Tag Archive | "Rodzina"

Rozwojowe tradycje

Tags: ,

Rozwojowe tradycje


Wideorozmowy odgrywają niezastąpioną rolę dla coraz większej liczby rodzin. Pozwalają bowiem utrzymywać bliskie kontakty w czasach, gdy wielopokoleniowe rodziny coraz rzadziej spotykają się przy stole na niedzielnym obiedzie.
Gdy we wtorkowy, grudniowy wieczór w Birmingham w stanie Michigan zapadł zmrok, rodzina Darvicków rozpoczęła jak co roku świętowanie Chanuki.
skyperyDebra i Martin Darvick ustawili cynową menorę, podarowaną im przez dawno nieżyjących już krewnych. Ich 27-letni syn Elliot zapalił pierwszą świeczkę, a jego siostra, 24-letnia Emma, dołączyła do wspólnej modlitwy.
Darvickowie uczcili jednak tę pradawną tradycję w dość nowoczesny sposób – znajdowali się bowiem w trzech różnych miastach w Stanach Zjednoczonych, a komunikację zapewnił im Skype.
– Nazywamy to Skypanuką – mówi Elliot o praktykowanym przez Darvicków od dwóch lat zwyczaju świętowania przez wideoczat. – Gdyby nie Skype, nie mógłbym wspólnie przeżyć tych chwil z rodziną.
Choć Skype działa dopiero od ośmiu lat, pełni niezastąpioną rolę dla coraz większej liczby amerykańskich gospodarstw, podobnie jak usługi w rodzaju FaceTime Apple’a i czatu Google. Pozwalają one utrzymywać bliskie kontakty w czasach, gdy wielopokoleniowe rodziny coraz rzadziej spotykają się przy stole na niedzielnym obiedzie.
Programy te wykorzystywane są rzecz jasna w typowych sytuacjach – siostrzenice popisują się przed ciociami swoim tańcem, kuzyni pokazują sobie nawzajem świąteczne dekoracje, a dziadkowie podziwiają swoje nowonarodzone wnuki, mimo setek lub tysięcy kilometrów dzielącej ich odległości.
Skype staje się jednak także nieodłącznym elementem życia codziennego. Bliscy, którzy nie mogą fizycznie być razem, mimo to otwierają w swojej obecności prezenty, czytają sobie bajki na dobranoc, a nawet opiekują się dziećmi na odległość. Wideoczaty nie służą już tylko do sporadycznych kontaktów, ale umożliwiają wspólne spędzanie czasu, które niegdyś nie byłoby możliwe bez lotniczego biletu.
Wraz z upowszechnieniem wbudowanych kamer oraz mikrofonów w komputerach i smartfonach, szerokopasmowych łączy oraz udoskonalonego oprogramowania, wzrasta liczba prowadzonych przez Skype wideoczatów: użytkownicy usługi odbywają codziennie 300 milionów minut rozmów, o około 900 procent więcej niż w 2007 roku, jak wynika z danych samej firmy. Wiele połączeń nawiązywanych jest także za pośrednictwem popularnych usług FaceTime oraz czatu Google.
Jak podaje Skype, w “godzinach szczytu”, czyli niedzielę rano, do programu loguje się 30 milionów osób w USA, z czego pół miliona prowadzi wideorozmowy.
28-letnia Jamie Van Houton przeprowadziła się w lecie tego roku z Riverside w Kalifornii do Ohio. Jej najlepsza przyjaciółka, 33-letnia Tasha Montgomery, martwiła się, że Jamie – która była w szóstym miesiącu ciąży – będzie się czuła samotna w ostatnich tygodniach przed porodem.
Tasha postanowiła urządzić wirtualne przyjęcie na cześć nienarodzonego jeszcze dziecka. Zaprosiła w lipcu do swojego mieszkania znajomych Jamie z Riverside.
– Ustawiliśmy laptopa na kominku, żeby Jamie wszystkich widziała – opowiada Montgomery. – Spodziewałyśmy się, że impreza potrwa dwie, góra dwie i pół godziny, ale wszyscy bawili się i rozmawiali przez cztery lub pięć godzin. (…)
Skype i podobne programy wydają się idealnym antidotum na poczucie samotności w okresie świąt i różnych rodzinnych uroczystości. (…)
Coraz liczniejszą grupę amatorów wideo- rozmów stanowią emeryci. Wiele ośrodków dla seniorów oferuje zajęcia, w ramach których starsze osoby mogą się nauczyć, jak zainstalować program, zarejestrować się i zalogować.
64-letnia Elaine Welin, emerytowana technolog, która stawia zwykle laptopa na stole w jadalni obok serwetek i zapachowych świec, często włącza rano Skype’a, by napić się kawy w towarzystwie swoich znajomych z miasta.
– To mnie nakręca – przyznaje Welin, która prowadzi kurs obsługi programu w L.E. Phillips Senior Center w Eau Claire w stanie Wisconsin. – Siedzimy, popijamy kawkę i gawędzimy.
Rodzice małych dzieci również odkrywają nieoczekiwane dobrodziejstwa wideoczatu. 36-letni Jeremy Rothman-Shore z Cambridge w Massachusetts wspomina, jak dwa lata temu chciał wyjść po zupę dla swej przeziębionej żony Avivy, która była w ciąży. Połączył się więc ze swoimi rodzicami, Deborą i Robertem Rothmanami, mieszkającymi w Rochester w stanie Nowy Jork i spytał, czy nie mogliby zabawić przez pół godziny swej starszej wnuczki, dwuletniej Ayelet, podczas gdy on podjedzie do lokalnej azjatyckiej restauracji.
Kiedy wrócił, Ayelet była “zafascynowana i świetnie się bawiła”. – To dużo lepszy pomysł, niż posadzenie dziecka przed telewizorem – podkreśla. – Moi rodzice też byli szczęśliwi. To nie jest co prawda forma opieki, która pozwala zostawić dziecko na parę godzin, ale to zawsze jakaś dodatkowa pomoc.
Możliwość uczestniczenia w życiu codziennym dzieci – a nie tylko słuchania o nim – wydaje się jedną z największych atrakcji wideoczatu.
Welin, mieszkanka Fall Creek w stanie Wisconsin, była zachwycona, gdy jej dziesięcioletnia wnuczka Maleah, mieszkająca w Stevens Point, chciała się pochwalić wystrojem swojej sypialni. – Wzięła laptopa, odwróciła go i przemaszerowała po całym pokoju – opowiada Welin. – Była bardzo dumna.
Rodziny wykorzystują wideorozmowy także po to, by dzielić się radosnymi nowinami z bliskimi mieszkającymi na drugim końcu kraju.(…) Pomagają także w radzeniu sobie z bólem po stracie.
90-letnia Maxine Jackson z Lansing w stanie Michigan przez ponad dziesięć lat rozmawiała dwa razy dziennie przez telefon ze swą najmłodszą żyjącą siostrą, Selią Mae Basdon, zamieszkałą nieopodal St. Louis. Kontakt urwał się na początku tego roku, gdy cierpiąca na raka jelita Basdon trafiła do hospicjum.
Syn Maxine, Jerome Jackson, zmartwił się, że jego matka nie będzie miała okazji pożegnać się z siostrą, zorganizował więc wideoczat przez Skype’a. – Selia Mae była ciężko chora i wiedziała, że niedługo umrze – mówi Jerome, dodając, że jego matka straciła w ostatnich pięciu latach dwóch braci i siostrę, ale ze względu na stan zdrowia nie mogła odwiedzić ich przed śmiercią.
Gdy znajomy spec od technologii podłączył sprzęt, Maxine Jackson zobaczyła Selię Mae na monitorze laptopa na stole w swoim salonie. – Gdy moja mama powiedziała: “Widzę cię, Mae Mae! “, nie mogłem powstrzymać łez – wspomina Jerome Jackson.
Technologia ta bez wątpienia stwarza nowe możliwości, ale potrafi także skomplikować życie.
Pewna matka z Vancouver (nie podajemy jej nazwiska z uwagi na ochronę prywatności jej dziecka), skarży się, że jej były mąż, który rozmawia trzy razy w tygodniu przez Skype’a z ich dwuletnią niespełna córką, najwyraźniej uważa owe interakcje za adekwatną formę rodzicielskiej opieki. Wideoczat “daje mu wymówkę, by nie spotykać się z dzieckiem”.
– On mówi: “O tak, widziałem ją, jak robi to i tamto”, opowiada matka. – Ale ona nie czuje z nim więzi. Nie może go dotknąć, ani poczuć jego dotyku. Brakuje bliskiego, bezpośredniego kontaktu. Ostatni raz był u niej, gdy miała trzy tygodnie.
Wideorozmowy wiążą się także z pewnym ryzykiem.
– Mogą być nagrywane i udostępniane na innych sieciowych platformach – ostrzega Jill Murphy, dyrektor rodzicielskiej organizacji pozarządowej Common Sense Media. – Dzieci niekoniecznie zdają sobie z tego sprawę. Common Sense Media zamieszcza na swej stronie listę wskazówek dotyczących prowadzenia wideorozmów – radzi między innymi, by w ustawieniach prywatności zablokować możliwość odbierania rozmów od nieznajomych.
– Jeżeli wasze dzieci lubią występować przed innymi – dodaje Murphy – trzeba zwracać baczną uwagę na ich zachowanie, na przykład na to, czy się nie obnażają.
Mimo licznych zalet, Skype i inne programy do wideoczatu mają swoje ograniczenia.
– Żadna technologia nie zastąpi rzeczywistego kontaktu z dziećmi – podkreśla Debra Darvick. – Było bardzo miło, ale nic nie przebije świąt, kiedy dzieci są w domu, siedzą z tobą przy stole, a ty możesz je przytulić. Nasze spotkanie było całkiem fajne – dodaje – ale teraz jeszcze bardziej za nimi tęsknię.

Julie Scelfo

Posted in Artykuł numeruComments (0)

Święta - czas pojednania

Tags: ,

Święta - czas pojednania


Święta to czas, który powinniśmy spędzać w gronie rodziny, w radosnej i niezwykłej atmosferze. Co jednak zrobić, gdy z naszą rodzinką jesteśmy… skłóceni?

wigilia01Święta w Egipcie, pod palmami? A może sam na sam, w zakopiańskim pensjonacie? Jeśli masz na pieńku z połową swojej rodziny, wcale nie musisz spędzić Bożego Narodzenia na odludziu. Przecież cały rok czekamy na tę odświętną atmosferę, na gonitwę po sklepach w poszukiwaniu trafionych prezentów oraz na smaki i zapachy, które niepodzielnie królują w kuchni tylko w Święta! Wystarczy odrobina dobrej woli i… odwagi!

“Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu”
Pewnie niejeden raz przywoływaliśmy stare porzekadło na samą myśl o tym, że spotkamy się przy jednym stole z dawno niewidzianymi i niekoniecznie lubianymi człon- kami rodziny. A przecież w Wigilię nie wystarczy usiąść na kanapie i zająć się wyłącznie zawartością własnego talerzyka. Trzeba jeszcze z każdym podzielić się opłatkiem i złożyć szczere, płynące z głębi serca życzenia! Jak tego dokonać, gdy jesteśmy obrażone na ciotki, za docinki o naszym “staropanieństwie”, nie odzywamy się do kuzyna, który rok temu pożyczył sporą sumkę i ani myśli o zwrocie pieniędzy, a nasz chrześniak już od progu domaga się “bardziej wypasionego” prezentu niż deska do snowbordu z drugiej ręki, na którą szarpnęłaś się rok temu?
Przede wszystkim musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego bożonarodzeniowe spotkania z rodziną są dla nas tak ważne? Czy spędzając Święta w tropikach czy w samotności będziemy szczęśliwi? Jeśli czujemy, że bez zapachu kompotu z suszu czy rozmowy z leciwą babcią, która już może nie usiąść przy stole podczas kolejnych Świąt nie będziemy oddychać spokojnie nawet w egzotycznej scenerii, warto jeszcze raz pomyśleć nad konfliktem, do którego kiedyś doszło. Czy wina leży wyłącznie po “drugiej stronie”? Czy sami jesteśmy bez zarzutu? Może zbyt wzięliśmy sobie do serca żarty kuzynki z naszych nadprogramowych kilogramów? Może zwykłą troskę samotnej cioci, która dopytuje nas o narzeczonego bezpodstawnie odebrałyśmy jako wścibstwo?
Bez względu na motywy, jakie kiedyś nami rządziły, warto uświadomić sobie, że Wigilia i kolejne dni Świąt stanowią doskonały pretekst do wyciągnięcia ręki na zgodę. Nie tylko w amerykańskich komediach familijnych Święta to czas zgody, pojednania, wybaczania uraz. Przecież w naszej kulturze rodzina zawsze była priorytetem. Dlatego warto naprawić relacje, by wspólnie zasiąść do stołu w ten niezwykły dzień.

wigilia-07-5Kiedy przepraszać?
Jeśli rodzinne nieporozumienia wyniknęły z naszej winy, a my naprawdę chcemy te błędy naprawić, trzeba działać odpowiednio wcześniej! Przeprosiny podczas dzielenia się opłatkiem nie zawsze będą dobrym pomysłem. Dlaczego? Rodzinne nieporozumienia to często bolące sprawy, o których nie zapomina się tak łatwo, jak o docinkach koleżanki z pracy. Często nie wystarczy wymamrotane podczas składania życzeń zdawkowe “przepraszam”. Czasem potrzebna jest szczera, a nawet bolesna rozmowa. Warto zainicjować ją nieco wcześniej, nie zważając na natłok przedwigilijnych spraw. Wracanie do starych urazów wyzwala bowiem ciężkie emocje, a tych lepiej unikać przy świątecznym stole. Tak jak przed Wigilią sprzątamy dom, tak samo powinniśmy zadbać o porządek w naszych sercach i głowach. Trudne rozmowy można odbyć “na neutralnym gruncie”- w kawiarni, podczas poszukiwania prezentów, lub choćby na spacerze. Wyciągnięcie ręki na zgodę często kosztuje wiele, jednak warto potem usiąść do stołu w radosnej i spokojnej atmosferze!

Twój plan działania
Obmyślanie wielkich scenariuszy przeprosin zwykle w niczym nie pomoże. Jak zatem udobruchać ciocię, wobec której byłyśmy niemiłe? Najprościej na świecie. Wystarczy zadzwonić, powiedzieć, że zbliżają się Święta, czas dla nas najważniejszy, który spędzić chcemy w towarzystwie właśnie tej, bliskiej nam osoby. Przyznajmy, że chcemy naprawić stare błędy, bo darzymy szacunkiem naszego rozmówcę i umówmy się na rozmowę w cztery oczy. Młodszą osobę zaprośmy na kawę na mieście. Do starszej możemy wpaść z wizytą ( z jakimś smakołykiem!).

Niepowodzenie? To też sukces!
Czasem jednak dobre chęci to za mało. Gdy druga strona zignoruje nasz gest lub otwarcie powie nam, że nie przyjmuje przeprosin, i tym razem nie powinniśmy unosić się gniewem. W takiej sytuacji możemy mieć już tylko czyste sumienie, gdyż dokonaliśmy wszelkich starań, by tylko oczyścić przedświąteczną atmosferę. Spróbowaliśmy, zdobyliśmy się na odwagę, by wyciągnąć rękę i wykonać ten najtrudniejszy, pierwszy krok- to bardzo dużo. Być może pomocna w zrozumieniu tej decyzji skłóconego z nami członka rodziny będzie myśl, że nie jest on jeszcze gotowy do naprawienia relacji i potrzebuje więcej czasu do przemyślenia całego konfliktu z nami. Nawet gdy w takiej sytuacji rodzinna atmosfera nie będzie należała do udanych, my możemy zasiąść do wigilijnego stołu z czystym sercem i sumieniem i… nadzieją, że może pojednanie przyjdzie w następne Święta!

Joanna Bielas
Wesołych Świąt

Posted in Rodzina, RóżneComments (0)

Dwie połówki wychowania

Tags: , ,

Dwie połówki wychowania


Koncepcja równo podzielonej opieki nad dziećmi wydaje się fair z punktu widzenia rozwiedzionych rodziców, którzy chcieliby odgrywać równą rolę w życiu potomstwa. Okazuje się jednak, że wychowankowie dwóch domów patrzą na to rozwiązanie mniej entuzjastycznie.

rozwodKiedy na początku tego roku Johnnie Walsh wychodził z sali sądu w Birmingham po wysłuchaniu wyroku rozwodowego, miał teoretycznie wszelkie powody do zadowolenia. Znakomita większość ludzi uznałaby, że orzeczenie brzmiało dla niego niezwykle korzystnie: sędzia zarządził, że dzieci będą spędzać u niego każdy weekend, jedną noc w tygodniu oraz połowę wakacji i ferii szkolnych. Tymczasem Walsh opuszczał mury sądu przepełniony rozczarowaniem i rozgoryczeniem. – Chciałem być głównym opiekunem moich dzieci i miałem ku temu dobre argumenty – mówi.

Jak twierdzi, jego żona ma niestabilny charakter i więcej niż raz do domu wzywano policję z powodu wszczynanych przez nią awantur. Walsh (nazwisko zmieniono, by chronić tożsamość dzieci) wynegocjował nawet z pracodawcą możliwość elastycznych godzin pracy i uważał, że życie syna i córki byłoby bardziej ustabilizowane, gdyby to u niego dzieci miały dom. – Jednak sąd okazał się niezdolny do podjęcia radykalnej decyzji – mówi. – Zniszczyło to moją wiarę w system.

Niedawno brytyjscy mężczyźni tacy jak Walsh – uważający, że mają prawo odgrywać po rozwodzie istotną rolę w życiu swoich dzieci – otrzymali kolejny cios. Była nim publikacja raportu Family Justice Review, autorstwa ekonomisty Davida Norgrove’a, byłego doradcy Margaret Thatcher. Zaleca on, by nie zmieniać przepisów i nie dawać rodzicom prawa do spędzania po rozwodzie równej ilości czasu z dziećmi. Ten krok oddalający wprowadzenie zasady wspólnej równej opieki nad dziećmi wywołał oburzenie wielu osób. Pisarz Louis de Bernieres – sam rozwodnik z dwójką dzieci – skomentował, że teraz „przepełnia go przerażenie i rozpacz”.

Źródła rządowe szybko wskazały, że ustalenia raportu nie są oficjalną polityką władz oraz że sądy nie mają obowiązku wcielać ich w życie. Rzecznik premiera podkreślił, że koalicja rządowa wspiera rozwiązania dające dzieciom możliwość utrzymywania po rozwodzie „znaczącej relacji” z obydwojgiem rodziców. Jednakże Norgrove zasugerował też, że idea „znaczącej relacji” nie powinna stać się częścią prawodawstwa: spory o to, co to właściwie oznacza, mogą prowadzić do dalszych opóźnień w już pękającym w szwach systemie sądowym.

Raport z pewnością nie zadowolił także dziadków. Mogli co najwyżej wpaść w gniew przeczytawszy, że czasami powodują więcej szkody niż pożytku angażując się w i tak stresujące dla wnuków walki o prawo do opieki. Do debaty włączył się też think tank Centre for Social Justice argumentując, że postulaty Norgrove’a jeszcze bardziej osłabią brytyjskie struktury rodzinne. „Raport nie odnosi się do problemu dyskryminacji ojców i dziadków przez system i tylko zaostrzy epidemię dzieciństwa bez ojców. Potrzebne są pilne zmiany, które będę odzwierciedlać istotną rolę, jaką odgrywają w prawidłowym rozwoju dziecka rodzice niemieszkający z nim pod jednym dachem, z reguły są to ojcowie”, czytamy.

Niemniej Norgrove uważa, że wpisanie do przepisów prawa równego dostępu do dziecka i równego prawa do opieki da tylko skłóconym parom kolejny powód do walki. Ponieważ, jeśli wzajemne stosunki dorosłych pogorszyły się do tego stopnia, że muszą rozwiązywać konflikt w sądzie, jak efektywnie będzie w ich przypadku działać koncepcja wspólnego rodzicielstwa?

Pięć lat temu rząd Australii zmienił przepisy prawa rodzinnego uznając, że w interesie dziecka będzie możliwość spędzania równej ilości czasu z każdym z rodziców. Jednak badanie zlecone w zeszłym roku ustaliło, że dzieciom ze skonfliktowanych rodzin – czyli takich, które biorą sprawę opieki do sądu – nie podobała się równoległa opieka obojga rodziców. Były bardziej zestresowane, lękliwe i miały więcej problemów rozwojowych niż rówieśnicy z rozbitych rodzin, gdzie ustalenia sądu były bardziej elastyczne, bądź którzy posiadali bardziej stabilny dom z jednym tylko z rodziców. Doktor Jennifer McIntosh, australijska psycholog dziecięca, która zbadała 130 rodzin ustaliła, że dzieci zestresowane rozstaniem rodziców „stresowały się z upływem czasu coraz bardziej”, jeśli w ich przypadku sąd orzekł wspólną opiekę rodzicielską.

Margarette Driscoll

Posted in Ciekawostki, RodzinaComments (0)

Wojna domowa

Tags: , , ,

Wojna domowa


Powinny być najbliższymi przyjaciółkami, powierniczkami sekretów. Jednak relacje między siostrami nie zawsze tak się układają. Miłość bardzo łatwo zamienia się w zawiść, zwłaszcza gdy przyczyni się do tego nieumiejętne postępowanie rodziców.

siosterkonflikt29-letnia Mira Ryness mieszka w Londynie i pracuje w dziale public relations: – Moja mama ma fotografię, na której jestem ja i moja starsza siostra – opowiada. – Wystarczy spojrzeć na to zdjęcie, by zorientować się, co do niej czuję. Patrzę tam na Denę z ogromną niechęcią, choć mam zaledwie dwa lata.
To zdjęcie doskonale ukazuje dominującą w naszych kontaktach rywalizację. Począwszy od zabawek, poprzez wyniki w nauce, aż po pracę i facetów, moja siostra i ja zawsze konkurowałyśmy ze sobą – to było silniejsze od nas. Kocham Denę, ale czasami ta siostrzana rywalizacja sprawia, że staje się ona także moim największym wrogiem. Dlaczego tak się dzieje? Trudno powiedzieć.
Nasz ojciec zawsze zachęcał nas, byśmy w każdym działaniu dawały z siebie wszystko, nawet jeśli to oznaczało, że musiałyśmy ze sobą konkurować. Kiedy teraz spoglądam wstecz, myślę, że może właśnie ta postawa wzbudziła w nas głęboko zakorzenione, wyniszczające pragnienie, by być zawsze najlepszą. We wszystkim.

•••

Brat i siostra to po rodzicach najważniejsze osoby dla dziecka, które mają w dużym stopniu wpływ na jego rozwój. Często jednak rodzeństwo stale się kłóci, robi sobie nazłość, szamocze się, co stanowi utrapienie dla rodziców. Żeby temu zapobiec należy już spodziewając się drugiego dziecka odpowiednio przygotować pierworodnego do nowej, stresującej dla niego sytuacji. Nie wolno również go zaniedbywać gdy w domu pojawi się nowy członek rodziny.

•••

Pamiętam jak pierwszy raz rywalizowałyśmy ze sobą grając w Monopol. Pokonałam wtedy Denę, a ona się zezłościła i rzuciła we mnie planszą. Wkrótce zaczęłyśmy konkurować ze sobą nie tylko w grach. Mimo iż jestem od Deny o cztery lata młodsza, zawsze starałam się czytać należące do niej książki Judy Blume szybciej niż ona. Dena z kolei dokuczała mi mówiąc, że gorzej od niej gram na pianinie.
Sytuacja zaogniła się, kiedy byłyśmy nastolatkami. Jak to zwykle bywa między siostrami, podkradałyśmy sobie ciuchy i kosmetyki, co prowadziło do gwałtownych awantur. Nasi rodzice, chcąc za wszelką cenę zakończyć ten wyścig o pierwszeństwo, postanowili posłać mnie do innej szkoły średniej niż ta, do której chodziła Dena. W jakimś sensie to pomogło, ale kiedy wracałyśmy do domu, każda z nas zaczynała się przechwalać swoimi sukcesami.
Byłam zdeterminowana, by uzyskać na maturze lepsze wyniki niż miała Dena i udało mi się: otrzymałam trzy najwyższe oceny A, podczas gdy ona miała tylko trzy B. Wyjechałam do Paryża, aby tam studiować języki obce na uniwersytecie.

•••

Dzieci często reagują z zazdrością na pojawienie się w rodzinie młodszej siostrzyczki lub braciszka. Przykładowo 5 letnie dziecko nawet jeżeli ucieszy się z tego powodu, że jego rodzina poszerzy się i będzie miało nowego kompana do zabawy, to jednak trudno mu będzie pogodzić się z tym, że zostanie „zdetronizowany”. Dotychczas bowiem był przyzwyczajony do tego, że znajduje się w centrum uwagi i nie musi się nią z nikim dzielić. Gdy zauważymy ten problem u naszego dziecka nie lekceważmy go, gdyż może na tym ucierpieć poczucie jego własnej wartości, które w najgorszym wypadku może doprowadzić do tego, że dziecko będzie miało trudność ze zbudowaniem dobrych relacji z innymi.
Mniej problemów jest, gdy różnica między rodzeństwem wynosi zaledwie rok lub dwa lata. Wynika to z tego, że malutkie dzieci znacznie łatwiej przyzwyczajają się do roli brata lub siostry, nie są bowiem wstanie dokonać ścisłego rozdziału pomiędzy „ja” i „inni”. W miarę upływu lat dorastające dzieci może jednak irytować rola opiekuna młodszego rodzeństwa.

•••

Dena na pewno nie była zadowolona, widząc, że otrzymuję lepsze od niej oceny. To nie moja wina, że nie muszę tak ciężko pracować, żeby mieć dobre wyniki w nauce. Chcąc przyćmić fakt, że wyjechałam za granicę na studia, Dena postanowiła uzyskać tytuł magistra prawa. Na pewno zazdrościła mi też figury: byłam drobną, szczupłą blondynką, zaś moja siostra miała kłopoty z utrzymaniem wagi w ryzach.
Czasami rozmawiałyśmy ze sobą przez telefon, ale powoli nasze drogi coraz bardziej się rozchodziły. Dopiero tragedia na powrót zbliżyła nas do siebie. W czerwcu 2001 roku nasz ojciec zmarł nagle na raka przełyku. To był bardzo trudny czas, opłakiwałyśmy ojca i jednocześnie musiałyśmy wspierać mamę. Po raz pierwszy między Deną i mną nie było żadnej rywalizacji. To było miłe uczucie. Po wielu latach wzajemnego ścigania się, miałam nadzieję, że odbudujemy nasze relacje.
Mimo wielkiego żalu, nasza mama cieszyła się, że mogłyśmy spędzić ze sobą trochę czasu i porozmawiać. Nie trwało to jednak długo. Wkrótce znów zaczęłyśmy się kłócić o najdrobniejsze sprawy. Obie jesteśmy bardzo uparte, zawsze chcemy postawić na swoim, ale odnosimy się w ten sposób tylko do siebie nawzajem. W kontaktach z przyjaciółmi i innymi członkami rodziny potrafimy nad sobą zapanować.
W tamtym czasie, w czerwcu 2005 roku, dyskusja na temat polityki przerodziła się w potworną awanturę. Prowadziłam wtedy samochód, a Dena nagle wyrwała kluczyki ze stacyjki, w chwili gdy znajdowałyśmy się na ruchliwej, głównej drodze. Byłam na nią wściekła za to, że naraziła nas na niebezpieczeństwo i to z tak idiotycznego powodu. Nie odzywałam się do niej przez rok.
Nie kontaktowałyśmy się wtedy ze sobą, a na rodzinne spotkania każda z nas przychodziła tylko wtedy, gdy spodziewała się, że drugiej tam nie będzie. Wiedziałam, że prędzej czy później spotkam się z Deną, lecz wolałam ten moment jak najbardziej odsunąć w czasie.
Kiedy w końcu się spotkałyśmy przy jakiejś rodzinnej okazji, w kwietniu następnego roku, byłam zaskoczona jej wyglądem. Dawniej, w swoim najgorszym okresie, Dena nosiła rozmiar 20 (48), a teraz schudła do rozmiaru 6 (34). Była wręcz drobna w porównaniu ze mną, bo ja nosiłam wówczas ubrania w rozmiarze 10 (38).
Wszyscy powtarzali, że świetnie wygląda. Cieszyłam się z tego, że udało jej się schudnąć. Dena jednak tak się z tym obnosiła, że chociaż rozmawiałyśmy ze sobą, nie powiedziałam jej ani jednego pochlebnego słowa. Prawdą mówiąc drażniło mnie, że to ona jest w centrum uwagi. Nasze relacje nadal były napięte. Tak bardzo oddaliłyśmy się od siebie, że w listopadzie 2008 roku znowu się do siebie nie odzywałyśmy.

•••

Rodzice muszą odpowiednio przygotować swoje dziecko na pojawienie się nowego członka rodziny. Maluch może nawiązać kontakt z przyszłą siostrzyczką lub braciszkiem poprzez dotykanie brzucha mamy. Rodzice powinny poinformować dziecko o tym, że po porodzie życie rodzinne ulegnie zmianie ,ale dalej go mocno kochają i potrzebują.

rivals
Zazdrość zależy od charakteru dziecka. Dzieci często reagują niepokojem na pojawienie się nowego rodzeństwa. Niekiedy dziecko tak mocno przeżywa zmianę, że zaczyna na nowo się moczyć, gorzej mówić, płacze, staje się bardziej agresywne bądź zachowuje się autodestrukcyjnie. W takiej sytuacji nie można karać dziecka, wykazywać brak zrozumienia, ani robić nic co spowoduje, że poczuje się odrzucony. Zazdrosne dziecko powinno mieć możliwość uczestniczenia we wszystkich zajęciach domowych, w tym czynnościach wykonywanych przy noworodku. Jeżeli objawy zazdrości nie miną po kilku miesiącach rodzice powinni udać się z dzieckiem do lekarza pediatry lub psychologa rodzinnego.

•••

Kiedy na początku 2009 roku Dena przysłała mi SMS z wiadomością, że się zaręczyła, nie zdobyłam się na to, by jej pogratulować. Byłam zazdrosna, bo ja nie miałam wtedy nawet chłopaka. Miesiąc później Dena poprosiła mnie, żebym była jej druhną, a ja wcale nie byłam pewna, czy tego chcę, choć wiem, że to zabrzmi małostkowo.
Później siostra oznajmiła mi, że mogę założyć na jej ślub sukienkę jedynie w kolorze pomarańczowym, złotym lub kości słoniowej. Pomyślałam, że jako blondynka w ciemnopomarańczowym będę wyglądać jak pomidor. Miałam już dość tego, że wszystko musi być tak, jak tego chce Dena.
Jednak na tydzień przed uroczystością zmiękłam. Nie mogłam przecież pozwolić, żeby ślub mojej starszej siostry odbył się beze mnie. Zgodziłam się być jej druhną, ale tylko pod warunkiem, że będę mogła założyć fioletową sukienkę. Na szczęście Dena się zgodziła. Pod koniec przyjęcia uściskałyśmy się, starając się zapomnieć o dawnych konfliktach.
A jak teraz wygląda sytuacja? Dena jest szczęśliwa ze swym mężem, a niedawno otworzyła własną firmę jako specjalistka od żywienia. Przyznaję, że jej zazdroszczę, zwłaszcza, że wciąż jestem samotna.
Żałuję, że nie jesteśmy ze sobą bliżej i czuję się winna, wiedząc, że przez te wszystkie lata nasze postępowanie wprowadzało napięcie w rodzinie, a przede wszystkim martwiło mamę. Jednak moim zdaniem to dobrze, że miewamy takie okresy, kiedy ze sobą nie rozmawiamy. Dzięki temu mniej się kłócimy.
Bardzo kocham Denę, ale pogodziłam się z tym, że nigdy nie będziemy bliskimi przyjaciółkami. Czy jest mi z tego powodu przykro? Czasami. Zwłaszcza kiedy widzę inne siostry, które mają ze sobą dobry kontakt, robi mi się smutno, bo wiem, że prawdopodobnie nigdy nie doświadczę tego uczucia.

•••

To jaką role dziecko pełni w rodzinie ma duży wpływ na jego dorosłe życie. Pierwsze dziecko zazwyczaj przejmuje role rodzica w stosunku do młodszego rodzeństwa. Często zachowuje się tak by odzyskać utraconą pozycję u rodziców. Rodzi się w nim poczucie odpowiedzialności i zaczyna być przywódcą i opiekunem. Tak jest traktowany również przez młodsze rodzeństwo. Niekiedy  jego pozycja może być kwestionowana i dochodzi wówczas do częstych kłótni. Wykształca się jednak w ten sposób wojowniczość i cechy przywódcze, które przydadzą się w późniejszym życiu zawodowym. Pierworodne dzieci często odnoszą sukcesy w pracy, mają silną wolę oraz dużą siłę przebicia. Mogę jednak mieć trudności z okazywaniem uczuć.
Środkowe dziecko często jest chronione przed obowiązkami najstarszego dziecka i drugorzędnością młodszego. Sytuacja wygląda inaczej, gdy najmłodsze dziecko to długo oczekiwana dziewczynka lub chłopiec. U dzieci mających zarówno starsze jak i młodsze rodzeństwo wykształcają się często takie cechy jak: łatwość w nawiązywaniu kontaktów, towarzyskość, czy brak napięcia. Poza tym bywają dobrymi mediatorami.

•••

A co na to Dena?
– Przez długi czas nie rozmawiałyśmy ze sobą. Mira przez wiele miesięcy nawet nie przyjmowała mojego zaproszenia na Facebooku. Prawda jest taka, że ona wszystko krytykuje. Zawsze czuję się spięta w jej obecności – twierdzi starsza z sióstr.
Przez ten rok, kiedy nie rozmawiałyśmy ze sobą, założyłam własną firmę, w lutym 2009 roku, a mój chłopak Matt oświadczył mi się. Od razu wysłałam SMS do Miry. Po śmierci taty myślałam, że w ważnych chwilach w naszym życiu będziemy trzymać się razem. Spodziewałam się, że wiadomość o moim ślubie zlikwiduje przepaść między nami. Tak się jednak nie stało.
Początkowo Mira nawet nie chciała być moją druhną, potem grymasiła przy wyborze sukienki. Obawiałam się, że w ogóle nie przyjdzie na mój ślub. W nocy nie mogłam spać, cały czas się tym martwiłam.
Na tydzień przed ślubem Mira przysłała mi wiadomość, że będzie moją druhną, ale założy sukienkę, którą sama wybierze. Nie miałam siły się z nią kłócić. Czy próbowała w ten sposób zepchnąć mnie na dalszy plan? Możliwe.
Nie mamy wspólnych zdjęć z mojego wesela. Nie chciałyśmy tego. Nie sądzę, żeby nasza mama była tym zdziwiona. Mój mąż Matt nie komentuje zachowania Miry. Choćbym nie wiem jak była na nią zła, nikt inny nie ma prawa krytykować mojej siostry.

Kocham Mirę i kiedy się pokłócimy, bardzo to przeżywam. Nie chcę znosić takich stresów. Być może nasze stosunki kiedyś się poprawią, ale to zależy od nas obu. Gdybyśmy zaczęły rywalizować w wynagradzaniu sobie różnych przykrości, na pewno osiągnęłybyśmy doskonałe wyniki.Matka Deny i Miry nie chciała skomentować tych wypowiedzi.

Hannah Barr

News of The World

Bycie „beniaminkiem” jest dla dziecka przywilejem lub ograniczeniem, wszystko zależy od sytuacji rodzinnej. Niekiedy najmłodsze dziecko jest najbardziej rozpieszczone, przyzwyczajone do tego, że wszystko mu się należy. Niekiedy jednak „beniaminek” może mieć poczucie, że jest zaniedbywane. Dostaje ubrania i zabawki po starszym rodzeństwie, nie dopuszcza się go do „tajemnic” starszych i nie wolno mu tego co starszemu rodzeństwu.

Posted in Artykuł numeruComments (0)

On, ona i ta trzecia…

Tags: , , ,

On, ona i ta trzecia…


2troojkacikCzy przyjaźń między facetem a kobietą jest możliwa? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Zwolennicy takiego uczucia twierdzą, że rozmawiając z przyjacielem płci przeciwnej można nabrać dystansu do wielu spraw. Przeciwnicy- że prędzej czy później w taką relację zakrada się pierwiastek erotyczny. Najwięcej skrajnych emocji tworzy się jednak wówczas, gdy w związku dwojga ludzi nagle pojawia się “ta trzecia” czyli najlepsza przyjaciółka twojego faceta:
“Nic o mnie nie wiesz…”
Dlaczego przyjaciółka twojego partnera jest taka niebezpieczna? Przede wszystkim wie o twoim mężczyźnie o wiele więcej niż ty sama, gdyż zna go dłużej. Łączą ich wspólne przeżycia, wspomnienia, zabawne historie. Nie raz przekonali się, że oboje mogą na siebie liczyć, wygadać się i dostać w zamian radę. Dlatego też często dochodzi do sytuacji, gdy twój facet borykający się z jakimiś problemami chętniej pobiegnie na pogaduchy do swojej przyjaciółki niż… przedyskutuje to z tobą:
- Gdy Paweł przedstawił mnie swojej przyjaciółce, Renacie, najpierw się ucieszyłam- opowiada Monika, 33 l., w trakcie rozwodu- Myślałam, że przyjaciółka mojego męża zostanie również moją bratnią duszą. Pogaduszki, wspólne wyjścia na kawę czy spacer- tego się spodziewałam, problem jednak polegał na tym, że to Paweł i Renata spędzali w ten sposób czas. Ja byłam usunięta poza nawias i coraz częściej czułam się nie jak żona, tylko “ta trzecia”. Najbardziej bolało mnie, gdy spieraliśmy się o jakieś drobiazgi, a mąż rzucał mi: “Widzisz, jak mało o mnie wiesz?”. Wkurzało mnie także to, że roztrząsał z nią każdą naszą sprzeczkę, o czym dowiedziałam się dużo później…
Kobieta- ideał
W dowcipach o teściowych zwykle to matka męża przedstawiana jest jako uosobienie złośliwości. Często jednak uwagi przyjaciółki twojego męża potrafią być o wiele bardziej uszczypliwe. Dlaczego? Ponieważ do twoich uszu dociera komunikat typu: “Nie jestem dobrą żoną, nie dorastam jej do pięt”, a cała reszta otoczenia sądzi, że kumpela twojego faceta to taka miła osoba, na której radach można polegać. Tego zdania jest zwłaszcza twój facet. Przecież to jego przyjaciółka wie najlepiej jaką koszulę powinien włożyć na spotkanie, jak umeblować mieszkanie, gdzie wyjechać na wakacje oraz jak rozwiązać trudne zadanie, które właśnie powierzył twojemu mężowi szef. Po prostu kobieta idealna…
- Nikt nie potrafił mi wbić szpili tak jak Renata- zwierza się Monika- Mogłam stać pół godziny przed lustrem, gdy szykowaliśmy się na imprezę, a ona i tak na mój widok wykrzyknęła przed znajomymi: “Jaka śliczna tania sukienka! Słyszałam, że vintage jest w modzie, ale nie sądziłam, że ty ubierasz się w ten sposób!” Żaden facet, a już na pewno nie mój, nie zrozumiałby takiej uwagi. Po takim komentarzu czułam się jak jakiś kopciuch!
“Zaopiekuj się mną”
Przyjaciółka męża, która ma nieszczere intencje może też wykorzystywać jego słabości, zwłaszcza wtedy, gdy jest singielką. Na czym to polega? W pierwszej kolejności na okazywaniu swej pozornej niezaradności i słabości. Gdy taka osoba nie radzi sobie z poważniejszymi problemami, nie musi często nawet prosić o pomoc, gdyż wsparcie przychodzi samo:
- Cieknący kran, kłopoty z nieuczciwą ekipą remontową, awaria komputera, stłuczka- ta kobieta miała prawdziwego pecha! Co krok przydarzało jej się jakieś nieszczęście i potrzebne było wsparcie silnego męskiego ramienia, którego przy niej nie było- wspomina Monika- Dziwnym trafem kłopoty przydarzały się wtedy, gdy my mieliśmy plany. Pralka zalała mieszkanie Renaty w dzień naszej rocznicy ślubu, komputer został zawirusowany w Walentynki, Renata miała do wykonania ważny projekt i Paweł sam zaproponował jej, żeby przyszła i pracowała na naszym sprzęcie. Została do późnej nocy. Długo siedziałam cicho, ale w końcu zaprotestowałam, gdy tydzień przed wyjazdem na nasze wymarzone wakacje w Bory Tucholskie Paweł zaczął coś bąkać pod nosem, żebyśmy zabrali ze sobą Renatkę, bo przecież właśnie rzucił ją facet i ona bidulka musi teraz się pozbierać, a gdzie jeśli nie na łonie natury wśród wiernych przyjaciół, a raczej przyjaciela? Stanowczo zaprotestowałam, powiedziałam mężowi, że jeśli ona pojedzie, to ja spędzam urlop u rodziców i dostałam za swoje: fochy Pawła były nie do zniesienia, a atmosferę podczas urlopu zręcznie psuła nam Renatka swoimi telefonami niemal o każdej porze dnia i nocy…
Moja, czy twoja obsesja?
Życie z przyjaciółką twojego męża jest możliwe, pod warunkiem jednak, że nie jest to osoba, która ma obsesję na punkcie faceta, z którym żyjesz. Jeśli tak właśnie jest- może okazać się bardzo groźnym i trudnym do pokonania przeciwnikiem. Po swojej stronie będziesz mieć uczucie, które połączyło ciebie i twojego faceta; głęboka relacja, wspólne plany, a także… wspaniały seks, o którym “ta trzecia” może jedynie pomarzyć. Przeciw tobie będą jej intrygi i manipulowanie twoim facetem. Niestety, wynik tej rozgrywki nie zawsze będzie zależał od ciebie:
- Pół roku temu Renata zwolniła się z pracy i poprosiła Pawła o pomoc. Okazało się, że w jego firmie jest wolne stanowisko. Wtedy ona poprosiła go o protekcję, przekazanie szefowi jej cv. Mówiłam Pawłowi, żeby tego nie robił, on jednak oburzył się i wytknął mi zawiść i małostkowość. No i zaczęło się przynoszenie pracy do domu i wspólne dyskutowanie przy jednym stole na temat projektów. Ja robiłam mężowi sceny zazdrości, nie wytrzymywałam tego, nie chciałam widzieć jej w swoim domu. Atmosfera stawała się nie do zniesienia, nawet wtedy, gdy spokojnie próbowałam wytłumaczyć Pawłowi, że ta kobieta dąży do zniszczenia naszego małżeństwa. On wybiegał z domu, trzaskał drzwiami i… pędził do niej, żeby się wygadać. Podobno miałam obsesję na jej punkcie. W końcu postawiłam sprawę na ostrzu noża: wyprowadziłam się na tydzień do siostry. Po pięciu dniach błagał mnie, bym wróciła, dałam się więc przeprosić. Otwieram drzwi, czuję zapach ciasta, w salonie przemeblowanie. Renatka przygotowała dom na moje powitanie! Nie zastanawiałam się długo i trzasnęłam drzwiami. Założyłam sprawę rozwodową. Dzień przed terminem zadzwonił do mnie Paweł. Przyznał mi rację, okazało się, że Renata któregoś wieczora pokazała swoje prawdziwe oblicze. Mówiła, że są dla siebie stworzeni, zaczęła się do niego dobierać. Nie chciałam tego słuchać, odłożyłam słuchawkę, a następnego dnia bez żalu przekroczyłam z moja panią mecenas salę rozpraw. Nie chcę żyć z człowiekiem, który tyle lat mnie ignorował.
Przyjaciółka męża może więc rozbić najsilniejszy nawet związek. Czy można temu zapobiec? Tak, wystarczy związać się z partnerem, który przyjaźni się… wyłącznie z facetami!

Joanna Bielas

Posted in Rodzina, W numerzeComments (0)

Pułapka rodziców

Tags: , ,

Pułapka rodziców


Kiedy wychodziłam z mężem do teatru i zostawiałam dzieci z opiekunką, miałam poczcie winy. Po powrocie okazało się, że słusznie: dowiedziałam się, że pięciolatek zepchnął trzylatka z kanapy. Młodszy – zdając sobie sprawę, że ma za mało siły żeby się odgryźć w podobny sposób – załatwił się do kubełka, po czym całą jego zawartość wylał bratu na głowę.
“Tak to właśnie jest” – odezwał się pełen wyrzutu głos w mojej głowie “…kiedy folgujesz swoim egoistycznym potrzebom, zamiast zajmować się dziećmi, które cię potrzebują. Kończy się jak we »Władcy much«…”
A jednak, z drugiej strony, czułam się dumna. Moi synowie wykazali się wielka inteligencją. Wykazali się przedsiębiorczością. A choć oczywiście nie podobała mi się wizja moczu spływającego po głowie mojego starszego chłopca, po cichu miałam trochę satysfakcji i nadzieję, że czegoś się w ten sposób nauczył. Bo moje okrzyki “Przestańcie się bić!” spływały po nim jak woda po kaczce…
W ten właśnie sposób każdy rodzic – pełen dobrej woli, ale przecież niedoskonały – odkrywa, że pozostawiając dzieci na jakiś czas, aby cieszyć się chwilami spędzanymi tylko w towarzystwie małżonka wzbogaca ich doświadczenie i uczy życia. O tym właśnie pisał amerykański specjalista w dziedzinie terapii rodzinnej, David Code, w swojej książce “To Raise Happy Kids, Put Your Marriage First” (”Jeśli chcesz mieć szczęśliwe dzieci, stawiaj swoje małżeństwo na pierwszym miejscu”).

rodziciele
Code uważa, że przytłaczanie dzieci nieustanną uwagą przy jednoczesnym zaniedbaniu więzi z partnerem doprowadza w rezultacie do zaburzenia ich rozwoju. – Rodziny skoncentrowane na dzieciach to lękowi, wiecznie zmęczeni rodzice i roszczeniowe dzieci uważające, że wszystko im się należy – mówi.
Rzeczywiście – czasami tak bardzo obawiamy się bycia egoistami, że łatwo zapominamy, że to przede wszystkim dobre wzorce kształtują pełną, szczęśliwą osobę ludzką. Dziecko grające w tenisa i mówiące po włosku nie będzie miało szczęśliwego życia, jeśli jego matka nie będzie dobrze traktowała ojca. Miałam znajomą, która nieustanne posyłała swoje dzieci na lekcje francuskiego, do teatru, na kurs nurkowania w Egipcie… A jednocześnie ten wzór macierzyństwa zmuszał męża, aby kąpał się pod prysznicami w siłowni, do której chodził, zamiast “brudzić ich własną łazienkę”. Kiedyś byłam świadkiem, jak wrzasnął do niej: “Dlaczego jesteś dla mnie taka podła?!”
Frank Furedi, profesor socjologii z University of Kent i autor książki “Paranoid Parenting” (”Paranoiczni rodzice”) potwierdza, że małżeństwa dbające o własny związek dają dzieciom więcej niż te, które wynajmują im mnóstwo nauczycieli z zewnątrz. – Poczucie bezpieczeństwa i dobre samopoczucie dziecka w dużym stopniu zależy od tego, jak dziecko postrzega tych dwoje ludzi, którym ufa najbardziej: matkę i ojca – mówi naukowiec. – Jeśli związek rodziców wygląda na szczęśliwy i harmonijny, będzie dla ich dzieci źródłem inspiracji i poczucia bezpieczeństwa.
Nawet Michelle Obama przestrzega zasady cotygodniowej “randki” ze swoim mężem. Nam się to nie udaje – a przecież nie ulega wątpliwości, że państwo Obama są bardziej zapracowani i mają więcej obowiązków, niż my. A może po prostu trochę się tego boimy? Może boimy się raz w tygodniu wyjść do restauracji tylko we dwoje i pozwolić na to, żeby nasza przesympatyczna włoska gosposia pozwoliła naszym dzieciakom przewrócić dom do góry nogami? Albo polecieć na weekend do Quebec City i zgodzić się na to, że nasz trzylatek będzie leżał w łóżeczku z butelką coli?
Zupełnie inaczej podchodzi to tego Simone Sultana, ekonomistka, matka jedenastoletniego Mishy i sześcioletniej Mayi. Ona rozumie potrzebę zachowania równowagi. Wyjazd z mężem na weekend opisuje jako “reset systemu”. – Taki wyjazd kompletnie zmienia nasze podejście i sposób radzenia sobie z najtrudniejszymi sprawami w rodzinie i w domu – opowiada. – To dla nas bardzo ważne, żeby pamiętać, że jesteśmy razem nie tylko dlatego, że mamy dzieci. Nasz związek jest od tego niezależny. Dla moich dzieci to zresztą także bardzo ważne, że ich mama i tata nie są tylko rodzicami, że chcą być razem i robić razem różne rzeczy bo się kochają i są dobrymi przyjaciółmi.
Dzieci pani Sultana mają szczęście: ich babcia jest stosunkowo młoda i może opiekować się nimi pod nieobecność rodziców. To z kolei redukuje kolejny częsty problem: czysto finansowe koszty bycia razem we dwoje poza domem.
Jeśli chcecie pokazać dzieciom, iż jesteście szczęśliwi w swoim związku, wystarczy, że uczynicie je świadkami swoich “punktów kontaktu”. (Chodzi o to, żeby dzieci widziały jak razem pijecie wino, śmiejecie się z tych samych żartów, słuchacie wspólnie muzyki…).
Kiedy wyznaję, że nigdy jeszcze nie spędziliśmy z mężem weekendu bez dzieci (z których najstarsze ma już siedem lat), dr James odpowiada: – Macie prawo być bardzo troskliwymi rodzicami. Nawet jeśli dziecko ma siedem lat, to jeśli nie jest z obcym opiekunem silnie związane emocjonalnie, dwa dni bez rodziców mogą być traumatycznym przeżyciem. Dzieci rozwijają się lepiej i mają większe szanse na zdrowe i szczęśliwe życie psychiczne, jeśli mają bliskie relacje z rodzicami i jeśli rodzice są blisko nich.
Psychiatra uspokaja się dopiero, kiedy tłumaczę mu że dzieci mają bardzo dobre kontakty ze swoimi dziadkami…
Sue Palmer, autorka książki “Toksyczne dzieciństwo”, uważa że czasami rodzice powinni trochę odpuścić. – Sposób wychowania dzieci we wszystkich kulturach, od niepamiętnych czasów, sprowadzał się do tego, że rodzice poświęcali im w pierwszych latach życia ogromną ilość uwagi i czasu – przyznaje. – Ale później w wychowaniu uczestniczyli także inni członkowie rodziny i cała wspólnota lokalna.
Nasza niechęć do zaufania własnym dzieciom, do umożliwienia im budowania zdrowych relacji z innymi dziećmi i dorosłymi, może być naprawdę szkodliwa. Jeśli nie pozwolimy im uczyć się na własnych błędach, jeśli zawsze będzie obok nich mama gotowa krzyknąć “Uważaj!”, jeśli stale jesteśmy przy nich obecni i okazujemy lęk o to, czy coś im się nie stanie – wychowamy neurotyczne dzieci o małym poczuciu własnej wartości. Dzieci, które nie będą wierzyć w siebie i w to, że potrafią coś same zrobić.
A przecież wiem, że moje dzieci świetnie sobie radzą pod kochającym okiem jednej czy drugiej babci. I kiedy ubieram się żeby wyjść gdzieś z ich ojcem, chłopcy są zachwyceni. To naprawdę proste – widzę ich zachwyt i podniecenie będące odbiciem mojej radości.
Jednym z najlepszych sposobów skłonienia dziecko do czegoś jest osobisty przykład. Mój syn jest bardzo wysportowany, między innymi dlatego, że moja żona pływa codziennie rano, a ja chodzę na siłownię trzy czy cztery razy w tygodniu. Dzieci łatwo naśladują styl życia rodziców. Przykład to znacznie lepsza metoda niż posyłanie na lekcje tenisa dziecka, które zawsze widzi swoich rodziców rozpartych na kanapie.
Dzieci “powinny być w centrum rodziny – a nie stanowić centrum rodziny”. – Czasami musisz skupić się na dzieciach, czasami na partnerze – dodaje Palmer. – Chodzi o to, żeby zdać sobie sprawę, że nie da się zrobić wszystkiego, być wszędzie. Trzeba po prostu robić wszystko najlepiej, jak się da.

Anna Maxted

Posted in Ciekawostki, Czy wiesz?, Rodzina, RóżneComments (0)

Witamy w Ontario - przewodnik dla nowoprzybyłych Emerytury
Advertise Here

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Toronto

Felieton Wojtka Kozaka

image widget
Advertise Here

Ankieta

Zbliżają się Walentynki, jak będziesz spędzał/a ten dzień?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kalendarz

Luty 2012
P W Ś C P S N
« sty    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829  
 Strona 1 z 1  1