Oddając się beztroskiemu lenistwu nad Morzem Czerwonym, można sobie przypomnieć bogatą historię tej ziemi, a zwłaszcza biblijną przeprawę Mojżesza do Ziemi Obiecanej.
Jedno z najbardziej kolorowych na świecie – Morze Czerwone – słynie z czerwonych alg, czerwonych górskich zboczy nad jego brzegiem, żółtych i pomarańczowych ryb, pływających w zielonkawo – niebieskich, kryształowo czystych wodach. Żaden kolorowy film nie jest w stanie oddać intensywności i różnorodności południowych barw.
Po przeciwnej stronie Morza Czerwonego rozciąga się biblijna kraina, do której Mojżesz przeprowadził suchą nogą swój lud. Aż wierzyć się nie chce, że wypoczywając na plaży w egipskiej Hurghadzie jest się o krok od Ziemi Obiecanej.
Najmodniejszy kurort
Mała osada rybacka Hurghada przekształciła się z biegiem lat w znany kurort o iście kosmopolitycznym charakterze. Liczy dziś prawie 50 tys. mieszkańców, oprócz tych Egipcjan, którzy ciągną tu w poszukiwaniu pracy i pieniędzy z całego kraju. I znajdują tę pracę głównie w turystyce – w dziesiątkach hoteli i restauracji. Np. młodzi chłopcy, którzy przyjeżdżają z Luksoru czy nawet Kairu, sprzątają hotelowe pokoje i plaże, gdzie również wypożyczają ręczniki, leżaki, materace.


W Hurghadzie rozbrzmiewa wielojęzyczna mowa. Słyszy się język angielski, niemiecki, holenderski, a również często rosyjski, albowiem Rosjanie stanowią wśród turystów dosyć liczną grupę. Tłumnie zaczęli przyjeżdżać do Egiptu od 1994 roku. Miejscowi hotelarze zacierali wtedy ręce z radości, ponieważ po zamachach terrorystycznych w dolinie Nilu, drastycznie spadła liczba zagranicznych gości. Natomiast Rosjanie, przyzwyczajeni do chaosu i inflacji u siebie, nie przejmowali się zbytnio ani alarmami bombowymi, ani napadami z bronią w ręku. Co więcej – okazali się nader chętni do wydawania pieniędzy. Niestety, sielankę tę szybko popsuły różnice kulturowe, które spowodowały, że dla wielu miejscowych stali się … synonimem pijaństwa i rozwiązłości. Dzisiaj obie strony darzą siebie mniejszą atencją, a czasami wręcz niechęcią.
Sytuacji na pewno nie poprawia fakt, że niektórzy Rosjanie to szefowie mafii. Tym niemniej przyzwyczajenia z ostatnich lat pozostały. Np. obok hotelu, w którym się zatrzymałem, restauracja jak kiedyś, tak i dzisiaj nosi nazwę „Marusia” (pisaną zresztą po rosyjsku), a w karcie dań figurują potrawy rosyjskiej kuchni: barszcz, bliny…
Ale Hurghada dzisiaj to setki nowoczesnych hoteli iluminowanych od zmierzchu, że wyglądają wtedy jak budowle z baśni tysiąca i jednej nocy. Sprawiają to motywy architektury arabskiej – jakieś kopuły i wieżyczki, zwieńczone często półksiężycem.
Jest też stara Hurghada, kipiąca orientem, przypominająca jeden wielki bazar, na którym można kupić wszystko – od wyrobów z alabastru i oryginalnych egipskich papirusów muszle o różnych kształtach, złoto, srebro, drogie kamienie i esencje perfum – najwspanialsze zapachy jaśminu i róży, zamknięte w pięknych starych buteleczkach. A także całe mnóstwo przypraw…
Wyprawa na wyspę Giffun
Przedstawiciele renomowanych biur podróży, z którymi przyjeżdża się na wypoczynek do Egiptu, windują ceny morskich wypraw. Natomiast w miejscowych biurach już za 10 – 12 dolarów zafundować sobie można taką morską podróż. A płynie się po to, by odkrywać urok wyspy Giffun i podwodnego świata Morza Czerwonego.
Najpierw stateczek podpłynie do miejsca rafy koralowej. Wtedy należy założyć płetwy, maskę z fajką i wykonać skok do wody. Na spotkanie przypłyną mureny i napoleonki, całe ławice większych i mniejszych ryb, które wprost ocierać się będą o nasze ciało. W pamięci długo pozostanie niezwykłe bogactwo form i gatunków podwodnego świata, zaś widok raf koralowych, mieniących się wszystkimi kolorami tęczy, powracać będzie długo we wspomnieniach.
Kiedy stateczek zbliży się do wyspy Giffun, należy opuścić jej pokład, zejść po schodkach i nurzając stopy w wodzie, przedostać się na suchy ląd. Jedni natychmiast oddają się słonecznym kąpielom, inni – wędrując wzdłuż wybrzeża, zbierają muszelki i różnej wielkości kawałki rafy koralowej, wyrzucone na brzeg. Zebrałem ich całą reklamówkę, lecz kiedy na lotnisku dowiedziałem się, że pod żadnym pozorem nie można rafy wywozić poza granice Egiptu, wyrzuciłem swoje znalezisko do kosza. Nie mogłem odżałować, gdy dowiedziałem się, że inni zignorowali to ostrzeżenie i przywieźli swoje „skarby” do Polski.
Yellow Submarine
czyli po prostu żółta łódź podwodna, która umożliwia inny sposób oglądania podwodnego świata. Tyle że taka przyjemność kosztuje – bagatela! – 50 dolarów. Kupuje się bilet, wsiada do motorówki i płynie w głąb morza. Do miejsca, gdzie cumuje właśnie Yellow Submarine. Wtedy następuje jakby wymiana załóg. Ci, którzy już odbyli podróż łodzią, przesiadają się na motorówkę, pozostali – z motorówki do łodzi. Zajmuje się miejsca na ławkach po jednej i drugiej stronie, naprzeciwko okrągłego okienka. Po chwili łódź zanurzy się na głębokość 22 metrów (co widać na miniaturowych monitorach), a do wody wskoczą nurkowie, którzy płynąc obok burty, będą pokazywać w okrągłych okienkach, zwabione przynętą wargacze i papugoryby, podnosić z dna rozgwiazdy i muszle. Od czasu do czasu przemknie ławica ryb. Natomiast rafy koralowe, z braku odpowiedniego oświetlenia, nie mienią się barwami tęczy; są szaro – brunatne. Taki obraz raf rozczarowuje, więc szybko dochodzi się do wniosku, że jednak nurkowanie stanowi o wiele większą atrakcję w poznawaniu podwodnego bogactwa Morza Czerwonego. A jeśli jeszcze dysponuje się stosownym aparatem fotograficznym do robienia zdjęć pod wodą, to mamy pełnię szczęścia.
Poza morskimi, również wyprawa na pustynię stanowi turystyczną atrakcję w Hurghadzie. Ale jednak morze najbardziej przyciąga cudzoziemców – ciepłe wody Morza Czerwonego o każdej porze roku. Bo to możliwość kąpieli i opalania się na plaży. Można wtedy, oddając się beztroskiemu lenistwu, pomyśleć o czasach minionych, przypomnieć sobie bogatą historię tej ziemi, a zwłaszcza biblijną przeprawę Mojżesza do Ziemi Obiecanej. Tyle, że miało to miejsce gdzie indziej. Tam, gdzie teraz jest kanał Sueski. Mojżesz szedł właśnie Przesmykiem Sueskim, a potem wzdłuż Zatoki Sueskiej i oazą Fajran aż na górę Synaj, nazwaną później Górą Mojżesza. I tam otrzymał od Boga Tablice Przykazań… Ale to historia na inną opowieść.
JANUSZ ŚWIĄDER
















