Błędne decyzje polskich pilotów były przyczyną katastrofy rządowego tupolewa. Niedostatki w infrastrukturze lotniska nie miały na to wpływu - wynika z raportu Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego.
Śledztwo było prowadzone zgodnie ze standardami Konwencji Chicagowskiej o wypadkach lotniczych - oświadczyła szefowa MAK Tatiana Anodina. - Było prowadzone przez niezależną organizację, czyli MAK, która kieruje się normami prawa międzynarodowego i jest członkiem międzynarodowej organizacji zrzeszającej niezawisłe organa śledcze - mówiła. - Chcemy opublikować prawdę, nawet jeśli jest gorzka - podkreśliła. Doceniamy, że w trakcie śledztwa mieliśmy pomoc kolegów z Polski, UE, USA i innych państw. Szczególnie doceniamy współpracę wyjątkowo licznej, 24-osobowej grupy ekspertów z Polski - mówiła Anodina.
- Naciski polityków czy administracji na badających katastrofy lotnicze są niedopuszczalne, takie są nasze zasady - tak Anodina skomentowała niedawną wypowiedź premiera RP Donalda Tuska, że projekt raportu MAK jest “nie do przyjęcia”. Anodina zapowiedziała też, że wersja raportu jest ostateczna.
Komisja ustaliła, że samolot był sprawny, nie zanotowano pożaru, wybuchu ani zderzenia z przeszkodami w powietrzu. Zanotowano natomiast błędy w organizacji lotu i jego technicznym przygotowaniu.
Anodina zaznaczyła, że to dowódcy lotu podejmują decyzję o lądowaniu i ponoszą za nią odpowiedzialność. - Niedostatki w infrastrukturze lotniska w Smoleńsku i nie najlepszy stan techniczny urządzeń rejestrujących na lotnisku nie były przyczyną katastrofy - stwierdziła.
Komisja techniczna ustaliła, że bezpośrednią przyczyną katastrofy były:
- błędy w wyszkoleniu załogi (podkreślono, że pilot przez 5 miesięcy poprzedzających lot do Smoleńska nie wykonywał żadnego rejsu w trudnych warunkach pogodowych, a warunki w Smoleńsku były znacznie poniżej minimum pogodowego);
- niepodjęcie decyzji o odejściu na lotnisko zapasowe mino informacji o niesprzyjających warunkach;
- podchodzenie do lądowania mimo braku zgody z wieży kontrolnej;
- obecność szefa sił powietrznych polskiego wojska, generała Andrzeja Błasika w kabinie pilotów wywierała presję na załogę, która zdecydowała się na lądowanie mimo złych warunków. Obecność dowódcy mogła mieć znaczący wpływ na błędne decyzje załogi.
Na nagraniach czarnych skrzynek Tu-154M nie ma zapisu poleceń prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wniosek o presji psychicznej, pod którą była załoga, został wysnuty na podstawie jej rozmów - powiedzieli przedstawiciele MAK.
- Wniosek o presji wywieranej na pilotów wysnuty został przez grupę polsko-rosyjskich ekspertów na podstawie nagrań rozmów załogi - Aleksiej Morozow. Dodał, że spowodowana była ona już samą obecnością na pokładzie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wysokich polskich urzędników i okolicznościami, celem lotu. Tatiana Anodina dodała, że nie ma natomiast nagrań samych poleceń prezydenta.
Przewodniczący komisji technicznej MAK Aleksiej Morozow, który zabrał głos po szefowej MAK, oświadczył, że komisja przeanalizowała uwagi strony polskiej do pierwszej wersji raportu. - Wzięto pod uwagę 20-25 uwag, które dotyczyły spraw technicznych oraz komentarze USA dotyczące zainstalowanych samolocie systemów TAWS i FMS - powiedział Morozow.
Według Anodiny wieża kontroli lotów w Smoleńsku podawała polskiej załodze dane meteorologiczne, z których wynikało, że lądowanie tam jest niemożliwe - m.in. widoczność wynosiła 100 metrów, podczas gdy minimalna dopuszczalna to 1000 m. Wskazywano też na rozmowę załogi z wieżą, w trakcie której wymieniano informacje o wyznaczonych lotniskach zapasowych - w Witebsku i Mińsku.
Morozow powiedział też, że ze względu na charakter lotu - międzynarodowy, kontroler nie mógł zabronić lądowania załodze Tu-154M. Decyzja należała do załogi.
Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej otrzymał już od MAK jego raport końcowy, a także uwagi strony polskiej do projektu tego dokumentu. KŚ natomiast przygotował do przekazania Polsce kolejne 30 tomów akt swojego śledztwa w sprawie katastrofy
MAK zwrócił także dowody rzeczowe udostępnione wcześniej jego Komisji Technicznej przez Komitet Śledczy FR. Niewykluczone, że Komitet Śledczy FR zleci teraz ekspertyzy sądowe tych przedmiotów.
- Niewiarygodny, nierzetelny i skandaliczny - tak wiceszefowa klubu PJN Elżbieta Jakubiak oceniła przedstawiony w środę raport Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) ws. katastrofy smoleńskiej. - Raport jest skandaliczny - podkreśliła posłanka. Jak dodała, dokument obraża wszystkich związanych z ofiarami katastrofy. - Wszystko, co zostało powiedziane jest kpiną z Rzeczypospolitej. Zafundowano nam to za wyraźną zgodą premiera Rzeczypospolitej i całego rządu, jak również prezydenta - zaznaczyła.
Bliscy osób, które 10 kwietnia zginęły w katastrofie rządowego samolotu pod Smoleńskiem, są zgodne. Ich zdaniem, raport MAK to policzek wymierzony Polsce. Brat Stefana Melaka, byłego przewodniczącego Komitetu Katyńskiego, uznał go za “kapitulację Polski”, zaś Paweł Deresz za “jednostronny i nieobiektywny”. Bliscy ofiar domagają się zdecydowanej reakcji polskich władz. Jak przekonują, do grupy biegłych badających tę tragedię powinni dołączyć międzynarodowi eksperci.
Dla Beaty Gosiewskiej, wdowy po Przemysławie Gosiewskim, najbardziej skandaliczne jest stwierdzenie, że wszelką odpowiedzialność za katastrofę ponosi pilot. “Strona rosyjska nie odpowiada za nic – nawet za to, że prawdopodobnie wprowadzali w błąd pilotów.
- Raport MAK obwinia polskich pilotów i Polskę całkowicie jednostronnie i w gruncie rzeczy bez żadnych dowodów, mamy do czynienia z zespołem spekulacji - tak Jarosław Kaczyński na gorąco ocenił raport końcowy MAK na temat katastrofy smoleńskiej.
Fragment raportu MAK dotyczącego katastrofy w Smoleńsku
Raport Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (za Polską Agencją Prasową)
Komisja uważa, że: bezpośrednią przyczyną katastrofy było niepodjęcie w porę przez załogę decyzji o odejściu na lotnisko zapasowe mimo przekazania jej niejednokrotnie i we właściwym czasie informacji o faktycznych warunkach meteorologicznych na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj, które były znacznie gorsze od minimów określonych dla tego portu lotniczego; zejście bez dostrzeżenia naziemnych punktów orientacyjnych do wysokości znacznie niższej od określonej przez kierownika lotów minimalnej wysokości odejścia na drugi krąg (100 metrów) w celu przejścia na lot wizualny, a także brak należytej reakcji i wymaganych działań przy niejednokrotnym włączaniu się systemu ostrzegania przed przeszkodami TAWS, co doprowadziło do zderzenia samolotu z przeszkodami i ziemią podczas kierowanego lotu, jego zniszczenia, śmierci załogi i pasażerów.
Według wniosków ekspertów z dziedziny lotnictwa i psychologów lotniczych, obecność dowódcy Sił Powietrznych Rzeczypospolitej Polskiej w kabinie pilotów aż do momentu zderzenia z ziemią wywarła psychologiczną presję przy podejmowaniu przez kapitana statku powietrznego decyzji o kontynuowaniu zniżania w warunkach nieuzasadnionego ryzyka z dominującym celem wykonania lądowania “za wszelką cenę”.
Czynnikami sprzyjającymi były: - długotrwale omawianie przez załogę z szefem protokołu i załogą polskiego samolotu Jak-40 informacji o faktycznej pogodzie gorszej od określonego minimum oraz niemożliwości, według słów załogi Jak-40, wykonania lądowania na lotnisku docelowym, co spotęgowało napięcie emocjonalne u załogi i doprowadziło do powstania u kapitana statku powietrznego stanu psychologicznego konfliktu motywów: z jednej strony, rozumiał on, że lądowanie w zaistniałych warunkach nie jest bezpieczne, z drugiej strony, istniała silna motywacja, by przeprowadzić lądowanie właśnie na lotnisku docelowym. W razie odejścia na zapasowe lotnisko kapitan statku powietrznego oczekiwał negatywnej reakcji Głównego Pasażera;
- niezadowalająca współpraca w załodze i kierowanie zasobami ze strony kapitana statku powietrznego;
- znaczna przerwa w lotach w trudnych warunkach meteorologicznych u kapitana statku powietrznego(odpowiadających widoczności 60×800), a także jego małe doświadczenie w schodzeniu do lądowania przy niedokładnych systemach;
- przedwczesne przejście nawigatora załogi na odczyt wysokości radiowysokościomierza w warunkach intensywnie zmieniającego się rzeźby terenu;
- wykonywanie lotu z włączonym autopilotem i automatycznym regulatorem ciągu do wysokości znacznie niższych od wysokości podjęcia decyzji, co nie jest przewidziane przez Instrukcję eksploatacji Samolotu;
- zbyt późne rozpoczęcie wchodzenia na ścieżkę schodzenia do lądowania i, w rezultacie, zwiększona prędkość opadania, utrzymywana przez załogę.
Systemowymi przyczynami katastrofy samolotu Tu-154M o numerze pokładowym 1001 Rzeczpospolitej Polskiej były istotne niedociągnięcia w organizacji pracy na pokładzie, przygotowaniu członków załogi i zabezpieczeniu tego wyjątkowo ważnego lotu w specjalnym pułku lotniczym”.
http://www.mak.ru/russian/investigations/2010/files/tu154m_101/finalreport_eng.pdf
http://www.youtube.com/watch?v=9NOV5Xdt238
Tłumaczenie raportu MAK na język polski
polski http://www.zycie.ca/wp-content/uploads/2011/01/polski.pdf







































