Tag Archive | "pieniądze"

Casus Grecji

Tags: , , , ,

Casus Grecji


W Unii Europejskiej nie ustają dyskusje - co zrobić z Grecją? Pomóc jej, a jeżeli tak, to na jakich warunkach, czy też pozostawić samej sobie - ze wszystkimi dla integracji europejskiej konsekwencjami? Te pytania stają się tym bardziej aktualne, gdyż kraj ten usiłuje znaleźć finansowanie za pomocą wielomiliardowych obligacji. “Financial Times” zwraca uwagę, że stworzenie funduszy pomocowych dla Grecji jest testem wiarygodności tego kraju na rynkach finansowych - w walce z kryzysem spirali długu. W tym miejscu nie wolno zapominać, że wiarygodność na rynkach finansowych ma zasadnicze znaczenie dla kraju, który scedował swoją zdolność do kreacji pieniądza. Co więcej - pozostaje zależny od wielu finansowych instytucji, które na razie kreują przede wszystkim zamieszanie.

greckie_przeslanie

Pomóc - nie pomóc?

Wyniki badania opinii publicznej w najbogatszym państwie UE - Niemczech - pokazują, że obywatele tego kraju - pomni “fiskalnych ekscesów” Aten i późniejszej postawy “udawania Greka” - są stanowczo przeciwni pomocy nie tylko Grecji, ale wszystkim krajom, które znacznie przekroczyły wydatki. W tym kontekście pokazywany jest przykład Irlandii, która - acz także w potrzebie - postanowiła poradzić sobie sama i przedsięwzięła (za milczącą zgodą świadomych takiej konieczności obywateli) twarde środki oszczędności. Nic zatem dziwnego, że Dublin realizujący politykę zaciskania pasa jest niechętny propozycjom pomocy dla “utracjuszy”.
A wracając do Grecji, to otrzymanie pomocy z MFW jest wysoce problematyczne, gdyż Ateny obecnie nie spełniają “kwalifikacyjnych standardów” pożyczki. Nie można również nie zauważyć, że wiele krajów strefy euro patrzyłoby krzywo na takie rozwiązanie, które de facto oznaczałoby scedowanie kontroli polityki makro z UE na MFW - zewnętrzną międzynarodową instytucję, będącą w dodatku pod silnym wpływem USA. Mało tego, każda pomoc od tej organizacji związana byłaby z twardymi ograniczeniami - w istocie byłaby to pętla wokół greckiej szyi. Niemcy i Francja byłyby natomiast szalone, gdyby zobowiązały się pomóc Grecji ze swoich ograniczonych zasobów euro, ponieważ one też stoją wobec zagrożeń. Wewnętrznych - ze strony swoich podatników zorganizowanych w prężnie działających związkach zawodowych. I zewnętrznych - ze strony “finansowych wampirów”, które tylko czekają na podjęcie kolejnego ataku.

Piąta kolumna z Wall Street

Administracja prezydenta Obamy nie ruszy do walki z gangsterskimi bankierami (bangsters), którzy wywołali globalną katastrofę. Oni lub ich koledzy już wcześniej - jak “piąta kolumna” z Wall Street - opanowali znaczącą część ważnych stanowisk w administracji rządowej. Sami siebie zwalczać nie będą. Niektórzy mogą twierdzić, że termin “bangsters” jest za ostry.
Bo przecież Wall Street wykonuje tylko swoją robotę i oferuje usługi finansowe. I nikt nie mógł przewidzieć, że tak dużo finansowych innowacji obróci się w “czarne łabędzie” (black swans). Od biedy można byłoby się z tym zgodzić, gdyby fachmani z Wall Street - wcześniej błądząc - wyciągnęli wnioski z tej gorzkiej lekcji i zmienili swoje praktyki. Tak jednak nie było. Późniejsze śledztwo wykazało, że niemal każdy na Wall Street widział nadciągającą burzę, co bynajmniej nie wyhamowało sprzedaży wadliwych aktywów i aktywności w zawieraniu więcej niż wątpliwych transakcji.

Kryzys nie był błędem - to był wynik

goldman-sachsFBI już w roku 2004 ostrzegało o epidemii nadużyć, przy czym 80 proc. owych patologii miało miejsce ze strony udzielających pożyczek, de facto kierownictwa instytucji finansowych. Szefostwo Wall Street było i jest winne prowadzenia kontrolowanych oszustw. To oni byli zajęci nie tylko oszukiwaniem pożyczających, ale co więcej - równocześnie defraudowali środki firm, którymi zarządzali. Żeby obraz był pełny, do listy ofiar wymienionych praktyk dołączyć trzeba podatników, którzy poprzez decyzje rządowe sfinansowali pomoc dla finansowych instytucji.
Jeśli ktokolwiek sądzi, że szefostwo Goldman Sachs Bank było nieświadome złych transakcji robionych przez łotrowskich traderów, to grzeszy naiwnością. Czołowi menedżerowie Goldmana (a także niektóre ważne osoby spoza banku) pozbyli się posiadanych akcji swojego banku w marcu 2008 r., kiedy upadł Bear Stearn. Podobną operację wykonali we wrześniu 2008 r., kiedy upadł Lehman Brothers. Dlaczego? Odpowiedź jest całkiem prosta: oni wiedzieli, że firma była pełna toksycznych aktywów i nie byłaby zdolna ich sprzedać. Przykłady? - proszę bardzo. 19 marca 2008 r. Jac Levy (jeden ze współprowadzących M&As) sprzedał ponad 5 mln akcji Goldman Sachs i przyjął zakład przeciw 60 tys. więcej udziałów. E.G. Corrigan (prezes Banku Rezerwy Federalnej w latach 1985-93, potem managing director w Goldmanie) sprzedał - również w marcu 2008 r. - 15 tys. udziałów. J. Winkielried (wiceprezydent Goldmana) sprzedał 20 tys. udziałów. Listę można ciągnąć…
Wyprzedaż akcji Goldmana przez top management zastopowano dopiero wtedy, gdy Goldman umieścił C. Leithnera na stanowisku w Fed. Nastąpiły kolejne kroki bailout dla AIG, odwrócenie pomocy i skierowanie pieniędzy do Goldmana. I tak kontrolujący proces oszustw, gdy zdecydowali, że jest już bezpiecznie - odwrócili kierunek gry.

Nade wszystko - gra

Od 2001 aż do listopada 2009 r. - cały rok po upadku Lehmana - Goldman wykreował finansowy instrument, pozwalający ukryć europejski dług rządowy. Handlując walutą lub transferując dług w przyszłość. Ale Goldman i inne finansowe firmy nie tylko zachęcały Grecję, żeby zaciągała coraz więcej długów. Oni także handlowali CDS-ami na grecki dług - robiąc równocześnie zakłady, że Grecja okaże się niewypłacalna.
Taka gra “na odwrotny sztos” kosztowała Grecję utratę finansowej wiarygodności, powodując wzrost spreadów na greckich CDS-ach.
A mogło być nawet gorzej. AIG, faworyt finansowych dewiacji, mógł być - co wprost sugeruje “Handelsblatt” z 20 lutego 2010 - stroną, która sprzedała swapy na CDS-y Grecji. Krótko mówiąc: CDS-y powodowały obniżenie wiarygodności Grecji przez agencje ratingowe, co z kolei zwiększyło spread na obligacje greckie.
Z tego wynika już prosty wniosek: Wall Street, dowodzone przez Goldmana i AIG, pomogło wykreować dług, co spowodowało histerię o możliwej niewypłacalności. Bo kiedy cena CDS-ów rosła, a rating Grecji spadał, oprocentowanie, które zobowiązana była płacić Grecja, wzrastało błyskawicznie.
A działo się tak dlatego, że w krótkim czasie Grecja nie mogła wykazać się szybką poprawą finansów. Proste…
Niemcy uskarżają się na subsydiowanie, co prowadziło do nadmiernych socjalnych wydatków w Grecji.
Oczywiście dopóki Grecja zwiększa wydatki, skargi tego typu powodują, że mają miejsce transakcje pozabilansowe, w które angażują się Goldman i inni. I chociaż jak na razie transakcje tego typu nie są - w stosunku do prawa w UE - nielegalne, to jest to rodzaj “shadow banking transactions”, które 18 miesięcy temu niemal doprowadziły do upadku globalnego systemu finansowego.
Ale nie był to tylko problem złego funkcjonowania lub “nadużycia traderów”, które były przeprowadzane w imieniu Goldmana. Gary Cohn z Lloyda (numer 2 po Blankfeinie), powiedział: “robimy bożą pracę”.
Zatem trudno uwierzyć, że Lloyd nie sankcjonował jego aktywności, wręcz przeciwnie - gratyfikował go “umiarkowanym” bonusem 9 mln dolarów za pracę w ostatnim roku.
W Stanach Zjednoczonych mieliśmy “wojnę z terrorem” i “wojnę z narkotykami”. Jednak na wojnę z “finansową bronią masowego rażenia” jakoś nikt się nie wybiera. A jest to zagrożenie, które dla świata i Europy może w swoich dalekosiężnych skutkach być dużo bardziej dolegliwe niż terroryzm i narkotyki. Nośnikami tego zagrożenia są “banksters” z Wall Street. To oni wykreowali cały ten bałagan i nie tylko czerpią z tego zyski, ale także aktywnie przeciwdziałają ozdrowieniu. Powodują bezrobocie, głód, pogorszenie życia i nawet przemoc i terroryzm w świecie.

Co robić?

Grecja, euroland, cały świat - wszyscy potrzebują odpoczynku od manipulacji i destrukcji gospodarek przez firmy z Wall Street. To one ciągną zyski ze spekulacyjnych baniek, z grzebania pod górą długów - rządów, firm i gospodarstw domowych. To one są kreatorami i w niemałym stopniu demiurgami obecnych problemów. Czas wreszcie z tym skończyć. Jest to zadanie dla rządów, które dysponują wystarczającymi środkami, by rozpoznać, a następnie ujawniać prowadzone w złej wierze operacje finansowe.

L. Randal Wray, profesor ekonomii w University of Missouri
Marshal Auerback, analityk w Roosevelt Institute

Posted in W numerzeComments (0)

Kabaliści za miliony

Tags: , ,

Kabaliści za miliony


Dla swych uczniów jest na poły guru, na poły osobą nieledwie boską. Większość ortodoksyjnych żydów ma go jednak za bluźniercę i oszusta.

Imię neokabalisty Filipa Berga vel Fajwela Grubergera budzi wśród jego współczesnych w Stanach intensywne, choć rozmaite uczucia.

Filip Berg pochodzi z pobożnej i przywiązanej do tradycji nowojorskiej rodziny żydowskiej. Ponad pół wieku temu, w 1951 roku zakończył egzaminami studia w jesziwie, zyskując prawo do używania tytułu rabina (nauczyciela). Po studiach udał się do na kilka lat do Izraela, gdzie dowiedział się o średniowiecznej tradycji kabalistycznej. Jednak po powrocie do Stanów aż do 1972 roku zarabiał na życie jako agent ubezpieczeniowy. Dopiero wtedy postanowił założyć swą “Szkołę Studiów Kabalistycznych”, która dziś rozrosła się w prawdziwie imperium. Jego wartość szacowana jest wprawdzie na sto milionów dolarów – znacznie trudniej jednak byłoby znaleźć chętnych do wyceny jego wartości duchowych.

US-FITNESS RELIGION 1/3Członkami szkoły-sekty-imperium Berga są dziś setki tysięcy osób, przede wszystkim w świecie anglojęzycznym. Podobnie jak w przypadku innych ruchów nurtu New Age, dobór “wiernych” jest nieprzypadkowy. Najwięcej uwagi poświęca się pozyskaniu celebrytów, od polityków po biznesmenów i gwiazdy ekranu, wiedząc, że mogą oni stać się magnesem dla innych oraz źródłem poważnych dochodów. Liczba wyznawców rośnie w ciągu roku blisko dwukrotnie. Jedną z pierwszych decyzji każdego jest zaś podpisanie zobowiązania o przekazywaniu “Szkole” dziesięciu procent swego majątku. Dziesięcina to instytucja stara jak świat – w przypadku jednak, gdy uiszczają ją gwiazdy i gwiazdeczki, zyski stają się tym bardziej wymierne. Sama piosenkarka Madonna, której Filip Berg raczył nadać drugie imię (Ester), zarobiła wszak w ubiegłym roku około 50 mln dolarów brutto. Dziesięcina z tej kwoty jest nie do pogardzenia.

W chwili uzyskania członkostwa w Centrum Kabały “generowanie zysków” nie tyle jednak kończy się, co zaczyna. Wszystkie symbole kultu, obiekty magiczne bądź nawet przedmioty codziennego użytku, którym w jakiś sposób nadana została “marka” Berga sprzedawane są wyznawcom w cenie niewspółmiernie wysokiej w stosunku do ich wartości. Słynny już strzęp czerwonej wełnianej nici, w ludowej tradycji żydowskiej zawiązywany “od uroku (podobny obyczaj znała zresztą również antyczna Grecja i prawdopodobnie większość ludów basenu Morza Śródziemnego!), kosztuje 40 dolarów. Kurs wprowadzający we wtajemniczenia średniowiecznej gnozy kosztuje 300 USD, małą antologię tekstów kabalistycznych (których i tak nie sposób zrozumieć bez przygotowania teologicznego) przełożonych na angielski, dostać można już za 500 USD. Tefilin – skórzany pojemnik, zawierający miniaturowe zwoje z fragmentami Tory, który pobożny Żyd zobowiązany jest przytroczyć rzemykami do czoła i przedramienia na czas modlitwy można dostać za dwa tysiące dolarów. Jeśli już jest się członkiem Centrum Kabalistycznego, głupio wręcz skąpić na sporządzone “zgodnie z kabalistyczną mądrością” kosmetyki. Pudełeczko wielkości naparstka z kremem na noc kosztuje kilkaset dolarów. Wszystko to jednak blednie wobec, sprzedawanej na skrzynki, “cudownej” wody mineralnej.

Płacisz – otrzymujesz. Swym uczniom i wyznawcom Berg obiecuje trwającą dziesięcioleciami młodość, powodzenie zawodowe, powodzenie w miłości i życiu rodzinnym, moc radości w alkowie  i, przede wszystkim może, obfitość pieniędzy. A skoro tak, warto było postawić na artystów. Wiadomo, krucha psyche i niemałe potrzeby. Toteż od Elizabeth Taylor i Barbry Streisand po Demi Moore i Madonnę, od Britney Spears po Naomi Campbell, po okładkowe małżeństwo Beckhamów – strzępek czerwonej wełny owija ich nadgarstki.

Znacznie bardziej dyskretna jest druga ważna grupa społeczna, kierująca się wskazówkami neokabalisty, czyli biznesmeni. Trudno afiszować się z ezoterycznymi lekturami na forum rady nadzorczej. O dobrym zakorzenieniu i w tym środowisku świadczą jednak dochody i nieruchomości, jakimi zarządza Centrum Kabały. Owszem, Madonna podarowała Filipowi Bergowi kilka domów jednorodzinnych w centrum Londynu o wartości siedmiu milionów funtów (czym prędzej przeznaczone zostały na filie Centrum i szkoły, gdzie nawet najmłodsi poznać mogą tajniki kabały za 5 tysięcy dolarów miesięcznie; pieniądz powinien pracować), nawet ona jednak nie zdołałaby zaoferować mu pięciu apartamentowców na Manhattanie. To już nie prezent, to lokata kapitału.

Przede wszystkim jednak jest to – żarty na bok – humbug, jeśli nie bluźnierstwo. Kabała jako taka to nurt mistyczny, istniejący niejako “na obrzeżach” ortodoksyjnego judaizmu od późnej starożytności, częściowo tylko skodyfikowany w równie wieloznacznych, jak wiekowych traktatach, począwszy od Księgi Stworzenia (Sefer ha-Jecira), poprzez Ogród Granatów (Pardes Rimonim) (nb. wydany po raz pierwszy drukiem w Krakowie pod koniec XVI wieku – przyp. red. Onetu), a skończywszy na słynnej Księdze Blasku (Sefer ha-Zohar). Mistycy, rozważający księgi Tory i nieskończone permutacje poszczególnych liter, dokonywali tego w duchu ascezy i pokory, pragnąc poznać miejsce człowieka we wszechświecie i zbliżyć się do Boga. Rozważaniom tym, a tym bardziej praktykom mistycznym, mogli poświęcać się wyłącznie wykształceni i głęboko wierzący mężczyźni po osiągnięciu pełnej dojrzałości, tj. przekroczeniu czterdziestego roku życia. – Prawdziwi kabaliści nie krzyczą o sobie na każdym rogu ulicy, ich imiona są często nikomu nie znane – stwierdza Barry Markus, rabin największej synagogi londyńskiej.

Ogromna większość rabinów anglosaskiego świata jest podobnego zdania, doradzając swym współwyznawcom, by zachowywali jak największy dystans wobec propozycji i pomysłów Centrum Kabały. Jego wyznawcy z tradycji osiemnastu wieków wzięli kłaczek czerwonej wełny. To dobra ilustracja tego, jak (nie)wiele wspólnego mogą mieć ze sobą show-business i religia.

Posted in Ciekawostki, Czy wiesz?, Horoskop/ezoterykaComments (0)

Świńska grypa - medyczny “wałek” stulecia

Tags: , ,

Świńska grypa - medyczny “wałek” stulecia


danielJestem obecnie w USA i tutaj właśnie zrozumiałem, o co chodzi z tą całą świńską grypą… Chodzi o to samo, o co zawsze chodzi, gdy nie wiadomo o co… - o PIENIĄDZE!

Wystarczy pójść do dowolnego marketu w USA, stanąć w kolejce do kasy i… zrozumieć, o co chodzi z tą całą Swine Flu. Pani w kasie może nam zamiast wydania reszty psiknąć do nosa szczepionką FluMist, albo za 24,99 wcisnąć nam w przedramię albo prosto w pośladek strzykawkę (Flu Shot) i już jesteśmy zaszczepieni na ptasią, świńską czy jelenią grypę. Ja oczywiście nastawiłbym do tego szczepienia dupę, by mnie w nią pocałowano! Za dobrze czuję swoim jeszcze niezakatarzonym nosem, że to jest jeden, WIELKI “wał” koncernów farmaceutycznych na ogłupionym do granic możliwości gatunku, zwanym kiedyś homo sapiens!

spanishfluGrypa była zawsze

Ludzie zawsze na nią chorowali, a mięczaki czy roznosiciele innych chorób (m.in. AIDS) umierali przez komplikacje pogrypowe. Śmiertelne komplikacje mogą być też przy wyrwaniu zęba, wszczepieniu sztucznych cycków czy zjedzeniu orzeszków przez ludzi na nie uczulonych. Grypa ta, niby to naukowo czy medycznie nazwana dla większego efektu psychologicznego grypą typu A podtypu H1N1, H1N2, H3N1, H3N2, czy H2N3 nie jest wcale bardziej zaraźliwa czy zabójcza niż inne grypy, na które ludzkość choruje od setek lat! W Chinach odnotowano 3,700 przypadków owej grypy i… zmarła na nią tylko jedna osoba.

Na Ukrainie na ponad 100 zmarłych na grypę, świńską jej odmianę miało tylko kilka osób. Umierają ludzie na Filipinach, w Tajlandii, w krajach trzeciego świata, bo tam umiera się z głodu, brudu i na AIDS. Nieważne, na co umarli, ważne, kto płaci za właściwe wypisanie aktu zgonu…

W czasie, gdy będziemy czekać na kolejną śmiertelną ofiarę świńskiej grypy pochodzącą ze świata zachodniego, kilkaset tysięcy ludzi umrze na raka (6 tysięcy dziennie umiera na samego raka płuc), kilkadziesiąt tysięcy zejdzie z tego świata na zawał serca. Kilka tysięcy ludzi zginie w wypadkach drogowych (w samej Polsce około 17 osób dziennie), czy w wyniku błędów lekarskich (w samych USA 300 osób każdego dnia). Więc o co tu chodzi z tą świńską grypą, na którą zmarło wg. szacunków WHO zaledwie od 1,5 do 5 tys. ludzi?

Kasa rządzi

O kilkadziesiąt miliardów dolarów, które koncerny farmaceutyczne chciały zarobić na tych szczepionkach. Najpierw nastraszyć całą kulę ziemską tym, że “albo szczepionka, albo śmierć w męczarniach”. Później wcisnąć te szczepionki rządom nastraszonych państw i zmusić owe państwa, by je wcisnęły w ramiona lub pośladki swoich obywateli. Belgia dopiero niedawno wycofała się z projektu przymusowych szczepień! W USA też miały miejsce kolosalne naciski na to, by szczepienia były obowiązkowe. Anglia i Francja, jako że chyba rozgryzły ów spisek, i poczuły, że dały się nabić w ampułkową butelkę już ogłaszają na wolnym międzynarodowym rynku, że odsprzedadzą swoje do niczego potrzebne szczepionki.

I tyle!

Gdy widzę w amerykańskich mediach kampanię informacyjną o Swine Flu, to od razu widzę także te pazerne ręce Sinovac Biotech, Hualan Biological Engineering, Baxtera i innych firm, które produkują szczepionki. W talk-show Jimmy Kimmel Live na ABC TV, prowadzący dał się zaszczepić w programie na żywo, pokazując, jakie to łatwe, proste i prawie przyjemne, i że każdy sam może to sobie zrobić w domu. Baa… wszystko teraz jest w Stanach antyFlu. W sklepach dostaniemy za darmo chusteczki antybakteryjne do wycierania sobie dłoni, twarzy, wszędzie (w sklepach, urzędach, szkołach) stoją sanitizatory (specjalne płyny bakteriobójcze, które należy wcierać w dłonie najlepiej ciągle).

W każdym sklepie możemy dostać szczepionkę, nawet w One Dollarowym za1$ możemy sobie coś kupić na grypę - pewnie plaster z żeńszenia prosto z Chińskiej Republiki Ludowej. Jedna firma przeczyści nam klimatyzację, by wygonić z niej grypę, a inna zamontuje do naszej klimy specjalny filtr mikrocząsteczkowy, który nie pozwoli grypie hasać po mieszkaniu. Tylko skąd ona ma się tam wziąć - prosto z gorącego kotła grzewczego klimatyzacji?

LUDZIE, nie dajcie się zwariować!

Umrzecie prędzej na raka, na zawał serca, przez Waszą otyłość, czy w wyniku zanieczyszczenia środowiska, albo zastrzeleni przez bandytę, a nie na Flu!

Oczywiście już nawet nie chcę pisać, co za komplikacje może powodować samo szczepienie (szczepionkami konserwowanymi rtęcią). W szczepionkach są też inne toksyny, bo szczepionki zazwyczaj są robione zgodnie z zasadą “co nie zabije, to wzmocni”… I zgodnie z drugą zasadą, że gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o PIENIĄDZE! Miliardy dolarów. Nie zdążycie się zaszczepić w tym roku, nie bójcie się za 3-4 lata wymyślą kolejne “śmiertelne zagrożenie” - może wtedy dacie radę! Minister Zdrowia czy Donaldu Tusku chwali szczepionki i każe się szczepić? Cwany, oni dostaną zupełnie inne szczepionki, niż Wy! Robione chwilę przed wszczepieniem, więc bez rtęci i innych śmieci.

Na koniec najbardziej wymowna scena związana z grypą, jaką tutaj (w Ameryce) ujrzałem w telewizji. Przed jednym z punktów szczepień, gdzie chętnych do zaszczepienia się było kilka tysięcy, a kolejka chętnych na wkłucie igły ze szczepionką sięgała horyzontu (trzeba było czekać ok. 8 godzin na swoją kolej), co pewien czas z wysokiego piętra budynku, w którym to się działo wychodziła na balkon kobieta z megafonem i ogłaszała: “Nie bójcie się, dla wszystkich wystarczy! Nie pchajcie się, wszyscy dostaniecie szczepionkę. Nie panikujcie…”

Przypomina Wam to coś? Bo mi słowa egipskich kapłanów przemawiających ze szczytu świątyni do robotników - “Nie lękajcie się, jeśli będziecie bez słowa sprzeciwu pracować od świtu do nocy za miskę ryżu budując Faraonowi piramidę, to Cheops wspaniałomyślnie nie ześle na was plag egipskich…”

Daniel Sen

(zredagowany przez: Magda Głowala-Habel)

Posted in Szczepienia/AH1N1Comments (1)

Zanim wypłacisz kieszonkowe

Tags: ,

Zanim wypłacisz kieszonkowe


A czy świat dziecka może się bez nich obejść? Do pewnego wieku tak, ale prędzej czy później będziemy musieli wprowadzić dziecko w świat pieniądza. Pytanie tylko: kiedy i jak? Czy dobrą formą wprowadzania w ów świat jest wypłacanie kieszonkowego?

money-kid1Posiadanie własnych pieniędzy, to dla dziecka sygnał wchodzenia w świat dorosłych: uznania jego kompetencji, potrzeb i nowych możliwości. Kompetencja w wydawaniu i planowaniu wydatków oraz umiejętność oszczędzania czy inwestowania są nieodłącznym warunkiem sprawnego funkcjonowania współczesnego dorosłego człowieka.

Obchodzenie się z pieniędzmi, ich używanie i obsługa finansowa, to umiejętności, które pozwolą dziecku – kiedy będzie już samodzielne – z większym zaufaniem do siebie planować swoją finansową przyszłość. Pozwolą też rodzicom uniknąć kłopotów z dzieckiem, które nie rozumie, że pieniądze nie pojawiają się znikąd i że nie można wydawać więcej niż się ma, a pożyczki trzeba spłacać.

Tak samo jak nauka obsługi komputera, tak i kształtowanie umiejętności panowania nad wydatkami i rozumienie mechanizmów nimi rządzących powinno być stałym elementem edukacyjnym, towarzyszącym naszym pociechom od najmłodszych lat. W uczeniu tym ważne jest, aby dziecko zobaczyło w pieniądzach narzędzie realizacji celów, które samo musi sobie postawić.

Aby nie uważało pieniędzy za cel sam w sobie. Warto nauczyć dziecko traktowania pieniądza jako środka wymiany dóbr ze światem zewnętrznym, a nie jako gwaranta bezpieczeństwa. Trening finansowy jest podobny do treningu czystości: uczy, kiedy wydawać (wypuszczać), a kiedy oszczędzać (zatrzymywać), aby było to zgodne z naszym interesem i jednocześnie z normami społecznymi.

Korzyści z kieszonkowego

Umiejętność planowania wydatków, odróżniania pieniędzy, orientowania się w wymianie drobnych na grubsze itp. najszybciej kształtuje się w praktycznym działaniu. Gdy będziemy “chronić” dziecko przed obrotem pieniędzmi (nie dając mu kieszonkowego, lecz wszystko sami dziecku kupując) po to, by utrzymać nad nim kontrolę, to pamiętajmy, że odbierając mu możliwość wykazania się umiejętnością kontrolowania wydatków, okazujemy tym samym brak zaufania.

Najczęstszym powodem braku kieszonkowego jest brak pieniędzy w domowym budżecie na dodatkowe wydatki. Ale pomimo braku pieniędzy, możemy ustalić z dzieckiem, że będzie sobie samo kupowało to, co i tak jest potrzebne. Dzięki temu przejmie część kontroli nad wydatkami na własne potrzeby (drożdżówki, napój po treningu). Pamiętajmy, że u dzieci w okresie szkolnym kształtuje się samoocena. Dawanie im do zrozumienia, że nie zasługują na zaufanie, podważa ich wiarę w siebie, w możliwość dorównania dorosłym i może obniżyć motywację do uczenia się samodzielności.

Co prawda w niektórych sytuacjach można mieć uzasadnione obawy przed dawaniem kieszonkowego (jeśli dziecko nie potrafi kontrolować wydatków, w ciągu jednego dnia jest w stanie wydać kieszonkowe, nie bardzo nawet wiedząc na co), ale nawet wówczas nie można w rozmowie sugerować dziecku braku zaufania, bo ono dopiero uczy się tej nowej kompetencji.

Problem kieszonkowego – dawać czy nie – pojawia się najczęściej, gdy dziecko wchodzi w okres szkolny. Uczy się liczenia, odróżniania wartości pieniędzy, dodawania, dzielenia, ale również planowania (wydatków), czekania na określone wydarzenie (zakup), myślenia o przyszłości. Operowanie pieniędzmi – monetami i banknotami – uczenie się ich rozróżniania i wartości (którą to naukę umożliwi dziecku wypłacanie kieszonkowego), to praktyczna i fascynująca wycieczka w kierunku matematyki konkretnej, budowanie orientacji dziecka przy najprostszych zakupach. Dzięki temu dziecko poczuje się kompetentne w tym obszarze, nabierze pewności siebie.

Wprowadzanie w rodzinie treningu finansowego poprzez wypłacanie kieszonkowego, to również uczenie dziecka kluczowej umiejętności, jaką jest odraczanie satysfakcji – czyli konieczność poczekania z przyjemnością na odpowiedni moment (np. dziecko zamiast dostać od razu zabawkę, którą sobie upodobało, musi poczekać, aż otrzyma kieszonkowe, za które będzie mogło samo ją kupić).

Sytuacja uzgadniania z dzieckiem wydatków i kieszonkowego jest też dobrą okazją, aby zacząć je wprowadzać w realny obraz finansów rodzinnych, z którymi konfrontowało się dotychczas jedynie przy regałach z zabawkami i słodyczami. Możemy wówczas pokazać dziecku, ile wydajemy, na co, ile zostaje i co musimy jeszcze kupić w danym miesiącu.

pieniadze1Zanim wypłacisz “pensję”

Wprowadzanie treningu finansowego wymaga od rodziców przyjrzenia się uważnie swoim dzieciom i ich możliwościom. Dla prawidłowo funkcjonującego i rozwijającego się dziecka nauka oszczędzania i wydawania, to zarazem wprowadzanie nowych sytuacji edukacyjnych, nowych tematów do rozmów. Zanim je wdrożymy, warto zorientować się wcześniej (by dobrać odpowiednio tematykę rozmów), czy dziecko w sklepie raczej ogląda zabawki, czy też wszystkie chce mieć? “Kolekcjonuje” je, odstawiając w domu na półkę zaraz po zakupie, czy ich używa?

Od najmłodszych lat warto dziecko oswajać z oszczędzaniem w popularnej “śwince”, ale z dawaniem kieszonkowego warto poczekać, aż osiągnie wiek szkolny. Dziecko powinno być gotowe do kontrolowania własnych zachowań w takim stopniu, aby trening nie był tylko ćwiczeniem posiadania, ale i „obracania” pieniędzmi i uczeniem się przy tej okazji zasad oraz identyfikacji własnych potrzeb.

Warto zastanowić się także, czy jesteśmy świadomi, jakie pokazujemy dziecku możliwości “zastosowania” pieniędzy: dzielenia się, oszczędzania, wydawania na rzeczy pożyteczne czy przyjemne? Na siebie czy dla innych? Zawsze “teraz”, czy odkładamy na później? Kupujemy rzeczy droższe czy tańsze? Czy mamy jakieś ustalenia dla samych siebie, jakieś priorytety i dlaczego obowiązują one w domu?

Dziecko łatwiej uczy się operować pieniędzmi, kiedy może naśladować rodziców, kiedy obserwuje czynność liczenia, kiedy jest zaznajamiane z widokiem i wartością pieniędzy. W trakcie nauki korzystania z pieniędzy ważne jest, aby dziecko widziało, w jaki sposób dorosły ich używa, a nie jak fascynuje go sam fakt ich posiadania.

Rodzice powinni nauczyć dzieci radzenia sobie z frustracją spowodowaną tym, że nie można kupić wszystkiego, czego się pragnie, że nie zawsze ma się tyle pieniędzy, ile zaplanowanych wydatków, ale także tego, że z czasem (edukacja, staż pracy) zarabia się więcej. Dziecku warto też powiedzieć, że rodzice odkładają pieniądze – np. część pensji przeznaczają na wspólne wakacje. Starszemu dziecku można pokazać “tort” miesięcznych wydatków, aby samo przekonało się, na jakie różne cele może przeznaczać własne pieniądze.

Czy wiemy, na co wydajemy?

Planowanie wydatków na tydzień czy miesiąc razem z dzieckiem, w jego obecności, pokazywanie rachunków, zobowiązań, pieniędzy odłożonych na niespodziewane wydatki, to też sposób na wprowadzanie w świat dziecka wyobrażeń dotyczących reguł wydawania i oszczędzania. Sprawdzanie, czy nie przekraczamy wyznaczonych limitów, pokazywanie dziecku oszczędności i tego, w jaki sposób ono również może oszczędzać – to pierwsze sposoby wprowadzania go w świat finansów.

Ze starszym dzieckiem czy nastolatkiem warto prześledzić historię swojej pracy czy zarabiania, pokazując konieczność racjonalizowania swoich planów, pogodzenia się z tym, że na początku drogi zawodowej nie zawsze wystarcza na wszystko, czego się chce. Warto zaangażować dziecko w kontrolowanie płacenia rachunków w wyznaczonym terminie, wprowadzić w podstawy domowego budżetu (na książki zawsze musi wystarczyć, na restaurację – raz w miesiącu, na konie – co tydzień). Wraz z analizą wydatków trzeba pokazać, że rodzice, choć zarabiają, nie wszystko wydają na własne cele. Także dziecku należy przekazać, że swoje oszczędności może przeznaczać dla siebie, ale też na upominki dla innych.

Pieniądze to dość ważny temat w wychowywaniu. To nie tylko środek do zaspokajania potrzeb “realizowanych” w sklepie, ale i w relacjach z innymi ludźmi. Jeśli chcemy nauczyć dziecko kompetencji finansowej, trzeba dać mu do dyspozycji pewną kwotę i pozwolić na dysponowanie nią. Jako rodzice musimy być świadomi, że dzięki temu część aktywności dziecka przechodzi pod jego – choćby skromną, ale zawsze – kontrolę.

Sami musimy się zastanowić, do czego służą nam pieniądze. Czy są narzędziem władzy, źródłem pozycji, przywilejów w rodzinie, wyznaczania ról i czy każdy ma ich trochę dla siebie, czy też np. żona musi za każdym razem prosić męża o drobne na zakupy. Czy ufamy sobie, kto kontroluje całość finansów rodzinnych i czy ma to wymiar jedynie praktyczny (jeden rozsądny w rodzinie impulsywnych), czy kryje się za tym coś więcej – np. chęć władzy, kontroli, udowodnienia swoich kompetencji i wyższości. Tego też dzieci uczą się w rodzinie – ukrytej funkcji pieniądza i dróg jego dystrybucji.

Za ile sprzątniesz garaż?

Jeśli kieszonkowe dziecku nie wystarcza, najczęściej pojawia się temat “zarabiania”, czyli nagradzanie przez rodziców pieniędzmi; na przykład za wykonanie “ekstra” prac wokół domu. Z takim sposobem “dawania” dziecku dodatkowych pieniędzy wiąże się zawsze pewien czynnik ryzyka – pokazujemy mu, że niczego w domu nie robi się za darmo. Taki układ na dłuższą metę może sprawić, że dziecko będzie prezentowało postawę materialistyczną wobec świata – stanie się tak wówczas, gdy dawanie dziecku pieniędzy “w nagrodę” za zrobienie czegoś będzie jedyną formą zachęcania go do działania.

W przypadku “zarabiania”, lepiej umówić się z sąsiadami, że dziecko będzie mogło coś u nich zrobić za wynagrodzeniem (czy u dalszych krewnych lub znajomych, w myśl zasady: nasze dziecko u nich, ich dziecko u nas), aby nie wykonywało za pieniądze prac, którymi domownicy powinni dzielić się w ramach codziennych obowiązków (mogą wykonać je “ekstra” u wspomnianych sąsiadów i za to “ekstra” dostaną wynagrodzenie). To też okazja, aby pokazać podstawowe zasady życia we wspólnocie: wiele rzeczy opłaca się nie tylko ze względu na pieniądze, ale na zyski emocjonalne, czasowe – mamy więcej czasu wolnego, jeżeli wspólną pracę dobrze zaplanujemy. To okazja do pokazania, że “opłacalność” nie zawsze ma wymiar finansowy.

Czasami zaczynamy używać pieniędzy, aby u dziecka pojawiło się nowe, pożądane przez nas zachowanie (np. poprzez wprowadzanie systemu żetonowego – kiedy dziecko za określone zachowanie jest nagradzane punktami, słoneczkami, uśmiechami i po zebraniu odpowiedniej ilości wybiera sobie sposób nagradzania, wykorzystania zdobywanych punktów). Kiedy w taki sposób pracujemy nad motywacją do utrzymywania porządku w pokoju, nad motywacją do nauki, do pomagania w domu, to bardzo ostrożnie musimy podchodzić do stosowania nagród pieniężnych (jak najrzadziej albo wcale nie powinniśmy pozwalać na wymianę wspomnianych żetonów na pieniądze).

Jeśli dziecko może coś w takim systemie uzyskać, to powinien to być częstszy kontakt z rodzicem, wspólne aktywności czy wspólna wyprawa po nową zabawkę, na którą dziecko “zapracowało”. Jest bezpieczniej, jeśli dziecko nagradzane jest np. polepszaniem kontaktu z rodzicem (”jeśli coś zrobisz, możemy razem iść do kina, zapracowałeś na ten bilet”) niż pieniędzmi, z którymi znowu zostaje samo. Nagradzanie za zachowania i trening finansowy powinny być przeprowadzane niezależnie od siebie, w pewnym odstępie czasowym, żeby i rodzicom, i dzieciom udało się zapamiętać reguły, których muszą przestrzegać.

Rzut monetą w domu

Rodzina to najlepsze “pole treningowe’ dla zdobywania nowych kompetencji, potrzebnych i niezbędnych także do funkcjonowania poza nią. Jeśli dziecko ma bezpiecznie nauczyć się czegoś, to potrzebuje ciepłego kontaktu emocjonalnego, czułej kontroli oraz dobrych przykładów. Zwykle chcielibyśmy, aby dziecko postępowało z pieniędzmi rozsądnie. Pamiętajmy jednak, iż rozsądek nie pojawi się od razu. Przygotujmy się zawczasu na błędy i wydawanie pieniędzy na to, czego sami nie kupilibyśmy, bowiem nieopłacalności inwestycji dziecko też musi doświadczyć i wyciągnąć z niej wnioski.

Bardzo ważne jest, aby dziecko nie przestraszyło się posiadania własnych pieniędzy i reakcji rodziców na pierwsze błędy popełniane w planowaniu wydatków. Warto być pobłażliwym wobec tych błędów, tłumaczyć i pokazywać konsekwencje, ale tak, aby dziecko nie bało się posiadania i wydawania pieniędzy – wszak stanowią one istotny element dorosłego życia. W przypadku, gdy dziecko się ich wystraszy, to być może będzie umiało odkładać pieniądze, ale nie będzie miało już odwagi ich używać.

Ważne też jest, by dziecko poznało konieczność hamowania swoich zachcianek – więc rodzice powinni być konsekwentni i nie uzupełniać wydanego w jeden dzień kieszonkowego. Z nastolatkami warto prowadzić dziennik wydatków i wpływów, bo za kilka lat będą same z kartą kredytową w innym mieście. Warto więc już dziś pracować nad tym, by nie zaskoczył nas zrobiony przez nie debet…

dr Julita Wojciechowska

Dr Julita Wojciechowska jest psychologiem. Pracuje w Instytucie Psychologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Interesuje się zagadnieniami związanymi z rozwojem i edukacją dzieci i dorosłych, psychopatologią rozwojową, problematyką ról rodzicielskich.

***

Na to, jak dzieci uczą się zarządzania pieniędzmi, wpływa nie ich ilość, ale to skąd pochodzą.

Wykazały to w badaniach Vonda Doss, Julia Marlowe i Deborah Godwin z Uniwersytetu Georgia. Dzieci, które mają szansę same je zarobić, oszczędzają więcej niż te otrzymujące całość w ramach kieszonkowego. Z kolei dzieci, które otrzymują pieniądze jako prezenty od innych, częściej dają też pieniądze innym – na kościół, na cele dobroczynne, same też częściej robią innym upominki, za które płacą (tak samo jak dzieci zarabiające).

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Witamy w Ontario - przewodnik dla nowoprzybyłych Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Zbliżają się Walentynki, jak będziesz spędzał/a ten dzień?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Luty 2012
P W Ś C P S N
« sty    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  
 Strona 1 z 1  1