Zażarcie rywalizują między sobą, wymyślają coraz to nowe sztuczki, aby przyciągnąć klientów, a jednak rysująca się przed nimi przyszłość nie wygląda różowo
Amerykańskie centra handlowe straciły swój czar. Wiele z nich musiało zamknąć swe podwoje.
Najsłynniejsze z nieczynnych centrów handlowych to Dixie Square Mall, obiekt położony 80 mil na południe od Chicago. Był zamknięty już w 1979 roku, kiedy kręcono tu jedną ze scen filmu “Blues Brothers”:
wówczas ożył na jedną krótką chwilę, aby od tamtej pory znów umierać powolną śmiercią. Został dosłownie wypatroszony, rozszarpany. Każdej zimy wali się kolejny fragment dachu przykrywającego niegdyś 65 sklepów. Dla rosnącej liczby “archeologów” starych supermarketów Dixie Square Mall to prawdziwe Pompeje handlu detalicznego; dla pozostałych Amerykanów budowla jest zwyczajną kupą gruzu, którego nikt nie chce.
Takich obiektów nieustannie przybywa. Trwająca od dziesięcioleci bezlitosna walka o klienta doprowadziła w USA do groteskowej nadpodaży powierzchni handlowych. Tam, gdzie w 1960 stało 3 tys. supermarketów, dzisiaj jest ich ponad 40 tys. Już w 2001 roku stwierdzono, że 20 proc. wielkich centrów handlowych jest nierentownych lub wręcz “martwych”. Teraz, z powodu nagłego spadku zainteresowania nowymi telewizorami, domowymi grillami oraz świeczkami zapachowymi, “darwinizm handlu detalicznego” zaczyna przybierać coraz bardziej drastyczne formy. Mniejsze, starsze centra są porzucane, tak jak kopalnie złota na Dzikim Zachodzie, gdy zabrakło w nich złota.
W Ameryce używa się określenia Shopping Mall w Europie i Astralazji ukuło się określenie Shopping Centre.
Isfahan’s Grand Bazaar, w większej części zadaszony datuje się z połowy X wieku. Ponad 10-kilometrowy Tehran’s Grand Bazaar także ma zbliżoną historię. The Grand Bazaar w Istambule został zbudowany w XV wieku i nadal jest jednym z największych zadaszonych targowisk na świecie ze swoimi 58 ulicami i ponad 4000 sklepami.

Gostiny Dvor w Saint Petersburgu, który otwarto w 1785, można zaliczyć jako jeden z pierwszych w tym celu zbudowanych centrów, miał ponad 100 sklepów i powierzchnię 53,000 m².
The Burlington Arcade w Londynie otwarto w 1819. The Arcade in Providence, Rhode Island otworzyla ten koncept na Stany Zjednoczone w 1828. Galleria Vittorio Emanuele II w Mediolanie z 1860 jest jednym z największych kubaturowo Centrów. Na przełomie wieków stworzono Cleveland Arcade i Moskiewski GUM (w latach 1890-tych).
W 1916 roku otworzono nowy typ Centrum Handlowego w Duluth w Minnesocie. Budynek miał dwa piętra i basement, a sklepy oryginalnie znajdowały się na wszystkich trzech poziomach i były dostępne zarówno z zewnątrz, jak i od środka. W połowie XX wieku Shopping Mall’s zaszła kolejna zmiana, Malle zaczęły wyrastać poza miastami, na dalekich przedmieściach.
Pomysł zadaszonej ulicy ze sklepami pochodzi z XIX-wiecznego Paryża. W Ameryce upowszechnił go wiedeński imigrant, Victor Gruen, socjalista i utopista, który marzył, by w Nowym Świecie powstały takie same uliczki jak te w jego europejskiej ojczyźnie. W 1954 roku wymyślił Northland Shopping Center koło Detroit. To centrum handlowe stało się wzorem dla tysięcy innych projektów, które wkrótce powstały na kwitnących przedmieściach Ameryki. Pomysł był prosty: obszerny korytarz ze sklepikami po obu stronach kończył się dużym domem towarowym. Dookoła przewidziano sporą przestrzeń do parkowania, a w idealnym przypadku tuż obok biegła jedna z nowo zbudowanych autostrad.
Te wczesne centra handlowe były skromne, lecz skuteczne: gdy już klient zanurzył się w świat konfekcji, był nieuchronnie wystawiany na liczne pokusy. Przy dźwiękach muzyki, izolowany od hałasów ruchu ulicznego bądź wyładowań atmosferycznych, stawał przed mnogością towarów niczym królik doświadczalny. (…)
Na początku amerykańskie centra handlowe stanowiły czystą, bezpieczną i nowoczesną alternatywę wobec owianych złą sławą centrów wielkich miast. Jednak kiedy w latach 70. kraj był już nasycony tego typu obiektami, rozpoczęła się kolejna faza ewolucyjna: walka nowych galerii ze starymi. Okazało się, że długość życia centrum handlowego jest tak niewielka, zaś objawy starzenia się – tak wyraźne, że zabiegi kosmetyczne rzadko się opłacają. Zawsze znalazł się jakiś inwestor, który wykorzystywał okazję i stawiał większe, nowocześniejsze centrum na pobliskiej łące, z nowymi sklepami i miejscami parkingowymi, bez brzydkich, szpecących plam oleju. Następnie jego bezsilny konkurent musiał zamknąć działalność.
O tym, czy obiekt miał szansę przetrwać, decydowała jego klasa i wielkość. Jednak wyścig kolejnych centrów handlowych, ich walka o tych samych klientów, wkrótce doprowadziły do eskalacji zbrojeń. Ten, kto raz wszedł do budowli przypominającej katedrę, z gigantycznym atrium, fontanną, gajem palmowym i z wypracowaną strategią mającą zdezorientować gościa, kto doznał niemal sakralnych wrażeń, nie chciał już wracać do zwykłego korytarza z neonami.
Wkrótce amerykańskie świątynie zakupów poszły jeszcze krok dalej: Mall of America koło Minneapolis i West Edmonton Mall w kanadyjskiej Albercie, ze swymi 836 sklepami i setką restauracji, zainwestowały miliony dolarów w baseny z fokami, plac golfowy, aquapark i symulatory lotów. W Kaplicy Miłości w Mall of America pobrało się już 1500 par. Centra handlowe nowego typu to wesołe miasteczka, areny sportowe i cele urlopowe w jednym. W filmie dokumentalnym “Malls R Us” Rubin Stahl z West Edmonton tak mówi o swoich klientach: – Chcemy zatrzymać ich w naszym centrum tak długo jak tylko się da. Im dłużej zostaną, tym więcej u nas wydadzą.
Od 1986 do 2004 tytuł największego na świecie Shopping Centre należał do West Edmonton Mall w Edmonton. W tej chwili jest to piąte co do wielkości centrum na świecie.
Dwa największe na świecie znajdują się w Chinach są to, South China Mall w Dongguan w prowincji Hunan i Jin Yuan zwany też Golden Resources Mall, otwarty w październiku 2004 (drugi co do wielkości) na świecie z 600,000 m2 powierzchni, choć Berjaya Times Square w Kuala Lumpur w Malezji ogłasza, że ma 700,000 m2.
Dubai Mall jest największy na Bliskim Wschodzie i Europie (siódmy na świecie). Największe w Afryce jest “Centre Commercial Al Qods” w Algierze,
Najbardziej odwiedzanym jest największy w USA Mall of America w Bloomington (Twin Cities), w Minnesocie.
Jednak tej formuły nie da się powtarzać w nieskończoność. Od paru lat drogę toruje sobie nowa, subtelniejsza postać centrum handlowego, która na pierwszy rzut oka w ogóle się nim nie wydaje. W tych nowych zakupowych uliczkach klimatyzacja w ogóle nie jest potrzebna. Obiekty zbudowane zgodnie z zasadami tzw. new urbanism określa się mianem Lifestyle Centers. Stoją tu nostalgiczne ławki parkowe, tworzy się małe stawy, stawia wiatraki albo pawilon muzyczny. Jednak, wbrew pozorom, Lifestyle Centers ze swoją wesołością w stylu Disneylandu, udające Karlsbad albo Barcelonę, są jeszcze bardziej natarczywe: klient wyobraża sobie, że znajduje się na świeżym powietrzu i odzyskuje nieco ze swojej suwerenności, którą dawno utracił w tych wszystkich zadaszonych, shoppingowych gettach.
Ale to nie tylko sukces nowych centrów handlowych sprawił, że te stare nie są już nikomu potrzebne. Samo włóczenie się pomiędzy regalami pełnymi najróżniejszych towarów – aktywność, którą w latach powojennych mieszkańcy przedmieść wypełniali sobie puste popołudnia, straciło swój czar. Internet, gdzie te same artykuły kupić można taniej i bez konieczności dźwigania ich do domu, dodatkowo załamał obroty. Przede wszystkim jednak skurczenie się klasy średniej wpędziło w kłopoty świetnie prosperujące niegdyś obiekty.
Ubożejąca klientela nie ma pieniędzy na zakupy. Ci zaś, którzy awansowali w hierarchii społecznej, albo nie mają już na nie czasu, albo tak bardzo pielęgnują swój nowy status, że tradycyjne centrum handlowe nie jest już dla nich atrakcyjnym miejscem. Także relacje miasto-przedmieścia zdążyły się odwrócić. Podmiejskie sklepy stały się domeną wyrzutków. To w postindustrialnych centrach amerykańskich miast toczy się teraz wyrafinowane życie, zaś ich mieszkańcy przemieszczają się między loftami a barami z cafe latte.
Upadek centrów handlowych wiąże się z kryzysem przedmieść, które wraz z eksplozją cen benzyny i kryzysem kredytowym przestały nęcić Amerykanów. Nawet jeśli zwyczaje nie zmieniły się z dnia na dzień, faktem jest, że przeprowadzka do dużego domu z dala od miasta, gdzie w garażu stoi ogromny samochód na długie podróże, z obszernym bagażnikiem, w którym przywozi się całe sterty tanich, produkowanych w Chinach towarów, nie wydaje się już taką frajdą. Trwa poszukiwanie nowych, inteligentniejszych stylów życia.
Wymarłe centra handlowe, te pierwsze ruiny amerykańskiej ery powojennej, poruszają dziś tylko nostalgików i archeologów-hobbystów. Na stronach internetowych w rodzaju deadmalls.com entuzjaści tego typu obiektów wymieniają się zdjęciami i sprawozdaniami ze swoich ekspedycji w ciemne czeluście porzuconych gmachów. Snują przy tym wspomnienia ze swej ubogiej w wydarzenia młodości, spędzonej na przedmieściach, kiedy to owe centra, oprócz stadionów sportowych, były jedynym miejscem ucieczki od szkoły i domu rodzicielskiego. (…)
Amerykanie omijają sklepy
SPRZEDAŻ DETALICZNA W USA NIEOCZEKIWANIE W DÓŁ
Niespodziewany spadek sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych. Po dwóch miesiącach wzrostów, sprzedaż stopniała tam w marcu o 1,1 procent miesiąc do miesiąca. Analitycy oczekiwali wzrostu o 0,3 procent.
USA wciąż tkwią w błędnym kole. Bo o ile z Wall Street zaczynają napływać pozytywne wiadomości, to Main Street, przy której mieszka przeciętny Smith wciąż boryka się z recesją. Ostatnie jej oznaki widać w opublikowanych we wtorek danych o sprzedaży detalicznej, która zamiast wzrosnąć w lutym o 0,3 proc., spadła o 1,1 proc.
Spadek sprzedaży był spowodowany przede wszystkim faktem, że Amerykanie - którzy wciąż masowo tracą pracę - kupili mniej samochodów i elektroniki. Po wykluczeniu sprzedaży aut i części samochodowych sprzedaż spadła w marcu o 0,9 proc. Jednymi z niewielu działów, gdzie zanotowano wzrost sprzedaży, były: jedzenie i napoje oraz opieka zdrowotna. Mocno w porównaniu z lutym spada za to sprzedaż elektroniki użytkowej, mebli, odzieży i paliw.
- Te dane to kubeł zimnej wody dla tych, którzy mówią, że gospodarka odbija się od dna. Tak długo, jak co tydzień będzie przybywać 650 tys. nowych bezrobotnych nie ma mowy o tym, że są oznaki polepszenia - powiedział Jacob Oubina, diler walutowy serwisu Forex.com.
Nowe skupiska handlowe powstają w Ameryce Północnej coraz rzadziej. Zarządzająca nimi firma General Growth, jedna z większych tego typu, stoi w obliczu bankructwa. Architekci specjalizujący się w takich obiektach, m.in. Jon Jerde, pracują teraz w Chinach lub na Bliskim Wschodzie, gdzie tworzą projekty mające przyćmią wszystko to, co powstało w Ameryce. Planowane od lat powiększenie Mall of America zostało wstrzymane. Również projekt Destiny USA w Syracuse, w stanie Nowy Jork, mający zawierać między innymi replikę Kanału Erie, siedem lat po rozpoczęciu robót wydaje się daleki od ukończenia…
Jednak Rubina Stahla nic nie jest w stanie wyprowadzić z równowagi. Jesienią ma ruszyć jego kolejny megaprojekt: Lac Mirabel koło Montrealu, pierwsze “zielone centrum handlowe”. Będzie tam woliera z trzmielami, akwarium z 20 tys. gatunkami ryb i salon Spa o powierzchni 10 tys. metrów kwadratowych, zbudowany według wzorca z Andory. Jeśli wierzyć Stahlowi, będzie to nie tylko największe, ale i ostatnie centrum handlowe: – Ameryka ma ich już dość – mówi. – Wykorzystamy ostatni wielki kawał ziemi, jaki nam jeszcze pozostał.
Jorg Hantzschel