam nieustannie przerażona. Spałam po wiele godzin dziennie – to był jedyny sposób by uciec przed duchami. Doszłam do wniosku, że jestem opętana. Przyjaciele odsunęli się ode mnie, a mój chłopak Mark, mający wówczas 25 lat, próbował przekonać mnie, żebym przestała palić trawkę.
We wrześniu 1993 roku powiedziałam mamie, że potrzebuję pomocy egzorcysty, który wypędziłby ze mnie złe duchy. Mama, przerażona, wezwała do domu psychiatrę, który wyjaśnił mi, że cierpię na psychozę i dlatego nie potrafię odróżnić rzeczywistości od imaginacji. Wpadłam w histerię i wbrew mojej woli zabrano mnie do publicznego szpitala psychiatrycznego. Dostałam środki antypsychotyczne i przydzielono mi psychiatrę.
Cztery miesiące później, mimo że nie paliłam już marihuany, nadal widywałam duchy. Stwierdzono u mnie ostrą schizofrenię – przy tej chorobie osoba do niedawna zdrowa zaczyna mieć halucynacje i wierzyć w niestworzone rzeczy. Wcale nie miałam pewności, czy jestem psychicznie chora, byłam przekonana, że wszyscy sprzysięgli się przeciwko mnie. Ale dzięki lekom wizje zaczęły ustępować.
W marcu 1994 roku wyszłam ze szpitala i zamieszkałam z Markiem. Pielęgniarka środowiskowa przychodziła do domu robić mi zastrzyki, musiałam też nadal chodzić do psychiatry. Niestety po jakimś czasie znów sięgnęłam po marihuanę.
Wizje powróciły i nie wiedziałam już, komu mogę zaufać. Kiedy oglądałam mecz w telewizji, odnosiłam wrażenie, że ci wszyscy ludzie zgromadzeni na trybunach wykrzykują obelgi pod moim adresem.
Któregoś dnia, kiedy wyjechałam z Markiem za miasto, wydawało mi się, że drzewa do mnie mówią. On opowiedział o wszystkim moim rodzicom i znów zabrano mnie do szpitala. Tym razem dostałam silniejsze leki. Wypisano mnie po dziewięciu miesiącach.
Mark nie umiał sobie z tym wszystkim poradzić i postanowił zakończyć nasz związek. Psychiatra poradził mi, żebym zamieszkała w schronisku, gdzie specjaliści pomogliby mi nauczyć się samodzielnie żyć. Nagle zdałam sobie sprawę, że jedynym sposobem, by jakoś wyjść z impasu, było obdarzenie zaufaniem innych ludzi. W sierpniu 1998 roku zaczęłam chodzić do psychiatry, który pomógł mi pogodzić się z faktem, że jestem chora i nauczył mnie z nadzieją patrzeć w przyszłość.
Rok później dostałam pracę jako recepcjonistka i wynajęłam samodzielne mieszkanie. Wtedy dopiero uświadomiłam sobie, jak poważnie byłam chora. W czerwcu 2003 roku poznałam Chrisa, który również cierpi na schizofrenię. Zaczęliśmy się spotykać, a w sierpniu tego roku wzięliśmy ślub.
Dziś jestem już inną osobą. Mam nową pracę, w której zajmuję się niepełnosprawnymi, a w domu czeka na mnie wspaniały mąż. Psychiatra przestrzegał, że być może nigdy w pełni nie zintegruję się ze społeczeństwem. Tym bardziej jestem dumna z tego, że mi się udało.

Schizofrenia

Rzadziej stosowana nazwa – choroba Bleulera – zaburzenie psychiczne zaliczane do grupy psychoz endogennych. Objawia się upośledzeniem postrzegania lub wyrażania rzeczywistości, najczęściej pod postacią omamów słuchowych, paranoidalnych lub dziwacznych urojeń albo zaburzeniami mowy i myślenia, co powoduje znaczącą dysfunkcję społeczną lub zawodową.
Początek choroby występuje najczęściej we wczesnej dorosłości, dotykając 0,4-0,6% populacji. Diagnozę stawia się na podstawie wywiadu z pacjentem, a także na podstawie zaobserwowanego zachowania. Wykrycie schizofrenii nie jest możliwe za pomocą współcześnie dostępnych badań laboratoryjnych. Z uwagi jednak na możliwe rozwinięcie na podłożu organicznych schorzeń mózgu zaburzeń o obrazie podobnym do schizofrenii, należy je wykluczyć. Kryteria diagnostyczne ICD-10 nie pozwalają także rozpoznać schizofrenii u osób z upośledzeniem umysłowym oraz przebytymi poważnymi urazami mózgu.
Wyniki badań wskazują na to, że w patogenezie choroby mają znaczenie czynniki genetyczne, wczesne warunki środowiskowe, procesy socjologiczne i neurobiologiczne. Aktualne badania psychiatryczne są skoncentrowane na neurobiologii, lecz nie udało się odnaleźć konkretnej przyczyny organicznej.

Gwiazdy też chorują
Marilyn Monroe: W1962 roku cierpiąca na depresję aktorka trafiła do szpitala psychiatrycznego, a nieco później zmarła w wyniku przedawkowania leków.
Carrie Fisher: – Jestem symbolem choroby psychicznej – stwierdziła 53-letnia Carrie po tym jak wyszła ze szpitala, gdzie leczono ją na depresję maniakalną.
Brooke Shields: 45-letnia Brooke w swojej książce “Down Came The Rain” opowiada o depresji poporodowej, na którą chorowała po narodzinach córki w 2003 roku.
Britney Spears: 28-letnia Britney ogoliła głowę zanim w 2007 roku trafiła do szpitala na detoks, a potem na oddział psychiatryczny.
Bezpodstawny wstyd
Psycholog Eva Cyhlarova, kierująca badaniami w Mental Health Foundation (Fundacji Zdrowia Psychicznego) mówi: – W dzisiejszych czasach trzecia część problemów, z jakimi zgłaszają się pacjenci do lekarza pierwszego kontaktu, dotyczy raczej zdrowia psychicznego niż fizycznego. Nasz sposób odżywiania nie jest korzystny dla pracy mózgu, prowadzimy siedzący tryb życia i mamy ciągle podwyższony poziom stresu.
To normalne, że od czasu do czasu czujemy się przygnębieni, na przykład, gdy spotka nas jakieś nieszczęście. Ale jeśli to uczucie przeszkadza nam funkcjonować w codziennym życiu, powinniśmy zgłosić się do lekarza. Nie ma się czego bać ani wstydzić.

Hannah Barr
NotW

Zaburzenia depresyjne

– zaburzenie psychiczne z grupy chorób afektywnych charakteryzujące się objawami, które można następująco pogrupować:
• objawy emocjonalne: obniżony nastrój – smutek i towarzyszący mu często lęk, płacz, utrata radości życia (począwszy od utraty zainteresowań, skończywszy na zaniedbywaniu potrzeb biologicznych); czasem dysforia (zniecierpliwienie, drażliwość);
• objawy poznawcze: negatywny obraz siebie, obniżona samoocena, samooskarżenia, samookaleczenie, pesymizm i rezygnacja, w skrajnych wypadkach mogą pojawić się także urojenia depresyjne (zob. Zespół Cotarda);
• objawy motywacyjne: problemy z mobilizacją do wszelkiego działania, które może przyjąć wręcz formę spowolnienia psychoruchowego; trudności z podejmowaniem decyzji;
• objawy somatyczne: zaburzenie rytmów dobowych (m.in. zaburzenia rytmu snu i czuwania), utrata apetytu (ale możliwy jest również wzmożony apetyt), osłabienie i zmęczenie, utrata zainteresowania seksem, czasem skargi na bóle i złe samopoczucie fizyczne;
• myśli samobójcze.

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Czy warto być katolikiem?

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Czy warto być katolikiem?


katolikBlogerzy zastanawiają się, czy przyznawanie się do katolicyzmu to dziś powód do wstydu?

W kraju, gdzie 98 proc. osób to ludzie ochrzczeni w wierze katolickiej, afiszowanie swojej religijności i przestrzeganie kościelnego prawa zaczyna budzić niechęć. Dlaczego katolicy są dziś często wyśmiewani przez niewierzących lub “wierzących niepraktykujących”?

Ponad 90 proc. Polaków przyznaje się do wiary w Boga. Tylko 6 proc. badanych uważa się za ateistów - wynika z sondażu przeprowadzonego przed miesiącem przez Centrum Badania Opinii Społecznej. Z grupy deklarującej się jako wierzący nieco ponad połowa chodzi regularnie na msze święte.

Z drugiej strony - według innego sondażu - przeprowadzonego przez Instytut Gallupa pod koniec listopada ubiegłego roku - duchownym w kraju ufa zaledwie 9 proc. Polaków. Im młodsze pokolenie, tym zaufanie do instytucji Kościoła i księży spada. Młodzież, nie chcąc być nazywana “moherami”, “dewotami” bądź “katolami”, woli się do swojej wiary (o ile ją ma) nie przyznawać. Za to otwarcie krytykuje sposób, w jaki wiara jest w naszym kraju traktowana. Swoje opinie na ten temat wyrazili uczestnicy debaty blogerów w serwisie blog.pl, o dość prowokacyjnym tytule Czy bycie katolikiem to obciach?

Przerażający Kościół

“Przyznaję, że katolicyzm w Polsce oraz kościół jako instytucja coraz bardziej mnie przeraża. Dochodzę do wniosku, że środowisko hierarchów kościelnych oraz pseudokatoliccy politycy próbują wszystkim ludziom wepchnąć na siłę Chrystusa do życia - od przedszkola, przez szkołę, zakłady pracy, na domach skończywszy. To taka forma ‘łagodnych wypraw krzyżowych’, bez mordobicia i rozlewu krwi” - pisze Korina7

Jestem osobą wierzącą, może nawet praktykującą, ale ostatnio zrobiłem się strasznie antyklerykalny- przyznaje się Adagio. “Drażnią mnie księża, którzy zamiast nauczać ludzi, rozpowszechniać wiarę, pomagać ludziom, bardziej skupiają się na zdobywaniu pieniędzy. Ściągają niebagatelne pieniądze od wiernych za śluby, pogrzeby, chrzciny i żyją sobie w przepychu, jeżdżą niezłymi samochodami. Niegdyś to ksiądz był dla parafian, teraz sytuacja się odwróciła - parafianie są dla księdza. Tak by najmniej wydaje się tym panom w czarnych sutannach. Kościół katolicki schodzi na psy, to jeden wielki biznes, gdzie wiara to tylko przykrywka dla dobrze rozwijającego się interesu - irytuje się.

“W obecnych czasach, gdy agresja, wyuzdanie, lenistwo, apatia są tak wielkie jak chyba nigdy wcześniej, bycie katolikiem rzeczywiście może być przez niektórych ludzi postrzegane jako obciach. Jednak wydaje mi się, że niechęć związana z religią chrześcijańską nie jest głównie skierowana w stronę ‘zwyczajnych’ wyznawców, lecz na tak zwane osoby duchowne, księży itp. - to z kolei opinia Sarathaia. Według niego ludzie często mylą prawdziwą wiarę z otoczką, która jej towarzyszy.

Z księżmi ma problem również Elvgreen, który przyznaje się do odchodzenia z Kościoła: “Czy wszystko ma być tak, jak obmyślili to ludzie niemający najczęściej zielonego pojęcia o życiu, małżeństwie, rodzicielstwie, normalnej pracy, problemach dnia codziennego, odizolowani od codziennych problemów, a świat znający z konfesjonału - czyli swoisty Big Brother - sami źli ludzie, których należy pouczyć. Dość długo byłem orędownikiem tezy: ‘Jak się nie podoba, to zmień kościół, księdza’. Dziś nie jestem przekonany czy to dobra strategia. KK nie ma monopolu na Boga i zbawienie (…) Rolą KK jest przebaczać. To ideologia miłości i przebaczanie a ja mam dziwne wrażenie, że owo przebaczenie i zrozumienie w nieproporcjonalnie większym stopniu dotyczy ‘kościelnych’ niż ‘czarnego ludu’“.

W dzisiejszych czasach Kościół nie potrafi przyciągnąć młodych ludzi do Kościoła. Wystarczy przypatrzeć się, jacy ludzie uczestniczą na mszach, które są transmitowane przez TV Trwam. Nie dostrzeżemy tam młodych ludzi, może gdzieś tam pojedyncze osoby. Ale zdecydowanie przeważają osoby starsze, tzw. mohery. Młodzi ludzie nie chcą takiej religii. Dla nas naprawdę bycie Katolikiem to niekiedy wstyd - pisze Adagio.

Szczepionka przeciwko Bogu

Chrystus nikogo nie zmuszał, by w Niego wierzył, a ludzie to robią. DLACZEGO? - zadała w swoim blogu takie pytanie cytowana już Korina (która zapoczątkowała debatę) i do tego wątku odnosiło się później wielu dyskutantów.

 Clandestino dopowiada m.in.: “[Jezus] chodził tylko i powtarzał słowa ‘Pójdźcie za Mną’ i ludzie poszli i słuchali jego nauk, sami, bez proszenia, a dziś ta idea wygasła, bo każdy każdego chce zmusić, lansuje się wręcz swoją wiarę i nakłania innych - nie zdziwię się, jeśli na końcu świata, dojdzie do wojny o wiarę, właśnie przez te maniakalne objawy typu ‘Ja wierzę! Ty nie wierzysz, więc zgiń!’, przecież to jest paranoja!

Uważam, że religia katolicka jest niestety bardzo skuteczną ’szczepionką’ przeciwko poznaniu Boga. Byłem katolikiem, więc sam poznałem mechanizm ‘uodpornienia’ na Boga. Na mszy miałem podawany komplet twierdzeń niezgodnych z Biblią. Nie znałem Biblii, więc łykałem to, czym mnie karmiono - pisze bloger o nicku Mobilizanci. Wiara, jeśli narzucona, jest sztuczna, pusta i nie wnosi niczego do naszego życia. Państwowe wspieranie jakiegokolwiek systemu wierzeń, innych od uniwersalnie laickich, siłą rzeczy wiarę narzuca - i to od najmłodszych lat. Pojawia się bowiem presja społeczna - zalegitymizowana przez państwo - do posyłania dziecka na lekcje religii. W wielu małych miejscowościach mały człowiek, który w tych zajęciach nie uczestniczy, traktowany jest jak dziwoląg. Z tego też biorą swe źródła kolejne presje - na rujnującą domowe budżety pierwszą komunię, istną orgię konsumpcjonizmu, a następnie - na bierzmowanie. Bo - jak wiadomo - bez tegoż sakramentu o ślubie kościelnym można zapomnieć” - argumentuje Bartłomiej Kozek.

Wspomniany Clandestino został wychowany w wierze katolickiej, ale przestał chodzić do kościoła. “Zdałem sobie sprawę, że Ci ludzie odczuwają jakiś przymus chodzenia do Kościoła, siedzą i słuchają kazania księdza, zaś chyba mało z tego rozumieją - miałem wrażenie, że chodzą na pokaz bo „Tak trzeba”, niestety zraziło mnie to okrutnie. Lub też przysłowiowe ‘Moherowe Babcie’ potępiające wszystko i wszystkich co nie jest zgodne z ich wyobrażeniem wiary… Tak, wyobrażeniem, bo skoro Bóg kazał miłować ludzi, to dlaczego ich potępiają, skoro ów ludzie nic złego nie robią?” Wiele razy poruszano na blogach problem nacisku rodziny bądź środowiska na to, by afiszować swoją religijność.

Może katolicyzm spotyka się z niechęcią, ponieważ ludzie nie wybierają go świadomie. Praktykują, bo tak karzą rodzice i co dziadkowie pomyślą, jeśli nie zobaczą wnuka w niedzielę w kościele. Narzucenie religijności zaczyna człowieka przerastać i zaczyna nie lubić/nienawidzić tego, w czym się wychował- zastanawia się Mycjusz.
Wszystkie te rytuały jak chrzest, komunia, bierzmowanie, mają za zadanie wcielić i utrzymać w kościele biedne i nieświadome niczego dzieci. Rodzice wychowują, tak jak ich wychowali, w wierze lub po prostu przed strachem odrzucenia, postępują krokami, którymi podąża większość społeczeństwa, nie zastanawiając się zbyt głęboko nad tym wszystkim, nie protestując, nawet jeśli w ich głowach pojawiają się pytania. Wiadomo, jak to jest być odludkiem, dziwakiem itp, do tego dochodzi presja dziadków, których relacje z wiarą sa dużo silniejsze, ze względu na stan, w jakim znajdowała się w ostatnim stuleciu Polska- pisze Tomasz Jakubiszyn, deklarując, że on swoim dzieciom zamierza dać “wolność i wybór!”.

Dla mnie katolicyzm to juz jest ‘moda’, - chodzę, bo muszę, ładnie się wystroję i pokażę ludziom i sąsiadom, co mam nowego w szafie, żonę wezmę pod rękę, pośpiewam, wezmę komunię, żeby nie było i pokaże jakie to z nas przykładne małżeństwo - ironizuje Tagmen.

Bo czymże jest wiara ‘bo tak trzeba’, ‘bo rodzina wymaga’, ‘bo wszyscy wokół deklarują’ itp? Czym jest wiara na siłę, nie poparta racjonalnym myśleniem czy własnymi doświadczeniami? Wiara na siłę, wiara ‘bo wypada’, wiara ślepa - to jest przejaw głupoty, ograniczeń własnego umysłu, słabego charakteru i to jest właśnie obciach. Bycie świadomym wyznawcą religii (dowolnej) jest oznaką siły i potęgi charakteru - osobę wierzącą ‘od siebie’, która jest świadoma swojej wiary i motywacji stojących za tą wiarą, zatrudnił bym bez problemu. Zaś osoba, która wierzy ślepo we wszystko co mówi ksiądz z ambony, jest w moich oczach słaba i nie warta wysiłków- podsumowuje takich ludzi bloger Bez Pardonu.

Czy się wstydzić i za co?

Czy zatem w obecnych czasach młody człowiek nie powinien się przyznawać do Kościoła? Kiedy bycie katolikiem jest “obciachowe”?

” Nie jest wstydem manifestowanie swojej wiary i religijności. Wstydem jest robienie tego bezwiednie. A niestety większość ‘katolików’ tak działa. Nie czytają Pisma Świętego, nie zagłębiają się w nauki, a kiedy już są w kościele i słuchają kazania to tylko po to, by uspokoić swoje sumienie. Potem obnoszą się z tym, że w piątek nie jedzą mięsa, że mają miesiąc bez alkoholu, że w adwencie wyrzekają się przyjemności… Ale nie robią tego, bo chcą, ale dlatego, że tak nakazuje nauka kościoła. Nauka, której nie rozumieją, ale przyjmują. Jaki jest wtedy sens takiego pokazywania swojej religijności?

Wstyd jest być zacofanym katolikiem wyśmiewającym Świadków Jehowy, którzy ze słowem Boga chodzą po ludziach i pytają: “Czy pani/pan na prawdę wierzy w Boga, który nas zbawił?” I co odpowiada manifestujący swoją religijność katolik? “Tak wierzę, ale tylko w niedzielę przed obiadem, a poza tym, to ja już mam swojego Boga- pisze Redus.

Cytowany już Tomasz Jakubiszyn podaje trzy rodzaje katolickiej polskiej obciachowości:

 “Po pierwsze, grupy tzw. moherowych beretów, ludzi starszych, wrzuconych wprost z komunizmu w sidła demokracji, wychodzą na ulice i manifestują swoją głupotę. Wyzywają, biją parasolkami, nie prowadzą dyskusji, a jedynie starają się narzucić swoje lub usłyszane w kościele racje w sposób wręcz obleśny. Po drugie totalny brak tolerancji dla innych wiar, dla niewierzących oraz wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób nie mieszczą się w granicach ich wiary. Po trzecie to ogromna manifestacja swojej wiary na każdym zakręcie. Zaczynając od olbrzymich kościołów w centrach miast, poprzez procesje ulicami miast do medialnej nagonki“.

Bycie katolikiem nie jest wstydem, ale uważanie, że wszyscy katolicy są w porządku (bądź ja sam), jest haniebne i to jest dopiero wstyd” - uważa blogerka Novar.

“Wstydem jest nie bycie katolikiem, a raczej uważanie się za katolika, pomimo żadnych wspólnych zależności. No bo jak nazwać kogoś katolikiem, kto chodzi co tydzień do kościoła, bo tak mamusia kazała, a dekalogiem w ogóle się nie przejmować. Hipokryzja?” - wtóruje jej Marcin Bratek.

Katolik - to brzmi dumnie

Mimo że wśród debatujących przeważały wypowiedzi krytykujące Kościół, nie brakło też i zadeklarowanych chrześcijan. To ich głosy przeważyły szalę blogometru, który ostatecznie pokazał remis między dumą a wstydem z bycia katolikiem.

Jestem katoliczką. Wierzącą. Jestem bardzo dumna z tego, kim jestem i dlaczego (chociaż ‘duma’ jest najgorszym z możliwych słów). To nie tylko kwestia tego, jak zostałam wychowana, to nie tylko kwestia potrzeby wiary. To kwestia mojego wyboru” - pisze Ikona.
Dla mnie bycie katoliczką to nie jest obciach, ale bycie chrześcijanką to prawdziwy powód do dumy. To, czego uczy mnie Chrystus jest tak cudowne, ze żadna inna religia mi tego nie zapewni. Gdy ktoś mnie pyta jaką wiarę wyznaję, zawsze odpowiadam: “Jestem chrześcijanką!” - deklaruje Korina7

Chłopak o nicku Grabula martwi się, że “większość ludzi upraszcza sobie życie wrzucając wszystkich katolików do jednego worka i obraża jednocześnie każdego z osobna“: Obecność Pana Boga, a jednocześnie Kościoła w moim młodym, jakby na to nie patrzeć, życiu jest dla mnie czymś pięknym i radosnym. I mam świadomość tego, że wiele (co znaczy nie wszyscy!) osób duchownych i świeckich niszczy Kościół wewnątrz, jak i burzy jego opinię na zewnątrz. Jest mi bardzo przykro z tego powodu“.

Żadnych wyrzutów sumienia jako katoliczka nie ma Mycjusz: “Cieszę się, że mam zasady, które są dla mnie ważne i że nie jestem w tym odosobniona. Czy mam się wstydzić czegoś co sama wybrałam? Na pewno nie!”



Sarathai, który jest ateistą uważa, że wierzącym jest w życiu łatwiej, ponieważ mogą one zawsze znaleźć wsparcie w swojej wierze, w postaci Boga. Wiara ich mobilizuje, pomaga sprostać trudom codziennego życia, to musi być miłe doznanie. Jednocześnie osoby te polegają na ’sile wyższej’, szukają ‘metafizycznej pomocy’ zamiast wziąć sprawy w swojej ręce i stawić czoła przeciwnościom losu, co nie jest zawsze mile przyjmowane“.



Kościół jest święty

Kościół nie poradził sobie z ze zmianami po 1989 roku - rozpoczyna swoje wywody Marzatela. I to w tym upatruje przyczyn dzisiejszego wizerunku Polaka-katolika.
W powszechnym odczuciu katolik polski to wizerunek “moherowego beretu”, Ojca Dyrektora czy buczącego na uroczystościach sierpniowych tłumu politykierów, przystrojony dodatkowo butą i nieliczeniem się z głosem wiernych niektórych hierarchów. Jest to obraz bardzo medialny, ale czy na pewno stanowi o większości? - pyta blogerka.

Dla wszystkich - i hierarchów, i wierzących, i krytykujących Polaków, ma radę blogerka Cesia: więcej miłości! “Drodzy Księża, kochani Polacy, żeby nam się lepiej żyło, zamiast potępiać - pomagajmy. Na niektóre rzeczy można przymknąć oko, z innymi można sobie łatwo poradzić. Drodzy Księża, kochani Polacy - szukajmy ludzi w ludziach“.

Czy Polacy odnajdą ludzi w swoich kapłanach, czy księża znajdą rzesze wiernych w Kościele? Czas pokaże. Niestety, w polskim Kościele dominuje pogląd wyrażony przez pewnego biskupa: “W Kościele nie ma nic do zmian, bo Kościół jest święty”.

Monika Fiołek

Czy być katolikiem to obciach ?

Pytanie jest sformułowane jakby była to jakaś subkultura. Ja sam od jakiegoś czasu przestałem chodzić do kościoła na msze św., wcześniej robilem to co niedziela (jednak głownie aby spotkać sie z ludzmi, ktorych dawno nie widzialem - niewazne bylem tam). Natomiast raz na jakiś czas najdzie mnie wewnętrzna potrzeba iść usiąść w tym budynku, poczuć te specyficzne zapachy, popatrzeć sie na obrazy, posluchac dobrego kazania i… być dumnym, ze sie w coś wierzy.

Odkrylem, ze sklaniam sie ku deizmowi. Uważam, że coś było i coś stworzyło. Dlaczego?  Bo teraz nie jesteśmy w stanie (my normalni ludzie) odkryć jak sie wszsytko zaczęło. Mówie oczywiście o całym wszechświecie, nie o pochodzeniu człowieka, spokojnie. Gdy w wakacje miałem okazje spotkać się z tureckimi i kurdyjskimi muzułmanami, dokladnie kobietami. Spodobała mi sie ich zaciętość, oddanie swojej wierze. Gdy z innym polakiem staralismy jej przedstawić, że chrystus jak i mahomet stoją na równi. To nie mogło im przejść przez gardło. Później oczywiście z dnia na dzien, gdy pokazywali mi różne islamskie broszury zacząłem zauważać wiele podobieństw. Do głowy by mi nie przyszło aby ich nawracać na chrześcijańśtwo, nie daj Bóg na katolicyzm. Poprostu szperając w różnych religiach u podstaw widzimy wiele zbieżności. Czyli nie tak jak nowy testament ktoś nam wymyślił, napisal a my teraz budujemy sobie na nim wiare. Tylko słowa, które sa u wielu podobne jak nie takie same.

Dostosowanie wiary do odpowiedniego środowiska pewnie spowodowało rozłamy, a kłotnie na tle religijnym jakich teraz doświadczamy to tylko i wyłącznie zła interpretacja tych doskonale napisanych bogatych w głębokie sentencje ksiąg głęboko zakorzenionych w historii ludzkości. Jak chce ktoś wierzyć to wierzy, jak nie to nikt go nie zmusza. Troche irytują mnie filmy pokazujące Chrześcijan, katolikow i inne odlamy jako zwykłe kalki wierzeń starożytnych i innych wiar. Czy naprawde ktoś myślał kiedyś, że całą naszą religie stworzono tylko i wyłącznie dla nas (?) to osobiście współczuje jeżeli sie ktoś zawiódł. Nie sens tkwi w tym żeby komuś udowodnić czy Bóg jest czy nie i pokazać skopiowane rzeczy w naszej religi, a w tym jak każdy z nas to zinterpretuje i gdzie odnajdzie coś dla siebie.

Moge wam polecić doskonały, napewno nietuzinkowy film The Man On The Earth, który w miły i delikatny sposób pokazuje mutacje naszych wierzeń przez lata i nietylko. Jest to fikcja a może nie, napewno nie mniej interesująca niż sama religia. Miłego oglądania, bo naprawde warto.

Więcej głosów w tej dyskusji znajdziecie Państwo pod tym adresem.

Zapraszam także do komentowania tego materiału i wypowiedzi na temat w komentarzach poniżej.

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Witamy w Ontario - przewodnik dla nowoprzybyłych Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Zbliżają się Walentynki, jak będziesz spędzał/a ten dzień?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Luty 2012
P W Ś C P S N
« sty    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  
 Strona 1 z 1  1