Tag Archive | "religia"

Święta po islamsku

Tags: , ,

Święta po islamsku


Coraz więcej muzułmanów obchodzi święta Bożego Narodzenia. Wierzą oni, że Jezus czyli „Isa” był jednym z proroków i powtórnie powróci na ziemię. Mało kto się jednak do tego przyznaje.
bethlehem-na-swieta34-letnia Ani Zonneveld zaprosiła rodzinę i przyjaciół na bożonarodzeniowe przyjęcie. Wszystko wyglądałoby zwyczajnie, gdyby nie fakt, że Zonneveld jest praktykującą muzułmanką.

- Myślę, że wielu muzułmanów świętuje Boże Narodzenie, ale robi to po cichu. Prowadzimy podwójne życie - mówi Zonnevelda. – Ale obchody tego święta nie są tak do końca sprzeczne z islamem ponieważ wierzymy, że Jezus jest prorokiem – dodaje.

To już czwarte przyjęcie, na którym Ani - piosenkarka urodzona w Malezji i współzałożycielka stowarzyszenia o nazwie “Muslims for Progressive Values” - gościła rodzinę i przyjaciół. Na spotkaniu, dorośli rozmawiali z dziećmi o “podobieństwach i różnicach między muzułmańską, i chrześcijańską wizją Jezusa”. Uczyli ich również, że islam to nie tylko osoba Mahometa.

W Stanach Zjednoczonych Boże Narodzenie jest najbardziej skomercjalizowanym ze wszystkich świąt. Muzułmańskim rodzicom trudno jest wychowywać dzieci, które dorastają w otoczeniu św. Mikołaja, kolęd i przystrojonych choinek. Dlatego właśnie włączają się w bożonarodzeniowe świętowanie, aby ich dzieci nie czuły się wykluczone ze społeczeństwa

Dla muzułmanów takich jak Shireen Ahmed, 34-letni ej pracownicy socjalnej i matki czworga dzieci, święta to czas, aby nauczyć dzieci szacunku do innych religii. Mimo tego, że nie obchodzi ona w domu Bożego Narodzenia to mówi, że jest “otwarta i zainteresowana” ideą świąt. Od kilku lat regularnie uczestniczy w pasterce.
- Uwielbiam mszę! Uważam, że jest inspirująca i podnosząca na duchu - mówi Ahmed, która nie ma co prawda w domu choinek ani ozdób, ale pozwala swoim pociechom robić sobie zdjęcia ze św. Mikołajem. - Nie uznaję Jezusa jako Syna Bożego, nie przyjmuję komunii, ale biorę udział we mszy i przestrzegam podczas niej wszystkich reguł, np. klękam razem ze wszystkimi.

W Stanach Zjednoczonych Boże Narodzenie jest najbardziej skomercjalizowanym ze wszystkich świąt. Muzułmańskim rodzicom trudno jest wychowywać dzieci, które dorastają w otoczeniu św. Mikołaja, kolęd i przystrojonych choinek. Muzułmanie włączają się w bożonarodzeniowe świętowanie, aby ich dzieci nie czuły się wykluczone ze społeczeństwa.
Muzułmańscy uczeni uważają, że uwielbienie dla jakiegokolwiek proroka może być ryzykowne. Niemniej jednak, w wielu krajach muzułmańskich obchodzi się Mawlid, święto narodzin Mahometa.
Boże Narodzenie to święta chrześcijańskie. Jest to czas wolny również dla wyznawców innych religii. Jak spędzają go muzułmanie? Niektórzy poświęcają go dla rodziny, inni obchodzą “urodziny proroka Jezusa”, jednego z 24 proroków biblijnych uznawanych przez Koran.
Wielu muzułmanów w USA dekoruje swoje domy i przygotowuje specjalną ceremonię na święta, którą wykorzystują jako okazję do nauczania dzieci o roli proroka Jezusa w islamie. Dzięki temu nie czują się wyłączeni ze społeczeństwa.

Myślę, że wielu muzułmanów świętuje Boże Narodzenie, ale robią to po cichu – mówi Ani Zonnevelda, 49-letni praktykujący muzułmanin. Nie zamierza się z tym kryć i otwarcie przyznaje, że ma zamiar w Boże Narodzenie uczcić narodziny Jezusa Chrystusa, tak samo jak urodziny Proroka Muhammada.

Obchody Bożego Narodzenia nie są sprzeczne z islamem, ponieważ Jezus także jest naszym prorokiem – dodaje Zonnevelda. Podczas bożonarodzeniowego przyjęcia rodzice rozmawiają z dziećmi o podobieństwach i różnicach między “muzułmańskim” a “chrześcijańskim” Jezusem, uczą ich, że w islamie są także inni prorocy.

O tej porze roku w meczetach jest zwyczaj nauczania o Jezusie. Chwali się go jako jednego z wielkich proroków, ale odróżnia muzułmańską wiarę od chrześcijańskiej. Muzułmanie muszą wierzyć i kochać Jezusa Chrystusa jako proroka i Mesjasza – tłumaczy profesor Ihsan Bagby, badacz islamu na University of Kentucky.

Czas Bożego Narodzenia, kiedy w Polsce mamy dni wolne od pracy, przeznaczamy na życie rodzinne – mówi mufti Tomasz Miśkiewicz, duchowy zwierzchnik polskich wyznawców islamu. Polscy muzułmanie nie stawiają w domach choinek i nie łamią się opłatkiem, gdyż są to chrześcijańskie symbole. Wyjątek w tym względzie stanowią spotkania opłatkowe w pracy czy w szkole, gdzie aby nie urazić chrześcijan, muzułmanie dzielą się z nimi opłatkiem.
Najtrudniej w tym czasie jest jednak dzieciom, bo porównują się z rówieśnikami i czują się one pokrzywdzone, gdy nie dostają prezentów, dlatego coraz częściej w okresie Bożego Narodzenia wyznawcy islamu obdarowują swoje dzieci prezentami. Dziecku trudno jest wytłumaczyć, dlaczego w domu nie ma choinki, dlaczego nie dostaje prezentów i nie łamie się opłatkiem– mówi mufti Miśkiewicz.

huffingtonpost.com

Posted in CiekawostkiComments (0)

Rynek dusz

Tags:

Rynek dusz


Pomysł interpretowania fenomenu religii przy użyciu klucza ekonomii staje się coraz bardziej popularny wśród ekspertów. Oferuje bowiem zupełnie nowy sposób spojrzenia na motywację ludzi, którzy wierzą w Boga i poszukują duchowej pełni.
O tej metodzie, mającej tyluż zwolenników co krytyków, dyskutowano niedawno na Uniwersytecie w Lozannie podczas sympozjum “Religia jako piętno. Marketyzacja religii i duchowości”.
Religious leaders at the ECApostoł Paweł zachował się jak przebiegły strateg marketingu, gdy u zarania chrześcijaństwa zdecydował, że nie będzie się zmuszać nowych adeptów wiary do przestrzegania zasad prawa mojżeszowego, jak nakaz obrzezania mężczyzn czy wyłączenie pewnych pokarmów. Tak przy- najmniej twierdzi Mario Ferrero, specjalista od ekonomii politycznej na Uniwersytecie Wschodniego Piemontu (Włochy). Ferrero argumentuje, że “podejmując taką decyzję, apostoł Paweł zastosował reguły obowiązujące w ekonomii: zmniejszył koszty przejścia na chrześcijaństwo”.
Po wiekach badań, kiedy religią zajmowali się prawie wyłącznie teologowie i historycy, a z czasem jeszcze socjologowie, psychologowie i politolodzy, perspektywa ekono- miczna okazuje się przełomowa. Czy można postrzegać religie jako firmy świadczące usługi, wiernych jak klientów lub konsumentów, a liturgię traktować jak zwykły produkt? Zwolennicy tego rodzaju analizy twierdzą, że konkurencja pomiędzy wyznaniami o to, by przyciągnąć jak najwięcej wiernych, wzbogaca rynek religijny.
Oczywiście to nie same religie czy ich przesłanie wspomagają się marketingiem, a jedynie instytucje, które stoją na straży tych wyznań przedstawiają się – być może nieświadomie – jako dobre marki. Alexander Moutchnik, profesor zarządzania komunikacją na Akademii Media Design w Monachium wykazał, jak parafie, meczety, synagogi i świątynie wielu wyznań coraz częściej ubiegają się o certyfikat ISO, poświadczający dobrą jakość systemu zarządzania. – Instytucje religijne, które ubiegają się o te certyfikaty, myślą w kategoriach marketingu: chcą wykazać, że przestrzegają wysokich standardów zarządzania, a nawet są skłonne pochwalić się certyfikatem przed wiernymi – mówi Mout- chnik.
Język biznesu i przejrzystość udzielanych informacji mogą stać się z czasem cechami wyróżniającymi daną markę. Oto przykład: katolicka Katedra Niepokalanego Poczęcia w Syracuse opublikowała na swojej stronie internetowej deklarację programową, podobną do tych, jakie mają firmy. Z kolei na YouTube’ie umieściła raport dochodów i przychodów z 2010 roku i opatrzyła go komentarzem: “Jako dobrzy administratorzy, chcemy utrzymać ścisłą kontrolę nad naszymi aktywami i dokładnie je monitorować”. W przypadku firm podobna retoryka ma na celu zapewnienie im wiarygodności.
Moutchnik uważa, że odbywające się co trzy lata Światowe Dni Młodzieży (ŚDM) czyli spotkanie młodych katolików z papieżem, stało się doskonałą marką religijną. – Jeśli uznamy, że religia jest traktowana jak dostawca różnych usług religijnych i postrzegana jako produkt, jej merkantylizacja jest tylko naturalną tego konsekwencją – dodaje Jean-Claude Usunier, specjalista od marketingu na Uniwersytecie w Lozannie. Zajrzyjmy więc do Centralnej Klasyfikacji Produktów (CPC), używanej przez Światową Organizację Handlu (WTO), gdzie wyszczególnione są wszelkie produkty, zarówno dobra, jak i usługi.
Wspomniana klasyfikacja zawiera kategorię “usługi religijne”, która z kolei dzieli się na usługi religijne związane z chrztem, usługi religijne dotyczące zawarcia małżeństwa, rekolekcje organizowane przez zakony czy religijne usługi pogrzebowe. Dobrze oddaje to rzeczywistość społeczną i, zdaniem Usuniera, pokazuje “otwarcie rynków religijnych na całym świecie” oraz “narastające zjawisko używania narzędzi marketingowych w sferze religii i usług religijnych”.
Warto zauważyć, że poczucie bycia dostawcą usług wpływa na ideę instytucji jako takiej. – Kościoły mogą być odbierane jako organizacje i korporacje oparte na tych samych warunkach wstępnych i strategiach marketingowych, co firmy – zauważa Peter Seele, doktor ekonomii i filozofii oraz profesor na Uniwersytecie w Lugano (Szwajcaria). Strategie te stają się bardziej agresywne w przypadku grup religijnych, które chcą konkurować z historycznymi religiami. Takie grupy używają na przykład języka multimediów nie tylko po to, by przekazać wiadomość, ale także by wzbogacić rytuał, jak to się dzieje w przypadku tzw. kościoła elektronicznego.
W nowym badaniu na temat najnowszych kościołów ewangelickich, jakie zadomowiły się w Szwajcarii, pastor Leo Bigger, z Międzynarodowej Społeczności Chrześcijan (International Christian Fellowship, ICF) z Zurychu, przedstawia problem następująco: – Dla nas ceremonie religijne oznaczają święto i zabawę, wraz ze wszystkimi przejawami kreatywności.
– Ponieważ przesłanie – czyli produkt – jest prawie takie samo we wszystkich nowych kościołach chrześcijańskich, aspekty marketingowe wysuwają się na pierwszy plan – podsumowuje Mirjam Schallberger, specjalistka od pedagogiki religii na Uniwersytecie w Saint Gallen (Szwajcaria). Według danych ze wspomnianego badania jedynie od 2 do 4 proc. Szwajcarów uczęszcza do nowych kościołów, przy czym wielu z nich chodzi zarówno tam jak i do swojej macierzystej parafii protestanckiej, nie widząc w tym żadnego problemu.
Część autorów jest jednak zdania, że choć ekonomia dotyka także sfery religijnej, to stosowanie modelów ekonomicznych do analizy religii jest już inną sprawą. Steve Bruce, socjolog na Uniwersytecie w Aberdeen (Wielka Brytania), poddaje w wątpliwość takie podejście. Przede wszystkim zauważa, że “w centrum takiego biznesu jest zbawienie, dlatego nie możemy przetestować przydatności produktu. Skąd mamy wiedzieć, czy dana religia jest prawdziwa?”. W momencie opowiedzenia się za najlepszą ofertą, rozumowanie ekonomiczne zwykle szwankuje, a tak bardzo potrzebna wolność wyboru religii jest pozorna. – Naprawdę wybieramy religię w wolny sposób? Wierni otrzymują wiarę przy urodzeniu, podobnie jak przyswajają sobie język, a później psychologowie i społeczeństwo odwodzą nas od zmiany religii – twierdzi Bruce.
Warto zresztą zauważyć, że wraz z sekularyzacją Europy częściej zdarza się, że ktoś zaniedbuje praktyki swojej religii lub zupełnie się od niej odsuwa nie wyrzekając się jej formalnie niż że przechodzi na inną wiarę. Bruce podkreśla, że zamiana jednej religii na drugą to z pewnością nie to samo co wybór nowej marki płynu do mycia naczyń, który ma zastąpić stary. Przyznaje jednak, że zsekularyzowane społeczeństwo, w przypadku gdy religia traci swoje społeczne znaczenie, jest narażone na większe ryzyko zrównania religii z produktem, który można sobie wybrać na wyprzedaży w supermarkecie.
– Kościoły europejskie – zarówno protestanckie i reformowane, jak i Kościół Katolicki – działają na uregulowanym rynku, gdzie cieszą się uznaniem prawnym. W rzeczywistości nie mają żadnego powodu, by konkurować między sobą – argumentuje Jochen Hirschle, socjolog z Uniwersytetu w Innsbruck (Austria). – Prawdziwa konkurencja odbywa się dziś między społeczeństwem konsumpcyjnym a praktykami religijnymi – podkreśla Hirschle. – Nasz czas ma swoją cenę, a pójście na mszę zabiera nam trochę czasu, który można by poświęcić na coś innego. Kultura konsumpcyjna proponuje społeczną alternatywę w postaci barów, restauracji, fitness clubów, kin, teatrów, parków, wielkich sklepów. (…)

Maria Paz Lopez

Posted in Ciekawostki, ŚwiatComments (0)

Modlitwa na zdrowie

Tags: , ,

Modlitwa na zdrowie


Już sama myśl o Bogu może nas uspokoić. Tak wynika z opublikowanych w sierpniu 2010 r. na łamach fachowego czasopisma Psychological Science wyników badań dr Alexa Tulleta i dr Michaela Inzlichta z University of Toronto Scarborough. Uczeni ci wykazali, że myślenie o Bogu znacząco redukuje stres.
religia3Uczeni przeprowadzili serię testów, w trakcie których mierzyli przepływ fal mózgowych uczestników badań. Analizy jednoznacznie wykazały, że osoby religijne łatwiej radzą sobie z stresem.
Takim osobom jest łatwiej uporać się z niepowodzeniami i reagują one znacznie spokojniej na błędy popełniane przez siebie oraz innych.
- Przyczyną podjęcia takich właśnie badań jest fakt, że około 85 procent ludzi na całym świecie wyznaje jakąś religię - oświadczył dr Inzlicht w wypowiedzi dla kanadyjskich mediów. - My, psycholodzy, powinniśmy badać funkcje tych wierzeń, odkrywać czemu one służą.

Nie tylko lekarstwa

Na tym nie koniec ustaleń naukowców. Okazuje się, że nie tylko leki stawiają chorych na nogi. Cierpiącemu człowiekowi może też pomóc modlitwa o uzdrowienie, odmawiana przez inna osobę, szczególnie jeśli dzieje się to w obecności pacjenta. Wyniki potwierdzających to badań opublikowało we wrześniu 2010 r. fachowe czasopismo “Southern Medical Journal”.
Kwestią wpływu modlitwy na stan zdrowia zajęła się dr Candy Gunther Brown, wykładająca na Wydziale Religioznawstwa Uniwersytetu Bloomington w USA. Dr Brown przebadała skuteczność modłów o zdrowie we wspólnotach zielonoświątkowców na wiejskich obszarach Mozambiku.
- Przebadaliśmy wpływ bezpośrednich modlitw na poprawę słuchu i wzroku pacjentów - dr Brown wyjaśnia szczegóły w wypowiedzi dla serwisu EurekAlert. - W tym regionie okulary i aparaty słuchowe  nie są łatwo dostępne, z kolei modlitwy o uzdrowienie są tam często praktykowane.
Badania dr Brown dowodzą, że modły odprawiane bezpośrednio przy chorym, gdzie dochodzi do fizycznej bliskości drugiego człowieka , okazały się szczególnie efektywne.
- Skupiliśmy się na klinicznych efektach modlitwy nie próbując wyjaśnić mechanizmów prowadzących do poprawy zdrowia – stwierdziła dr Brown. - Choć to podejście wywołało kontrowersje w świecie medycznym, to uważam, że poszukiwanie skutecznych metod terapii jest obowiązkiem naukowca.

Bezpieczniejszy przeszczep

religia2Modlitwa ma też pozytywny skutek w przypadku przeszczepów.
Wg informacji podanych na początku października 2010 r., zespół włoskich naukowców przebadał wpływ praktyk religijnych na długofalowy stan zdrowia osób, którym przeszczepiono wątrobę.
Grupa ekspertów kierowana przez psychologa, dr Franco Bonaguidi, przeanalizowała wpływ religijności na długość życia prawie 200 osób obojga płci, którym w latach 2004-2007 przeszczepiono wątrobę.       -     - Badania te wykazały, że osoby religijne i praktykujące, żyły statystycznie dłużej, od pozostałych – wyjaśnia dr Bonaguidi. - Co istotne, ten pozytywny skutek nie miał związku z tym, jaką religię wyznawał dany chory. Ważne było emocjonalne zaangażowanie, czyli silna wiara pacjenta.

Recepta na szczęście

religia1To nie koniec korzyści niesionych przez praktyki religijne. Nauka ustaliła, że generalnie ludzie religijni są szczęśliwsi.
Opublikowane na początku grudnia 2010 r. analizy dr Chaeyoona Lima, socjologa z Uniwersytetu Wisconsin-Madison i dr Roberta D. Putnama z Harvard University wykazały, że wyraźne zadowolenie z życia dają nie tylko duchowe, ale też i społeczne aspekty prowadzenia religijnego życia. Badania dotyczyły katolików i protestantów.
Wg dr Lima i dr Putnama, aż 33 proc. osób uczestniczących raz w tygodniu w mszy i mających kilku bliskich znajomych z kręgu wiernych twierdzi, że jest niezwykle zadowolonych z życia. Podobny poziom zadowolenia z życia deklaruje tylko 19 proc. ludzi, którzy nie biorą udziału w praktykach religijnych i nie mają religijnych przyjaciół.
Okazuje się, że szczególnie korzystny dla dobrego samopoczucia człowieka jest udział we wspólnej modlitwie, najlepiej na mszy. Wg opublikowanych pod koniec sierpnia 2010 r. wyników badań zespołu amerykańskich i izraelskich naukowców z De-Paul University w Chicago oraz Ben-Gurion University w Negev, dla wiernych z Kościoła katolickiego i formacji protestanckich więcej przyjemności daje udział w niedzielnej mszy, niż zakupy w centrum handlowym. Badania wiązały się ze znanym też w Polsce problemem, czy w dni świąteczne handel ma kwitnąć, czy też sklepy powinny być zamknięte.
Wg ustaleń ekspertów z USA i Izraela, osoby wierzące czerpią więcej długofalowej satysfakcji z niedzielnej mszy, niż z niedzielnych zakupów w supermarkecie. Warto zwrócić uwagę na te ustalenia w polskim kontekście. Mianowicie, jak w 2010 roku podał Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego w Polsce, w niedzielnej mszy uczestniczy tylko ok. 40 proc. osób deklarujących się jako praktykujący katolicy. Można domyślić się, że pozostali, wybierając się na rodzinne niedzielne zakupy w centrach handlowych, odbierają sobie szansę na długotrwałą satysfakcję. To w każdym razie sugerują wyniki badań amerykańskich i izraelskich naukowców.

Tadeusz Oszubski

Posted in Artykuł numeruComments (1)

Czy warto być katolikiem?

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Czy warto być katolikiem?


katolikBlogerzy zastanawiają się, czy przyznawanie się do katolicyzmu to dziś powód do wstydu?

W kraju, gdzie 98 proc. osób to ludzie ochrzczeni w wierze katolickiej, afiszowanie swojej religijności i przestrzeganie kościelnego prawa zaczyna budzić niechęć. Dlaczego katolicy są dziś często wyśmiewani przez niewierzących lub “wierzących niepraktykujących”?

Ponad 90 proc. Polaków przyznaje się do wiary w Boga. Tylko 6 proc. badanych uważa się za ateistów - wynika z sondażu przeprowadzonego przed miesiącem przez Centrum Badania Opinii Społecznej. Z grupy deklarującej się jako wierzący nieco ponad połowa chodzi regularnie na msze święte.

Z drugiej strony - według innego sondażu - przeprowadzonego przez Instytut Gallupa pod koniec listopada ubiegłego roku - duchownym w kraju ufa zaledwie 9 proc. Polaków. Im młodsze pokolenie, tym zaufanie do instytucji Kościoła i księży spada. Młodzież, nie chcąc być nazywana “moherami”, “dewotami” bądź “katolami”, woli się do swojej wiary (o ile ją ma) nie przyznawać. Za to otwarcie krytykuje sposób, w jaki wiara jest w naszym kraju traktowana. Swoje opinie na ten temat wyrazili uczestnicy debaty blogerów w serwisie blog.pl, o dość prowokacyjnym tytule Czy bycie katolikiem to obciach?

Przerażający Kościół

“Przyznaję, że katolicyzm w Polsce oraz kościół jako instytucja coraz bardziej mnie przeraża. Dochodzę do wniosku, że środowisko hierarchów kościelnych oraz pseudokatoliccy politycy próbują wszystkim ludziom wepchnąć na siłę Chrystusa do życia - od przedszkola, przez szkołę, zakłady pracy, na domach skończywszy. To taka forma ‘łagodnych wypraw krzyżowych’, bez mordobicia i rozlewu krwi” - pisze Korina7

Jestem osobą wierzącą, może nawet praktykującą, ale ostatnio zrobiłem się strasznie antyklerykalny- przyznaje się Adagio. “Drażnią mnie księża, którzy zamiast nauczać ludzi, rozpowszechniać wiarę, pomagać ludziom, bardziej skupiają się na zdobywaniu pieniędzy. Ściągają niebagatelne pieniądze od wiernych za śluby, pogrzeby, chrzciny i żyją sobie w przepychu, jeżdżą niezłymi samochodami. Niegdyś to ksiądz był dla parafian, teraz sytuacja się odwróciła - parafianie są dla księdza. Tak by najmniej wydaje się tym panom w czarnych sutannach. Kościół katolicki schodzi na psy, to jeden wielki biznes, gdzie wiara to tylko przykrywka dla dobrze rozwijającego się interesu - irytuje się.

“W obecnych czasach, gdy agresja, wyuzdanie, lenistwo, apatia są tak wielkie jak chyba nigdy wcześniej, bycie katolikiem rzeczywiście może być przez niektórych ludzi postrzegane jako obciach. Jednak wydaje mi się, że niechęć związana z religią chrześcijańską nie jest głównie skierowana w stronę ‘zwyczajnych’ wyznawców, lecz na tak zwane osoby duchowne, księży itp. - to z kolei opinia Sarathaia. Według niego ludzie często mylą prawdziwą wiarę z otoczką, która jej towarzyszy.

Z księżmi ma problem również Elvgreen, który przyznaje się do odchodzenia z Kościoła: “Czy wszystko ma być tak, jak obmyślili to ludzie niemający najczęściej zielonego pojęcia o życiu, małżeństwie, rodzicielstwie, normalnej pracy, problemach dnia codziennego, odizolowani od codziennych problemów, a świat znający z konfesjonału - czyli swoisty Big Brother - sami źli ludzie, których należy pouczyć. Dość długo byłem orędownikiem tezy: ‘Jak się nie podoba, to zmień kościół, księdza’. Dziś nie jestem przekonany czy to dobra strategia. KK nie ma monopolu na Boga i zbawienie (…) Rolą KK jest przebaczać. To ideologia miłości i przebaczanie a ja mam dziwne wrażenie, że owo przebaczenie i zrozumienie w nieproporcjonalnie większym stopniu dotyczy ‘kościelnych’ niż ‘czarnego ludu’“.

W dzisiejszych czasach Kościół nie potrafi przyciągnąć młodych ludzi do Kościoła. Wystarczy przypatrzeć się, jacy ludzie uczestniczą na mszach, które są transmitowane przez TV Trwam. Nie dostrzeżemy tam młodych ludzi, może gdzieś tam pojedyncze osoby. Ale zdecydowanie przeważają osoby starsze, tzw. mohery. Młodzi ludzie nie chcą takiej religii. Dla nas naprawdę bycie Katolikiem to niekiedy wstyd - pisze Adagio.

Szczepionka przeciwko Bogu

Chrystus nikogo nie zmuszał, by w Niego wierzył, a ludzie to robią. DLACZEGO? - zadała w swoim blogu takie pytanie cytowana już Korina (która zapoczątkowała debatę) i do tego wątku odnosiło się później wielu dyskutantów.

 Clandestino dopowiada m.in.: “[Jezus] chodził tylko i powtarzał słowa ‘Pójdźcie za Mną’ i ludzie poszli i słuchali jego nauk, sami, bez proszenia, a dziś ta idea wygasła, bo każdy każdego chce zmusić, lansuje się wręcz swoją wiarę i nakłania innych - nie zdziwię się, jeśli na końcu świata, dojdzie do wojny o wiarę, właśnie przez te maniakalne objawy typu ‘Ja wierzę! Ty nie wierzysz, więc zgiń!’, przecież to jest paranoja!

Uważam, że religia katolicka jest niestety bardzo skuteczną ’szczepionką’ przeciwko poznaniu Boga. Byłem katolikiem, więc sam poznałem mechanizm ‘uodpornienia’ na Boga. Na mszy miałem podawany komplet twierdzeń niezgodnych z Biblią. Nie znałem Biblii, więc łykałem to, czym mnie karmiono - pisze bloger o nicku Mobilizanci. Wiara, jeśli narzucona, jest sztuczna, pusta i nie wnosi niczego do naszego życia. Państwowe wspieranie jakiegokolwiek systemu wierzeń, innych od uniwersalnie laickich, siłą rzeczy wiarę narzuca - i to od najmłodszych lat. Pojawia się bowiem presja społeczna - zalegitymizowana przez państwo - do posyłania dziecka na lekcje religii. W wielu małych miejscowościach mały człowiek, który w tych zajęciach nie uczestniczy, traktowany jest jak dziwoląg. Z tego też biorą swe źródła kolejne presje - na rujnującą domowe budżety pierwszą komunię, istną orgię konsumpcjonizmu, a następnie - na bierzmowanie. Bo - jak wiadomo - bez tegoż sakramentu o ślubie kościelnym można zapomnieć” - argumentuje Bartłomiej Kozek.

Wspomniany Clandestino został wychowany w wierze katolickiej, ale przestał chodzić do kościoła. “Zdałem sobie sprawę, że Ci ludzie odczuwają jakiś przymus chodzenia do Kościoła, siedzą i słuchają kazania księdza, zaś chyba mało z tego rozumieją - miałem wrażenie, że chodzą na pokaz bo „Tak trzeba”, niestety zraziło mnie to okrutnie. Lub też przysłowiowe ‘Moherowe Babcie’ potępiające wszystko i wszystkich co nie jest zgodne z ich wyobrażeniem wiary… Tak, wyobrażeniem, bo skoro Bóg kazał miłować ludzi, to dlaczego ich potępiają, skoro ów ludzie nic złego nie robią?” Wiele razy poruszano na blogach problem nacisku rodziny bądź środowiska na to, by afiszować swoją religijność.

Może katolicyzm spotyka się z niechęcią, ponieważ ludzie nie wybierają go świadomie. Praktykują, bo tak karzą rodzice i co dziadkowie pomyślą, jeśli nie zobaczą wnuka w niedzielę w kościele. Narzucenie religijności zaczyna człowieka przerastać i zaczyna nie lubić/nienawidzić tego, w czym się wychował- zastanawia się Mycjusz.
Wszystkie te rytuały jak chrzest, komunia, bierzmowanie, mają za zadanie wcielić i utrzymać w kościele biedne i nieświadome niczego dzieci. Rodzice wychowują, tak jak ich wychowali, w wierze lub po prostu przed strachem odrzucenia, postępują krokami, którymi podąża większość społeczeństwa, nie zastanawiając się zbyt głęboko nad tym wszystkim, nie protestując, nawet jeśli w ich głowach pojawiają się pytania. Wiadomo, jak to jest być odludkiem, dziwakiem itp, do tego dochodzi presja dziadków, których relacje z wiarą sa dużo silniejsze, ze względu na stan, w jakim znajdowała się w ostatnim stuleciu Polska- pisze Tomasz Jakubiszyn, deklarując, że on swoim dzieciom zamierza dać “wolność i wybór!”.

Dla mnie katolicyzm to juz jest ‘moda’, - chodzę, bo muszę, ładnie się wystroję i pokażę ludziom i sąsiadom, co mam nowego w szafie, żonę wezmę pod rękę, pośpiewam, wezmę komunię, żeby nie było i pokaże jakie to z nas przykładne małżeństwo - ironizuje Tagmen.

Bo czymże jest wiara ‘bo tak trzeba’, ‘bo rodzina wymaga’, ‘bo wszyscy wokół deklarują’ itp? Czym jest wiara na siłę, nie poparta racjonalnym myśleniem czy własnymi doświadczeniami? Wiara na siłę, wiara ‘bo wypada’, wiara ślepa - to jest przejaw głupoty, ograniczeń własnego umysłu, słabego charakteru i to jest właśnie obciach. Bycie świadomym wyznawcą religii (dowolnej) jest oznaką siły i potęgi charakteru - osobę wierzącą ‘od siebie’, która jest świadoma swojej wiary i motywacji stojących za tą wiarą, zatrudnił bym bez problemu. Zaś osoba, która wierzy ślepo we wszystko co mówi ksiądz z ambony, jest w moich oczach słaba i nie warta wysiłków- podsumowuje takich ludzi bloger Bez Pardonu.

Czy się wstydzić i za co?

Czy zatem w obecnych czasach młody człowiek nie powinien się przyznawać do Kościoła? Kiedy bycie katolikiem jest “obciachowe”?

” Nie jest wstydem manifestowanie swojej wiary i religijności. Wstydem jest robienie tego bezwiednie. A niestety większość ‘katolików’ tak działa. Nie czytają Pisma Świętego, nie zagłębiają się w nauki, a kiedy już są w kościele i słuchają kazania to tylko po to, by uspokoić swoje sumienie. Potem obnoszą się z tym, że w piątek nie jedzą mięsa, że mają miesiąc bez alkoholu, że w adwencie wyrzekają się przyjemności… Ale nie robią tego, bo chcą, ale dlatego, że tak nakazuje nauka kościoła. Nauka, której nie rozumieją, ale przyjmują. Jaki jest wtedy sens takiego pokazywania swojej religijności?

Wstyd jest być zacofanym katolikiem wyśmiewającym Świadków Jehowy, którzy ze słowem Boga chodzą po ludziach i pytają: “Czy pani/pan na prawdę wierzy w Boga, który nas zbawił?” I co odpowiada manifestujący swoją religijność katolik? “Tak wierzę, ale tylko w niedzielę przed obiadem, a poza tym, to ja już mam swojego Boga- pisze Redus.

Cytowany już Tomasz Jakubiszyn podaje trzy rodzaje katolickiej polskiej obciachowości:

 “Po pierwsze, grupy tzw. moherowych beretów, ludzi starszych, wrzuconych wprost z komunizmu w sidła demokracji, wychodzą na ulice i manifestują swoją głupotę. Wyzywają, biją parasolkami, nie prowadzą dyskusji, a jedynie starają się narzucić swoje lub usłyszane w kościele racje w sposób wręcz obleśny. Po drugie totalny brak tolerancji dla innych wiar, dla niewierzących oraz wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób nie mieszczą się w granicach ich wiary. Po trzecie to ogromna manifestacja swojej wiary na każdym zakręcie. Zaczynając od olbrzymich kościołów w centrach miast, poprzez procesje ulicami miast do medialnej nagonki“.

Bycie katolikiem nie jest wstydem, ale uważanie, że wszyscy katolicy są w porządku (bądź ja sam), jest haniebne i to jest dopiero wstyd” - uważa blogerka Novar.

“Wstydem jest nie bycie katolikiem, a raczej uważanie się za katolika, pomimo żadnych wspólnych zależności. No bo jak nazwać kogoś katolikiem, kto chodzi co tydzień do kościoła, bo tak mamusia kazała, a dekalogiem w ogóle się nie przejmować. Hipokryzja?” - wtóruje jej Marcin Bratek.

Katolik - to brzmi dumnie

Mimo że wśród debatujących przeważały wypowiedzi krytykujące Kościół, nie brakło też i zadeklarowanych chrześcijan. To ich głosy przeważyły szalę blogometru, który ostatecznie pokazał remis między dumą a wstydem z bycia katolikiem.

Jestem katoliczką. Wierzącą. Jestem bardzo dumna z tego, kim jestem i dlaczego (chociaż ‘duma’ jest najgorszym z możliwych słów). To nie tylko kwestia tego, jak zostałam wychowana, to nie tylko kwestia potrzeby wiary. To kwestia mojego wyboru” - pisze Ikona.
Dla mnie bycie katoliczką to nie jest obciach, ale bycie chrześcijanką to prawdziwy powód do dumy. To, czego uczy mnie Chrystus jest tak cudowne, ze żadna inna religia mi tego nie zapewni. Gdy ktoś mnie pyta jaką wiarę wyznaję, zawsze odpowiadam: “Jestem chrześcijanką!” - deklaruje Korina7

Chłopak o nicku Grabula martwi się, że “większość ludzi upraszcza sobie życie wrzucając wszystkich katolików do jednego worka i obraża jednocześnie każdego z osobna“: Obecność Pana Boga, a jednocześnie Kościoła w moim młodym, jakby na to nie patrzeć, życiu jest dla mnie czymś pięknym i radosnym. I mam świadomość tego, że wiele (co znaczy nie wszyscy!) osób duchownych i świeckich niszczy Kościół wewnątrz, jak i burzy jego opinię na zewnątrz. Jest mi bardzo przykro z tego powodu“.

Żadnych wyrzutów sumienia jako katoliczka nie ma Mycjusz: “Cieszę się, że mam zasady, które są dla mnie ważne i że nie jestem w tym odosobniona. Czy mam się wstydzić czegoś co sama wybrałam? Na pewno nie!”



Sarathai, który jest ateistą uważa, że wierzącym jest w życiu łatwiej, ponieważ mogą one zawsze znaleźć wsparcie w swojej wierze, w postaci Boga. Wiara ich mobilizuje, pomaga sprostać trudom codziennego życia, to musi być miłe doznanie. Jednocześnie osoby te polegają na ’sile wyższej’, szukają ‘metafizycznej pomocy’ zamiast wziąć sprawy w swojej ręce i stawić czoła przeciwnościom losu, co nie jest zawsze mile przyjmowane“.



Kościół jest święty

Kościół nie poradził sobie z ze zmianami po 1989 roku - rozpoczyna swoje wywody Marzatela. I to w tym upatruje przyczyn dzisiejszego wizerunku Polaka-katolika.
W powszechnym odczuciu katolik polski to wizerunek “moherowego beretu”, Ojca Dyrektora czy buczącego na uroczystościach sierpniowych tłumu politykierów, przystrojony dodatkowo butą i nieliczeniem się z głosem wiernych niektórych hierarchów. Jest to obraz bardzo medialny, ale czy na pewno stanowi o większości? - pyta blogerka.

Dla wszystkich - i hierarchów, i wierzących, i krytykujących Polaków, ma radę blogerka Cesia: więcej miłości! “Drodzy Księża, kochani Polacy, żeby nam się lepiej żyło, zamiast potępiać - pomagajmy. Na niektóre rzeczy można przymknąć oko, z innymi można sobie łatwo poradzić. Drodzy Księża, kochani Polacy - szukajmy ludzi w ludziach“.

Czy Polacy odnajdą ludzi w swoich kapłanach, czy księża znajdą rzesze wiernych w Kościele? Czas pokaże. Niestety, w polskim Kościele dominuje pogląd wyrażony przez pewnego biskupa: “W Kościele nie ma nic do zmian, bo Kościół jest święty”.

Monika Fiołek

Czy być katolikiem to obciach ?

Pytanie jest sformułowane jakby była to jakaś subkultura. Ja sam od jakiegoś czasu przestałem chodzić do kościoła na msze św., wcześniej robilem to co niedziela (jednak głownie aby spotkać sie z ludzmi, ktorych dawno nie widzialem - niewazne bylem tam). Natomiast raz na jakiś czas najdzie mnie wewnętrzna potrzeba iść usiąść w tym budynku, poczuć te specyficzne zapachy, popatrzeć sie na obrazy, posluchac dobrego kazania i… być dumnym, ze sie w coś wierzy.

Odkrylem, ze sklaniam sie ku deizmowi. Uważam, że coś było i coś stworzyło. Dlaczego?  Bo teraz nie jesteśmy w stanie (my normalni ludzie) odkryć jak sie wszsytko zaczęło. Mówie oczywiście o całym wszechświecie, nie o pochodzeniu człowieka, spokojnie. Gdy w wakacje miałem okazje spotkać się z tureckimi i kurdyjskimi muzułmanami, dokladnie kobietami. Spodobała mi sie ich zaciętość, oddanie swojej wierze. Gdy z innym polakiem staralismy jej przedstawić, że chrystus jak i mahomet stoją na równi. To nie mogło im przejść przez gardło. Później oczywiście z dnia na dzien, gdy pokazywali mi różne islamskie broszury zacząłem zauważać wiele podobieństw. Do głowy by mi nie przyszło aby ich nawracać na chrześcijańśtwo, nie daj Bóg na katolicyzm. Poprostu szperając w różnych religiach u podstaw widzimy wiele zbieżności. Czyli nie tak jak nowy testament ktoś nam wymyślił, napisal a my teraz budujemy sobie na nim wiare. Tylko słowa, które sa u wielu podobne jak nie takie same.

Dostosowanie wiary do odpowiedniego środowiska pewnie spowodowało rozłamy, a kłotnie na tle religijnym jakich teraz doświadczamy to tylko i wyłącznie zła interpretacja tych doskonale napisanych bogatych w głębokie sentencje ksiąg głęboko zakorzenionych w historii ludzkości. Jak chce ktoś wierzyć to wierzy, jak nie to nikt go nie zmusza. Troche irytują mnie filmy pokazujące Chrześcijan, katolikow i inne odlamy jako zwykłe kalki wierzeń starożytnych i innych wiar. Czy naprawde ktoś myślał kiedyś, że całą naszą religie stworzono tylko i wyłącznie dla nas (?) to osobiście współczuje jeżeli sie ktoś zawiódł. Nie sens tkwi w tym żeby komuś udowodnić czy Bóg jest czy nie i pokazać skopiowane rzeczy w naszej religi, a w tym jak każdy z nas to zinterpretuje i gdzie odnajdzie coś dla siebie.

Moge wam polecić doskonały, napewno nietuzinkowy film The Man On The Earth, który w miły i delikatny sposób pokazuje mutacje naszych wierzeń przez lata i nietylko. Jest to fikcja a może nie, napewno nie mniej interesująca niż sama religia. Miłego oglądania, bo naprawde warto.

Więcej głosów w tej dyskusji znajdziecie Państwo pod tym adresem.

Zapraszam także do komentowania tego materiału i wypowiedzi na temat w komentarzach poniżej.

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Witamy w Ontario - przewodnik dla nowoprzybyłych Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Zbliżają się Walentynki, jak będziesz spędzał/a ten dzień?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Luty 2012
P W Ś C P S N
« sty    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  
 Strona 1 z 1  1